Explore every episode of the podcast Jak się wybudować?
| Title | Pub. Date | Duration | |
|---|---|---|---|
| 20 kroków do wymarzonego domu część 2/4. Dylematy budowlane #78 | 13 Aug 2024 | 00:36:53 | |
Budowa domu często uważana jest za „Inwestycję życia” lub „największe marzenie do spełnienia”. A skoro tak, to warto dobrze przygotować się do jego realizacji Dlatego przedstawiamy Wam cykl podcastów, w których opowiadamy jak prosto przygotować się i przejść przez budowę własnego domu, od marzenia, aż do zamieszkania. W części drugiej poruszamy tematy: badania geotechniczne gruntu, uzbrojenie działki, wybór projektu, uzyskanie pozwolenia na budowę. Zapraszamy do słuchania!
https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_78.mp3
Artykuł 20 kroków do wymarzonego domu część 2/4. Dylematy budowlane #78 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| 20 kroków do wymarzonego domu część 1/4. Dylematy budowlane #77 | 30 Jul 2024 | 00:52:23 | |
Budowa domu często uważana jest za „Inwestycję życia” lub „największe marzenie do spełnienia”. A skoro tak, to warto dobrze przygotować się do jego realizacji Dlatego przedstawiamy Wam cykl podcastów, w których opowiadamy jak prosto przygotować się i przejść przez budowę własnego domu, od marzenia, aż do zamieszkania. W części pierwszej poruszamy tematy przygotowawcze, takie jak zrozumienie własnych potrzeb dotyczących domu, określenie wymagań jakie ma spełniać dom, planowanie budżetu, szacowanie kosztów budowy, określenie potrzeb dotyczących działki. Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_77.mp3
Artykuł 20 kroków do wymarzonego domu część 1/4. Dylematy budowlane #77 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Na co zwrócić uwagę projektując wnętrza? Dylematy budowlane #68 | 14 May 2024 | 00:49:58 | |
Prowadząc podcasty o budowie domu, skupiamy się głównie na kwestiach technicznych, tym czego nie widać i promujemy jakościowe rozwiązania dotyczące prac stanu deweloperskiego. Ale przecież dla wielu osób jest to tylko punktem wyjścia do najważniejszego, czyli do wykończenia wnętrz. Nie oszukujmy się, nie znamy się na tym. Dlatego do dzisiejszego podcastu zaprosiliśmy projektantkę wnętrz – Anetę Wierzbicką, która opowie Wam na co zwrócić uwagę podczas budowy, aby wnętrza wyszły idealne. Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_68.mp3
Artykuł Na co zwrócić uwagę projektując wnętrza? Dylematy budowlane #68 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Umowa o roboty budowlane (podcast) | 21 Nov 2019 | 00:58:46 | |
Kilka tygodni temu poprosiłem Was o przesyłanie umów, które otrzymaliście od projektanta, kierownika budowy lub wykonawców, abym mógł ocenić, czy są OK. Skąd ta propozycja? Praktycznie codziennie analizuję takie umowy i wiem, że często znajdują się w nich zapisy, które niedostatecznie Was chronią lub takie, które są dla Was niekorzystne. Najczęściej wzory umów przedstawiane przez wykonawców: – Nieprawidłowo określają zakres prac. Często umowa pomija pewne ustalenia ustne lub zawęża zakres usługi. To najczęstszy problem. – Nie zawierają informacji o zobowiązaniach wykonawcy. W jakim terminie ma rozpocząć i skończyć pracę? Co, jeżeli praca nie zostanie wykonana w terminie? Jaką udziela gwarancję? W jakim terminie wykonawca ma naprawić zgłoszoną usterkę? – Nie dbają o interes inwestora. Nie zgadzajcie się na płacenie wysokich zaliczek. Dbajmy o swoje pieniądze, a pieniądze są bezpieczne głównie na naszym koncie bankowym. Jeżeli wykonawca oczekuje nieracjonalnej zaliczki, to lepiej z niego w ogóle zrezygnować, niż ryzykować jej utratę. Nie płaćmy także całości wynagrodzenia przed wykonaniem wszystkich prac! Dodatkowa porada: przy umowie z generalnym wykonawcą lub wykonawcą stanu surowego zawsze dołączajcie do umowy projekt budowlany, a w samej umowie zadeklarujcie, że wykonawca ma się tego projektu trzymać. Poza tym nie podpisujcie proszę umowy z wykonawcą, jeżeli jeszcze nie macie kierownika budowy! To kierownik budowy jest sojusznikiem w trakcie budowy i powinien mieć wpływ na wybór danego wykonawcy. Jeżeli wykonawca przedstawił zakres swojej usługi, to kierownik budowy musi sprawdzić czy propozycja wykonawcy nie jest sprzeczna z projektem budowlanym!
To tak w skrócie Nagrałem podcast, w którym opowiadam o tym, dlaczego podpisywanie umów jest tak ważne i jakie błędy znajduję w umowach z projektantami i wykonawcami. Czego się dowiesz z tego podcastu?
Poniżej link do nagrania oraz transkrypcja. Uwaga. Podcast jest dostępny także w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/11/jak_sie_wybudowac_10.mp3TRANSKRYPCJA Dzisiaj podcast o umowach, jak podpisać umowę z wykonawcą, na co uważać i dlaczego tak mało osób umów podpisuje. Zapraszam do słuchania. Dzisiaj bardzo ważny podcast, bo podcast ma numer 10. Na początku mojej podcastowej przygody gdzieś przeczytałem, że najważniejsze jest dotrzeć do właśnie dziesiątego podcastu. Dlaczego? Dlatego, że większość osób na początku, jak zaczyna przygodę z podcastami, to jest oczywiście duży entuzjazm, duże zaangażowanie, dużo chęci. Jest pierwszy podcast, drugi, trzeci, czwarty pojawia się trochę wolniej, piąty trochę na siłę jest robiony, szósty się pojawia po kilku miesiącach, no i większość osób kończy szybko dosyć swoją przygodę podcastową. Kiedyś przeczytałem, że te dziesięć podcastów jest najważniejszych, bo jak ktoś doprowadził podcast do numeru dziesięć, to raczej już potem będzie już szło z górki, więc bardzo się cieszę. Przyznam się, że nawet nie do końca wiem ile osób mnie słucha. W niektórych serwisach widzę, że mnie słucha (regularnie) prawie sto osób, ale nie wiem, jaka jest łączna liczba, więc pozdrawiam wszystkich, dajcie znać, co wam się podoba w podcastach, a co nie. Każde słowo ma dla mnie oczywiście duże znaczenie. A dzisiaj będzie o umowach. Umowy o roboty budowlane są ważnym tematem i podzielę podcast na dwie części. W pierwszej części opowiem o tym, dlaczego ludzie nie podpisują umów, bo chcę pokazać, że obawy które niektórzy mają, jeżeli chodzi o umowy, są bezzasadne, a w drugiej części omówię wasze umowy. Kilka tygodni temu poprosiłem was w mailu i na Facebooku o to, żebyście przysyłali swoje umowy, albo które zrobiliście, albo które wysłał wam wykonawca. Spędziłem nad waszymi umowami z kilkadziesiąt godzin łącznie i mam coś na ten temat do powiedzenia. Tak więc zaczynamy. DLACZEGO UMOWY O ROBOTY BUDOWLANE SĄ TAK WAŻNE?
Zacznę od tego, dlaczego umowy są tak ważne. I ten temat chcę trochę rozszerzyć, ponieważ wiem, jak to jest. Jeżeli na przykład ty nigdy umów nie podpisywałeś albo po prostu im nie ufasz, to jeżeli powiem ci, że „słuchaj, słuchaj, podpisywanie umów, rób umowy, bo to ważne, bo inaczej to będziesz miał same kłopoty!”, to kiwniesz parę razy głową i zrobisz po swojemu. Przerabiałem to nie raz. Nawet moi znajomi, którym tłumaczyłem, jak ważne są umowy, podczas rozmowy potakiwali mi, że no tak, tak, mam rację, bardzo często tych umów nie podpisywali z uwagi na brak chęci, brak czasu, brak wiedzy o tym, jak to zrobić. A jednak umowa jest tak naprawdę czymś obowiązkowym, bez umowy wykonawca może robić z tobą wszystko i nie masz bez umowy żadnego zabezpieczenia. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła taka nieufność do umów, nie tylko do umów o roboty budowlane, ale widzę to na co dzień. Na przykład klienci mojej firmy dostają do podpisania formularz zlecenia. Może jedna osoba na sto, może jedna osoba na dwieście czyta, co podpisuje. Zwykle jest takie omiecenie wzrokiem kartki, spytanie, „gdzie mam złożyć podpis?”, ludzie podpisują dokument i idą w swoją stronę. Widzę to na co dzień, jak załatwiam swoje sprawy. Na przykład dostaję jakąś umowę do podpisania, np. umowa na telewizję satelitarną i często konsultant już bierze palec i pokazuje mi, że ja tutaj i tutaj muszę podpisać, a ja mówię, nie, nie, chwileczkę! Ja teraz tą umowę przeczytam i jak będę już wszystko wiedział, wszystko będzie dla mnie zrozumiałe, to wtedy złożę podpis. I często konsultant w takiej sytuacji mówi „wow, wie pan co, rzadko takie coś widzę, żeby ktoś czytał, bo zwykle ludzie podpisują bez czytania”. I szczerze mówiąc, jestem tym absolutnie zdruzgotany. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie podpisują umowy bez czytania. To jest wielki błąd. I nawet brakuje mi słów. W każdym razie zaczniemy od tego, o czym pisałem w książce i mówiłem w innych podcastach, że jeżeli chcemy budowę przeprowadzić bez nadmiernego stresu, to musimy zadbać trochę o siebie, o swoje zachowanie już wcześniej, przed budową. Jeżeli chcemy wynegocjować podczas budowy duże sumy, to nauczmy się negocjować wcześniej. Jeżeli chcemy podpisywać z wykonawcami dobre umowy, to dbajmy o swój interes wcześniej. Czytajmy to, co podpisujemy wcześniej przy takich codziennych sprawach, a będzie łatwiej nam oswoić się z umowami na placu budowy. To jest naprawdę przerażające, ponieważ ludzie potrafią podpisać bez czytania na przykład umowę kredytową na trzydzieści lat. Potrafią podpisać umowę, w której zobowiązują się do jakichś dużych kwot. I tego chcę nauczyć, że musisz mieć bardzo mało zaufania do dokumentu, który jest ci przedstawiany, ponieważ albo osoba, która tą umowę pokazuje, może mieć po prostu nieczyste zamiary i mogła ci obiecywać gruszki na wierzbie, mogła ci obiecywać dużo rzeczy, ale jeżeli tego nie ma w umowie, to to, co obiecywała ta osoba nie ma znaczenia. Po drugie, po prostu ludzie czasami popełniają błędy i w umowie mogą być jakieś rzeczy, które mogą cię kosztować. Kilkanaście lat temu pracowałem w serwisie aparatów fotograficznych, najpierw jako serwisant, potem jako pracownik obsługi klienta. Dawaliśmy klientom do podpisania taki standardowy formularz zlecenia, w którym było napisane, że przekazywany aparat nosi ślady użytkowania mechanicznego i rysy. Ten zapis chronił serwis. I przez dwa lata byłem świadkiem kilku awantur, kiedy klient odbierał sprzęt, na przykład swoją ukochaną lustrzankę, no i mówił, „ale tu jest coś uszkodzone”. No to my pokazywaliśmy formularz zlecenia, w którym było napisane, że ten sprzęt posiadał rysy. No i kończyło się zwykle awanturą. Przykre tak naprawdę, bo ludzie to czytali i podpisywali bez czytania. I przez dwa lata spotkałem się chyba tylko z jednym klientem, który przeczytał ten dokument, powiedział, że nie życzy sobie tego sformułowania, ponieważ jego sprzęt nie ma takich usterek, obejrzeliśmy ten aparat, skreśliliśmy ten zapis i wszystko było w porządku. Dlatego istotne jest co podpisujemy. Każdy zapis w umowie można zmieniać. To, że ktoś ci daje coś do podpisu, nie znaczy, że te zapisy mają zostać. Ja już nie raz coś tam skreślałem, dodawałem od siebie w różnych umowach, bo pewne zapisy w nich były po prostu dla mnie nie do przyjęcia. PO CO PODPISYWAĆ UMOWY O ROBOTY BUDOWLANE?
Po co podpisywać umowy z wykonawcą? Przede wszystkim jest to dla twojego bezpieczeństwa. Umowa o roboty budowlane precyzuje terminy rozpoczęcia prac, terminy zakończenia prac, dzięki temu będziesz wiedział, kiedy wykonawca wejdzie na plac budowy, a kiedy pracę skończy. Umowa o roboty budowlane powinna precyzować wysokość wynagrodzenia. Ta wysokość nagrodzenia powinna być ustalona w taki sposób, aby po zakończeniu prac nie było gadki pod tytułem, „ale ja zrobiłem więcej, więc należy mi się więcej wynagrodzenia”. Dlatego w umowie powinny być też dokładne zakresy prac, które ma wykonawca wykonać. Powinny być opisane gwarancje. Jest dużo rzeczy, które trzeba ustalić po to właśnie, aby po wykonaniu prac nie było jakiejś głupiej gadki, że umawialiśmy się inaczej. Wszyscy są tylko ludźmi i jeżeli umówimy się z wykonawcą na jakąś tam pracę, to wykonawca może nas po prostu źle zrozumieć. I on zrozumiał, że ma zrobić jakąś tam czynność, ty myślałeś trochę o czymś innym, gdzieś się nie dogadaliście, i po zakończonej pracy jest awantura, niezgodność jakaś, jakaś nieprzyjemna wymiana zdań. Po co? Natomiast umowa z wykonawcą tak naprawdę jest tylko ostatnim etapem rozmów, negocjacji i w umowie tylko tak naprawdę spisujemy rzeczy, które były ustalone wcześniej. Trzeba patrzeć na to całościowo. Jeżeli szukamy wykonawcy, to najpierw z nim rozmawiamy, ustalamy dokładny zakres prac, nie pozostawiamy żadnych wątpliwości co do tego, co jest w jego obowiązkach, negocjujemy, rozmawiamy o karach umownych. Rozmawiamy! Nie narzucamy tych kar umownych w umowie, tylko rozmawiamy z wykonawcą, przedstawiamy mu różne możliwości. Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy i potem tylko spisujemy ustalenia do umowy. To jest dosyć proste i więcej o tym będę mówił w drugiej części podcastu, kiedy będę omawiał przesłane przez was umowy. A JA NIE PODPISUJĘ UMÓW I JEST MI DOBRZE!
Dlaczego inwestorzy nie podpisują umów? Spotkałem się z wieloma wymówkami, tak to nazwę. Taką największą wymówką, najczęściej spotykaną, jest to, że żaden wykonawca nie podpisze umowy. To jest guzik prawda, nie mówiąc brzydziej. Każdy wykonawca, z którym współpracowałem, podpisał umowę. Jeżeli jakiś wykonawca nie chciałby podpisać umowy, to wtedy się żegnamy, bo taki wykonawca nie jest dla mnie godzien zaufania. I tak naprawdę o to chodzi. Nie ma czegoś takiego, że wykonawca nie chce podpisać. Jeżeli nie chce podpisać, to prawdopodobnie nie chce dać gwarancji. Ten wykonawca nie jest w żaden sposób dla ciebie bezpieczny. Takich wykonawców unikaj. Spotkałem się z tym, że niektórzy uważają, że skoro wykonawca pracuje na czarno, bo tacy też się oczywiście zdarzają, to taki wykonawca tym bardziej umowy nie podpisze, bo będzie się bał tego, że na przykład doniesiesz go do Urzędu Skarbowego. Pomijam to, żeby raczej unikać współpracy z wykonawcami, którzy pracują na czarno, bo jednak jest to nieuczciwe względem osób, które odprowadzają podatki, płacą ZUS i odprowadzają wszystko, co trzeba. Szara strefa szkodzi wszystkim. Ale nie ma co ukrywać, że budownictwo rządzi się swoimi prawami i na rynku jest trochę wykonawców, którzy nie mają firm, nie mają działalności, ukrywają swoje dochody. Nie będę udawał, że takiej sytuacji nie ma. Więc jeżeli wykonawca powie ci, że on nie ma firmy i nie podpisze umowy, bo się boi Urzędu Skarbowego, to nie wierz mu. Możesz umowę z nim podpisać, jak najbardziej. W umowie będą te wszystkie rzeczy zawarte, jakie ma każda inna umowa, tylko podpisujesz umowę po prostu z panem Kowalskim, a nie z jakąś tam firmą. I ewentualnie możecie się umówić, że na przykład po zakończeniu prac, rozliczeniu i tak dalej, umowa z wykonawcą zostanie zniszczona. Oczywiście nie polecam takiego rozwiązania, ponieważ niszczenie umowy to też jest na twoją niekorzyść, ponieważ pozbędziesz się nawet gwarancji na wykonaną pracę, pozbędziesz się dowodu na to, że wykonawca był u ciebie. No, ale jak już ktoś ma w ogóle nie podpisać umowy, to lepiej, żeby podpisał taką i ją potem zniszczył, niż w ogóle. Natomiast zwracam uwagę na to, żeby raczej wykonawców, którzy pracują na czarno, po prostu unikać, bo to ani bezpieczne, ani fajne i szkodzi tym prawidłowo działającym firmom, które rzetelnie odprowadzają podatki. JAK ZACHĘCIĆ WYKONAWCĘ DO PODPISANIA UMOWY?
Jeżeli słuchałeś mojego podcastu o negocjacjach, to wiesz, że ja podchodzę do współpracy z ludźmi w sposób partnerski. Rozmawiam, ustalam szczegóły pracy, rozmawiam jeszcze więcej i pewne rzeczy po prostu wychodzą w trakcie rozmowy. Jeżeli byś z wykonawcą zamienił tylko kilka słów, potem dał do podpisania wykonawcy kilkunastostronicową umowę, gdzie są jakieś bełkotliwe zapisy, których nikt nie rozumie, to wcale się nie dziwię, że wykonawca takiej umowy nie będzie chciał podpisać. Ja też bym nie chciał. Sposób partnerski polega na tym, że najpierw rozmawiacie i to długo, ustalacie wszystkie zasady współpracy, potem spisujesz prostą, klarowną, przejrzystą umowę i wtedy wykonawca ci taką umowę podpisze. Prosta, klarowna oznacza, że umowa ma być prosta, prostym językiem napisana, zrozumiała. Naprawdę w umowach nie trzeba pisać jakichś górnolotnych słów, używać zdań wielokrotnie złożonych, spisywać to wszystko na kilkunastu stronach i jeszcze małą czcionką. Wszystko opisać zwykłym, prostym językiem, zrozumiałym dla wszystkich i ma być po prostu przejrzyście. Poza tym umowa z wykonawcą ma być symetryczna. To nie może być tak, że umowa tylko gani wykonawcę, a ty nie masz żadnych obowiązków. No nie. Umowa jest wtedy dobra, kiedy gwarantuje bezpieczeństwo obu stronom. Jeżeli na przykład chciałbyś, żeby wykonawca płacił ci czy też obniżał wynagrodzenie za każdy dzień opóźnienia, masz takie prawo oczywiście, ale niech się wykonawca też czuje bezpiecznie. W takim razie ty mu podwyższysz wynagrodzenie, jeżeli spóźnisz się z płatnością na przykład. Dzięki temu każdy jest bezpieczny. Ty możesz oczekiwać od wykonawcy tego, że zapłaci ci jakąś karę umowną, jeżeli przerwie pracę albo w ogóle zrezygnuje z wykonania usługi. Okej, w porządku. Ale też w drugą stronę, wykonawca też się musi czuć bezpiecznie, bo przecież są różni inwestorzy, także niestety cwaniacy, z przykrością to stwierdzam, i może być tak, że jakiś inwestor znajdzie lepszą ekipę, tańszą i nagle powie tamtemu wykonawcy, który już sobie jakiś tam termin zarezerwował, że „sorry, jednak żegnamy się, pan tutaj termin zarezerwował, ale przykro mi, no do widzenia”. Jeżeli inwestor wybierze inną firmę już po podpisaniu umowy, to też będzie płacił jakąś karę umowną. I dzięki temu nie ma problemu, tak? Jest umowa, gwarantuje bezpieczeństwo obu stronom. Kto by takiej umowy nie podpisał? ALE JA NIE WIERZĘ W SKUTECZNOŚĆ SĄDÓW!
Kolejnym powodem, dla którego umowy nie są podpisywane, jest taka niewiara w sądy, niewiara w ich skuteczność. Na temat sądów powiedziano już wiele, natomiast moje doświadczenia są raczej pozytywne. Już miałem jakieś sprawy sądowe niestety z moimi klientami, którzy gdzieś się tam ociągali w płatnościach albo po prostu zniknęli. I powiem szczerze, nie jest tak źle. Znaczy oczywiście nie mogę powiedzieć, że ja reprezentuję jakąś próbkę statystyczną i jak ja powiem, że wszystko jest dobrze z sądami, to jest dobrze. Nie, po prostu to jest moje zdanie. Umowy w moim przypadku po prostu działają, sprawdziłem to już wiele razy i dlatego je tworzę i podpisuję. Natomiast jest tak naprawdę druga strona, że w momencie, kiedy wykonawca podpisze umowę, to w tym momencie już on czuje jakby presję. On się do czegoś zobowiązał na piśmie. Jeżeli go jeszcze wcześniej dobrze sprawdziłeś według moich wskazówek z książki lub z innych podcastów, jeżeli ma jakąś renomę, jest znany na rynku, to nie będzie się z tobą bawił w chodzenie po sądach, bo dla niego to jest mało opłacalne, nie będzie chciał tego robić, nie będzie się w to bawił, będzie tego po prostu unikał. Jeżeli masz rzetelnego wykonawcę, którego dobrze sprawdziłeś, masz dobrą umowę, to sąd zdarzy się bardzo, bardzo, bardzo rzadko. I tutaj chcę nadmienić to, że nie wiem znowu dlaczego, chyba w tym podcaście się trochę bardzo często dziwię, ale nie rozumiem, dlaczego ludzie nie walczą o swoje. Już spotkałem się z takimi właśnie opiniami, że „jak podpiszę umowę i wykonawca mnie wystawi, to nie będzie mi się chciało iść do sądu”. Albo „to za duże koszty i mi się nie będzie chciało”. I gdyby to było tylko takie gadanie, to jeszcze bym machnął na to ręką, ale już za często widziałem sytuacje, że ludzie nie ścigali niesolidnych dłużników, niesolidnych wykonawców, uważając, że nie będą się z tym szarpali, bo i tak nic nie uzyskają. Czasami chodzi o naprawdę duże kwoty, o kilka, kilkanaście tysięcy złotych. I zamiast walczyć o swoje, ludzie machają na to ręką, bo szkoda walczyć, bo i tak się nic nie uda. Ręce opadają tak naprawdę, bo pójście do prawnika o poradę czy nawet załatwienie tego zdalnie, poświęcenie na to kilku godzin, jest niczym w porównaniu do tego, że możesz odzyskać swoje pieniądze. Chyba lepiej przeznaczyć nawet jeden dzień roboczy na to, żeby te dziesięć tysięcy zdobyć, a przynajmniej zwiększyć na to szanse, bo przecież w ciągu jednego dnia tych dziesięciu tysięcy chyba nie zarobisz, prawda? Po drugie, jeżeli pozwalamy tak i machamy ręką na oszustów, to pozwalamy im dalej działać na rynku. Jeżeli wykonawca ukradł raz kilka tysięcy, to za chwilę przyjdzie do innego inwestora i ukradnie u niego kilkanaście tysięcy złotych. Potem będzie szedł dalej, kradł dalej, i jak będziemy tak machać rękami, to jest bardzo niezdrowe tak naprawdę. I dlatego ja walczę o swoje, niezależnie od kwoty, po prostu dla zasady, koniec. Poza tym jeżeli jestem rozczarowany jakimś wykonawcą i nawet jeżeli pieniędzy nie straciłem, to i tak zostawiam po nim ślad w Internecie po to, żeby się fajnie pozycjonowało, żeby po prostu ostrzec innych. KTOŚ CIĘ OSZUKAŁ? POINFORMUJ O TYM INNYCH!
I tu też wielka prośba, jeżeli masz jakiegoś niesolidnego wykonawcę, umieść w paru miejscach w sieci informacje na jego temat. Ile to ci zabierze, godzinę, dwie? Ale dzięki twojemu wpisowi lub komentarzowi możesz komuś innemu oszczędzić wielu nerwów. Pewnie znacie, a jak nie znacie, to zapraszam do mojego artykułu na temat tego, jak ja dałem się nabrać. Tam była moja historia ze stolarzem. Popełniłem przy tej współpracy sporo błędów, przyznaję się do tego otwarcie. W artykule spisałem wszystkie dane wykonawcy po to, żeby kolejne osoby, które chciałyby z niego skorzystać, na niego się nie nacięły. I już parę osób mi podziękowało właśnie za ten artykuł i za to, że dzięki niemu wiedzą kogo unikać. To tak w ramach takiej małej dygresji. Umowy są skuteczne, nie bójmy się tego, że nie. Wykonawcy też boją się chodzić do sądu i czasami nawet sprawa się w sądzie nie kończy, ponieważ wystarczy właśnie dobra umowa, wezwanie do zapłaty czy też wezwanie do naprawienia wad i to często wystarcza. Sąd jest ostatecznością tak naprawdę. A jeżeli umowy byś nie miał, no to nic nie zrobisz, zamykasz sobie drogę. NIE PODPISUJĘ UMÓW BO ZNAM SIĘ NA LUDZIACH
Kolejną taką wymówką do niepodpisywania umów jest to, że liczy się człowiek, a nie umowa, więc nieważna jest umowa, ważny jest wykonawca i to co on sobą reprezentuje. Po części jest to prawda, tylko że nikt nie mówił, że sama umowa ci coś zagwarantuje. Umowa na budowę domu jest tylko pewną składową pewnego procesu. Musisz znaleźć wykonawcę, musisz go dobrze wybrać, musisz sprawdzić jego klientów, poprosić o referencje, musisz sprawdzić jego prace, porozmawiać z nim i dopiero podpisać umowę. Dopiero jak wszystkie elementy wykonasz, sprawdzisz wykonawcę i tak dalej, to będzie w porządku. Natomiast jeżeli wybrałeś wykonawcę pierwszego lepszego, nie sprawdziłeś w ogóle, co on sobą reprezentuje, uwierzyłeś mu, że ma jakichś klientów i że byli oni zadowoleni, i podpiszesz z takim wykonawcą umowę, to ta umowa w sumie to ci dużo nie zagwarantuje. Tak więc trzeba patrzeć na ten wybór wykonawcy całościowo. Umowa jest tylko jednym z elementów. Ona niczego ci nie zastąpi. Kolejną sprawą jest to, że ktoś mówi, że nie potrzebuje umów, bo zna się na ludziach i wie komu zaufać. Powiem tak. Jak słyszę i widzę osobę, która mówi, że zna się na ludziach, to zwykle ona się na tych ludziach nie zna. Po prostu ona jest przekonana o tym, że po prostu jest dobra w poznawaniu się na ludziach, ale fakty wskazują na coś innego. To jest częsty problem. Na przykład przedsiębiorcy bardzo często podejmują pewne decyzje na podstawie swojej intuicji, a to jest błąd, bo powinno się podejmować decyzje na podstawie danych, a nie na temat właśnie jakichś tam wrażeń i przekonań, bo czymże jest innym intuicja. Ale nawet przyjmijmy na chwilę, że mamy idealny świat, mamy samych super wykonawców, dbających o renomę, uczciwych i tak dalej. Czy w takiej sytuacji nie podpisywać umowy? Podpisywać, dlatego że nawet uczciwy wykonawca albo taki, który dba o renomę, może mu się jakaś noga podwinąć, coś się może stać, jakiś może problem wystąpić. Znam taką sytuację, że była firma bardzo znana, polecana chyba na forum Muratora, bardzo, bardzo często, od wielu lat tak naprawdę. W pewnym momencie ludzie tak naprawdę uderzali do niej w ciemno, bo skoro tyle osób ją poleca, to nie może być nic złego. Jak ludzie zaczęli tam się do tych firm odzywać, to ufali ślepo w te rekomendacje i niczego więcej nie sprawdzali. Okazało się, że ta polecana firma, miała bardzo dużo klientów z poleceń więc zaczęła zatrudniać kolejne osoby do pracy i zaczęło być już gorzej, bo jeżeli dla danego klienta robiła ekipa, która pracowała z tym wykonawcą od wielu lat, było wszystko w porządku. Jeżeli jednak robiła to ekipa świeżo pozyskana, to już były problemy. Z czasem wykonawca brał więcej prac, gorsze ekipy brał do pomocy, i nagle się okazało, że wykonawca stracił całą renomę, zaczęły się spóźnienia, problemy, wymówki i koniec dobrego, rzetelnego wykonawcy. Osoby, które nie miały podpisanej umowy z takim wykonawcom, miały problem. Zawierzyły temu, że wykonawca jest polecany wszędzie, umowy nie podpisywały, i potem było ciężej po prostu odzyskać to, co do nich należało. CZY INWESTOR MA LEPSZĄ POZYCJĘ BEZ UMOWY?
Kolejną wymówką do tego, aby umów nie podpisywać, jest coś takiego, że inwestor ma lepszą pozycję bez umowy. Spotkałem się z tym kilka razy. Osoby, które tak twierdzą, uważają, że umowa z wykonawcą ich ogranicza, a jak nie ma umowy, to oni czują się z tym lepiej, ponieważ umowa umową, ale tak naprawdę, jak wykonawca czegoś nie zrobi, to ja mu nie zapłacę i wszystko jest w porządku. To jest słabe tak naprawdę, bo to nie jest partnerskie podejście, o którym ja mówię. To jest jakieś podejście inwestora, który współpracuje z wykonawcą z pozycji siły. Ja na miejscu takiego wykonawcy nie zgodziłbym się na współpracę z takim inwestorem, który tylko żąda i z którym nie będzie podpisanej umowy. I szczerze mówiąc, ten temat spowodował, że zrezygnowałem z udzielania się na forum Muratora, ponieważ miałem już dosyć rozmów z ludźmi, którzy zaczęli budować dom i oni się ze mną kłócili, że oni umów nie podpisują, bo te umowy nic im nie dają, a jak wykonawca czegoś nie zrobi, to ja mu nie zapłacę i koniec, a jak mu się nie będzie podobało, to niech sobie idzie. I potem widziałem wpisy w różnych dziennikach budowy tych samych osób, które były takie mądre, że potem była jakaś kłótnia z elektrykiem, że coś miał zrobić, ale nie zrobił, bo się nie dogadali, bo nie było umowy, inna osoba nie przyszła w określonym terminie, bo nie było umowy, i potem ci sami inwestorzy, którzy tacy byli mądrzy, potem pisali, jacy to źli wykonawcy są na rynku. Tylko żadnej nie było z tego nauki. Według tych osób wina leżała zawsze po stronie wykonawców, a nie inwestora, który nie chciał podpisać umowy. Szczerze mówiąc, zrezygnowałem z forum Muratora, bo już miałem trochę dosyć ludzi, którzy są po prostu przekonani o swojej nieomylności i o tym, że współpraca z wykonawcami bez umowy i z pozycji siły jest jedyną słuszną. Oni nawet nie widzą tego, że mimo tego że nawet starałem się obiektywnie pokazać, że „słuchaj, to właśnie dlatego że nie masz umowy, spotkało cię to, to i to, robisz to źle” to i tak zawsze wina była po stronie złego wykonawcy. (Podczas czytania transkrypcji uświadomiłem sobie, że mogę tu zostać źle zrozumiany. Jasne, że skoro wykonawca nie zaczął pracy w terminie, to jest to jego wina. Skoro jednak ktoś się buduje i nie podpisuje umów, wybiera niestarannie wykonawców, spieszy się i ma cały czas ma problemy na budowie, ale nie wyciąga z tego wniosków i co najgorsze poleca innym inwestorom taki sam tryb działania, to jest to po prostu słabe. To tak, jakbyś jeździł po mieście z 2x większą prędkością niż powinieneś i narzekał na innych uczestników ruchu, że zajeżdżają ci drogę.) Dobry wykonawca podpisze umowę, która też tobie zagwarantuje bezpieczeństwo, a ze złym, mam nadzieję, że ze złym wykonawcą nie będziesz współpracować, bo go odrzucisz na pierwszym etapie, kiedy go sprawdzałeś. ALE NIE DA SIĘ WSZYSTKIEGO OPISAĆ W UMOWIE, A UMOWA USTNA TEŻ JEST WAŻNA
Jeszcze nam zostały trzy wymówki. Szybko, bo chcę przejść do drugiej części podcastu. Pierwsza z nich to jest to, że nie da się wszystkiego opisać w umowie, więc umowy nie mają sensu. Da się. Przy małych pracach albo mało skomplikowanych da się wszystko opisać, tylko zalecam być w miarę szczegółowym. Jeżeli ma malarz pomalować pomieszczenia, to dobrze by opisać, które pomieszczenia, jakim kolorem albo do jakiej wysokości, po to, aby nie było wątpliwości. Jeżeli mamy glazurnika, to też mu opisać, jakie płytki, do jakiej wysokości pomieszczenia albo nawet dołączyć jakiś prosty rysunek. Przy większych pracach trzeba dołączyć na przykład projekt budowlany, projekt instalacji elektrycznej albo podłogówki i wymagać tego, żeby wykonawca wykonywał pracę zgodnie z tym projektem. Tak więc jak najbardziej da się opisać w umowie wszystko albo prawie wszystko. Drugą wymówką jest to, że umowa ustna jest tak samo ważna jak pisemna, bo przecież, jak się umówiłem, to podamy sobie ręce i jest w porządku. No nie, to nieprawda. Znaczy prawda jest taka, że umowa ustna jest okej, w tym sensie, że jest honorowana, ale prawda jest taka, że w praktyce nikomu nic nie udowodnisz. Nie udowodnisz, jakie były ustalenia. Fajnie, że sobie rękę podaliście, ale za miesiąc albo za dwa, albo za trzy, kiedy wykonawca skończy pracę, to, co mieliście w głowach, możecie rozumieć zupełnie inaczej. Tutaj prosty przykład, mój przyjaciel pomylił kwoty netto i brutto. Jedna osoba myślała o kwocie netto, druga osoba myślała o kwocie brutto, nie zostało to ustalone, wyszło to właśnie przy rozliczeniu, a przy pracy, która jest warta kilkanaście tysięcy złotych, różnica na VAT-cie to ponad dwa tysiące złotych. Dlatego miejcie wszystko na piśmie. A JA NIE MAM CZASU NA PISANIE UMÓW
I trzecia rzecz to taka też częsta wymówka, że „nie mam czasu na pisanie umów”. Nie mam czasu…. Jak nie masz czasu na pisanie umów, to się nie buduj. Taka jest prawda, bo jeżeli nie jesteś w stanie przeznaczyć tych kilku godzin na napisanie umów, a nawet przecież możesz skorzystać ze wzorów umów, które dołączam do mojej książki, to nie buduj się! Jeżeli jednego dnia nie przeznaczysz na umowy, to jakim cudem będziesz miał czas na inne aspekty budowy, których jest całe mnóstwo. Rozumiem ludzi, którzy nie umieją pisać umów, to nic dziwnego. Ja akurat umiem, bo robię to od kilkunastu lat i jestem dokładny, staranny i wiem, jakie powinny być zapisy, ale rozumiem, że są ludzie, dla których umowy są czymś niejasnym, jakby nie patrzeć trzeba się z tym oswoić. Ale w takim razie, skoro czegoś nie umiesz robić, to komuś to po prostu zleć. Prawnik. Ja wiem, że ludzie się boją prawników, uważają, że prawnicy są drodzy, ale czy tak naprawdę wiesz, ile usługa prawnika kosztuje? Godzina konsultacji u prawnika to jest na przykład sto złotych. Jeżeli będziesz chciał jakąś umowę dobrą podpisać z wykonawcą, na przykład na stan surowy, to prawdopodobnie będziesz musiał z prawnikiem usiąść, porozmawiać, poustalać szczegóły. Taka usługa będzie droższa, ale niech nawet kosztuje trzysta złotych, czterysta złotych, czym to jest w porównaniu do pracy, która jest warta na przykład ponad 100000 zł? To chcesz zaryzykować? No kurczę, ludzie grają w gry losowe, w totka, na wyścigach konnych i tutaj liczą na wygraną, a jednocześnie nie chcą przeznaczyć tych set złotych po to, aby właśnie wygrać w przypadku odpukać jakiegoś tam problemu z wykonawcą. Tak więc nie bójmy się prawników, aczkolwiek uważam, że dużo rzeczy możemy spisać sami i usługa prawnika często nie będzie nam potrzebna albo będzie nam potrzebna tylko do tego, aby zweryfikować pewne zapisy w umowie, co jest w ogóle usługą tanią i szybką do wykonania. Mam nadzieję, że teraz już wiesz, jak ważne jest podpisywanie umów i to, że umowy znacznie podwyższają twoje bezpieczeństwo i będziesz podpisywał umowy choćby po to, żebym nie gadał kolejne pół godziny. Więc teraz płynnie przechodzimy do drugiej części, mianowicie o tym, jak analizowałem wasze umowy. JAKIE BŁĘDY SĄ W WASZYCH UMOWACH?
Poprosiłem jakiś czas temu właśnie o podsyłanie waszych wzorów umów i spotkałem się z komentarzem, że co ja mogę wiedzieć, skoro nie jestem prawnikiem. Okazuje się, że jednak dosyć sporo, ponieważ dobra umowa nie ma żadnych kruczków prawnych, dobra umowa nie wymaga tak naprawdę czytania przepisów prawa, ponieważ klarowna umowa, przejrzysta i zrozumiała dla obu stron nie potrzebuje ingerencji prawnika, więc nie trzeba mieć też prawnika do tego, aby taką umowę sprawdzić. Prawnik się przydaje wtedy, kiedy umowa jest po prostu niezrozumiała i czuć nawet, że wykonawca próbuje coś przemycić w tej umowie korzystnego dla siebie. Umowy widziałem różne. Tylko chyba dwie umowy były dobre w tym znaczeniu, że były klarowne i narzucały takie same symetryczne obowiązki, zobowiązania dla obu stron. Czyli jeżeli wykonawca na przykład chciał ci dać jakąś karę umowną za opóźnienie płatności, to jednocześnie w tej umowie było napisane, że on także za każdy dzień opóźnienia będzie obniżał swoje wynagrodzenie. Natomiast zdecydowana większość umów była albo średnia, albo gwarantowała tylko bezpieczeństwo wykonawcy, a kilka umów było wręcz beznadziejnych. Najgorsza umowa była przedstawiona przez biuro architektoniczne. Biuro realizuje albo już nawet zrobiło projekt budowlany, i gdzieś tam podczas rozmów okazało się, że mogą także postawić cały dom. Przedstawili umowę na postawienie całego budynku. I pierwsze wrażenie było już od razu negatywne. Ja nie jestem jakimś wielkim estetą, jeżeli chodzi o umowy, bo ważne są zapisy, a nie to jak wygląda, ale jeżeli widzimy umowy, w której są powtórzone te same punkty, ta sama numeracja, są błędy interpunkcyjne, a w tej umowie były spacje przed kilkunastoma kropkami, umowa jest formatowana w taki sposób, że niektóre paragrafy są po prawej stronie, niektóre po środku, niektóre bardziej z lewej, to wszystko wygląda jakby to było naprawdę jakieś dzieło szaleńca, to już wiem, że coś jest nie halo, szczególnie że umowę przedstawiło biuro projektowe, a przecież projektanci są trochę bardziej, a przynajmniej powinni być dokładniejsi, dbający o pewne szczegóły. A tu dostałem takie coś, sformatowane i spisane w sumie na kolanie. Jak zacząłem się wczytywać w umowę, to okazało się, że wiele zapisów dla mnie nie jest zrozumiałych. Było opisane to w taki sposób, że ja nie do końca wiedziałem, co ja czytam. W umowie były jakieś daty wpisane, mamy przecież 2019 rok, a tam były daty, że wykonanie pewnych elementów zostanie przeprowadzone do któregoś miesiąca roku 2017. Były dwie różne kwoty podane na wykonanie tej pracy. Ewidentnie ktoś posklejał kilka chyba umów w jedną. Ja nie mam pojęcia, jak taki wykonawca może na rynku funkcjonować, skoro nie umie prostej umowy skonstruować. Co bardziej przerażające, jeżeli on działa na rynku parę lat i on takie umowy ludziom przedstawia do podpisania, to ktoś te umowy podpisuje. To jest straszne, ale to pomijam. W każdym razie umowa była naprawdę źle spisana, miała błędy i niejasności. Myślę, że taka niechlujność źle świadczy o wykonawcy. Czego zabrakło w Waszych umowach? W kilku umowach zabrakło nawet terminu rozpoczęcia prac, co jest bardzo dziwne, bo w tym momencie nie wiadomo, kiedy wykonawca ma wejść na budowę. W wielu umowach był termin zakończenia prac, ale niestety nie było na przykład kar umownych, co oznacza, że wykonawca może nas zwodzić i odwlekać termin ile mu się tylko podoba. Słuchajcie, rynek jest, jaki jest. Wykonawcy czasami biorą za dużo pracy, zwodzą klientów, idą do jednego klienta, drugiemu mówią, że wrócą za tydzień, potem gdzieś tam jeszcze coś tam kończą i tak latają po tych budowach. Brak kar umownych spowoduje to, że do ciebie to mu się za bardzo nie będzie spieszyło, więc podpisz umowę, wyznacz kary umowne, i wtedy wykonawca wybierze w pierwszej kolejności ciebie, a nie inwestora, z którym umowy nie ma podpisanej. Taka to smutna rzeczywistość. Kolejną rzeczą są gwarancje. Tu też żądajmy tego, wpisujmy to w umowach. Jasne, że prawo nam daje pewne przywileje jako inwestorowi, ale gwarancja jest po to, że ona rozszerza to, co jest w kodeksie. W związku z tym żądajmy kilku lat nawet gwarancji na wykonane prace w zależności oczywiście od tego, jakie te prace są wykonane. Kolejnym problemem był zakres prac. Ten zakres prac był bardzo często szczątkowo tylko opisany. To jest błąd, bo w tym momencie, jak ja czytam umowę, ja nie wiem, co ma wykonawca wykonać. W związku z tym bardzo często musiałem od razu spisać parę moich pytań do osoby, która mi wysłała maila z umową, i zadać pytania w ogóle o co chodzi tu chodzi. W kilku przypadkach w ogóle nie było dla mnie jasne, jaką pracę ma wykonać wykonawca. Tak więc zadbajmy o to. Pokażmy wzór umowy osobie, która nie wie o co chodzi, co ma wykonawca wykonywać. I jak ona powie, że jest wszystko dla niej zrozumiale, w porządku. Jeżeli powie, że z tej umowy nic nie wynika, nie wiadomo, jaki jest zakres obowiązków wykonawcy, to w takim razie trzeba to uzupełnić. Jeżeli umowa na budowę domu jest podpisywana na przykład na stan surowy albo jest umowa z generalnym wykonawcą, to oni często dołączają załączniki, w których opisują wszystkie prace, które są do wykonania. I na przykład taki załącznik może mieć pięćdziesiąt pozycji, gdzie jest wszystko, od prac ziemnych po fundamenty, izolację, hydroizolację. Bardzo szczegółowo czasami jest to opisane. Błędem jest podpisanie takiej umowy bez dowiedzenia się, co te pozycje oznaczają. Tutaj wracam oczywiście do tego, o czym mówię bardzo często, czyli jeżeli podpisujemy umowę o roboty budowlane z generalnym wykonawcą albo właśnie na stan surowy, miejmy już kierownika budowy, który jest naszym sojusznikiem, który nie jest tani, ale weźmie za swoją uczciwą pracę kilka tysięcy złotych, i dajmy jemu tę umowę do przeczytania. Upewnijmy się, że to, co jest spisane przez wykonawcę, jest okej i to są te prace, które ma wykonawca wykonać właśnie na twojej budowie. Bo wykonawca coś mógł sobie spisać, ale to w ogóle nie ma sensu. Jeżeli taką umowę byś podpisał, to potem może się okazać, że jednak coś wykonawca przeoczył albo czegoś nie wpisał, tego, co powinno być, coś się okaże podczas budowy, i wykonawca będzie chciał na przykład za to więcej pieniędzy. Unikaj takich sytuacji. Poza tym w wielu sytuacjach wystarczyłoby dołączenie do umowy projektu budowlanego i zobowiązanie wykonawcy do tego, aby stosował się do projektu budowlanego. Praktyka jest taka, że projekty są różne i często są mało szczegółowe, więc to też jest problem, o którym mówiłem. Bardzo polecam przeczytanie mojego artykułu: po co właściwie projekt budowlany? W związku z tym, gdzieś trzeba to wypośrodkować. Kierownik budowy jest twoim sojusznikiem, powinien projekt budowlany przejrzeć wcześniej, zobaczyć, czy nie ma jakichś błędów, a zaręczam, na pewno są, skoro ja znajduję w każdym projekcie błędy, to kierownik budowy, który jest jednak ekspertem, znajdzie ich zdecydowanie więcej. Dopiero wtedy, kiedy mamy projekt już sprawdzony przez kierownika budowy, uzupełniony, dajemy go do wykonawcy. Wykonawca zgłasza swoje uwagi. I tu też moja uwaga, jeżeli wykonawca nie ma żadnych uwag do projektu budowlanego, to znaczy, że tego projektu nie czytał. Tak po prostu. To tak to wygląda. I dopiero wtedy, kiedy umowę podpisujecie z wykonawcą, na podstawie dobrego projektu, ten projekt można dołączyć do umowy. Tak więc pamiętajcie o tym, że my, inwestorzy, nie musimy się znać na wszystkim, nie musimy się znać na materiałach budowlanych, na technologii budowy, otaczajmy się ludźmi, którzy po prostu na ten temat wiedzą więcej niż my. ROZLICZENIE ZA STAN SUROWY
W przypadku dużych prac dobrze jest podzielić pracę na etapy. Przykładowo fundamenty, potem ściany nośne, strop, działowe i od każdego etapu możemy odejmować na przykład 10% wynagrodzenia. To po to, żeby nie płacić wykonawcy wszystkiego tego, co sobie zażyczy po pierwszym etapie, ponieważ być może będzie chciał cię opuścić z pewnych przyczyn. Co z tego, że zapłaci ci wtedy jakąś karę umowną, skoro zostaniesz z rozgrzebaną budową, a znaleźć wykonawcę w tych czasach tak z miesiąca na miesiąc jest bardzo ciężko? Jeżeli wykonawca ci zejdzie z budowy, to niestety może to wstrzymać twoją budowę na kolejne pół roku na przykład. W związku z tym takie dodatkowe zostawienie sobie jakiejś tam partii wynagrodzenia jest dodatkowym motywatorem dla wykonawcy, po prostu. Oczywiście można to podzielić na różne sposoby. Można po prostu podczas rozmów z wykonawcą te kwoty już zmniejszyć i te zmniejszone kwoty wpisać do umowy, a rozliczyć dopiero na koniec. Jakby sposób działania jest jak sobie życzysz. Chodzi o to, żeby wykonawca zawsze jeszcze miał pewien jakby niedosyt. Żeby jeszcze musiał jeszcze trochę popracować u ciebie, żeby zdobył wszystkie pieniądze. I ja wiem, że z punktu widzenia wykonawcy to nie jest zbyt bezpieczne, bo wykonawcy by najchętniej wzięli dużą zaliczkę i potem pracowali spokojnie. No ale, no niestety my dbamy o swój interes, rzetelni wykonawcy raczej nie mają z tym problemu, żeby rozliczać się w ten sposób. NIE PŁAĆCIE ZA DUŻYCH ZALICZEK!!!
I tutaj słowo jeszcze na temat zaliczek. Spotkałem się w dwóch umowach z bardzo abstrakcyjnie dużymi zaliczkami. Nie wyobrażam sobie zapłacenia jakiejkolwiek firmie pięćdziesięciu tysięcy, sześćdziesięciu tysięcy albo siedemdziesięciu tysięcy zaliczki, a takie zapisy były właśnie w dwóch umowach. Nie pozbywaj się swoich pieniędzy, ponieważ pieniądze są bezpieczne głównie u ciebie i jak zapłacisz taką wielką zaliczkę, to wyobraź sobie, że wykonawca na przykład ogłosi upadłość. Różne mogą być przyczyny. Może akurat wziął tak wysoką zaliczkę, żeby uregulować jakieś swoje inne zobowiązania. No i co wtedy? Tak, oczywiście, masz umowę, masz i wszystko jest sprawdzone, ale niepotrzebny stres, niepotrzebne problemy, bo te pieniądze będą po prostu gdzieś tam zamrożone. Jeżeli nawet wszystko pójdzie dobrze i prawnik, sąd i tak dalej, te pieniądze odzyskasz, to odzyskasz je pewnie za rok, dwa, trzy. a ty pieniędzy potrzebujesz przecież podczas budowy. Więc dbamy o swoje pieniądze, nie płać tych pieniędzy za dużo, podchodź do tego racjonalnie. 50000 zł zaliczki, jest kwotą nieracjonalną. Jeżeli wykonawca kupuje materiały budowlane, to dalej ta zaliczka jest za duża. Chodzi o to, żeby rozliczyć jakąś część na przykład pierwszego etapu fundamentów. Niech tak będzie, że dasz na przykład wykonawcy część pieniędzy na zakup materiałów, chociaż lepiej byłoby, żebyś sam płacił w składzie budowlanym, który jest przez niego wyznaczony, jeżeli to właśnie wykonawca kupuje materiały, i dzięki temu płacisz za faktycznie otrzymane materiały i płacisz wtedy, kiedy te materiały są na twojej budowie, a nie płacisz wykonawcy, licząc na to, że materiały załatwi. W jednej umowie były takie zapisy, że zaliczka jest w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, a po pierwszym etapie, jakim jest budowa fundamentów, inwestor miał zapłacił kolejne sto parę tysięcy złotych dodatkowo, co powodowało, że fundamenty byłyby gotowe, a inwestor miałby w kieszeni mniej więcej mniej o 200 000 złotych. To jest abstrakcja. Bo w tym momencie to wykonawca trzyma w garści inwestora, od którego dostał dużo pieniędzy, i może z nim robić tak naprawdę wszystko. Tak więc uważajmy na to. Zaliczki jak najbardziej mogą być w niektórych sytuacjach, ale też nie za duże, aczkolwiek ja uważam, żeby zaliczek, jak tylko się da, unikać. Że rozsądny wykonawca raczej nie będzie miał z tym problemów. Zaliczki raczej się daje w momencie, kiedy wykonawca załatwi materiały budowlane. MATERIAŁY BUDOWLANE
I tutaj jest słówko jeszcze o materiałach budowlanych, bo w paru umowach było to napisane w taki sposób, że wykonawca kupuje materiały budowlane. Tylko wracam do tego nieszczęsnego projektu budowlanego. Jeżeli w projekcie budowlanym nie ma konkretnych informacji, jaki materiał trzeba kupić, wykonawca nie będzie wiedział, jaki ma materiał kupić. A co gorsze, kupi jakiś materiał i potem nie wiesz, czy kupił dobry materiał, czy kupił zły materiał, czy mógł kupić lepszy, czy gorszy, czy cię naciął, czy cię nie naciął, a może kupił taki materiał, że ma lepsze upusty w hurtowni, a może kupił materiał po prostu w wyższej cenie, bo ma jakiś układzik, gdzieś tam pod stołem te pieniądze do niego wracają. Nie masz pojęcia tak naprawdę. Więc zwracam jeszcze raz, że projekt budowlany jest najważniejszy, w projekcie budowlanym muszą być opisane wszystkie elementy, które służą do budowy domu, w sposób jednoznaczny! Nie wystarczy informacja o tym, że izolacja to styropian o grubości 12 cm, bo taka informacja nie pozwoli ci kupić konkretnego materiału budowlanego, tylko będzie to zgadywanka. Natomiast konkretną informacją jest, styropian 12 cm, EPS 40, lambda 0,041, jeszcze lepiej, żeby była informacja czy to jest deklarowana, czy obliczeniowa lambda. I co jeszcze? Lambda, grubość, styropian biały ewentualnie czy szary, czy jakiś tam w kropki. I te informacje to są konkretne informacje. I wtedy wykonawca wie, co ma kupić i możesz go z tego rozliczyć. Tu znajdziesz więcej informacji o lambdzie i współczynniku przenikania ciepła. Jeszcze gorsze jest to, gdy widzę umowy z generalnym wykonawcą. I generalny wykonawca od razu podaje kwotę za wszystko, za materiał i robociznę. Ale jak on może podać kwotę za wszystko w momencie, kiedy w projekcie nie ma konkretnych informacji, to jak on to wycenił? To też tak trochę mi się lampka tutaj świeci na czerwono, na jakiej podstawie wykonawca podał ci cenę. To na to uważajcie. Więc jakby po raz kolejny mówię, wiem, ale szczerze mówiąc, jest niedziela, dwudziesta druga, i to może dlatego, nie mogę się już tak dobrze skupić, ale bardzo chciałem ten dziesiąty podcast zrobić jeszcze dzisiaj, właśnie w niedzielę. Więc zwracam uwagę na to, żeby ten projekt sprawdzić, czyli powinno być tak, że mamy projektanta, projekt jest realizowany. Szukamy rzetelnego kierownika budowy, kierownik budowy gdzieś tam ten projekt sprawdza, odpowiada na nasze pytania. Jest wykonawca. Kierownik budowy jest też właśnie gdzieś tam pomiędzy właśnie tym projektantem a wykonawcą po to, aby zwracał uwagę na pewne rzeczy. Nie podpisujcie umów z wykonawcą, jeżeli nie macie jeszcze kierownika budowy. Po prostu to nie tędy droga. Najpierw kierownik budowy, potem wykonawca. Co jeszcze w umowie? W umowie powinny być informacje o tym, co jeżeli wykonawca na przykład popełni jakiś błąd, albo coś wyjdzie, jakaś niedoróbka, coś trzeba będzie poprawić. Więc powinna być informacja taka, jak szybko będzie naprawiona usterka. Wykonawca powinien się zobowiązać do tego, że na przykład naprawi usterkę w ciągu na przykład siedmiu dni. To po to, żeby uniknąć sytuacji takiej, że wszystko niby jest w porządku, po robocie okazuje się, że jednak nie. Dzwonisz do wykonawcy, a on ci mówi, że wpadnie, za dwa trzy tygodnie, bo on ma jakąś inną robotę, a za trzy tygodnie powie ci, że jeszcze potrzebuje dwa tygodnie, bo teraz jest gdzieś daleko. To dbajmy o swój interes. Warto sobie pomyśleć podczas pisania umów albo czytania ich i rozważać różne możliwości. Czyli co, jeżeli wykonawca się nie zjawi na budowie? No to wtedy kary umowne i tak dalej. Co, jeżeli się wykonawca spóźni? Co, jeżeli będą jakieś usterki? Co, jeżeli, co, jeżeli. W tym momencie w ten sposób, jak będziemy myśleć, łatwiej będzie nam sprawdzać umowę, bo umowa o roboty budowlane powinna na te wszystkie „co jeżeli” odpowiadać. Co jeszcze zauważyłem w umowach? Czasami nie widziałem podziału na kwoty netto i brutto, czasami była sama kwota bez informacji, czy to jest netto i brutto. Dla mnie to nie jest absolutnie jasne, bo można rozumieć, że kwota jest kwotą brutto, bo tak się przyjęło, ale równie dobrze wykonawca może ci powiedzieć po pracy, że przecież to jasne, że on musi do tego VAT doliczyć. Więc nie potrzebujemy takich rozmów. Ustalmy od razu, o czym my rozmawiamy. Kolejna rzecz, niektórzy wykonawcy pisali o tym, że mają polisę do wglądu. To w ogóle jest dobry pomysł, żeby wpisywać takie rzeczy, ale ważniejsze jest to, aby wykonawca taką polisę okazał, bo to, że on tylko powie, że ma polisę, to nic nie znaczy, a nawet to, że ma polisę, też nic nie znaczy, bo polisa musi być na jakąś konkretną wartość. Na przykład wykonawca stanu surowego, buduje dom, który jest warty setki tysięcy złotych. Jeżeli ma polisę na pięćdziesiąt tysięcy, to nie jest to polisa, która gwarantuje ani jemu, ani tobie bezpieczeństwa. W związku z tym ta kwota ubezpieczenia jest bardzo ważna. Co jeszcze? W jakiejś umowie widziałem zapis, że jeżeli ulegnie zmianie wysokość cen robocizny, materiałów i transportu na rynku krajowym po upływie trzech miesięcy od zawarcia tej umowy, to wtedy proporcjonalnie zmienia się wartość umowy. Jest to zapis bezpieczny. To znaczy, że faktycznie, jeżeli zaczynasz budowę za pół roku, za rok, wykonawca też ma prawo odpowiednio zabezpieczyć swój interes, więc jeżeli ceny na przykład transportu, materiałów, robocizny by wzrosły, to wtedy ma prawo zwiększyć swoją kwotę wynagrodzenia. Ale powinno być to jakoś sformułowane w umowie w sposób, który nie budzi wątpliwości, czyli w jaki sposób sprawdzimy, czy ceny robocizny wzrosły, czy ceny materiałów wzrosły i transportu, na podstawie jakich danych. Bo wtedy i ty, i wykonawca będziecie mogli obiektywnie sprawdzić i stwierdzić, czy ceny wzrosły na tyle, że rzeczywiście wykonawca jest uprawniony do tego, aby zwiększyć swoje wynagrodzenie. Tak więc, jeżeli wykonawca do czegoś się odwołuje, to zadbajmy o to, aby w umowie było podane źródło tych danych. JAKA POWINNA BYĆ WYSOKOŚĆ KAR UMOWNYCH?
Jeszcze wrócę na chwilę do kar umownych. Otworzyłem umowę, którą komuś przeglądałem. Umowa była podpisana albo będzie podpisana na budowę domu w technologii pasywnej, do stanu deweloperskiego, duża wartość realizacji. Jaką karą umowną sobie wykonawca zażyczył? Cytuję „wykonawca zapłaci inwestorom karę w wysokości 0,1% wartości wynagrodzenia określonego tu i tu za każdy rozpoczęty tydzień zwłoki w oddaniu przedmiotu umowy”. W tym przypadku oznacza to 500 zł kary za każdy tydzień opóźnienia. To jest bardzo, bardzo, bardzo mała kara. To oznacza, że wykonawca może cię zwodzić przez dwa miesiące i obniży swoje wynagrodzenie o raptem 4000 złotych. To nie jest dużo przy budowie za setki tysięcy. Tak więc obniżenie wynagrodzenia za każdy dzień zwłoki 0,1% to jeszcze, ale nie za każdy tydzień. Ja proponuję zawsze takie rozwiązanie, że jeżeli umawiamy się z kimś na wykonanie pracy, ja mu ten termin wykonania, który on sam sobie zaproponuje, ja go nieco wydłużam, w zależności od prac to może być o dni albo tygodnie, bo ja zwykle się nie spieszę. Nie uważam, żeby pośpiech mi służył, wolę się do wszystkiego dobrze przygotować. W związku z tym ja jestem w stanie wydłużyć nieco termin wykonania pracy wykonawcy, ale właśnie w zamian za to wpisujemy wyższe kary umowne. Czyli ja tobie daję trochę więcej luzu, ale za to, jeżeli przekroczysz ten już wydłużony termin, to wtedy już te kary umowne są większe. I w tym momencie widzi wykonawca, że traktuję go normalnie, po partnersku, nie chcę go tylko naciąć na jakieś dodatkowe koszty, nie chcę się nachapać tymi karami umownymi, tylko podchodzę do tego racjonalnie i wykonawcy się na to zgadzają. Natomiast 0,1% wartości wynagrodzenia za każdy tydzień zwłoki to jest za mało w każdej sytuacji, a nie tylko przy budowie domu deweloperskiego. Ogólnie warto sobie te procenty zawsze na złotówki zamieniać. Przy mniejszych pracach może się okazać, że wykonawca zapłaci ci 10 zł za każdy dzień opóźnienia, co to chyba brzmi trochę śmiesznie w porównaniu do na przykład brzmiących poważniej dwóch procent. Tak więc nie bójmy się tych kar umownych, wpisujmy je tak duże, żeby jednocześnie były w porządku, ale jednocześnie trochę budziły presję wykonawcy. Patrzę jeszcze na tą umowę i ona dotyczyła umowy na stan deweloperski. Natomiast nie ma nigdzie w przepisach określonego, co to jest stan deweloperski i trzeba to ustalić. Na przykład tutaj w jednym punkcie było napisane, że wszelkie prace określone umową dotyczą zakresu w ramach wykonania samego budynku i nie uwzględniają ogrodzenia docelowego działki, prac ziemnych dotyczących montażu sieci przyłączy dla mediów, budowy dróg, chodników, ogrodu. To moje pytanie jest takie, skoro jest umowa na stan deweloperski i wszelkie prace określone umową dotyczą zakresu w ramach wykonania samego budynku, to czy wejście do domu się liczy? A taras? Co jest w umowie, a co nie? Czy jest izolacja tego domu, czy tylko sama konstrukcja? Za dużo pytań. Widziałem też umowy,w których zostało przeoczone orynnowanie. Było wszystko opisane, ale zabrakło właśnie tego elementu i niby wykonawca zobowiązał się do wszystkiego razem z zakupem materiałów, ale o rynnach nie było ani słowa. No i teraz pytanie, czy to jest zgodnie z projektem, czy w projekcie to było. Trzeba to sprawdzić. Lepiej to spisać po prostu. Dlatego tak ważny jest kierownik budowy. Mam nadzieję, że to zapadnie wam w pamięć. I co jeszcze? To chyba wszystko tak naprawdę. Nie chcę też się rozwodzić, bo zaraz będzie podcast trwał godzinę, więc tylko szybkie podsumowanie. PODSUMOWANIE
Po pierwsze, mam nadzieję, że wiesz, jak umowy są ważne. Po drugie, spokojnie czytajcie umowy, ma być wszystko zrozumiałe, wszystko ma być przejrzyste. Jeżeli wykonawca się do czegoś zobowiązuje, to trzeba to po prostu wszystko uwzględnić. Jeżeli jest taka potrzeba, to żądajmy od wykonawcy okazania ubezpieczenia. Możemy też żądać od wykonawcy okazania na przykład zaświadczeń o niezaleganiu składek ZUS albo o niezaleganiu w Urzędzie Skarbowym. Czasami to jest przydatne, szczególnie przy większych pracach. Ogólnie rzecz biorąc to sprawdzamy wszystko, i z projektem, i z dokumentacją, i poprośmy o pomoc kogoś, kto wie, co i jak, jak my sami mamy jakieś wątpliwości. I na koniec a propos takiego braku zaufania, ktoś mi wysłał umowę, którą skonstruował jakiś znajomy znajomego, który robi praktykę w jakiejś firmie i w ogóle takie umowy właśnie z wykonawcami przygotowuje. I otwieram umowę i coś mnie tak zaciekawiło, tak czytam, kurczę, widziałem gdzieś tą umowę. Zapytałem o to i czytelnik napisał, że to była właśnie umowa o roboty budowlane, która została specjalnie zrobiona dla niego. Ale poszukałem chwilę i znalazłem dokładnie ten sam wzór umowy na Muratorze. Ktoś po prostu skopiował wzór umowy z Muratora, wkleił ją do Worda i wysłał inwestorowi z takim komentarzem, że ona jest w porządku. No i nie była. Były takie jakieś podstawowe zapisy, ale brakowało wielu rzeczy, na przykład brakowało informacji o tych karach umownych, brakowało takiej tego, że wykonawca ma zapewnić porządek po wykonaniu prac, no i tak to jest. Tak więc, prawda jest chyba taka, że nikt nie zadba tak o swój interes, jak my sami. Nawet znajomy znajomych nie za bardzo czasami jest godzien naszego zaufania. I tym mało optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć, ale chciałbym zakończyć jednak optymistycznie. Kończymy dziesiąty podcast, który trwał prawie godzinę, i niedługo widzimy się z podcastem numer jedenaście. Mam nadzieję, że jeszcze przed świętami, żebym wam zdążył życzyć wszystkim wesołych świąt. Wielkie dzięki za słuchanie i do usłyszenia. Pozdrawiam, Sławek Zając, Jak Się Wybudować i Nie Zwariować. Pamiętajcie, że jak chcecie polecić mojego bloga, to po prostu powiedzcie komuś, żeby wpisał w wyszukiwarkę Jak Się Wybudować i Nie Zwariować. Niestety nie zadbałem o to, żeby ta moja domena była jakoś czytelna, w związku z tym niech wpisze Jak Nie Zwariować i Się Wybudować, a na pewno mnie znajdzie. Kończę, wielkie dzięki! https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/11/jak_sie_wybudowac_10.mp3 Artykuł Umowa o roboty budowlane (podcast) pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Zanim zaczniesz szukać działki (podcast) | 11 Oct 2019 | 00:36:03 | |
Dzień dobry, dzisiejszy podcast kieruję do osób, które marzą o własnym domu, ale jeszcze nie mają działki. Omawiam w nim:
Odpowiadam także na pytanie, czy wybór odpowiedniej działki jest trudny. Odpowiedź jest dość złożona: kiedyś byłem przekonany, że zakup działki jest prosty, chociaż czasochłonny. Poniżej link do nagrania oraz transkrypcja. Uwaga. Podcast jest dostępny także w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/10/jak_sie_wybudowac_09.mp3 TRANSKRYPCJA Dzień dobry, Sławek Zając, Dzisiaj bardzo dużo o tym, jak znaleźć i jak kupić działkę budowlaną pod budowę wymarzonego domu. Zapraszam do słuchania. Jeżeli marzysz o budowie domu i jeszcze nie masz działki budowlanej, to pokażę ci, jak to zazwyczaj wygląda. Myślimy o budowie domu jakiś zazwyczaj długi czas, rozważamy wszystkie za i przeciw, i marzymy w sumie o dwóch rzeczach. Jedna rzecz to budynek. Myślimy o tym, jak on będzie mniej więcej wyglądał, jak będziemy sobie w nim żyli, jaki będzie na przykład układ pomieszczeń. Tak wstępnie sobie wyobrażamy, jaki ten dom będzie. I drugie marzenie dotyczy lokalizacji. Czyli jak będzie wyglądało nasze życie, jak będą wyglądały dojazdy do pracy, do szkoły, do sklepu. I tak sobie myślimy właśnie tak dwutorowo. W pewnym momencie podejmujemy decyzję o tym, że dobra, czas już się budować. Zapadła decyzja, szukamy działki. Gdy szukamy działki, patrzymy głównie na lokalizację. Czyli wybieramy lokalizacje, które nas interesują. Szukamy terenów, na której te działki budowlane są w osiągalnej cenie. Patrzymy, czy sąsiedztwo jest w porządku. Patrzymy na odległości do pracy, szkoły i sklepów, i tak dalej. Kupujemy działkę i myślimy, co dalej. Zwykle to, co dalej, oznacza tyle, że wchodzimy w Internet i szukamy jakiegoś projektu. I takie działanie jest błędem. Dużym błędem. Nie wolno wręcz kupować działki bez świadomości tego, co chcemy na tej działce wybudować. To jest bardzo powszechne, ale błędne. Z kilku przyczyn. Po pierwsze, budowa domu i zakup działki to inwestycja. Wydajemy na to dużo, dużo pieniędzy. Większość z was weźmie kredyt na dwadzieścia, trzydzieści lat. To jest naprawdę trudny temat. Traktujmy zakup działki budowlanej i budowę domu jako jedność. Nie możemy tylko wykonać jedną część inwestycji, jaką jest zakup działki, a potem myśleć, co dalej, bo może się okazać, że na przykład, nie stać nas na budowę domu lub po zakupie działki okaże się, że mamy mniej pieniędzy niż myśleliśmy i będziemy budować mniejszy dom albo pożałujemy, że kupiliśmy działkę tu, a nie gdzie indziej, wydaliśmy na nią za dużo, a przecież można byłoby kupić mniejszą działkę pięć kilometrów dalej i zaoszczędzić dużo pieniędzy. Musimy przed budową domu i zakupem działki myśleć nierozłącznie o jednym i drugim. Musimy myśleć o tym, ile wydamy na całą inwestycję. Nie ma znaczenia, że marzymy o saunie, o ogrodzie zimowym, jeżeli pieniądze skończą się w połowie wykończeniówki. Pytania, które warto sobie zadać przed budową domu.Dlatego trzeba zadać sobie wiele pytań, zaczynając od takich podstawowych: – W jakim domu chcemy mieszkać. Czy to będzie dom parterowy, z poddaszem, piętrowy? – Czy chcemy mieć garaż w bryle domu? Jeżeli tak, to na jedno stanowisko, na dwa, a może na dwa i pół, bo akurat chcesz mieć dwa samochody i na motor? – Może chcesz mieć piwnicę? Jeżeli już na te pytania odpowiedziałeś, idziemy dalej. Jakie chcesz mieć pomieszczenia w domu, o jakiej powierzchni, co chcesz w tym domu mieć? To nie są proste decyzje. I przed budową domu bez żadnej pomocy trudno jest określić, w jakim domu chcemy mieszkać. Przecież dom może mieć bardzo różny układ pomieszczeń. Pytania są na przykład takie: – Czy chcesz mieć kuchnię razem z salonem i jadalnią, czy kuchnia będzie osobnym pomieszczeniem? – Jak duży chcesz mieć salon? – Czy chcesz mieć garderobę i łazienkę zaraz przy sypialni, czy to będzie oddzielne pomieszczenie? – Ile planujecie mieć dzieci? – Ile będzie łazienek? – Czy będzie WC dla gości? I tych pytań można zadać sobie mnóstwo. I podam taki tok myślenia, by trochę pomóc. Należy sobie wyobrazić taki typowy dzień roboczy. Wyobraź sobie, że rano wstajesz. Pytanie jest, gdzie będziesz rano się ubierał i mył? W którym miejscu? Gdzie będą myły się Twoje dzieci? Jeżeli dopiero planujecie dzieci, to nic, bo przecież trzeba sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądało za kilka lat. I w ten sposób można określić mniej więcej liczbę, umiejscowienie łazienek, garderób i ich powierzchnie. Jak się już ubrałeś, to trzeba zjeść śniadanie. Gdzie będziesz je jadł? W jadalni, w kuchni, w salonie? Gdzie będzie jadła cała rodzina? Jak to będzie wyglądało? Jeżeli idziesz do pracy, to też pytanie, gdzie będziesz parkował samochód? Czy będziesz parkował w garażu, czy na zewnątrz? Czy będziesz miał wygodny dostęp do tego samochodu? Jak już pojechałeś do pracy, minęło tam ileś godzin, w drodze do domu zrobiłeś zakupy, wracasz do domu, to gdzie te zakupy zostawisz? U mnie jest to rozwiązane w ten sposób, że parkuję sobie w garażu, wchodzę sobie do kuchni przez spiżarnię. W spiżarni zostawiam na przykład soki, warzywa, wodę. I potem wchodzę do kuchni, zostawiam na blacie pozostałe zakupy. To, co trzeba, wsadzam od razu do lodówki, która jest tuż obok. A resztę, na przykład warzywa, mogę od razu umyć. I znowu na drugą część blatu roboczego od razu pokroić i przygotowuję posiłek. I można sobie wyobrazić to, jak to będzie wyglądało. Co dalej? Co po posiłku, po przyjściu do pracy? Jak spędzasz wolny czas? Czy potrzebujesz na przykład dodatkowego pomieszczenia na swoje hobby? Jak wygląda pójście spać? Jak będzie wyglądało szykowanie dzieci do snu? Gdzie będziesz się przebierał? I im więcej sobie takich pytań zadasz, tym będziesz lepiej wiedział, jaki chcesz dom wybudować. W związku z tym, że tych pytań jest naprawdę mnóstwo, to oczywiste, że każda osoba odpowie na te pytania inaczej. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne potrzeby, każdy inaczej spędza dzień, każdy potrzebuje innej przestrzeni. I w związku z tym każdy buduje inny dom. Każdy buduje inny dom. I bez świadomości tych swoich potrzeb i bez świadomości tego, jaki chcesz dom wybudować, nie będziesz znał kosztu budowy. Po prostu. Nie da się tego zrobić.’ Koszty budowyI nie ma co wierzyć informacjom w Internecie, że koszty budowy to na przykład 3000 złotych za metr kwadratowy razy powierzchnia. Albo gdzieś tam spotkasz się z jakimiś artykułami, które pokazują orientacyjne koszty budowy. One nie mają znaczenia. Wystarczy tylko, że twój dach będzie bardziej skomplikowany, twoja elewacja będzie bardziej efektowna, standard wykończenia będzie trochę wyższy, a warunki gruntowe na działce będą trochę gorsze. Tak tu trochę, tam trochę, tam trochę i nagle się rozjeżdżasz o sto, dwieście, trzysta tysięcy względem tego, co sobie tam wyczytałeś w Internecie. W związku z tym przede wszystkim przed rozpoczęciem szukania działki budowlanej należy oszacować wszystkie koszty, wszystkie co do złotówki, jak się da. I pod podcastem, a także już wcześniej, pokazywałem mój film na YouTube, w którym pomagałem określić te wszystkie koszty. Udostępniłem arkusz kalkulacyjny, który ma właśnie pomóc szacować wszystkie koszty. (Film: https://www.youtube.com/watch?v=A5ffA7UYF30 ) Oprócz tego, że nie wiemy, jak przyszły dom będzie wyglądał i bez tego nie możemy policzyć kosztów, to do tego łatwo zapomnieć o pewnych dodatkowych wydatkach, takich jak koszty notarialne, PCC od działki, koszty przygotowawcze, na przykład wyrównanie działki, uporządkowanie tej działki, zakup projektu, adaptacja projektu, zaangażowanie kierownika budowy, geodeta. I znowu tych takich niby drobiazgów robi się bardzo, bardzo, bardzo dużo i bardzo łatwo jest przekroczyć budżet. Dlatego zakup działki bez świadomości całkowitych kosztów budowy to duży błąd. Naprawdę można się bardzo oszukać. A jeżeli okaże się, że nie stać cię na budowę domu, to zostajesz z problemem. Zostajesz po prostu z działką, z którą nic nie zrobisz, albo którą po prostu będziesz musiał sprzedać szybciutko, aby zmienić swoje plany i wybudować na przykład mniejszy dom gdzie indziej lub na przykład w ogóle zrezygnować z budowy domu i kupić mieszkanie. Ograniczenia w budowieDrugą sprawą jest to, że jeżeli kupisz działkę, a dopiero potem będziesz myślał, co dalej, no to się możesz troszeczkę niestety oszukać. Dlatego, że na żadnej działce nie możesz wybudować tego, co chcesz. Są przeróżne ograniczenia. Są na przykład ograniczenia związane z planem miejscowym. Po prostu w danej gminie czegoś na danej działce nie można zrobić z założenia. Może być ograniczenie związane z warunkami zabudowy. To taki dokument, który mówi, co można, co nie można zrobić. Ale jest też (bardzo ważne) rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Bez zapoznania się z tymi dokumentami może się okazać, że po zakupie działki nie będzie mógł na niej wybudować tego, co zamierzałeś. Może się okazać, że kupisz działkę, a nagle się okaże, że obok działki jest las. Las, który na las nie wygląda, bo tak naprawdę to jest tam łąka, ale według dokumentów jest tam las. A skoro jest tam las, to musisz się od tego lasu odsunąć budynkiem na przykład na 12 metrów. Z innej strony działki może być jakiś stary dom drewniany. Widzisz, że on jest oddalony pięć metrów od twojej granicy, ale gdzieś przeczytałeś o tym, że przecież możesz spokojnie umieścić swój dom w odległości 4 metrów od granicy działki, jeżeli ściana ma okna i drzwi po tej stronie, albo 3 metry, jeżeli nie ma otworów okiennych i drzwiowych. I tak sobie wyczytałeś, a potem się okazuje, że to nie do końca tak. Bo właśnie to rozporządzenie mówi, że jeżeli na działce sąsiedniej jest dom drewniany, który nie jest zabezpieczony przed rozproszeniem ognia, to musisz się od niego oddalić bodajże na kilkanaście metrów. I nagle się okazuje, że mimo tego że kupiłeś dużą działkę, nie znając pewnych przepisów, to się może okazać, że niestety na tej działce nie będzie można nic wybudować. Nic. I naprawdę nie chcę straszyć, ale prowadzę tego bloga już prawie trzeci rok, od wydania mojej książki też już sporo czasu minęło. Otrzymuję dużo od was maili i spotkałem się z przykrymi przypadkami. Ktoś kupił działkę, na której naprawdę zostaje jakiś pas o szerokości trzech metrów, na którym można cokolwiek wybudować. Z jednej strony jest las, z drugiej strony droga, z trzeciej jakieś inne zabudowania. I nagle, pomimo tego że działka budowlana jest duża, nic na niej nie można zrobić. I znowu, bez świadomości tego, jaki chcesz dom wybudować, to czasami trudno stwierdzić, czy się rzeczywiście na tej działce zmieścisz, czy też nie. Ograniczenia są przeróżne. W niektórych gminach musisz wybudować dom parterowy. Albo dom parterowy z poddaszem i nie możesz wybudować domu piętrowego. To też tak można się trochę oszukać, bo marzysz o domu właśnie piętrowym, kupujesz działkę, a się okazuje, że plan miejscowy tego zabrania. Mogą być (w planie miejscowym lub w decyzji o warunkach zabudowy) zakazy związane z tym, że musi być dach dwuspadowy, koniecznie o jakimś kącie nachylenia, co oznacza, że nie można na danej działce wybudować domu z dachem płaskim. Mogą być ograniczenia związane z szerokością elewacji frontowej. I znowu, może się okazać, że twój wymarzony dom na tej działce nie może powstać. I teraz, no cóż, zmieniać swoje marzenia, dopasowywać teraz dom do działki specjalnie i budować dom, o którym nie marzyliśmy? No szczerze mówiąc, słabo, prawda? Nie po to marzymy o domu, żeby budować inny dom niż sobie wymyśliliśmy. Dlatego właśnie im więcej wiemy o naszych potrzebach, im więcej wiemy o tym, jak ten dom będzie wyglądał, jaka będzie wyglądała jego elewacja, jakiej będzie szerokości, wysokości i tak dalej, tym lepiej, bo wtedy będziemy szukać działki, na której budowa tego domu będzie po prostu możliwa. Jeżeli kupimy dom, kupimy działkę, a potem będziemy myśleć, co dalej, to się okaże, że nagle trzeba będzie nasze marzenia trochę torpedować. Czyli na przykład wybudować dom mniejszy, może węższy, może po prostu inny od tego, co wymarzyliśmy. I to jest ten pierwszy krok, czyli świadomość swoich oczekiwań i świadomość całkowitych kosztów. Uprzedzam przed tym, żeby nie wierzyć w kosztorysy, które są gdzieś tam umieszczane przy projektach typowych, ponieważ one mają jeden cel, przekonać cię do zakupu projektu. Te kosztorysy są bardzo często zaniżane. Łatwo się o tym przekonać, ponieważ jeżeli napiszesz do jakiegoś biura projektowego, czy oni biorą odpowiedzialność za te ceny, które podają na stronie, odpowiedzą, że oczywiście, że nie. Bo nikt nie jest w stanie podać całkowitych kosztów bez informacji, gdzie się będziesz budował, w jakim województwie, jakie są warunki gruntowe na danej działce, w którym roku będziesz się budował i tak dalej. Tych parametrów jest mnóstwo. Poza tym i tak te kosztorysy bardzo często są zaniżane same w sobie. No skoro biuro projektowe nie bierze za to odpowiedzialności, trzeba to traktować jako reklamę i tak naprawdę w ogóle na to nie zwracać uwagi. To, że widzisz gdzieś właśnie projekt typowy i obok jest jakaś atrakcyjna cena, nic nie znaczy. Także dlatego, że czasami w tych kosztorysach są pominięte pewne bardzo ważne wydatki, na przykład brakuje źródła ogrzewania. Żadnego nie ma. Widziałem kosztorysy, które nie mają w ogóle wyszczególnionego niczego związanego z elektryką, hydrauliką. Widziałem na jakiejś stronie kuriozalny kosztorys, ponieważ był w nim wymieniony stan surowy, okna, drzwi, tynki, wylewki, właściwie stan deweloperski, ale w ogóle bez elektryki i hydrauliki. No po prostu ręce opadają. W związku z tym nie wierzymy w coś takiego. Jedyne, co możemy zrobić, to samemu zastanowić się nad swoimi oczekiwaniami i policzyć to troszkę samodzielnie. Po zakupie działki, kiedy już będziemy już pewni, jaki projekt chcemy kupić lub skorzystamy z usługi projektanta i zaprojektuje nam indywidualny, wtedy, jak już mamy działkę, warto zamówić kosztorys inwestorski, który po prostu będzie o wiele dokładniejszy. Ale przed zakupem działki, kiedy my tylko liczymy sobie tak mniej więcej całkowite wydatki, to ten mój arkusz, mój film, o którym mówiłem wcześniej, powinien wystarczyć. Jak znaleźć działkę pod budowę domu?Jeżeli już wiesz, w jakim domu byś chciał zamieszkać i wiesz, że cię stać na wszystko, to szukasz działki. Szukasz działki zwykle w prosty sposób. Internet, jeździsz po okolicy, pytasz znajomych. Szukasz działki w fajnej lokalizacji, ładnej działki, blisko pracy, szkoły. Działki, gdzie nie ma problemów z sąsiedztwem, gdzie nie ma żadnych przykrych zapachów albo jakichś hałasów. No i teraz, jak już wiesz, w jakim domu byś chciał zamieszkać, szukając działki, już masz trochę większą świadomość. Bo po pierwsze, szukasz działki, na której ten dom może powstać, ale po drugie, już szukasz konkretnej działki, na przykład z wjazdem na działkę od strony północnej, aby dom był usytuowany w ten sposób, aby salon, pokoje dziecięce twojego domu były skierowane na stronę południową. W ten sposób słońce rano, jak będzie wstawało, zaczyna swoją drogę od strony wschodniej, potem w ciągu dnia okrąża twój dom od strony południowej i kończy dzień na stronie zachodniej. W związku z tym pomieszczenia, które wymagają więcej światła, powinny być skierowane właśnie na stronę południową. Tu krótki film, który to objaśnia: Jak masz świadomość tego, co chcesz wybudować, też będzie ci łatwiej odrzucić działki, których układ stron świata jest niekorzystny. Działka budowlana – na co uważać?No i załóżmy, że już masz jakąś działkę taką na oku. Wiesz, że na tej działce twój dom będzie po prostu wyglądał świetnie. Wszystko jest pięknie. Sprawdzasz jakieś dokumenty. Wszystko wygląda bosko. Kupujesz działkę. I jaki błąd jest tutaj najczęściej popełniany? Chyba największym błędem to jest zbytnia ufność. Często ufamy właścicielowi, że z sprzedawaną działką wszystko jest w porządku. Widzimy działkę. Ona jest ładna. Widzimy gdzieś obok jakieś zabudowania. Ludzie się budują. W związku z tym, co się może stać złego? Może się dużo stać. I powiem tak: to w naszym interesie jest ograniczenie ryzyka. Podejrzewam, że tak na oko w 90%, jak kupisz działkę, będzie wszystko w porządku. Czy to jest duży odsetek? Jest. Ale czy wystarczający? No nie, głupio kupić działkę i ryzykując tym, że w 10% przypadków będziesz miał problem. Jaki to może być problem? No przede wszystkim problem może być taki, że na danej działce będzie bardzo kosztowne posadowienie domu. To może być związane z tym, że na danej działce są wysokie wody gruntowe. Jeżeli to się okaże przy realizacji fundamentów, to będzie kłopot, ponieważ koparka wykopie dół i nagle w tym dole będzie woda. Odpowiednia budowa na takim terenie będzie możliwa, ale utrudniona. Ale problemów może być więcej. Może być na przykład grunt wysadzinowy, który wymaga więcej starań i więcej kosztów, aby ta budowa była możliwa. Może się okazać, że na danej działce grunt jest nienośny. To oznacza, że dom nie może zostać posadowiony, ponieważ się na przykład zapadnie. Dosłownie. Nikt na taką budowę nie pozwoli. W związku z tym trzeba będzie zmienić sposób posadowienia budynku, na przykład na słupy, lub będzie konieczna wymiana gruntu. Wymiana gruntu, o jest bardzo kosztowna impreza. Trzeba cały grunt wywieźć, nawieźć nowy, odpowiednio grunt ubić. To może być wydatek nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Czyli w niektórych przypadkach może nawet przekroczyć koszt zakupu działki. Można tego uniknąć. Tych wszystkich rzeczy można uniknąć, wykonując badania geotechniczne. Te badania geotechniczne kosztują, mniej więcej osiemset złotych. Polega to na tym, że przyjeżdża ekipa, robi na przykład trzy odwierty w miejscu, gdzie będzie stał dom, i glebę poddaje analizie. I wiadomo, co jest na danej działce. Jeżeli sprzedający nie ma takich badań geotechnicznych, a zwykle nie ma, a szkoda, szczerze mówiąc, mam nadzieję, że im częściej będę mówił o tych badaniach geotechnicznych, tym więcej sprzedających będzie je wykonywało. Jeżeli ich nie ma, to można zawrzeć w umowie przedwstępnej, że badania geotechniczne zostaną wykonane po podpisaniu umowy przedwstępnej. Jeżeli się okaże, że jest jakiś problem, to wtedy sprzedający oddaje za te badania pieniądze. I się rozstajemy tak naprawdę. Jeżeli będą badania niekorzystne, to chyba szkoda tracić pieniądze na to, żeby ten dom wybudować. Odpowiednie zabezpieczenie fundamentów przed wodą może pochłonąć sporą część twojego budżetu. I ja wiem, że bardzo wiele osób, podejrzewam, że zdecydowana większość, kupuje działki w ciemno, bez takich badań. Wychodzą z założenia, że skoro obok stoją jakieś budynki, to wszystko będzie w porządku. No bo co się może stać? Przez to, że w większości wypadków rzeczywiście nic z działką się nie dzieje, takie jest przekonanie chyba u wszystkich, że w takim razie badań nie ma co wykonywać. Szkoda tracić te osiemset złotych, skoro wszystko jest w porządku i inne budynki stoją bez problemów. No i właśnie, w większości wypadków jest okej. Ale wspominałem o ograniczeniu ryzyka. Widziałem, że na przykład właściciel działki przez lata wywoził ziemię. Sprzedawał ją prawdopodobnie gdzieś tam na boku, przez co na działce powstał wielki dół. W pewnym momencie ten dół był już trochę za duży. Właściciel działki chciał tą działkę sprzedać. Po co mu taka wielka działka budowlana z taką wielką dziurą? W związku z tym nawiózł jakiegoś syfu, gruzu, nie wiadomo czego. Nawiózł na to trochę lepszej ziemi. Poczekał rok aż to wszystko zarosło i wystawił działkę na sprzedaż. Co jeżeli byś taką działkę kupił? Podczas prac ziemnych okazałoby się, że trzeba cały ten gruz wywieźć, nawieźć porządną ziemię, ubić. Koszty horrendalne. Jasne, że wtedy można by jeszcze iść do sądu. Właściciel w końcu ukrył dosyć istotną wadę tej działki. Ale chyba wiemy, jak działają sądy. Wiemy, że jest to zabawa na kilka lat. Czy chcemy wstrzymywać budowę na kilka lat? No nie chcemy. W związku z tym badania geotechniczne spowodują, że będziesz miał pewność, że z tą działką jest wszystko w porządku. I naprawdę to, że obok stoją domy, to, że wydaje się, że jest sucho na działce, to, że nie widać, żeby były problemy, nic nie znaczy, ponieważ jest jakiś procent ryzyka, że coś nie tak jest. Że akurat może na tej działce powierzchniowe wody gruntowe akurat idą przez jej środek. Może się okazać bardzo dużo rzeczy. W związku z tym nie żałujmy tych pieniędzy, po to aby… no właśnie, po co? 800 złotych to mała kwota za wykonanie takich badań geotechnicznych. To jest, podejrzewam, koszt kilku metrów albo kilkunastu metrów glazury w twoim domu. W związku z tym oszczędzanie na czymś tak ważnym jest błędem, dużym błędem. Czy znalezienie fajnej działki jest proste?Podcast trwa teraz dwadzieścia minut. Powiedziałem o paru ważnych rzeczach, ale to nie wyczerpuje tematu. I powiem szczerze, kiedyś wydawało mi się, że zakup działki jest prosty i jest właściwie najłatwiejszym etapem naszej inwestycji. Dopiero po zakupie działki będziemy się martwić, co dalej. I tak naprawdę jeszcze jak pisałem moją książkę „Jak się wybudować i nie zwariować” trzy lata temu, to na temat działek napisałem chyba kilkanaście stron, wychodząc z założenia, że nie ma co powtarzać informacji, które są podane w Internecie. Skoncentrowałem się bardziej na tym, jak wynegocjować za działkę dobrą cenę, a nie na to, na co uważać. I dopiero, gdy zacząłem pisać bloga, kiedy zaczęliście do mnie pisać ze swoimi problemami, kłopotami, pomału do mnie docierało, że zakup działki, dobrej działki i to w dobrej cenie, nie jest prosty. Tych rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę jest tak dużo, że nawet właściciele działek nie za bardzo wiedzą, jakie wady ma działka budowlana, którą chcą sprzedać. Dotarło też do mnie, że znacznie łatwiej jest ukryć wady działki, która kosztuje kilkadziesiąt albo i więcej tysięcy niż na przykład wady samochodu, który ktoś sprzedaje za kilka tysięcy. Kupując samochód, jesteśmy w stanie go sprawdzić. Albo sami się na tym znamy, a jeżeli nie, to mamy jakiegoś zaprzyjaźnionego mechanika. Możemy to sprawdzić, płacąc oczywiście komuś za taką usługę. Natomiast w przypadku działek sprawa nie jest prosta. Bo po pierwsze, musimy wiedzieć, czego chcemy. I bez tej informacji nikt nam nie pomoże. Po drugie, tych takich szczególików, na które trzeba zwracać uwagę, jest całe mnóstwo. I jest bardzo mało ludzi w Polsce, którzy są w stanie rzetelnie ocenić, czy dana działka budowlana jest w porządku. Pokażę jeden z przykładów, który chyba działa na wyobraźnię. Przypuśćmy, że kupiłeś działkę, sprawdziłeś wcześniej wszystkie dokumenty, sprawdziłeś plan miejscowy. W planie miejscowym twoja działka jest określona jako działka o zabudowie jednorodzinnej. Sprawdziłeś plan miejscowy. Przeczytałeś od deski do deski. Upewniłeś się, że na tej działce możesz postawić swój wymarzony dom. Kupiłeś działkę, starałeś się o projekt i projektant podczas adaptacji albo podczas pracy nad projektem odkrył, że nie jest to wcale proste, ponieważ twoja działka jest terenem leśnym. Jak to możliwe? Ano dlatego, że las jest w takich wypadkach, kiedy jest oznaczony jako teren leśny w planie miejscowym. Zapoznałeś się z planem miejscowym i wiesz, że nie jest. Ale teren leśny jest także wtedy, kiedy w ewidencji gruntów i budynków ten teren jest oznaczony literkami LS. Jeżeli tego nie sprawdziłeś, to kupiłeś działkę leśną. To prawdziwa historia i tym konkretnym przypadku, o którym teraz myślę, były problemy. I co ciekawe, notariusz podczas sprzedaży działki powinien zwrócić na to uwagę. Znam jednak sytuację taką, że notariusz po prostu to przeoczył i jest kłopot. Ale okej, przypuśćmy, że teraz wysłuchałeś ten podcast, wiesz, że na to trzeba zwracać uwagę, w związku z tym, przed zakupem działki sprawdzasz nie tylko plan miejscowy, ale także sprawdzasz ewidencję gruntów i budynków. W żadnym z dokumentów nie ma informacji o tym, że teren jest leśny. Czy wszystko jest w porządku z tą działką? Niestety niekoniecznie, ponieważ może być tak, że ten teren, który chcesz kupić, jest objęty uproszczonym planem urządzenia lasu. I de facto ta działka jest jednak terenem leśnym. Więc są takie pułapki, na które trudno się uczulić. I o tym nie mówi się często. Jak czytam różne artykuły na temat działek budowlanych i na co uwagę zwracać, to tam zwykle jest jedna dziesiąta tego, na co uwagę trzeba rzeczywiście zwracać. Bardzo często właściciele działek sami nie wiedzą, co sprzedają, bo też nie znają pewnych przepisów. Notariusz, który powinien być po twojej stronie, także ma czasem niepełną wiedzę. I możesz kupić działkę, z którą potem nic nie będziesz mógł zrobić. To samo dotyczy działek sąsiednich. Bo na przykład, jeżeli kupujesz działkę i z tą działką wszystko jest w porządku, sprawdziłeś wszystko od A do Z, jesteś przekonany, że wszystko jest w porządku, ale nie sprawdzisz, co jest z tą działką, która jest tuż obok, to się może okazać, że ta działka sąsiednia jest lasem, co oznacza, że będziesz się musiał od tego lasu oddalić. Kiedyś zwracałem uwagę na blogu na to, że nawet jeżeli działka sąsiednia wygląda na łąkę, to nie ma to znaczenia. Ważne jest to, co jest w dokumentach. Jeżeli w planie miejscowym lub w ewidencji gruntów i budynków ten teren sąsiedni jest określony literkami LS, jest to teren leśny, to także się będziesz musiał od niego budynkiem odsunąć. Co gorsze, jeżeli w planie miejscowym znalazłeś informację o tym, że trzeba zachować odległość od lasu na pięćdziesiąt metrów, ale ten zapis zignorowałeś, bo przecież obok jest łąka, nie las, a potem się okaże, że według dokumentów ta sąsiednia działka jest lasem, to będziesz musiał odsunąć budynek na pięćdziesiąt metrów od granicy. Czyli dokładnie rzecz biorąc od lasu. Takie to są pułapki. I im więcej czytam, im więcej się dowiaduję, im więcej poznaję takich kiepskich przypadków kupienia działki z problemem, tym jakby więcej wiem, ile staranności trzeba zachować przy wyborze działki. KURS „Jak się wybudować”: wybór i zakup działkiTych tematów jest tak dużo, że w pewnym momencie wpadłem na pomysł przygotowania kursu „Jak się wybudować”. Kursu online, który właśnie pomoże wybrać i kupić działkę, pomoże sprecyzować swoje oczekiwania wobec działki i domu, pomoże oszacować wszystkie koszty. Po to, aby każdy mógł kupić działkę bez żadnego kłopotu. Pokazuję, w jaki sposób wynegocjować za działkę dobrą cenę, przeprowadzam przez cały proces zakupu, pokazuję, jak powinna być zorganizowana umowa przedwstępna, jak sprawdzić księgi wieczyste, inne dokumenty. A dodatkowo także pokazuję, co po zakupie działki. Czyli w jaki sposób wybrać projekt, projektanta, kierownika budowy, wykonawcę. To wszystko po to, aby marzenie o własnym domu jak najszybciej się spełniło. Zrobiłem wszystko, aby kurs odpowiedział, jak nie na wszystkie, to na większość twoich pytań. Na większość pytań, które nurtują budujących. Tematów jest sporo, więc nic dziwnego, że kurs trwa ponad dziesięć godzin. Jest to kurs wideo. Ale kurs to nie wszystko, ponieważ oprócz niego dostajesz dużo pomocy, które pomogą zarówno przy wyborze działki, jak i przy budowie domu. Przede wszystkim jest to moja książka w wersji papierowej, e-book i audiobook razem z materiałami dodatkowymi. Jest to dokument, który pozwala ci lepiej sprecyzować swoje oczekiwania i potrzeby względem działki i domu. Jest to checklista, którą warto mieć zawsze przy sobie, kiedy oglądasz kolejną działkę, żeby zaznaczać, czy wszystko dokładnie sprawdziłeś. Są to jeszcze inne dokumenty, arkusze kalkulacyjne, które pozwolą ci kupić działkę, ale jednocześnie być pewnym, że po zakupie działki wiesz, co robić dalej. I będziesz pewny, że stać cię na budowę domu. I co więcej, będziesz wiedział, jaki dom chcesz wybudować. Czy mógłbyś tę wiedzę, którą zawarłem w kursie zdobyć w inny sposób? Myślę, że tak. Bo w tym kursie nie ma jakichś rzeczy tajemnych. Ta wiedza jest ogólnie dostępna, tylko że po prostu rozsypana po całym Internecie. I jest także w głowach pośredników, projektantów i tak dalej. Więc mógłbyś ją zdobyć. Ale po pierwsze, musiałbyś naprawdę bardzo, bardzo dużo na to wszystko poświęcić. Po drugie, musiałbyś zaangażować fachowców do tego, aby część tej wiedzy ci przekazali. Przykładowo musiałbyś zaangażować projektanta już na samym początku, aby dobrze cię poznał, aby poznał twoje potrzeby, oczekiwania względem działki, domu. Aby powiedział tobie, z czym się wiąże budowa domu, co wpływa na koszty budowy. Taki projektant poświęciłby wam co najmniej kilka, jak nie kilkanaście godzin, więc taka usługa by kosztowałaby tysiąc złotych, może i więcej. Następnie byś szukał działki na własną rękę. Jeżeli nic nie wiesz na temat tego, na co uważać, to musiałbyś na przykład wziąć pośrednika. Mam mieszane uczucia co do pośredników, ale na pewno są tacy, którzy znają się na swojej robocie. Taki dobry pośrednik weźmie kilka procent prowizji od nieruchomości, co przy działce na przykład wartej sto tysięcy, to już mówimy o prowizji liczonej w tysiącach. Jeżeli nie pośrednik, musiałbyś za każdym razem, kiedy jesteś zainteresowany mocniej jakąś działką, zlecić jej analizę jakiejś firmie wewnętrznej. Takie analizy, najbardziej podstawowe, kosztują 500, 700 złotych. Takie już dokładne potrafią kosztować 1500 zł i więcej. A mój kurs daje to wszystko. Pozwala ci każdą działkę sprawdzić bez dodatkowych kosztów. Daje ci wiedzę, która pozwoli ci każdą działkę przejrzeć na wszystkie sposoby za wiele, wiele niższą cenę. Kurs kosztuje 390 zł brutto. I to nie wszystko, bo tak naprawdę kurs ci się zwróci, podejrzewam, po obejrzeniu odcinka o negocjacjach, w którym udzielam dużo porad, w jaki sposób negocjować przy zakupie działki i oszczędzać od samego początku. Podczas budowy będziemy ponosić dużo wydatków, w związku z tym nauczmy się negocjować jak najszybciej. Poza tym w kursie pokazuję także, co po budowie domu, czyli jak wybrać projektanta, kierownika budowy, wykonawców, jak oszczędzać na budowie, gdzie się czają pułapki i gdzie się czają oszczędności. Poza tym kurs będzie się rozrastał. Każda osoba, która kupi kurs, ma możliwość zadania mi pytania. Na każde pytanie oczywiście odpowiem. Jeżeli jakieś pytanie będzie trochę trudniejsze, to po prostu opracuję kolejną odpowiedź w formie wideo i udostępnię ją wszystkim kursantom, więc podejrzewam, że z czasem ten kurs będzie coraz dłuższy, coraz bardziej wyczerpująco będzie odpowiadał na wszystkie pytania. Więc jeżeli jesteś zainteresowany, a mam nadzieję, że kurs cię zaciekawił, to zapraszam na bloga, gdzie znajdziesz więcej informacji na ten temat lub na stronę jaksiewybudowac.pl. Na stronie znajdziesz kilka przykładowych odcinków, no aby nie kupować kota w worku i znajdziesz streszczenie całego kursu, w którym omawiam wszystkie dwadzieścia odcinków. To wszystko po to, abyś po prostu wiedział, co kupujesz. Tak więc jeszcze raz dziękuję za uwagę. Zapraszam na stronę jaksiewybudowac.pl i do usłyszenia. Pozdrawiam, Sławek Zając, Jak Się Wybudować I Nie Zwariować.
Artykuł Zanim zaczniesz szukać działki (podcast) pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jakie cechy charakteru ma idealny inwestor? | 19 Sep 2019 | ||
Dzisiaj temat okołobudowlany, ale bardzo ważny. Opowiadam o tym, jak powinniśmy się przygotować do budowy. I nie mówię o projektach, formalnościach, dokumentach i kredytach, ale… o nas. Jeżeli na co dzień jesteśmy mało asertywni, nerwowi, naiwni, niezdecydowani i niezorganizowani, to budowa będzie bardzo, bardzo trudna. W odcinku opowiadam o tym, dlaczego tak ważna jest praca nad swoim charakterem i podaję kilka pomysłów na to, w jaki sposób poznać swoje silne i słabsze strony. Ps Czuję się coraz pewniej w podcastach więc postanowiłem nieco urozmaicić ten podcast wstawkami muzycznymi
Poniżej link do nagrania oraz transkrypcja. Uwaga. Podcast jest dostępny także w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/09/podcast_8.mp3 TRANSKRYPCJA Przygotowanie do budowy kojarzy się z jakimiś formalnościami. Być może myślicie, że będę mówił o tym, jak wybrać projekt, jak zacząć szukać działki. Te rzeczy są oczywiście ważne i albo je poruszałem, albo będę poruszał na blogu. Ale jest rzecz ważniejsza. Chcę dzisiaj opowiedzieć o tym, jacy to my powinniśmy być, jak my powinniśmy się mentalnie przygotować do budowy. Moim zdaniem do każdej inwestycji, którą w życiu prowadzimy, a budowa domu jest jak najbardziej inwestycją, powinniśmy się dobrze przygotować i dobrze się do niej nastawić. I właśnie o tym dzisiaj będzie. Wymienię kilkanaście cech charakteru, które powinien mieć albo dobrze by było, gdyby miał każdy inwestor, i kilka cech, które nie powinien mieć. Zaznaczam, że budują się najczęściej dwie osoby, partner i partnerka i dobrze byłoby, aby inwestorzy, jako zespół, posiadali wymienione przeze mnie cechy charakteru. Jeżeli buduje się małżeństwo, jakaś para, to dobrze, aby każda z osób miała jakiś przydział obowiązków. Na przykład jeżeli ktoś jest zorganizowany, to niech szuka ekip budowlanych, umawia, dba o wszystko. Natomiast druga osoba może mieć pomysły związane z wykończeniem wnętrz i szukaniem ciekawych elementów wyposażenia. Dobrze jest, żeby podzielić się obowiązkami na samym początku, bo łatwo o coś takiego, że budową zajmuje się tylko jedna osoba, a druga osoba na przykład zajmuje się dziećmi albo pracą zawodową, ale nie uczestniczy aktywnie w budowie domu. Przez pewien taki podział może działać, ale potem może się urodzić pewna frustracja. Osoba, która zajmuje się cały czas budową, dba o wykonawców, negocjuje, kupuje materiały zaczyna się frustrować, zabiera jej to dużo czasu i czuje, że nie jest do końca doceniana. A druga osoba, ta, która nie uczestniczy w budowie domu, może mieć takie poczucie, że mało się dzieje. Pojawiają się pytania: „Dlaczego ty tyle czasu spędzasz na tej budowie, przecież kurczę, już to powinno być dawno zrobione!”. I to może powodować pewne spięcia, jakieś nieporozumienia, niepotrzebne kłótnie, niesnaski. Niestety tak to może wyglądać. Kiedyś się natknąłem na statystyki, że chyba trzydzieści procent małżeństw rozpada się podczas budowy domu. To trochę przykra wiadomość. Chciałbym, żebyście tego uniknęli. Taki podział obowiązków jest fajny i skuteczny, i dobrze jest, żeby każda osoba robiła to, co umie i to, co lubi robić. Myślę, że to jest ważne. Co jest jeszcze istotne? Warto sobie uświadomić, że budowa domu nie jest najważniejsza na świecie. Oczywiście, że budowa domu prawdopodobnie wywróci wasze życie na kilka lat, ale po budowie domu znowu będzie spokój, znowu będzie dobrze. Więc nie angażujmy się na sto procent w budowę domu, bo stracimy czas i stracimy siły. A o to chodzi, żeby jednak ta budowa cieszyła. Jakie cechy charakteru przydają się na budowie?Pierwsza rzecz, to asertywność. Warto być asertywnym podczas budowy, ponieważ jeżeli nie jesteśmy asertywni, to nagle każdy projektant, kierownik budowy, wykonawcy mogą nam bardzo łatwo narzucić swoje zdanie. I jeżeli nie jesteśmy asertywni, to nie powiemy „nie”, bo nie umiemy. Możemy się z jakimś zdaniem nie zgadzać, ale je zaakceptujemy, niejako na naszą szkodę. Bycie asertywnym jest trudną sztuką. Jeżeli ktoś nie jest asertywny, to będzie miał pod górkę podczas budowy domu, ale także ma pod górkę w codziennym życiu. Skuteczne mówienie „nie” jest trudną sztuką i warto tego się nauczyć już teraz. Co proponuję? Proponuję na przykład jakiś kurs asertywności. Zapisać się na jakieś szkolenie. Można zrobić to w inny sposób i pracować nad tym na co dzień. Każdy z nas, może nie każdy z nas, ale ja często, bo mam biuro w centrum Warszawy, mijam ludzi, którzy dają ulotki. Zazwyczaj takich ludzi się albo omija, albo podchodzi się, bierze się ulotkę do ręki, nawet się nie ogląda i się wyrzuca do śmieci. Co proponuję? Proponuję podejść do osoby, która rozdaje ulotkę, spytać ją o co chodzi, zamienić z nią parę zdań i powiedzieć „nie dziękuję, tej ulotki nie wezmę”. Małe kroczki. Uczymy się być asertywnym właśnie na takich małych rzeczach. Albo inna rzecz: dzwoni handlowiec. Co zwykle robimy z handlowcem? Albo mówimy „nie jestem zainteresowany”, zanim nawet wysłuchamy, co ma do powiedzenia, albo rozłączamy się od razu bez słowa. Co proponuję zrobić? Proponuję zadać takiemu handlowcowi parę pytań, porozmawiać, wypytać się o ofertę i na końcu powiedzieć „nie, dziękuję”. I w ten sposób ćwicząc już teraz, nasza asertywność będzie coraz lepsza, łatwiej będzie nam odmawiać, co bardzo, ale to bardzo przyda się podczas budowy. Co jeszcze jest ważne? Bycie cierpliwym. Budowa domu zajmuje dużo czasu. Każdy etap. Szukanie działki, projektu, projektanta, kierownika budowy, wykonawców, materiałów. To zajmuje wiele czasu. Poza tym podczas budowy zawsze coś się stanie. Gdzieś będzie jakaś obsuwa, ktoś czegoś na czas nie zrobi, ktoś nie przyjedzie, jakieś materiały budowlane nie dojadą, może zabraknie materiałów w hurtowniach. Nie da się wszystkiego przewidzieć. Nikt nie jest tego w stanie zrobić. Więc jeżeli jesteś niecierpliwy, to będziesz się frustrował. Jeżeli denerwujesz się w życiu codziennym nawet z powodu jakichś nieistotnych rzeczy, to zanim zaczniesz budowę domu, poćwicz nad swoją cierpliwością. Jeżeli denerwujesz się w kolejkach, łatwo wpadasz w złość, to już w tej chwili popracuj nad tym, bo będziesz się niepotrzebnie frustrował podczas budowy. Będziesz miał wrażenie, że wszystko się wali. A to nie jest tak. Każdy przez to samo przechodził. Na budowie zawsze są jakieś opóźnienia. Powinieneś być cierpliwy, bo inaczej zbyt wcześnie osiwiejesz lub zwariujesz. Pamiętaj, że tutaj jest ważna ta zmiana myślenia, że budowa nie jest najważniejsza na świecie. Opóźnienie może być. Nic się nie stanie, jeżeli zamieszkacie nawet pół roku później, bo nawet jeżeli wynajmujecie jakieś mieszkanie i płacicie jakieś pieniądze co miesiąc obcej osobie, to i tak lepiej te kilka miesięcy płacić więcej i wprowadzić się już na spokojnie do gotowego domu niż frustrować się tym, że są opóźnienia. Lepiej sobie zawsze ogólnie zakładać nieco pesymistycznie, że jeżeli byście chcieli się wprowadzić na święta któregoś roku, to załóżcie, że nie, to nie będzie Boże Narodzenie, tylko wprowadzicie się na przykład w marcu, bo to spowoduje, że będziecie mieli trochę więcej oddechu, trochę więcej takiej lekkości i spokoju. Co proponuję? Aby nauczyć się cierpliwości proponuję nauczyć się czegoś nowego. To może być żonglowanie Jeżeli nie umiesz żonglować, to potrzebujesz dużo cierpliwości, aby się tego nauczyć. A jak się już nauczysz żonglować 3 piłkami (a może już umiesz?), to naucz się czterema. Chodzi o to, żeby nauczyć się wykonywać pewną czynność bez nerwów, spokojnie. W ten sposób dojdziesz do jakiegoś celu. To nie musi być żonglowanie, to może być nauka gry na gitarze lub pianinie, nauka gotowania, jakakolwiek czynność, która wymagania zaangażowania, cierpliwości. Sam zauważysz, że jeżeli zaczniesz uczyć się czegoś nowego, ta cierpliwość sama przyjdzie. Kolejną rzeczą jest bycie zdecydowanym. Jeżeli trzymasz się tego, co postanowiłeś i nie zmieniasz zdania co kilka godzin, to bardzo dobrze. Mówię o tym, ponieważ wykonawcy, z którymi rozmawiam, zwracają mi uwagę na to, że jest pewna grupa inwestorów, która ma wielki problem z decyzyjnością. Najgłupsze pytanie rozważają przez kilka czy nawet kilkanaście dni, przez co powoduje to problemy. Ta współpraca nie działa tak jak powinna. Budowa czy remont stoi w miejscu. Tak się nie da pracować. I oczywiście jeżeli mówimy o jakichś trudnych tematach, na przykład chcemy mieć wentylację grawitacyjną czy mechaniczną, większy czy mniejszy salon, jakieś trudne rzeczy, to oczywiście musimy to rozważyć. Ale jeżeli masz problem na przykład z podjęciem decyzji, jaki mieć kolor ścian albo ile zrobić, nie wiem, schodków do domu, tak strzelam, i każda taka decyzja wiąże się z tym, że… znaczy każde takie pytanie cię paraliżuje i nie jesteś w stanie na takie pytanie odpowiedzieć, to już jest słabo. Innymi słowy, jeżeli na przykład kupujesz elektronikę albo jakikolwiek inny produkt, i jesteś w stanie szybko podjąć decyzję, to dobrze. Czytasz opisy, przeglądasz recenzje i podejmujesz decyzję w ciągu paru dni. Ale jeżeli z każdym zakupem masz problem i nie jesteś w stanie podjąć decyzji, ponieważ masz za dużo możliwości, bo przecież to jest dobre, to jest dobre i to jest dobre, to ma to, tamto ma to, i to powoduje, że nie kupujesz danego sprzętu, bo nie możesz podjąć decyzji, to wiedz, że jest jakiś problem, który myślę, że warto po prostu naprawiać już teraz, bo to się przyda podczas budowy i podczas twojego życia. Co proponuję? Podejmuj jak najwięcej decyzji. To mogą być absolutnie błahe sprawy. Jeżeli ktoś cię pyta o to, czy chcesz kawę czy herbatę, to nie mów, że „obojętnie”, bo to nie pomaga gospodarzowi. Podejmij decyzję, to są jednak dwa różne napoje. Zaczynaj od małych rzeczy. Jeżeli masz do kupienia dwa urządzenia i różnice między nimi są niewielkie i nie wiesz, którą rzeczy wybrać, to w większości wypadków nie ma znaczenia, którą rzecz wybierzesz i nie ma co zwlekać. Staraj się myśleć o tym, aby podejmować decyzje szybko i sprawnie, a rozważanie każdej alternatywy i możliwości tygodniami spowoduje paraliż decyzyjny, którego chcemy uniknąć. Kolejną rzeczą jest taka ostrożność, roztropność, co jest bardzo dobrą cechą charakteru. Ja jestem chyba aż za bardzo ostrożny, jak tak po sobie patrzę. Ale jeszcze na tym się nie przejechałem, więc sobie to chwalę. Wolę być bardziej ostrożnym niż gdzieś tam coś przeoczyć. Jestem osobą, która nie tylko zapina pasy w swoim samochodzie, ale nawet jestem chyba jedną z nielicznych osób, która jak zamawia taksówkę, to zapina pasy także w taksówce. Wychodzę z założenia, że taksówkarza nie znam, wsiadam do samochodu, którego nie znam, nie wiem, jaki ma stan techniczny, na drodze może się wydarzyć mnóstwo rzeczy, których nie jestem w stanie przewidzieć, ani nie jest w stanie przewidzieć taksówkarz, w związku z tym zapnę pasy. Zapięcie pasów zajmie dwie sekundy, a może mi to uratować zdrowie albo i życie. Więc takie jest moje podejście, takie życiowe. Wiem jednak, że nie wszyscy są tak ostrożni jak ja. Tak więc jeżeli na przykład, kupiłeś kiedyś garnki za kilka tysięcy złotych, wpakowałeś się w piramidy finansowe, uległeś jakimś 50% rabatom na podejrzanych sklepach internetowych (i straciłeś przez to pieniądze), grałeś w trzy karty nad morzem, i ogólnie rzecz biorąc, nie byłeś ostrożny w jakimś momencie swojego życia przez co straciłeś pieniądze, czas, nerwy, to warto to też w jakiś sposób dopracować. Ostrożność jest istotną cechą charakteru. Budowa domu kosztuje dużo pieniędzy. Są wykonawcy, projektanci, kierownicy budowy, którzy chętnie uszczkną trochę twoich pieniędzy, namawiając cię na rzeczy, których nie potrzebujesz lub zawyżając cenę usług. Są przecież wykonawcy, którzy bardzo chętnie kupują materiały w imieniu klienta, a później się okazuje, że za wszystkie materiały przepłaciłeś dwukrotnie. O tym kiedyś pisałem na blogu: jak kupować materiały budowlane? I w związku z tym takie upewnianie się, pytanie, szukanie dziury w całym bardzo, ale to bardzo się przydaje. Przydaje się już nawet na etapie uzyskiwania kredytu na budowę domu. Wiele osób po prostu nie czyta umowy kredytowej, podpisując to, co nam dał do podpisu doradca. Tymczasem podpisywanie jakiekolwiek umowy bez czytania jest ogromnym błędem, bo w umowie mogą być zapisy, których nie akceptujesz. Mogą być zapisy, których nie rozumiesz. A skoro pewnych zapisów nie rozumiesz, to nie podpisuj czegoś, czego nie rozumiesz, tylko upewnij się, co ten zapis dla ciebie oznacza. Są osoby, które podpisują umowy na jakąkolwiek usługę, bo na przykład kurier dostarczył umowę do domu, stoi nad tobą i mówi, że „nie ma czasu, niech pan podpisuje, bo się spieszę”. Jeżeli tak kiedyś zrobiłeś i podpisałeś umowę bez czytania, to z mojego punktu widzenia jest to błąd. Zawsze masz możliwość powiedzenia „nie”, bo to jest w twoim interesie. Co cię kurier obchodzi? Niech się spieszy. Dbasz o swój interes więc nie podpiszesz czegoś tylko dlatego, że ktoś się spieszy. Nie powinieneś tak robić, bo to jest po prostu nierozważne. Tak samo, tak a propos ostrożności, jeżeli zamawiasz coś z Internetu i przychodzi paczka, to otwórz paczkę przy kurierze. Upewnij się, że wszystko jest w porządku, a nie sugeruj się tym, że kurier się spieszy i przez to tej paczki nie sprawdzisz. Więc są pewne rzeczy, gdzie warto być rozważnym i rozwaga przydaje się najbardziej przy budowie domu ponieważ jest dużo rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę przy budowie domu. Kolejną rzeczą jest bycie zorganizowanym. Jeżeli odkładasz jakieś rzeczy na jutro, za tydzień, za miesiąc, to warto to już teraz poprawić, bo budowa domu wymaga od nas tego, żebyśmy byli zorganizowani. Niezależnie od tego, jak się budujemy, czy systemem zleconym, czy generalnym wykonawcą, ta organizacja jest potrzeba. Jeżeli będziesz budował się systemem zleconym, będziesz wybierał wszystkie ekipy. Czyli od ekipy od stanu surowego, po dekarzy, hydraulików, elektryków i tak dalej, i jeszcze w dodatku będziesz kupował same materiały budowlane, bo być może tak będziesz robił, bo będziesz miał nad tym lepszą kontrolę, to musisz być zorganizowany, bo bardzo szybko w tym wszystkim się pogubisz. Co proponuję? Proponuję już teraz przestać odkładać rzeczy na kolejne dni. Jeżeli coś postanawiasz, wykonaj to. Ustal sobie jakiś plan działania. Jeżeli masz dużo rzeczy do zrobienia, to postaraj się już to w jakiś sposób rozpisać. Zajmij się jakimś rzeczami, które są do zrobienia już teraz, które są łatwe, które ci znikną z listy obowiązków. Inne rzeczy przełóż na kolejne dni i trzymaj się tego. Na przykład wiele żon ma pretensję do mężów, że wymieniają tygodniami żarówki Najprostsza rzecz do zrobienia jest w domu, a ktoś zwleka i zwleka na nie wiadomo kiedy. W związku z tym jeżeli zwlekasz, zwlekasz, zwlekasz, to przestań to robić. Zorganizuj sobie jakoś te życie. Zacznij być zorganizowany. Być może są jakieś kursy? Zacznij jakiś taki ład i porządek wprowadzać w swoje życie, bo to się po prostu przydaje. A im będziesz miał mniej zaległości takich swoich życiowych związanych z tym, że coś tam jeszcze trzeba zrobić w pracy, coś tam jeszcze trzeba zrobić w domu, coś tam, coś tam chciałem zrobić, to bez tych zaległości budowa domu będzie łatwiejsza, bo nie będziesz miał takich obciążeń. Ale jeżeli zaczniesz budowę domu, mając jeszcze z tyłu głowy rzeczy, których jeszcze nie zrobiłeś, które zalegają ci tygodniami, miesiącami, to może spowodować po prostu chaos i niepotrzebną frustrację. Kolejną rzeczą jest komunikatywność. To się trochę wiąże z byciem szczerym i uczciwym. Chodzi o taką umiejętność rozmowy, umiejętność mówienia tego, co ma się na myśli. Przykładowo, jeżeli nie jestem zadowolony z oferty wykonawcy, ale jednak wykonawca mi się podoba, ponieważ ma dobre referencje, podobają mi się jego prace, to mówię wprost, jaka jest sytuacja, co mi się podoba i dlaczego uważam, że cena jest za wysoka. Rozmawiamy. Rozmawiamy, dzielimy się swoimi opiniami, dochodzimy do jakiegoś rozwiązania. O tym mówiłem w podcaście o negocjacjach: Mówię o tym, ponieważ zauważyłem, że wielu klientów ma z tym problem. Zwykle jest tak, że jeżeli klient usłyszy cenę, która go nie interesuje, nie podejmuje rozmowy. Szkoda. Co ja mogę wtedy robić? Nie wiem, dlaczego klient się nie zdecydował, nie wiem, czy mu się nie spodobałem. Czy nie spodobała mu się oferta mojej firmy, czy była cena za wysoka, czy był termin za długi, czy coś innego. Skoro o tym nie wiem, to nie mogę pomóc klientowi. Więc skoro o tym nie wiem, to nie mogę dostosować mojej oferty do tego klienta. Jeżeli jednak klient, a są na szczęście tacy, powie mi wprost, „panie Sławku, termin jest za długi, muszę mieć to tu i tu” albo „Panie Sławku, mam cenę… za wysoka to jest cena, mam u konkurencji taniej”, no to super, rozmawiamy. Jestem w stanie coś uzyskać dla klienta. Jest jakaś możliwość rozmowy, ustalenia jakichś innych warunków. I na tym to polega. Najlepiej mi się współpracuje z klientami, którzy wyrażają swoje zdanie. To są najlepsi moi klienci. Mówią wprost, panie Sławku czy, Sławku, bo z wieloma jestem na ty, podoba mi się to i to, i to albo nie podoba mi się to i to, i to. Wręcz może powiedzieć nawet, „Sławku, spieprzyłeś, miało to być zrobione teraz, nie dostałem tego, jest jakieś opóźnienie, nie podoba mi się to.” Dla mnie to jest super klient, bo on wyraża swoje obawy. Wyraża to, co mu się nie podobało. I ja dzięki temu wiem, co ja muszę poprawić. Wiem, co muszę usprawnić. Wiem, co klientowi się nie podoba. To jest dla mnie rewelacyjne podejście. Takie podejście przydaje wszędzie tak naprawdę, i w mojej firmie, i nawet na targu czy w sklepie, przy jakichkolwiek rozmowach. Komunikatywność, bycie szczerym, takim otwartym, uczciwym jest super. Jeżeli coś mi się nie podoba, to wprost o tym mówię. I ja proponuję to ćwiczyć. Odzywać się do ludzi. W każdej sytuacji. Jeżeli na przykład kupujemy chleb, porozmawiać o pogodzie. Zwrócić uwagę na paznokcie sprzedawczyni, zwrócić uwagę na, „o jakie ładne pączki tutaj leżą na ladzie”. Na targu potargować się. Na przykład „niech pani mi dołoży jeszcze jednego pomidora, to ja kupię jeszcze parę kilo ogórków”. Cokolwiek, rozmawiajmy. Jeżeli tylko będziemy wychodzić na zewnątrz, rozmawiać z ludźmi tak hasłowo, na zasadzie „poproszę dwadzieścia deka szynki, dziękuję, do widzenia”, no to siłą rzeczy tej komunikatywności nie będziemy mogli ćwiczyć. Natomiast już zagajając o cokolwiek, właśnie o pogodę, można zagaić, że tu drogę wyremontowali, albo powiedzieć, że dzisiaj są wielkie korki. Każda okazja do rozmowy z ludźmi jest fajna i warto się przemóc. Ja mogę polecić Warsztaty Retoryczne. One są w Warszawie, ale podejrzewam, że też w innych miastach są podobne warsztaty. Polecam Warsztaty Retoryczne prowadzone przez Dominika Mazura. One są naprawdę bardzo pomocne i w iele dały. Poszukaj podobnych warsztatów, bo umiejętność rozmowy przydaje się i przy wyborze wykonawców, i przy współpracy, i przy negocjacji, i przy wszystkich rzeczach związanych z kupnem i sprzedażą czegokolwiek. Zostają nam jeszcze takie dwie cechy. Jedną z nich jest bycie oszczędnym. Dlaczego? Ponieważ podczas budowy domu możemy bardzo łatwo przepłacić dużo pieniędzy. I zauważyłem, że tak to wygląda, że bierzemy na przykład kredyt, nagle mamy dużo pieniędzy na koncie, wydajemy tu tysiąc złotych, tam pięć tysięcy, tam dziesięć tysięcy, pieniądze po prostu płyną. I nagle mamy takie poczucie, że tu wydamy dwieście złotych więcej, to w sumie to nie ma znaczenia, bo mamy pół miliona kredytu, więc co znaczy te dwieście złotych. Ale to jest bardzo duża pułapka. Bo tutaj wydamy dwieście złotych, tam wydamy dwieście złotych, tam trzysta, tam sto pięćdziesiąt, tam pięćset, tam sześćset, tam znowu sto, tam znowu trzysta i nagle ta kasa rośnie. Więc dbajmy o te nasze finanse od samego początku. Oszczędzajmy na wszystkim. Negocjujmy z każdym od razu na początku, czy też przy zakupie działki, czy też przy zamawianiu geodety. Prosta sprawa, jeżeli zamawiamy geodetę, on podaje ci cenę, stargujmy nawet pięćdziesiąt złotych. To na pewno nam dobrze zrobi. A pięćdziesiąt złotych to jest… jak na przykład lubicie hamburgery, to możemy sobie kupić dwa hamburgery na przykład za pięćdziesiąt złotych (albo jeden wypasiony ). Ja zawsze sobie tak przekładam kasę na to, co ja mogę kupić, bo wtedy mi łatwiej negocjować. Zamiast negocjować dwieście złotych, negocjuje coś, co mógłbym za te dwieście złotych kupić, na przykład jakiś zestaw nowych klocków czy też fajny bilet na jakąś imprezę. Polecam oszczędzanie już teraz. Widzę po niektórych, że kupują rzeczy w Internecie, kupując w sklepie, w którym już wcześniej kupowali albo po prostu w sklepie, który im się pierwszy wyświetli w wynikach wyszukiwania. I nawet nie szukają tego produktu taniej. Tymczasem gdyby poświęcili dosłownie 20-30 sekund na przeklikanie paru sklepów, mogliby kupić to samo kilkanaście, kilkadziesiąt złotych taniej w innym, tak samo dobrym sklepie lub za tę samą cenę, ale z darmową wysyłką.. Więc im częściej będziemy oszczędzać na takich małych kwotach, tym nam to szybciej wejdzie w krew i będzie nam o wiele łatwiej oszczędzać podczas budowy. Pamiętajcie, że nawet 15 złotych ma znaczenie. Jeżeli na przykład ktoś zarabia 30 złotych na godzinę, to zaoszczędzenie piętnastu złotych w ciągu kilku minut, to jest super, prawda? To oszczędzasz naprawdę godzinowo więcej niż zarabiasz. Czasami widzę po sobie, że inwestując w mój czas na szukanie usługi w lepszej cenie czy też szukanie jakiegoś produktu w lepszej cenie, czasami „zarabiam”, oszczędzam więcej niż wynosi moja stawka godzinowa. To jest moja inwestycja. Tak więc oszczędzajmy i to oszczędzajmy przy każdej możliwej okazji. I ostatnią rzeczą z takich pozytywnych rzeczy to jest bycie optymistą. Bo w końcu budujemy dom, budujemy nasze gniazdko, w którym będziemy czuli się świetnie, będziemy spędzali mnóstwo czasu. No jak się z tego nie cieszyć? Ja wiem, że każdy ma obawy, czy się zmieści w budżecie, czy będzie dobry projekt, czy będą dobrzy wykonawcy. Obaw jest dużo, ale wiele osób się wybudowało i wszystko jest w porządku. Zresztą z każdą rzeczą, której jeszcze nie znamy, zawsze podchodzi się do takich rzeczy trochę ostrożniej, boimy się, co będzie. To jest naturalne. Z moją pomocą, mam nadzieję, że ta budowa pójdzie jak z płatka, a co! I właśnie bądźmy do tego optymistycznie nastawieni. Odgońmy te czarne chmury nad naszymi głowami. Wszystko będzie dobrze. Bycie optymistą jest bardzo ważne. Jeżeli kiedykolwiek podczas budowy domu gdzieś trochę nam humory przestaną dopisywać, to wtedy warto sobie dać chwilę, parę dni odpoczynku od budowy. Nawet wyjechać na jakąś wycieczkę i nie myśleć o materiałach budowlanych, wykonawcach i tak dalej. Zrobić sobie parę dni przerwy i wrócić znowu do budowy z pełnymi siłami. Pamiętajmy, że naprawdę budowa domu jest ważna, ale nie jest najważniejszą rzeczą w naszym życiu. A jakie cechy charakteru mogą przeszkadzać?Przede wszystkim jest to perfekcjonizm. To jest dążenie do doskonałości. I uważaj na to, bo przy budowie domu zawsze będą jakieś problemy. I nawet jeżeli będziesz miał najlepszą ekipę pod słońcem, to jeżeli będziesz chciał, żeby było po prostu absolutnie idealnie i będziesz zawsze wymagał czegoś, co tak naprawdę nie zawsze da się zrealizować, to budowa stanie się szybko dosyć frustrująca. I tutaj mam taki przykład z Poznania, pewnego inwestora, który jest właśnie perfekcjonistą, który buduje dom, uwaga, ponad 20 lat. Znają go już wszystkie ekipy budowlane w okolicy. I żadna ekipa już do niego nie chce przychodzić, bo nie jest w stanie spełnić jego wymagań. Tak więc jeżeli jesteś perfekcjonistą, uważaj na to, bo może być ciężko. A zauważyłem pewną taką zależność, że w pewnym momencie budowy domu widzimy wszystkie niedoskonałości. To może być jakaś krzywa listwa przypodłogowa. To może być jakiś ślad farby w jakimś miejscu na podłodze. Coś może być lekko krzywo. Ale po jakimś czasie, po paru tygodniach czy miesiącach, nie widzimy już tego. Po prostu po budowie przestajemy na to zwracać uwagę i cieszymy się tym, co mamy. Więc takie dążenie do doskonałości nawet chyba nie ma zawsze sensu. Po prostu. Kolejną rzeczą, na którą trzeba uważać, to jest empatia. Spotkałem się z wykonawcami, którzy bardzo lubią przechodzić na ty i potem nawijają makaron na uszy, mówią o swojej ciężkiej sytuacji w rodzinie, proszą o dodatkową zaliczkę, jakieś dodatkowe pieniądze, przedpłatę, narzekają. Jeżeli jesteś taką osobą bardzo empatyczną, to możesz za bardzo takiej osobie zaufać. Tak więc ogólnie nadmierne zaufanie, bycie zbyt empatycznym, to myślę, że to także przeszkadza w codziennym życiu. Bo niestety są na świecie osoby, które chcą nas wykorzystać. Są różne piramidy finansowe. Jeżeli jesteś osobą, która zbytnio ufa, albo jesteś osobą łatwowierną, to będzie ci trudno uwierzyć, że osoba, która chce od ciebie pieniądze, chce cię oszukać. Tak więc, to tak w ramach jakichś porad. Nie mam jakiegoś rozwiązania, po prostu trzeba nad tym jakoś pracować. Tak jak mówiłem wcześniej, jeżeli chcesz pracować nad byciem asertywnym, to powinieneś być asertywny już teraz, odmawiać pewnych rzeczy. Więc prawdopodobnie z empatią też możesz sobie w jakiś sposób poradzić. Kolejną rzeczą jest bycie grzecznym. I nie mylmy tego z dobrym wychowaniem. Wychodzę z założenia, że ja jestem dobrze wychowany, jestem grzeczny tak na co dzień. Jeżeli ktoś ze mną normalnie rozmawia, dobrze współpracujemy, to przecież na niego nie krzyczę, nie bluzgam, bo to nie jest w moim charakterze i ja też bym sobie nie życzył, żeby ktoś się tak zachowywał w stosunku do mnie. Niestety w pewnych sytuacjach trzeba się, no może nie wydrzeć, ale trzeba być bardziej stanowczym. Trzeba czasami tych parę bluzg posłać, żeby ktoś się posłuchał. W pewnych sytuacjach trzeba po prostu tupnąć nogą, wkurzyć się, aby wszystko było w porządku. Tak więc bycie grzecznym, takie jest tak jakby pół na pół. To jest fajnie, że ktoś jest grzeczny, ale też nie jest fajnie, jak jest zbyt grzeczny. Kolejną rzeczą jest upór. I jeżeli jesteś uparty na pewne kwestie i mimo tego, że każdy ci mówi, że się mylisz, a ty jesteś dalej uparty, to jest to zła cecha charakteru. Są ludzie i mam nadzieję, że taką osobą nie jesteś, ale być może twój parter bądź partnerka taką jest, która jest święcie przekonana, że ma zawsze rację i żadne argumenty nie są w stanie jej przekonać. I to jest niebezpieczne tak naprawdę, bo osoba, która jest święcie przekonana o swojej racji, zwykle tej racji nie ma. Tak to wynika z mojego doświadczenia. Każdy ma prawo do pomyłki, nikt nie jest nieomylny. Osoba, która uważa, że zawsze ma rację, z założenia dla mnie tej racji nie ma w wielu kwestiach. Nikt na wszystkim się nie zna. Jeden z projektantów mi taki dał przykład upartego inwestora, który uparł się, że wybuduje w domu korytarz o szerokości 70 centymetrów. On budował dom bodajże dla swoich dzieci, uparł się, że taki ma być wąski korytarz. Projektant jest z tego grona projektantów dobrych, który nie robią tego, co inwestor sobie zażyczy, ale stara się przekonać inwestora, jeżeli inwestor ma zły pomysł. Więc zaczął mu tłumaczyć, że tak wąski korytarz jest złym pomysłem, bo będzie po prostu ciasno. Inwestor powiedział, nie, ma być 70 centymetrów. No to projektant spróbował jeszcze czegoś innego. Mianowicie postawił kartony i zrobił taką symulację tego korytarza, pokazując inwestorowi, że ten korytarz będzie po prostu za wąski. I po iluś tam rozmowach inwestor zgodził się, powiedział okej, ma pan rację, zróbmy w takim razie korytarz o szerokości bodajże metra czy nawet trochę szerszy. Projektant zadowolony, zaczęła się budowa. Po jakimś czasie, po kilku miesiącach po rozpoczęciu budowy, projektant pojechał na budowę zobaczyć, jak to wszystko idzie, czy wszystko idzie zgodnie z planem. Co się okazało? Murarze wybudowali korytarz o szerokości 70 centymetrów, bo inwestor był tak uparty, że podjął taką decyzję. Wolał tak naprawdę okłamać projektanta, że się zgadza na te rozwiązania, zaakceptował projekt, a i tak zrobił po swojemu, mimo tego że ten projekt, no niestety nie będzie zbyt dobry, no. Nie będzie… Może inaczej, skoro budował to dla swoich dzieci, jego dzieci nie będą z tego rozwiązania zadowolone. Tak więc, to pokazuje, że bycie takim naprawdę upartym nie zawsze jest dobre. Kolejną rzeczą jest bycie aroganckim i opryskliwym. Zauważyłem, że część osób w ten sposób się buduje. Znaczy mają taką cechę charakteru, że narzucają swoje zdania, traktują wykonawców z góry, nie mają problemów z tym, żeby na nich przeklinać. Dla mnie jest to bez sensu. I mam wrażenie, że takim ludziom tylko się wydaje, że oni coś potrafią zorganizować i czymś zarządzać. To nie jest dla mnie fajne, to nie w moim stylu. I ja też bym sobie nie życzył, gdybym był wykonawcą jakiegoś klienta, który na mnie krzyczy i jest opryskliwy. Chyba takiego jeszcze nie miałem na szczęście. Jeżeli ktoś by na mnie… właśnie tak się zachowywał, to bym go po prostu wygonił i cześć, bo cenię sobie spokój i cenię sobie szacunek. Ja szanuję ludzi, więc chciałbym, żeby ludzie mnie też szanowali. W związku z tym jeżeli ktoś się arogancki, opryskliwy, to się nie uda, tak naprawdę. Ponieważ nawet jeżeli budowa będzie jakoś szła, to na 100% wykonawcom nie będzie chciało się robić czegoś tak tip top dla ciebie. Tymczasem jeżeli postępujesz tak fair z ludźmi, to zauważyłem już nie raz, osoba, którą traktujesz w porządku i która widzi, że jesteś normalną osobą, jest w stanie zrobić dla ciebie coś więcej, coś ekstra, coś nawet dokładniej, niż osoba, którą traktujesz z góry. Więc to jest taka sytuacja tak naprawdę win-win. I nawet widzę to na ulicach. Są kierowcy, którzy po prostu szaleją. Są narwani, zmieniają trzy pasy cały czas, gdzieś tam szukają wolnego miejsca. I po kwadransie oni są metr dalej niż byli przed tą karuzelą, przed tymi zmianami pasów. Oni czują, że coś osiągnęli, że wyprzedzili tyle samochodów w ciągu tych piętnastu minut. Tymczasem tak właściwie nie przybliżyli się w ogóle do celu. Tak więc nie bądźmy nieuprzejmi. Bądźmy po prostu w porządku. Kolejną rzeczą jest takie zawierzenie w swoją intuicję. Czasami ktoś mówi, że zna się na ludziach. Albo na przykład, że czuje, że to i to rozwiązanie będzie lepsze. No nie. Aby podjąć dobrą decyzję, musimy mieć jakieś dane. Podejmowanie decyzji na zasadzie takiej, że „intuicja mi mówi, że… „, to jest trochę takie rzucanie monetą. I albo trafimy, albo nie. Ogólnie my, ludzie, mamy taką cechę charakteru, że częściej pamiętamy decyzje, które podjęliśmy, które były dobre. O tych decyzjach pamiętamy. Ale zapominamy o decyzjach, które nie były trafne. Tak mają hazardziści. Hazardzista pamięta, że wygrał pół roku temu 1000 zł na gonitwie, ale nie pamięta, że stracił 2000 zł w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Pamięta się sukcesy, a nie porażki. W związku z tym ja nie wierzę w intuicję, a może dokładniej: nie wierzę w moją intuicję. Ja opieram się na danych. Jeżeli mam jakieś dane, mogę podjąć decyzję. Mogę podjąć decyzję dobrą albo złą, ale podjąłem ją w sposób racjonalny. Jeżeli nie mam wszystkich danych, to muszę te dane uzyskać. W związku z tym jeżeli chcesz podjąć decyzję i widzisz, że nie masz wszystkich informacji, to postaraj się o te informacje. Nie podejmuj decyzji na podstawie niepełnych informacji. I ostatnia rzecz to jest bycie pesymistą. Jeżeli jesteś pesymistą, to podchodzisz do wszystkiego na zasadzie, że „na pewno się nie uda” i przyjmujesz zawsze pesymistyczny punkt widzenia, to tak trochę szkoda, bo podczas budowy zawsze coś się zawsze może posypać, jakieś terminy się przesunąć. W związku z tym, ja bym podszedł do budowy optymistycznie, aczkolwiek z lekką dozą pesymizmu. Jeżeli zakładamy jakiś budżet na budowę domu, to musimy ten budżet zawyżyć o 20 czy nawet 30 procent, ponieważ mogą pójść do góry ceny materiałów lub robocizny. Może się stać mnóstwo rzeczy. W związku z czym ta nutka pesymizmu, rzeczywiście przydaje się. I podsumowując, niezależnie czy budujesz sam, czy tworzycie jakiś zespół, to ten zespół powinien mieć pewne cechy. Niezależnie od tego, kto będzie miał daną cechę charakteru, fajnie by było, żeby wasz zespół miał te wszystkie wymienione przeze mnie cechy charakteru. Jeżeli lepiej poznacie siebie i poznacie swoje silne i słabsze strony, będziecie mogli podzielić się obowiązkami przed i podczas budowy domu. Dzięki temu każdy będzie z was robił to, co lubi i w czym jest dobry. A jeżeli okaże się, że są pewne rzeczy, w których jedna osoba i druga osoba jest słabsza, to można rozważyć jakąś dodatkową pomoc w postaci na przykład projektanta wnętrz, który za nas, za was, ten wasz dom zaprojektuje, co też nam dużo spraw ułatwi. PODSUMOWANIEO jakich cechach charakteru mówiłem? O byciu asertywnym, bo umiejętność mówienia „nie” jest bardzo ważna. O byciu cierpliwym, bo budowa domu, no cóż, wiemy, jak jest, niecierpliwość nie jest niczym dobrym. Bycie cierpliwym jest okej. Bycie zorganizowanym. Dlaczego? Bo trzeba podejmować podczas budowy decyzje, decyzji jest dużo, te decyzje trzeba podejmować szybko i sprawnie. Należy być oszczędnym, bo podczas budowy bardzo łatwo jest stracić dużo pieniędzy. Trzeba być zdecydowanym, czyli trzymać się tego, co postanowiliśmy. Tutaj dodam, że zauważyłem, że pewne osoby na przykład wybierają jakiś system ogrzewania jeszcze na etapie projektu (i prawidłowo!), mijają miesiące, jest już wybudowany stan surowy budynku, i nagle myślą, że może jednak by zmienić ten system ogrzewania, bo w sumie to jestem zadowolony, ale może jednak jest coś lepszego. Nie warto tak robić. O tym jeszcze będę mówił, bo jestem w trakcie robienia fajnego kalkulatora na temat ogrzewania, ale skoro już poświęciliśmy ileś tam czasu, aby podjąć jakąś decyzję, trzymajmy się jej po prostu jak najdłużej. Kolejną rzeczą była szczerość i uczciwość, taka komunikatywność. Bo im łatwiej rozmawiasz z ludźmi, im bardziej jesteś szczery, wyrażasz swoje uczucia, umiesz rozmawiać, tym jest łatwiej negocjować, współpracować, wybierać wykonawców. Dodam jeszcze, że fajnie mieć taką cechę charakteru, jaką jest ciekawość. Bo im jesteś bardziej ciekawy, tym chętniej się uczysz. A jeżeli nie masz takiej ciekawości w sobie, to budowa domu może być trochę trudniejsza. Ale myślę, że skoro oglądasz, słuchasz mojego podcastu czy też czytasz transkrypcję, to ta ciekawość gdzieś jest. No i może najważniejsza rzecz to jest bycie optymistą z lekką nutką pesymizmu, bo pamiętajmy, że budowa domu to jest pozytywna rzecz, więc jakże się z tego nie cieszyć. Wielkie dzięki za wysłuchanie tego podcastu. Do usłyszenia przy kolejnym! Pozdrawiam serdecznie, Sławek Zając. Artykuł Jakie cechy charakteru ma idealny inwestor? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Omówienie ankiety (150 odpowiedzi!) | 28 Aug 2019 | ||
Kilkanaście dni temu poprosiłem was o wypełnienie krótkiej ankiety. Pytałem Was m.in. o Wasze obawy związane z budową domu oraz o uwagi dotyczące samego bloga. Otrzymałem ponad 150 odpowiedzi! Bardzo wszystkim dziękuję! Odpowiedzi jest tak dużo, że odniosę się do nich w 2 częściach. W dzisiejszym podcaście omówię wyniki ankiety, odniosę do Waszych pytań i sugestii związanych z kolejnymi artykułami i publikacjami. Za kilka dni umieszczę artykuł, w którym odniosę się do wszystkich Waszych pytań i obaw związanych z budową domu. Uwaga. Ankieta jest i będzie cały czas aktywna. Zachęcam do jej wypełnienia: link do ankiety.
Poniżej link do nagrania oraz transkrypcja. Uwaga. Podcast jest dostępny także w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/08/jak_sie_wybudowac_07.mp3TRANSKRYPCJA BUDOWA DOMU – OMÓWIENIE ANKIETY Dzisiaj będzie o ankiecie, którą wypełniliście, a którą umieściłem kilkanaście dni temu na Facebooku. Ankiecie, którą wypełniło do tej pory ponad 150 osób i bardzo za to dziękuję. W tej ankiecie pytałem przede wszystkim, na jakim etapie budowy jesteście, bo byłem bardzo ciekawy, kto mnie czyta i kto mnie ogląda. Część z was dopiero planuje wybudować dom w przyszłości, część z was ma działkę, część z was już rozpoczęło budowę, więc dzięki za wszystkie informacje! Pytałem także o to, jakie tematy powinienem częściej poruszać na blogu, co preferujecie, czy krótkie artykuły, czy długie, krótkie filmy, długie filmy czy podcasty. I pytałem o wasze obawy związane z budową domu, i o to, czego wam brakuje na blogu i jakie wprowadzilibyście zmiany. Odpowiedzi jest tak dużo, że w podcaście odpowiem na kilka lub kilkanaście Waszych pytań, ale za kilka dni napiszę artykuł, w którym spiszę wszystkie wasze odpowiedzi, abyście zobaczyli, że wszyscy mamy podobne obawy związane z budową domu. Garść statystykZaraz o tym będę mówił, natomiast na początek trochę statystyk. Ok. 20% z was już rozpoczęło budowę i to jest dla mnie niespodzianka, że aż jedna na pięć osób czyta mojego bloga, który wydawało mi się, że jest kierowany do osób, które dopiero planują budowę domu. Jest to dla mnie zaskoczenie. Jeżeli chodzi o to, jakie tematy powinienem częściej poruszać na blogu, to zdecydowana większość z was, prawie dwie trzecie, odpowiedziała „przygotowanie i organizacja budowy”. I o tym będzie kolejny podcast. Zacznę od… nas. Nie od samych formalności, procedur i tego, jak szukać ekip budowlanych, tylko właśnie od nas. Bo to my powinniśmy się trochę mentalnie do budowy i do tego wszystkiego przygotować. Myślę, że jeżeli będziemy mieli pewne cechy charakteru i pewne wyuczone schematy działania, to przez budowę przejdziemy dobrze. Jeżeli nie jesteśmy zorganizowani w życiu prywatnym, to zanim zaczniemy budowę, warto trochę nad tą organizacją popracować. Jeżeli nie jesteśmy asertywni w życiu prywatnym, to warto nad tą asertywnością popracować zanim zaczniemy budowę i tak dalej. Kolejny podcast będzie właśnie o nas, o ludziach, a w kolejnych będę poruszał kolejne rzeczy związane z przygotowaniem i organizacją budowy. Na drugim miejscu mamy „ogrzewanie domu” i wiem, że jest problem z wyborem systemu ogrzewania i urządzenia, które nam podgrzeje ciepłą wodę użytkową. Jest mnóstwo różnych pomysłów, pompy ciepła, ogrzewanie gazowe, ogrzewanie elektryczne. Pytanie, czy założyć fotowoltaikę, czy też nie. Jestem w trakcie tworzenia arkusza kalkulacyjnego, w którym postaram się te wszystkie parametry uwzględnić po to, aby każdy z was mógł podjąć dobrą decyzję. Myślę, że za kilka dni umieszczę taką pierwszą wersję arkusza na Facebooku, bo arkusz jest skomplikowany i potrzebuje po prostu waszej pomocy, abym miał pewność, że on rzeczywiście będzie przydatny. (Zapraszam przy okazji na mój fanpage „Jak się wybudować i nie zwariować” ) Na kolejnym miejscu mamy „formalności„, tak zwaną papierologię. Aż połowa z was chce więcej informacji na ten temat. Unikałem do tej pory tego tematu na blogu. Jest chyba na blogu tylko jeden artykuł o formalnościach, a głównie dlatego, że po pierwsze, myślę, że jest dużo informacji w Internecie o formalnościach, a dwa, że i tak każda sytuacja jest trochę inna. Niektóre gminy mają inne wymagania, każda sytuacja, każda budowa jest inna, wszystko zależy też od tego, jaką masz działkę. To wszystko wpływa na to, jakie formalności, jaki papiery musisz złożyć i w jakiej kolejności. Ale i gdzieś mam to z tyłu głowy. Chciałbym przygotować jakąś checklistę, infografikę, która pokaże mniej więcej krok po kroku, co należy zrobić w danej sytuacji. To jest dość trudny temat, ale mam nadzieję, że takie coś przygotuję jeszcze w tym roku. Wysoko jest także fotowoltaika i jestem tym zaskoczony. Na blogu napisałem chyba najbardziej rzetelny artykuł na temat fotowoltaiki, który jest w Internecie. Nie mówiłem nigdy, że jestem skromny. Potem jeszcze nagrałem podcast na temat paneli fotowoltaicznych i szczerze mówiąc, mam wrażenie, że wyczerpałem temat. Jeżeli macie jakieś konkretne pytania na temat fotowoltaiki, to zadajcie mi je, ja postaram się na nie odpowiedzieć, a jak będzie pytań więcej, to oczywiście będzie także kolejny artykuł. Wysoko jest także odpowiedź, jak zaprojektować nasz dom i tutaj piszę coś od pewnego czasu, i nie wiem, co z tym jeszcze zrobię, ponieważ prawdopodobnie będę musiał zaangażować projektanta lub grafika, który zwizualizuje to, co ja opiszę w tym artykule. Rzeczywiście warto wiedzieć jak najwięcej o sobie, o swoich oczekiwaniach, niezależnie od tego, czy chcemy kupić projekt gotowy, czy też skorzystać z projektanta i stworzyć projekt indywidualny. Takie rozrysowanie i zaprojektowanie domu jest bardzo dobrym pomysłem i postaram się z tym pomóc. Wysoko jest także wybór wykonawców i rzeczywiście, na blogu jest mało na ten temat. Będzie zatem trochę więcej. Natomiast jeżeli chcesz już teraz coś więcej wiedzieć na temat tego jak wybrać i jak współpracować z wykonawcami, to oczywiście nieustannie zachęcam do zakupu mojej książki. (Możesz znaleźć jej recenzje w serwisie lubimyczytać) Wysoko są także kredyty, aż 20% osób chce więcej informacji na temat kredytów. I o ile nie zamierzałem nic na ten temat pisać, bo przyznaję, to wykracza poza moje kompetencje, to jednak zdecydowałem się napisać artykuł lub serię artykułów z Michałem Dawidowiczem, który prowadzi bloga blogkredytowy.pl. Michał jest doradcą kredytowym, który zresztą organizował mój kredyt. Po kilkunastu latach udzielania kredytów wiem i widzę to na co dzień, że Michał ma ogromną wiedzę na temat kredytów hipotecznych i wiem, że to dobra osoba, która w rzetelny sposób opisze wszystkie informacje niezbędne do uzyskania kredytu na budowę domu jednorodzinnego. I co jeszcze było wysoko na liście? Mniej osób szuka i chce kupić działkę. Dostałem także dużo, dużo dodatkowych próśb o tematy, które warto poruszyć w przyszłości. Wszystkie biorę pod uwagę, nie będę teraz wszystkich opisywał. Jest tego dużo w każdym razie, więc mam co robić przez kolejne kilka lat. Bardzo wam za to dziękuję. Preferencje czytelników W ankiecie pytałem o to, co preferujecie i zgodnie z moim przypuszczeniem najwięcej osób preferuje długie artykuły, powyżej czterech minut czytania, ale wcale nie tak mało lubi krótkie artykuły, bo co druga osoba. I drugie założenie też się spełniło, mianowicie wolicie oglądać krótkie filmy od długich filmów, ale ogólnie artykuły są najwyżej. Zaskoczyła mnie całkiem duża liczba osób, które preferuje podcasty, bo aż 16%. Jestem zaskoczony i tym bardziej mnie to motywuje do tego, żeby tych podcastów prowadzić jak najwięcej. W kolejnym punkcie prosiłem was o to, abyście opisali, czego się najbardziej obawiacie przed budową domu, jakie macie wątpliwości. I teraz odpowiem na kilka pytań, ale tak jak mówiłem wcześniej, do większości pytań się ustosunkuję w kolejnym artykule. OBAWY ZWIĄZANE Z BUDOWĄ DOMU1) Wykonawcy To, czego się obawiacie, podzieliłem na kilka sekcji. Pierwsza, największa, dotyczy wykonawców, i tutaj parę cytatów. „Obawiam się, że fachowcy zawalą robotę, ponieważ ja nie znam się na budowie domu, to będą robić mnie w konia i przekonywać, że to, co robią, jest robione dobrze.” „Niesolidnych wykonawców, błędów, których nie da się naprawić. Problemu z ekipą budowlaną.” „Największym strachem napawa mnie, że mimo rzetelnego wyboru fachowców i tak ktoś na którymś etapie będzie chciał mnie oszukać, zrobić coś szybko, niedokładnie i później z naprawą zostanę sam.” Tego typu odpowiedzi jest chyba ponad 30. Faktycznie, niestety tak jest, więc będę kład większy nacisk na blogu o opisywać, jak sprawdzać i współpracować z wykonawcami. 2) Brak pieniędzy Kolejną rzeczą, na którą zwracacie uwagę, to są pieniądze. Oczywiście. Czyli cytuję: „Przede wszystkim złe oszacowanie kosztów budowy„. Boicie się, że zabraknie oszczędności na budowę. Tego, że „budowa domu przewyższy wielokrotnie moje szacunki budżetowe i zostanę z długami i stanem surowym zamkniętym„. Jeżeli chodzi o pieniądze, to nieustannie polecam mój film na YouTube. Jest długi, ale myślę, że trzeba go obejrzeć. Pokazuję w nim, jak podejść do budowy, udostępniam arkusz kalkulacyjny, w którym pomagam oszacować wszystkie koszty związane z działką, notariuszem, wszystkimi kosztami, które musimy ponieść, zanim jeszcze wbijemy pierwszą łopatę i tak dalej. Myślę, że od tego trzeba zacząć, ale to nie wszystko. Cały czas zastanawiam się, w jaki sposób ułatwić wam kontrolę nad tym budżetem. Prawdopodobnie będą kolejne arkusze i kolejne filmy, tylko muszę znaleźć na to czas oczywiście. Ale myślę, jak to zrobić, bo to jest trudny temat. Co więcej, nawet projektanci, nawet jeżeli zdecyduję się na projekt indywidualny, to mało projektantów jest w stanie dobrze te koszty oszacować. I tak każdy projektant zakłada (albo powinien założyć), że ten budżet się zwiększy o 20% – 30%. Temat jest ciężki nie tylko dla mnie, nie tylko dla was, ale dla każdego uczestnika procesu budowlanego. Mimo wszystko staram się, pomyślę jeszcze, jak temat ugryźć. I od razu odpowiem na jedno pytanie, które ktoś mi zadał, bo słusznie mi wskazał, że: „nadal czekam na obiecany kalkulator budowy. Póki co jest tylko do wykończeniówki. Pod filmikiem był arkusz Excela z samej budowy, ale nie ma tam na przykład ujęte fundamentów.” I faktycznie obiecałem taki kalkulator i nawet podchodziłem do niego kilkanaście razy, temat chwilowo mnie przerósł. Przerósł mnie, dlatego że nawet szacowanie kosztu fundamentów jest bardzo trudne, ponieważ na koszt fundamentów wpływa po prostu wiele rzeczy, od materiałów budowlanych po warunki gruntowe, sposób hydroizolacji i tak dalej. I szczerze mówiąc, trochę się poddałem. Może jeszcze do tego kiedyś podejdę, ale na razie odkładam na półkę. Niestety w międzyczasie, podczas przygotowywania tego arkusza, upewniłem się tylko, że wszystkie kalkulatory online, które są dostępne w Internecie, są niestety bez sensu. Przekłamują rzeczywistość, nie uwzględniają wszystkich parametrów, które powinny być uwzględnione. Więc tak jak mówię, temat jest ciężki. Postaram się pomóc. Nie wiem jeszcze, w jaki sposób, jaki to będzie Excel. Jeżeli macie jakieś pomysły, to oczywiście dajcie znać, może wspólnymi siłami coś fajnego wymyślimy. 3) Niewłaściwy projekt Kolejne obawy związane są z projektem, z rozwiązaniami, które musimy przyjąć. Obawiacie się, że „Projekt będzie źle opracowany, że pomieszczenia będą źle rozmieszczone, będzie nieergonomiczny rozkład pomieszczeń, że moje wyobrażenia zderzą się z rzeczywistością i dom będzie niefunkcjonalny”. „Obawiam się, że powierzchnia domu może być za mała” Ktoś inny napisał, że obawia się, że buduje zbyt duży dom. „Obawiam się źle dobranego systemu ogrzewania. Nie możemy się zdecydować, która technologia będzie nam najbardziej służyć.” I te tematy także będę pomału poruszać, tak żeby wam ułatwić podejmowanie decyzji, natomiast mam taką radę, że na przykład jeżeli chodzi o ogrzewanie, jest mnóstwo różnych pomysłów i dostaję od was maile na temat tego, co myślę na temat infrapaneli i rzeczy, których nawet jeszcze nie miałem okazji testować. I moje zdanie jest takie, że budujemy pierwszy dom, jest mnóstwo różnych rozwiązań, nie znamy ich, nie mamy nawet czasu ich poznać, w związku z tym nie zawracajmy sobie głowy rozwiązaniami, których nie znamy. Wybierzmy rozwiązania znane, które można przetestować. Jeżeli jednak zastanawiamy się, żeby wybrać jakieś rozwiązanie nieznane, to zobaczmy, jak ono działa w praktyce. Jeżeli rozważamy panele na podczerwień, to pomieszkajmy parę dni w domu, który tych paneli używa, a nie wierzmy informacjom w Internecie, bo co nawet z tego, że ja napiszę, że panele na podczerwień są w porządku? To oznacza tylko tyle, że dla mnie są w porządku, ale jest to zbyt ważna rzecz, żeby nawet mi zawierzyć. To trzeba przetestować samemu. Tak samo jest z różnymi technologiami postawienia domów. Są pewne technologie znane, lubiane, które znają wykonawcy. Wykonawcy wiedzą jak budować. I budujemy pierwszy dom, wybierzmy rozwiązanie sprawdzone. Rozwiązania, które są mniej znane, zostawmy innym ludziom. Rozważmy inne rozwiązania tylko wtedy, kiedy mają rzeczywiście jakieś świetne zalety. Ale no niestety zwykle jest tak, że jeżeli jakieś rozwiązanie ma jakąś świetną zaletę, to jest po prostu droższe. Tak więc jeżeli na przykład nie zależy ci na tym, żeby dom był efektowny i z bala, tylko chciałbyś taki dom, który będzie otynkowany z zewnątrz (i wewnątrz), wybierz jakąś technologię murowaną, tradycyjną, będziesz miał problem z głowy. 4) Brak czasu Dużo odpowiedzi związanych było z czasem i znowu parę cytatów. „Brak czasu na załatwianie formalności i przypilnowanie budowy.” „(Obawiam się) rzeczy, na które wpływu nie mam, czasu i pogody.” „Zbyt dużej ilości poświęconego czasu na budowę”. „Budowa domu na bardzo długi czas sprawi, że nasze życie poza budową przestanie istnieć.” Faktycznie jest problem z brakiem czasu. Niestety musimy gdzieś to wypośrodkować. Albo zapłacimy więcej za budowę domu i wtedy będziemy mieli trochę więcej wolnego czasu i trochę więcej spokoju, lub to pieniądze są najważniejsze, i wtedy musimy budowie tego czasu poświęcić więcej. Jeżeli mamy pieniądze i przeznaczymy te pieniądze na to, żeby trochę oszczędzić na czasie, to możemy na przykład zaangażować projektanta, który za nas załatwi wszystkie formalności. Zaangażujemy jeszcze kierownika budowy, który zajmie się wszystkim, nawet wyborem wykonawców i zakupem materiałów. Jeżeli będziemy mieli jeszcze większy budżet, to zamiast budowy systemem zleconym, wybierzemy generalnych wykonawców, którzy wybudują nam dom od A do Z. A jeżeli nie mamy ani czasu, ani pieniędzy, to niestety ta budowa domu będzie pewnie stała pod znakiem zapytania, bo bez czasu i bez pieniędzy trudno jest to po prostu wykonać. Takim osobom albo będę radził zmniejszenie swoich oczekiwań, czyli na przykład zbudowanie mniejszego domu, mniej skomplikowanego domu, może wykończenie go jakoś trochę gorszej jakości materiałami lub niewykończenie wszystkich pomieszczeń. Można rozważyć zwiększenie budżetu, bo być może możecie sobie pozwolić na większą ratę kredytową, dzięki temu będziecie mieli większy budżet, co pozwoli właśnie zaoszczędzić także czas. Natomiast jeżeli żaden z tych pomysłów się nie uda i mimo wszystkich chęci dalej tych pieniędzy brakuje, tego czasu brakuje, to ja bym po prostu odłożył budowę na kolejny rok, kolejne lata. No tak to wygląda. Przystępowanie do budowy, nie mając ani czasu, ani wystarczającej ilości pieniędzy, trochę się mija z celem i myślę, że to może być błąd, bo niestety dość łatwo wbrew pozorom jest zacząć budowę. Znam osoby, które nie skończyli budowy, bo albo się skończyły siły, albo właśnie pieniądze, więc lepiej nie rozpoczynać projektów, które mogą zakończyć się fiaskiem. 5) Formalności, urzędnicy Kolejne obawy związane z papierologią, urzędnikami. Z urzędnikami jest bardzo różnie. Niestety jest tak, że co gmina to inaczej. To, co się uda w jednej gminie, niekoniecznie się musi udać w drugiej gminie, mimo tego że przepisy są takie same. Co więcej, czasami w jednym okienku załatwisz coś, czego się nie da w drugim okienku, ponieważ w jednym okienku jest pani, która ma klapki na oczach i nie da się z nią porozmawiać na żaden temat, jest formalistką, nie da się, bo nie, a w drugim okienku jest sympatyczna pani, która przychyli nam nieba. Są tacy urzędnicy! Ja się nie boję urzędników, natomiast czasami rzeczywiście jest z nimi trudno. Kiedyś postaram się na ten temat więcej opowiedzieć. Pamiętam cały czas historię sprzed kilkunastu lat, kiedy z moim wspólnikiem chcieliśmy zarejestrować firmę w Warszawie. W centrum Warszawy jest Urząd Skarbowy na Lindleya. Mieliśmy wynająć sobie lokal biurowy, no i spotkaliśmy się z próbą kwadraturą koła. Firma, która miała nam wynająć lokal powiedziała, że okej, podpisze z nami umowę najmu, ale musimy przedstawić dokumenty potwierdzające, że mamy założoną spółkę. Poszliśmy do urzędu, a w urzędzie powiedzieli, że nie zarejestrują nam spółki, dopóki nie pokażemy umowy najmu. Nie mogłem mieć umowy najmu, bo nie miałem spółki, a nie mogłem założyć spółki, bo nie miałem umowy najmu. Nie dało rady przeciąć tego węzła gordyjskiego. Nie było jakiejkolwiek możliwości załatwienia tej sprawy. Jakie było rozwiązanie? Zarejestrowanie firmy w innej dzielnicy Warszawy. Poszedłem do urzędu, wytłumaczyłem, dlaczego tutaj rejestruję firmę, a nie w centrum, a pani urzędniczka powiedziała, że „to naturalne, że przecież nie może pan mi tutaj donieść umowy najmu na spółkę, która nie istnieje, w związku z tym ja panu rejestruję spółkę, załatwi pan formalności, podpisze pan umowę najmu i ją dostarczy, kiedy pan tylko będzie mógł.” Da się? Da się! No i takie historie są niestety dosyć często. Mówiłem, że prowadzę biuro tłumaczeń (serdecznie zapraszam), tłumaczymy między innymi dokumenty samochodowe, zwykle jest tak, że dokumenty samochodowe mają pewne rzeczy, które się zmieniają, czyli na przykład nasze dane, ale dużo tekstu powtarza się na wszystkich dokumentach. W związku z tym my tego nie tłumaczymy za każdym razem, bo klient musiałby za to zapłacić, bez sensu, a poza tym po co to urzędnikowi, skoro ten tekst jest identyczny na wszystkich dokumentach. A i tak raz na dwadzieścia razy wraca klient z reklamacją, bo urzędnik takiego tłumaczenia mu nie przyjął i musi być przetłumaczone wszystko. Radzę wtedy klientom, żeby poprosili urzędnika o podstawę prawną takiej prośby. Zazwyczaj okazuje się, że urzędnik odesłał petenta tylko dlatego, że coś mu się wydawało. W związku z tym gdzieś też na blogu lub w podcaście pokażę, w jaki sposób współpracować z urzędnikami, w jaki sposób uzyskać to, co chcemy, bo nie zawsze urzędnik ma rację. Obaw, które macie przed budową domu, jest oczywiście więcej, ale na ten temat, tak jak mówiłem, będę jeszcze omawiał na blogu. Ankieta zawierała też pewne prośby lub informacje, do których chciałbym się teraz ustosunkować. 1) „Obawiam się fundamentalnych, podstawowych błędów na etapie wyboru projektu, projektowania domu, które trudno będzie naprawić. Pominięcie jakiejś kwestii, rekuperacja, fotowoltaika, pompa ciepła, grubsze ściany, grubsze ocieplenie, które mogą mieć duże znaczenie, jeżeli chodzi o funkcjonalność i komfort domu.” Są tutaj poruszone dwie kwestie. Jedna jest związana z tym, co my chcemy od domu i to są kwestie uznaniowe. I jeżeli czegoś nie wiemy, to jestem choćby nawet ja, projektant i można sobie wyrobić za jakiś czas własne zdanie. To, czy ktoś chce rekuperację, czy też nie, to jest kwestia tak naprawdę indywidualna. Natomiast inne wymienione rzeczy to wszystko jest policzalne. Jeżeli chcemy fotowoltaikę, to da się policzyć, czy to nam się opłaca. Pytanie, jaki czas zwrotu was interesuje. Rozdzielam więc rzeczy uznaniowe, od tych, które można policzyć. A jeżeli coś da się policzyć, to nie musisz tego robić sam. Jeżeli chodzi o to, czy nie warto dać grubszych ścian i grubszego ocieplenia, to nie jesteśmy my od tego, tylko projektant. To projektant powinien dostosować wszystko, aby było dobrze. Ściany przynoszą obciążenie, więc ściany muszą być na tyle mocne, aby konstrukcja wytrzymała. Jeżeli budujemy ścianę i jeszcze tak zwaną ścianę dwuwarstwową, czyli dajemy ocieplenie, to grubość i parametry warstwy ocieplenia także powinny być wyliczone. Moja rada jest taka, że jeżeli nie wiemy, to po pierwsze, my wiedzieć nie musimy, bo my się na tym nie znamy, a po drugie, po to jest projektant, aby te rzeczy zrobił za nas. Innymi słowy, powinno to wyglądać tak, że projektant po obliczeniach mówi, że dajemy w takim razie taką ścianę, takie ocieplenie, takie rozwiązania, to będzie kosztowało mniej więcej tyle i tyle, dzięki temu wasze rachunki za ogrzewanie będą wynosiły tyle. I to jest rzetelna informacja od rzetelnego projektanta. To, że większość robi inaczej, to jest inna sprawa, ale szukajmy tych właśnie rzetelnych. (Dodam, że na to pytanie odpowiem szerzej w kolejnym artykule) 2) „Chcę płacić rachunki bytowe poniżej pięciuset złotych, co mogę jeszcze poprawić”. Nie jestem pewien, czy chodzi o pięćset złotych miesięcznie, bo wydaje się, że to jest dość dużo i wtedy na pewno są jakieś elementy do poprawy, czy chodzi o pięćset złotych rocznie, ale pięćset złotych rocznie wydaje się kwotą bardzo małą. Więc odpowiem trochę w inny sposób, oczywiście możemy zejść z rachunkami bytowymi naprawdę bardzo nisko. Wiemy o domach pasywnych. Możemy założyć fotowoltaikę, rekuperację, wydać dużo pieniędzy na to, żeby płacić mało podczas eksploatacji budynku. Tylko w pewnej chwili to się przestaje opłacać. W pewnym momencie podnoszenie kosztów budowy mija się z celem, bo wydamy dużo pieniędzy, a comiesięczne rachunki zmniejszą nam się o jakiś tam mały procent. Dlatego tak ważne są obliczenia. I myślę, że ten kalkulator, który teraz tworzę na temat kosztów ogrzewania, już trochę coś powie, bo w nim także będę uwzględniał fotowoltaikę. Może w przyszłości uwzględnię także rekuperację i inne elementy, zobaczymy, ale myślę, że to już pokaże, że w pewnym momencie trzeba powiedzieć stop. I wbrew pozorom nie jest sztuką budować dom pasywny i płacić mało. Pytanie jest, czy chcemy płacić podczas budowy aż tak dużo, żebyśmy się czuli lepiej, nie płacąc potem comiesięcznych rachunków. To szczególna uwaga dla osób, które budują się na kredyt. Co z tego, że płacimy na przykład o te 500 złotych miesięcznie mniej za ogrzewanie, prąd i tak dalej, skoro nasza rata kredytu związana z tą budową domu, ta różnica w cenie właśnie fotowoltaiki, rekuperacji, gorszego ocieplenia, jest większa od 500 złotych? 3) Kolejne pytanie: ktoś się obawiał, że podejmie błędną decyzję, czy budować nowe, czy rozbudowywać stare, ale ładne. To jest bardzo, bardzo trudne pytanie. Bo jeżeli to stare jest ładne i funkcjonalne, jesteśmy rzeczywiście przekonani, że ten stary dom nam odpowiada, to jest jedna kwestia, i druga, że koszt rozbudowy, modernizacji, nie przewyższy kosztu budowy nowego domu, to zapewne warto rozbudować ten stary budynek. Oczywiście wszystko trzeba dobrze sprawdzić. Stare budynki, niektóre oczywiście stoją i, będą stały długi czas, ale są także takie i to nierzadko, które były budowane niestarannie lub po prostu źle. I gdzieś się może pokazać już wilgoć w piwnicy, może być potrzebna rozbiórka fundamentów, może trzeba będzie przeprowadzić jakieś kosztowne naprawy. Każdą sprawę oczywiście trzeba indywidualnie rozpatrywać. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy umieszczę artykuł o tym pewnym budynku, który mój serdeczny przyjaciel kupił, to był budynek z lat chyba siedemdziesiątych, o ile się nie mylę, i go wyremontował. Tak więc myślę, że taki artykuł też pozwoli podjąć dobrą decyzję, bo ja absolutnie wcale się nie upieram, że każdy musi koniecznie budować dom. Zdaję sobie sprawę z tego, że budowa domu jest trudna, jest czasochłonna. Efekt, jeżeli się do tego dobrze przygotujemy, będzie super, bo jednak własny dom, który nam odpowiada w stu procentach, który był wybudowany dla nas, na naszej działce, to jest przestrzeń, jest komfort, ale też wiem, że to nie jest dla każdego. I jeżeli ktoś ma okazję kupić lub ma po prostu stary dom i go wyremontować, no to oczywiście czemu nie. 4) „Razem z małżonką myślimy o budowie domu w technologii prefabrykacji drewnianej. Wciąż się jednak zastanawiamy, czy na pewno tą technologię wybrać. W sieci jest mnóstwo informacji o technologii, plusach i minusach, jednak są to informacje tworzone przez wykonawców lub artykuły powielające wciąż te same informacje. O czytaniu komentarzy nie wspomnę. Sprowadzają się one dosłownie do siłowania na rękę między użytkownikami domów murowanych i drewnianych oraz tych zadowolonych i niezadowolonych. Z tego powodu nie jesteśmy do końca przekonani. ” Moje pytanie jest takie, dlaczego myślicie o tej technologii? Co was przekonało? Jeżeli jest coś takiego, to upewnijcie się, że rzeczywiście tak jest. Na przykład być może gdzieś wyczytaliście, że taka technologia jest tańsza. I moje zdanie jest takie, że wcale niekoniecznie. To znaczy wszystko zwykle zależy od projektu i są domy tańsze i droższe, i nie można powiedzieć, że na przykład dom murowany jest zawsze tańszy lub zawsze droższy od technologii drewnianej, więc pierwsze, co bym zrobił, to wycenił dom, o który wam chodzi. Być może są także inne zalety, które trzeba po prostu skonfrontować z rzeczywistością. Więc proszę o więcej informacji, dlaczego rozważacie technologię prefabrykacji drewnianej. Przychodzi mi do głowy oczywiście czas budowy i on rzeczywiście jest bardzo krótki. I tutaj można to spokojnie zastrzec w umowie, żeby ten czas przypadkiem się gdzieś nie obsunął, natomiast jeżeli chodzi o samo użytkowanie tego domu, to tak jak mówiłem kilkanaście minut temu, powinniśmy sami w takim domu zamieszkać na kilka dni i się po prostu samemu upewnić, jak to jest. Jeżeli mamy jakiegoś wykonawcę, który buduje takie domy, poprośmy go, żeby oprowadził nas po jakimś domu modelowym, pozwolił nam na przykład przenocować. Musimy sami tego dotknąć. Zgadzam się, że w sieci jest mnóstwo informacji, ale one są nierzetelne, a nawet jeżeli są rzetelne, to to niekoniecznie te informacje dotyczą naszych przyzwyczajeń i naszych oczekiwań. Wasze pomysły dotyczące blogaW ankiecie też pytałem o pomysły na bloga, na to, co usprawnić, co się podoba, a co też nie. Kilka osób pytało o listę sprawdzonych wykonawców, projektantów. Cytuję: „brakuje mi jakiegoś miejsca, gdzie wymienieni są naprawdę godni zaufania specjaliści. Chciałbym postawić dom szkieletowy, najlepiej firmą, która doprowadzi budowę do stanu deweloperskiego, ale takich firm jest dużo i o każdej można w Internecie znaleźć złe opinie klientów bądź pracowników. Brakuje miejsca, gdzie ktoś powie w Szczecinie pracowałem z takim i takim projektantem i wszystko było dobrze zrobione. Rozumiem też, że nie robisz tego u siebie ze względów etycznych. Nie chcesz być posądzony o reklamowanie, szanuję :)”. No i tutaj są dwie kwestie, ponieważ na początku bloga chętnie polecałem wykonawców, których znam, ale chyba polecam ich zbyt dobrze, ponieważ w tej chwili po prostu nie przyjmują zleceń, bo mają po prostu roboty bardzo dużo. Zostało mi chyba dwóch projektantów, których mogę polecać, więc jak ktoś potrzebuje, to niech da znać. Może teraz działa w twoim województwie. Druga kwestia jest taka, że nie mógłbym polecać osób, których nie sprawdziłem, nie znam, nie wiem, jak wykonują prace. Chciałem takie miejsce stworzyć w sieci, jasne, że tak, ale jak miałoby to działać? Musiałbym zawierzyć opiniom klientów, musiałbym to jakoś weryfikować, co byłoby bardzo, bardzo pracochłonne i nie wiem, czy nawet byłoby to możliwe w jakimś rozsądnym czasie. No i kto by za to zapłacił? Musiałby być to zapewne jakiś płatny serwis, w którym każda opinia byłaby przeze mnie weryfikowana. Skoro ja nie miałbym czasu, to musiałbym kogoś zatrudnić, co znowu by zwiększyło koszty, więc problem jest faktycznie i na razie nic z tym nie robię. Temat odkładam na najbliższe lata, być może temat w ogóle porzucę. W miarę możliwości będę kogoś polecał, może zrobię jakąś… może zacznę od podstaw, czyli znajdę po prostu rzetelnych projektantów, bo ich jeszcze jestem w stanie w jakiś sposób zweryfikować. Czasami mam takie wrażenie, że po kilkunastominutowej rozmowie z kimś już jestem w stanie taką pierwszą selekcję zrobić, bo są osoby, z którymi po prostu dobrze się rozmawia. Jeżeli rozmawiam z projektantem, który odpowiada na moje pytania, i rozmowa jest prowadzona sympatycznie, taka luźna, ze zrozumieniem, jeszcze w dodatku ten projektant na przykład da jakiś projekt do wglądu, żebym upewnił się, że jego projekty są dobrej jakości, to myślę, że taki kontakt bez problemu będę przekazywał i coś takiego faktycznie mogę zrobić. I to pewnie nie będzie nigdy taka lista po prostu na blogu gdzieś tam na górze, nie będzie żadnego menu, dodatkowej zakładki, tylko po prostu, jak ktoś będzie mnie prosił o kontakt, to ja do tej pory będę kogoś polecał. Natomiast jeżeli chodzi o wykonawców, to już nie. Nie jestem w stanie ich skontrolować, sprawdzić, upewnić się, jak oni działają. Poza tym w dużej części to wykracza poza moje kompetencje, bo na przykład nie stwierdzę w stu procentach, czy dany element został zrobiony dobrze, czy też źle, bo mógł być zrobiony na przykład według projektu albo według pewnego rozwiązania, którego ja nie znam, w związku z tym ten temat raczej porzucę, aczkolwiek zastanawiam się, jak ten temat ugryźć. Czy zmienić wygląd bloga?Zanim przejdę dalej, dzięki wielkie za pozytywne komentarze, ponieważ kilka osób napisało, że wszystko jest okej, jest super, blog jest przydatny. Najfajniejszy komentarz to „jest zajebiście”. Krótko i na temat. Natomiast trzy osoby zwróciły uwagę na to, że blog jest przestarzały. I nie wiem, czy to jest duży problem, ale skoro trzy osoby o tym napisały, to zadaję pytanie otwarte, czy coś zmienić na blogu. Przeczytam te komentarze. „Formatowanie tekstu jest trudne do czytania. Blog ma profesjonalne i cenne treści, ale nie wygląda profesjonalnie”, „layout jest mało czytelny, ten jest trochę przestarzały„, „póki co nie mogę się przyzwyczaić do strony internetowej” Dajcie znać, jak to według was wygląda. Chętnie bym coś zmienił, nie jestem grafikiem, wydaje mi się, że jest ładnie, ale skoro trzy osoby mówią, że coś jest nie tak, to może warto coś zmienić, ale dajcie znać co, bo nawet nie mam pojęcia od czego zacząć. Odpowiedzi na Wasze pytaniaJeżeli chodzi o rzeczy związane z rozwojem bloga, to szybko odpowiem jeszcze na kilka pytań, kilkanaście pytań. Co chcecie? 1) „Typowe problemy na co zwrócić szczególną uwagę, źle zamontowane okna, za niskie otwory drzwiowe i tym podobne” Będzie opracowane, jest to w planach. 2) „Wydaje mi się, że nie było artykułu na temat kredytu. Zdaję sobie sprawę, że to może nie do końca tematyka, ale wydaje mi się, że można do tego podejść od strony budowania, na przykład, czy najpierw zainwestować własne pieniądze, a później brać kredyt, czy lepiej skorzystać od razu z kredytu, a własne pieniądze trzymać w razie potrzeby. Jaki wkład własny, czego unikać i tak dalej.” Tak, będzie na ten temat artykuł przygotowany wspólnie z Michałem Dawidowiczem z bloga blogkredytowy.pl. 3) Ktoś dał pomysł, żeby napisać artykuł, który „zawiera opinie ludzi po budowie, po mieszkaniu już przez ileś tam lat, ponieważ jest już bardzo dobry artykuł, co zrobiłbym inaczej, ale chętnie poczytałbym jeszcze więcej. No i nie ma artykułu, co zrobiłem bardzo dobrze”.. To jest bardzo dobry pomysł! Zapisuję do listy. To będzie wymagało znowu przejrzenia iluś tam tysięcy postów i forów internetowych, ale to jest temat ciekawy i pewnie w wolnym czasie będę sobie grzebał i rozmawiał z ludźmi, spisywał opinie. 4) „Nowe częściej publikowane treści, artykuły, nowości z rynku budowlanego, może technologie i jak one się mają do polskiej rzeczywistości.” Chciałbym publikować częściej, jak najbardziej. Mam nadzieję, że jak skończę już mój kurs o wyborze działki budowlanej, to będę mógł się tym zająć. Niestety, pomimo szczerych chęci, premiera się trochę opóźniła. Poprawki, montaże i różne rzeczy, to wszystko trwa dłużej niż myślałem. (aktualizacja – kurs już jest gotowy Dołączyło do niego już ponad 300 osób! Zapraszam na Jak się wybudować (jaksiewybudowac.pl) ) To jest raz, a dwa, jeżeli chodzi o nowości z rynku budowlanego, jak one się mają do polskiej rzeczywistości, to nie będę o tym pisał, ponieważ nie mam jak tych nowości sprawdzać, a pisanie rzeczy, które może pisać każdy, jakoś mnie nie interesuje, bo co mógłbym więcej napisać oprócz informacji, które nam przekaże na przykład producent. Jakoś tego nie widzę. 5) „Zakup domu bliźniaka, szeregu od dewelopera versus budowa własnego.” Dobry pomysł, dopisuję do listy. 6) „Powiązania w układach funkcjonalnych domu, czyli sposoby i triki na przestronność, przytulność i jak najwygodniejsze dla nas rozmieszczenie pomieszczeń. Może lista pytań, na jakie sobie trzeba odpowiedzieć i na tej podstawie propozycja pomieszczeń, układów.” Dobry pomysł. Jestem w trakcie realizacji. Tak jak mówiłem wcześniej, pewnie jeszcze będę musiał nawiązać współpracę z projektantem lub grafikiem, ale to jest po prostu bardzo dobry pomysł. 7) „Porównanie technologii lub materiałów.” Napisałem artykuł na temat domu szkieletowego, drewnianego i murowanego. Jeżeli jakichś informacji brakuje, to oczywiście dajcie znać. Jeżeli chodzi o materiały, to postaram się. Znaczy mam to gdzieś w planach, aczkolwiek priorytet ma dość niski, ale chciałbym opisać materiały budowlane, których możemy użyć do budowy domu. I pewnie kiedyś to będzie, ale podejrzewam, że jeszcze chyba to nie będzie w tym roku. Zobaczymy. 8) „Opisać hipotetyczny idealny dom, jakie instalacje, technologie i jak mają ze sobą współgrać. Na przykład rekuperacja, fotowoltaika, pompa ciepła, gruntowy wymiennik ciepła.” Bardzo dobry pomysł, dopisuję do listy. 9) „Chętnie poczytałbym opinie użytkowników domów po kilku latach, na przykład w formie ankiety, czy zrobiłbyś ponownie wentylację mechaniczną, jak się sprawdza ocieplenie pianowe na poddaszu po kilku latach, czy fotowoltaika, kolektory słoneczne to był dobry pomysł, czego w nowym domu byś już nie chciał i tak dalej.” Też dobry pomysł. Bardzo dobry pomysł. I chyba taką ankietę skonstruuję, powysyłam na różne fora. I zobaczymy, co uzbieram. Tak, to dobry pomysł. 10) „Jakie wybrać okna?” O oknach będzie… planuję nawiązać współpracę z pewną osobą, która się zna na oknach i pewnie jakiś artykuł powstanie, ale nie szybko, od razu powiem. 11) „Jak zbudować mały dom, który nie okaże się za mały w przyszłości.” I to będzie, gdy skończymy prace nad trzecim domem modelowym, bo to będzie właśnie domek mały, funkcjonalny, który powinien na wszystko pozwolić, więc tutaj prośba o cierpliwość. Projektant, który projektował dotychczas domy modelowe, po prostu jest zajęty, bo dostał parę zleceń i musi chyba do końca miesiąca trzy pozwolenia na budowę uzyskać, więc ma co robić. Mam nadzieję, że we wrześniu wrócimy do tematu. 12) „Kolejne, rzetelne porównanie kosztów ogrzewania różnymi formami, gaz, pompa ciepła, pellet, na przykładzie modelowego domu, budowanego zgodnie z dzisiejszymi normami. „ Będzie coś takiego. Wspominałem o tym, że tworzę kalkulator, więc prośba o obserwowanie Facebooka, bo zapewne tam umieszczę jego pierwszą wersję, a potem uwzględnienie norm będzie proste, bo można uwzględnić, jakie zapotrzebowanie na ciepło ma na przykład dom energooszczędny i wszystkie obliczenia z tego będą wynikały. 13) „Potrzebuję uporządkowanego rozkładu jazdy, jakie dokumenty, mapy, jakie są różnice między mapami zasadnicza versus ewidencyjna, gdzie to załatwić i w jakiej kolejności.” Dobry pomysł. Pamiętam, że na początku bloga nie chciałem tych rzeczy opisywać, ponieważ wydawało mi się, że takie informacje są dostępne w Internecie i nie ma potrzeby, żebym je opisywał ponownie, ale mam wrażenie, że opisanie to w moim stylu i może trochę bardziej wyczerpująco, rzeczywiście może nie jest takim złym pomysłem. Dopisuję na listę, jak najbardziej. 14) „Nie wiem, czy tego właśnie brakuje, bo może po prostu nie trafiłem na ten artykuł, ale rozpiski krok po kroku, jak powinno wyglądać przygotowanie do budowy domu i sama budowa systemem zleconym. Tak, wiem, że o tym jest ten blog, ale chodzi mi nawet o takie hasłowe lub suche wyjaśnienie, co musi być zrobione w związku z budową domu, czyli działka, projekt budowlany, uzyskanie pozwolenia i tak dalej.” Fajny pomysł, bardzo dobry pomysł. Zrobię takie coś. Brakuje czegoś takiego. Taką funkcję miał spełniać spis treści, który jest na górze na blogu, ale nawet widać, że on trochę nie jest dokończony, więc na pewno coś muszę wymyślić, coś takiego prostego, z odnośnikami do artykułów, taki właśnie rozkład jazdy. Bardzo dobry pomysł, dopisuję do listy. Muszę żonie powiedzieć, że będę chyba pracował wieczorami ciut dłużej niż obecnie. 15) „Pokazanie różnych wariantów działek z projektami domów.” Dobry pomysł, dopisuję do listy. 16) „Konkretnych wskazówek, gdzie czego szukać, na przykład nazwy portali, tylko jak to zrobić bez kryptoreklamy. Sam muszę znaleźć teraz ekipę budowlaną i nie wiem, gdzie i jak zacząć szukać.” Zastanowię się, jak to wam ułatwić. Pomyślę nad tym. Niedługo będzie gotowa druga część budowy domu bez błędów. Artykuł jest gotowy w połowie. Myślę, że jeszcze kilka dni i będzie gotowy, a potem jeszcze musi projektant, właściciel domu, ten artykuł jeszcze przeczytać, zaopiniować, zatwierdzić, czy nie ma tam jakichś błędów, które ja popełniłem, ponieważ tej budowy nie znam tak dobrze jak on, i artykuł mam nadzieję, że będzie we wrześniu gotowy. 17) ” Właściwie chętnie czytam wszystkie artykuły. Im więcej dowiem się teraz, tym lepiej pójdzie budowa. Dobrze byłoby poczytać o budowie domu krok po kroku„. Będzie. (Dodam, że już w dniu publikacji tego podcastu artykuł już jest gotowy i czeka na akceptację projektanta) 18) „Próba szczelności budynku, termowizja, no i trendy w izolacji.” Szczelność budynku, termowizja faktycznie, musi ten temat być omówiony na blogu, bo to jest bardzo ważny temat. Trendy w izolacji nie będzie, bo nie jestem w stanie tego opisać rzetelnie, ponieważ nie znam tych trendów, tak jak mówiłem przy tam jakichś tam rozwiązaniach, jeżeli coś jest nowe i niesprawdzone, to o czym miałbym pisać? 19) „Jak szukać solidnych wykonawców, solidnych, w umiarkowanej cenie? Co można zrobić samemu przy budowie domu, ewentualnie w dwie osoby, zamiast zatrudniać fachowców” Okej, dopisuję do listy. Na ten temat także gdzieś będę mówił, pisał. 20) ” Może to nie twoja bajka, ale jakie są koszty i co jest do ogarnięcia w gospodarowaniu działki po budowie. Jak szukać projektanta do ogrodu?” Faktycznie nie moja bajka, ale to jest ważne tak naprawdę. I jak już skończę wszystkie artykuły, o których teraz mówiłem, coś na ten temat skonstruuję. Znaczy nie tyle skonstruuję, co po prostu porozmawiam ze specjalistą czy też sam, czy też wspólnie coś fajnego opiszemy, bo to jest też ważny temat. Ja na przykład mam swoje jakieś tam przemyślenia, choćby nawet związane z nawodnieniem ogrodu. Teraz nawadnianie ogrodu zrobiłbym trochę inaczej, w trochę inny sposób to wszystko zorganizował. Jest to jakaś wiedza, którą warto się podzielić. 21) „Może jakieś proste, a konkretne podsumowanie dla opornych, na przykład budowlańców, co swoje wiedzą i nie idzie ich przekonać.” Tak, faktycznie będzie, jak już skończę pozostałe artykuły, to coś takiego zrobię, bo chyba najczęściej poruszanym tematem, takim kontrowersyjnym w cudzysłowie, jest to, w jakim kierunku układać folię kubełkową, bo są dwie szkoły, jedna jest taka, że kubełki w stronę gruntu, a druga, że kubełki w stronę termoizolacji. I ten temat poruszę już niedługo, przy opisie budowy domu krok po kroku. Wbrew pozorom to, w jaki sposób ułożymy folię, ma sens i nie każda strona jest właściwa, wbrew temu, co uważa większość wykonawców. 22) „Ze względu na zainteresowanie technologią prefabrykacji drewnianej, chętnie dowiedzielibyśmy się o niej od osób, które już w takich domach mieszkają. I na wagę złota byłaby wiedza o tym, jak zachowuje się dom drewniany po kilku, kilkunastu latach od czasu budowy. Mógłbyś przeprowadzić ankiety, wywiady w sprawie zadowolenia, plusów i minusów, jakie są różnice między zamieszkiwaniem domu drewnianego, murowanego, z perspektywy lokatorów i więcej jeszcze, tu było więcej informacji bardzo cennych.” To trudny temat, ale dopisuję do listy, bo on gdzieś nade mną wisi i to jest jakby rzecz bezcenna, żeby się dowiedzieć od osób bezpośrednio, które taki dom budowały, wypytać ich, jaki mieli problem przy budowie domu, może nie i czy gdyby budowali drugi dom, to także budowaliby dom drewniany czy jednak w innej technologii, więc trudny temat, ale dopisuję do listy. 23) „Domy przyjazne zdrowiu jego mieszkańców” Tutaj nie wiem, co można by więcej napisać, jeżeli chodzi o zdrowie. Jeżeli ktoś ma uczulenie na pyłki, jest alergikiem, to powinien rozważyć rekuperację, natomiast jeżeli chodzi o wszystko inne, to (dobrze wybudowany) dom będzie przyjazny zdrowiu. Nie ma czegoś takiego jak na przykład niezdrowe materiały budowlane. Czasami czytamy o tym, czy materiały budowlane są oddychające, ciepłe, właśnie zdrowe, ale każdy materiał, który jest dopuszczony do obrotu, jest zdrowy. Tak więc no nie do końca wiem, co jeszcze mogę na ten temat powiedzieć, może coś podpowiecie, to wtedy coś więcej na ten temat napiszę. 24) „ Jak załatwiać sprawy ze starostwem? Więc to nawet ktoś pytał, czy traktować jak święte krowy, czy konkretnie forsować swoje pomysły.” Tak jak też mówiłem wcześniej, na temat urzędników prawdopodobnie przygotuję osobny podcast. 25) „Ekologiczne oczyszczanie ścieków.” Tak też myślę, że coś na ten temat będzie. 26) „Brakuje mi najbardziej informacji o innych alternatywnych dla murów i drewna materiałów budowlanych, na przykład paneli SIP i ich parametrów.” Zobaczymy, zobaczymy. Nie mówię nie, akurat te panele są dosyć często używane. Pomyślę, jak to uwzględnić. 27) „Przykładów realizacji projektów budowy z życia z porównaniem budżetu planowanego i rzeczywiście poniesionych kosztów.” Świetny pomysł, też dopisuję do listy. WNIOSKIJakie mam wnioski z tej ankiety? Po pierwsze macie dużo obaw, dużo pytań i to jest jakby naturalne i staram się, żeby przez tą budowę was przeprowadzić bez nadmiernego stresu, abyście się wybudowali i nie zwariowali. Po drugie widzę, że nie mogę nic innego robić, jak tylko pisać i więcej robić pożytecznych rzeczy, bo nie spodziewałem się, że aż macie tyle pytań i tyle wątpliwości, więc bardzo mi miło, że chcecie, żebym o tych rzeczach pisał i zabieram się do pracy, bo skoro jest tyle tematów, to nie ma co zwlekać. Wiem, że nie przeczytałem (w podcaście) wszystkich komentarzy, ale mam je w osobnym pliku i na nie spoglądam, robię sobie listę, żeby się wszystkim zająć. W pierwszej kolejności zajmę się kalkulatorem ogrzewania ciepłej wody użytkowej, więc zapraszam na Facebooka. Kolejna rzecz to będzie opis na blogu dotyczący waszych obaw, jeszcze takie dodatkowe podsumowanie. Potem będzie artykuł, druga część, „budowa domu krok po kroku„. Mam nadzieję, że niedługo potem będzie trzeci dom modelowy. No i potem po kolei, zobaczymy, jak to, w jakiej to kolejności będę omawiał kolejne sprawy. W międzyczasie, mam nadzieję, że już niedługo, będzie premiera kursu „Jak Się Wybudować”, w którym będę opowiadał o tym, jak znaleźć i kupić działkę. To w tym kursie zresztą zrobiłem już taki zalążek tego, w jaki sposób podejść do swojego domu, bo w pierwszej części kursu opowiadam o tym, że zanim zaczniemy szukać działki, musimy wiedzieć, chociaż mniej więcej, w jakim domu chcemy się wybudować. Osoby, które już mają działkę i szukają projektów, wiedzą, że na to, co możemy zrobić na działce, wpływa plan miejscowy, decyzja o warunkach zabudowy, warunki techniczne, jakieś dodatkowe przepisy. Tak więc dopóki nie wiesz, jaki chcesz dom wybudować, to nie szukaj działki, bo jak kupisz działkę, a potem będziesz myślał, jaki dom chcesz wybudować, to może się okazać, że się nie wybudujesz i o tym opowiadam w pierwszej części kursu. I już podczas tego kursu zadaję ileś tam pytań, w jaki sposób lepiej poznać swoje oczekiwania, swoje potrzeby, w jaki sposób pomyśleć nad tym domem, aby on rzeczywiście nas zadowalał, bo nie sztuką jest wybrać projekt gotowy, naprawdę nie sztuką. Może nam się podobać wizualizacja, rozkład pomieszczeń, fajnie. Będziemy zadowoleni, kupimy działkę, formalności, budowa, minie drugi rok, trzeci, zaczniemy mieszkać w tym domu, minie ta euforia związana z tym, że już mamy ten nowy dom, mamy nowe meble, mamy wszystko nowe, zacznie się taka szara proza życia i nagle zacznie nam przeszkadzać pewne rzeczy, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia, a mogliśmy się dowiedzieć, gdybyśmy się nad naszymi potrzebami trochę dłużej zastanowili. Te wszystkie tematy są trudne, przyznaję i nie bez powodów dobry projektant, naprawdę dobry, który chce zaprojektować dom dla was, poświęci wam naprawdę kilka, kilkanaście godzin nawet na rozmowach, na poznaniu was, waszych potrzeb, zada wam dobre pytania, więc jest mi trochę trudno teraz pracę, którą wykonuje projektant, siedząc z wami i na bieżąco ustalając, co wam potrzeba, trudno mi to przełożyć na taką checklistę, którą każdy z was będzie to wypełniał. Postarałem się coś takiego zrobić w tym kursie, postaram się to zrobić jeszcze także na blogu. Jest to temat, który będzie przeze mnie poruszany. Jest to temat trudny, więc oczywiście obserwujcie mnie, bo materiałów i różnych artykułów będzie więcej, szczególnie że kończą się wakacje, więc biorę się do roboty. No dobra, mamy więc plan i chyba nie zwlekając już dłużej, mówię do widzenia i już pędzę po kolejną kawę, drugą, ponieważ odczuwam jej niedosyt. Pozdrawiam serdecznie, Sławek Zając, Jak Się Wybudować I Nie Zwariować.
Artykuł Omówienie ankiety (150 odpowiedzi!) pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak działa fotowoltaika? Na co zwrócić uwagę przy wyborze? | 16 Aug 2024 | 00:45:18 | |
W 2017 roku założyłem panele o mocy 8,1 kWp, które służą mi nieprzerwanie do dzisiaj. W dzisiejszym podcaście opowiadam między innymi o tym:
Zapraszam do słuchania i czytania. Podcastu możesz wysłuchać w formie audio poniżej, a także jest dostępny w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/08/jak_sie_wybudowac_06.mp3 Zobacz też:Prąd budowlany - sposoby na energię na budowie Zobacz też:Gruntowy wymiennik ciepła (GWC) - darmowa energia? Fotowoltaika – jak to działa?Chyba najczęściej czytanym artykułem na moim blogu jest artykuł o tym, czy warto kupić panele fotowoltaiczne, który napisałem półtora roku temu. Panele mam od października 2017 roku i sobie je chwalę. Dostałem właśnie rachunek za prąd za pierwsze półrocze 2019 roku i wynosi on 46 złotych. To jest tylko opłata stała, nie płacę żadnej opłaty zmiennej. (Adnotacja: W tym czasie ogrzewałem dom ekogroszkiem. W 2022 roku założyłem pompę ciepła i teraz płacę za energię elektryczną około 1000 zł na pół roku. To i tak znacznie mniej niż koszt ekogroszku.). No, ale po kolei: o co chodzi, dlaczego mam fotowoltaikę i czy ją polecam. W tym artykule będzie dużo informacji właśnie na ten temat. Zasada działania fotowoltaikiZasada działania paneli fotowoltaicznych jest bardzo prosta. W wielkim skrócie: panel fotowoltaiczny działa tak, że jeżeli mamy słońce, jeżeli jest widno na dworze, to panele generują prąd. Możemy go wykorzystać do różnych celów. To mogą być cele bytowe, czyli telewizor, lodówka, mikrofalówka i tak dalej. Możemy też przeznaczyć energię oczywiście na ogrzewanie domu – na przykład podłączyć pompę ciepła. Możemy też mieć ogrzewanie elektryczne i dzięki temu ten koszt ogrzania domu powinien być nieco niższy. Panele fotowoltaiczne generują prąd stały. Aby był on generowany, potrzebujesz światła słonecznego, co nie oznacza, że musi być bezchmurny, piękny dzień. Mogą być chmury, oby było jasno. Tak naprawdę nawet jeżeli mamy najcieplejsze dni w roku, mamy super dzień i słońce po prostu daje nam popalić, to panele wcale nie działają z maksymalną efektywnością. Ponieważ im wyższa temperatura, tym panele funkcjonują trochę mniej sprawnie i paradoksalnie te najlepsze, bardziej słoneczne dni wcale nie są najlepsze, jeżeli chodzi o korzyść właśnie z fotowoltaiki. Nie mylmy paneli fotowoltaicznych z solarami, ponieważ solary służą tylko do podgrzewania wody, a nie służą do generowania prądu. Panele fotowoltaiczne wygenerują go i możemy go wykorzystać do podgrzewania ciepłej wody użytkowej, jak najbardziej, ale solary podgrzewają wodę i tylko ją. Nic więcej nam nie zrobią. Krótko o falownikuNajpierw opowiem trochę o całej instalacji. To, co widzimy (np. na dachu), to są panele fotowoltaiczne i one generują prąd stały. Urządzenia elektryczne w domu wykorzystują prąd przemienny i aby zamienić stały na przemienny, potrzebujesz inwertera lub falownika, który to zrobi. Jest to urządzenie elektroniczne, które może się zepsuć. Koszt takiego falownika to kilka tysięcy złotych. Naprawa może być tańsza lub droższa, w zależności od uszkodzenia. Oczywiście to urządzenie może pracować bez przerwy przez kolejne kilkadziesiąt lat, a może się zepsuć po kilku latach, jak każde urządzenie. Ważne jest to, że warto wziąć to pod uwagę, licząc koszty inwestycji, bo o ile same panele fotowoltaiczne na razie się nie psują i nie znam żadnego przypadku, żeby ktoś miał je uszkodzone (panele fotowoltaiczne nawet wytrzymują gradobicie), natomiast sam falownik to jest urządzenie, które może się zepsuć, więc warto założyć, że na przykład w ciągu kilkunastu lat zapłacimy za jego naprawę dwa czy trzy tysiące złotych. Kwestie utrzymania paneli w czystościPoza tym nie wiem, czy panele mają jakieś wady. No oczywiście przydałoby się, żeby były tańsze, ale na dużo rzeczy mógłbym narzekać, że są za drogie. Z takich rzeczy, o których słyszę, to panele nie wymagają odśnieżania. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, że ktoś musiał je odśnieżać, bo zwykle kąt dachu i sama budowa paneli powodują że śnieg się po prostu ześlizguje po tej instalacji. Nie trzeba paneli myć. Przyznaję, że panele mam dosyć krótko, ale temat akurat podrążyłem i rozmawiałem z kilkoma osobami, które mają panele po kilka lat. Nawet znalazłem dwie osoby, które robiły sobie statystyki w Excelu, i one także uważają, że w ich przypadku mycie paneli mija się z celem. Nie zauważyły żadnej różnicy z czasem oprócz spadku uzysku. Tak więc ja nie myję, nie znam nikogo, kto by mył panele. Wiem, że kilka osób mimo wszystko poleca mycie paneli. Co składa się na rachunek za energię elektryczną?Przypuśćmy, że masz telewizor o mocy sto watów (100 W). Oznacza to, że w ciągu godziny zużyjesz sto watogodzin (100 Wh) energii elektrycznej. Aby było łatwiej, przypuśćmy, że telewizor działa dziesięć godzin, to znaczy, że w ciągu dziesięciu godzin telewizor zużyje 10 godzin razy 100 watów równa się 1000 Wh (watogodzin), czyli jedną kWh (kilowatogodzinę). Jedno kilo to jest 1000, czyli 1 kWh (jedna kilowatogodzina) to właśnie 1000 Wh (watogodzin). Jedna kilowatogodzina (1 kWh) kosztuje około 55, 60 groszy, w zależności od tego skąd mamy energię elektryczną, z jakiej sieci energetycznej korzystamy. Oznacza to, że dziesięć godzin pracy telewizora kosztuje nas właśnie te kilkadziesiąt groszy. Nie jest to dużo. Natomiast telewizor jest włączony oczywiście więcej godzin i dni w ciągu miesiąca. Mamy kilkanaście albo nawet kilkadziesiąt sprzętów elektrycznych i to tłumaczy, dlaczego płacimy co miesiąc rachunki od stu do trzystu, czterystu złotych. I jeżeli teraz weźmiemy do ręki rachunek za energię elektryczną, mamy ten koszt kilowatogodziny rozłożony na dwie pozycje. Jest to energia czynna całodobowa i opłata przesyłowa zmienna. Ta energia czynna jest to można powiedzieć koszt tego prądu, a opłata przesyłowa to jest koszt dostarczenia tej energii do Twojego domu. Oprócz tego na rachunku znajdziesz inne pozycje, jak np. opłata przesyłowa stała. Jest to opłata niezależna od tego, ile energii elektrycznej wykorzystałeś w danym okresie. Jeżeli Twoja instalacja fotowoltaiczna spowoduje, że nie będziesz musiał dokupywać energii z elektrowni, to na rachunku będziesz miał tylko te opłaty przesyłowe stałe. Są jeszcze małe opłaty, jak opłaty przejściowe i opłaty abonamentowe. Zwykle nie przekraczają kilku złotych. Czyli jeżeli panele zapewnią Ci prąd w 100%, to będziesz płacił co miesiąc dosłownie kilka lub kilkanaście złotych za te opłaty stałe. W ciągu roku te koszty powinny wynosić mniej więcej sto złotych. Zmniejszenie zużycia energii przed instalacją paneliZanim odpowiem, jak działają panele i jak wygląda rozliczenie z zakładem energetycznym, powiem, że jeżeli ktoś już ma dom i zastanawia się nad panelami, to sugeruję pomyśleć nad tym, w jaki sposób może już teraz zmniejszyć zapotrzebowanie na energię. Bo łatwo zobaczyć nasze rachunki, że one są duże i wydaje się naturalną rzeczą, że kupimy panele fotowoltaiczne, nasze rachunki będą małe. Ale jednak zastanowiłbym się, czy nie możemy w prostszy, szybszy sposób już teraz te rachunki ograniczyć. Przykładowo dużo urządzeń elektrycznych w trybie stand by pobiera tyle samo energii co wtedy, kiedy są włączone. Na przykład są wieże, które pobierają tyle samo energii albo prawie tyle samo energii jak wtedy, kiedy grają. Są sprzęty sprzed kilku lub kilkunastu lat, które po prostu mają duży pobór energii, więc być może już przyszedł czas na ich wymianę – na przykład lodówki czy jakiegoś innego sprzętu, który będzie nowszy i będzie pobierał o wiele mniej energii. Być może ten zakup i tak by nas czekał w niedługim czasie. Kolejną kwestią jest wymiana żarówek na LED-owe. To może chodzić także o zmianę przyzwyczajeń. Bardzo często zapalamy światła w całym domu, zamiast zgasić je w pomieszczeniach, które nie są używane. Zauważyłem zresztą, że osoby, które mają panele, nie oszczędzają. Też się na tym złapałem, bo myślałem, że skoro mam panele to mam tani prąd. A skoro go mam, to nie muszę oszczędzać. Mam częściej włączone światła, więc urządzenia są częściej włączone i wykorzystuję więcej tego prądu. Myślę, że na początku, kiedy jeszcze nie podjęliśmy żadnej decyzji, warto się zastanowić, czy jesteśmy w stanie w jakiś sposób ograniczyć zużycie prądu już teraz. Rozliczenia z zakładem energetycznymOkej, sprawdziłeś to wszystko, wiesz, że potrzebujesz paneli, pytanie, co dalej. Zerkasz na swój rachunek za prąd, widzisz tam, że w ciągu miesiąca zużywasz 500 kWh energii elektrycznej. Pytanie jest następujące, czy jeżeli będziesz miał panele, które w ciągu miesiąca wygenerują 500 kWh, to czy wyjdziesz na zero? Niestety nie. Sprawa nie jest taka prosta i jest to związane z tym, że panele produkują prąd tylko w ciągu dnia, kiedy jest słońce i kiedy jest widno. Natomiast Ty zużywasz prąd w ciągu dnia, a także w ciągu nocy, kiedy panele nie pracują. Gdybyś miał akumulatory gromadzące energię pozyskaną przez panele, które w ciągu nocy ją wykorzystasz, to rzeczywiście byłbyś na zero. Problem jest taki, że takie akumulatory są jeszcze przeokropnie drogie i zakup ich nie jest opłacalny. W związku z tym robi się to inaczej. Net-metering – obowiązywał do 2022 roku. Jest to system upustów, który obowiązywał od 1 lipca 2016 r. do 31 marca 2022 r. Aby ta energia nie została zmarnowana, oddaje się nadwyżkę energii do sieci energetycznej, a potem ją „odkupuje” z pewną stratą. Dlaczego to jest tak zrobione? Przypuśćmy, że w ciągu dnia Twoje panele wygenerują 10 kWh energii elektrycznej, ale Ty w ciągu dnia wykorzystasz tylko 4. To oznacza, że ta różnica, czyli 6 kWh, tak naprawdę byłaby zmarnowana. Aby ją przechować, oddaje się tę nadwyżkę do zakładu energetycznego. Ponosi on pewne opłaty związane choćby nawet z przesyłem tej energii, w związku z tym musi ją oddać, gdy będziesz jej potrzebował, ale zabierze 20% tej nadwyżki (lub 30%, o czym za chwilę). Czyli jeszcze raz: panele wygenerowały 10 kWh. Wykorzystałeś w ciągu dnia 4 kWh. Nadwyżka to 6 kWh. Dystrybutor bierze tę nadwyżkę na siebie i oddaje Ci 80% tej nadwyżki, jeżeli tylko będziesz jej potrzebował. Tę nadwyżkę możesz wykorzystać aż w ciągu 12 miesięcy od jej wystąpienia i to jest bardzo wygodne, bo nie musisz mieć akumulatorów, nie musisz mieć instalacji u siebie, tylko jest umowa między Tobą a zakładem energetycznym. Dodam, że to rozliczenie 80/20 dotyczy tylko instalacji do 10 kWp. Przy instalacjach większych, powyżej 10 kWp, to rozliczenie wygląda tak, że zakład energetyczny pobiera 30% tej energii, czyli oddaje Ci 70%. I niestety jeżeli tej nadwyżki nie wykorzystasz w ciągu tych dwunastu miesięcy, to ona przepada. Nie ma możliwości sprzedaży energii elektrycznej. Kiedyś były takie przepisy – chyba obowiązywały przez parę miesięcy. Teraz nie funkcjonują. Osoba prywatna nie może sprzedać energii, nie może dostać za nią pieniędzy. Jedyne co może, może użyć energię, którą wygenerują panele, tylko na własne potrzeby. Ważne: Osoby, które zgłosiły instalację fotowoltaiczną do 31 marca 2022 roku mogą korzystać z net-meteringu przez 15 lat od daty przyłączenia. Net-biling – obowiązuje od 2022 r. Sprzedaż energii odbywa się w cenach netto w ujęciu godzinowym. Sprzedajemy energię czynną, a środki ze sprzedaży są gromadzone na wirtualnym depozycie prosumenckim. Środki na tym depozycie możemy wykorzystać przez kolejne 12 miesięcy. Nadwyżka w lipcu może być wykorzystana do lipca kolejnego roku, ale uwaga – nadwyżka z danego miesiąca będzie mogła być wykorzystana dopiero w następnym miesiącu. Nadwyżka lipcowa nie obniża rachunku za lipiec, ale dopiero za sierpień. Czynniki wpływające na opłacalność fotowoltaiki I już teraz widać, że na to, jaką instalację potrzebujesz, wpływa wiele czynników. To może być kwestia tego jakie masz teraz rachunki, ale także zależy to od Twojego trybu życia. Przykładowo: jeżeli pracujesz w domu, używasz w ciągu dnia pralki, zmywarek i to zużycie dzienne jest większe, to prawdopodobnie potrzebujesz nieco mniejszej instalacji. Jeżeli jednak pracujecie poza domem, wracacie późnym wieczorem, to zużycie dzienne jest mniejsze, potrzebujecie więcej prądu późno wieczorem, więc potrzebujecie tej instalacji trochę większej. I nawet taka rzecz, jak tryb Waszego życia, wpływa właśnie na opłacalność tej fotowoltaiki. Po pierwsze, uzysk. Chodzi o to, że ile panele wygenerują prądu w ciągu jakiegoś okresu, spada z czasem. Im dłużej masz panele, tym mniej go wytwarzają. Przyjmuje się, że w ciągu dwudziestu lat ten uzysk spadnie o kilkanaście, może dwadzieścia procent i są nawet firmy, które gwarantują, że uzysk nie spadnie poniżej pewnego progu, co jest fajne. Z drugiej strony trzeba sobie zdawać sprawę, że za dwadzieścia lat firmy, która Ci sprzedała panele, już może po prostu nie być. Więc warto to przewidzieć już na samym początku i uwzględnić, biorąc tę instalację nawet troszkę większą, żeby po tych piętnastu, dwudziestu, dwudziestu pięciu latach dalej panele pokrywały nasze zapotrzebowanie w stu procentach. Drugą kwestią, która wpływa na opłacalność fotowoltaiki, jest cena prądu. Tutaj są różne opinie. Większość osób twierdzi, że ceny „światła” będą rosły jeszcze bardziej i tak naprawdę trzeba inwestować w fotowoltaikę już teraz, bo zaraz ceny prądu będą bardzo wysokie. Ale prawda jest taka, że nigdy nie wiadomo. Gdy myślałem o tym, jaką instalację montować, nie patrzyłem za bardzo na to, jak będzie się kształtować ta sytuacja. Przyjąłem bodajże, że koszt będzie się zmieniał o jeden, dwa procent w ciągu roku. Wyszedłem z założenia, że jeżeli pójdzie ostro do góry, to tym lepiej dla mnie, bo podjąłem lepszą decyzję i tyle. Natomiast wybierając instalację fotowoltaiczną, bardziej patrzyłem na to, jak działamy, jak żyjemy z żoną – że wykorzystujemy tej energii dużo w ciągu dnia, mniej w ciągu nocy, a także zwróciłem uwagę na to, że nasza dwójka dzieci rośnie. W tej chwili Szymek ma trzy lata, Agata ma pięć, więc ich potrzeby związane z elektrycznością są dosyć niewielkie, ale za chwilkę zaczną się suszarki, komputery i inne sprzęty. Podejrzewam, że za kilkanaście lat także będzie ekspres do kawy działał trochę częściej niż teraz. To wszystko wpłynie na to, że nasze zapotrzebowanie na energię elektryczną będzie rosło, a zależy mi na tym, żeby za te kilkanaście lat dalej mieć rachunki za prąd bliskie zera. Na to, ile panele go wygenerują, wpływa także, a może nawet przede wszystkim, lokalizacja, ponieważ im jesteśmy bliżej równika, im bardziej na południe, tym jest większe nasłonecznienie, a panele generują więcej energii. Bardzo ważny jest kąt dachu – w zależności od kąta dachu panele generują mniej lub więcej energii. Bardzo ważne jest także usytuowanie paneli względem stron świata. Przyjmuje się, że strona południowa jest najbardziej efektywna, najlepsza, ale prawda jest taka, że to trochę zależy od tego, po której stronie kraju jesteś. To nie musi być kierunek ściśle południowy, ale z pewnym odchyleniem na wschód lub zachód. Jeżeli masz dom na osi wschód – zachód, czyli masz na przykład dach dwuspadowy i panele byłyby na dwóch połaciach dachu, to efektywność paneli byłaby prawdopodobnie nieco niższa. Związane jest to z tym, że będą naświetlone przez dłuższy czas w ciągu dnia. Panele, które będziesz miał na połaci wschodniej, zaczną szybciej działać od paneli położonych na połaci południowej, więc już od samego rana generują prąd, następnie słońce przechodzi od wschodu na południe i kończy drogę na zachodzie, kiedy jeszcze te panele po stronie zachodniej do samego wieczora „pracują”. Każda sytuacja wymaga indywidualnego podejścia. Na to, ile energii wytworzą panele fotowoltaiczne wpływa także zaciemnienie. Jeżeli jest gdzieś obok jakieś drzewo, które rzuca cień na Twój budynek, lub nawet jest komin, który będzie rzucał cień na parę paneli fotowoltaicznych, to też może spowodować, że panele będą działały gorzej lub nawet wcale. Może być tak, że masz rząd paneli na dachu, ale wystarczy, że tylko na jeden z paneli pada cień i wtedy wszystkie panele są wyłączane. Także więc to zaciemnienie jest ekstremalnie ważne, ponieważ możesz mieć dach dosyć duży, ale przez to, że masz jakieś kominy lub pada właśnie na dach cień, może się spowodować, że uzysk z tych paneli będzie tak niski, że po prostu ich montaż fotowoltaiki będzie nieopłacalny. Wady i zalety fotowoltaikiZacznę od moich obaw, bo co do samej technologii, ja wiem, że ona działa, ona się sprawdza już od wielu, wielu lat. Wiem, że pokutuję pewne mity na temat fotowoltaiki typu, że „w Polsce nie ma tyle słońca, żeby to było opłacalne”. To jest mit. W Niemczech są podobne warunki i instalacja rosną jak grzyby po deszczu. W Polsce jest instalacji już coraz więcej. I to nie jest tak, że mamy gorsze warunki niż gdzie indziej. W Polsce panele generują wystarczająco tyle prądu, aby ta instalacja była dla nas opłacalna. Czas zwrotu instalacji oczywiście zależy od wszystkich czynników, o których mówiłem wcześniej. Można przyjąć, że średnio (jeżeli pominiemy kwestię dofinansowań), czas zwrotu wynosi od 7 do 12 lat. U mnie, jak sobie to liczyłem, wyniesie to około ośmiu. Moje największe obawy były związane z tym, że nie wiadomo, co naszym kochanym rządzącym wpadnie do głowy. W tej chwili przepisy zabraniają mi sprzedaży energii elektrycznej. Nie mogę za nią dostawać pieniędzy. Mogę za to oddawać nadwyżkę do zakładu energetycznego i potem dostaję ją z jakąś tam małą stratą. No, ale no na to pozwalają przepisy. Ale może ktoś kiedyś wpadnie na pomysł, że tych przepisów nie będzie i nie będzie możliwości odzyskiwania tej nadwyżki? W takim przypadku nadwyżka po prostu albo nam, no pójdzie z dymem, albo będziemy musieli kupić drogie akumulatory. Oby tylko ten prąd gdzieś trzymać. I chyba to jest moja główna obawa, że mam panele, wszystko jest w porządku, teraz jest okej, ale co będzie w przyszłości? Mimo wszystko nie jest jakaś duża obawa, bo jak widzimy, cały świat zmierza ku odnawialnych źródeł energii, więc myślę, że taka decyzja jakiejkolwiek partii byłaby troszeczkę strzałem w kolano, z drugiej strony wiemy, że nie takie decyzje były podejmowane przez rządzących . Więc to nie jest jakaś obawa, która powoduje, że się boję czegokolwiek, ale jakby lojalnie uświadamiam, że taka możliwość być może kiedyś zaistnieje. Moc instalacji fotowoltaicznejZapewne natknąłeś się na informację, że niektóre panele mają na przykład moc 5,0 kWp. Kilowatopik jest to maksymalna moc, taka moc szczytowa i właściwie stosuje się ją po to, żeby porównać panele różnych firm. To, że panele mają na przykład 5,0 kWp właściwie nic nie oznacza. To nie mówi, ile Ty energii z tych paneli wydobędziesz, ponieważ to zależy od lokalizacji, usytuowania budynku względem stron świata, a także kąta nachylenia dachu, zacienienia i innych czynników. Przyjmuje się orientacyjnie, że z takiej instalacji 5,0 kWp w ciągu roku powinno się uzyskać mniej więcej 4000-5000 kWh. 1 kWp to jest mniej więcej od 900 do 1000 kWh rocznie. Średnio przyjmuje się, że z 1 kWp średnio w Polsce uzysk wynosi 950 kWh. Ile dokładnie? Uważajmy więc na to, że dużo firm oferuje z założenia panele o mocy 10 kWp, wychodząc z założenia, że większa instalacja powoduje, że rozliczenie z zakładem energetycznym jest już mniej korzystne. Jeżeli mamy panele do mocy 10 kWp, rozliczenie wygląda 20/80, czyli odkupujemy tą nadwyżkę z 20% stratą. Jeżeli mamy panele o mocy większej niż 10 kWp, wtedy odkupujemy nadwyżkę ze stratą 30%. Firmy zakładają więc, że te 10 kWp jest po prostu najlepszą dla Ciebie ofertą, nie znając Twoich potrzeb. Jest najlepszą, ale pewnie dla nich, bo mają wtedy po prostu najlepszy zysk. Handlowiec mówi, że będziemy mieli zerowe rachunki za prąd i że proponuje taką instalację, a nie większą i odczuwamy, że doradca o nas dba. A onpo prostu używa takich argumentów, żeby Cię przekonać do zakupu, ale to może nie mieć nic wspólnego z tym, czy takich paneli potrzebujesz, bo być może panele o mocy 9 kWp albo panele o jeszcze mniejszej mocy, ale w inny sposób rozłożone na dachu, mogą spowodować także to, że Twoje rachunki będą bliskie zeru. Panele o mocy 10 kWp kosztują kilka tysięcy złotych, więc nie płaćmy za coś, czego nie potrzebujemy. Jak wybrać firmę montującą panele fotowoltaiczne?W związku z tym przekonają Cię do wszystkiego, abyś tylko podjął decyzję. Zdarzają się firmy, które oferują panele o jakiejś mocy, mówią Ci, że pokryją Twoje zapotrzebowanie na prąd w stu procentach. W Twojej lokalizacji ten uzysk może być jednak niższy, kąt dachu masz inny, masz inny tryb życia, nagle się okazuje, że po kilku miesiącach od instalacji panele działają, ale musisz jeszcze zapłacić tysiąc złotych za półrocze zakładowi energetycznemu, ponieważ Twoje panele nie wygenerowały wystarczającej ilości prądu. Istotne jest, żeby po pierwsze, zadać firmie dużo pytań i upewnić się, zmusić ich, żeby przedstawili obliczenia. Dlaczego taka instalacja, a nie inna i dlaczego ona właśnie spowoduje, że będziesz miał rachunki bliskie zera. Po drugie, domagaj się, żeby na umowie były jakieś informacje związane z gwarancjami. Jeżeli firma obiecuje, że panele w ciągu roku średnio tyle a tyle wygenerują energii, zapiszcie to w umowie i zapiszcie warunek, co jeżeli tak nie będzie. Nie dajmy sobie wchodzić nieuczciwym firmom na głowę. Z firmami mam jednak dosyć złe doświadczenia. Zobaczcie, mój artykuł o fotowoltaice jest bardzo długi i jego przeczytanie zabierze dużo więcej niż pół godziny. Aby z Tobą ktoś usiadł i poświęcił ten swój czas, i wszystko dobrze policzył, to wymaga, podejrzewam, dwóch, trzech godzin. Owszem, są firmy, które rzeczywiście poświęcą tyle Tobie czasu, ale może jedna na dziesięć, może jedna na osiem. Większość firm co robi? Dzwoni do Ciebie albo spotyka się z Tobą u Ciebie w domu, prosi o pokazanie rachunków za energię elektryczną. Ten specjalista czyta rachunek, mówi, że w ciągu roku masz takie zużycie za prąd, w związku z tym proponuje takie panele. W tym momencie powinniście wskazać drzwi i powiedzieć, niech pan już do nas nigdy nie wraca. Jak wybrać wielkość instalacjiSzacowanie na podstawie tego, jaka instalacja będzie Wam potrzebna, tylko na podstawie Waszych rachunków za prąd to jest błąd. To jest bardzo częsty błąd i typowy błąd w większości firm, które oferują fotowoltaikę. I nie można tak robić. Osoba, która proponuje Ci instalację, musi koniecznie znać dokładną lokalizację i ją uwzględnić w obliczeniach, musi wiedzieć, jak dokładnie jest usytuowany dom względem stron świata. Dokładnie! Nie wystarczy tylko określić, że dom jest skierowany na południe. Ma znaczenie, czy jest kilka, kilkanaście procent na zachód czy na wschód. Są kalkulatory zresztą dostępne także dla zwykłych użytkowników, które to pozwalają obliczyć, więc tym bardziej, jeżeli firma tego nie uwzględnia, to znaczy, że chce Ci sprzedać produkt, a nie zależy jej na tym, abyś był zadowolony. (Przykładowy kalkulator: https://re.jrc.ec.europa.eu/pvgis/apps4/pvest.php?lang=en&map=+europe. Trzeba wybrać lokalizację na mapie, wpisać moc instalacji w kWp, nachylenie oraz orientację dachu oraz przy „mounting position” wybrać „building intergrated”) Musisz wziąć pod uwagę kąt nachylenia dachu, sprawdzić, czy jest zacienienie. Są firmy, które potrafią wejść do domu, poprosić o kawę, poprosić o rachunek za prąd, handlowiec nawija makaron na uszy, pokazując jakieś tabelki, twierdzi, że energia ze słońca będzie za darmo i będzie cudownie. I nawet nikt nie zauważa, że w miejscu, w którym mają być panele, po prostu pada cień i ta instalacja po prostu nawet nie jest możliwa do założenia w tym miejscu. Mam serdecznego kolegę, który jest bardzo dokładny i naprawdę sporo już przeszedł, szukając firmy, która rzeczywiście odpowie mu dobrze na jego pytania. Bardzo dobrze się przygotował do rozmów z firmami i okazało się, że tylko jedna firma, tylko pracownicy jednej firmy mieli wiedzę większą od niego. W większości firm pracowali po prostu zwykli handlowcy, których wiedza ograniczała się do zwykłych formułek, które usłyszeli na szkoleniu. Wiedzieli coś na temat działania paneli fotowoltaicznych i tego, jak wygląda rozliczenie z zakładem energetycznym, ale wiedzieli znacznie mniej od mojego znajomego. Historia mojej współpracy z montażystami fotowoltaikiPrzyznam, że zwróciłem się kiedyś z pytaniem do firmy, która zakładała u mnie panele, z pewną propozycją współpracy, ponieważ po napisaniu mojego artykułu o panelach, sporo osób pytało mnie o to, jakie, z jakiej firmy korzystałem. Ja bez oporów przekazywałem kontakty, jednocześnie pisząc na co należy zwrócić uwagę i co mi się nie podobało ze współpracy z tą firmą. Ogólnie oceniam współpracę bardzo pozytywnie i pomyślałem sobie, że kurczę, tak daję kontakty, może coś jednak warto by z tego mieć. Dlaczego mam dawać zarabiać firmie, a sam nie mieć z tego pieniędzy? Więc porozmawiałem z nimi kilka razy, nawet ustaliliśmy pewne szczegóły współpracy, аlе w międzyczasie odezwało się do mnie kilka niezadowolonych osób. Nie byli niezadowoleni z samej instalacji fotowoltaicznej, bo jednak klienci tej firmy są zadowoleni z samej instalacji, ale odezwali się do mnie znajomi, którzy byli niezadowoleni po pierwszej rozmowie z pracownikiem tej firmy. Okazywało się, że po prostu, że firma jest dosyć duża i są w niej oczywiście pracownicy, którzy znają się na rzeczy, ale są też osoby świeżo co przeszkolone, handlowcy tak naprawdę, którzy nie do końca wiedzą, co mówią, a mówią wszystko, aby tylko przekonać do zakupu paneli. Niestety ich wiedza techniczna jest zerowa i świadomość tego, jak działają panele jest bardzo niska. W pewnym momencie napisałem wprost do tej firmy, że jednak szanuję, rozumiem i bardzo chętnie zresztą będę polecał ich dalej, bo jestem zadowolonym klientem, ale nigdy nie odważę się publicznie ich zarekomendować, ponieważ nie chciałbym, żeby ktokolwiek po mojej rekomendacji trafił w ręce jakiegoś właśnie handlowca, który mu naopowiada dyrdymałów i ktoś kupi niepotrzebnie instalację na przykład przewymiarowaną. I kto będzie winny? No w sumie ja będę winny, tak? Zależy mi na tym, żeby każdy był zadowolony, więc opowiadam o tym, żeby uświadomić, że nawet jeżeli firma ma dobre recenzje, dobre referencje i jest chwalona na rynku, to dalej my musimy jednak coś wiedzieć o tych panelach, musimy wiedzieć chociaż mniej więcej, jak one działają, aby przygotować się dobrze do rozmowy z doradcą. (Dodam, że to była jedyna podjęta przeze mnie próba nawiązania współpracy z jakąkolwiek firmą. Upewniłem się tylko, że rekomendowanie jakiejkolwiek firmy nie ma w moim przypadku sensu. Wolę przekazywać uniwersalne wskazówki oraz pokazywać w jaki sposób wybrać odpowiednią firmę i na co zwracać uwagę podczas analizowania ofert.). Na co zwrócić uwagę przy porównywaniu ofertWśród firm są różne firmy, które oferują panele o wiele taniej i o wiele drożej. Zwykle z czymś to się jednak wiąże. Ja wiem, że niektórzy prześmiewczo mówią, że na przykład panele są z Chin, dlatego są tańsze, a prawda jest taka, że produkt z Chin może być takiej samej, a nawet wyższej jakości niż produkt wytwarzany na przykład w Europie, więc na to bym nie patrzył. Natomiast patrzyłbym na inne rzeczy. Jakiego typu jest sprzęt, jak długi jest okres gwarancji, jakie są koszty dodatkowe? To może być serwis, przedłużona gwarancja, koszty związane z kredytem, bo być może koszt instalacji będzie niski, ale będziesz zobowiązany do ponoszenia corocznych kosztów serwisowych i te koszty wcale nie muszą być niskie. Upewnij się, jak porównujesz oferty paru firm, że mówimy o tej samej kwocie do zapłaty, czyli kwocie brutto. Bo może być tak, że jedna firma pokazuje Ci kwotę brutto już z VAT-em, a druga nęci Cię niską kwotą, ale tego VAT-u nie uwzględniła. Upewnij się, jak wygląda u nich spadek uzysku na tych panelach i czy w umowie jest jakaś gwarancja z tym związana. U mnie w umowie jest tak, że po dwudziestu latach, jeżeli ten uzysk spadnie poniżej pewnych oczekiwań, to wtedy mam jakieś rozwiązanie. To może być na przykład dodanie jakiegoś dodatkowego panelu lub jego wymiana. Ogólnie to jest też taka rada uniwersalna. Jeżeli cokolwiek kiedykolwiek Ci ktoś zaproponuje, zaoferuje czy też zagwarantuje, to niech to wskaże w umowie, niech on to zapisze i pokaże Ci, gdzie ten zapis jest. Nie może być tak, że ktoś Ci coś obiecuje, a potem tego w umowie nie będzie, ponieważ jeżeli coś się kiedyś stanie, to wszyscy się tego wyprą. Pracownik już może nie pracować w danej firmie, a skoro w umowie tego nie ma, nie ma na piśmie, to nie istnieje. W związku z tym, jeżeli masz jakąkolwiek gwarancję, że z tych paneli na pewno będziesz miał taki uzysk, a nie inny, wpisz to do umowy. Jeżeli ktoś Ci gwarantuje, że na przykład po pięciu latach, jeżeli zepsuje się inwerter, to oni to na pewno wezmą do naprawy i gwarantują, że w ciągu dwóch dni już ten inwerter do Ciebie wróci, to świetnie, cieszymy się, wpiszmy to do umowy. Zapewnij sobie po prostu bezpieczeństwo. Poza tym dobrze zadać pytanie o serwis, a mianowicie, jeżeli coś się zepsuje, to jak firma do tego podchodzi. Mój dobry znajomy miał taką sytuację, że handlowiec nie chciał mu powiedzieć o serwisie. Powiedział mu, że „panele się generalnie nie psują”. A jak mój znajomy chciał uściślić pytanie, i spytał, kiedy przyjedzie ktoś do naprawy, jeżeli się jednak zepsują, to handlowiec mu odpowiedział, że „takie rzeczy się nie zdarzają”. A na pytanie, jaki jest czas oczekiwania, handlowiec powiedział, że „nie ma takiej potrzeby”. Ręce opadają. Warto także zadawać pytanie, kto montuje panele, czy to jest pracownik firmy, pracownicy firmy, czy to są jakieś osoby zatrudnione z zewnątrz. To nie ma wpływu na jakość pracy, ale możesz dzięki temu lepiej dowiedzieć się, czy rozmawiasz z osobą, która wie o czym mówi. I jeszcze jedna, uniwersalna wskazówka. Nigdy nie podpisuj umowy na pierwszym spotkaniu. Zawsze poproś o umowę do wglądu. Przeczytaj ją na spokojnie, zastanów się, poszukaj dziury w całym, przeczytaj dokładnie umowę od deski do deski, upewnij się, że wszystko jest w porządku oraz ze wszystko jest do niej wpisane według ustaleń. I pamiętaj, że umowy mogą być zmieniane. To nie jest tak, że firma ma jeden wzór i on musi zostać. Absolutnie nie. Zawsze masz możliwość i masz prawo do tego, żeby w umowie były zawarte dodatkowe szczegóły, więc po prostu walcz o swoje. Jak działają dobre firmy fotowoltaiczneI jeszcze kilka słów na temat tego, jak robią te dobre firmy od fotowoltaiki. Jednym z powodów, dlaczego nie polecam publicznie firmy, które u mnie montowała panele, jest to, że ja byłem do rozmowy z handlowcem dobrze przygotowany. I właściwie przed rozmową z doradcą byłem już świadomy tego, jak to wszystko działa i jaką instalację potrzebuję. Już wiedziałem, jakie są zalety i wady fotowoltaiki, chciałem się spotkać, dowiedzieć się czegoś więcej, otrzymać ofertę i tyle. I co prawda już minęło półtora roku, natomiast jestem prawie przekonany, że jeżeli chodzi o kwestie rozliczeń z dostawcą prądu, to doradca to przemilczał podczas spotkania. Nie uwzględnił tego, że nadwyżka z paneli wraca do mnie właśnie z pewną stratą, więc to, co on mi mówił, było ogólnie poprawne, ale w kilku kwestiach po prostu miałem większą wiedzę. I tak jakby dla porównania, jak to może wyglądać, wrócę do mojego znajomego, bo to jest osoba, z którą pracowałem siedem lat, właściwie biurko w biurko, ma bardzo podobny charakter do mnie, jest bardzo dokładny. I ona skorzystała z usług firmy, z którą spędził dwie albo trzy godziny, rozmawiając po prostu o szczegółach życia, w których godzinach jest w domu, czy ktoś pracuje, po prostu wypytali o wszystko to, co jest ważne. Następnie dostosowali tę ofertę do tego konkretnego budynku, czyli uwzględnili to wszystko, o czym mówiłem. Sami dali namiar do klienta, który ma ten sam układ dachu, bo mój znajomy ma układ dachu wschód – zachód, więc firma przekazała kontakt do klienta, który ma panele właśnie od nich w tej samej konfiguracji. I przede wszystkim odpowiadali konkretnie na zadawane pytanie. Każde pytanie wiązało się z konkretną odpowiedzią. To była ta różnica między rozmową z firmą, która rzeczywiście wie, bo realizuje takie inwestycje. Bo wiedzą, jak to działa, a rozmową z firmą, gdzie no przychodzi do Ciebie jakiś handlowiec, no i coś mówi. No i szukajmy firmy, która jest po prostu lepsza. Jeżeli firma rzeczywiście podejdzie do tego uczciwie, uwzględni te wszystkie czynniki, o których mówię, to zaproponuje Ci na przykład instalację większą albo droższą od innej firmy. I mogłoby się wydawać, że jest to oferta niekorzystna, ale chyba o to chodzi, żeby wziąć instalację, która jest poparta obliczeniami, rzeczywiście będziesz miał wtedy rachunki za prąd bliskie zera, niż wierzyć w obietnice innej firmy. Co z tego, że ich oferta jest lepsza, tańsza, skoro kupisz taniej panele, a potem będziesz musiał dokupywać co kilka miesięcy energię z zakładu energetycznego. Tak więc, trzeba być czujnym. Fotowoltaika przy planowaniu budowy domuJeżeli planujesz budowę domu, to temat jest trudny. To znaczy, że po pierwsze, nie znasz jeszcze Twoich przyszłych rachunków za prąd. One zwykle są wyższe niż te, które masz teraz, ponieważ mieszkając w domu, masz po prostu większe zapotrzebowanie na energię, więc to jest po prostu wielka niewiadoma. Druga rzecz: ile będzie kosztowało Cię ogrzewanie domu, w jaki sposób chcesz ogrzać ten dom, jak chcesz przygotować ciepłą wodę użytkową. To są parametry, które można policzyć i próbuję, szczerze mówiąc, zrobić jakiś kalkulator, który to będzie uwzględniał, ale temat jest ciężki. Proponuję o tych rzeczach porozmawiać z projektantem, czy to na etapie projektu indywidualnego, czy to podczas adaptacji projektu. Da się to policzyć, ale jest to trudne i dalej w jakiś sposób jest to element losowości, ponieważ nie wiesz, jakie będziesz miał sprzęty w domu i jakie będziesz miał zapotrzebowanie na energię. Jeżeli chciałbyś mieć panele fotowoltaiczne to wybuduj dom, który umożliwi ich instalację. Musisz mieć na tyle dużo miejsca na dachu, aby można było je umiejscowić. No i to miejsce na dachu powinno być po tej stronie, która będzie korzystna, jeżeli chodzi o uzysk. Jeżeli będziesz miał panele po stronie północnej, to ten uzysk będzie oczywiście minimalny, nawet nie wiem, czy nie bliski zeru. Możliwości kupna fotowoltaiki taniej – odliczenia i dofinansowaniaJakie mamy możliwości obniżenia ceny za panele fotowoltaiczne? Pierwsza jest to wprowadzona w tym roku możliwość odliczenia od podatku, od naszego dochodu rocznego, właśnie tej części związanej z zakupem, montażem fotowoltaiki. Mamy już możliwość odliczenia 18% – warto skorzystać. Druga rzecz jest związana z dofinansowaniami. I tutaj warto się trochę bardziej pokręcić, zapytać się w gminie, jakie są możliwości, dowiedzieć się, co i jak. Ja chciałem mieć dofinansowanie, ale się nie doczekałem i w sumie chyba nie żałuję. Związane jest to z tym, że skoro ja wybieram instalację, wybieram firmę, to jestem odpowiedzialny za tą decyzję i wybieram mądrze. Mam nad tym kontrolę po prostu. Jeżeli mamy dofinansowanie, nie mamy wpływu właściwie na nic. To gmina wybiera firmę podczas przetargu i nie wiemy, jakie będziemy mieli panele, jaki będziemy mieli falownik, nie wiemy, jakie będą warunki, jaka będzie umowa. Jesteśmy trochę skazani na to, co dostaniemy. Ale bądźmy ostrożni, bo różnie z nimi bywa. Może się okazać, że dofinansowania są, owszem, procentowo wyglądają, że są bardzo duże, ale końcowa kwota wcale nie będzie jakaś niska. Byłem ostatnio w szoku, bo dowiedziałem się, że pewien znajomy kupił panele fotowoltaiczne bodajże rok wcześniej niż ja i kupił je z dofinansowaniem, i kupił je drożej niż ja bez dofinansowania. Po prostu zobaczył, że jest dofinansowanie i nie sprawdził w ogóle, jakie są ceny rynkowe. Jeżeli różnica paneli fotowoltaicznych z dofinansowaniem a bez dofinansowania będzie dosyć nieznaczna, różniła się na przykład o kilka tysięcy złotych, to ja bym na dofinansowanie w ogóle nie patrzył, tylko wybrał sam firmę, odliczył sobie jeszcze od podatku te osiemnaście procent i podjął po prostu dobrą decyzję. Dodatkowe materiałyPrzygotowałem film, w którym opowiadam o godzinowej sprzedaży energii i opłacalności fotowoltaiki w kontekście przepisów z 2024 roku.
Artykuł Jak działa fotowoltaika? Na co zwrócić uwagę przy wyborze? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Po co właściwie nam projekt budowlany? | 31 Jul 2019 | 00:39:46 | |
Wstęp
Po co nam projekt budowlany? Czy tylko do tego, aby uzyskać pozwolenie na budowę naszego wymarzonego domu? Co właściwie powinien zawierać projekt budowlany? Okazuje się, że nie są tego pewni nawet… sami projektanci! Zapraszam do słuchania i do czytania. Ale najpierw (wyjątkowo) kilka słów wyjaśnienia. Artykuły mogę pisać dowolnie długie i poprawiać je do woli. Podcasty nie powinny trwać dłużej niż godzinę, a możliwości ich edycji są oczywiście ograniczone. Poza tym mam wrażenie, że podczas mówienia ucieka mi wiele szczegółów Chciałbym, abym był dobrze zrozumiany i dlatego poniżej spisuję najważniejsze przemyślenia dotyczące projektów budowlanych: – Polecam przeczytanie Rozporządzenie Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z dnia 25 kwietnia 2012 r. w sprawie szczegółowego zakresu i formy projektu budowlanego: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20120000462 Rozporządzenie ma tylko kilka stron. – Wzór umowy o współpracy, którą przedstawia projektant, najczęściej zawiera zapis: „Projekt budowlany będzie zgodny z tym i tym rozporządzeniem”. Według projektantów to wyczerpuje temat i w umowie zazwyczaj nie znajdziemy dodatkowych szczegółów na temat zawartości projektu. Gdyby to było tak proste, to wszystkie projekty miałyby identyczną zawartość. Tak nie jest! Widziałem projekty, w których nie była określona nawet grubość termoizolacji (!), jak i takie, w których został określony nawet opór dyfuzyjny tynku wewnętrznego i zewnętrznego (oraz inne informacje niezbędne do tego, aby wybudować dom). Projekt, który nie ma nawet informacji o grubości styropianu to taki „projekt do pozwolenia na budowę”, który spełnia tylko wymogi formalne. Obrazowe porównanie: weź do ręki instrukcję do klocków Lego. Taka szczegółowa instrukcja strona po stronie pokazuje, jak zbudować wybrany model. A teraz weź do ręki tę instrukcję i wyrwij połowę stron, a to, co zostanie, daj na chwilę rocznemu dziecku Niby dalej masz instrukcję, ale złożenie wybranego modelu będzie znacznie trudniejsze i frustrujące. – Wielu projektantów dzieli projekt na projekt budowlany i wykonawczy (dodatkowo płatny). Projekt wykonawczy uszczegóławia projekt budowlany. Problem z tym, że w Rozporządzeniu nie znajdziemy żadnego podziału na projekt budowlany i wykonawczy! Projekt budowlany powinien zawierać wszystkie szczegółowe informacje do tego, aby powstał dom, czyli jego częścią powinien być także projekt wykonawczy. W poprzednim artykule https://blog.poradnik-budowlany.com/czy-twoj-projekt-budowlany-jest-bledny/ pisałem o tym więcej. – To, że projektanci (nie wszyscy!) oferują projekty wykonawcze za dodatkową opłatą, jest odpowiedzią na „oczekiwanie rynku”. Rozmawiałem z wieloma projektantami i jeden argument powtarza się najczęściej: projekt wykonawczy musi kosztować kilka (kilkanaście?) tysięcy złotych, a klienci nie chcą tyle płacić. I jeżeli projektant podchodzi uczciwie do swojego klienta, to jest to dla mnie fair: projektant przedstawia wszystkie korzyści płynące z dobrego projektu budowlanego, klient rezygnuje z części wykonawczej, obie strony się dogadują i wszyscy są zadowoleni. W takiej sytuacji klient podjął świadomą decyzję i jest świadomy konsekwencji. – Tyle, że… zazwyczaj projektant nie przedstawia żadnych możliwości, a tylko mówi: „Projekt budowlany będzie kosztował tyle i tyle, a projekt wykonawczy tyle, ale… nie potrzebuje go Pan. Wykonawcy wiedzą jak budować dom, to tylko strata pieniędzy”. I to nie jest fajne. Pomyśl: czy to naprawdę wykonawca ma uszczegółowiać projekt budowlany? Czy weźmie za to odpowiedzialność? – To nie wszystko. Przyjmijmy na chwilę, że projekt budowlano-wykonawczy, to kompletna instrukcja wybudowania domu, a projekt budowlany bez części wykonawczej jest okrojony o pewne elementy. Tak to wygląda w teorii. W praktyce widziałem projekty budowlano-wykonawcze jednych projektantów mniej szczegółowe od projektów budowlanych (bez części wykonawczej!) innych projektantów. Widziałem projekty zawierające 30 stron, jak i 130 stron. Widziałem projekty, które nie zawierają informacji o rodzaju styropianu (współczynniki przewodzenia ciepła, twardość), klasie bloczków, klasie betonu, sposobie hydroizolacji fundamentów. Nie wiadomo czy dać styropian EPS czy XPS. Nie wiadomo czym ogrzać dom. Nic nie wiadomo! – I dlatego projekt budowlany wykonywany „zgodnie z rozporządzeniem” nic nie znaczy. Jak sobie z tym poradzić? Szukajmy projektanta, który chce nam pomóc wybudować dom, a nie tylko stworzyć projekt budowlany. Dobry projektant będzie chciał nam ułatwić życie. Dobremu projektantowi zależy na naszych pieniądzach: zaproponuje (tzn. wykona obliczenia) taki materiał budowlany i taką termoizolację, aby to było dla nas opłacalne (przykład: zwiększenie grubości styropianu z 10 cm na 20 cm zwykle jest opłacalne, ale z 20 cm na 30 cm już nie, ponieważ oszczędności na ogrzewaniu będą minimalne). Zły: zaproponuje cokolwiek, albo powie, że decyzja należy do nas. Dobry projektant stworzy projekt, z którego będzie wynikało, jakie dokładnie materiały budowlane mamy kupić i czego mamy oczekiwać od wykonawcy. Zły umieści tylko kilka informacji i powie, żebyśmy spytali się wykonawcy, z czego mamy się budować. Dobry projektant uwzględni nasze potrzeby i przyzwyczajenia, uwzględni temperaturę w jakiej lubimy przebywać, i wybierze (wspólnie z nami) źródło ciepła i ciepłej wody użytkowej. Zły projektant wykona charakterystykę energetyczną według przepisów, przyjmie wartości wynikające z norm i nie weźmie pod uwagę potrzeb mieszkańców. Czy to zgodne z rozporządzeniem? Być może, ale po co ci kilkanaście stron takich obliczeń? Dobry projektant wie, że projekt budowlany ma służyć TOBIE i jest niezbędny do tego, aby powstał TWÓJ DOM. Zły będzie przede wszystkim dążył do uzyskania pozwolenia na budowę.
I powtórzę (bo mam wrażenie, że za mało to zaakcentowałem podczas podcastu): jeżeli jesteś pewny, że potrzebujesz tylko pozwolenia na budowę i sam wybierzesz materiał budowlany, źródło ciepła i c.w.u, rodzaj termoizolacji, sposób zabezpieczenia fundamentów i nie chcesz płacić za kompletny projekt budowlany to OK. Może masz sprawdzonych wykonawców, albo doświadczonego kierownika budowy? A może wolisz sam wszystkiego się dowiedzieć i przeprowadzić obliczenia? Nie mam zamiaru straszyć: w końcu w ten sposób buduje się większość domów i one stoją. Co prawda wielu rzeczy nie widzimy (stres inwestora, zawyżone rachunki za ogrzewanie, pojawiająca się wilgoć w garażu), no ale… Rozumiem także, że szczegółowy projekt budowlany musi kosztować co najmniej kilkanaście tysięcy złotych netto, a są i takie, które kosztują ponad 30000 zł netto. To dużo, ale nie dziwię się, biorąc pod uwagę, ile czasu zabiera przygotowanie pełnej dokumentacji projektowej. To dużo pieniędzy i… być może rzeczywiście nie potrzebujesz pełnej dokumentacji i wystarczy ci tańszy projekt, który nie zawiera wszystkich szczegółów? Grunt, abyś podjął świadomą decyzję i wiedział, z czym taki projekt będzie się wiązał. A podczas rozmowy z projektantem wypytaj go dokładnie o zawartość opracowywanych przez niego projektów, abyś wiedział, za co płacisz. Pamiętaj o tym, że budowa jest trudna, a decyzje, które podejmujemy są bardzo odpowiedzialne. Wolę, gdy trudne decyzje podejmuje za mnie ktoś inny. Raz, że projektant jest bardziej doświadczony ode mnie, a dwa, że mam zawsze możliwość zrzucenia winy na kogoś innego PS Dodam, że jeżeli projektant pełni nadzór autorski i trakcie budowy odpowiada na wszystkie wątpliwości wykonawcy i współpracuje na bieżąco z kierownikiem budowy, rozrysowuje potrzebne detale itp., to sam projekt budowlany może być oczywiście mniej szczegółowy. To tak tytułem wyjaśnienia niektórych rzeczy. Więcej informacji w podcaście. A pod podcastem jak zwykle transkrypcja. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/07/jak_sie_wybudowac_05.mp3Transkrypcja podcastu Dzisiaj trochę o cenach i tym, czy niska cena oznacza niską jakość. Ale zdecydowanie dużo miejsca poświęcę projektom, projektantom i tego, co właściwie powinien zawierać projekt budowlany. Zapraszam do słuchania. Niedawno napisałem na blogu artykuł dotyczący zawartości projektu budowlanego. Napisałem artykuł, ponieważ po przejrzeniu chyba kilkudziesięciu projektów, które otrzymałem także od Was, doszedłem do jednego wniosku – co projekt, to inaczej. Sami projektanci chyba nie do końca wiedzą, co powinien zawierać projekt budowlany i każdy robi po swojemu pomimo tego, że mamy obowiązujące przepisy. Przyznaję, że przepisy nie zawsze są jednoznaczne. Niektóre sformułowania można interpretować na różne sposoby. Tym niemniej większość projektantów interpretuje je w taki sposób, który jest dla nich wygodny, a nie przydatny inwestorowi. I dzisiaj będę o tym opowiadał, ale zacznę od czegoś innego. Chcę taki tok myślowy trochę przeprowadzić, abyście zrozumieli, dlaczego projekt budowlany jest tak ważny i właściwie do czego jest potrzebny. Czy niska cena oznacza niską jakość?Zacznę od ceny. Najtańszy projekt indywidualny, który miałem przyjemność oglądać, kosztował poniżej pięciu tysięcy złotych. Podobno brutto, już z podatkami. Na forach ludzie chwalą się projektami nawet za trzy i pół tysiąca złotych. Szczerze mówiąc, chciałbym zobaczyć taki projekt, takiego jeszcze nie widziałem więc nie oceniam. Natomiast najdroższy projekt indywidualny widziałem za około trzydzieści tysięcy netto. Skąd ta różnica? Czy niska cena jednego projektu oznacza niską jakość? Czy ten droższy projekt jest lepszy? Zaraz odpowiem na to pytanie, ale chciałbym zaznaczyć, że dla mnie, w odróżnieniu chyba od większości osób, niska cena nie oznacza niskiej jakości. Na niską cenę wpływa mnóstwo czynników. Zastanówmy się. Jeżeli mamy na przykład wycenę na cokolwiek, niech to będzie ułożenie glazury, za 4000 zł, a drugi glazurnik przedstawia nam ofertę na 6000 złotych, czy to oznacza, że ta niższa cena jest za niska i oznacza niską jakość? Nie. To może tylko oznaczać, że glazurnik, który oferuje wykonanie pracy za 4000 zł, nie wystawi żadnego rachunku, faktury, pracuje na czarno, a drugi glazurnik, odprowadza podatki, odprowadza podatek dochodowy, odprowadza podatek VAT, musi płacić ZUS, być może ma pracowników. Finalnie jeden i drugi zarabia tyle samo, ale ty zapłacisz więcej o te dwa tysiące złotych tylko dlatego, że jeden z glazurników, jest uczciwy jakby nie patrzeć, a drugi nie. Ja mam swoją firmę, prowadzę biuro tłumaczeń od kilkunastu lat i rozumiem, jak denerwujące jest to, że konkurencja oferuje pewne produkty taniej, tylko dlatego że nie odprowadzają podatków, że robią pewne rzeczy na czarno. Z jednej strony to jest przykre, bo gdyby wszyscy płacili podatki, to podejrzewam, że te podatki byłyby o wiele niższe i chyba byśmy na tym wszyscy skorzystali. Z drugiej strony nie dziwię się tym, że niektórzy pracują na czarno, ponieważ podatki są za wysokie i tak naprawdę rządzący, niezależnie od tego, jaka partia teraz jest na czele, tylko dociskają śrubę, podwyższają podatki, a my chyba nie do końca czujemy na co te pieniądze idą. (O podatkach i o tym, w jaki sposób rozliczają się wykonawcy napisałem wyczerpujący artykuł: podatki, czyli jak rozliczają się wykonawcy – dużo przykładów na liczbach) Różnica między kosztem usługi w pierwszej kolejności wynika właśnie z tego, że jeden pracuje na czarno, a drugi płaci podatki. Druga rzecz jest taka, że ktoś się może po prostu cenić się bardziej, ma dwójkę czy trójkę dzieci, musi zarobić więcej w ciągu miesiąca niż osoba, która jest młodsza, która na przykład nie ma jeszcze dzieci i ma mniejsze wymagania finansowe. I być może tą pracę wykona tak samo dobrze, ale że ma mniejsze oczekiwania finansowe lub ma mniejsze wydatki, może wziąć od klienta mniej pieniędzy. To jest takie bardzo życiowe podejście. Co jeszcze? Duża firma z jednej strony może zaoferować nam niższe ceny, ponieważ ma na przykład duże rabaty w hurtowniach, ale z drugiej strony przez to, że ma iluś tam pracowników, którym musi zapewnić pracę także w miesiącach, w których nic się nie dzieje. Na to, jaka będzie ostateczna cena usługi , wpływa dużo czynników, niekoniecznie jej jakość. I dopiero chyba na trzecim czy na czwartym miejscu jest jakość usługi. I z mojego punktu widzenia i z mojej praktyki: jeżeli mamy dwóch wykonawców i sprawdziliśmy ich referencje, sprawdziliśmy opinie w internecie, obejrzeliśmy wykonane przez nich prace, widzimy, że te prace są na równym poziomie, to dlaczego mielibyśmy nie skorzystać z usługi tańszej? Nie wydawajmy za dużo pieniędzy tylko dlatego, że nam się wydaje, że niska cena oznacza z założenia niską jakość. Nie. Jeżeli ktoś decyduje się na wykonanie tańszej usługi, podpisujemy umowę, to usługa musi być wykonana dobrze. Koniec. A nie tak jak czasami słyszę, to jest trochę denerwujące, że na forach ktoś żali się na jakiegoś wykonawcę, a pierwsze pytanie zwykle brzmi: „ile zapłaciłeś?”, a po uzyskaniu odpowiedzi idzie „mało zapłaciłeś, masz na co zasłużyłeś”. Absolutnie nie. (Działa to też w drugą stronę. To, że ktoś zaoferował wysoką cenę nie oznacza, że usługa zostanie wykonana dobrze!) Natomiast wydaje mi się, że jest trudno porównać dwie oferty, szczególnie na rynku budowlanym czy też remontowym. Przykładowo mamy glazurnika. Jeden glazurnik poda jakąś cenę, drugi jakąś inną cenę, wyższą. Ta różnica w cenie może być oczywiście spowodowana tym, że jeden glazurnik pracuje na czarno, drugi nie. Jeden ma inne doświadczenie, drugi ma inne i tak dalej. Ale różnica w cenie może wynikać z innego zakresu prac. Jeden glazurnik na przykład podał cenę całkowitą, biorąc pod uwagę metr kwadratowy ułożenia płytek (np. 70 zł * 50 m2 = 3500 zł), ale podczas prac może się okazać, że dojdą jakieś dodatkowe koszty związane ze szlifowaniem płytek lub zauważy podczas prac, że gdzieś ściana jest krzywa i trzeba ją wyrównać, i będzie oczekiwał za to dodatkowych pieniędzy. A drugi glazurnik już to przewidział, wszystko wziął pod uwagę i oferta jest co prawda droższa, ale wiesz, ile dokładnie zapłacisz po zakończeniu prac. Może więc się okazać, że droższa oferta finalnie będzie tańsza. Oczywiście wszystko jest do ustalenia przed rozpoczęciem prac (pisałem o tym w książce Jak się wybudować i nie zwariować), ale chodzi o to, że oferty trudno porównać, nawet w przypadku prostej pracy, jaką jest układanie glazury. Oczywiście prostej, jeżeli chodzi o jej wycenę. Inny przykład: malarz. Jeden malarz może podać cenę całkowitą i uwzględnić gruntowanie i dwukrotne malowanie. A drugi malarz może podać cenę wyższą, ale on zapewnia, że on pomaluje ścianę na biało. Płacimy za efekt. Dopóki ściany nie będą białe, to on maluje ścianę do skutku. Tacy malarze też się zdarzają. Jeżeli w przypadku takich prostych do wyceny prac jest problem z porównaniem dwóch usług, to tym bardziej jest to trudne w przypadku porównania ofert różnych projektantów. Skąd się biorą różne ceny projektów budowlanych?Skąd wynika różnica między cenami różnych projektantów? Część rzeczy dotyczy tego, co zawiera usługa oferowana przez projektanta, a nie sam projekt budowlany. Jeden projektant może mieć na przykład jakieś specjalne wizualizacje 3D, może zapewnić ci „chodzenie” po projektowanym budynku, a drugi projektant oferuje bardziej skromne wizualizacje. Jeden projektant zorganizuje mapę do celów projektowych, drugi oczekuje tego od ciebie. Inny projektant może na przykład oferować wizję lokalną, a drugi nie. Jeden projektant oferuje wykaz materiałów budowlanych, drugi nie. Jeden oferuje wszystkie formalności, a drugi nie. Jeden oferuje nadzór autorski, a drugi nie. I tak dalej, i tak dalej. Czyli już tutaj zakresy usług są diametralnie różne. Ale mimo wszystko to dalej nie tłumaczy tego, że niektórzy projektanci chcą cztery, pięć razy nawet więcej pieniędzy od innych projektantów. Gdzieś jeszcze jest szczegół jakiś, którego nie widzimy. I myślę, że szczegóły są dwa. Jedna rzecz wynika z tego, ile projektant przeznaczy czasu na realizację projektu. Jeżeli mamy projektanta, który na przykład poprosi nas o okazanie projektu typowego, gotowego, który nam się podoba, i tylko narysuje coś podobnego, potem da to konstruktorowi do przeliczenia i powstanie projekt budowlany, to taki projektant poświęci nam niewiele czasu, w związku z tym weźmie mniej pieniędzy. Drugi projektant może zrobić inaczej. Może wziąć czystą kartkę, a nawet zanim weźmie kartkę, porozmawia z tobą, z wami, spyta o to, jaki macie plan dnia, jakie macie oczekiwania, potrzeby. O tym już kiedyś mówiłem: podcast #2 projekt gotowy czy indywidualny?. I na podstawie waszych potrzeb będzie pomału projektował wam dom. Takie projektowanie zajmuje o wiele więcej czasu. To może wymagać nawet kilku, a może nawet kilkunastu spotkań, ponieważ projektant będzie przedstawiał kolejne koncepcje domu, będą poprawki, zmiany, dużo pracy. W związku z tym, że tych spotkań będzie dużo i pracy będzie dużo, siłą rzeczy projektant weźmie więcej pieniędzy. I stąd się bierze pierwsza różnica między projektem na przykład za 4000 zł a za 10000 zł. Po prostu jeden z projektantów naprawdę będzie robił wszystko, aby dom był pod wasze potrzeby, a drugi projektant, zrobi jakiś projekt, powie wam, że tak może być albo że musi być i wy będziecie zadowoleni. (Oczywiście nie chcę uogólniać. Drogi projekt nie świadczy o tym, że usługa zostanie wykonana prawidłowo. Cały czas się uczę, aby być bardziej precyzyjnym w moich podcastach ) Nie radzę tak robić (korzystać ze złego projektanta), ponieważ nie bez powodu jest przysłowie, że pierwszy dom buduje się dla wroga. Dopiero po wybudowaniu domu zazwyczaj poznajemy lepiej swoje potrzeby i okazuje się, że to, co nam się wydawało kiedyś w porządku, wcale takie nie jest i nam zaczyna nasz dom trochę przeszkadzać. Dlatego bardzo polecam, szczególnie przy pierwszym domu, długo porozmawiać, poznać swoje potrzeby i oczekiwania, bo to, co nam się wydaje, niekoniecznie jest hmm, zgodne z prawdą. Z pewnych rzeczy nie zdajemy sobie sprawy, szczególnie jeżeli na przykład mieszkamy w małym mieszkaniu i nagle chcemy wybudować dom dwa razy większy, to nam się wydaje, że powstanie taka przestrzeń, że na wszystko starczy miejsca. Tymczasem po budowie domu może się okazać, że pokoje są nieustawne, że korytarze są za wąskie, że kuchnia jest nieergonomiczna. Są pewne rzeczy, które można przemyśleć przed budową domu, właśnie na etapie projektu i to właśnie z projektantem, który nam poświęci dużo czasu. I to jest jedna rzecz, która wpływa na cenę. Ale to jest taka rzecz, bym powiedział, bardziej oczywista. Natomiast rzecz nieoczywista, która wpływa na cenę projektu to jest sama zawartość projektu budowlanego. O zawartości projektu budowlanego mówi między innymi rozporządzenie o zawartości projektu budowlanego, w którym jest to opisane całkiem nieźle, chociaż nie do końca jest to jasne, bo gdyby było to jasne, to każdy by się tego trzymał i każdy projekt byłby identyczny, jeżeli chodzi o zawartość. Tymczasem widzę projekty, które mają po dwadzieścia, trzydzieści stron, a widzę projekty, które mają po sto parę, więc ewidentnie jest jakaś różnica i projektanci interpretują te przepisy na różne sposoby. Po co nam projekt budowlany?Zanim będę mówił o przepisach, które są nudne, jakby nie patrzeć, chciałbym się skoncentrować nad tym po co nam projekt budowlany. Projektanci w dużej części twierdzą, że projekt jest potrzebny do tego, żeby dostać pozwolenie na budowę, ale czy na tym nam naprawdę zależy? Pozwolenie na budowę jest tylko jakimś świstkiem. Urzędnik zgadza się, że możesz wybudować dom i działamy. Ale to nie wystarczy do tego, żebyś mógł wybudować dom i nie zwariować, tylko to jest pewne potwierdzenie. Urzędnik, który dostaje projekt budowlany, ocenia tylko zawartość hasłowo. Patrzy, czy jest projektowana charakterystyka energetyczna, patrzy, czy projekt domu umożliwia wybudowanie domu na danym terenie, czy jest zgodny z planem miejscowym lub warunkami zabudowy. Sprawdza kilka elementów i pieczątka, cześć, stempelek, możemy startować z budową. Ale urzędnik nie sprawdza dokładnie zawartości projektu budowlanego. Nie dziwię się, ponieważ analiza projektu budowlanego zajmuje kilka godzin, jak nie kilka dni, wymaga umiejętności z różnych dziedzin, a na to nie ma ani środków, ani wystarczającej liczby urzędników. Więc to, że urzędnik potwierdził projekt, nie oznacza, że będziesz mógł się wybudować bez nadmiernego stresu. Ale o czym mówię? Wyobraź sobie, że zaczynasz budowę, masz projekt. I w projekcie masz informację o tym, że ściana ma być wykonana z betonu komórkowego o szerokości 24 cm, a dom będzie ocieplony styropianem o grubości 12 cm. Czy te informacje są wystarczające? No nie. Styropian o grubości 12 cm nic ci nie mówi. Na podstawie tej informacji nie wiesz, jaki kupić styropian, czy biały, czy grafitowy, jaki jest współczynnik przewodzenia ciepła, czyli jaka lambda, jaka twardość tego styropianu, po prostu nie wiesz. Kto ma to wiedzieć? No właśnie nie ty, bo jesteś inwestorem. Ty masz kapitał, chcesz budować dom, nie znasz się na kwestiach technicznych, nie znasz się na styropianie, bo – uważaj – nie musisz się znać. Nie musisz się doszkalać z takich kwestii, a przede wszystkim nie jesteś w stanie dobrać odpowiedniego styropianu do swojego domu, ponieważ nie masz odpowiedniej wiedzy i narzędzi. Ja też nie jestem w stanie tego zrobić, ponieważ każdy dom jest inny, każda lokalizacja jest inna. Od tego jest projektant, aby dostosował ocieplenie do danej działki, danej lokalizacji, danej sytuacji. W projektach są co prawda charakterystyki energetyczne, które są zresztą wymagane przepisami, ale połowa z nich nie ma w ogóle znaczenia, ponieważ są wykonane tylko po to, żeby po prostu urzędnik mógł zobaczyć, że jest charakterystyka i żebyśmy uzyskali pozwolenie na budowę. Tymczasem projekt powinien być po to, żebyśmy wiedzieli już na etapie właśnie projektowania, ile dom potrzebuje energii na ogrzanie i na przygotowanie ciepłej wody użytkowej. W tym celu projektant musi poznać nawet nas i nasze potrzeby, bo w zależności od tego, jaką temperaturę lubimy, to zapotrzebowanie na energię będzie większe lub mniejsze. I nie każdy lubi dwadzieścia stopni, a tak się głównie przyjmuje według norm. Ty możesz lubić temperaturę dwadzieścia dwa stopnie i wtedy wszystkie obliczenia będą oczywiście inne. Trzeba wziąć pod uwagę to, że różne pomieszczenia mogą wymagać innej temperatury. Przyjmuje się, że w łazience temperatura powinna wynosić dwadzieścia cztery stopnie, ale może chcesz trochę więcej albo trochę mniej. W wiatrołapie albo w innych pomieszczeniach być może temperatura powinna być trochę niższa. Tak samo, jeżeli chodzi o wszystkie wyliczenia dotyczące ciepłej wody użytkowej. W zależności od liczby osób zapotrzebowanie na ciepłą wodę użytkową będzie zupełnie inne. W zależności od upodobań także ponieważ ktoś może lubić szybkie, krótkie, gorące prysznice, a inna osoba lubić bardzo długie kąpiele. Obliczenia będą więc zupełnie inne. Biorąc to wszystko pod uwagę, czy potrzebujemy projektu, z którego nic nie wynika? Nie znając zapotrzebowania budynku na ciepło i na przygotowanie ciepłej wody użytkowej, nie jesteśmy w stanie potem dobrać systemu ogrzewania. Nie wiemy, jaki kupić kocioł gazowy, nie wiemy, jaką kupić pompę ciepła. Musimy wierzyć w zapewnienia wykonawców lub producentów, że to, co chcą nam sprzedać, będzie w porządku. Ale my nie wiemy tego bez wykonania obliczeń. Z logicznego punktu widzenia te rzeczy powinny być zawarte w projekcie. Projekt powinien zawierać informacje o wszystkich współczynnikach przenikania, przewodzenia ciepła, informacje, które pozwolą ci potem lepiej dobrać system do ocieplenia domu i do przygotowania ciepłej wody użytkowej. Wiem, że jeżeli chodzi o tą charakterystykę energetyczną, projektanci używają współczynników, materiałów budowlanych, które są w normach. Okej, niech nawet tak będzie, ale jeżeli ktoś używa współczynników, które są w normach, to niech on te współczynniki gdzieś w projekcie opisze. Masz dostęp do norm? Nie. Wykonawca ma dostęp do norm? Nie. Tak więc jeżeli w samym projekcie nie ma żadnych danych, to na jakiej podstawie masz potem kupić materiał? Kto bierze na siebie odpowiedzialność za podejmowane decyzje?Można cały temat potraktować też z innej strony. Jeżeli ty nie znasz się na styropianach, a zakładam, że się nie znasz, projektant mówi, że on umywa ręce, bo wszystko to się i tak okaże na budowie, to kto ma podjąć decyzję? Zastanówmy się. Czy ma być to wykonawca? Co ci powie wykonawca? Powie ci, co wynika z jego doświadczenia. Może powiedzieć, że na przykład teraz się buduje tak, że się ociepla styropianem o grubości 15 cm. Albo powie, żebyś kupił jak najdroższy i najcieplejszy, bo na pewno na tym nie stracisz. A to właśnie są bzdury, ponieważ bez obliczeń wykonawca nie jest w stanie stwierdzić, czy dany wydatek się opłaci, czy też nie. Bardzo łatwo podczas budowy przepłacić na każdym etapie budowy. Bardzo łatwo jest kupić styropian grubszy, cieplejszy, który będzie nas kosztował więcej. Niepotrzebnie. Przykład: jeżeli mamy 10 centymetrów styropianu i chcemy dołożyć kolejne 10 centymetrów, to prawdopodobnie to się nam opłaci, tak? Znacznie ograniczymy ucieczki ciepła. Ale już dodanie 10 centymetrów styropianu, jeżeli mamy już 20, niekoniecznie. Wydając kolejne pieniądze i zmieniając grubość styropianu z 20 na 30 cm, korzyści mogą być prawie żadne albo bardzo niewielkie. Powoduje to, że całe oszczędności na ogrzewaniu będziemy mieli w wysokości na przykład sto złotych rocznie. Kto ma to więc policzyć? Nie wykonawca, ponieważ nie ma wszystkich danych, pozwalających mu to wszystko policzyć. Ma te dane właśnie projektant. I dlatego on za to powinien odpowiadać. Tak samo o grubości styropianu nie powinien decydować kierownik budowy. Z tych samych przyczyn. Ponieważ on nie ma wszystkich danych. Powtarzam, że aby dobrać grubość ocieplenia, trzeba wiedzieć dużo rzeczy, trzeba mieć projekt na komputerze i wszystkie obliczenia wykonane, trzeba wiedzieć, gdzie jest dom umiejscowiony i jak jest usytuowany względem stron świata, w jaki sposób wykorzystuje światło, trzeba obliczyć kwestie wentylacji i zysków, jeżeli jest to rekuperacja, to zysków także z tego powodu. I tak dalej, i tak dalej. To jest dużo roboty. Projekt powinien te informacje zawierać. Co powinien zawierać projekt budowlany?Okej, ale teraz od kilku minut mówię tylko o styropianie i tylko o lambdzie styropianu, ale idziemy dalej. Jakie jeszcze informacje powinien zawierać projekt? Co z twardością styropianu? Jaki dać styropian? Bardzo często widzę w projektach informacje o tym, żeby dać „styrodur 12 cm” lub „styropian podłoga, 10 cm”. Co to znaczy? Nie wiadomo, ponieważ projektant nie podał parametrów tego styropianu, a w zależności od zastosowania, ten styropian będzie albo bardziej twardy, albo mniej, co oczywiście też wpływa na koszt tego materiału. I tak na przykład, na podłogę trzeba uważać, ponieważ jeżeli damy styropian na przykład EPS 80, to może się okazać za parę lat, że zacznie nam się po prostu ten styropian ugniatać i podłoga nam opadnie o kilka milimetrów lub nawet pół centymetra. Opisywanie w projekcie takich rzeczy jak „styropian fasada” czy „styropian podłoga” także nic nie mówi, ponieważ to jest tylko nazwa handlowa. Kiedyś były normy, które pozwalały takie rzeczy opisywać. Widocznie projektanci chyba nie pamiętają, że te normy już nie obowiązują. Parametry styropianu powinny być jasno określone. Styropian biały, grubość taka, EPS 100, współczynniki przewodzenia ciepła takie i takie, wtedy wiemy, co kupić. Informacja „styropian 12 cm podłoga” nie pozwala ci kupić odpowiedniego materiału. Zróbmy taki eksperyment myślowy. Kupuję styropian na podłogę, projektant umywa ręce (projekt nie zawiera tych informacji), pytasz wykonawcę, wykonawca mówi, żebyś kupił EPS 80, ponieważ tak ostatnio robili, a jest w dobrej cenie i będzie dobrze. Za kilka lat okazuje się, że podłoga jednak o te parę milimetrów osiada. Co wtedy? Kogo będziesz winił? Wykonawcę, że źle ci podpowiedział? Być może masz rację, tylko że wykonawca ci tylko o tym powiedział, podpowiedział i nic nie masz od niego na piśmie. Wykonawca już nawet nie pamięta, że coś ci zasugerował i na pewno tego się wyprze. Projektanta? To powie, że projekcie jest napisane, że jest „styropian podłoga”. Wiadomo, że to jest podłoga, więc styropian musi być twardszy. Czy ma rację, czy nie? Pewnie nie, ale wchodzimy już w jakieś batalie sądowe, jakieś przepychanie się przepisami, zupełnie niepotrzebnie. Ja jestem człowiekiem ugodowym, nie lubię się kłócić. Ja lubię jak jest wszystko jasno, bo dzięki temu, że dobrze planuję, to unikam niesnasek, kłótni i tak sobie żyję całkiem dobrze, i chwalę sobie to. W projekcie musi być zawarta konkretna informacja. To nie wykonawca ma decydować ani nie my, tylko właśnie projektant. I jeszcze jeden przykład: często widzę w projektach informację, że mamy użyć na budowie betonu komórkowego o szerokości na przykład 24 cm. No i pytanie, jakiego betonu użyć? Jakiej klasy? Teraz wszedłem sobie w Internet, w jakąś tam hurtownię internetową, i widzę różne klasy gęstości takiego betonu komórkowego. I widzę dwie ceny, na przykład 10,69 albo 12,67 brutto za bloczek. Różnica w cenie wynika z innych współczynników i innej gęstości. Różnica na jednym bloczku to półtora złotego. Czy to jest dużo? 1,5 zł wydaje się mało, ale jest to aż 15% różnicy. Czy chcemy przepłacać piętnaście procent na każdym etapie budowy i płacić za materiały o piętnaście procent więcej? Ja sobie tego nie życzę. Ja bym wolał wydać na materiały dwieście tysięcy złotych, a nie 200 000 + 15%. U, to jest aż trzydzieści tysięcy różnicy, tak? To jest dużo. Kto powinien opisać, jaka klasa bloczka powinna być użyta? Projektant. Czy powinniśmy dać klasę bloczka większą, bo”nie zaszkodzi„? Nie, bo to jest przepłacanie. Po to jest projekt i dlatego podczas realizacji projektu uczestniczy konstruktor, aby w projekcie były zawarte materiały, które będą odpowiednie. Kupowanie bloczka droższego, o większej gęstości, jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto, bo to nic nie zmieni. Ten dom dalej będzie dobrze stał, a tylko wydamy za dużo pieniędzy. A kto ma podjąć decyzję? My absolutnie nie. Nie jesteśmy konstruktorami, nie znamy się na tym, nie wiemy, jaka klasa będzie odpowiednia. Ludzie na forach? Absolutnie nie, ponieważ nikt z nich nie ma ukończonych odpowiednich studiów, nie ma praktyki, a nawet jeżeli ktoś ma, to i tak bez obejrzenia projektu, bez przeliczenia wszystkiego, nie jest w stanie powiedzieć, czy taka gęstość bloczka w konkretnym przypadku będzie okej. To jest przerażające czasami, jak widzę na forach podpowiedzi takich dobrych ziomków, którzy mówią, że „wystarczy taka klasa, bo ja tak zrobiłem i nic mi nie pęka„. No tak, tylko teraz ci nie pęka, ale za piętnaście lat może ci pękać. Poza tym obciążenia, które są w Twoim domu, mogą być zupełnie inne, mogą być skierowane w inną stronę i w Twoim przypadku jest potrzebne inne rozwiązanie, inna klasa i tak dalej. Nie można takich decyzji podejmować przez Internet. To może taką decyzję ma podjąć wykonawca? No też nie. Na jakiej podstawie? On też nie ma wszystkich informacji przed sobą. Kto odpowie za to, jeżeli coś się stanie za te kilkanaście lat? Wykonawca nie, ponieważ on niczego nie da ci na piśmie, i nigdy nie da, bo nikt nie jest tak nierozsądny, żeby tak zrobić. Za takie rzeczy odpowiada projektant i dlatego akie informacje powinny być w projekcie. Dobry projekt to podstawa udanej budowyI ja wiem, że tak się w Polsce buduje niestety, że większość projektów nie jest kompletna i dopiero na budowie zaczynamy coś tam wymyślać. I projektanci się do tego przyzwyczaili, wiedząc o tym, że i tak zrobimy po swojemu. Trochę ich rozumiem, bo rzeczywiście tak jest, że my, klienci, inwestorzy, patrzymy, obracamy każdą złotówkę po parę razy zanim wydamy pieniądze na projekt. I po części ich rozumiem, i dlatego teraz słowo do ciebie, do inwestorów, ponieważ zauważyłem taką rzecz, że dużo osób oszczędza na projekcie, ale jednocześnie lekką ręką wydaje bardzo dużo pieniędzy na kolejnych etapach budowy. Bardzo łatwo oszczędzić na projekcie, bo czujemy te pieniądze. Czujemy, że zaoszczędziliśmy trzy tysiące złotych między projektantem jednym a drugim, a jednocześnie nawet nie wiemy o tym, że przepłaciliśmy na przykład pięć tysięcy złotych tylko na etapie fundamentów, bo zapłaciliśmy niepotrzebnie za beton wyższej klasy i za przezbrojone fundamenty. I tych pieniędzy wydajemy potem coraz więcej, bo na przykład dajemy bloczki o większej niż potrzeba gęstości, dajemy więcej termoizolacji niż potrzebowaliśmy. Oszczędzamy na projekcie, zamiast zapłacić więcej za projekt i oszczędzić podczas budowy domu. Tak więc tutaj apel do inwestorów, do ciebie, abyście popatrzyli na to tak rozsądniej i uznali, że dobry projekt oznacza oszczędności praktycznie na każdym etapie budowy. Oszczędności związane z tym, że zostanie ci więcej pieniędzy, ale także oszczędności nerwów i stresu. Bo im lepszy projekt, tym mniej pytań, tym mniej wątpliwości. Im lepszy projektant, tym to on na Twoje wątpliwości odpowie. Gdyby wszystkie projekty zawierały informacje niezbędne do tego, aby wybudować dom, to ceny tych projektów by się trochę wyrównały. Nie byłoby sytuacji takiej, że jeden projekt kosztuje cztery tysiące, a drugi trzydzieści tysięcy. I my byśmy wiedzieli za co płacimy. Projekt budowlany a projekt wykonawczyW tej chwili jest sytuacja taka, że projektanci uważają, że mamy projekt budowlany i projekt wykonawczy. Ten projekt wykonawczy jest bardzo często dodawany oczywiście płatnie, chociaż nie zawsze, są projektanci, którzy mają go w cenie. I projektanci mówią, że no to wynika z przepisów, bo projekt wykonawczy to i to, i to. Nie jest to prawda, ponieważ w rozporządzeniu, które dotyczy zawartości projektu budowlanego między innymi domów jednorodzinnych, nie występuje coś takiego jak projekt wykonawczy. Takiego zapisu nie ma. Nie ma nawet słów „projekt wykonawczy”. Projekt wykonawczy jest tylko wyszczególniony w innych przepisach dotyczących przetargów publicznych. No i niektórzy projektanci biorą przepisy z przetargów publicznych i mówią, że to dotyczy też domów jednorodzinnych. Projektanci twierdzą, że projekt wykonawczy to jest projekt, który bardzo szczegółowo między innymi określa wszystkie prace, które mają być wykonane podczas budowy. Dobrze, odłóżmy na chwilę ten projekt wykonawczy na bok, zostawiamy „goły” projekt budowlany. Gdyby było tak, jak projektanci uważają, to wszystkie projekty, które bym oglądał, zawierałyby mniej więcej te same informacje. A tu się okazuje, że nie. Że pomimo tego, każdy projekt jest mniej lub bardziej szczegółowy i nawet pomijając projekty wykonawcze, to zdarzają się projekty, które zawierają właściwie wszystkie informacje niezbędne do budowy domu i chyba w zależności tylko od podejścia i etyki projektanta zależy to, co dostaniemy. Mimo wszystko trochę rozumiem projektantów, bo rynek jest rzeczywiście ciężki i trudno oferować swoje usługi na przykład za kilkanaście tysięcy złotych, jeżeli projektant trzy ulice dalej oferuje projekt budowlany za jedną trzecią ceny. Jak najbardziej. Rozumiem też to, że przygotowanie projektu, takiego szczegółowego, który zawiera wszystkie podane przeze mnie informacje, musi kosztować oczywiście o wiele więcej. Ceny takich projektów zaczynałyby się od kilkunastu tysięcy złotych i prawdopodobnie wtedy byłoby po prostu mniejsze zainteresowanie. Taki mamy rynek, każdy walczy ceną jak może. Szkoda moim zdaniem, bo zawsze w każdej branży warto walczyć jakością usług, a nie ceną. No, ale okej, rozumiem. Uczciwie byłoby jednak przedstawić inwestorowi parę opcji. Wymyśliłem, jak to powinno wyglądać. Przychodzisz do projektanta, projektant mówi, co i jak, i przedstawia ci cenę, na przykład dwadzieścia parę tysięcy złotych za taki kompletny projekt budowlany. Ty mówisz „ojej, no drogo. Co możemy zrobić?” No to projektant mówi, „wie pan co, dzięki temu projektowi będzie miał pan oszczędność na budowie, mniej chaosu, stresu, wykonawca będzie wiedział, co i jak, pan wiedział, jakie materiały kupić, będzie to wszystko jasne. W cenie jest kosztorys, zestawienie elementów, to i to, i to. Jeżeli chce pan mieć taniej, to rezygnujemy z tego i z tego, i z tego, co wiąże się z tym i z tym, i z tym.”. I wtedy można podjąć taką racjonalną decyzję. Myślisz, „Aha, dobra, czyli zapłacę na przykład pięć tysięcy mniej za projekt. To będzie oznaczało, że będę musiał w kilku tam kwestiach podeprzeć się wykonawcą”, co może być okej, bo na przykład masz wykonawcę polecanego, ufasz mu bezgranicznie, wiesz, że zrobi dobrze, w związku z tym nie potrzebujesz tak szczegółowego opisu wykonania niektórych prac bo wiesz, że sobie poradzisz. I dla mnie to jest jak najbardziej okej, ponieważ wtedy podejmujesz racjonalną decyzję na podstawie przekazanych danych. Możesz powiedzieć też: „okej, jest dalej za drogo. Wie pan co, potrzebuję, żeby to było jeszcze taniej.” To wtedy projektant mówi, „okej, w porządku, w takim razie okrajamy jeszcze to i to, i to. Ta charakterystyka energetyczna będzie tylko po to, żeby spełnić przepisy, bla, bla, bla. To się wiąże z tym i z tym, i z tym, że nie będzie pan wiedział, jakie będzie zapotrzebowanie na ciepło z całego budynku i na przygotowanie ciepłej wody użytkowej.” A Ty mówisz okej, w porządku w takim razie, bo ja potem sobie poradzę, będę rozmawiał z firmami wykonawczymi, chcę mieć pompę ciepła i podejmę decyzję na spokojnie, bez problemu, a teraz zależy mi na niższej cenie projektu. I to też w porządku. W tej chwili jest to odwrócone, ponieważ w wielu przypadkach projektant mówi stwierdza, że projekt budowlany będzie kosztował tyle i tyle i ewentualnie dopowie, że dodatkowo możesz dostać projekt wykonawczy za dodatkową opłatą i nic więcej. I nie masz porównania. Nie wiesz, co będzie zawierał projekt budowlany i nie jesteś w stanie porównać ofert przedstawionych przez 2 projektantów. Każdy ci powie, że projekt będzie wykonany zgodnie z rozporządzeniem i nic więcej. Chyba musiałbyś poprosić projektanta o pokazanie jakiegoś projektu, który już wykonał oraz skonsultował go z kimś, kto oceni jego wartość. Ale szczerze mówiąc nie wiem, czy jakiś projektant by na to się zgodził. Szukajmy rzetelnych projektantówI to jest mój główny zarzut: projektanci często narzucają swoje zdanie. Już nieraz pisałem o tym, że wielu projektantów ma troszeczkę wybujałe ego i oczywiście, przepraszam tych rzetelnych, bo sam wśród znajomych mam rzetelnych projektantów, ale mimo wszystko zanim ich znalazłem, musiałem przejść przez kilkunastu takich, z którymi nie dało się po prostu rozmawiać. Każdy z nich miał swoje zdanie, które próbował bardzo mi narzucić i nie było w ogóle chęci zrozumienia czegokolwiek. Nie było takiej elastyczności, tylko po prostu „ja tak robię od kilku, kilkunastu lat, to tak musi być„. Moje argumenty jak grochem o ścianę. No i taka osoba, która nie umie słuchać, nie jest w stanie ci zaprojektować budynku pod twoje potrzeby, tylko ona zaprojektuje dom, w którym by chyba sama chciała zamieszkać. I tu jest mój główny sprzeciw, że projektanci narzucają swoje zdanie, robią jakiś projekt budowlany, z którym potem się musisz sam męczyć. Sami projektanci nie są zgodni w sprawie zawartości projektu budowlanego. Przepisy nie są do końca jednoznaczne i dlatego nie chciałem mówić o tym samym, co pisałem w artykule, ale bardziej pokazać, jak ważny jest projekt budowlany, że, już pomijając przepisy, projekt jest po to, żebyś mógł wybudować dom, bez stresu, wiedząc, co i jak. Za projekt odpowiada projektant, bo za projekt nie może odpowiadać nikt inny. Nie ty, bo się na tym nie znasz, nie wykonawca, bo za to odpowiedzialności nie weźmie, i nie kierownik budowy, z tych samych przyczyn. Projektant. Projektant odpowiada za to, żebyś przez kolejne kilkanaście, kilkadziesiąt lat bezboleśnie wjeżdżał do garażu swoim samochodem. Trzeba przewidzieć, trzeba rozplanować, w jaki sposób ma być zrobiony ten wjazd do garażu. Część projektantów powie, że to jest element tego projektu wykonawczego, ale jeżeli tak, dlaczego w części projektów nie wykonawczych, widzę takie rozwiązania? Tak samo połączenie tarasu z budynkiem, część projektantów powie, że to nie jest ich rolą, ale jednak widzę szczegółowe rozwiązania w niektórych projektach. Część projektantów powie, że nie trzeba wpisywać nośności materiałów budowlanych, bo to wynika na przykład z norm, no ale dlaczego zatem w wielu projektach te informacje są? Takie „szczegóły” odróżniają rzetelnych projektantów, którym zależy na tym, żebyś wybudował dom bez problemów, od nierzetelnych, którzy trochę tak spychają odpowiedzialność na inne osoby. Zmiana grubości styropianu czy lambdy może spowodować to, że będziesz płacił mniej za ogrzewanie albo i więcej. Powiedzmy, że to mała szkodliwość. Ale już zastosowanie złego materiału budowlanego może grozić pęknięciami tynku (lub znacznie gorzej!). W związku z tym, nie pozwólmy projektantom decydować o tak ważnych rzeczach innym osobom, które nie wezmą odpowiedzialności za swoje decyzje. Czy potrzebujesz taniego kierownika budowy?I na koniec jeszcze w ramach cen różnych usług, tylko nadmienię o kierowniku budowy, bo tutaj też ceny usług są różne. Są kierownicy, którzy biorą za prowadzenie budowy 1500 złotych, a są tacy, którzy biorą 6000 złotych. Różnice są czasami trzy, czterokrotne. Jak mówiłem na początku, z czegoś to musi wynikać. Tak duża różnica w cenach oznacza to, że jest gdzieś haczyk, czyli ten zakres usług jest inny. No i faktycznie kierownik tańszy zazwyczaj na budowie zjawi się cztery, pięć razy. Zobaczy tylko, co tam słychać, czy wszystko jest w porządku robione na tych najważniejszych etapach budowy i wpisze do dziennika budowy. Czyli to jest taka bardziej formalność, bym powiedział. Ważna rzecz, oczywiście, ale mimo wszystko bardziej formalność. (Oczywiście dalej niska cena nie musi oznaczać niskiej jakości. Można jednak założyć, że kierownik budowy, który weźmie 1500 zł za prowadzenie całej budowy, nie będzie pojawiał się na budowie zbyt często.) Natomiast kierownik budowy, który jest droższy na budowie może być częściej, a wcześniej zbada projekt budowlany pod kątem rzeczy, o których dzisiaj mówiłem. Taka analiza jest bezcenna. Już kilka razy widziałem taką korespondencję między kierownikiem budowy a projektantem, w której kierownik budowy opisywał na kilkunastu stronach braki i błędy w projekcie budowlanym. I projektant musiał te informacje uszczegóławiać. I raz nawet widziałem odpowiedź projektanta, że – cytuję „hahaha, to przecież część projektu wykonawczego, a tego nie dotyczy usługa„. Na informację kierownika budowy, że projekt wykonawczy nie dotyczy domów jednorodzinnych, to projektant tylko napisał, że „będę pana cytowała „. No i tak to czasami bywa, że nawet kierownicy budów tak trochę mają pod górkę, ale chyba najważniejsze jest to, żeby każda osoba, która bierze udział w procesie budowlanym, jednak rozumiała, że efektem ma być twoje zadowolenie, inwestora. W końcu ma być wybudowany dom, więc ważne jest to, żeby każda osoba, czyli i projektant, i wykonawca, i kierownik budowy, podchodzili do swoich obowiązków rzetelnie i ze zrozumieniem. Wtedy wybudujemy się, i nie zwariujemy. Wiem, że czytają mnie także projektanci, więc jeżeli akurat jesteś projektantem i masz inne zdanie na ten temat, zapraszam do dyskusji albo napisz mi maila, chętnie porozmawiam, jestem otwarty na wszystkie rozmowy. Pozdrawiam serdecznie, Sławek Zając, [et_pb_section global_module=”3121”][/et_pb_section] Artykuł Po co właściwie nam projekt budowlany? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Co potrzebujesz wiedzieć, zanim zdecydujesz się na budowę domu? | 28 Jun 2019 | 00:28:44 | |
Zapraszam do podsłuchania kolejnego podcastu dla osób, które zastanawiają się od czego zacząć budowę domu i jaki dom budować. Oprócz nagrania przygotowałem też obszerny zapis całego nagrania. Z Waszych komentarzy wynika, że więcej osób mnie czyta niż słucha tak więc transkrypcje zostają na stałe
Zapraszam do słuchania. Uwaga. Podcast jest dostępny także w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/06/jak_sie_wybudowac_04.mp3Link do nagrania, o którym wspominam w fimie. EXCEL: Link do arkusza kalkulacyjnego. Transkrypcja podcastuCześć, Sławek Zając, blog „Jak się wybudować i nie zwariować”. Dzisiaj podcast numer 4. W pierwszym podcaście mówiłem o sobie i o tym jak wybrać wykonawców, w podcaście numer 2 dużo o projektach gotowych i indywidualnych. W podcaście numer 3 o negocjacjach. I tak sobie myślę, że to są oczywiście ważne rzeczy, ale jeżeli dopiero planujesz budowę domu, to one są ci w tej chwili niepotrzebne. Masz inne pytania: ile kosztuje budowa domu, jak zacząć i o tym będzie w tym podcaście. Zapraszam do słuchania. Zaraz wszystko opowiem, ale najpierw wytłumaczę skąd ta muzyka. Otóż jest tak gorąco, że czujemy się chyba wszyscy rozleniwieni, a chciałem nieco zmotywować i pobudzić do działania (wyjaśnię, że podcast nagrywałem dwa dni wcześniej, w najbardziej gorący dzień tego roku ) No właśnie. Myślisz o budowie domu i pytanie jest, od czego zacząć budowę domu? Pierwszym pytaniem, które zadaje sobie każdy to jest to, ile muszę zapłacić za budowę domu. I tak chodzimy po internecie, pytamy znajomych, patrzymy kto ile wydał na budowę domu i próbujemy się zorientować. To jest jak najbardziej słuszne podejście, tylko może nas nieco wprowadzić w błąd i od razu sugeruję, aby wszystkie kwoty, który usłyszymy, brać przez palce i dodać dla spokoju 20 – 30% ponieważ nie można podejmować decyzji na podstawie tego, ile kto inny wydał na budowę domu. Każdy dom jest inny. Każdy dom kosztuje inne pieniądze. Znaczenie ma lokalizacja (budowa domu pod Warszawą będzie droższa niż pod Suwałkami). Znaczenie ma rok budowy – dom budowany w 2019 będzie o wiele droższy niż budowany 2 -3 lata wcześniej. Ceny materiałów i robocizny poszły sporo do góry. Budowa zależy do rodzaju materiałów budowlanych, zależy od tego, w jaki sposób się budujemy (system zlecony, generalny wykonawca?). Czynników jest bardzo dużo. Oczywiście – spróbujmy się rozeznać, ile kosztują domy podobne do domu, który chcemy wybudować, ale załóżmy sobie bufor bezpieczeństwa. Poza tym jeżeli ktoś mówi o tym, ile on wydał na budowę domu, to trzeba się upewnić, co on ma na myśli. Ktoś mógł nie policzyć 10000-20000 zł na przyłącze gazowe lub wodociągowe lub nie doliczył 50000 zł za pompę ciepła, albo nie uwzględnił jakiś innych kosztów, które poniósł podczas budowy. Zauważyłem, że dużo osób chwali się tym, że zapłaciło mało za budowę, ale jak człowiek zada kilka konkretnych pytań, to się okazuje, że kilka rzeczy nie zostało uwzględnionych. Dlatego szukajmy dziury w całym. Druga rzecz jest taka: jeżeli znajdziemy gdzieś informację, ile kosztuje budowa domu, to jest to zazwyczaj koszt postawienia budynku. Jednak, zanim zaczniemy się budować, musimy przeznaczyć sporo pieniędzy na projekt budowlany, musimy go zaadaptować lub skorzystać z usług projektanta, który zaprojektuje dom, musimy zaangażować kierownika budowy, zdobyć mapki, zaangażować geodetę… Tych rzeczy jest sporo i trzeba je wziąć pod uwagę. Jeżeli chodzi o takie zorientowanie się, to polecam mój film, który pokazuje, jak oszacować wszystkie przyszłe wydatki od zakupu działki, przez formalności, budowy domu i jego wykończenie. Radzę od tego zacząć. Oceń, ile kosztuje budowa TWOJEGO domu. Nie sugeruj się tym, ile kto inny wydał. Tak samo jest z różnymi informacjami w internecie. Gdzieś możesz przeczytać, że średni koszt budowy domu wynosi 3000 zł za metr kwadratowy w jakimś województwie, ale to nic nie oznacza dla ciebie, ponieważ to jest średni koszt, więc ktoś wybudował dom za 2200, a ktoś za 3800 więc takie informacje są dla ciebie mało pomocne. Jeżeli więc potrzebujesz prostych odpowiedzi, to niestety takich nie mam. Aby oszacować wszystkie koszty trzeba nad tym trochę posiedzieć, policzyć koszty indywidualnie, dostosować do tego, co chcesz mieć. Polecam mój film – umieściłem tam też arkusz, który pomoże wszystko policzyć. W jakiej technologii wybudować dom?Przed budową domu musimy podjąć innych decyzji: w jakiej technologii chcesz wybudować dom? Czy to będzie dom murowany, z bali, kanadyjczyk, dom prefabrykowany? Jest tego dużo. Nie znam wszystkich technologii, nigdy na blogu nie opiszę ich wszystkich, ponieważ aby ocenić je rzetelnie, musiałbym taki dom wybudować i pomieszkać kilka miesięcy. Moja rada: jeżeli zastanawiasz się nad domem, ale nie masz sprecyzowanych oczekiwań – np. chcesz mieć z bali, bo ci się takie podobają – wybierz dom murowany. Takie domy są najczęściej w Polsce spotykane, jest dużo wykonawców, projektantów i kierowników, którzy się znają na takich domach. Takie domy są po prostu znane. Inne technologie? Różnie z tym bywa. Nie jest tak prosto znaleźć dobrą firmę, która wybuduje dom drewniany. Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz, nie sugeruj się za bardzo informacjami w internecie, bo szczerze mówiąc od tego może głowa zaboleć, ale odwiedź osoby, które mieszkają w domu wybudowanym w danej technologii, nawet pomieszkaj kilka dni, jeżeli jest to możliwe. Porozmawiaj z właścicielami, o tym, jak się mieszka, czy wszystko jest w porządku z akustyką, z wentylacją i dopiero wtedy podejmij decyzję. Jeżeli nie masz specjalnych oczekiwań, to dom murowany będzie w porządku. Być może będzie ci zależało na tym, aby dom wybudować szybko. Być może chcesz skrócić budowę o kilka miesięcy. Jeżeli ci bardzo zależy, to dom prefabrykowany będzie dobrym pomysłem, ale jeżeli chcesz tylko skrócić czas tylko ze względu na pieniądze, a nie twoją sytuację, to się spokojnie zastanów. U mnie było tak, że wynajmowaliśmy przed budową domu mieszkanie w Warszawie. Płaciliśmy co miesiąc pieniądze obcej osobie, więc dla mnie każdy miesiąc budowy oznaczał 1500 zł straty. Oczywiście rozważałem budowę domu w innej technologii, aby skrócić budowę np. o 6 miesięcy i w takiej sytuacji zaoszczędziłbym 6 * 1500 = 9000 złotych. Tyle, że budowa domu prefabrykowanego, była wtedy droższa o ok. 50000 – 100000 zł więc ta oszczędność byłaby pozorna. Jeżeli ci zależy na szybkim tempie prac, bo musisz się koniecznie przeprowadzić i nie masz wyboru, to technologia prefabrykowana jest w porządku. Polega to na tym, że budujesz fundamenty, przyjeżdża ekipa, która montuje dom w kilka tygodni i potem ten dom wykańczasz i dzięki temu zaoszczędzisz kilka miesięcy, ale niekoniecznie zaoszczędzisz pieniądze.. System zlecony, inwestor zastępczy czy generalny wykonawca?Drugą sprawą jest to, jakim sposobem chcesz się wybudować. Ograniczę się na razie tylko do domów murowanych. Możesz taki dom wybudować samodzielnie. Coraz więcej osób buduje domy w ten sposób. W XXI wieku mamy dostęp do wielu materiałów budowlanych, filmów, opracowań, książek i budowa domu jest możliwa dla osoby, która ma dużo czasu, chęci i umiejętności. Jest to oczywiście bardzo pracochłonne, ale są osoby, które na przykład budują swój dom po pracy, po 3-4 godziny dziennie, dzięki czemu oszczędzają niesamowicie dużo pieniędzy. Oczywiście nie jest to dla każdego. Jeżeli nie chcesz budować domu samodzielnie, to możesz wybudować dom metodą zleconą. Wtedy stajesz się menedżerem, który dobiera wszystkich uczestników procesu budowlanego i dba, aby było wszystko w porządku. Dobierasz osoby do współpracy: geodetę, kierownika budowy, ekipę do stanu surowego, dekarza, hydraulika, elektryka i tak dalej – podczas budowy przewinie się pewnie z 20 różnych ekip. Z każdą ekipą ustalasz warunki współpracy, negocjujesz, podpisujesz umowę, dbasz o harmonogram budowy – jesteś głównodowodzącym. Ja budowałem się właśnie w ten sposób. Budowałem się metodą zleconą, głównie dlatego, że już wcześniej wiele lat prowadziłem swoje działalności i dla mnie współpraca z ludźmi była chlebem powszednim i wiedziałem, jak to robić. Dla mnie budowa domu była o tyle trudna, że wtedy niewiele wiedziałem na temat budowy domu od strony technicznej, ale wiedziałem dużo jak współpracować z ludźmi i to mi wiele ułatwiło. Pisałem w mojej książce „Jak się wybudować i nie zwariować”, że moim zdaniem umiejętność współpraca z ludźmi jest najważniejsza, aby wybudować się bez problemów. Jest to zresztą uniwersalna wiedza, ponieważ przyda się nam w życiu, a nie tylko na budowie. Budowa systemem zleconym wiążę się z tym, że będziesz zajmował się budową po kilka godzin dziennie. Trzeba wszystkiego dopilnować, czy wszystko idzie zgodnie z planem, wszystko sprawdzać, kupować materiały budowlany i „gasić pożary”. Cóż, różnie bywa z ludźmi. Zawsze coś się może stać, ktoś się może rozchorować, mogą wystąpić opóźnienia. Jest to wymagająca praca. Mnie budowa przyniosła dużą satysfakcję. Znam się na organizacji i budowa była dla mnie pewnym testem, który moim zdaniem zdałem na 5 Jednak… nie każdy chce dbać o budowę i pilnować wszystkiego, tylko wybudować dom i w nim zamieszkać, co jest dla mnie zrozumiałe. Jeżeli więc metoda zlecona nie jest dla ciebie, to możesz zaangażować inwestora zastępczego. Inwestor zastępczy: jest to taki menedżer do wynajęcia. Osoba, która zajmie się organizacją budowy, za ciebie. W zależności od tego, jaką umowę podpiszesz z inwestorem zastępczym, to inwestor może zrobić wszystko: od wyboru wykonawców, po zakup materiałów budowlanych lub zajmie się tylko kontrolą, a materiały będziesz kupować sam i sam będziesz wybierał wykonawców. (Dodam, że inwestor zastępczy może, ale nie musi wchodzić w kompetencje kierownika budowy.) Wybierz taki rodzaj współpracy w zależności od tego, ile czasu chcesz poświęcić budowie i tego, jak bardzo chcesz kontrolować budowę. Inwestorzy zastępczy są różni. Mój znajomy, projektant z południa Polski jest inwestorem zastępczym, a jednocześnie projektantem i osobą, która pracowała kilka lat na budowie. Ma ekipy, które może polecić, ma wybrane składy budowlane, w których ma rabaty i jest w stanie całą budowę dobrze ogarnąć i takiej osobie można zaufać. Ale uwaga: inwestor zastępczy to odpowiedzialna rola, a że budowa domu kosztuje niemałe pieniądze, to ktoś przy okazji może sobie chcieć „dorobić”. Jeżeli ktoś kupuje materiały budowlane w twoim imieniu, to dosyć łatwo jest mu wziąć nawet kilkadziesiąt tysięcy dla siebie. Wystarczy tylko mieć układ ze znajomą hurtownią materiałów budowlanych. Hurtownia wydrukuje paragony, na których będą zawyżone ceny, a tymczasem, gdybyś kupował te materiały sam, to zaoszczędziłbyś tych pieniędzy o wiele, wiele więcej. Cóż, ludzie są różni więc bądźmy ostrożni. Inwestor zastępczy jest dobrym rozwiązaniem, tylko trzeba podejść do wyboru inwestora bardzo spokojnie i z dużą rozwagą. Porozmawiaj z osobami, którzy korzystali z usług danego inwestora i sprawdź, z kim masz do czynienia. O tym, jak różni są ludzie – przykład mojej znajomej, która wykańczała mieszkanie. Współpracowała z architektem – nie był tani, ale bardzo dobry. Architekt wzbudził zaufanie i znajoma podpisała z nim umowę na całościowe wykończenie mieszkania: wybór wykonawców i zakup materiałów wykończeniowych. Okazało się zupełnym przypadkiem, że architekt zawyżyła wszystkie wydatki – uwaga – dwukrotnie. Np. brała wykonawcę za 15000 zł, z znajoma płaciła 30000. Architekt brała 10000 za materiały, a znajoma płaciła 20000. Wydało to się przypadkiem. Po prostu pewnego dnia omyłkowo otrzymała dwie kartki: na jednej były normalne ceny, a na drugiej te zawyżone. Weź po uwagę, że jeżeli budowałbyś się systemem zleconym, to budowie poświęcałbyś kilka godzin dziennie. To 1000 godzin rocznie! Poświęć więc 10% tego, czyli 100 godzin, aby wybrać dobrą osobę, dobrego inwestora zastępczego do współpracy. Takiej osobie musisz zaufać i ją dobrze sprawdzić. Ona musi być bez skazy. Musisz poświęcić dużo czasu, aby znaleźć taką osobę. Na to chcę uczulić – wśród rzetelnych osób są oszuści lub po prostu osoby niekompetentne. Jakie są jeszcze możliwości? Możesz wziąć jednego wykonawcę, który buduje dom od A do Z. Jest to rozwiązanie dobre, wiele osób w taki sposób postępuje. Ale dwie uwagi: – Takie rozwiązanie jest najdroższe. Generalny wykonawca, bo o nim mówię, bierze na siebie obowiązki menedżera więc koszt budowy musi być z założenia wyższy. – Generalny wykonawcy podaje koszt wybudowania domu i bierze na siebie ryzyko. Musi się zabezpieczyć przed wzrostem materiałów budowlanych, wzrostem płac lub ryzykiem, więc musi się przed tym zabezpieczyć. Kwota więc będzie zdecydowanie wyższa niż gdybyś budował się systemem zleconym lub z pomocą inwestora zastępczego. Bądź bardzo staranny i wybierz dobrego wykonawcę. Spotkaj się z 7 zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję. Dlaczego? Cóż, ceny budów domów, w zależności od generalnego wykonawcy są bardzo różne. Paru czytelników podsyłało mi różne oferty, w wielu były różnice w wysokości 100000 – 200000 złotych na wybudowanie tego samego domu! Wiesz, jaki dom chcesz wybudować, otrzymujesz 2 oferty na budowę tego samego domu, a tu nagle druga oferta jest o 200000 zł wyższa. Ceny są BARDZO różne od siebie. Poza tym to, że jest firma, która stawia budynki od A do Z niestety nie oznacza, że pracuje w tej firmie 100 kompetentnych ludzi. Są firmy, które mają tylko małe biuro, i szukają wykonawców na rynku dopiero wtedy, kiedy złapią zlecenie. Dlatego tak ważna jest staranność przy wyborze generalnego wykonawcy. W ramach ostrzeżenia. Moja czytelniczka miała duże problemy z wykonawcą: przed podpisaniem umowy było wszystko w porządku, szef firmy odpowiadał na wszelkie pytania, a po podpisaniu umowy zjawiła się ekipa, która nie miała wszystkich narzędzi, nie wiedziała co ma robić i była trochę zagubiona. Przez całą budowę były problemy: właściciel firmy nie interesował się budową, a tu brakowało kabla, a to betoniarka się zepsuła, a tu zgubili dziennik budowy. Budowa została zakończona grubo po terminie i jeszcze zostały rzeczy do poprawki… Więcej: generalny wykonawca, na co uważać? Który system budowy wybrać? To oczywiście zależy od ciebie. Jeżeli masz więcej czasu to system zlecony lub część prac wykonaj samodzielnie. Jeżeli masz mniej czasu to inwestor zastępczy lub firma, która wykonuje wszystko od A do Z. Ja wybrałem system zlecony, bo chciałem się sprawdzić, ale jeżeli ty masz mniej czasu lub nie chcesz zajmować się budową, to musisz budować się innym, droższym sposobem. FinanseTrzecia sprawa: jakie masz środki finansowe? Jaki chcesz wziąć kredyt? Ile łącznie chcesz wydać pieniędzy na działkę i na budowę domu? Warto to policzyć i zobaczyć, ile mamy oszczędności. Radzę przy takim szacowaniu uważać na to, aby mieć „oddech” finansowy, na wypadek wzrostu stóp procentowych lub wypadków życiowych. Musimy mieć pieniądze na życie, jeżeli ktoś straci pracę lub zdarzy się jakieś nieszczęście. Kolejna decyzja – w jakim domu chcemy zamieszkać? Parterowy? Piętrowy? Z poddaszem? To ma znaczenie: w zależności od bryły budynku, budowa będzie tańsza lub droższa. Jeżeli porównamy dwa domy, jeden będzie parterowy, a drugi piętrowy, a oba będą miały tę samą powierzchnię użytkową, to dom parterowy zazwyczaj będzie droższy. Dobrze musisz zastanowić się, jakie chcesz mieć pomieszczenia w domu i o jakiej powierzchni. Ma znaczenie, czy dom będzie miał 100 czy 120 metrów, 150 czy 180. Każdy metr powierzchni domu kosztuje kilka tysięcy złotych więc jeżeli rozważasz budowę domu o powierzchni tak od stu do 130 metrów, to daje to aż 100000 złotych różnicy. Musisz więc dokładniej określić powierzchnię, którą potrzebujesz. Od lat pomagam budujących w podejmowaniu dobrych decyzji. Widzę zależność: dużo osób wzrusza ramionami jak słyszą, że koszty budowy wzrosną 50000 lub 100000 więcej i uważają, że to żaden pieniądz. Ja jestem zdumiony za każdym razem, jak to słyszę, ponieważ ja chciałbym dostać teraz od kogoś 100000 zł i wiedziałbym, co z taką kasą zrobić. Myślę, że to wynika z tego, że większość z nas bierze kredyt i te 50000-100000 złotych przekładamy na wyższą ratę kredytu np. o 200 lub 300 złotych. A co to jest 200-300 złotych, niewiele, prawda? I to jest chyba ogólnie problem z kredytami – nie czujemy tych wydatków. I jak otrzymujemy pierwszą transzę kredytu i na konto spływa np. 150000 zł, to nie patrzymy na to, gdzie można zaoszczędzić, bo tych pieniędzy mamy „dużo”. Oczywiście nie mam nic przeciwko kredytom, sam taki mam, ale zwracam uwagę na to, żeby dobrze pomyśleć nad tym, w jakim domu chcemy zamieszkać. Niekoniecznie rzucajmy się na za duże domy, zbyt efektowne domy. Im większy dom i robiący wrażenie, z balkonami, lukarnami, efektowną elewacją i wielospadowym dachem, tym więcej zapłacimy. A może niekoniecznie wsadzajmy wszystkie pieniądze w dom. Może warto pieniądze wydać na coś innego: na rozwój osobisty, na wycieczki, na hobby, na lepszy samochód? Możliwości jest bardzo dużo. Podejdźmy do tego rozsądnie. Kurs o wyborze i zakupie działkiMam nadzieję, że dzięki temu podcastowi pomogłem podjąć parę decyzji, może dałem do myślenia. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wyczerpałem tematu. Nawet kilka podcastów na to nie wystarczy. Prawdę mówiąc bloga prowadzę już 2 rok i nie czuję, abym chociaż opracował połowę tematów potrzebnym budujących. Mam nadzieję, że dzięki mojej pracy, podejmiesz dobre decyzje i będziesz się ich trzymał. Chodzi przecież o to, aby się wybudować i nie zwariować Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości na temat budowy domu koniecznie napisz do mnie wiadomość (slawomir.zajac@poradnik-budowlany.com) lub zostaw komentarz pod wpisem. A jeżeli myślisz na temat budowy domu, a jeszcze nie masz działki, to zachęcam do przeczytania mojego megaporadnika na temat wyboru i zakupu działki. Z dumą stwierdzam, że nie ma w internecie nie ma większego opracowania na ten temat. A już niedługo uruchamiam sprzedaż kursu, w którym omawiam wszystko, aby kupić dobrą działkę. Będę opowiadał o potrzebach, przygotowałem dużo dokumentów, które pomogą ci lepiej sprecyzować twoje oczekiwania. Opowiadam jak wybrać lokalizację działki, jak oszacować wszystkie koszty związane z zakupem działki. Sporo mówię o planach miejscowych i warunkach zabudowy i wszystkim, co trzeba sprawdzić, abyś miał pewność, abyś wybudował na działce, to, co chcesz. Dużo mówię o tym, na co uważać. Łatwo coś przegapić, łatwo za bardzo zamierzyć sprzedającemu i kupić działkę, z którą będą problemy. Pokazuję też, jak wynegocjować za działkę dobrą cenę i pokazuję jak ją kupić: pokazuję jakie dokumenty sprawdzić i jakie dokumenty podpisać z właścicielem. Dużo materiałów Aktualizacja: UWAGA. Kurs jest już gotowy. Zapraszam na www.jaksiewybudowac.pl
Pozdrawiam, Sławek Zając „Jak się wybudować i nie zwariować”
Artykuł Co potrzebujesz wiedzieć, zanim zdecydujesz się na budowę domu? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak negocjować? | 28 May 2019 | 01:02:42 | |
Jak dobrze negocjować? Ile można wynegocjować podczas zakupu działki? Czy warto negocjować podczas budowy domu? Każde negocjacje są inne i inaczej rozmawia się z wykonawcą stanu surowego, a inaczej z elektrykiem. Są jednak pewne zasady, które należy stosować przy każdych negocjacjach – także tych poza placem budowy. Jeżeli dopiero planujesz budowę domu, to byłoby super, abyś zaczął negocjować już teraz, zanim jeszcze zaczniesz szukać działki i rozmawiać z wykonawcami. Okazji do uzyskania lepszych warunków mamy na co dzień naprawdę dużo – możesz wynegocjować rabat na telefon, stolik w restauracji czy dodatkową usługę. To czasami drobne rzeczy, ale im częściej będziesz rozmawiał i targował się o małe kwoty w „codziennym” życiu, tym łatwiej będzie ci negocjować podczas budowy. Staraj się być asertywny i walcz o swoje przy każdej okazji. Praktyka jest kluczem do sukcesu.
Z podcastu dowiesz się:
Zapraszam do słuchania. Uwaga. Podcast jest dostępny także w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/05/jak_sie_wybudowac_03.mp3Nagrałem także film o tym, w jaki sposób negocjować z wykonawcami oraz w jaki sposób negocjować zakup działki. Zapraszam do obejrzenia:N TRANSKRYPCJA PODCASTUDzień dobry, Sławek Zając, blog „Jak się wybudować i nie zwariować”. Kolejny podcast, tym razem numer trzy, o negocjacjach. W pierwszym podcaście mówiłem o tym, jak dobrać wykonawców. W drugim podcaście o tym, czy wybrać projekt gotowy, czy indywidualny, a dzisiaj trochę o negocjowaniu. Większą część tego podcastu przeznaczę na negocjacje nie tylko na placu budowy i nie tylko z wykonawcami. Chciałbym, żeby ten odcinek był trochę bardziej uniwersalny, bardziej życiowy. Chcę pokazać, w jaki sposób negocjować i dlaczego jest to tak ważne. Zapraszam do słuchania. Jak wynegocjować niższą cenę?Chciałbym trochę poruszyć temat negocjowania poza placem budowy, ponieważ jeżeli budujesz pierwszy dom i nie miałeś wcześniej jakiegoś doświadczenia w negocjowaniu, nie ustalałeś warunków współpracy z nikim, to przy budowie będzie ci ciężko. Masz projektanta, kierownika budowy, geodetę, wykonawców i jeżeli nie masz doświadczenia i nie negocjowałeś z nikim wcześniej, będziesz miał po prostu trudniej. Uważam, że warto już negocjować od razu, wcześniej, przy różnych okazjach. Jeżeli masz taką okazję do jakiejś rozmowy i ustalenia czegoś lepszego dla siebie, wykorzystaj sytuację. Negocjując nawet małe kwoty, oswoisz się z negocjowaniem i przy budowie domu będzie ci o wiele, wiele łatwiej. Negocjuję z różnymi ludźmi od kilkunastu lat, a różnych wykonawców, umów i różnych ustaleń przewinęło się podejrzewam kilkaset podczas mojego życia. Oczywiście czasami to były większe rzeczy, czasami były to mniejsze rzeczy, ale za każdym razem staram się coś dla siebie czy dla mojej firmy uzyskać. Mimo mojego doświadczenia łapię się czasami na takiej myśli, że przy małych kwotach nie warto negocjować, że szkoda mi czasu, że nie będę się wygłupiał. Jeżeli budujemy dom, na przykład metodą zleconą, kiedy tych wykonawców przewinie się przez całą budowę pewnie dwudziestu paru, to tutaj dwieście złotych, tam czterysta złotych, tam pięćset złotych i nagle się okazuje, że na koniec budowy zostaje ci pięciocyfrowa suma. Nawet przy takich „małych” kwotach warto oszczędzać. Polecam oszczędzać tak naprawdę zawsze. Mój dobry znajomy szukał wykonawcy do budowy ogrodzenia. Robota była mała, dwadzieścia pięć metrów bieżących, ogrodzenie z siatką. Wykonawca podał jakąś kwotę, a mój kolega przytomnie powiedział, że porządku, ale chciałby jeszcze uzyskać lepszą cenę. Wykonawca trochę tak się uśmiechnął pod nosem, powiedział, że „no panie, ta robota nie jest duża, no co ja mogę panu zejść, sto złotych?„. No, a znajomy się uśmiechnął i powiedział, „jasne, oczywiście, fajnie, sto złotych lepiej mieć niż nie mieć.” I bardzo słuszne podejście! Podczas negocjowania staram się zawsze mieć w głowie, że sto, dwieście złotych to są jakieś klocki Duplo dla mojego dziecka czy połowa jakiegoś zestawu Lego Technic. Natomiast… jak negocjować cenę? Kluczem do negocjacji jest praktykaStaram się negocjować w różnych sytuacjach tylko po to, żeby wyjść ze strefy komfortu. Rok temu zrobiłem coś, co w ogóle do mnie nie pasowało, a mianowicie targowałem się na targu. Poszedłem na targ, kupiłem maliny, kupiłem jedno opakowanie za 5 zł. Pan mówi, no dobra, w porządku, a może pan kupi jeszcze więcej malin? Tak sobie pomyślałem, że w tej cenie to nie za bardzo, ale jakby tak zszedł złotówkę niżej, to bym wziął więcej. Pomyślałem sobie, a dobra, spróbuję. I mówię mu wprost, proszę pana, to jest jednak za wysoka cena, ale jakby pan tak o złotówkę zszedł, no to wezmę cztery. Pan się trochę skrzywił, że w ogóle, co to ma być, że ja negocjuję złotówkę na malinach, ale po paru sekundach powiedział z lekkim przekąsem, że okej, zgoda. Zaoszczędziłem całe cztery złote na czterech opakowaniach malin! Czy było warto to negocjować? Finansowo nie za bardzo, bo uzyskałem tylko cztery złote. Natomiast większą korzyścią było to, że opuściłem moją strefę komfortu, wynegocjowałem złotówkę na jednym produkcie i już widzę, że dzięki temu podczas innych sytuacji łatwiej mi przychodzi negocjowanie nawet małych kwot. Myślę, że takich okazji do negocjowania każdy z nas ma wiele i po prostu trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Zamawiałem biurko na wymiar. Ustaliliśmy cenę po negocjacjach i pod koniec rozmowy chciałem uścisnąć rękę, że ok, dogadujemy się, ale zobaczyłem, że na stolarni leżą takie fajne, drewniane układanki – ręcznie malowane puzzle dla dzieci. Pomyślałem sobie, że to byłby fajny prezent dla mojego synka, ale one kosztowały po trzydzieści coś złotych za sztukę. Pomyślałem sobie, „a spróbuję„. Powiedziałem, że okej, w porządku, to w sumie mamy cenę za biurko ustaloną, a jakby pan jeszcze mi te dwie układanki dał w gratisie, no to wtedy już kończymy negocjacje i zaczynamy pracę. I co? Bez słowa zgodził się z uśmiechem. Ja zyskałem dwie układanki dla dziecka, uśmiech dziecka bezcenny, i wszyscy są zadowoleni. Warto walczyć zawsze i wszędzie o swoje po to, żeby się nauczyć, żeby po prostu oswoić się z rozmową, z zadawaniem pytań, bo to nam się naprawdę przyda nie tylko podczas budowy, ale ogólnie, podczas naszego życia. Szacunek do drugiej osoby.Moim zdaniem negocjacje powinny polegać na tym, że ja wygrywam i ty wygrywasz. Ustalamy warunki, które zadowalają jedną i drugą stronę. To jest dla mnie najbardziej rozsądne podejście. Wychodzę z założenia, że jeżeli negocjuję z jakimś wykonawcą, to w wielu przypadkach będziemy współpracować podczas prac i nie chciałbym sobie psuć od razu relacji. Bo nie sztuką jest tak naprawdę użycie siły. Nie sztuką jest powiedzenie, na którymś etapie negocjacji, że powiem „wiesz co, zapłacę dziesięć tysięcy mniej i wtedy zaczynamy pracę, bo jeżeli nie, to ja mam cztery inne oferty i wezmę inną„. Oczywiście czasami ludzie w ten sposób negocjują, ale ta taktyka jest słaba, ponieważ w wielu przypadkach nie zadziała, a te osoby, które tak hardo negocjują, pamiętają głównie sytuacje, w których wynegocjowali duże sumy, ale nie pamiętają o porażkach, gdzie stracili dużo czasu na szukanie innych wykonawców. Po drugie, co może być nawet ważniejsze, jeżeli podczas negocjacji potraktujemy wykonawcę z brakiem szacunku i „słabo”, to ta współpraca będzie się układała kiepsko. Ten wykonawca po prostu zrobi swoją pracę i ją skończy, i się rozstaniecie. Tymczasem dla mnie bardziej istotne jest zachowanie relacji. Współpraca jest dzięki temu po prostu lepsza, przyjaźniejsza. Niejednokrotnie miałem tak, że wykonawca coś dał ekstra od siebie lub wykonał lepiej swoją pracę, bo gdzieś tam te relacje były lepsze. Z tego punktu widzenia negocjowanie tak, żeby każdy wygrał, jest dla mnie ważniejsze niż walczenie o każdą złotówkę. To oczywiście trzeba wyczuć, gdzie jest ta granica, ale z praktyki na pewno się tego nauczysz. Natomiast można i trzeba twardo negocjować, jak najbardziej, ale w tych przypadkach, kiedy wiesz, że z osobą, którą rozmawiasz, już właściwie nigdy się nie spotkasz. I to może być na przykład zakup samochodu, to może być zakup działki. Kupujesz działkę od sprzedającego i wiesz, że już się z nim nigdy nie zobaczysz. Rozmowę z nim możesz prowadzić twardo i negocjować inaczej niż na przykład z glazurnikiem, który będzie u ciebie pracował kilka tygodni. Pobierz megaporadnik w PDF UWAGA! Pobierz megaporadnik w PDF + rozdział mojej książki (negocjacje)Otrzymasz na maila napisany przeze mnie megaporadnik o działce budowlanej wraz z rozdziałem z mojej książki na temat negocjowania. Będę informował Cię o nowych artykułach i podcastach publikowanych na blogu oraz moich szkoleniach o tematyce budowlanej. Obiecuję: nie wysyłam żadnego spamu! W każdej chwili możesz się wypisać. Jakich technik negocjacyjnych unikać? Prowadzę razem z moim przyjacielem od kilkunastu lat biuro tłumaczeń. Przepraszam moich klientów za to, co powiem, ale większość moich klientów nie umie negocjować. Zwykle to wygląda tak, że po usłyszeniu ceny, proszą o rabat. Dla mnie to nie jest wstęp do dyskusji. Dużo osób prosi o rabat, a ja słyszę to tak często, że z założenia odpowiedź brzmi „nie„. Gdybym za każdym razem przychylał się do prośby o rabat, co by się stało? Musiałbym chyba podnieść ceny, żeby mieć z czego schodzić, a tego nie chcę robić. Prośba o rabat bez żadnego argumentu najczęściej nie zadziała. Jeżeli rozmawiasz z wykonawcą i po usłyszeniu ceny pytasz go, „no dobra, ale proszę o rabat„, to nie jest droga do uzyskania dobrej ceny, bo wykonawca takich pytań słyszy, podejrzewam, kilka tygodniowo. Jak zatem negocjować? Wracamy do biura tłumaczeń i prośby o rabat. Co innego, gdyby ktoś powiedział wprost, „wie pan co, to jest dobra oferta, co prawda mam niższą u konkurencji, natomiast chciałbym skorzystać z pana oferty, ponieważ tu mam lepszy dojazd i łatwiej mi będzie odebrać dokumenty. Czy mógłbym uzyskać cenę o dziesięć procent niższą?„. Dla mnie tak zadane pytanie, tak poprowadzona dyskusja, skłania mnie do przychylenia się do propozycji klienta, ponieważ uzasadnił dlaczego chce rabat. Powiedział, że ma lepszą ofertę, ale uzasadnił dlaczego chce zlecić tłumaczenie u mnie. Często jest także tak, że ktoś mówi „ojej, drogo, drogo, u konkurencji jest taniej„. Ale skoro jest taniej, to moja pierwsza myśl jest taka, no dobrze, ale w takim razie, skoro tam jest taniej, to dlaczego rozmawia ze mną? Wracając na plac budowy: jeżeli powiemy wykonawcy o tym, że ta cena jest za wysoka, bo masz lepszą ofertę i prosisz o niższą cenę, to wykonawca wie, że tak naprawdę oszukujesz, bo gdybyś miał lepszą ofertę, to byś poszedł do konkurencji. Co innego, gdybyś powiedział: „Wie pan co, przyznam się, mam trzy oferty, pana oferta jest najdroższa. Natomiast widzę, że pana praca jest wykonywana na wysokim poziomie, chciałbym z panem współpracować, ale ta cena jednak jest trochę dla mnie za wysoka. Pytanie, czy moglibyśmy się jakoś porozumieć” i tu pada jakaś propozycja. I to jest zupełnie inne podejście. Opowiadasz, dlaczego ta cena jest za wysoka, uzasadniasz i dopiero wtedy przystępujesz do tego, co chcesz osiągnąć, czyli podajesz wykonawcy trochę niższą cenę. W taki sposób, ku mojemu zdziwieniu, rozmawia bardzo mało osób. Większość ludzi właśnie używa siły typu „mam pieniądze, więc daj mi rabat człowieku, ja dam ci pracę„, ale właśnie to rozmowa, to odpowiednie prowadzenie rozmowy jest kluczem do tego, aby uzyskać fajne warunki współpracy. Czy trzeba negocjować ceną?Negocjowanie nie oznacza od razu, że obie strony muszą walczyć ceną. Bardzo często przy negocjacjach stosuję pewien dodatkowy argument. Jestem ogólnie osobą cierpliwą i spokojną i w przeciwieństwie do większości osób ja się zwykle nigdzie nie spieszę. To może być korzyść dla wykonawcy. Jeżeli usłyszy, że mogę poczekać na wykonanie pracy, albo że może u mnie wykonywać pracę co trzeci dzień, to może zaproponować mi lepsze warunki. Dlaczego? Ponieważ możliwość rozłożenia twojej pracy na dłuższy okres powoduje, że wykonawca może sobie lepiej zaplanować swoje prace. Może do ciebie przychodzić tylko, kiedy ma czas, kiedy ma okienko między klientami. Dzięki temu mimo tego, że ci obniżył cenę, finalnie zarobi więcej, bo będzie mógł przyjąć więcej klientów. Warto spytać, czy wydłużenie jakiegoś terminu nie wpłynie na obniżenie ceny. Rozmowa jest tak ważna, ponieważ nigdy nie wiesz, co się może wydarzyć. Na przykład przy budowie mojego domu ustaliłem z wykonawcą, że w ramach rozliczenia otrzyma on mój używany samochód, co dla mnie było fajną sprawą. Podejrzewam, że sam bym go sprzedał po prostu taniej albo bym stracił ileś tam czasu na sprzedaż i rozmowy różnymi sprzedającymi, a tak ustaliłem bardzo dobrą cenę z wykonawcą i koszt samochodu pokrył część moich zobowiązań. Rozmawiajmy, nie negocjujmy na zasadzie” oj drogo, drogo, niech pan mi coś zejdzie” albo tego typu rzeczy, bo to naprawdę bardzo rzadko działa. Rozmawiajmy, słuchajmy drugiej strony, starajmy się dojść do porozumienia. Drugą ważną rzeczą jest poznanie usługi, którą negocjujemy. Pisałem w mojej książce „Jak się wybudować i nie zwariować”, że poznanie usługi było dla mnie trudniejsze niż jej negocjowanie, ponieważ dopiero świadomość tego, co wchodzi w zakres danej usługi, pozwala mi na dobre, rzetelne porównanie ofert. I zmierzam do tego, żeby nie robić tego, co niektórzy często robią na Facebooku czy innych forach, a mianowicie: pokazują ofertę wykonawcy i pytają innych, czy ta oferta jest dobra. No i oczywiście połowa komentarzy mówi, że „tak, dobra, bierz, ja miałem drożej„, a połowa mówi „oj drogo, drogo, szukaj dalej„. Prawda jest taka, że nikt, włącznie ze mną, nikt po prostu nie jest w stanie rzetelnie ocenić, czy dana usługa jest droga, czy tania. Z założenia nikt tego nie może ocenić oprócz ciebie, ponieważ nikt nie zna dokładnego zakresu usługi, lokalizacji, nie wie, co dokładnie ma zrobić. Bardzo często nawet nie wiadomo, czy podana cena zawiera VAT, czy też nie. Najprostszym sposobem do tego, żeby stwierdzić, czy dana oferta jest korzystna, jest posiadanie paru ofert. Musisz zdobyć co najmniej trzy oferty wykonawców, a w przypadku na przykład dużych prac jak stan surowy otwarty, dach czy w ogóle generalny wykonawca, tych ofert powinieneś mieć od pięciu do dziesięciu. Dopiero wtedy będziesz mógł stwierdzić, czy dana oferta jest ok, czy też nie. Bardzo często zdarza się, że diabeł tkwi w szczegółach. Masz trzy oferty, trzy różne ceny, ale też trzy różne zakresy usług. Nagle się okazuje, że jedna oferta zawiera transport materiałów, a druga nie. W jednej są uwzględnione wykopy pod fundamenty, a w drugiej musisz to załatwić samemu. Dotyczy to wszystkich usług. Tak samo porównując oferty projektantów, trzeba mieć oczy szeroko otwarte, bo jeden będzie miał wyższą cenę, ale w cenie jest geodeta, wszystkie mapy i inne dokumenty, a w drugiej ofercie tego nie będzie i będziesz musiał pewne rzeczy zrobić na własny koszt. I nagle się okaże, że ta niższa oferta finalnie będzie kosztowała cię więcej. I dlatego jest tak ważne jest bycie czujnym i dlatego należy zacząć od zebrania ofert, porównania ich, a dopiero potem zacząć negocjacje z firmą, która zaoferowała korzystną ofertę. Nie wybieraj najtańszych usługOferta korzystna nie oznacza: najtańsza. Oferta korzystna to jest oferta, która spełni twoje wymagania dotyczące ceny, budżetu i jest przedstawiona przez rzetelnego wykonawcę. Mówiłem w pierwszym podcaście, że jeżeli szukamy wykonawcy, to powinniśmy obejrzeć jego prace, porozmawiać z nim, porozmawiać z jego klientami, sprawdzić jego opinie w Internecie, zobaczyć z kim mamy do czynienia. I jeżeli osoba jest sprawdzona i zauważyłeś, że wszystko z nią w porządku, osoba jest polecana i nie ma czego się przyczepić, to wybierzesz ją i z nią będziesz negocjował, a nie z osobą, która dała ci niższą cenę, ale ma gorsze opinie wśród klientów i jakość jego usług nie jest najlepsza. Lepiej negocjować z kimś lepszym, powiedzieć mu wprost „proszę pana, proszę pani, to, co widziałem jest super, opinie są świetne, chciałbym z panią współpracować, ale mam taki problem, że jednak mam dwie inne oferty, one są trochę tańsze, czy możemy na ten temat porozmawiać?”. Nie odrzucajmy najdroższych ofert, tylko ze względu na wysoką cenę. Negocjujmy z dobrymi wykonawcami. Kto wie, ile zejdą z ceny? Tak samo może być przy zakupie działki. Jeżeli szukamy tylko działek w internecie i i widzimy działki od stu tysięcy do stu pięćdziesięciu tysięcy, łatwo nam jest odrzucić ten najlepsze, najdroższe, bo wychodzimy z założenia, że nic z tym nie zrobimy. Patrzymy więc na te tańsze, a może…. a może warto udać się do tych właścicieli droższych działek i ponegocjować? Nigdy nie wiesz, dlaczego ta osoba te działki sprzedaje i ile czasu ona tą działkę sprzedaje. Może się okazać, że działka jest wystawiona na sprzedaż już kolejny rok i nikt się tą działką nie interesuje i nagle zjawiasz się ty Mówisz wprost, że działka jest za droga, bo jednak są działki tańsze tu i tu, i negocjujecie. I może się okazać, że jesteś w stanie wynegocjować trzydzieści procent i nawet więcej! Zobacz: lepiej jest wynegocjować trzydzieści procent od stu pięćdziesięciu tysięcy i kupić działkę w dobrej cenie niż kupować działki w miejscu, gdzie sprzedający wiedzą, że te działki są w dobrych cenach i nie będziesz miał takich możliwości do negocjacji i w najlepszym wypadku będziesz w stanie uzyskać cenę na przykład o pięć, dziesięć procent niższą. Dlatego proponowana cena usługi czy cena produktu nie ma większego znaczenia. Jeżeli coś ci odpowiada, spełnia twoje oczekiwania i potrzeby, przystąp do negocjacji. Najgorsze, co się może stać, to jest to, że się nie dogadacie. No i co się stanie? Nic się nie stanie. Nie dogadałeś się, nie udało się, trudno. Nie jest to żadna porażka, negocjacje mają się prawo zakończyć i wtedy idziesz dalej. Ale nie rezygnuj od razu z droższych ofert,, bo być może jesteś w stanie uzyskać dobre warunki w trakcie rozmów. Czy mamy rynek wykonawcy?Kilka razy pisaliście w mailach, że teraz jest taka sytuacja na rynku budowlanym, że wykonawcy nie negocjują. Wykonawcy dyktują ceny, podnieśli ceny i tak naprawdę my, biedni inwestorzy, nic nie możemy zrobić. Owszem, jest rzeczywiście ciężej. Wielu wykonawców podniosło ceny, mają dużo pracy, mogą przebierać w klientach. Jak najbardziej jest to sytuacja ciężka dla klienta, ale… nie wszędzie. Przykład: mój znajomy buduje pod Warszawą i otrzymał ofertę od wykonawcy na stan surowy otwarty w tak dobrej cenie, jaką trudno byłoby uzyskać trzy lata temu. Dlaczego? Okazało się, że jest pewna ekipa, która w tej miejscowości właściwie tylko ona buduje i można powiedzieć, że zdominowała trochę ten rynek. Ekipa jest zachwalana, polecana, jest z najwyżej półki. Postanowili po prostu nie podnosić cen. Postanowili, że dla nich ważniejsze jest to, żeby utrzymać dobre relacje z ludźmi w tej miejscowości, bo wiedzą, że to im się opłaci, gdy trochę spadną ceny materiałów, a ceny robocizny się ustabilizują. Zależy im na tym, aby ludzie byli zadowoleni, i że będą dalej ich polecali. Przyznaję, że byłem zdziwiony, że tak się dzieje. To pokazuje, że zawsze należy negocjować, ponieważ nigdy nie znamy sytuacji wykonawcy. Skoro nigdy nie znamy sytuacji drugiej strony, nigdy nie wiemy, co możemy osiągnąć. Jeżeli będziesz miał przekonanie o tym, że nie będziesz negocjował, ponieważ to wykonawcy dyktują warunki, no to właściwie przegrałeś. Musisz mieć zawsze wewnętrzne przekonanie, że jesteś w stanie coś dla siebie uzyskać. I w przypadku wykonawców nigdy nie wiesz, co jest po drugiej stronie. Może się okazać, że wykonawca stracił klienta, klient się rozmyślił, wykonawca ma kilkutygodniowe „okienko”. Wie, że jeżeli nie znajdzie klienta, to będzie przez miesiąc bez pieniędzy, a przecież są maszyny, ma ludzi, musi zapłacić podatki. Dlatego jest w stanie ci dać bardzo dobrą cenę tylko po to, abyś zgodził się na to, żeby wszedł na budowę, choćby nawet po kosztach. Takie sytuacje się zdarzają! Skoro nie wiesz, jaka jest sytuacja wykonawcy (a nie wiesz!), to negocjujesz. Wrócę za zakupu działki. Jeżeli negocjujesz z poczuciem takim, że wszystkie działki w okolicy są po takich cenach i myślisz, że nie uzyskasz więcej rabatu niż te „zwyczajowe” pięć procent, to więcej nie uzyskasz. Często zauważam, że ktoś mówi, że zwyczajowo sprzedający działkę opuszcza pięć, siedem procent. To jest po prostu kompletna bzdura. Znam sytuacje, że można było wynegocjować nawet za działkę pięćdziesiąt procent. Sam wynegocjowałem za działkę siedemdziesiąt procent, więc i takie negocjacje się zdarzają. Musisz mieć poczucie, że to można zrobić i że możesz uzyskać dobre warunki. Wyobraź sobie jeden przypadek: idziesz do sprzedającego, sprzedający ma długi Tak było u mojego sąsiada, wpadł po prostu w jakieś niefajne rzeczy i jego sąsiad, który miał niedaleko działkę rekreacyjną, tematem się zainteresował. Od słowa do słowa okazało się, że trzeba szybko zorganizować gotówkę, bardzo szybko. Sąsiad postanowił kupić działkę. Ustalili cenę między sobą o czterdzieści albo nawet pięćdziesiąt procent niższą od ceny rynkowej, a głównie argumentem było właśnie to, że płacił gotówką, a to właśnie gotówka była absolutnie temu drugiemu sąsiadowi konieczna do tego, żeby spłacić wszystkie długi. Takie okazje też się czasami zdarzają. Inny przykład: ktoś dostał działki w spadku. Na przykład była działka rolna, ona została podzielona na działki budowlane, dostał te działki syn w spadku. Syn sprzedał cztery działki po dobrych cenach, już kupił sobie jakiś samochód, wyremontował dom, jest w ogóle zadowolony i z taką osobą będzie ci łatwiej negocjować przy zakupie kolejnej działki, bo ona jest w stanie dać lepszy rabat. Być może dla niej w ogóle kwestia sprzedaży działki, rozmowy z kupującym są jakimś tam problemem, ona by chciała się tych działek pozbyć jak najszybciej, bo już swoje zarobiła. I w drugą stronę może też być inaczej. Być może rozmawiasz ze sprzedającym, który kupił kiedyś działkę na inwestycję i chce na niej zarobić. Ta osoba już wie ile wydała, wie jakie ma widełki, ile może zejść, z taką osobą będzie się trudniej negocjowało, jak najbardziej. Ale dopóki nie wiesz z kim negocjujesz, negocjujesz. Przygotuj się do negocjacji.Moja firma nie jest duża. Mieści się w centrum Warszawy, mamy kilku pracowników, ale w porównaniu do korporacji, jesteśmy po prostu mali. Obsługujemy pewną korporację od kilku lat. I w pewnym momencie przyszedł czas podniesienia cen. Zmienił się zakres usług, nieco zmieniły się warunki współpracy i przyszedł czas na rozmowę o pieniądzach. I przyznam się szczerze, z tymi negocjacjami trochę się opierałem. Przez długi czas miałem taką myśl, że boję się przystąpić do negocjacji, bo jeżeli się nie powiodą, to oni się mogą na mnie obrazić i się ze mną rozstaną. I nie były to bezpodstawne przypuszczenia, ponieważ, nie wchodząc w szczegóły, były obawy, że mogą zmienić naszą firmę na inną. Natomiast pomyślałem sobie tak, no jeżeli tak będę myślał o będę się bał przystąpić do negocjacji, to je przegram. Z założenia je przegram, bo będę źle nastawiony. Poukładałem sobie w głowie pewne rzeczy i postanowiłem przyjąć inny tok myślenia. Przyjąłem, że negocjacje mogą się zakończyć fiaskiem. Przyznałem sam przed sobą, że one mogą się zakończyć niepowodzeniem i jestem na to przygotowany. Poukładałem parę rzeczy w głowie zanim zacząłem z nimi rozmawiać po to, aby uzyskać pewność siebie. Tak naprawdę tylko po to. Dalej nie wiedziałem, kto jest po drugiej stronie i jakie oni mają podejście. Mogłoby się okazać na przykład, że nie są zadowoleni z naszych usług, mimo tego że kilkanaście lat z nimi współpracujemy, i tylko czekają na pretekst, żeby nas zmienić. Miałem takie obawy. Ułożyłem sobie wszystko w głowie i przystąpiłem do negocjacji. I dla mnie negocjacje były trudne pod tym względem, że miałem dobre argumenty, byłem dobrze przygotowany i byłem w stanie uzasadnić moją propozycję wzrostu cen, ale najważniejsze było odpowiednie podejście. Dopiero wtedy, kiedy się odpowiednio przygotowałem, kiedy mogłem jakby spojrzeć partnerowi w oczy i rozmawiać z nim jak równy w równym i nie bać się tego, co się może stać, to dopiero wtedy mogłem starać się uzyskać dobre warunki współpracy. I do tego dążę, że bardzo często to nasze podejście jest najważniejsze, bo w momencie, kiedy jesteśmy przekonani, że się nic nie da zrobić, że przecież jest rynek wykonawcy, że nie mamy szans, to jesteśmy na przegranej pozycji. Podobnie jest gdy staramy się o podwyżkę. Dygresja – negocjowanie podwyżkiJeżeli podejdziemy do rozmowy z szefem z taką myślą, że jesteśmy kiepscy, że nie jesteśmy w stanie wynegocjować lepszej kwoty, bo moi koledzy zarabiają podobnie i że w ogóle jestem beznadziejny, no to jak te negocjacje mają się zakończyć? Zakończą się źle. Ale jeżeli się dobrze nastawimy do negocjacji i wymienimy swoje zalety, pomyślimy o tym, co dobrego w firmie zrobiliśmy, co nas wyróżnia w stosunku do innych pracowników, gdzie są nasze silne strony, kiedy się do tego merytorycznie przygotujemy, odzyskamy pewność siebie, uwierzymy w to, że jesteśmy rzeczywiście super, to rozmowa o podwyżce będzie łatwiejsza i jest szansa, że zakończy się o wiele lepiej niż jak podejdziemy do szefa ze skuloną miną. Przygotowanie jest bardzo ważne. W trakcie rozmowy o podwyżce może się okazać, że dojdziecie do innych rozwiązań, na przykład zamiast dużej podwyżki – dwieście złotych podwyżki przez kolejne trzy miesiące, a kolejne dwieście złotych po tych trzech miesiącach. Albo dostaniesz inny zakres obowiązków, jakiś dodatkowy projekt do prowadzenia. Możesz o to poprosić, żeby pokazać, że jesteś dobry. Umiejętność rozmowy i otwartość na inne pomysły jest bardzo istotna. Wcześniej powiedziałem, że musisz znać rynek. Musisz znać inne oferty wykonawców, musisz wiedzieć, co się dzieje, żeby móc porównać oferty. Jeżeli prosisz o podwyżkę, też warto czasami gdzieś się przejść na rozmowę kwalifikacyjną, umówić się na spotkanie rekrutacyjne, nawet nie z myślą o tym, że chcemy zmienić pracę, tylko żeby się trochę przyzwyczaić, trochę odzyskać pewność siebie. To jest fajne, bo w momencie, kiedy rozmawiasz z szefem o podwyżce, to masz już świadomość, że jesteś wartościowym pracownikiem. Ile można wynegocjować?Wrócę jeszcze do tego, aby nie wierzyć w to, że jakieś rabaty są ogólnie przyjęte. Mówiłem o tym, że zwyczajowo niektórzy mówią, że daje się rabaty w wysokości pięć, dziesięć procent, co jest oczywiście bzdurą. Przykład: rynek samochodowy. Mówię o sytuacji sprzed pięciu lat. Szukałem samochodu i byłem w Citroenie. Po kilku minutach rozmowy ze sprzedawcą dostałem trzydzieści procent rabatu. Bez żadnego wysiłku. Taki widocznie mieli pomysł na zdobywanie klientów. I teraz wyobraź sobie, że szukasz samochodu i ktoś ci mówi, że możesz uzyskać u sprzedawcy trzydzieści procent rabatu. No właśnie nie, ponieważ dopiero poznając usługi, poznając rynek, okaże się, że trzydzieści procent jest tylko tutaj, ale już na przykład w Volkswagenie dostaniesz mniejszy rabat, w Mazdzie jeszcze niższy, a w niektórych salonach rabat jest tak naprawdę śladowy i choćbyś stanął na głowie, uzyskasz maksymalnie dwa, trzy procent rabatu. I tu się okazuje, że mimo tego że kupujesz samochód, to rabat ten możesz uzyskać zdecydowanie w różnej wartości, w zależności od tego, w jakim salonie jesteś i z kim rozmawiasz. I dlatego pytanie innych oto, ile można uzyskać rabatu nie ma sensu. Rozmawiaj ze sprzedającym, rozmawiaj z wykonawcą i dopiero wtedy dowiesz się, ile kto może ci zaproponować. Zdecydowałem się swego czasu na Volkswagena (artykuł nie jest sponsorowany ). Samochód był na granicy mojego budżetu i postanowiłem negocjować. Najpierw uzyskałem kilka ofert od innych salonów i szybko się okazało, że tylko wysyłając maile w ciągu pół godziny czy godziny uzyskałem pięć tysięcy dodatkowego rabatu. Wróciłem z ofertą do salonu, w którym byłem pierwszy raz i w którym odbyłem jazdę próbną, pokazując mu, jakie dostałem oferty . Dostałem jeszcze lepszą ofertę! I po kilku takich paru wymianach ofert i ich pokazywaniu, uzyskałem bodajże siedem albo osiem tysięcy, o ile pamiętam. W pewnym momencie dostałem od innego salonu ofertę chyba tylko sto złotych niższą. Mało. Wcześniej mówiłem o tym, że zależy mi na tym, żeby przy negocjacjach każda strona wygrywała. Napisałem do salonu, który dał najlepszą ofertę, że dziękuję, nie skorzystam z tej oferty, ponieważ mimo tego że jest najtańsza, skorzystam z oferty nieco gorszej, ale w salonie, w którym miałem jazdę próbną, który się mną zaopiekował i poświęcił mi dużo czasu. Chciałem podejść bardzo uczciwie do sprawy – ktoś poświęcił mi dużo czasu więc nie będę się wygłupiał, że tak powiem. Każdy chce jednak zarobić na życie. Ku mojemu zaskoczeniu dostałem telefon po pięciu minutach od tamtego drugiego salonu, że „panie Sławku, niech pan się jeszcze wstrzyma pół godziny, dostanie pan ofertę, na pewno pan ją zaakceptuje„. Ja mówię okej, w porządku, poczekam. No i dostałem dwadzieścia minut później ofertę jeszcze o dwa tysiące złotych niższą Tak, dwa tysiące złotych! Finalnie dało mi to kilkanaście tysięcy złotych rabatu od ceny katalogowej. Ile nad tym spędziłem? Może osiem godzin (roboczych), wysyłając maile, rozmawiając z ludźmi i rozmawiając telefonicznie? I w te osiem godzin zarobiłem tak naprawdę ponad tysiąc złotych na godzinę. Dlatego warto negocjować. (Pomyśl, ile jesteś w stanie zaoszczędzić porównując i negocjując z różnymi składami budowlanymi!) OSZCZĘDZAJWarto sobie tak czasami uświadomić, że budujemy dom i że budowa domu to dużo pieniędzy. To też tak działa, że to się potem trochę bardzo rozmywa, bo dzielimy te pieniądze na wykonawców, na materiały, no i nagle ktoś chce od ciebie dwa tysiące, ktoś od ciebie chce pięć tysięcy, siedem tysięcy. I te kwoty, tak się trochę do nich przyzwyczajamy, że one tak płyną. I myślimy sobie, że one muszą płynąć i nic z tym nie zrobimy. Tymczasem podczas jednej piętnastominutowej rozmowy jesteś w stanie zaoszczędzić kilkaset złotych, czyli tak naprawdę tysiąc złotych na godzinę! No, ja takiej stawki godzinowej nie mam Ty jeżeli masz, to gratuluję. Podejrzewam, że jednak dziewięćdziesiąt dziewięć procent słuchaczy takiej stawki nie ma, dlatego wynegocjowanie nawet stu złotych w ciągu piętnastominutowej rozmowy da ci o wiele, wiele więcej korzyści niż branie nadgodzin czy też branie jakichś tam dodatkowych prac. Lepiej swoją siłę i starania przeznaczyć na to, żeby negocjować, bo finalnie zostanie nam w kieszeni więcej, a nie przeznaczać dodatkowy czas na pracę, bo zarobimy prawdopodobnie trochę mniej. Negocjuj, ale… bądź człowiekiemJeżeli chodzi o takie partnerskie podejście do negocjacji, to chciałbym, żeby ludzie traktowali się z szacunkiem. Czasami jest tak, że ktoś szuka jakiejś usługi czy też szuka jakiegoś produktu, idzie gdzieś i rozmawia ze sprzedawcą dwie, trzy godziny. Wypytuje o wszystkie szczegóły, o co tylko się da, po czym mówi „o, dziękuję bardzo, to ja kupię w takim razie w Internecie, bo tam jest taniej„. No jasne, że jest taniej, ale jeżeli już sprzedający przeznaczył ci wiele czasu i jesteś mu wdzięczny za pomoc, no to nie wygłupiaj się. Nie wygłupiaj się, kup u niego, a nie szukaj trochę taniej, bo drożej by wyszło, gdybyś miał zapłacić ekstra za takie doradztwo. Myślę, że każdy z nas by chciał być wynagradzany odpowiednio za swoją pracę. Na samym początku mojej drogi zawodowej pracowałem w sklepie fotograficznym, wcześniej naprawiałem aparaty fotograficzne, no i przychodzili klienci, którzy zawracali głowę. Wypytywali o wszystko: trzeba było pokazać aparat fotograficzny, pokazać jak działa, powiedzieć o przesłonach, o migawkach, o ISO i tak dalej, po czym klient mówi, że „no dziękuję, to on kupi sobie na Allegro, bo zaoszczędzi sto złotych„. Nie motywowało to do pracy, a wręcz zniechęcało do pomagania innym. Fajnie, że ktoś uzyska sto złotych, ale czy to jest tego warte? Moim zdaniem nie. Szanujmy się nawzajem. Jakiś czas temu rozmawiałem z operatorem koparki o jego klientach. Zadzwonił do niego klient tydzień wcześniej, mówiąc, że będzie miał szambo i prosi, żeby przyjechał o dziewiątej rano w poniedziałek, żeby ten dół pod szambo wykopał. Ustalili kwotę, wszystko w porządku. W niedzielę, dzień przed wykopem, operator koparki dzwoni do klienta, bo ma taki zwyczaj, że dzień wcześniej po prostu potwierdza wszystko. I pyta, czy wszystko jest potwierdzone, czy jutro ma być. A ten klient mówi mu prosto w twarz: „no panie, gdzie za taką cenę, ja znalazłem tutaj gościa piętnaście złotych taniej za godzinę, niech pan się nie wygłupia”. „Ale proszę pana, no my ustaliliśmy tutaj cenę, termin, pan mnie teraz wystawia” „Co mnie to obchodzi, hahaha” i się rozłączył No cóż, operator koparki niestety nic z tym nie zrobi, przecież umowy żadnej nie podpisuje. Można tylko siąść i płakać. Ale historia miała nieoczekiwany zwrot akcji, mianowicie w poniedziałek, dziewiąta trzydzieści dzwoni ten sam klient i płacze w słuchawkę, że osoba, którą wybrał, ta tańsza, nie zjawiła się jednak. Wystawiła go! A tu przyjeżdża szambo za cztery godziny, on został z niczym, nie ma komu zlecić tego wykopania dołu i pyta, czy może przyjechać i mu pomóc. Operator koparki powiedział, że jak najbardziej tak, pomoże, ale cena plus pięćdziesiąt procent i płatność przed pracą. „Tak, tak, oczywiście, niech pan przyjeżdża, jasne, oczywiście„. I cóż, finalnie zapłacił chyba dwieście, trzysta złotych więcej niż powinien i tak się kończy oszczędzanie. Więc nie cwaniakujmy. Dużo razy rozmawiałem z wykonawcami z różnych branż. Wiem, jak niektórzy klienci podchodzą do różnych rzeczy. Wiem, jak niektórzy są ciężcy. Ja wiem, że jak negocjujemy z wykonawcą, to my jesteśmy uczciwi, chcemy dobrze dla siebie, ale wykonawca nas nie zna. My jesteśmy jednym z wielu klientów, a wielu klientów jest niestety niefajnych, nie umie rozmawiać, źle traktuje ludzi. Klienci potrafią nie płacić po wykonaniu pracy. Potrafią po wykonaniu pracy zacząć zwracać uwagę na jakieś nieistotne rzeczy, próbując wtedy dopiero negocjować i obcinając stawki. To wszystko składa się na to, że wykonawcy też są nieufni i to też dlatego jest tak ważne, aby rozmawiać z wykonawcą, aby zobaczył, że jesteś normalny, że wiesz, że nie kupujesz paczki gwoździ, tylko że zamawiasz usługę, która powinna być wykonana dobrze, że szukasz kogoś rzetelnego i dlatego szukasz różnych ofert. Druga osoba powinna zobaczyć, że szukasz kogoś, kto daje dobrą jakość, a nie tylko szukasz jak najniższej ceny. I jeżeli wykonawca zobaczy, że jednak jesteś normalny i można tobie zaufać, to wtedy cała rozmowa, i negocjacje, i co ważne, cała współpraca między wami będzie po prostu o wiele, wiele prostsza. O tym, jak negocjować przeczytasz więcej w mojej książce „Jak się wybudować i nie zwariować”. Swoją droga, jeżeli chcesz polecić mojego bloga, to po prostu powiedz, żeby wpisał w google „jak się wybudować i nie zwariować”. Uwaga! Już dostępne drugie, rozszerzone wydanie! +50% więcej stron i materiały dodatkowe! Negocjowanie ceny działkiKończę przygotowywać kurs o tym, jak wybrać, kupić i wynegocjować cenę za działkę budowlaną. Podczas tego kursu będę opowiadał o tym, w jaki sposób szukać, na co uwagę zwracać, jak określić rozmiar, kształt i tak dalej. Słowem: jak wybrać działkę, która będzie wymarzoną działką pod budowę twojego wymarzonego domu. Zapoznaj się ze szczegółami: kurs o wyborze i zakupie działki budowlanej. Więc krótko o negocjacji działki, ponieważ jeżeli planujesz wybudować dom, to jest to dobry moment, żeby nauczyć się negocjować. Przede wszystkim dlatego, że działki są drogie. Każdy tysiąc w kieszeni jest bardzo ważny, a tego tysiąca w kieszeni może kiedyś zabraknąć. Podczas wykończenia domu takie myśli nachodzą, że kurczę, tu wydaliśmy trochę za dużo, a teraz nam brakuje na przykład na kanapę czy na lepszy telewizor Warto walczyć o dobrą cenę za działkę. I to też pokazuje, że warto i należy uspokoić emocje. Opowiadałem o moich negocjacjach z moim klientem, gdzie musiałem się uspokoić i zmienić perspektywę. Przy działce jest bardzo podobnie, ponieważ jeżeli znalazłeś nareszcie wymarzoną działkę po dłuższym czasie i będziesz chciał koniecznie ją kupić i nie rozważasz innych możliwości, to w tym momencie przegrałeś negocjacje i zapewne zgodzisz się na pierwszą, drugą ofertę sprzedającego, ponieważ musisz mieć tą działkę. Aby odpowiednio się do zakupu przygotować, powinieneś mieć alternatywę w postaci na przykład jednej, dwóch, trzech innych działek. One mogą być trochę gorsze, ale ważne jest, żebyś miał je gdzieś tam pod ręką, żebyś miał psychiczny komfort, że nawet jeżeli ci się te negocjacje nie powiodą, masz inne możliwości. To jest w ogóle obowiązkowe. Druga rzecz, powinieneś bardzo dobrze znać zalety tych działek, ale także ich wady, żeby pokazać sprzedającemu, że jego działka jest w porządku, bo jest to i to, natomiast ma pewne wady, których nie mają te i te działki. To jest też ważne, żeby sprzedającemu pokazać, że oferowana przez niego działka jest dla ciebie w porządku. To też kwestia budowania relacji, bo jeżeli podejdziesz do sprzedającego i powiesz mu, że to, co sprzedaje, jest beznadziejne i ma same wady i dlatego chcesz lepszy rabat, no to pierwsze pytanie sprzedającego będzie takie: „to po co ci ta działka?”. Wymienień zalety działki, która cię interesuje oraz wady, ale odpowiednio je uzasadniając. I trzecia rzecz jest taka, żeby znaleźć wady działki, ale takie nieobiektywne. Bo są obiektywne wady: na przykład działka jest położona za nisko i będziesz musiał dowieźć trochę ziemi. Ta ziemia będzie kosztowała cię na przykład pięć tysięcy złotych. To jest obiektywna trudność i dobry wstęp do rozmowy i do negocjacji. A teraz zobacz: niedaleko jest dworzec PKP. Dla ciebie to może być zaletą. Jest dworzec, masz blisko, super. Ale to może być też wada, ponieważ pociągi hałasują, w nocy słychać dźwięk szlabanu. Każdą rzecz można sobie na dwa sposoby pokazać. Rozmiar działki za mały lub za duży. Też możesz to uzasadnić. Wjazd od strony północnej może być dla ciebie niekorzystny, bo masz na oku projekt domu, w którym wjazd będzie od strony południowej. Powiedz sprzedającemu, ze działka jest super, ale problemem jest to, że ma wjazd od strony północnej. Odpowiednie przygotowanie jest niezbędne do tego, aby mieć komfort podczas negocjacji. Komfort jest bardzo ważny. Pamiętaj, że negocjacje nie muszą się zakończyć sukcesem. To nie znaczy, żeby nie negocjować. To tylko oznacza, że negocjacje mogą się urwać. Ale wcale nie muszą i bardzo rzadko się dzieje tak, że ktoś nagle się na pięcie obrażony odwraca i idzie w swoim kierunku, bo mu za niską cenę zaproponowałeś. W moim kursie o wyborze działki budowlanej radzę, aby nie bać się proponować ceny o trzydzieści procent niższej. Dlaczego? Dlatego, że po pierwsze, nic nie tracisz. Co się może stać? Sprzedający może na ciebie spojrzeć krzywym okiem i tyle. Ale przecież nie obrazi się (raczej) :). Po drugie, jeżeli zaproponujesz sprzedającemu trochę niższą kwotę, na przykład dziesięć procent, no to już ustawiłeś ramy, w których rozmawiacie, na innym poziomie. Jeżeli sprzedający chce działkę za sto tysięcy, ty mu zaproponujesz dziewięćdziesiąt tysięcy, to rozmawiacie między dziewięćdziesiąt a sto. Jeżeli zaproponujesz sprzedającemu siedemdziesiąt tysięcy złotych, rozmawiacie między siedemdziesiąt tysięcy a sto tysięcy złotych i być może korzyść przechyli się na twoją stronę. Zanim powiesz „tak”, powiedz „nie”.Przyszedł mi jeszcze do głowy jeden przykład, dlaczego warto negocjować. Wracam do tego tematu, bo ta świadomość jest bardzo ważna. Pomyśl sobie, że ktoś cię prosi o wykonanie jakiejś droższej usługi. Siedzisz nad ofertą długi czas, myślisz, co zaproponować, liczysz, kombinujesz, myślisz, żeby nie dać za dużej ceny, za małej. Zastanawiasz się bardzo długo i w końcu JEST. Przygotowałeś ofertę, wysyłasz ją i czekasz z niecierpliwością, co się stanie. I dostajesz odpowiedź „okej, zgoda„. Jaka jest twoja pierwsza myśl? Kurczę, zgodził się od razu, mogłem dać wyższą cenę… I dlatego powinieneś negocjować. Jeżeli powiesz „tak”, to ta druga strona będzie czuła się niekomfortowo, wbrew pozorom. Jak powiesz „nie”, to druga strona coś będzie musiała z tobą wywalczyć i poczuje się finalnie lepiej, mimo że będzie musiała troszkę zejść z ceny. Hasło „zanim powiesz tak, powiedz nie” stosuję bardzo często i bez większego zastanowienia. Wyjątkowo nie robię tego tylko wtedy, kiedy negocjuję ze stałymi współpracownikami. Osoby, które ze mną współpracują już parę lat, wiedzą, jakie mam podejście, i wiedzą, że przy stałej współpracy proponuję warunki optymalne dla obu stron. Po prostu staram się wtedy nie tracić czasu na negocjacje. Takie mam podejście: znamy się i w związku z tym oferuję ci dobre warunki, ty wiesz, że one są dobre więc zaakceptuj je i działamy. I wtedy jakby nie ma tego niesmaku, że ktoś zaakceptował ofertę za szybko. Ale w przypadku, kiedy się jeszcze nie znamy z wykonawcą albo ta współpraca jest krótka, niezależnie od tego, jaka oferta jest wykonawcy, zawsze mówię nie. Z założenia mówię nie, bo to jest zdrowsze. I niejednokrotnie się przekonałem, że powiedzenie „nie”, nawet w sytuacji takiej, gdzie mnie kusiło, żeby powiedzieć „tak”, wychodziło bardzo na moją korzyść. I miałem taką sytuację w tym roku, że szukałem wykonawcy, zwróciłem się do tłumacza z większym projektem. Tłumacz zaproponował mi bardzo dobrą cenę. Bardzo dobrą. I pamiętam, że pomyślałem, „to dobra cena, ok, zgodzę się„, a potem „no nie, nie można tak, trzymamy się pewnych zasad” . Napisałem mu, że nie zgadzam się i że czekam jeszcze na trzy oferty od innych wykonawców. I okazało się, że kolejne dwie oferty dostałem o trzydzieści procent wyższe, zgodnie z założeniem, ale już czwartą ofertę dostałem jeszcze niższą nawet od tej bardzo dobrej ceny. I mając już teraz w ręku dwie bardzo dobre oferty, dopiero mogłem wtedy negocjować i… wynegocjowałem jeszcze więcej. Niejednokrotnie przekonasz się, że pierwsza oferta wykonawcy będzie korzystna dla ciebie, ale to nie znaczy, że musisz ją akceptować. Traktuj ją jako wstęp do rozmowy. Jeżeli ktoś ci oferuje jakąś cenę, to prawie na pewno on sobie założył jakąś górkę w głowie. On założył sobie, że jeszcze będzie mógł pójść na jakieś ustępstwo, więc dlaczego tego nie wykorzystać. Natomiast jeżeli się zgodzisz od razu na jego ofertę, no to gdzieś tam jakiś niesmak pozostanie. Małe podsumowanieJak wybrać i wynegocjować cenę z wykonawcą. – Nigdy nie bierz pod uwagę jednej oferty. Trzy, a nawet dziesięć ofert to czasami wcale nie jest za dużo. Porównaj oferty, upewnij się, że porównujesz te same zakresy usług i przystąp do negocjacji z jednym czy dwoma wykonawcami, którzy niekoniecznie są najtańsi, ale są dla ciebie najlepsi. – Wybierając wykonawcę oczywiście obejrzyj jego pracę, skontaktuj się z klientami wykonawcy, pojedź gdzieś, dotknij tego, co wykonawca zrobił, poszukaj opinii w Internecie, upewnij się, że osoba, z którą rozmawiasz, jest w porządku. – Negocjuj, negocjuj rozsądnie, partnersko. Jeżeli chcesz zaproponować wykonawcy znacznie niższą cenę, to nie bój się proponować niższej ceny, tylko niech za tym coś idzie, jakieś dodatkowe argumenty. Możesz wydłużyć termin, możesz negocjować zakresy usług, może coś dotyczącego transportu materiałów budowlanych. Masz dużo możliwości. Im więcej rozmawiasz, tym więcej możecie ustalić. – Podpisz umowę z wykonawcą. O tym będę mówił w następnych podcastach. Teraz tylko mogę powiedzieć, że podpisuj umowy zawsze ze wszystkimi, bo to jest warunek bezstresowej współpracy. W mojej książce „Jak się wybudować i nie zwariować” postanowiłem opisać to na wielu stronach, ponieważ uważam, że dobra umowa jest właściwie gwarantem tego, żeby prace poszły sprawnie, żeby wykonawca zaczął w terminie i skończył w terminie. Dodam, że przy zakupie książki dostaniesz ode mnie także kilka wzorów umów z kierownikiem budowy, projektantem i wykonawcami. W końcu chodzi o to, żeby się nie stresować podczas budowy, a umowa to w wielu przypadkach gwarantuje. Rozmowa to kluczNapisał do mnie pewnego dnia czytelnik, który szukał wykonawcy, żeby wybudować dom prefabrykowany. Okazało się, że dostał cztery oferty na takie domy i wszystkie cztery były bardzo podobne. Zakres usług właściwie też był bardzo podobny. Widocznie taki rynek, takie usługi, konkurencja widocznie bardziej ostra, więc te wszystkie ceny wszystkich wykonawców były do siebie zbliżone. Powiedział, że właściwie prawie nic nie wynegocjował, ponieważ wszystkie firmy znają konkurencję i wiedzą, że wszyscy trzymają ceny, więc nikt się nie będzie wychylał. Zaproponowałem mu parę pomysłów. Oprócz tego, żeby grał terminem wykonania usługi, podpowiedziałem, żeby zaproponował wykonanie jakiejś usługi za darmo lub w jakiejś lepszej cenie – na przykład jakaś część prac wykończeniowych. Być może okazałoby się, że któryś z wykonawców może uzyskać materiały w lepszych cenach. Być może któryś z wykonawców jest w stanie załatwić taniej jakieś prace związane z uporządkowaniem twojej działki? Rozmawiasz, dowiadujesz się nowych rzeczy i różnie to bywa. Pamiętam, że ktoś rozmawiał o działce i okazało się, że brat sprzedającego ma koparkę. Sprzedający nie chciał obniżyć ceny, ale jego brat za darmo popracował jeszcze dwa czy trzy dni koparką i wyrównał teren, wyrwał drzewa, wyrwał krzewy i doprowadził działkę do porządku. Powtarzam się, wiem, ale rozmowa to jest klucz. Im częściej rozmawiasz, więcej, tym lepiej. Dlatego jest tak ważne, żeby zacząć negocjować już teraz. Nie wiem, w jakiej jesteś sytuacji, być może dopiero planujesz budowę, jeszcze nie masz działki, a być może już zacząłeś budowę, ale niezależnie, gdzie jesteś, ćwicz, negocjuj poza placem budowy, negocjuj czasami w głupich sytuacjach. Im częściej będziesz rozmawiał, tym po prostu lepiej. I im częściej będziesz miał poczucie, że jesteś w stanie dostać lepszą cenę, tym lepiej. Nie poddawaj sięTo taki przykład nie dotyczący ściśle negocjacji, ale pokazujący, że warto poświęcić czasami nieco czasu na uzyskanie lepszych warunków. Podczas wykończania mojego studio, szukałem granatowej tkaniny. Potrzebowałem około sześćdziesiąt metrów bieżących konkretnego modelu. Wydawałoby się, że taki produkt jak tkanina powinna być wszędzie w podobnych cenach. Okazało się po pierwszym telefonie, że nie jest tak łatwo, ponieważ ta tkanina nie jest jakoś bardzo rozchwytywana, więc w sklepie mogą mi sprzedać cały wałek tkaniny, sto coś metrów. Bez sensu. Musiałbym kupić sto metrów tkaniny, i zostałaby mi prawie połowa. Co bym z nią zrobił? Niewiele. Dzwonię do drugiego sklepu, do trzeciego sklepu, do czwartego sklepu. Ta sama historia. Te ceny wahały się tam o parę złotych w tą czy w tamtą, ale finalnie może bym zaoszczędził pięćdziesiąt złotych na wszystkim. Łatwo byłoby mi się po tych czterech telefonach poddać, ale właśnie o to chodzi, że ja mam przekonanie, że warto szukać lepszych ofert, bo nigdy nie wiesz, co jest na rynku. Wykonanie czterech telefonów to nie jest poznanie rynku. Dlatego zadzwoniłem do piątej firmy i tam się okazało, że są w stanie mi uciąć tkaninę. Ale był kruczek. Kruczek był taki, że po obcięciu tkaniny zostaną z fragmentem, z którym nic nie zrobią więc za tyle ile metrów, ile chcę, chcą dwa razy więcej pieniędzy. Oznaczałoby to, że dostałbym tyle tkaniny, ile chcę, ale wydam więcej niż gdybym kupił cały wałek tkaniny w innej firmie. No, ale znowu, to tylko piąty telefon, zmarnowałem na razie dwadzieścia minut. Dobra, to zadzwonimy jeszcze w parę miejsc. Znalazłem firmę, która utnie mi tyle ile chcę w „normalnej” cenie, ponieważ okazało się, że mają właśnie taki ucięty kawał tkaniny i z przyjemnością mi sprzedadzą, ile chcę. I w ciągu tych dwudziestu paru minut zaoszczędziłem trzysta złotych na „głupiej” tkaninie. Gdybym miał inne podejście i inną świadomość tego, co mogę uzyskać, prawdopodobnie już po czwartym telefonie bym się poddał i kupił tkaninę w cenie, która wydawała mi się jedyna realna. I dlatego tak ważne jest takie wewnętrzne przekonanie o tym, że bardzo często jesteś w stanie uzyskać dla siebie lepsze warunki. Dlatego negocjuj, porównuj oferty, rozmawiaj z wykonawcami, negocjuj, rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj. Oszczędzaj pieniądze, dużo pieniędzy. Pamiętaj, że podczas budowy domu te pieniądze uciekają bardzo szybko, a tych pieniędzy zaczyna brakować na ostatnim etapie, który jest wykończeniem inwestora, czyli wykończeniówką, gdzie tych pieniędzy zaczyna brakować. I dopiero wtedy taka myśl przychodzi, że kurczę, tutaj i tutaj przepłaciliśmy albo tutaj i tutaj mogliśmy więcej zaoszczędzić. ZakończenieBardzo dziękuję, ten podcast trwał prawie godzinę, ale temat jest bardzo ważny i nie mogłem go potraktować bardziej skrótowo. Mam tylko nadzieję, że weźmiesz parę moich rad do serca, zaczniesz negocjować już teraz, będziesz szukał okazji, może poprosisz o podwyżkę, będziesz starał się wynegocjować lepszą ofertę w innej sytuacji. Mam nadzieję, że naprawdę ten podcast okazał się wartościowy i jeżeli masz wśród znajomych, przyjaciół osoby, które też mają jakiś tam problem z negocjacjami będę ci bardzo wdzięczny, jeżeli polecisz mój podcast. Jeżeli masz wśród znajomych kogoś, kto się buduje, to poleć mojego bloga „Jak się wybudować i nie zwariować”, w którym omawiam wiele tematów związanych z budową domu, od wyboru działki i negocjacji, po wybór systemu ogrzewania. Opisuję, jak działają panele fotowoltaiczne. Opisuję, jaką wentylację wybrać i wiele, wiele innych rzeczy. Bez żadnych reklam, bez żadnych artykułów sponsorowanych. Czysta wiedza, niepodszyta żadnymi dodatkowymi korzyściami dla mnie. Bardzo dziękuję za tą godzinę ze mną i do usłyszenia przy kolejnym podcaście. Pozdrawiam, Sławek Zając.
Uff. Swoją drogą ciekawe, czy ktoś doczytał do samego końca Dajcie znać, czy przygotowywać częściej transkrypcje. Nie ukrywam, że jest to dość pracochłonne: zleciłem przepisanie całego podcastu, ale i tak wprowadzanie poprawek, formatowanie tekstu i doprecyzowanie pewnych rzeczy zajęło mi prawie 4 godziny. Artykuł Jak negocjować? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jaki projekt domu wybrać? Indywidualny czy gotowy? | 24 Apr 2024 | 00:45:08 | |
Jeśli wahasz się, czy lepiej wybrać gotowy projekt domu czy też zamówić indywidualny, ten artykuł jest po to, by Ci w tym pomóc. Przygotowałem kompleksowe omówienie wad i zalet gotowych projektów. Podzieliłem się także wiedzą na temat projektów na zamówienie, które według mnie są o wiele lepsze. Zapraszam do lektury! Ten artykuł jest zapisem podcastu, przygotowanym do łatwiejszego czytania. Jeśli wolisz, możesz go wysłuchać, korzystając z poniższego linku. Podcast jest dostępny także w iTunes i Spotify. A tu RSS. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/04/jak_sie_wybudowac_02.mp3 Zobacz też:Budowa domu krok po kroku - od czego zacząć? Czy wybrać projekt gotowy czy indywidualny?Przez długi czas myślałem, że projekty gotowe (czyli takie, które możesz kupić na różnych stronach biur projektowych) są świetnym rozwiązaniem dla wszystkich, ponieważ jest ich bardzo dużo. Podejrzewam, że w sieci znajdziemy parę tysięcy projektów domów i każdy znajdzie coś dla siebie. Szukałem projektu domu z żoną chyba w 2009 roku i trwało to dosyć długo, kilka tygodni. Przejrzeliśmy naprawdę dużo materiałów i troszeczkę nam entuzjazm opadł, ponieważ okazało się, że każdy miał większe lub mniejsze wady. Coś nam w tych projektach za każdym razem nie pasowało i było nam bardzo trudno znaleźć ten najlepszy dla siebie. Po pewnym czasie wybraliśmy wreszcie „gotowca”, który nam odpowiadał. Zamknęliśmy komputer, zajęliśmy się własnymi sprawami i wróciliśmy do tego parę miesięcy później, żeby ostatni raz na niego spojrzeć i podjąć decyzję o zakupie. Otwieramy komputer, patrzymy na ten projekt i spojrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem. Okazało się, że po tych paru miesiącach w ogóle przestał nam odpowiadać i byliśmy tak naprawdę zszokowani, że kiedyś on nam się podobał. Co się zmieniło? Zmieniło się tyle, że przez te parę miesięcy lepiej poznaliśmy siebie, nasze oczekiwania i lepiej wiedzieliśmy, czego (tak naprawdę!) potrzebujemy.
Gdybyśmy nie poczekali tych paru miesięcy, być może zaczęlibyśmy budowę domu, który by nas w ogóle nie cieszył. Wybraliśmy projekt domu piętrowego, a po tych kilku miesiącach myślenia o naszych oczekiwaniach doszliśmy do wniosku, że to dom parterowy będzie dla nas odpowiedni. Brak schodów i wszystkie pomieszczenia na jednym poziomie, to jest to, co chcielibyśmy mieć w naszym wymarzonym domu. W końcu zdecydowaliśmy się na projekt indywidualny głównie dlatego, że nie było projektu gotowego domu parterowego, który by się mieścił na naszej działce. Dokładnie rzecz biorąc, nie było takiego, który by działkę wykorzystywał w stu procentach. Działka a wybór projektu domuW mojej okolicy działki budowlane mają najczęściej rozmiar 1000 metrów kwadratowych, a tak zwana powierzchnia zabudowy wynosi 20%. To oznacza, że dom może maksymalnie wykorzystać powierzchnię 200 metrów kwadratowych. Nie było projektów gotowych domów parterowych, które miałyby 180-200 powierzchni zabudowy i w związku z tym zamówiliśmy szyte na miarę rozwiązanie. Dzięki temu mój dom po zewnętrznej ma około 199,36 m², więc jestem absolutnie na styk z wytycznymi planu zagospodarowania :). Wykorzystałem działkę naprawdę do każdego centymetra. I właśnie taką drogę przeszedłem – najpierw byłem zafascynowany liczbą gotowców dostępnych od ręki, a potem okazało się, że niestety wśród nich nie ma jednak tego, co bym chciał. Pomimo tego dalej przez jakiś czas myślałem o tym, że wcześniej przygotowane koncepcje są zazwyczaj dobrym rozwiązaniem. Myślałem, że to akurat nasze (moje i żony) oczekiwania były dosyć specyficzne, natomiast większość ludzi ma inne oczekiwania, projektów jest dużo i każdy znajdzie coś dla siebie. Gotowe projekty domów jednorodzinnych – wady i zaletyI dopiero później podczas wielu rozmów ze znajomymi, innymi budującymi, z projektantami, dotarło do mnie, że to nie jest tak. Bo tych gotowych jest cała masa, rzeczywiście. Tylko, że one nie są tworzone dla nas. Z założenia są robione po to, żeby się sprzedawały. One muszą spełniać oczekiwania jakiejś grupy odbiorców, ale nikt z tobą nie usiadł i ten dom nie był projektowany z myślą o tobie. Tobie się może wydawać, że jest dla ciebie – otwierasz go, widzisz na przykład duży salon dzienny, widzisz kuchnię, która wydaje się bardzo ustawna, jakieś pokoje dziecięce, dodatkowe dwie łazienki i wydaje ci się, że wszystko jest w porządku. Ale prawda jest taka, że większość z nas (osób, które planują budowę domu) jeszcze nie zna swoich oczekiwań. Możemy się trochę oszukać oglądając te projekty, że widocznie ludzie tak się budują i są zadowoleni. Poznanie naszych oczekiwań jest trudne. Poznaj swoje potrzebyKilka przykładów o tym, jak ważna jest świadomość tego, co się chce. Pomyśl nad swoim przyszłym domem. Czy wiesz gdzie będziesz suszył pranie? Proste pytanie, niemające właściwie wpływu na to, jak ten dom będzie wyglądał, prawda? A jednak, jeżeli planujesz dom piętrowy, to możesz mieć na przykład jakąś pralnię na dole, z myślą o tym, że będziesz suszył pranie na parterze zimą, a jak będzie ładna pogoda, to wyniesiesz pranie na zewnątrz, powiesisz je tak, żeby słoneczko je nagrzewało, wiatr ładnie wszystko osuszał, i będzie świetnie. Ale równie dobrze możesz mieć suszarnię na górze, blisko sypialni, blisko pokojów. Będziesz prał i suszył na piętrze i wszystkie ciuchy będą po prostu cały czas na piętrze. Jak będziesz dalej się interesował tematem, to zapewne przeczytasz o pewnym patencie, aby brudne rzeczy wrzucać do wrzutni (zsypu na pranie), ciuchy lądują na parterze i dopiero tam je pierzesz. (Przydaje się to, jeżeli na piętrze są pokoje i sypialnia, a pralnia na dole – wtedy nie trzeba przeznaczać na piętrze miejsca na brudne rzeczy i nosić brudnych ciuchów na dół). Zaczniesz głębiej wchodzić w temat, poczytasz na temat różnych suszarek elektrycznych, które niektórzy sobie chwalą i tak dalej. I nagle okazuje się, że taki, „głupi” trochę temat, jakim jest suszenie prania, jest dosyć poważną kwestią. W zależności od tego, jak będziesz chciał postępować z tym praniem, to albo zrobisz pralnię na górze, albo na dole, albo zrobisz zsyp na pranie, albo kupisz jakieś urządzenie elektryczne. Część z tych decyzji może wpłynąć nawet na kształt twojego budynku! A to przecież jest tylko JEDNO pytanie. Podobnych pytań jest dużo. Gdzie będziesz trzymał śmieci? Możesz je za każdym razem wynosić na zewnątrz i worki kłaść gdzieś przy płocie, ale równie dobrze możesz sobie wygospodarować gdzieś jakiś metr powierzchni na to, żeby właśnie codziennie nie wychodzić z tymi śmieciami, np. zimą albo gdy bardzo wieje, albo pada. Być może będziesz miał garaż w bryle domu, i tam wygospodarujesz jakieś miejsce na worki. Jak żyjesz w domu, to tych śmieci naprawdę się generuje, czasem aż to jest szok, że tak dużo i tego miejsca trochę potrzebujesz. Dobry projekt uwzględnia Twój styl życiaCo dalej? Wyobraź sobie, jak będziesz mieszkał w domu. Wyobraź sobie typowy plan dnia. Jesteś w sypialni, wstajesz, budzisz się. Najpierw swoje kroki kierujesz do łazienki, żeby się umyć. Pytanie, w jaki sposób będziesz do tej łazienki się dostawał, którędy? Czy bezpośrednio przez sypialnię, a może przez garderobę lub korytarz? Gdzie będzie znajdowała się łazienka? Co potem, jak się już umyjesz? Gdzie się ubierzesz? Czy wracasz do sypialni znowu przez korytarz, czy będziesz miał garderobę zaraz przy łazience, w jaki sposób to będzie wyglądało? Jak będziesz się szykował do pracy? Jeżeli planujesz dzieci lub masz dzieci, to jak ich dzień będzie wyglądał, gdzie one będą się ubierały, gdzie będą szafy? Czy szafy będą w pokojach, czy będą miały garderobę dostępną od korytarza? Czy dla nich będzie dostępna ta sama łazienka, co dla rodziców? Jak będzie wyglądał plan dnia całej rodziny? Co po przyjściu z pracy? Przypuśćmy, że byłeś na zakupach, przyjechałeś do domu. Jeżeli planujesz mieć garaż w bryle domu, wjeżdżasz samochodem z zakupami i co dalej? Może warto w takim razie dostać się do kuchni przez garaż, wynosić zakupy z samochodu – wchodzisz do spiżarni, w spiżarni zostawiasz mleko, ziemniaki, cebulę, potem wchodzisz do kuchni, wcześniej oczywiście zdejmując buty, i zakupy kładziesz na blacie lub na stole i pakujesz do lodówki. Część rzeczy być może od razu wsadzasz do zlewu, żeby je umyć i naszykować na obiad. I tu kolejne pytanie: jak szykujesz obiad? Musisz mieć blisko lodówkę, kuchenkę albo płytę indukcyjną. To przygotowanie potraw też powinno być dla ciebie proste, a wszystko powinno być w zasięgu ręki: szafki, naczynia i tak dalej. Te wszystkie decyzje wpłyną na to, czy twoje życie będzie wygodne podczas późniejszej eksploatacji domu. I takich pytań (niby szczegółów) jest dużo, naprawdę dużo. Komfort użytkowania domu – dbałość o szczegółyKiedyś nie doceniałem wagi takich szczegółów. I czasami jest tak, że po budowie domu jesteśmy bardzo szczęśliwi Wszystko się udało, jesteśmy zadowoleni z przestrzeni, mamy swój kąt, jest super i czujemy radość. Ale po jakimś czasie ta radość mija, oswajamy się z domem, przychodzi taka rutyna i rzeczy, na które wcześniej uwagi nie zwracaliśmy, mogą nas zacząć irytować. Myślimy sobie „ach, szkoda, że nie zrobiliśmy tego, tego i tego, byłoby lepiej”. I nie bez kozery mówi się, że dopiero trzeci dom buduje się dla siebie, bo pierwszy dom („dla wroga”), często jest po prostu nieprzemyślany. I przy zakupie projektu gotowego, patrząc tylko na rzuty kondygnacji, nie myślimy o tym, czy my się w tym domu odnajdziemy. Po paru latach może się okazać, że jednak ma pewne niedoskonałości, z których sobie wcześniej nie zdawaliśmy sprawy. Tak a propos takich irytujących rzeczy, przychodzi mi na myśl takie porównanie. Coś, co na początku nie sprawia problemów, a potem staje się irytujące. Wyobraź sobie, że ktoś mówi ci, że ma schody i jeden (tylko jeden) ze stopni jest o dwa, trzy milimetry wyższy od pozostałych. Patrząc na to z boku, to jaki to jest problem? Dwa, trzy milimetry to przecież jest absurd, kto by w ogóle narzekał na coś takiego. Ale jeżeli chodzisz po tych schodach codziennie i za każdym razem Twoja noga jest jakby już nauczona, jaka jest wysokość kolejnych stopni, to te dwa czy trzy milimetry zaczynają bardzo przeszkadzać. Walisz się tym dużym palcem o wystający kawałek stopnia i te schody zaczynają ci z czasem po prostu przeszkadzać. To samo można przełożyć na cały dom. Na początku są rzeczy, które ci nie przeszkadzają: na przykład musisz do lodówki przejść metr, dwa metry dalej, musisz na przykład zamknąć jedne drzwi, aby otworzyć inne, aby dostać się do jakiegoś pomieszczenia, musisz schylić się w pewnym momencie, żeby po coś sięgnąć. To czasami są drobne rzeczy, które ci w ogóle nie przeszkadzają, ale z czasem, po paru miesiącach czy nawet latach mogą cię jednak zacząć naprawdę irytować. Dlatego kupowanie projektu gotowego może być błędem, jeżeli jeszcze dobrze nie znamy swoich oczekiwań. Dbajmy o to, aby w przyszłości nic nas nie denerwowało. I właśnie dlatego uważam, że to projekt indywidualny jest lepszym rozwiązaniem w wielu przypadkach. Jeżeli masz projektanta, który z tobą porozmawia, zada dużo cennych i celnych pytań, to ten projektant może ci uświadomić wiele rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałeś. Ostatnio rozmawiałem z sympatycznym panem projektantem. Spędziliśmy razem trzy godziny i on powiedział, że jak przychodzi do niego jakaś para na pierwsze spotkanie, kiedy widzi, że oni nie są pewni, czy projekt indywidualny jest dla nich, zadaje takie pytanie: czy lubi pani nago chodzić po sypialni? Oczywiście pierwsza reakcja jest zwykle taka: „ojej, no co pan mówi”, natomiast projektant wyjaśnia, dlaczego zadaje takie pytanie. Taka drobna rzecz jak poranne przyzwyczajenia powoduje na przykład to, w jaki sposób będzie dom usytuowany względem stron świata, gdzie będzie sypialnia, gdzie będzie okno! A potem zadaje pytanie mężowi: gdzie pan kieruje kroki, jak pan schodzi na dół z sypialni, rano? Odpowiedź jest zwykle, no gdzie, do lodówki. Ważne jest więc, żeby ta lodówka była gdzieś niedaleko zejścia ze schodów. I to pokazuje takiej parze, że z pozoru nieistotne sprawy wpłyną na wygląd budynku, wielkość i rozmieszczenie pomieszczeń. Aby uniknąć takiej sytuacji, że wybudujemy dom i będziemy po jakimś czasie z niego tak nie do końca zadowoleni, warto znaleźć dobrego projektanta, który jest nieco psychologiem, który zada dużo cennych pytań. Który spyta o to, jak żyjemy, jaki jest nasz plan dnia i czy planujemy mieć dzieci. Czy planujemy, że za jakiś czas będzie z nami mieszkał na przykład któryś z rodziców, jakie mamy hobby, czy potrzebujemy miejsca na rowery, kaski, narty, inne rzeczy? Czy mamy jakieś inne zainteresowania i czy potrzebujemy jakiś dodatkowy kącik albo pomieszczenie gospodarcze? To wiele, wiele pytań. Inwestor i jego oczekiwaniaProjektant, który nas wysłucha, spędzi z nami tylko na samym początku dwie, trzy godziny. To jest naprawdę bezcenna rzecz, bo dzięki temu uświadomimy sobie, ilu rzeczy jeszcze nie wiemy. Zachęcam do poszukania projektanta, który nas posłucha i nas wysłucha. Natomiast jest mały haczyk. Jest on taki, że takich projektantów jest niewielu. Nie chcę tutaj krzywdzić projektantów, ale z mojego doświadczenia wynika, że większość ma niestety troszeczkę za wybujałe ego. Bardzo chętnie narzucają swoje zdanie i nie umieją słuchać. Wielu projektantów powie, jaki dom powinien być, nie koncentrując się na potrzebach inwestora, przez co zaprojektują dom i owszem, ale bardziej dla siebie. Dom, w którym sami chcieliby zamieszkać, niż dom, który spełni nasze oczekiwania. Podczas mojej kariery spotkałem tylko kilku projektantów, którzy rzeczywiście potrafią wysłuchać, potrafią rozmawiać, zadawać celne pytania, a moim zdaniem to jest właśnie kluczowe dla wybudowania dobrego domu. Większość projektantów niestety nie słuchała. Raczej to projektant narzucał swoje zdanie albo na przykład zaczynał rozmowę od tego: „no dobra, niech państwo pokażą jakiś projekt gotowy, który się państwu podoba, a ja narysuję coś podobnego, tam trochę coś pozmieniamy i będzie dobrze”. No więc jeżeli taki projektant tak zaczyna rozmowę, no to nie warto z nim dyskutować. Projektant powinien zacząć od pustej kartki, od zera. Ale zanim zacznie projektowanie od zera, musi spędzić z wami godzinę lub dwie, lub nawet więcej, aby dokładnie wypytać, czego potrzebujecie, dokładnie zorientować się, jaką macie działkę, gdzie jest wjazd i z której strony. Dowiedzieć się, jak jest działka położona względem stron świata, aby jak najlepiej wykorzystać światło słoneczne. To naprawdę dużo elementów, które musi poznać, zanim w ogóle zacznie stawiać pierwszą kreskę na białej kartce. Więc jeżeli masz fachowca, który zaczyna rozmowę od tego, że „niech pan mi pokaże projekt, który się panu podoba”, lub mówi, że „no teraz to się buduje takie domy, z takimi dachami, bo taki jest trend”, no to nie warto z nim rozmawiać. Koszty projektów – o czym pamietać?Twoje oczekiwania mogą być zupełnie inne niż większości osób i bardzo dobrze! To nas wyróżnia, że każdy z nas ma jakieś inne oczekiwania, inne potrzeby. Głównym powodem, dla którego wybiera się projekty katalogowe jest to, że są tanie. Widzimy różne opcje po dwa tysiące złotych, trzy tysiące złotych czy nawet po półtora tysiąca złotych, i jak słyszymy, że projekt indywidualny kosztuje kilkanaście tysięcy złotych, to jest to bardzo duża różnica. Natomiast trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że gotowce nie są projektami budowlanymi. To jest jakiś zbiór rysunków. Jakaś koncepcja, która może posłużyć do projektu budowlanego. Za jego pomocą nie wybudujesz domu. Aby to zrobić musisz kupić projekt w pracowni i go zaadaptować. I dopiero projektant, który adaptuje projekt, spowoduje, że stanie się on projektem budowlanym. To oznacza, że do projektu gotowego musisz doliczyć na przykład dwa tysiące złotych za adaptację, żebyś dostał pozwolenie na budowę. Ta adaptacja może kosztować trzy tysiące, cztery, pięć i więcej, jeżeli postanowisz wprowadzać do niego jakieś zmiany. Jeżeli będziesz chciał przesunąć na przykład jedno czy dwa okna lub ścianę działową, to koszt adaptacji będzie niższy, a jeżeli będziesz chciał powiększyć na przykład salon, zmienić wysokość pomieszczeń, to ten koszt adaptacji może być jeszcze wyższy. I w niektórych sytuacjach koszt gotowca i koszt adaptacji może się zbliżyć do kosztu rozwiązania indywidualnego. W takiej sytuacji w ogóle bym nie rozważał oszczędzania na projekcie, bo to nie ma sensu – za tą samą cenę dostaniesz produkt po prostu lepszej jakości. Błędy w gotowych rozwiązaniachCo więcej, jeżeli kupisz projekt i potem projektant go zaadaptuje, to biuro projektowe, od którego kupiłeś „gotowca”, można powiedzieć, że umywa ręce. Dlaczego? Za projekt budowlany (w tym przypadku) odpowiada projektant adaptujący. I może być tak, że kupiłeś produkt, który miał jakieś błędy, projektant adaptujący go nie sprawdził, bo przecież szukaliśmy jak najtańszego projektanta, i zaczynasz budowę. W tym momencie może się okazać, że co prawda zaoszczędziłeś na projekcie indywidualnym, ale oszczędności poszły na korygowanie błędów. Projekty gotowe mają wady i to niezależnie od pracowni. Są oczywiście pracownie, które są lepsze i które są gorsze. Nie wymienię nazw, bo nie o to chodzi, ale nawet wśród tych biur, które cieszą się lepszą renomą wśród budujących, zdarzają się produkty niedoskonałe, nawet błędne. Związane jest to z tym, że projektów na tych stronach różnych biur projektowych jest cała masa i o ile być może większość z nich była robiona przez rzeczywiście fachowy zespół, to część przez na przykład niedoświadczonych pracowników. Nie były przemyślane. Jeżeli kupisz go, to możesz szybko tego pożałować. Więc po jednej stronie mamy koszt gotowego rozwiązania i adaptacji, która może kosztować razem koło pięciu tysięcy złotych lub więcej, jeżeli chcesz nanieść zmiany, natomiast rozwiązania szyte na miarę zaczynają się od siedmiu tysięcy do kilkunastu czy nawet do dwudziestu paru tysięcy. Różnica wydaje się czasami spora, tak? Z jednej strony widzisz, że za ten projekt gotowy z adaptacją zapłacisz piątkę, a tutaj masz na przykład ofertę na autorską koncepcję za piętnaście tysięcy złotych. Tak, wydaje się, że te dziesięć tysięcy złotych to jest dużo. Natomiast ta kwota kłuje w oczy w tej chwili, a można ją bardzo łatwo przepłacić nawet na samym początku budowy. Zobacz też:Jak kupić działkę budowlaną? Zakup działki krok po kroku Pozorna oszczędnośćWyobraź sobie, że kupiłeś projekt, który siłą rzeczy nie był dostosowany do twojej działki, do twojej lokalizacji. Teoretycznie powinien to zrobić projektant adaptujący, ale w rzeczywistości on tego to pominął. To może oznaczać, że projekt może być przewymiarowany. Może mieć za dużo zbrojenia lub za duże przekroje więźby dachowej. Natomiast w Twojej lokalizacji warunki gruntowe mogą być świetne i mógłbyś zmniejszyć koszt fundamentów. Dodatkowo nie chcesz mieć dachówki tylko lżejszą blachodachówkę, więc nie musisz budować tak drogiej więźby dachowej. I nagle się okazuje, że nieświadomie przepłacisz za więźbę, fundamenty i inne elementy dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści tysięcy złotych więcej. Tylko widzisz, wtedy to cię nie boli tak do końca, bo nawet nie wiesz o tym, że podczas budowy mogłeś wydać mniej. Straty tych pieniędzy nie odczuwamy – gdzieś to znika w racie kredytu, ale… bolało nas i nie chcieliśmy płacić za projekt indywidualny pięć czy dziesięć tysięcy więcej. A jego koszt mógł się bardzo łatwo zwrócić. Realne zyskiPoza tym projektant wskaże Ci elementy, które Ty sobie wyobrażałeś. Chcesz mieć trzy balkony, jakieś lukarny, efektowny dach? Oczywiście, można to zrobić, jak najbardziej, ale projektant może polecić zrobić jeden balkon, nie robić na przykład skomplikowanego dachu, tylko trochę prostszy, bo dzięki temu zaoszczędzisz kolejne na przykład pięćdziesiąt tysięcy złotych. To też są rzeczy, z których czasami sobie nie zdajemy sprawy, bo widzimy produkt w katalogu, on jest bardzo ładny, te wizualizacje są po prostu świetne, to wszystko wygląda naprawdę ślicznie, a nie czujemy tego, że każdy z tych pięknych elementów po prostu kosztuje i czasami warto zrezygnować z efektownego domu na rzecz na przykład większego lub po prostu na rzecz tego, żeby tych pieniędzy zostało nam gdzieś w kieszeni więcej. Projekt gotowy rozważałbym chyba tylko w jednym przypadku. Musi być spełnione kilka warunków. Kiedy wybrać gotowy projekt domu?Pierwszy: projekt gotowy powinien spełniać nasze oczekiwania w 90%. Tylko tak jak mówiłem, my musimy znać te oczekiwania bardzo dobrze. Musimy być pewni tego, że będziemy się dobrze w tym domu czuli. Drugi: Według tego projektu już się wybudowało wiele domów. Najlepiej, jeżeli są to domy, które możesz odwiedzić, możesz porozmawiać z inwestorami i się dowiedzieć, czy był on rzeczywiście był w porządku. Zapytać, jakie nanosili zmiany, mieć jakąś możliwość konsultacji, rozmowy, wymiany spostrzeżeń. I w tym przypadku, jeżeli rzeczywiście jesteśmy pewni naszego wybory i mamy z kim się konsultować, możemy wejść do jakiegoś domu, który był wybudowany według tego projektu, to rzeczywiście będzie on chyba dla nas w porządku. Natomiast kupowanie w ciemno, gdzie nie możemy porozmawiać z nikim, kto się według niego budował, nie możemy tego domu odwiedzić, nie mamy z nikim kontaktu i w sumie tak naprawdę nie jesteśmy jego pewni, bo chcemy jeszcze nanieść z cztery różne zmiany, żeby dostosować ten dom do naszych potrzeb, w tym przypadku porzuciłbym tę myśl. Rozwiązanie z myślą o przyszłościPamiętajcie, że koszt budowy domu wynosi nawet kilkaset tysięcy złotych i tak naprawdę te pięć tysięcy czy dziesięć tysięcy złotych różnicy między jednym a drugim projektem, to jeden, dwa procent kosztu budowy domu, a dzięki temu możemy mieć naprawdę dom szyty na miarę, który spełni nasze oczekiwania i nie tylko od razu po budowie, ale będzie nas cieszył przez kolejne kilkanaście lat. Będziemy z niego zadowoleni także w przyszłości. Dobry projektant pomyśli, co będzie za kilkanaście lat. Jeden z pokojów będzie teraz gabinetem, ale za kilkanaście lat chcesz go przeznaczyć na pokój dla jednego z rodziców. Jeżeli tak, to ten pokój musi być blisko wejścia do domu. To wejście do domu powinno umożliwić na przykład swobodne poruszanie się osoby starszej, czyli wiąże się z rezygnacją z jakichś schodków oraz dodanie innych elementów, które pozwolą na komfortowe życie tego starszego mieszkańca. Dodatkową korzyścią projektu indywidualnego jest to, że dobry projektant dobrze wykorzysta całą przestrzeń. Braki w projektachDomy o tej samej powierzchni mogą być takie, że w jednym domu będzie wydawało się, że jest ciasno, będzie w nim jakoś to wszystko rozmieszczone krzywo i będzie mało miejsca, a w drugim domu ta sama przestrzeń będzie sensownie rozłożona i będzie się wydawało, że tego miejsca, tej przestrzeni jest bardzo dużo. Koszty budowy w obu tych przypadkach będą identyczne albo prawie identyczne, ale w jednym domu będziemy czuć, że jest jednak mimo wszystko mało miejsca, a w drugim ta przestrzeń zostanie rzeczywiście bardzo dobrze wykorzystana. To też jest rzecz nie do przecenienia, bo zamiast budować dom większy o dziesięć metrów i wydawać kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych, jesteśmy w stanie zaoszczędzić pieniądze, budując po prostu bardziej rozsądnie. Jeszcze powiem trochę o kwestii jakości projektów. Mówiłem o oczekiwaniach i o potrzebach, o oszczędnościach. To jest oczywiście bardzo ważne, ale w tym miejscu chciałbym powiedzieć na temat tego, że część projektów ma pewne braki i to niezależnie od wybranego rozwiązania. Te rzeczy muszą być w projekcie!Skutek widzę właściwie codziennie, czy w mailach od Was, czy po prostu chodząc po forach internetowych. I czytam cały czas pytania o to, jaki wybrać materiał budowlany, czym ocieplić dom, czy wybrać styropian biały czy szary, o jakiej grubości, jakie zastosować rozwiązania. No i moje pierwsze pytanie jest, a co jest w projekcie? I dlaczego nie ma w nim tych kwestii? Wzorcowy projekt jest po to, żeby wybudować dom według niego. Czyli wykonawca jak ma wątpliwości, sięga do tego projektu, jak czegoś nie wie, to ty czy wykonawca dzwonicie do projektanta i wam wszystko wyjaśnia. Natomiast jeżeli ktoś dostaje dokument, który nie zawiera wszystkich rzeczy i zastanawiamy się dopiero po jego otrzymaniu, z czego ten dom wybudować, ile dać ocieplenia, styropianu na podłogę, ile dać czegoś tam, to jest błędne myślenie. My jako budujący, inwestorzy, którzy budują często pierwszy i ostatni budynek w naszym życiu, nie musimy i nie powinniśmy się znać na takich rzeczach. Po to jest projektant i jego komputer, i jego wiedza, aby odpowiedział na te pytania. I te pytania powinny być postawione już w trakcie pracy nad projektem. Ile dać styropianu? To zależy od lokalizacji budynku, od tego, jak ten budynek jest zwrócony względem stron świata, zależy od tego ilu domowników mieszka w tym domu, w jakiej temperaturze lubią przebywać, jakie będzie źródło ogrzewania, czy to będzie pompa ciepła, ogrzewanie gazowe czy też inne, i wiele, wiele innych czynników. I dopiero poznawszy te wszystkie czynniki można zdecydować ile dać styropianu. Niestety przy projektachindywidualnych też się zdarzają błędy. Wygląda to tak, że niektórzy projektanci walczą niską ceną, wychodzą z założenia, że skoro projekt gotowy kosztuje dwa tysiące złotych, to trzeba dać cenę pięć, sześć tysięcy za ten indywidualny, zrobić to tanio, żeby tylko klienta ściągnąć. Efekt jest taki, że projektant z wami usiądzie, coś tam opowie, coś tam narysuje, ustalicie, jakie będą pomieszczenia, w jakim rozmiarze, po czym projektant daje na przykład do przeliczenia wszystko konstruktorowi, aby wszystko obliczył, upewnił się, że wszystko jest w porządku. No i powstaje projekt budowlany. To błąd. Współpraca z projektantem i konstruktoremAby projekt miał sens, to wszyscy powinni ściśle ze sobą współpracować. Projektant zaprojektował duży salon i jest pewny, że trzeba gdzieś dać słup, aby było w porządku. Tymczasem konstruktor wymyślił jakieś rozwiązanie, dzięki któremu tego słupa nie będzie i salon będzie lepszy i bardziej ustawny. Albo podczas prac nad projektem wyszło, że warto przenieść ścianę działową o kilkanaście centymetrów, bo wtedy będzie można zmienić strop monolityczny na gęsto żebrowy, a z wyliczeń wynika, że to rozwiązanie będzie tańsze. Dzięki temu, że konstruktor ma swoje zdanie na jakiś temat, projektant może te zmiany wprowadzić i dzięki temu powstaje rzeczywiście dom optymalny. Ale jeżeli projektant projektuje dom, a potem daje coś do przeliczenia konstruktorowi i mówi, że właściwie to sobie sami musicie grubość styropianu ustalić, bo on nie wie, czym będzie ten dom ogrzewany, to wiemy, że to nie jest osoba, która powinna z nami współpracować. Projektant musi wiedzieć, czym chcemy ogrzewać dom. Jeżeli my tego nie wiemy, to powinien opowiedzieć nam o tym, jakie są możliwości, doradzić, który system ogrzewania będzie dobry, powinien przedstawić obliczenia, który system ogrzewania będzie dobry, bo na przykład w naszym wypadku pompa powietrze-woda będzie wystarczająca, a będzie dwa razy tańsza od gruntowej pompy ciepła. Zobacz też:Jaka pompa ciepła jest najlepsza do domu?Projekt budowalny powinien także zawierać tak zwane rysunki detali. Na przykład opis i rysunek połączenia tarasu z budynkiem, sposób realizowania balkonu, schodów zewnętrznych i wiele, wiele innych rzeczy. To też zauważyłem, że bardzo często wykonawca nie wie, jak wykonać dany element, bo nie ma tego w dokumentacji i wykonawca proponuje swoje rozwiązanie. Uwaga na dopłaty!A projektant mówi, że no to właściwie to on może to narysować, ale to będzie za dodatkową opłatą. Zauważyłem, że projektanci dają niższe ceny za projekt budowlany i proponują pięć tysięcy złotych ekstra tak zwany projektwykonawczy. Z punktu widzenia projektanta działa to tak, że projekt budowlany pozwoli ci na otrzymanie pozwolenia na budowę, możesz się budować i będzie fajnie, a projekt wykonawczy, to są rozpiski detali. I wychodzą z założenia, że przy domach jednorodzinnych, to przecież wykonawca dobrze wie, jak wykonać dane prace, a jak nie, no to ma pan kierownika budowy, on sobie poradzi. Otóż nie. Przy domach jednorodzinnych nie ma podziału na projektbudowlany i projekt wykonawczy. Zobacz też:Jak negocjować cenę działki? Skuteczne porady praktykaProjekt budowlany powinien zawierać informacje niezbędne wykonawcom do wybudowania domu. To znaczy, że jeżeli projektant oferuje ci jakąś dodatkową usługę płatną, wykonania projektu wykonawczego, to może oznaczać, że po prostu chce od ciebie więcej pieniędzy albo jest to po prostu osoba, z którą nie do końca powinieneś współpracować. Projekt budowlany powinien odpowiadać na wszystkie pytania. No dobrze, projektant ci mówi, że wykonawca będzie wiedział, co i jak, a jeżeli nie będzie wiedział, to kto ci pomoże? Wykonawca nie musi wiedzieć, jak niektóre elementy trzeba wykonać, bo nie ma czasami takiej wiedzy jak projektant. To projektant jest osobą, która powinna przeprowadzić przez całą budowę. Taki projekt, zawierający te rzeczy będzie oczywiście droższy, ale nie warto patrzeć na cenę. Ta niska cena indywidualnego rozwiązania może być zwodnicza. Ja wiem, że niektórzy płacą nawet za projekty indywidualne po pięć, sześć tysięcy. Widziałem takie oferty. Ale w jaki sposób one były robione? No szczerze mówiąc aż strach o tym myśleć. Weźmy pod uwagę, że sam czas spędzony na poznanie Twoich potrzeb i oczekiwań, to czasami wiele roboczogodzin, czy nawet wiele dni spędzonych tylko na rozmowach. To kosztuje. A gdzie jeszcze kwestia rysowania kolejnych koncepcji, zmian tych koncepcji, dokładania do projektukolejnych elementów? Nie bez powodu trwa to kilka miesięcy. Jeżeli masz projektanta, który będzie tani i powie ci, że dostaniesz projekt tylko do pozwolenia na budowę i jak chcesz, to zapłać za ten wykonawczy to zastanów się dwa razy, czy chcesz płacić niemałą cenę za tak naprawdę produkt, który może się okazać, że jest niskiej jakości. Wybór projektanta – praktyczne poradyLepiej zapłacić kilkanaście tysięcy złotych lub nawet ponad dwadzieścia tysięcy złotych za projekt naprawdę przemyślany i zrobiony tak jak być to powinno robione. Aby wybrać dobrze projektanta, oprócz pytania o to, w jaki sposób ten projekt będzie realizowany, dobrze go spytać o to, jakie już domy projektował i czy one są w stylu, który nam odpowiada. Świetnie jest pytać o referencje. Zawsze to polecam. Zadzwonienie do ludzi, którzy budowali się według projekturobionego przez tego projektanta, jest świetnym pomysłem, bo dowiesz się, czy był w porządku, czy były jakieś zmiany podczas budowy, czy jednak miał jakieś wady. Czy był kontakt z projektantem, czy odpowiadał na wszystkie pytania, czy współpraca między nimi była cały czas w porządku. Byłoby świetnie w ogóle spotkać się chociaż z jednym budującym według projektu, aby więcej poznać, przejść się po budynku, dowiedzieć się, jak to wszystko wyglądało. Prośmy o referencje projektanta. Nie ma co się wstydzić. Dobry projektant oferuje Ci usługę, która nie jest tania, więc powinno mu zależeć na tym, żebyś był zadowolony. Jeżeli ma klientów zadowolonych, na pewno ma do nich kontakt. Może przecież do nich zadzwonić, spytać, „panie Jacku, panie Sławku, mam projekt dla klienta, czy byłby pan uprzejmy, czy mógłbym przekazać pana numer telefonu, bo chciałby z panem chwilę porozmawiać na temat domu, który dla pana robiłem?”. Dobry projektant nie będzie miał żadnych obaw, żeby to zrobić. Zły projektant będzie miał obawy, żeby to zrobić, bo prawdopodobnie nie chce się pochwalić albo nie ma w ogóle klientów, którzy są z niego zadowoleni. Uważaj. Dobry projektant da ci referencje, zły projektant nie da ci referencji. Po prostu. Warto spytać, w jaki sposób projektant dostosuje twój budżet do budowy domu. Bo jeżeli projektant tylko będzie pytał cię o twoje oczekiwania i potrzeby, ale nie spyta o to ile masz pieniędzy, to powstanie jakiś projekt i może on być dobry, natomiast może się okazać, że nie jest na twoją kieszeń. Pytanie o koszty i o to, w jaki sposób one będą brane pod uwagę, jest absolutnie kluczowe. Kilka tygodni temu napisał do mnie mój czytelnik z taką prośbą o polecenie jakiegoś projektanta, a właściwie na początku o radę, ponieważ wybrał projektanta, który projektuje mu dom indywidualny, i okazało się już po zakończeniu prac nad tym projektem, że koszt budowy domu przekracza chyba o 200 000 zł jego budżet. Mój czytelnik zwrócił się do projektantki z pytaniem, a projektantka mu powiedziała, że to właściwie to jest jego wina, bo on nie zamówił kontroli kosztów! Trudno to mi skomentować. W jaki sposób może istnieć jakaś dodatkowa usługa, taka jak usługa kontroli kosztów? Projektant zna cenę, wie, co wpływa na koszty budowy domu, wie, jak te koszty zminimalizować. Nie musi wiedzieć co do złotówki, ile co kosztuje, ale no jeżeli projektuje domy kilkanaście lat, no to wie mniej więcej chociaż, plus minus kilkanaście tysięcy, kilkadziesiąt tysięcy, ile to może kosztować. Pomylić się na przykład o dwieście tysięcy złotych przy projektowaniu domu, to już trzeba naprawdę umieć. Potem okazało się, że projektantka nie ma doświadczenia w budowie domów na wzgórzach i tu był problem. Zaprojektowała rozwiązania, które były wielokrotnie przewymiarowane. Po prostu nie wiedziała, jak to zrobić, więc dmuchała na zimne, proponując za drogie rozwiązania, uważając, że „ha, inwestor przecież za to zapłaci”. Pytanie o to, w jaki sposób będą brane pod uwagę twoje koszty, jest też bardzo ważne. PodsumowanieI dlatego, jeżeli decydujemy się na projekt indywidualny, do czego naprawdę gorąco zachęcam, to spędźmy dosyć dużo czasu nad szukaniem odpowiedniego projektanta. Nie wybierajmy pierwszego lepszego, nie wybierajmy najtańszej oferty, bo można na tym po prostu stracić i taki projekt indywidualny nie będzie się niczym różnił od oferty z katalogu. Raczej na spokojnie. Wyślijmy zapytania, spotkajmy się z projektantami, spędźmy po godzinie na rozmowie z każdym, zobaczmy, gdzie jest jakaś nić porozumienia, gdzie jakaś chemia jest między wami, kto wzbudził zaufanie, kto słucha i komu możesz się zwierzyć. I dopiero na to zwracajmy uwagę. Cena jest gdzieś tam w drugiej, trzeciej kolejności. Jeżeli znajdziemy dobrego projektanta, który naprawdę przychyli wam nieba i rzeczywiście widać, że ta osoba jest pasjonatem, że ona chce zaprojektować dom dla was, ona się w tym spełnia, to czy to jest duża różnica, że będzie chciała dwa tysiące, trzy tysiące więcej od innej osoby? To już ja bym wolał z nią porozmawiać, ponegocjować i spróbować trochę cenę na przykład opuścić, a nie wybierać projektanta tańszego. Ta oszczędność będzie naprawdę zwodnicza. Chodzi o to, żeby wybudować dom rzeczywiście na nasze potrzeby, dla naszej rodziny tak, żeby byśmy byli z niego zadowoleni przez kilkanaście kolejnych lat.
Artykuł Jaki projekt domu wybrać? Indywidualny czy gotowy? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Podcast #01: O mnie, o blogu i o rozsądnym wyborze wykonawców | 06 Apr 2019 | 00:38:18 | |
Nareszcie! Po wielu przygotowaniach nagrałem pierwszy odcinek podcastu! Zdecydowałem się na tę formę komunikacji z kilku przyczyn:
Wybudowałem w domu małe, wyciszone „studio”, dzięki któremu mogę nagrywać co chcę i kiedy chcę. Zwykle mam czas na nagrywanie po godzinie 21, a że wcześniej mój gabinet sąsiadował z pokojem dziecka, nagrywanie było trochę kłopotliwe. Mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się regularnie publikować podcasty. Planuję 2 w miesiącu. I po cichu dodam, że dwa kolejne są już prawie gotowe Czego się dowiesz z tego odcinka?
Kusi mnie, aby napisać coś więcej. Zdecydowanie nie jestem przyzwyczajony do tak krótkich artykułów na moim blogu W końcu jednak chodzi o słuchanie więc… zapraszam i życzę miłego słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2019/04/jak_sie_wybudowac_01-1.mp3 TRANSKRYPCJADzień dobry, cześć. Z tej strony Sławek Zając, autor bloga Jak Się Wybudować I Nie Zwariować. Witaj na moim pierwszym podcaście. Dosyć długo się do niego przymierzałem, ale odważyłem się to zrobić. Chyba z dwóch przyczyn tak naprawdę. Pierwsza przyczyna była taka, że jeden uczestnik mojego szkolenia napisał mi, że mam taki kojący głos i miło się mnie słucha, i mam szczerą nadzieję, że mnie nie oszukał. A drugim powodem jest to, że zawsze najważniejszy jest pierwszy krok. I ktoś udzielił mi takiej rady, że aby ruszyć z pierwszym podcastem, należy po prostu usiąść w fotelu, włączyć mikrofon, nagrać to, co ma się do powiedzenia, umieścić to w sieci i jakoś to będzie. A praktyka przyjdzie z czasem. Po kolejnych podcastach będzie szło coraz lepiej. Najważniejszy jest ten pierwszy krok, co właśnie niniejszym czynię. Dzisiaj opowiem co nieco o sobie, o blogu, o mojej historii. Opowiem o szumie informacyjnym, o tym, w jaki sposób wybierać wykonawców i dlaczego to jest tak bardzo ważne. Co nieco powiem o negocjacjach i o tym, że warto oszczędzać pieniądze na każdym etapie budowy i właściwie warto nauczyć się negocjować i oszczędzać już na samym początku. Zapraszam do słuchania. Jakie błędy popełniamy podczas budowy?Zacznę od tego, jak to się wszystko zaczęło. Przygotowania do budowy mojego domu pamiętam do dzisiaj. To było 1 października 2010 roku, w moje urodziny. Przyjechała ekipa i zaczęła robić stan zerowy, kopać dół pod fundamenty. Tego samego dnia przyjechał barak dla ekipy. Tego samego dnia było parę rzeczy zorganizowanych. To był początek wielkiej przygody. Wybudowałem dom po kilkunastu miesiącach i zadowolony z siebie wróciłem do swoich obowiązków. Po budowie mojego domu kontaktowali się ze mną moi znajomi, inne osoby, gdzieś się tam wymienialiśmy spostrzeżeniami i okazało się, że budowa mojego domu poszła dosyć bezproblemowo w porównaniu z budowami innych domów. Byłem tym bardzo zdziwiony, bo nigdy nie uważałem, że zrobiłem coś niesamowitego. W końcu wiele osób się buduje i nikt się tym jakoś bardzo nie chwali. Okazało się, że do mojej budowy przygotowałem się po prostu lepiej niż inni. Wiedziałem, ile wydam pieniędzy podczas budowy. Miałem wszystko opracowanie. Na bardzo wczesnych etapach budowy wiedziałem, jak będzie dom wykończony. Miałem wybraną (wstępnie) nawet chyba kanapę i krzesła jeszcze przed rozpoczęciem prac. Poza tym podczas samej budowy starałem się dobierać rzetelnych wykonawców i nie spieszyłem się. Nie spieszyłem się, wiedziałem, że pośpiech jest niszczący, że pośpiech spowoduje to, że będę podejmował złe decyzje. Całą budowę domu starałem się przejść dosyć spokojnie, nie denerwując się jakimiś opóźnieniami i problemami, bo wiedziałem, że tydzień, dwa, w tą czy w tamtą stronę właściwie nic nie zmieni. Po budowie mojego domu, gdy rozmawiałem z moimi znajomymi, okazało się, że uniknąłem wielu błędów. Większość osób zaczęła budowę domu, nie znając swoich kosztów, nie wiedząc, co ich czeka, trochę licząc na to, że się zmieszczą w budżecie. Kończyło się to bardzo różnie. Znam budynki, które zostały wybudowane trzy lata temu, a jeszcze zostało w nich dużo do zrobienia. Nie ma lamp, nie ma drzwi wewnętrznych i to wszystko czeka na przypływ gotówki lub na wolny czas. Różne błędy były związane także z tym, że znajomi brali jakieś pierwsze z brzegu ekipy. Takie, które miały wolne terminy, a nie takie, które były solidne. Niestety ekipy są przeróżne. To, że ktoś wykonuje nawet pracę od kilkunastu lat, nie znaczy, że jest profesjonalistą. A błędy popełnione przez złą ekipę mogą nas naprawdę dużo kosztować. Ogólnie wszyscy znajomi się spieszyli, a to pośpiech generuje największe błędy. Pośpiech to złe decyzje, pośpiech to wymyślanie rozwiązań na ostatnią chwilę. Na tym najczęściej się traci pieniądze i czas. Wbrew pozorom spiesząc się, tracimy dużo czasu. Zauważyłem, że tych różnych błędów związanych z budową domu znajomi popełniali dość dużo. Podczas rozmów z moimi znajomymi zacząłem się trochę wymądrzać i opowiadać, jak to mi to się udało dobrze wybudować. Mówiłem o umowach, które trzeba podpisywać z wykonawcami, o przygotowaniu do budowy, o wielu innych rzeczach. Okazywało się, że w wielu kwestiach miałem po prostu rację, ale też czułem, że nie jestem dobrze rozumiany. Raczej słyszałem, że „no dobra, udało ci się i wybudowałeś dom, już tak się nie wymądrzaj„. Natomiast ja byłem przekonany o tym, że mam rację, że moje podejście do budowy, spokój, odpowiednie przygotowanie, to jest dobry plan i właściwe podejście do budowy. Moje wnioski opieram to nie tylko na budowie mojego domu, ale wynikają one z mojego doświadczenia biznesowego. Od kilkunastu lat prowadzę biuro tłumaczeń razem z moim przyjacielem, w międzyczasie założyliśmy dwie inne firmy o innym profilu działalności. Na co dzień współpracuję z różnymi ludźmi. Przez te kilkanaście lat to podejrzewam, że przewinęło się przez moje ręce kilka tysięcy mniejszych i większych projektów. I tak samo dużo ludzi. Tak więc mam kilkunastoletnie doświadczenie w tym, jak prowadzić projekty, jak się do nich przygotować, tak żeby zakończyć je z sukcesem. I tą wiedzę wykorzystałem podczas budowy domu. Dlaczego udzielam porad? Jak to się zaczęło?Nie wierzyłem w czasopisma budowlane i w to, co narzucają niektórzy producenci materiałów budowlanych czy też producenci pewnych rozwiązań, tylko skoncentrowałem się na tym, co ja potrzebuję (i moja rodzina) i co jest dla mnie ważne. Nie było to dla mnie na początku oczywiste. Budowa domu to było coś dla mnie nowego, więc chciałem uzupełnić swoją wiedzę. Zacząłem szperać po Internecie, kupować różne czasopisma budowlane, żeby czegoś nowego się nauczyć. Ale tak naprawdę po tych kilku miesiącach czytania różnych lektur, tak naprawdę ja dalej nic nie wiedziałem. Okazało się, że wszędzie są jakieś albo rzeczy, które chcą mnie przekonać do jakichś konkretnych rozwiązań, a nie do rozwiązań, które są dobre dla mnie, a w Internecie co człowiek, to opinia i człowiek był coraz bardziej pogubiony w tym wszystkim. Rzadko było mi znaleźć jakieś rzetelne informacje. Tak z ciekawości, chyba w zeszłym roku zerknąłem do jakiegoś wydania rocznicowego, był to chyba Murator. W każdym razie 150-200 stron. I przypomniało mi się, dlaczego miałem z tym problem. 1/3 magazynu to były reklamy. 1/3 to były jakieś artykuły, gdzie były jakieś wtrącenia „niezależnych” producentów albo wręcz po prostu były artykuły sponsorowane, albo gdzieś tam padały „przy okazji” nazwy konkretnych produktów. I bardzo było ciężko znaleźć coś dla siebie. Z tych 150 – 200 stron to może dosłownie kilka kartek było rzeczywiście ciekawych. Nie dziwię się, że osoba, która planuje kupić działkę, wybudować dom, nie jest w stanie znaleźć rzetelnych i usystematyzowanych informacji, tylko wszystkie te informacje są gdzieś tam porozpraszane i bardzo łatwo się nabrać na różne mity, kłamstwa, artykuły sponsorowane, artykuły reklamowe. No cóż, rynek budowlany to wielkie pieniądze. Podczas budowy wydasz kilkaset tysięcy złotych, więc każda firma chce dla siebie coś uszczknąć. Tak więc po tych paru miesiącach czytania tych różnych czasopism, odczułem pewnego rodzaju przerażenie, pewną taką niechęć, nawet w pewnym momencie chciałem z budowy zrezygnować, bo czułem, że nic nie wiem. I dopiero wtedy postanowiłem potraktować budowę domu tak jak inne projekty, które prowadzę w życiu. I dopiero wtedy ustaliłem, co jest najważniejsze, a co jest gdzieś tam jakąś rzeczą wtórną. I potem, jak już ten dom wybudowałem, gadałem ze znajomymi, udzielałem rad, napisałem darmowy poradnik, w którym zawarłem parę moich doświadczeń. To spotkało się z fajnym odbiorem i parę lat później napisałem książkę „Jak się wybudować i nie zwariować”, w której zawarłem moje rady, takie życiowe rady, dotyczące współpracy z wykonawcami, wyboru działki i przygotowaniem do budowy. Natomiast to jest książka moim zdaniem uniwersalna. Zawarłem w niej oczywiście dużo informacji na temat budowy, ale też wszystkie moje zasady związane ze współpracą z ludźmi, z wybieraniem wykonawców i uważam, że to jest książka całkiem uniwersalna, więc oczywiście polecam jej przeczytanie. A po tym jak napisałem książkę, to pomyślałem sobie, że trzeba coś z tym zrobić. Mam jeszcze trochę wiedzy, chcę się podzielić tym, co wiem więc założyłem i zacząłem prowadzić bloga „Jak się wybudować i nie zwariować”. On na początku nigdzie nie był reklamowany. Tak naprawdę na początku liczba odwiedzin to była mniej więcej pięć dziennie, więc to było tyle, co nic. Ale postanowiłem być twardy. Miałem i mam swoje źródło utrzymania, nie zależało mi na tym, żeby blog na siebie zarabiał. Nie miałem żadnej presji. Ktoś mi powiedział, że należy pisać na blogu przez dwa lata zanim będą jakiekolwiek efekty, tak więc postanowiłem dać sobie właśnie dwa lata. No i okazało się, że już po mniej więcej roku ten mój blog, który tak naprawdę prawie nigdzie nie był reklamowany, zaczął się cieszyć fajną popularnością. Takim kamieniem milowym był artykuł o fotowoltaice. I z dumą stwierdzam, że nie ma bardziej rzetelnego opracowania na ten temat w polskim Internecie. Napisanie tego artykułu zabrało mi kilka tygodni czasu, ale okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo ludzie, którzy szukali paneli, informacji o panelach, to siłą rzeczy trafiali na inne artykuły na moim blogu, i ten blog zaczął być gdzieś tam polecany. W tej chwili to już rzeczywiście fajnie działa. Dlaczego na blogu nie ma reklam?Na blogu trzymam się tych samych zasad co w książce, czyli nie reklamuję i nie będę reklamował konkretnych producentów. Nie będę reklamował materiałów budowlanych. Nawet mi trudno sobie wyobrazić, jaką współpracę miałbym z kimkolwiek nawiązać, ponieważ uważam, i na blogu to chyba widzicie, że koncentruję się na potrzebach i oczekiwaniach. Nie ma jednego uniwersalnego materiału budowlanego, bo to zależy od Twoich oczekiwań. Nie mogę powiedzieć, że wentylacja z rekuperacją jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ w Twoim przypadku być może tak absolutnie nie będzie. Może dla Ciebie wentylacja grawitacyjna będzie w porządku. Nie mogę powiedzieć, że pompa ciepła będzie dla Ciebie dobra. Nie będę reklamował producenta pompy ciepła, bo akurat może w Twoim przypadku to ogrzewanie elektryczne będzie w porządku, a może wręcz po prostu piec na ekogroszek. Nie wyobrażam sobie, jak miałbym reklamować jakikolwiek produkt, skoro jakby z założenia trzeba dostosować produkt (i cały dom) do Ciebie, do Twoich potrzeb, do Twojej rodziny. Tak sobie myślę, że gdybym prowadził bloga o samochodach, to też nie za bardzo mógłbym reklamować jakiekolwiek marki, bo moje podejście jest takie, słuchaj, nie polecę Ci tego i tego samochodu, mimo że nawet osobiście uważam, że są na przykład bezawaryjne, ale skoncentruj się na swoich oczekiwaniach. Jeżeli masz dużą rodzinę, jeździsz na wycieczki, to potrzebujesz samochodu z dużym bagażnikiem. Jeżeli to niskie koszty eksploatacji są ważne, to skoncentruj się na niskim spalaniu paliwa, na niskiej awaryjności. Takich tematów jest dużo. I w zależności od tego, jakie masz oczekiwania, to wtedy ja mogę dobrać do Ciebie, do Twoich potrzeb, jakiś konkretny model samochodu lub dać dwa lub trzy do wyboru, ale i tak ostateczną decyzję podejmiesz Ty. Tak więc trochę sobie postawiłem wysoko poprzeczkę, bo blog bez reklam i bez źródła zarobku, można powiedzieć, że jest skazany na niepowodzenie, ale po pierwsze, ja lubię dzielić się wiedzą i to jest dla mnie sama przyjemność. Po drugie, stwierdzam, że już po pierwszym roku działania bloga moja książka osiągnęła na tyle fajną sprzedaż, że to mnie motywuje. To nie jest sprzedaż na poziomie takim, że ja mogę z tej książki żyć, ale jest z tego fajny dochód pasywny, więc to się fajnie kalkuluje. Widzę, że czytacie mojego bloga i czy też w ramach podzięki, czy też po prostu widzicie fajne treści i wierzycie, że w książce będzie więcej fajnych informacji, to ją kupujecie. Więc widzę, że to jest dobry pomysł na rozwinięcie tego bloga. W tej chwili kończę kolejny projekt, bo kończę kurs o działce budowlanej (Uwaga, kurs jest już skończony – zapraszam na www.jaksiewybudowac.pl) To sześcio- lub ośmiogodzinny będzie kurs o tym, jak wybrać działkę, jak dokładnie ją znaleźć, jak ważne są plany miejscowej zabudowy, jak określić rozmiar działki, kształt działki, jak są ważne strony świata, jak ważne są media, grunt, wiele kwestii. I z tym kursem też się długo wahałem, bo to jest tak jak ze wszystkimi informacjami w Internecie. Na temat tego, jak wybrać działkę budowlaną, znajdziesz bardzo dużo artykułów. Niektóre te artykuły są naprawdę bardzo dobrze napisane, nie są długie. Ale tego wszystkiego jest bardzo, bardzo dużo i w każdym artykule znajdziesz coś innego. Tu znajdziesz coś bardzo fajnego o mediach, tutaj coś o gruncie, tutaj coś jeszcze i po przeczytaniu takich stu artykułów dalej tak naprawdę niewiele wiesz. Więc przez chwilę myślałem, że taki kurs o wyborze działki nie do końca ma sens, ponieważ wszystko to gdzieś jest, ale tak naprawdę nie ma w Internecie takiego jednego opracowania, jednego kursu, w którym dowiesz się wszystkiego na temat wyboru działki od A do Z, czyli do tego, jak ważne jest to, jakie chcesz domy budować, po znalezienie tej działki, po określenie lokalizacji, po negocjacje, bo to też jest bardzo ważny temat, i po sam proces zakupu. Co, jak, jakie dokumenty i tak dalej. Tak więc ten kurs przygotowuję tak jak wszystko inne na moim blogu. To będzie naprawdę rzetelne i długie opracowanie i będę Wam dawał znać za jakiś czas, jak to będzie wyglądało. Mam wielką nadzieję, że już w maju będzie on gotowy, a że już w kwietniu pokaże już jakieś materiały, aby zachęcić, bo nie ma co ukrywać, ten kurs kosztował mnie kilka miesięcy pracy i będzie on po prostu płatny, ale prawdę mówiąc, jeszcze nawet nie wiem, w jakiej on będzie cenie oferowany. Koncentruję się na tym, żeby zrobić coś fajnego. I tak wygląda moja historia. W 2012 roku wybudowałem dom, potem napisałem książkę, prowadzę i będę prowadził bloga. Przez te kilka lat pomogłem kilkudziesięciu osobom w odpowiednim przygotowaniu się do budowy. Odpowiedziałem na setki pytań dotyczących tego, w jaki sposób wybrać działkę, projekt, jak wybrać wykonawców. Tych pytań jest naprawdę mnóstwo i o różnym stopniu szczegółowości. Pomogłem już naprawdę wielu osobom i po prostu wiem, że moje podejście się sprawdza w praktyce, że to nie jest tylko moja teoria. Nie chodzi o to, że wybudowałem jeden dom i teraz się mądrzę, ale moje rady zostały sprawdzone w praktyce i moje podejście oraz założenia są właściwie. Na czym ma się znać inwestor?I moim zdaniem my jako inwestorzy, jako budujący, nie musimy się na budowie znać na wszystkim. Po to mamy projektantów, kierownika budowy, wykonawców, aby im zawierzyć. Jeżeli buduję dom, to powinienem dostarczyć pieniądze, powinienem dobrze wyrazić to, czego ja potrzebuję, czego oczekuję od domu i na tym moja rola, w takim idealnym świecie oczywiście, powinna się skończyć. Od tego mamy projektantów, żeby zaprojektowali dom w optymalny sposób, od tego mamy kierownika budowy, aby przypilnował wykonawcę, aby wykonał dom zgodnie z projektem. Tymczasem widzę, że inwestorzy czytają artykuły, czy wybrać płytę fundamentowa, czy lany fundament. Czytają artykuły na temat tego, jaki wybrać materiał budowlany, ale nie jesteśmy od tego! Od tego są fachowcy, żeby podjęli za nas te decyzje. Jeżeli chcemy kupić samochód, to nie musimy się znać na wszystkich elementach mechanicznych, elektrycznych samochodu, bo nas to tak naprawdę nie powinno obchodzić. Ważny jest komfort użytkowania, spalanie, rzeczy czysto użytkowe, a nie to, jak samochód działa. A jeżeli chcemy go sprawdzić, to zabierzemy go do mechanika, który ma odpowiednie umiejętności, wiedzę i narzędzia, i sprawdzi go za nas. Przy budowie domu ważne jest to, żeby dom spełniał Twoje oczekiwania, a nie to, w jaki sposób on zostanie zbudowany. Powinien być zbudowany w taki sposób, aby było w miarę korzystnie finansowo, aby po wybudowaniu domu nie było żadnych problemów i aby jego eksploatacja była tania i koniec. Od tego właśnie są fachowcy, żeby to wyliczyli. Od zawsze kładę nacisk na to, aby wybrać dobrych ludzi do współpracy, którzy będą myśleli za nas. I to jest moim zdaniem dobre myślenie, chociaż chyba dosyć niespotykane, ponieważ jeżeli nauczysz się wybierać dobrych fachowców do budowy domu, to dowiesz się i nauczysz się wybierać kogokolwiek innego, jakiegokolwiek innego fachowca do jakichkolwiek innych prac. Ja przed budową mojego domu mało wiedziałem o kwestiach budowlanych i skoncentrowałem się właśnie na tym, w jaki sposób wybrać projektanta, kierownika budowy i wykonawców. Moje doświadczenie z budową było praktycznie żadne, ale miałem duże doświadczenie, kilkunastoletnie, w prowadzeniu swoich działalności gospodarczych i do tej pory zresztą właściwie codziennie negocjuję, podpisuję umowy, negocjuję z klientami, wykonawcami i tę umiejętność wykorzystałem przy budowie mojego domu. Dzięki temu, że trzymałem się moich zasad zmieściłem się w moim budżecie i w przyjętym harmonogramie. I nie musiałem do tego podejmować decyzji z czego murować ściany i w jakiej technologii stawiać dom. I to chcę Wam przekazać, że łatwiej jest nauczyć się raz wybrać odpowiedniego fachowca, odpowiedniego człowieka do współpracy, niż poznawać po kolei wszystkie aspekty związane z budową domu. Wybór wykonawców – błędyJakie są najczęściej popełniane błędy przy wyborze wykonawców? Na przykładzie: Ktoś szuka na przykład glazurnika. Chce remontować łazienkę, szuka kogoś do pomocy, więc w pierwszym odruchu pyta rodzinę, znajomych o jakiś kontakt. Na przykład ktoś z rodziny daje numer telefonu, mówi, że wszystko było w porządku, że ten glazurnik mu się fajnie tam sprawdził, zadzwoń do niego, a będziesz zadowolony. I zwykle wygląda tak, że ktoś dzwoni do takiej osoby, dowiaduje się przez telefon o jakiejś cenie za metr kwadratowy na przykład, umawia się na spotkanie. Jak to się może skończyć? Bardzo różnie. Zaczynając od tego, że glazurnik może po prostu nie przyjść. Może przestać odbierać telefony, może się w ogóle nie zjawić. Może przyjść, zacząć remontować Twoją łazienkę, ale będzie narzekał na krzywe ściany, na warunki, zacznie chcieć więcej pieniędzy. Może się okazać, że jest to niestety partacz i już na samym początku zniszczył ci parę płytek. Dlaczego? Dlatego, że polecenie nie ma znaczenia. Jeżeli poleca Ci ktokolwiek kogokolwiek, tratuj otrzymany kontakt, tak jakbyś znalazł taki kontakt w Internecie. Załóż, że o tej osobie nic nie wiesz. To jest najzdrowsze podejście, jakie możesz mieć. Aby sprawdzić wykonawcę i aby upewnić się, że to jest osoba, z którą chcesz współpracować, powinieneś przede wszystkim zobaczyć jego prace. W przypadku glazurnika powinieneś pojechać, zobaczyć jego wykonaną pracę u kogoś innego lub pojechać w miejsce, gdzie teraz pracuje, żeby zobaczyć, jak wygląda stan prac. I wiem, że dużo osób już w tej chwili ma obiekcje, bo to przerabiałem, że „no tak, ale jak mam jechać do kogoś, przecież nikt mnie nie wpuści, nikt mi nie da obejrzeć, ja też bym nie chciał, żeby ktoś po moim domu chodził„. Więc powiem Wam, że wcale tak nie jest. Przy budowie mojego domu poprosiłem o kontakt firmę, która wykańczała mi mieszkanie, kontakt do kogoś u kogo robili. Pojechałem do Warszawy do przemiłego pana, u którego spędziłem dwie godziny. Bardzo był pan zadowolony, że mógł pokazać jakość prac wykonanych przez tę ekipę. Zwiedziłem całe jego mieszkanie. Pokazał mi to, co było zrobione dobrze, ale także to, co zostało zrobione nieprawidłowo. Pokazał mi to, na co ja mam zwracać uwagę, pracując z tą ekipą. Sprzedał mi wszystkie informacje, których potrzebowałem. I dzięki takiej dwugodzinnej rozmowie podjąłem decyzję, aby zacząć współpracę z tą ekipą, bo znałem jej zalety, znałem jej wady, wiedziałem czego mogę oczekiwać. Tak więc nie bójcie się tego. Jeżeli ktoś jest normalny, a większość ludzi jest normalna, to nie będzie miała nic przeciwko temu, żeby pokazać stan prac. Rozumiem, że nie każdy chce, żebyś mu się pałętał po łazience. Ale przecież może zrobić zdjęcia wykonanej pracy i ci je przesłać. W przypadku innej pracy, jak na przykład zewnętrznych prac wykończeniowych, elewacyjnych, to w ogóle nie będzie żadnego problemu, żeby podjechać pod dany budynek i zobaczyć na własne oczy, jak to wygląda. Tak więc nie bójmy się o to poprosić. To jest warunek konieczny, aby wybrać dobrego wykonawcę. Podobnie jest w przypadku innych branż. Jeżeli wybierasz projektanta, to musisz obejrzeć jego projekty, zobaczyć, co on projektuje, czy projektuje to w stylu, który lubisz. Musisz zobaczyć, jaki on jest. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz: poproś o referencje. I to jest też rzecz, którą prawie nikt nie robi. Tu jestem bardzo zdziwiony. A to jest rzecz tak bardzo naturalna w niektórych branżach. Nie mam pojęcia, dlaczego w budowlance akurat przyjęło się, że proszenie o referencje jest czymś niewłaściwym. Każdy wykonawca, z którym współpracowałem, musiał przekazać telefon do jednego lub dwóch klientów, z którymi mogłem porozmawiać po to, żeby dowiedzieć się właśnie, jak wygląda dana współpraca. I dzięki takiemu podejściu udało mi się uniknąć niektórych problemów. Bo w momencie, kiedy wykonawca Ci powie, „wie pan co, no kurczę, miałem telefony do moich klientów, no tylko były w drugim telefonie, on mi upadł i się zniszczył, i go nie mam” albo powie „no wie pan co, no gdzieś miałem zapisane, no ale gdzieś w notesie, ale córa mi nabazgrała i nie wiem” albo „no tak, nie, no mam bogate doświadczenie, wieloletnie, ale no wie pan co, nie zapisuję tych telefonów„, to jeżeli wykonawca nie może pochwalić się zadowolonym klientem, to znaczy, że ich najprawdopodobniej po prostu nie ma i nie warto z taką osobą w ogóle współpracować. Omijajmy takich wykonawców. I tu wiem, że też się pojawiają obiekcje. Że są osoby, które powiedzą, no ale RODO, tak? No przecież ja nie mogę dać kontaktu do klienta. Nieprawda. Wykonawca może zadzwonić do klienta, poprosić go o to, że jest taki właśnie Sławek Zając, który potrzebuje tutaj moich usług, czy miałbyś coś przeciwko, żeby przekazać kontakt? Tak, standardowa rzecz. Jeżeli klient był zadowolony, to z chęcią taki kontakt przekaże. Tak samo ja. Jeżeli ja byłem zadowolony i wykonawca mnie poprosił o to, czy może przekazać mój numer telefonu innemu klientowi, to się bez słowa zgadzałem, ponieważ nawet chciałem temu wykonawcy pomóc, chciałem go jakby trochę sprzedać innemu klientowi, pokazać, że ten wykonawca jest po prostu dobry. W ten sposób się reguluje rynek. Ja chwalę dobrego wykonawcę, a ci źli wykonawcy odpadają. Tak więc bardzo proszę i bardzo polecam, aby pytać o telefony, pytać o referencje, odwiedzać budowy, odwiedzać mieszkania, po to, aby przekonać się o jakości prac, a nie brać fachowca w ciemno, wierząc w jakieś polecenie. Kolejna rzecz. Mamy tego glazurnika, zobaczyliśmy jego pracę, wszystko jest dobrze, klient zadowolony. I następuje taki etap, powiedzmy negocjacji, bo glazurnik podaje na przykład stawkę 80 zł za metr kwadratowy ułożenia glazury. Ty to chcesz stargować, więc targujesz się do 70 zł. Gdzieś tam glazurnik się w połowie z Tobą spotyka, staje na 75 zł. Tylko, że po pierwsze, takie targowanie się trochę nie ma sensu, ponieważ tak naprawdę, co Cię obchodzi ile zapłacisz za metr kwadratowy powierzchni? Nie powinno Cię to obchodzić. Powinno Cię obchodzić to, ile zapłacisz za całą łazienkę czy też za całą usługę. Być może ten glazurnik liczy dodatkowo za mozaikę, za ułożenie małych płytek. Może liczyć dodatkowo za jakieś docięcia lub rzeczy, których nie ustaliliście, bo obie strony skoncentrowały się tylko na tym, żeby negocjować stawkę w oparciu o metr kwadratowy. Drugą rzeczą jest to, że jeżeli ustalicie stawkę za całość, to po wykonanej pracy nie będzie rozmowy pod tytułem, „no tak, ale tutaj jest więcej metrów, bo ja tu policzyłem w inny posób, a tutaj jest półokrąg, a tu jest trójkąt, kwadrat i tam romb, i dlatego jest więcej do zapłaty” Przykład: przy tynkach zewnętrznych bardzo różnie są liczone powierzchnie zewnętrzne, bo są ekipy, które liczą całą powierzchnię ścian, niezależnie od tego, ile tam jest w tej ścianie otworów okiennych czy drzwiowych, są ekipy, które odliczają od całkowitej powierzchni okna o powierzchni na przykład większej od 1 metr x 1 metr. Są ekipy, które doliczają jednak powierzchnię okien i drzwi za dodatkowy metr bieżący obróbki danego otworu. Są ekipy, które rozliczają metry przed położeniem elewacji, a są takie, które liczą po, a wtedy jest trochę jednak więcej tych metrów. Niewiele, ale jednak. W związku z tym nawet jeżeli ustalisz z czterema ekipami budowlanymi tę samą stawkę za metr kwadratowy, to finalna cena będzie inna, więc po co w ogóle robić sobie takie problemy? Lepiej ustalić stawkę za całość i mieć święty spokój, a nie ustalać stawkę za metr czy tam za godzinę i potem się awanturować. W przypadku glazurnika wziąłbym wszystkie ceny jednostkowe, od razu przed podpisaniem jeszcze umowy oszacował, ile jest metrów kwadratowych do zrobienia, wpisał wszystkie wartości do umowy, mamy kwotę całkowitą, koniec. Nie ma problemu. Nie ma rozmowy po wykonaniu pracy, że coś się zmieniło, że teraz trzeba będzie zapłacić. Jest umowa, jest kwota za całość, nie ma rozmowy. Polecam. Kolejnym błędem jest rozmowa tylko z jednym wykonawcą. Zobacz, glazurnik podał cenę 80 złotych za m2 i po negocjacjach zszedł o pięć złotych za metr kwadratowy. Niech będzie, że to na całej łazience da Ci oszczędność na przykład kilkaset złotych. I to tak miło tak uważać, że mamy kilkaset złotych w kieszeni, prawda? Ale przecież jeżeli byś poczekał dzień czy dwa i porozmawiałbyś z innym glazurnikiem, to mogłoby się okazać, że jego cena wyjściowa jest na przykład o 10 złotych za m2 niższa i jeszcze podczas negocjacji zejdzie parę złotych niżej, a jakość jego pracy jest taka sama albo nawet wyższa. I już masz oszczędność dwa razy wyższą. Dlatego najprostszą metodą do tego, aby wynegocjować dobrą cenę, nie jest negocjowanie z jednym wykonawcą, tylko negocjowanie z dwoma wykonawcami albo więcej. Bo nigdy nie wiesz, czy cena podana przez jednego wykonawcę jest okej, czy też nie, jeżeli nie porównasz tych cen z innymi usługami. To widzę bardzo często na forach: ktoś pyta, że dostał wycenę 200000 złotych za stan surowy otwarty i pyta, czy ta cena jest dobra. I oczywiście pod tym postem jest sporo komentarzy, że „tak, to dobra cena, super okazja, podaj kontakt do tej ekipy:, a połowa mówi, że „przepłacasz, bo ja wybudowałem dom o pięćdziesiąt tysięcy taniej i w ogóle jesteś frajer”. Więc jakie to ma znaczenie? Żadne, ponieważ nikt Ci nie powie, czy dana cena jest okej, jeżeli nie pozna dokładnie zakresu usług, które są u Ciebie do zrobienia. Przecież taki glazurnik może wziąć na przykład większą stawkę za metr, dlatego że masz mniejsze płytki, jest więcej roboty, więcej docięć. A ten sam glazurnik może zaoferować niższą kwotę za metr kwadratowy w łazience, gdzie jest prosta robota, płytki 60 cm x 60 cm, zajmie mu to mniej czasu, więc może zaproponować trochę mniejszą stawkę za metr kwadratowy. Najlepiej więc porozmawiać z innym wykonawcą, który przedstawi ofertę na ten sam zakres usług i wtedy będziesz mógł porównać dwie oferty i wybrać tańszą lub lepszą, bo nie zawsze tańsza oznacza lepsza. I zwracam na to szczególną uwagę, bo naprawdę nie ma problemu z tym, żeby dostać za wykonanie danej usługi dwie oferty, gdzie druga jest dwa albo trzy razy droższa od tej pierwszej. Kiedyś pisałem na blogu o mojej czytelniczce, która dostała oferty na wybudowanie stanu surowego bodajże zamkniętego, dwie oferty od generalnych wykonawców, gdzie jedna była o ponad sto tysięcy złotych droższa od drugiej. 100000 zł! Ten sam zakres usług. To są niesamowite pieniądze. I teraz wyobraź sobie, że dostałeś ofertę na wykonanie stanu surowego otwartego czy tam zamkniętego, mało ważne, na trzysta tysięcy złotych. Uważasz, że to jest drogo, negocjujesz ostro, tak? Jesteś lwem. Jesteś zwycięzcą. Negocjujesz. Proponujesz 220000 tysięcy, okrajacie jakieś zakres usługi, wojujesz o jak najlepszą cenę. No i wreszcie po miesiącu negocjacji wykonawca schodzi na 250000 zł. Tak, jest to sukces, ponieważ wynegocjowałeś 50000 złotych. To jest super rzecz, tak? 50000 zł w kieszeni. I ludzie po takich negocjacjach są bardzo z siebie zadowoleni. Natomiast gdyby poświęciła ta osoba trochę więcej czasu, spotkała się z innymi firmami i negocjowała z dwoma albo trzema firmami naraz, mogłaby być może, tak jak było w tym opisywanym przypadku, wynegocjować cenę 200000 zł albo i mniej. Tak? Czyli kolejne 50000 złotych zostałoby w kieszeni. Tak więc nie ma absolutnie żadnego znaczenia, ile wynegocjujesz pieniędzy, rozmawiając z jednym wykonawcą (i nie znając rynku). Nie ma to znaczenia. Ważne jest to, jaką cenę wynegocjowałeś i jak ona się ma do ceny rynkowej. A nie to, ile urwałeś wykonawcy. Więc nigdy, chyba że przy jakichś drobnicach, tylko drobnych rzeczach, ale tak naprawdę to nigdy nie koncentruj się, nie rozmawiaj tylko z jednym wykonawcą, bo po prostu jest szkoda Twoich pieniędzy. W mojej książce „Jak się wybudować i nie zwariować” pisałem o tym, że mam dobry sposób na to, aby negocjować. Budowa domu kosztuje na przykład pół miliona, milion, dużo pieniędzy. W momencie, kiedy budujesz dom, masz dużo wydatków. Tu kierownik budowy, tutaj jakiś barak budowlany dla robotników, tutaj trzeba prąd pociągnąć i tak dalej. Pieniądze się rozchodzą. W pewnym momencie wydanie stu, dwustu czy trzystu złotych wydaje się czymś bardzo naturalnym. Nie czujesz tych pieniędzy. Te dwieście złotych versus pół miliona, które masz przeznaczone na budowę swojego domu, to wygląda, że to jest niewiele. Zaznaczam, że trzeba pilnować pieniędzy od samego początku. Dwieście złotych ma zawsze wartość dwustu złotych. Nie wolno patrzeć na to, jak ta kwota ma się do budowy całego domu. I mi pomaga bardzo prosta rzecz. Jak negocjuję z kimkolwiek, ja nie widzę dwustu złotych. Ja widzę na przykład trzy zestawy klocków Duplo dla mojego dziecka. Albo widzę pół zestawu jakiegoś klocków Lego Technix albo jakąkolwiek inną zabawkę dla mojego dziecka. I wtedy ja nie negocjuję dwustu złotych, tylko negocjuję coś, za co mogę kupić, czyli negocjuję dla dziecka bardziej niż dla mnie. To bardzo pomaga. To bardzo pomaga i wierzcie mi, że urwanie nawet tych dwustu złotych na każdym etapie budowy przyniesie Ci naprawdę fajne oszczędności na sam koniec, a no najczęściej jest tak, że pod koniec prac, na etapie wykończeniówki, zawsze brakuje pieniędzy. I to jest chyba najczęstsze, że już mamy wybudowany dom , są białe ściany, jest właściwie wszystko. Przychodzi do etapu zakupu mebli i nagle jest taki żal, że ta kanapa kosztuje 2500 złotych, a ja tutaj wydałem 400 złotych za dużo na usługi elektryczne. Kurczę, teraz by się te 400 złotych przydało… Więc patrzcie na to w ten sposób. Pieniądze zawsze są warte tyle samo, niezależnie od tego, ile kosztuje budowa domu. Jeżeli bierzesz kredyt, to wydaje się, że przepłacenie za budowę kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych nie ma znaczenia, bo tak naprawdę o ile Ci wzrośnie rata kredytu? Z dwieście złotych, tak? Wydaje się, że to jest tyle, co nic. Ale to jest dalej kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy złotych. Włóż sobie na lokatę, odkładaj sobie co miesiąc dwieście złotych na lokatę, to za te dwadzieścia czy trzydzieści lat będziesz miał naprawdę super sumę na koncie. W związku z tym pieniądze naprawdę mają duże znaczenie. Uczulam więc na to, aby negocjować, no i uważać na osoby z polecenia, bo z nimi naprawdę, naprawdę różnie bywa. To tyle, jeżeli chodzi o pierwszy podcast. Dajcie znać, jak się słuchało i czy mam nagrywać więcej. W kolejnych podcastach chcę rozszerzyć temat negocjacji i chcę opowiedzieć o różnicy między projektem gotowym i indywidualnym, aby trochę pomóc podjąć dobrą decyzję. Tak więc, życzę miłego dnia, miłego wieczoru. I bardzo Cię proszę o jakiś komentarz, jakiegoś maila, jak Ci się podobało, co jest do zmiany. Każda informacja zwrotna będzie dla mnie bardzo cenna.
Więc jeszcze raz dziękuję za uwagę i do usłyszenia przy kolejnym podcaście. Artykuł Podcast #01: O mnie, o blogu i o rozsądnym wyborze wykonawców pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Mokrą nogą w kalosze? Polemika z projektantem. Dylematy budowlane #67 | 07 May 2024 | 00:39:29 | |
Jeden z naszych wcześniejszych podcastów „Dlaczego dysperbit nie może być hydroizolacją fundamentów? Dylematy budowlane #50” cieszył się bardzo dużą popularnością, ale wzbudził też sporo kontrowersji, nie tylko wśród inwestorów, ale również wśród projektantów i wykonawców. Każdy ma swoje argumenty „za i przeciw”, więc postanowiliśmy odpowiedzieć na niektóre z nich. Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_67.mp3Artykuł Mokrą nogą w kalosze? Polemika z projektantem. Dylematy budowlane #67 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak budować z Generalnym Wykonawcą? Dylematy budowlane #66 | 30 Apr 2024 | 00:41:40 | |
Czy Generalny wykonawca może zorganizować budowę Twojego domu od początku do końca? Czy załatwi materiały, kierownika budowy, dokumentację i wiele innych? Oczywiście, że tak
Artykuł Jak budować z Generalnym Wykonawcą? Dylematy budowlane #66 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak układać folię kubełkową? Porady ekspertów | 23 Apr 2025 | 00:33:31 | |
Fundament to podstawa domu i chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. Za to bardzo wiele wątpliwości wiąże się z prawidłowym sposobem wykonania fundamentów. Jedną z częstszych rozterek jest sposób ułożenia membrany kubełkowej. Jedni mówią: „kubełkami do ściany”. Drudzy mówią: „kubełkami do gruntu”. My mówimy: „to zależy, zrób to mądrze!” Ten tekst jest zapisem podcastu dostosowanym do lepszego czytania. Jeśli chcesz posłuchać nagrania, skorzystaj z poniższego wideo. Zobacz też:Zabezpieczenie fundamentów przed wilgocią. Termoizolacja. Wprowadzenie – o czym będzie ten tekstKRYSTIAN: Witaj, Sławku! Może na początek powiem dwa słowa o sobie, potem Ty się króciutko przedstawisz dla naszych nowych widzów i słuchaczy, a następnie przejdziemy do głównego tematu tego odcinka. Ja nazywam się Krystian Lemkowski, jestem z zawodu i zamiłowania inżynierem budownictwa. Zajmuję się prowadzeniem inwestycji budowlanych wielorodzinnych, a budynki jednorodzinne są moim konikiem. Przy okazji, jak widzicie, jestem też youtuberem i podcasterem dzięki temu podcastowi. Jestem współautorem kursu wraz ze Sławkiem, ale o tym może Sławek powie dwa słowa więcej. SŁAWEK: Tak, cześć! Sławek Zając, jestem doradcą budowlanym, twórcą serwisu „Jak się wybudować. Nie zwariować”, bo wiem, że da się wybudować dom i przy tym nie zwariować. Razem z Krystianem robimy bardzo dużo fajnych rzeczy. Jesteśmy twórcami kursu, który prowadzi przez całą budowę — właściwie od organizacji pracy budowy, przez fundament, aż do stanu deweloperskiego włącznie. Kurs nazywa się „Budowa od zera do stanu deweloperskiego. Zarządzanie budową i kontrola prac”, a znajdziecie go na stronie jaksiewybudowac.pl. W kursie przedstawiamy najlepsze rozwiązania, pokazujemy, jak wybrać wykonawców, dajemy fajne porady. W podcaście pewne tematy traktujemy trochę dłużej, bardziej szczegółowo. Jednym z tematów właśnie jest, jak ułożyć membranę kubełkową. Prośba do czytelnikówCzuję, iż ten materiał może budzić kontrowersje i być może ktoś tylko zobaczy tytuł i od razu napisze komentarz. Błagam — przeczytajcie całą treść przed dodaniem komentarza. Staraliśmy się być bardzo precyzyjni, ale być może gdzieś się pomyliłem. Jeśli więc coś powiedziałem nie tak, dajcie nam możliwość skorygowania tego, co powiedzieliśmy – właśnie w komentarzach. Prosimy więc o komentarze pod artykułem. Najlepiej nas znaleźć na YouTubie, a jeśli ktoś nas słucha na Spotify, wystarczy wpisać „Dylematy budowlane”. Zastosowanie folii kubełkowej – podstawowe pytaniaKRYSTIAN: Skąd wziął się pomysł na ten temat? SŁAWEK: Takie pytania miałem już wiele razy. Zaczniemy od pokazania paru grafik. Ty wytłumaczysz, co pokazujemy i o co chodzi z tymi kubełkami, wtedy będzie łatwiej to wyjaśniać. Tutaj mamy najczęstszy sposób ułożenia membrany kubełkowej. Ma ona właśnie wypustki, których tutaj nie widać, i one są skierowane w stronę termoizolacji. W tym przypadku to jest styropian. Natomiast jest też druga opcja, aby membrana kubełkowa była ułożona w ten sposób, czyli kubełkami w stronę gruntu, czyli jakby tyłem do termoizolacji. To zdjęcie pamiętam, umieściłem kilka lat temu na moim blogu, kiedy opisywałem budowę pewnego domu. Było dużo kontrowersji, że na zdjęciu jest sposób nieprawidłowy. A okazuje się, że ten sposób jest bardziej poprawny, ale to oddam tobie głos. KRYSTIAN: Samo pytanie, w jaki sposób ułożyć folię kubełkową, jest już na dzień dobry troszeczkę kulawe. Musimy sobie najpierw w tym pytaniu doprecyzować, na czym właściwie chcemy ją układać i po co. Bo możliwości, jak widać, są dwie: ułożenie samej membrany, ale to, co jest pod nią i to, co będzie na niej, również ma znaczenie. Trzeba sobie odpowiedzieć na te dwa pytania. Układanie folii kubełkowej na styropianieSŁAWEK: Mamy standardowo fundamenty zaizolowane styropianem, czyli nie kładę jej prosto na ścianę bez termoizolacji. Tutaj mam pytanie: w jaką stronę to zrobić? KRYSTIAN: Tu już odrzuciłeś dwie bardzo ważne opcje, którymi dzisiaj chyba nie będziemy się zajmować, ale tylko o nich napomknę. Odrzuciłeś na dzień dobry temat, gdzie membranę kubełkową kładzie się bezpośrednio na mur. Istnieje też taka możliwość. Odrzuciłeś także opcję, gdzie kładzie się ją na mur pokryty hydroizolacją. Tak, bo też jest taka możliwość. Te dwie opcje odrzucamy, natomiast one też istnieją. Jeżeli ktoś chciałby z jakiegoś powodu tak zrobić, a są ku temu zasadniczo powody — również istnieją takie — przechodzimy do tego, że mamy termoizolację i mamy membranę kubełkową. Teraz pytanie kolejne jest: po co ci ta folia na hydroizolacji? Po co stosować folię kubełkową?SŁAWEK: To ja może powiem, jak ja to uważam, a ty mnie później skorygujesz. Po pierwsze, żeby membrana chroniła termoizolację przed uszkodzeniami mechanicznymi — korzenie drzew, może jakieś gryzonie. To jest chyba główna jej rola. Prawdopodobnie można byłoby do tego użyć jakiejś innej membrany, niekoniecznie kubełkowej. Natomiast często mówi się o tym, że powoduje ona, że ściana oddycha. Dzięki temu, że między termoizolacją a membraną, ułożoną kubełkami w stronę termoizolacji, powstaje szczelina, mamy wentylację. Dzięki temu wilgoć, która ewentualnie by powstała, zostaje skroplona i wsiąka w ziemię. Zastosowanie folii – teoria i praktykaKRYSTIAN: Przechodzimy tutaj chyba do sedna problemu, bo musimy najpierw wiedzieć, po co w ogóle chcemy to zrobić. Jeśli nie mamy pomysłu, po co chcemy zastosować jakieś rozwiązanie, jakiś element czy materiał, to może lepiej byłoby go nie stosować. Na początek podeprę się teorią dotyczącą zastosowania folii kubełkowej. Ma ona naprawdę wiele zastosowań. Zaczynając od tego, co pominąłeś na początku, membrana kubełkowa w pierwotnym założeniu, według informacji historycznych, służyła jako szczelina dylatacyjno-wentylacyjna. Dzięki kubełkom, które odsadzają folię od muru na pewną odległość, możemy stworzyć w miarę szczelny ekran chroniący przed opadami deszczu i niewielką wilgocią. Pod tym ekranem znajduje się szczelina, w której odbywa się wentylacja, co pozwala na wyschnięcie muru. Folia kubełkowa jako ochrona przed wilgociąTo jest jedna z podstawowych funkcji hydroizolacji — tworzenie szczeliny wentylacyjnej. Sprawdza się to szczególnie w przypadku starych murów, które chcemy osuszyć. Wtedy membrana kubełkowa układana jest kubełkami w stronę muru, aby na zawilgoconym, gołym murze mogło dojść do osuszenia. Ten temat jednak pomijamy, bo nie jest dla nas zbyt interesujący. Druga funkcja membrany kubełkowej to stworzenie szczeliny nie po to, by coś wentylować, lecz by przerwać podciąganie kapilarne między gruntem a tym, co jest po drugiej stronie — czyli termoizolacją lub murem. Jeśli w gruncie jest większa ilość wody, membrana może służyć jako szczelina drenażowa. Jednak ta rola jest wątpliwa w przypadku samej membrany kubełkowej; do tego celu lepiej nadaje się taka ze zintegrowaną geowłókniną. KRYSTIAN: Możemy stworzyć szczelinę, w której woda spływa w dół w formie drenażu. Jeśli wody jest za dużo, należy stosować tę z geowłókniną. Jeśli jest jej mało, membrana kubełkowa przerwie podciąganie kapilarne. Oczywiście chcemy chronić fundamenty przed zawilgoceniem i działaniem wody pod ciśnieniem, która może występować w gruncie. W tym celu folia kubełkowa sprawdza się doskonale. W którą stronę układać?Teraz kwestia ułożenia membrany kubełkowej — w którą stronę układać kubełki? Jeśli chcemy uzyskać szczelinę wentylacyjną, powinniśmy układać ją kubełkami w stronę termoizolacji. To logiczne, jeśli zależy nam na szczelinie między membraną a termoizolacją. Styropian z rowkami czy gładki?Jednak świat nie jest taki prosty. Nam najbardziej zależy na ochronie hydroizolacji przed naporem wody, a hydroizolacja znajduje się pod termoizolacją. Najważniejsza jest więc szczelina między hydroizolacją a termoizolacją — tam, gdzie zwykle membrana kubełkowa się nie znajduje. Dlatego powinno się stosować styropiany z rowkami, wcięciami lub wpustkami — nie ma na to specjalnej fachowej nazwy, ja mówię na to styropian drenażowy. Po przyklejeniu go na klej, na placki, do hydroizolacji, rowki tworzą niewielką, ale wystarczającą szczelinę, która pozwala odprowadzić małą ilość wody. Druga opcja to przyklejenie styropianu lub styroduru na placki, ale bez zamykania dolnej krawędzi ocieplenia,aby powstała tam niewielka szczelina, przez którą woda z gruntu mogłaby odpłynąć. Montaż folii kubełkowej – praktyczne rozwiązaniaKRYSTIAN: Mamy więc dwie możliwości: stosować styropian gładki lub z rowkami. Jeśli zastosujemy ten z rowkami, możemy śmiało zrobić to, co pokazałeś na drugim zdjęciu. Rowki odprowadzą niewielką ilość wody i zredukują ciśnienie hydrostatyczne w gruncie, mimo że kubełki są skierowane w jego stronę. Natomiast jeśli mamy gładki, powinniśmy ułożyć kubełki w jego stronę. To jednak budzi kontrowersje z innego powodu: mogą one się wciskać w styropian, niszcząc go lekko. Jednak zdarzały się przypadki, szczególnie w budynkach z piwnicą i wysokim zasypem, że po ułożeniu niskiej jakości materiału i nałożeniu folii w ten sposób, ziemia osiadła na tyle, że styropian się zerwał. Z tego powodu temat budzi kontrowersje. Moim zdaniem, jeśli mamy budynek bez piwnicy, gdzie fundamenty i ściany fundamentowe są stosunkowo niskie, można sobie pozwolić na takie rozwiązanie. Jeśli mamy XPS, który jest dużo twardszy, kubełki się nie wciskają, więc tym bardziej można sobie na to pozwolić. Najlepsze rozwiązanieKRYSTIAN: Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem, jeśli chcemy zastosować folię kubełkową do drenażu wody z gruntu, jest użycie styropianu rowkowanego, drenażowego — jakkolwiek by go nie nazwać — aby uzyskać szczelinę pod nim, pomiędzy styropianem a hydroizolacją. Na styropian nakładamy folię kubełkową kubełkami w stronę podłoża, ale nie zwykłą, tylko taką ze zintegrowaną geotkaniną. Jest to nic innego jak przyklejona na kubełki warstwa, która tworzy przestrzeń filtrującą i drenażową, gdzie woda może swobodnie spływać. SŁAWEK: Z tego, co ty mówisz, nie ma nic złego, jeśli ułożylibyśmy folię kubełkową w drugą stronę. Szczególnie, jeśli budujemy dom bez piwnicy, kiedy mamy styropian XPS, który stoi na ławie fundamentowej. Wtedy rodzaj ułożenia nie ma aż takiego znaczenia. Czyli nie mówimy o złym i dobrym rozwiązaniu, tylko o dobrym i lepszym. Zobacz też:Płyta fundamentowa czy ława fundamentowa? Specjaliści radząKRYSTIAN: Nie do końca. Tutaj musimy być bardzo precyzyjni. Rozumiem, że masz na myśli kubełki skierowane w stronę podłoża. Tak, to rozwiązanie jest w porządku pod warunkiem zastosowania styropianu z rowkami. Jeżeli nie ma rowków, to rozwiązanie staje się wątpliwe. W suchych gruntach będzie raczej okej, pod warunkiem, że pod nim mimo wszystko znajdzie się szczelina. Wszystko jest więc uwarunkowane tym, w jaki sposób zamontujemy styropian oraz jaki to będzie styropian lub styrodur. Montaż folii – pierwsze rozwiązanieSŁAWEK: Mamy pierwsze rozwiązanie: fundamenty, ścianę fundamentową, hydroizolację na nią oraz styropian XPS z rowkami. Ma on rowki po stronie hydroizolacji. Jeżeli pojawi się wilgoć na hydroizolacji, to wilgoć spłynie. Następnie mamy membranę kubełkową, która może być skierowana w stronę podłoża. KRYSTIAN: Tak, jeżeli styropiany mają rowki zwykle z dwóch stron, to jest symetrycznie. SŁAWEK: Chciałem to podkreślić: gdzie będzie się wykraplać wilgoć. KRYSTIAN: Nie wiemy dokładnie, gdzie ona będzie, ale przede wszystkim zabezpieczamy hydroizolację, ponieważ to jest dla nas najważniejsze w zabezpieczeniu. Jeżeli jest styropian rowkowany, to możemy śmiało zastosować membranę kubełkową, kubełkami w stronę ziemi. Stosując ją przy takim styropianie w stronę membrany, też nic strasznego się nie stanie, ale to jest w tym punkcie drugim. Drugie rozwiązanie – styropian bez rowkówSŁAWEK: To teraz drugi przykład. Mamy styropian XPS, ale bez rowków, czyli nie mamy żadnej szczeliny między hydroizolacją a nim, a termoizolacją. Wtedy powinniśmy stworzyć taką szczelinę między termoizolacją a membraną, czyli mamy kubełki w stronę właśnie styropianu, tak żeby była ta szczelina wykonana. KRYSTIAN: Generalnie tak. Jeśli się temu przyjrzymy, to rzeczywiście tak jest. Oczywiście powinna być również szczelina wykonana pod naszą termoizolacją — to jest tak samo ważne i niezależne od innych czynników. Zawsze jest to potrzebne. Istnieje możliwość, że jeśli zastosowalibyśmy XPS, czyli styrodur o bardzo małej nasiąkliwości, a mielibyśmy do czynienia z gruntami bardzo suchymi, na przykład piaskami, żwirami, albo gdy woda gruntowa znajduje się daleko, to teoretycznie membrana tam w ogóle nie jest potrzebna. Montaż folii kubełkowej bezpośrednio na hydroizolacjiKRYSTIAN: Pominęliśmy jeszcze jeden temat, który na początku wykluczyłeś z naszych rozważań, a w mojej ocenie jest dość ważny i też warto o nim wspomnieć, czyli hydroizolacja i na niej bezpośrednio ułożona membrana kubełkowa. Można by się zastanawiać, czy w ogóle tak można zrobić i czy to ma sens. Natomiast, jeżeli robimy hydroizolację fundamentów, ścian fundamentowych — bo przede wszystkim w tej chwili o tym mówimy — to izolujemy je również wewnątrz obrysu budynku. Tam już najczęściej termoizolacji się nie stosuje. To znaczy, że mamy hydroizolację narażoną na uszkodzenia mechaniczne podczas zasypywania fundamentów i zagęszczania podłoża. Można z tym żyć. Nic się nikomu nie stanie, jeżeli pracownicy na budowie będą uważać przy zagęszczaniu i uszanują tę hydroizolację, nie uszkodzą jej. Kierunek kubełków ma znaczenieDruga możliwość jest taka, że możemy spróbować tę hydroizolację jednak w jakiś sposób zabezpieczyć przed uszkodzeniami mechanicznymi, na przykład membraną kubełkową. Ona też między innymi do tego się nadaje. Teraz trzeba znowu uważać na ten nieszczęsny kierunek kubełków. Gdybyśmy zrobili je w stronę ściany czy hydroizolacji, to jest właściwie najgorsze z możliwych rozwiązań. Trzeba założyć, że stosujemy hydroizolację z masy KMB, czyli słuszne, prawidłowe i solidne rozwiązanie. Nie jakiś dysperbit pomalowany tak cieniutko, że prześwitują bloczki, bo to się nie liczy jako hydroizolacja. Mówimy tutaj o solidnej, porządnej hydroizolacji z masy KMB, która jest po prostu elastyczna. Jeżeli mamy coś elastycznego i na to położymy membranę kubełkową, kubełkami w stronę tej elastycznej masy, i to przyciśniemy podłożem, to efekt będzie oczywisty. Membrana kubełkowa powciska się w tę hydroizolację, straci swoją grubość, a tym samym straci swoje właściwości. Właściwy montaż na hydroizolacjiKRYSTIAN: Jeżeli już, to odwrotnie — kubełkami w stronę gruntu. A jeżeli z jakiegokolwiek powodu, na przykład z powodu bardzo wysokich wód gruntowych, byłby tam potrzebny drenaż, żeby woda nie napierała od wewnątrz również na ściany fundamentowe, to membrana kubełkowa ze zintegrowaną geotkaniną będzie stanowiła wtedy warstwę drenażową. Jeżeli nie ma takich trudnych warunków gruntowych, a chcemy faktycznie zabezpieczyć hydroizolację na czas zasypywania, a jednocześnie mamy obawy co do stosowania kubełków w tę czy w drugą stronę, można użyć po prostu zwykłej, grubej folii. Ona też spełni w miarę swoje zadanie, chociaż folia kubełkowa jest tutaj grubsza, mocniejsza i troszeczkę lepsza. Wykończenia górnej krawędzi folii – praktyczne wskazówkiSŁAWEK: Pierwszy wniosek mam taki, że jeżeli widzimy fundamenty i jest membrana kubełkowa skierowana w jakąś stronę, to tak naprawdę, patrząc tylko na budowę, nie jesteśmy w stanie wskazać, czy jest to rozwiązanie dobre, czy złe, ponieważ liczy się każda z warstw. Wszystkie dyskusje pod tytułem „masz kubełki w złą stronę” są chyba bezpodstawne, jeżeli nie wiemy, jaki został użyty styropian. KRYSTIAN: Styropian też, jeżeli jest widoczny na zdjęciu, to można coś z niego wywnioskować, ale pod nim i tak powinna być ta szczelina. Zwykle jednak nie jest. Widząc samą membranę kubełkową — kubełkami w tę czy w drugą stronę — nie jesteśmy w stanie stwierdzić nic. Widząc styropian pod spodem i membranę, jesteśmy w stanie już coś stwierdzić, ale też nie z całkowitą pewnością. Całkowitą pewność mielibyśmy tak naprawdę, wiedząc tylko, co się wydarzyło pod tym styropianem, jaki był zamysł budującego oraz jakie mamy ziemie. Listwy do folii kubełkowej – zabezpieczenie przed zanieczyszczeniamiSŁAWEK: Po ułożeniu membrany kubełkowej bardzo często zostawia się ją niedbale. Ona po prostu gdzieś tam wisi, styropian jest odsłonięty i niestety gruz, odpady — ludzie potem chodzą po prostu po tym. I to wygląda marnie. Bo gdy jest mocowana ta membrana, to cały gruz, kurz i tak dalej znajduje się właśnie między termoizolacją a membraną kubełkową. Myślę, że warto poprosić wykonawcę, jeżeli on tego nie robi w standardzie, aby zabezpieczył jej górę. Są takie listwy, klipsy — nie wiem, jak to ładnie nazwać — które powodują, że jest ona ładnie ułożona w poziomie, dolega do styropianu, nic się nie odgina i nic tam nie wpada. Koszt nie jest duży, a powoduje to, że po prostu jest czysto, miło i przyjemnie, nic nie zostanie zniszczone. Rzadko to widzę na budowach, bo zwykle ta membrana właśnie tak wisi i łopocze na wietrze trochę. Montaż listwy – alternatywne rozwiązaniaKRYSTIAN: Te listwy stosuje się raczej na etapie wykończeniowym, gdy mamy już zrobiony cokół na termoizolacji ściany fundamentowej. Oczywiście można je montować wcześniej i później, a także na czas robienia cokołu je zdemontować. To, co ja też praktykowałem, to zabezpieczenie po prostu zwykłą deską. Gdy będą już dwie warstwy bloczków czy pustaków, czyli pierwsze dwie warstwy ściany parteru wymurowane, można do nich pośrednio przez deskę przybić membranę. W zupełności wystarczy to, aby śmieci nie dostawały się pod nią. Folia kubełkowa to izolacja? Demontaż mitówKRYSTIAN: Jeszcze jedna rzecz na koniec, która mi się przypomniała, a o której miałem mówić wcześniej: w branży funkcjonuje taki mit, że membrana jest hydroizolacją. Oczywiście nie jest nią, więc dementujemy tę plotkę. Z definicji bowiem sama z siebie nie jest szczelna. Jeżeli się ją przybija lub w jakikolwiek sposób mocuje do ściany fundamentowej, należy to robić w taki sposób, aby nie uszkodzić jej hydroizolacji. To jest bardzo ważne. W pewnych wypadkach teoretycznie da się ją zastosować jako hydroizolację, ale wtedy trzeba bardzo dużo uwagi poświęcić temu, aby ją uszczelnić. Trzeba sklejać ją na zakładach specjalnymi taśmami i tak dalej. Czysto teoretycznie da się to zrobić, jednak w praktyce nawet nie próbowałbym się w to bawić. Uważaj na dziurawienie hydroizolacji fundamentuSŁAWEK: Dobrze, że powiedziałeś o dziurawieniu hydroizolacji. Znam sytuację, w której wykonawca przybił coś gwoździkami i potem się okazało, że hydroizolacja jest po prostu podziurawiona. A ta ma być szczelna, więc nic nie wolno wwiercać, nic nie wolno tam wybijać. Trzeba tego pilnować. Oczywiście my, jako inwestorzy budujący dom, nie musimy znać się na wszystkim. Możemy oczywiście porozmawiać o tym z kierownikiem budowy, aby w naszym imieniu wszystko dobrze dopilnował. Zobacz też:Budowa domu krok po kroku - od czego zacząć?Zalecamy zawsze dobrego kierownika, który rzeczywiście kontroluje, a nie jest tylko gościem ze stempelkiem. KRYSTIAN: A jeżeli ktoś jednak mimo wszystko chciałby we własnym zakresie tego wszystkiego dopilnować, to zapraszamy do naszego kursu. Tam wszystkie szczegóły, których należy przypilnować u wykonawców, są opisane jasno, przejrzyście i zwięźle. Historia kubełkówSŁAWEK: Jest pewien pomysł na to skąd się przyjęło twierdzić, że należy układać membranę z kubełkami w stronę ściany. Zacytuję architekta Macieja Kuleszę — nie wiem, czy znasz tę historię, może to jest urban legend. Aby rozjaśnić trochę sprawę kubełków, należy cofnąć się do czasów, kiedy sprowadzono ten materiał do Polski. Folia, która znalazła się w Polsce, pochodzi ze Skandynawii. W tamtych rejonach grunt urodzajny to skała, a budynki budowane są na podniesionych, nieocieplonych fundamentach. Izolacja znajduje się w podłodze. Chcąc uniknąć zamakania ścian fundamentowych, jednocześnie zapewnić wentylację powierzchni ściany, folia kładziona jest tam, w tamtych warstwach gruntowych, kubełkami w ich stronę. Polski importer folii przetłumaczył instrukcję tak, jak przetłumaczył – i mamy, co mamy. Przez lata powielana i bezrefleksyjnie kładziona folia także zakorzeniła się w budownictwie. Inne zastosowaniaKRYSTIAN: Też nie wiem, bo nie znam tej historii — pierwszy raz słyszę ją teraz od Ciebie. To ciekawa historia i w ogóle mnie ani troszeczkę nie dziwi. Z tego, co zrozumiałem, ona pierwotnie, intencjonalnie była używana do tego, co powiedziałem, czyli prawdopodobnie do jakiegoś nieocieplonego budynku. Możliwe, że w tamtych czasach jeszcze tych ociepleń nie było, bo folia kubełkowa nie jest zbyt nowym wynalazkiem. Wtedy była stosowana jako szczelina wentylacyjna. Być może tak, a może stosowano ją już wtedy na ocieplenie w Finlandii — nie wiem szczerze mówiąc, jak to było zrobione. Jeśli taka była intencja, jako szczelina wentylacyjna, to okej. Jeżeli ktoś świadomie stosował ją w ten sposób, to nie ma z tym problemu. U nas rzeczywiście dużo różnych dziwnych rzeczy się dzieje w tym temacie, i takie rzeczy jak folia kubełkowa budzą bardzo wiele wątpliwości. Poprawa jakości w projektachSŁAWEK: Powiem Ci, że ku mojemu zaskoczeniu widziałem w zeszłym roku chyba dwa albo trzy projekty, które wysłali nam nasi kursanci. Były one na tyle szczegółowe, że było napisane, jaki styropian zastosować oraz w którą stronę kłaść membranę kubełkową. Coś się więc zmienia, bo jeszcze sześć lat temu nie było takich projektów ani takich informacji w projektach. Teraz już widać, że rośnie trochę świadomość, a projektanci również myślą, że warto informować inwestorów o tym, jak coś powinno być zrobione. Dzięki temu mogą oni potem dopilnować wykonawcę. KRYSTIAN: Tak, widać, że miejscami jakość w naszym polskim budownictwie troszeczkę się poprawia. Podsumowanie i prośba do słuchaczySŁAWEK: Chyba tyle na dzisiaj. Mam prośbę, aby zapisać się do newslettera, ponieważ dzięki niemu (po pierwsze) będziecie informowani o nowych odcinkach. Udało nam się wreszcie zrobić tak, że co tydzień, we wtorek, wysyłamy newsletter z informacją o nowym odcinku. Po drugie, po zapisie otrzymujecie możliwość skorzystania z darmowych materiałów. Jest kosztorys budowy, są poradniki. Szczególnie, że gdy pojawia się coś nowego — jakiś artykuł, nowa wiedza — także wysyłamy maila. KRYSTIAN: Dziękujemy. Artykuł Jak układać folię kubełkową? Porady ekspertów pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| 9 najczęstszych błędów przy budowie domu. Dylematy budowlane #64 | 16 Apr 2024 | 00:50:48 | |
Budując swój pierwszy dom stykasz się po raz pierwszy w życiu z wieloma nowymi materiałami, pojęciami i rozwiązaniami. Nic w tym dziwnego, że nie wszystko jest dla Ciebie jasne i zrozumiałe, nie do końca rozumiesz, jak coś powinno być wykonane. Liczysz więc na wykonawcę i kierownika budowy, ale oni od zawsze robią tak jak robią, bo nigdy nie robili inaczej… I stąd właśnie biorą się błędy na budowach. Dzisiaj omówimy 9 najczęstszych i podpowiemy, jak ich uniknąć. Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_64.mp3
Artykuł 9 najczęstszych błędów przy budowie domu. Dylematy budowlane #64 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Materiały, ogrzewanie, wentylacja, fundamenty – NAJLEPSZE DECYZJE. Dylematy budowlane #63 | 09 Apr 2024 | 00:57:36 | |
Każda osoba budująca dom spotyka się z tymi samymi wyborami: Z jakich materiałów wybudować dom? Jaki materiał do murowania jest najlepszy? Jakie ogrzewanie wybrać? Czy podłogówka jest zdrowa? Czy warto zrobić wentylację mechaniczną? Czy wybrać tradycyjne ławy fundamentowe, czy może płytę fundamentową? I wiele więcej… Czasem trudno jest podjąć decyzję w gąszczu różnych reklam i opinii. Dlatego w dzisiejszym podcaście podpowiadamy co wybrać, szczególnie jeśli masz mętlik w głowie. Zapraszam do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_63.mp3 TRANSKRYPCJA [KRYSTIAN] Cześć, witajcie w kolejnym odcinku podcastu z cyklu Dylematy Budowlane. W dzisiejszym podcaście będziemy rozmawiać o tym, jakie najważniejsze decyzje należy podjąć dotyczące budowy własnego domu. Zapraszamy do słuchania. Cześć Sławku, może na początku powiesz dwa słowa o sobie, przedstaw się naszym nowym słuchaczom. Później ja tak zrobię i przejdziemy do tematu odcinka. [SŁAWEK] Pewnie. Cześć, jestem Sławek Zając, jestem doradcą budowlanym, twórcą serwisu Jak się wybudować i nie zwariować, twórca książki, autor książki właściwie o tym samym tytule i twórca największych w Polsce kursów dotyczących wyboru działki, przygotowania do budowy i samej budowy. Zapraszam na mojego bloga, linki na dole pod filmem. [KRYSTIAN] Ja nazywam się Krystian Lemkowski, z zawodu i zamiłowania jestem inżynierem budownictwa, zajmuję się prowadzeniem inwestycji budowlanych, specjalizuję się w budownictwie mieszkaniowym, a przede wszystkim jednorodzinnym. No i tutaj wspólnie ze Sławkiem jestem współautorem kursu budowlanych, współautorem tego oto niniejszego podcastu budowlanego, w którym dzisiaj będziemy mówić, będziemy odpowiadać w pewnym sensie Na problemy osób, które zmagają się z trudnościami związanymi z podejmowaniem wielu różnych decyzji. Dochodzą do nas sygnały, wręcz regularnie, niemalże codziennie, typu czy wybrać płytę fundamentową czy tradycyjne fundamenty, czy wybrać taki czy inny rodzaj pokrycia dachowego, czy wybrać taki czy inny rodzaj. ocieplenia, elewacji i wszelkich możliwych innych materiałów. Jak najbardziej rozumiemy ten problem, skąd on się bierze. Po prostu na rynku budowlanym jest bardzo, bardzo wiele różnych, często podobnych rozwiązań, nie różniących się zbytnio. Do tego dochodzi jeszcze marketing, do tego dochodzi to, że jeżeli ktoś buduje pierwszy raz, no to tych decyzji do podjęcia jest bardzo, bardzo wiele. No i często osoby budujące pierwszy raz po prostu w gąszczu tych decyzji się gubią, gubią się co wybrać, dlaczego wybrać, na jakiej podstawie to wybrać i dzisiaj chcieliśmy ze Sławkiem opowiedzieć jak my byśmy dokonali wyborów budując swój dom. Niekoniecznie po raz pierwszy, ale w kontekście takim, żeby zrobić to dobrze ekonomicznie i nie ugrzęznąć po prostu w przeróżnych decyzjach, wyborach, ażeby dom był fajny, funkcjonalny, szybko i ekonomicznie i dobrze zbudowany. Dobrze powiedziałem? [SŁAWEK] Bardzo dobrze. Podkreślę to, że ten podcast musi być i będzie subiektywny, więc to będą nasze wybory. Oczywiście się nie musi z nimi zgadzać, ale myślę, że wielu osobom to po prostu ułatwi decyzję. Natomiast wiele tematów poruszamy w osobnych podcastach. Na przykład o fundamentach mamy cały odcinek. Natomiast ten podcast ma właśnie służyć po to, żebyście wysłuchali naszego zdania, podejmowali decyzję, macie odhaczone jeden punkt, przechodzicie do kolejnego. Więc tak ten podcast odbierajcie. [KRYSTIAN] Tak, to jest raczej podcast dedykowany dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z budownictwa, nie mają jeszcze w tym dużego doświadczenia. Jeżeli ktoś jest bardziej zaawansowany, prawdopodobnie ma swoje zdanie na niektóre tematy, jest w stanie zweryfikować, czy takie, czy inne rozwiązanie jest mu bardziej potrzebne. Wtedy jak najbardziej może mieć swoje zdanie. Wiele z tych niuansów i sposobów podejmowania decyzji, parametrów, na podstawie których warto decyzje podejmować, omawiamy również w kursie zarządzanie i kontrola prac, do którego serdecznie zapraszamy. No a tymczasem spróbujemy opowiedzieć w możliwie prosty sposób, jak się nie zakopać w decyzjach, zaczynając od fundamentów. [SŁAWEK] Tak jest. Więc ja szybko, subiektywnie oczywiście powiem, jakie jest moje zdanie. Jeżeli miałbym działkę, gdzie jest grunt dobrej jakości, grunt nośny i bez problemu można wykonać na tym gruncie tradycyjne fundamenty, to jak najbardziej wybrałbym po prostu tradycyjne fundamenty. Płytę fundamentową wybrałbym tylko wtedy, kiedy narzuciłby to projektant, konstruktor. Dlaczego fundamenty tradycyjne jest łatwiej o ekipę jest taniej, w związku z tym to jest mój podstawowy wybór. [KRYSTIAN] Tak, jeśli chodzi o podstawowy wybór, to jak najbardziej się z Tobą zgadzam, przy czym chciałbym dodać na temat płyty fundamentowej to, że ostatnio płyty są coraz bardziej modne i wiele osób po prostu z tego tytułu, że coraz więcej się o płytach słyszy, zastanawia się, czy może sobie samemu z tej płyty nie skorzystać. I to wynika tylko z tego, że jest coraz więcej przekazów w mediach czy w internecie pojawia się na temat płyt i właściwie nic z niczego więcej. Wynika popularność płyt, po prostu się zaczęły robić popularne, więc dlatego robią się coraz bardziej popularne. takie masło maślane. Czy to jest dobre rozwiązanie? Nie, absolutnie nie. To jest dobre rozwiązanie. Natomiast tak jak powiedziałeś, według mnie podstawowym rozwiązaniem są fundamenty tradycyjne, a podstawowym kryterium wyboru dotyczącym ławy, płyty fundamentowej jest właśnie nośność gruntu czy niekorzystne warunki gruntowe. Jeśli są niekorzystne, to tak, należy się zdecydować na płytę. Jeżeli warunki gruntowe są typowe albo korzystne, No to nie wchodząc w wielkie szczegóły, jeżeli ktoś by się nad tym zastanawiał, ja bym wybrał po prostu fundamenty tradycyjne. [SŁAWEK] Tak jest. Można tylko dodać, że płytę może bym wybrał wtedy, kiedy bardzo bym się spieszył z budową. Oszczędność czasu, myślę, że to byłoby około 2-3 tygodnie względem fundamentów tradycyjnych. Natomiast z uwagi na to, że nigdy nie polecam spieszyć się na budowie, no to ta korzyść 2-3 tygodni nie jest dla mnie tak bardzo atrakcyjna, żeby płacić ileś tam tysięcy, dziesiątek tysięcy nawet więcej za płytę fundamentową. [KRYSTIAN] Dokładnie. Na temat płyty i na temat szybkiej budowy też mieliśmy podcasty, więc odsyłamy do poprzednich podcastów, jeżeli ktoś chciałby się do tematu sobie zgłębić. No i co dalej mamy? [SŁAWEK] Tak, ściany nośne, działowe, zewnętrzne i wewnętrzne. Jakie jest Twoje zdanie, z czego byś budował? [KRYSTIAN] Tutaj moim zdaniem najbardziej podstawowym wyborem dla domów jednorodzinnych jest gazobeton. Właściwie do wszystkich ścian, przede wszystkim do ścian zewnętrznych, dlatego że jest łatwo dostępny, jest łatwy w obróbce, ekipy lubią z niego murować, więc nie trudno znaleźć tutaj wykonawcę. Jest po prostu dobrym materiałem, później też przy wykończeniu, przy bruzdowaniu pod kable, przy bruzdowaniu pod instalacje hydrauliczne i tym podobne rzeczy. Ma całkiem dobrą szczelność, więc według mnie to jest wybór podstawowy na ściany zewnętrzne, na ściany nośne wewnętrzne też może być. Ewentualnie można się zastanowić, czy nie zmienić tego materiału dla ścian działowych na silikat ze względu na właściwości akustyczne. Przy czym to jest raczej opcja, raczej dodatek, coś ekstra niż obowiązek, bo bardziej na akustykę wewnątrz pomieszczeń wpływają jednak drzwi wewnętrzne niż same ściany. Więc taki byłby mój podstawowy wybór. A u Ciebie? [SŁAWEK] Dodam tylko, że mówisz gazobeton, ja tej nazwy nie używam, używam po prostu beton komórkowy, chyba to jest nazwa bardziej powszechna, tak mi się wydaje przynajmniej. Jeżeli chodzi o mój wybór, to bym się wahał między betonem komórkowym a ceramiką i chyba bym był skłonny najpierw zobaczyć, z czego budują się domy w okolicy, ponieważ czasami jest po prostu problem z dostępnością wykonawców, którzy murują znanego materiału. Natomiast pomijając to i dostępność samego materiału, to myślę, że różnica byłaby dla mnie niewielka z tego powodu, że każdy materiał jest tak samo wytrzymały, jeżeli chodzi o budowę domu jednorodzinnego. Jeżeli chodzi o izolację cieplną, to za izolację odpowiada termoizolacja, a nie materiał murowy. Więc to ma znaczenie, więc szczerze mówiąc rzuciłbym pewnie kostką, gdyby jeden i drugi materiał był dostępny, z lekką przewagą metodu komórkowego, z tego powodu, że murowanie, trochę wybaczam, nie błędów, myślę, że ceramika wymaga po prostu większej staranności. [KRYSTIAN] Tak, myślę, że wykonawcy też wolą budować na klej z gazobetonu niż z ceramiki. Zresztą ceramika jest powszechnie uważana za materiał bardzo zdrowy, co też nie jest zbyt prawdą. Także myślę, że tutaj mogę się jak najbardziej z Tobą zgodzić co do tego, co powiedziałeś. [SŁAWEK] Z tym materiałem to jest różnie, bo na przykład na południe Polski chyba to ceramika wygrywa zawsze z innymi materiałami, więc to bardzo zależy od warunków właśnie lokalnych. Myślę, że jeżeli chodzi o ściany nośne, to tak jak powiedziałem, jeżeli chodzi o ściany wewnętrzne, to tak rzeczywiście jest. Silikat ma niezłą izolację akustyczną, natomiast pamiętajmy, że dźwięki się rozchodzą także przez drzwi i czasami ta zmiana materiału na lepsze, o większej izolacyjności akustycznej wcale aż tak bardzo nie pomoże. Gdybym miał się decydować, myślę, że beton komórkowy na pierwszym miejscu, na drugim właśnie ceramika, silikaty, tylko wtedy, gdyby były cenowo zbliżone do innych materiałów budowlanych, w tej chwili są droższe, w związku z tym taki jest właśnie mój wybór. [KRYSTIAN] Tutaj wydaje mi się jeszcze, co warto powiedzieć, panują, to też zależy od regionu myślę, ale tak jak mówisz, na południu gdzieś mogą być pustaki ceramiczne bardziej popularne, to panują takie przekonania właśnie, że materiał jest zdrowszy, że materiał jest bardziej suchy, że coś tam. Zwykle takie przekonania niewiele mają wspólnego z rzeczywistością i nie mają później żadnego wpływu na eksploatację budynku. Taka jest moja obserwacja. [SŁAWEK] Tak, to jeszcze podkreślę, że żaden materiał nie jest niezdrowy, po prostu nie ma żaden materiał właściwości np. zdrowotnych, to jest jedna rzecz, a z tym, że niektóre materiały są dobre, bo np. nie nasiąkają wodą, to też jest troszeczkę taki mit z tego powodu, że dlatego daje się specjalną izolację pod mur, żeby właśnie woda nie wsiąkała w mur, więc tak naprawdę tutaj ten brak pochłaniania wilgoci to nie jest jakaś duża zaleta. [KRYSTIAN] Dokładnie tak. Myślę, że może kiedyś nagramy jeszcze jakiś osobny film na ten temat, na temat samych materiałów murowych, ale myślę, że na dzisiaj do takiego prostego, podstawowego wyboru myślę, że to wystarczy i możemy jechać dalej. [SŁAWEK] Jedziemy dalej. Strop. Jeżeli chodzi o strop, jeżeli budowałbym dom parterowy, to bym nie robił żadnego stropu takiego, po którym można chodzić i mieszkać nad nim, tylko bym zamontował wiązary dachowe i przymocowałbym do nich np. płyty karton-gips, jednocześnie mając dzięki temu sufit. Gdybym budował dom np. piętrowy lub poddaszem użytkowym, czyli gdzie ludzie mieszkaniem chodzą itd., no prawdopodobnie wybrałbym strop tzw. gęsto-żebrowy, prawdopodobnie strop Teriva lub być może strop wektor. Ale to są takie decyzje, które moim zdaniem nie mają aż tak dużego wpływu nawet na cenę i myślę, że ta decyzja w pozorom nie jest aż taka ważna. Jak myślisz? [KRYSTIAN] Wiesz co, jeśli chodzi o parterówkę, to jak najbardziej się z tobą zgadzam, że tutaj wybrałbym wiązary prefabrykowane i tu bym chciał nawiązać do mitu, który funkcjonuje i do tego, co też widzę często w projektach budowlanych, że jest tam zaprojektowany strop żelbetowy, monolityczny najczęściej, na tym opiera się tradycyjna więźba dachowa. I argumentacja jest taka, no projekt tak zaprojektował, więc to jest jakby jedna sprawa i argumentacja osób, które są za tym rozwiązaniem. Oczywiście argumentów jest wiele, ale między innymi takie, że w razie gdyby zerwało dach, no to mam jeszcze strop żelbetowy. No i moim zdaniem to jest argumentacja absurdalna całkowicie, no bo prawidłowo zaprojektowanego dachu nie ma możliwości, żeby wiatr zerwał. Wiatr zrywa dachy zaprojektowane i wykonane, przede wszystkim wykonane, bo zaprojektowane zwykle są w porządku, ale przede wszystkim wykonane nieprawidłowo. Więc stosujemy dodatkowe zabezpieczenie przeciw nieprawidłowemu wykonaniu innego elementu. No to jest dla mnie sytuacja absurdalna. Jeżeli coś budujemy, no to powinniśmy to budować od początku do końca dobrze i wtedy nie ma możliwości, że nam po prostu dach zerwie w takiej czy innej konstrukcji. Więc jeśli chodzi o parterówki, absolutnie się z tobą zgadzam. Natomiast jeśli chodzi o domy z poddaszem użytkowym albo z piętrem, no tutaj wybór stropu ma znaczenie. Między innymi to wpływa na cenę, no to jest dosyć oczywista sprawa. Natomiast to jest w dużej mierze wybór konstrukcyjny. Projektanci sobie często projektują stropy monolityczne, bo tak jest wygodniej i to jest nagminne, nawet tam, gdzie jest to zupełnie niepotrzebne, a można by zastosować często stropy Teriva, więc według mnie podstawowym kryterium wyboru, jeżeli budynek jest prosty, podstawowym kryterium wyboru jest oczywiście tutaj właściwość konstrukcyjna i to trzeba było uzgodnić z projektantem-konstruktorem. Natomiast jako pierwszy wybór to jest według mnie strop Teriva, bo on jest i ekonomiczny, i prosty, i stosunkowo szybki w budowie. Więc to jest pierwsza sprawa. Jeżeli strop Teriva ze względów konstrukcyjnych nie mógłby być zastosowany, no to wchodzimy w stropy monolityczne. No i tutaj jest kilka rodzajów. Przede wszystkim mamy strop monolityczny wylewany na budowie w całości albo jego odmiany z szalunkami traconymi, czyli wektor filigran. i raczej bym szedł w tą stronę wektor filigran niż stropu w pełni monolitycznego, żeby uniknąć ogromnej ilości szalunków, chociaż to też różnie bywa i tutaj trzeba nawiązać znowu do tego, co się dzieje w różnych regionach Polski, bo są miejsca, gdzie ludzie bardzo lubią te wylewane stropy, a może ekipy bardzo lubią te wylewane stropy i na potęgę kupują deski, metry, sześcienne desek, szalują te stropy i wylewają. Są ekipy trochę nowocześniejsze, które które mają własne szalunki i wtedy te stropy wychodzą tak idealnie, że tutaj już się nie ma do czego doczepić właściwie. Więc tutaj bym już wtedy kierował się właściwie tylko ceną wykonania, gdyby to musiał być strop monolityczny ze względów konstrukcyjnych. [SŁAWEK] Jasne. No ja trochę, jak mówiłem, subiektywnie Teriva byłaby moim wyborem podstawowym, tylko dlatego, że mam z nią najczęściej do czynienia na różnych budowach, bo albo jest właśnie monolityczne, albo właśnie Teriva. Inne rodzaje stropów są dosyć rzadko, przynajmniej w okolicach, gdzie ja się kręcę i patrzę, co się dzieje. Dobra, więźba dachowa, mamy wybór, albo zamówić prefabrykowaną więźbę dachową, przyjeżdża na budowę, złożona jest zwykle w jeden dzień, albo, no cóż, więźba będzie robiona bezpośrednio na budowie. Tutaj też mieliśmy cały odcinek poświęcony więźbie dachowej i szczerze mówiąc im częściej widzę jak są więźby robione na budowie, tym jestem przekonany, że budując drugi dom wziąłbym więźbę prefabrykowaną, bo po pierwsze wiem dokładnie co kupuję i za ile, wiem, że to drewno, które będzie użyte do tej więźby jest certyfikowane w dobrej jakości i taka więźba jest po prostu pewny. Dobry montaż w przeciwieństwie do więźby robionej na budowie, z którymi różnie bywa. Ponieważ po pierwsze drewno może być niecertyfikowane, wilgotne, o nieznanej wytrzymałości. No i też może być zmontowana ta więźba niezgodnie z projektem. To nawet czasami w projekcie nie ma informacji jak zamontować. taką więźbę zmontować, więc możemy tylko zaufać wykonawcy, że wie, co robi. W związku z tym, że coraz ciężej, mam wrażenie, jest to wykonawcy, którzy wiedzą, jak dobrze wykonać więźbę na budowie i tak, że jest trudno drewno wysokiej jakości, albo inaczej, czasami tartaki albo inne przedsiębiorstwa kuszą, żeby kupować drewno o nieznanej jakości, bo jest taniej, no to jednak ja bym wolał mieć prefabrykat, wiem, co kupuję i mam z głowy. [KRYSTIAN] No to tutaj się z Tobą całkowicie zgadzam, bo to jest to, co opowiedziałem przed chwilą, po co robić byle jaką więźbę i pod spodem robić strop żelbetowy w razie gdyby zerwało dach, skoro można zrobić od razu porządną więźbę. Problemem jest tutaj to, że jeżeli budujemy parterówkę, to tak, to nie ma problemu z więźbą prefabrykowaną, natomiast jeżeli budujemy dom z poddaszem użytkowym, no to ta więźba prefabrykowana już niespecjalnie będzie się nadawała raczej do poddasza użytkowego ze względu na kształt wiązarów. Jeżeli uda się taką więźbę wpasować w projekt z poddaszem użytkowym, to super. Jeśli nie, no to jesteśmy zwykle skazani już na więźbę wykonywaną na budowie i wtedy trzeba naprawdę porządnie poszukać wykonawcy, naprawdę porządnie poszukać Dostawcy materiału, żeby to był porządny materiał, żeby to był porządny wykonawca. Trzeba dopilnować tego, żeby w projekcie były detale połączeń i to mi się wydaje są wtedy te kwestie najważniejsze. [SŁAWEK] Okej, to przy okazji, skoro mówimy o więźbie, jeszcze się zaczepię o lane z kosy. One są dosyć często chyba na południu Polski używane. Argument jest bardzo prosty. Wiatry, duże prędkości, większe niebezpieczeństwo, więc zbroimy budynek dodatkowo, aby był bardziej wytrzymały. Natomiast gdybym ja się budował poza południem Polski, czyli gdzieś bardziej na terenach płaskich, to takich skosów lanych bym nie robił. To jest pierwszy argument, a drugi taki, że tak naprawdę poza południem Polski mam wrażenie, że wykonawcy nie wiedzą jak takie coś zrobić i miałbym po prostu ogromny problem, żeby znaleźć dobrego wykonawcę, aby taki skos lany wykonał. W związku z tym ja budując dom takich bym lanych skosów nie wykonywał. [KRYSTIAN] Powiem ci, że ja bym takich skosów nawet na południu Polski sobie nie wykonywał. Nie wiem, skąd się to wzięło. Jestem z północy, więc może ktoś mnie oświeci. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł lania skosów, bo pojęcia zielonego nie mam. Na północy też mamy strefę wiatrową dosyć wysoką nad samym morzem i nikt tam lanych skosów nie robi. Raz w życiu się z tym spotkałem, ale to było ze względu na to, że trzeba było… No konstrukcja była po prostu bardzo nietypowa i bardzo skomplikowana, nikt tych lanych skosów nie chciał, ale ona tam wynikała nie z tego, że chcemy mieć lane skosy, tylko z kształtu budynku bardziej, tak to należy ująć w dużym skrócie. Jeżeli ktoś wie z czego to wynika, skąd taka moda się wzięła na południu, to bym był bardzo ciekaw. Oczywiście można dachy, więźby dachowe tradycyjne czy prefabrykowane budować do stref wiatrowych dużo wyższych niż mamy w Polsce, co się dzieje nagminnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie te strefy wiatrowe w niektórych stanach takich jak Floryda czy te nadmorskie różne inne stany, tam strefy wiatrowe są dużo wyższe niż u nas, te projektowane prędkości wiatru, a nikt danych skosów nie robi, bo wszystko się oczywiście buduje z… I rzeczywiście taki dach nie przetrwa trąby powietrznej. No niestety, nie oszukujmy się, 300-400 km na godzinę wiatru nie przetrwa. Żelbetowy może by przetrwał. Jeżeli się przed tym zabezpieczamy, no to okej, to może mieć jakiś sens. Spotkałem się jeszcze z argumentacją, że… Te lane skosy zapewniają większy chłód w lecie, bardziej utrzymają stabilną temperaturę. No to jest logiczny argument rzeczywiście, ale tutaj wolałbym sobie po prostu klimatyzator zamontować niż liczyć na to, że taki lany skos mi tą temperaturę zapewni taką jak… chce, więc z mojego punktu widzenia to jest absolutny absurd i nawet nie rozważałbym stworzenia czegoś takiego w swoim domu, bo to nie widzę potrzeby i naprawdę, jeżeli ktoś wie, skąd taka moda powstała, to bardzo chętnie się tego dowiem, napiszcie w komentarzach. [SŁAWEK] Ja cię mogę połączyć ze znajomym projektantem Grzegorzem, pozdrawiam zresztą, miałem z nim spór ku temu rozmowy na temat lanych skosów, tłumaczył właśnie dlaczego jest to dobre rozwiązanie i po części się z nim zgadzam. Akumulacja ciepła jak najbardziej, ale jest to rozwiązanie w niektórych rejonach tak powszechne, że wykonawcy po prostu wiedzą, jak to robić i cena wykonania wcale nie jest wysoka. Jak sobie policzysz wszystkie koszty versus standardowe rozwiązanie, to się okazuje, że ta różnica w cenie nie jest tak wysoka, jak mogłoby się wydawać. Więc pod tym kątem patrząc, Ma to trochę sensu, natomiast na pewno bym nie za bardzo wierzył w to, że taki budynek będzie bardziej wytrzymały, wystarczająco wytrzymały na jakieś katastrofy naturalne. Ciekawy temat, ale chyba się z tym w ogóle nie spotkaliśmy w naszych rejonach. Nie znam ani jednej osoby, która by z takich lanych stosów skorzystała. [KRYSTIAN] Znaczy mówię, ja się z tym raz spotkałem i jakby nie widzę w tym wielkiej oszczędności, no bo musisz mieć te same warstwy dachu, które masz normalnie i różnica jest tylko taka, że od spodu zamiast stelażu i płyt kartonowo-gipsowych masz strop żelbetowy i tynk. Więc to jest jakby cała różnica jeśli chodzi o układ warstw i o cenę. Wydaje mi się, że jednak stelaż i płyty gipsowo-kartonowe będą tańsze niż strop i tynk, ale to już by wymagało szczegółowych obliczeń, ile takie coś kosztuje. [SŁAWEK] Jak ktoś ma informacje na ten temat, to będziemy wdzięczni za informacje, komentarz pod filmem, a kto wie, może nagramy osobny odcinek tylko na temat tych właśnie lanych skosów. Kolejny temat, pokrycie dachowe. Z czego byś, jak byś pokrył dach, z jakiego materiału? [KRYSTIAN] No wiesz co, powiem Ci, że według mnie to jest po pierwsze, trzeba się kierować estetyką. To co kto lubi, bo współczesne pokrycia dachowe są generalnie na tyle dobre, że tutaj pod kątem jakości nie za bardzo jest się czym sugerować. Pod kątem wyglądu jak najbardziej, no i pod kątem ceny. Więc na takiej zasadzie bym dobierał pokrycie dachowe. Oczywiście różni ludzie mają różne zdania. Niektórzy chcą blachodachówkę, bo jest ładna, niektórzy nie chcą blachodachówki, bo w nią deszcz uderza i No i jest hałas, więc to już wedle uznania, jak kto uważa, bo to różnie bywa. Spotkałem się i z jednymi, i z drugimi opiniami, szczerze mówiąc, skrajnymi. Jeżeli chodzi o dachówki, no to jest droższa opcja, czyli dachówki ceramiczne, tańsza opcja, dachówki betonowe. Potrafią wyglądać tak samo, więc jeżeli ktoś bardziej się troszczy o swój budżet, może wybrać dachówkę betonową. Jeżeli ktoś chce bardziej na bogato, może wybrać dachówkę ceramiczną. Według mnie przede wszystkim kwestia estetyki, natomiast to co moim zdaniem jest ważniejsze, to jest kwestia wstępnego krycia pod dachem. Bardzo modna jest papa i mimo tego, że jest modna i popularna, to zdarzają się ciągle wykonawcy, którzy nie rozumieją jak stosować papę na dachach. I stosują ją w taki sposób, że układają papę, dobierają niewłaściwy rodzaj papy do dachu, to po pierwsze, a po drugie przybijają gwoździami tak, że gwoździe widać na wierzchu, czyli dziurawią to, co miało być szczelne. Więc moim zdaniem papa jest już absolutnie przeżytkiem. Jeżeli chodzi o wstępne krycie dachu, powinno się w dzisiejszych czasach stosować już tylko membrany wstępnego krycia dachu. No bo już technologia jest na tyle zaawansowana, na tyle znana, na tyle wypróbowana i te produkty są na tyle dobre, a przede wszystkim paroprzepuszczalne, co jest ważne w naszym klimacie i w naszym systemie budowania, że powinniśmy stosować tylko membrany. A jeśli chodzi o pokrycie dachowe, no to jest kwestia wizualna. Takie jest moje zdanie. [SŁAWEK] Dobra, no to ja subiektywnie wygląd budynku nie ma dla mnie znaczenia. Mojego budynku nie ma dla mnie znaczenia. Gdybym budował dom parterowy, to miałbym blachodachówkę, tak jak mam teraz. Mieliśmy odcinek o blachodachówce między innymi, więc specjalnie ostatnio byłem w budynku właśnie na poddaszu. Było tam 15 cm wełny i padał deszcz. Krople było słychać na zasadzie delikatne, takie uderzenia, które nie były absolutnie, nawet jakbym był zaczytany w książce jakiejś dobrej treści, to bym nawet tych kropli nie słyszał i tym bardziej nawet na parterze tych kropli nie słychać. Jeżeli miałbym poddasze użytkowe lub parter, przepraszam, lub dom piętrowy, to prawdopodobnie dalej miałbym blachodachówkę, I raczej bym nie inwestował w nic droższego. Tak jak mówiłem, subiektywnie, ale u mnie blachodachówka się sprawdza, więc po co zmieniać na coś innego. [KRYSTIAN] Tak, to też jest kwestia ceny, bo ceny się zmieniają i potrafi być tak, że czasami jedno pokrycie jest tańsze, drugie droższe. Z tych tańszych no to mamy zwykle blachodachówkę właśnie i dachówkę betonową. Chociaż w momencie, kiedy ja się budowałem, to jest ciekawostka, chyba był jeden taki moment w ciągu ostatnich lat, dobrej jakości blachodachówki były droższe niż dachówki ceramiczne. Był taki moment w historii. No i z tego powodu po prostu blachodachówki nie wybrałem, no bo skoro mogłem mieć taniej inne rodzaje pokrycia, no to nie było takiego sensu, nie? Chociaż zwykle jest tak, jak mówisz, że blachodachówka jest dobrym rozwiązaniem i ekonomicznym jednocześnie, więc ok. [SŁAWEK] Tak, nie ma czasami co czytać informacji w internecie, że to hałas czy nie hałas, tylko po prostu samemu sprawdzić, jeżeli jest taka możliwość u kogoś i samemu podjąć decyzję. Dobra, mamy tak zwany stan surowy otwarty, Jeżeli chodzi o okna i drzwi, no to tak naprawdę moim zdaniem, nawet nie moim zdaniem, ale w tej chwili okna mają tak dobre współczynniki przenikania ciepła, że wybór okien to jest kwestia trochę uznaniowa, czyli kupujemy takie okna, jakie nam się podobają, jakich potrzebujemy, natomiast pilnujmy montażu. To ma olbrzymie znaczenie. Sam wybór okien, jeżeli chodzi o szczelność, o straty ciepła, ma stosunkowo niewielki wpływ. i myślę, że chyba możemy przejść od razu do ogrzewania. Chyba, że coś na temat okien i drzwi chcesz powiedzieć. [KRYSTIAN] Bym jeszcze dorzucił do okien i drzwi, tak, jak najbardziej, najważniejszy w stolarce okiennej i drzwiowej jest montaż i chodzi nam tutaj o montaż warstwowy, zwany potocznie ciepłym montażem, tak, więc to jest jedna sprawa. I druga sprawa, którą bym dorzucił, przy dużych oknach, powiedzmy szerszych niż 3 metry, nawet może szerszych niż 2,5 metra, A szczególnie przy mocno użytkowanych drzwiach balkonowych poszedłbym w okna aluminiowe. Jednak te ramy aluminiowe, profile aluminiowe, cały system okien aluminiowych, szczególnie przesuwnych albo dużych skrzydeł otwieranych jest dużo trwalszy. Więc jeżeli to będą drzwi tak naprawdę uchylane czy przesuwane, Dosyć często, bo służą jako wyjście na taras, to ze względu na trwałość szedłbym w systemy aluminiowe. Taka jest tutaj moja porada, bo czasami można się skusić tańszą ceną systemów PCV, ale ze względu na trwałość jednak aluminiowe przy dużych przeszkleniach będą lepsze. I to chyba tyle, jeżeli chodzi o stolarkę. Po drodze mamy jeszcze elewację, ale myślę, że elewacji nie będziemy rozpatrywać, bo nie spotykam się, nie wiem jak Ty Sławku, nie spotykam się, żeby ludzie tutaj mieli jakiś szczególny dylemat co do tego, jaki rodzaj ocieplenia wybrać. Chyba, że spotykasz się z jakimiś problemami tutaj. [SŁAWEK] Wiesz co, sam wybór termoizolacji razem z okładziną zewnętrzną, miałem takie przypadki, że rzecz jasna, najczęściej jest wybierany tynk i styropian. I myślę, że to rozwiązanie jest powszechne i dobre. Natomiast kwestie estetyki są przeróżne, mają różne ludzie oczekiwania. Można na przykład dom wykończyć drewnem palonym, tylko wtedy płacimy już naprawdę nawet sześć razy więcej niż za elewację z tynku. Ale to są już moim zdaniem kwestie bardzo uznaniowe, żebym to zostawił. Jeżeli starcza budżetu i rzeczywiście chcemy wybudować dom o określonym wyglądzie, no to inwestujmy. Natomiast jeżeli chodzi o dobre rozwiązania, to po prostu styropian i odpowiedni tynk, tylko nie najtańszy, tylko dobrej jakości będzie jak najbardziej dobrym rozwiązaniem. [KRYSTIAN] Tak, styropian jak najbardziej, tu się zgodzę. Jeśli chodzi o tynk, to od razu podpowiem, absolutnie nie tynki akrylowe. W współczesnym budownictwie należy zastosować tynki silikonowe, silikatowe albo silikonowo-silikatowe i absolutnie żadnych innych tańszych rozwiązań, bo one po prostu już się nie sprawdzają w dzisiejszych czasach. Więc chyba tym optymistycznym akcentem możemy przeskoczyć do kolejnego punktu, który miałeś na liście. [SŁAWEK] Tak, ogrzewanie. Ciężki temat, ale krótka odpowiedź. Podzielmy to tylko na dwie rzeczy. Jedna to jest źródło ciepła, którym będziemy ogrzewać dom, a drugiej to jest sposób, w jakim to ciepło będzie dostarczone do budynku. Więc jeżeli chodzi o sposób dostarczenia ciepła do budynku, to ja wybieram ogrzewanie podłogowe, wodne ogrzewanie podłogowe. Dlatego, że jest to tanie, dobre, sprawdzone, efektywne źródło ogrzewania. Nie rozważałbym żadnego ogrzewania sufitowego, żadnego ogrzewania ściennego. Z wielu przyczyn mogę o tym oczywiście opowiedzieć, ale to jak zadasz pytanie, ogrzewanie podłogowe jest po prostu dobre i się sprawdza w 95 albo nawet 99% przypadków. [KRYSTIAN] Tak, i tu się z tobą całkowicie zgadzam. Spotykam się z mitami różnymi, że na przykład grzejniki w sypialniach, bo coś tam, to jest jakaś mitologia budowlana, która skądś się wzięła i pokutuje do dzisiaj. Ostatnio w świecie internetowo-budowlanym pojawił się temat mat kapilarnych. To też jest jakaś nowinka techniczna, która swoimi magicznymi właściwościami ma zapewnić mniejsze rachunki za ogrzewanie. No i takich nowinek pewnie da się znaleźć wiele, różnych innych rodzajów ogrzewania, czy to nadmuchowe, czy na podczerwień, czy cokolwiek. Natomiast jak najbardziej zgadzam się, w większości przypadków nie warto w ogóle tego rozważać, jeżeli ktoś nie jest fanatykiem siedzenia i liczenia każdej złotówki i wyciskania z ogrzewania jednoprocentowych oszczędności, to nie warto, to po prostu podłogówka będzie dobra, podłogówka się sprawdzi i nie znam nikogo, kto miałby podłogówkę i byłby niezadowolony z takiego wyboru, więc… że to jest chyba najlepszy argument za tym. No i to chyba tyle. Jeżeli chcecie w komentarzach, to możecie napisać, to nagramy na ten temat więcej materiałów, bo chyba Sławek ma jeszcze całą listę argumentów. [SŁAWEK] Pogłębię trochę temat, bo to może zostawić taki, wiesz… Trochę niedopowiedzeń. Maty na przykład kapilarne są wybierane dlatego, że pozwalają łączyć ogrzewanie z chłodzeniem, więc pomysł jest taki, żeby mieć takie źródło ciepła, które pozwoli nam na przykład oszczędzić albo zrezygnować z klimatyzatorów. Po części ma to jakiś sens, ale tylko jakiś, dlatego że chłodzenie ogrzewaniem ogólnie podłogowym, sufitowym czy ściennym nie zastąpi nam klimatyzacji, tylko nam obniży temperaturę o 3-4 stopnie Celsjusza. Po drugie, ogrzewanie ścienne lub sufitowe gwarantuje nam chłodną podłogę. I to jest dla mnie i dla wielu osób coś po prostu niekomfortowego. Więc o ile to rozwiązanie np. maty kapilarne ma trochę sensu, ale wtedy, kiedy nam rzeczywiście zależy na zbiciu temperatury tylko kilka stopni i nam to wystarcza, to jednak zimna podłoga to jest dla mnie coś, na co sobie ja nie pozwalam. Po drugie, jeżeli mamy ogrzewanie nad głową, to wiadomo, jest rozkład temperatury inny niż przy ogrzewaniu podłogowym, które pozwala nam mieć cieplejsze stopy, a trochę chłodniej na poziomie głowy. Jeżeli mamy ogrzewanie sufitowe, mamy na odwrót. Więc dlatego bym tego ogrzewania nie wybrał. Ogrzewania ściennego bym dodatkowo nie wybrał, dlatego że nie pozwala ono na dowolną aranżację pomieszczeń. Nie będę mógł sobie zrobić dowolnie tego, co chcę, ponieważ muszę zostawić kawał ściany, żeby ona grzała dane pomieszczenie. W związku z tym nie mogę przestawić na przykład szafy na ubrania za pięć lat. Więc brak tej elastyczności powoduje po prostu, że ogrzewanie podłogowe jest dla mnie najlepszym wyborem. Inny system ogrzewania bym wybrał tylko wtedy, kiedy w jakimś pomieszczeniu absolutnie by nie było możliwości, żeby było to ogrzewanie podłogowe. Może jest taki przypadek, nie wiem jaki, ale to bym sobie zostawił na taki właśnie wyjątek. I jeszcze dodatkowo do jedna gwiazdka, w łazience i w WC mógłbym rozważyć na przykład kable grzewcze okryte w wylewce po to, żeby w tych pomieszczeniach szybciej nagrzać te pomieszczenia, aczkolwiek ja mam ogrzewanie podłogowe wodne wszędzie i też mi jest dobrze, więc to tak bym zostawił. [KRYSTIAN] No już idziemy w ten temat głębiej, to niech Ci będzie to jeszcze swoją opinię. Ale musiałeś. Dlatego też, że ogrzewanie podłogowe ma najkorzystniejszy, to co powiedziałeś, to dokończę za ciebie myśl, ma najkorzystniejszy rozkład temperatur. On nie jest po prostu inny niż u innych rodzajów ogrzewania, on jest po prostu najkorzystniejszy. Jest korzystny dla człowieka i jest najmilej, kiedy w stopy jest trochę cieplej, a w głowie jest troszkę chłodniej. Przy ogrzewaniu sufitowym byśmy mieli dokładnie odwrotnie, czyli dokładnie niemiło. Natomiast ja widzę taką zależność, że u siebie, gdybym budował ponownie albo jeżeli miałbym komuś doradzać, no to wszędzie ogrzewanie podłogowe jako podstawowe źródło ogrzewania domu. Natomiast dodatkowe elementy, takie jak na przykład maty kapilarne, mógłbym zastosować na suficie jako chłodzenie, ale wtedy to jest całkowicie niezależny system i dublujemy sobie systemy. Jeden służy do ogrzewania, drugi do chłodzenia. No i tu idziemy w koszty, bo tak samo jak ty nie chciałbyś mieć zimnej podłogi, absolutnie nie. Maty kapilarne, widzę też uzasadnienie do montowania na ścianach, na przykład w łazience pod prysznicem, żeby sobie dogrzać lokalnie to pomieszczenie, więc to jest jakieś uzasadnienie. Absolutnie nie widzę uzasadnienia montowania mat kapilarnych na ścianach, tak jak mówisz, tym bardziej, że montujemy je na ścianach wewnętrznych, tam gdzie nie ma okien, czyli z dala od okien, czyli tam gdzie jest najcieplej, to tam montujemy sobie źródło ogrzewania, a tam gdzie jest najzimniej, czyli przy oknach, to jesteśmy daleko od źródła ogrzewania, więc znowuż układ tutaj jest nie za bardzo korzystny, także nie brnijmy dalej w ten temat, bo tu jeszcze jest pewnie kilka niuansów do omówienia, ale to tak z grubsza omówiliśmy. Ogrzewanie podłogowe rządzi Tak, po prostu. Więc jeżeli ktoś się zastanawia, dlatego, że pojawiły się modne hasła w internecie, albo wygoglał coś, albo zobaczył reklamę, nie wiem, czy warto za tym iść po prostu. [SŁAWEK] Ustalmy, że raczej producenci rur do ogrzewania podłogowego się nie reklamują w internetach. Inne firmy już tak. No i cóż, czasami widać, że ktoś mówi o pewnym rozwiązaniu z pewnych, a nie innych powodów. Ale to tak mówię, temat na inny odcinek. W każdym razie podłogowe ogrzewanie. Jeżeli chodzi o klimatyzację, to klimatyzator. Jeżeli nie jesteśmy pewni, czy chcemy od razu, wybudujmy dom, wyprowadźmy kable pod klimatyzator, pomieszkajmy przez jedno lato i potem najwyżej podejmijmy decyzję o tym, żeby te klimatyzatory montować. Jeżeli chodzi o źródło ciepła, to już jest temat trochę drugi, w związku z tym, że słyszymy, że Unia Europejska może zakazać ogrzewania gazowego i tutaj miałem parę pytań, co na ten temat sądzę. Uważam, że to się wszystko może jeszcze zmienić wiele razy i nawet jeżeli zabronią ogrzewania gazowego, chociaż szczerze mówiąc, jakoś sobie tego nie wyobrażam, to będzie to dotyczyło domów, które będą budowane za te kilka, kilkanaście lat. Więc nawet jeżeli teraz będziemy mieli ogrzewanie gazowe, to one z nami zostanie. Więc ja bym na to nie patrzył, nie patrzyłbym na Unię Europejską, patrzyłbym na koszty przyłączania gazu. Czyli jeżeli mam gaz w drodze, zaraz przy działce, to dzwonię do zakładu gazowniczego, dowiaduję się, jakie będą koszty. To jest w ogóle podstawa. Bez tej informacji nie podejmuję decyzji. Jeżeli będą koszty typu, nie wiem, do kilkunastu tysięcy złotych, okej, biorę używanie gazowe, ponieważ kocioł gazowy jest tanim rozwiązaniem, dosyć prostym urządzeniem, są wykonawcy, którzy wiedzą, jak to zamontować, nie ma tutaj wielkiej filozofii, powiedzmy tak, z mojej perspektywy, osoby, która się na tym nie zna, to brzmi śmiesznie, ale ogólnie rzecz biorąc, jest dużo wykonawców, wiedzą, jak to robić. Natomiast jeżeli te koszty byłyby wyższe lub jeżeli po prostu sieci gazowej nie ma w okolicy, to stawiałbym na pompę ciepła, powietrze, woda. Jeżeli miałbym dom o powierzchni tak mniej więcej 100-200 m2, Jeżeli bym miał tą powierzchnię wyższą, prawdopodobnie byłaby to gruntowa pompa ciepła. Jeżeli mniejszą powierzchnię, to prawdopodobnie gdzieś bym rozważył ogrzewanie elektryczne. Natomiast jest to szeroki temat, więc to byłby taki mega skrót. Pod filmem znajdziecie link do mojego artykułu, gdzie to rozbijam na czynniki pierwsze i tam w tym artykule jeszcze lepiej Wam to wszystko tłumaczę i uzasadniam każdą z tych decyzji. [KRYSTIAN] No, to ja się tutaj tylko mogę chyba zgodzić z tobą. Nic dodać, nic ująć. Jeżeli jeszcze napomknę do tego zakazu unijnego, o którym się ostatnio słyszy i który chyba wywołał lekki popłoch wśród budujących. Nie wierzę w całkowity zakaz używania gazu. Mało tego, on jest absolutnie niemożliwy, bo gaz nie jest używany tylko do ogrzewania domów. Jest cała masa zakładów przemysłowych, dosyć dużych zakładów przemysłowych, które potrafią zużywać tyle gazu, co małe miasteczko. Więc chociażby z tego powodu możliwe, że Unia próbuje zredukować ilość zużywanego gazu. Ale o całkowitym zakazie używania gazu, to absolutnie nie ma mowy, więc tutaj raczej podchodziłbym do tego na spokojnie. Jeżeli jest ekonomicznie uzasadnione montować teraz gaz, to zamontowałbym teraz gaz. I nic nie będzie stało na przeszkodzie, żeby za 15 lat, jak coś się zmieni, to wymienić sobie to na pompę ciepła. No bo dlaczego nie? Cała instalacja jest praktycznie taka sama, różni się tylko źródłem ogrzewania, więc według mnie podstawowym wyborem jest w dalszym ciągu gaz. Jeżeli ktoś od razu chce pompę ciepła, ma na tyle duży budżet, żeby zainwestować od razu w pompę ciepła, w fotowoltaikę, To też można tak zrobić, chociaż nie jestem fanem tego rozwiązania, żeby od razu ponosić taki nakład inwestycyjny i ogrzewać się de facto prądem, skoro możemy sobie to zdywersyfikować i ogrzewać się gazem. Tak jest. [SŁAWEK] Chyba się zgadzamy tutaj. Dodam jeszcze, że oczywiście można by policzyć, co jest bardziej opłacalne i tak dalej. Problem w tym, że i ceny gazu, i ceny energii tak bardzo się zmieniają, że Policzenie czegokolwiek teraz jest po prostu niemożliwe. Kiedyś liczyłem, robiłem arkusze kalkulacyjne, liczyłem to bardzo dokładnie, a potem tak wszystko wystrzeliło, że cała moja praca na daremne. W związku z tym na to nie patrzymy, bo nie wiemy, co przyniesie przyszłość. Prosta decyzja, mamy gaz, podłączenie do gazu jest tanie, wybierzmy gaz. Jeżeli nie, to są inne rozwiązania, także dobre. Skoro tak, no to jeszcze mamy kwestię oczywiście wylewki. I tutaj wiem, że dużo osób ma inne zdanie niż nasze, bo ja bym wybrał wylewkę cementową z uwagi na dużą akumulację ciepła. Czyli stawiam na rozwiązania, które pozwolą mi dłużej trzymać energię cieplną w domu, jeżeli będzie awaria na przykład sieci energetycznej lub po prostu awaria źródła ciepła. Krystian, mam wrażenie, że masz chyba podobne zdanie. [KRYSTIAN] Tak, jak najbardziej mam takie same zdanie. Mogę sobie wyobrazić sytuację, w której ludzie funkcjonują w taki sposób, rodziny funkcjonują w taki sposób, że wyjeżdżają na jakiś czas, wracają i dom jest użytkowany okresowo. Wtedy powiedzmy ta Mniejsza akumulacyjność, szybsza zdolność do nagrzewania się budynku będzie korzyścią. Natomiast w domu, który jest całoroczny, jest użytkowany normalnie. Moim zdaniem nie ma absolutnie żadnego sensu żonglowanie temperaturą w tej z powrotem o kilka stopni, żeby coś spróbować zaoszczędzić. Nie jest to zbyt komfortowe. I raczej to też nie jest ekonomiczne. Więc idę drugim tokiem myślenia, czyli chciałbym utrzymywać w domu stałą temperaturę przez cały czas. A jeśli stałą, to im większa akumulacyjność, tym mniejsza bezwładność cieplna, mniejsza bezwładność, bardziej stała temperatura. No i dlatego tutaj jak najbardziej ogrzewanie podłogowe plus wylewka betonowa będą dobrym, optymalnym rozwiązaniem i nie wydaje mi się, nie znam nikogo, kto jakby z tego tytułu, że ma ogrzewanie podłogowe i wylewkę betonową byłby niezadowolony, że nie może sterować tak szybko temperaturą w domu, jakby chciał. [SŁAWEK] Właśnie też tak jest, natomiast znam bardzo dużo osób, które mają wylewkę anhydrytową, nawet mimo tego, że rozmawialiśmy o tym z nimi w cztery oczy wcześniej, ponieważ po prostu obawiają się, że w jakichś pomieszczeniach będzie za zimno albo za gorąco i taka wylewka pozwoli im na szybką zmianę temperatury. Więc coś w tym jest. Jeżeli ktoś buduje dom i nie ma projektu ogrzewania podłogowego i rzeczywiście nie ufa temu, że wykonawca zrobi ogrzewanie podłogowe w sposób odpowiedni, to rzeczywiście możliwość takiego sterowania temperaturą na pewno się przyda. Natomiast ja budując dom, miałbym to tak zaprojektowane, że nie musiałbym nic zmieniać w żadnym pomieszczeniu, bo już po budowie domu miałbym temperaturę w takich pomieszczeniach, jaka była zaprojektowana. I ja mam wylewkę cementową w moim domu, No i nie muszę zmieniać niczego, ponieważ są czujniki zewnętrzne, które w oparciu o temperaturę zewnętrzną dają odpowiednią temperaturę wody w ogrzewaniu podłogowym, no i dzięki temu mam na przykład cieplej, czyli na przykład na dworze się ochładza, a już w domu powoli rośnie ciepło, więc jak się już na zewnątrz ochłodzi, dom jeszcze się nie wychłodzi, a już temperatura jest wyższa i ta temperatura wewnątrz budynku jest stała, więc dla mnie to po prostu jest dobre, komfortowe rozwiązanie, aczkolwiek rozumiem, że jeżeli ktoś obawia się błędów związanych z wykonaniem ogrzewania podłogowego, no to wylewka anhydrytowa może być niezłym pomysłem. [KRYSTIAN] No tak, tutaj nic dodać, nic ująć. Jeśli chodzi o to, co powiedziałeś, dorzuciłbym jeszcze od siebie fakt, że na przykład jeżeli wyjdzie słońce, to energia ze słońca potrafi dużo szybciej nagrzewać pomieszczenie, niż zareaguje nam jakakolwiek podłogówka, więc Więc jakby sterowanie tym precyzyjne i szybkie wydaje mi się kwestią drugorzędną, no bo samo słońce wschodzące i zachodzące za chmur będzie miało większy wpływ na temperaturę w domu niż rodzaj wylewki. Tym bardziej, że w stabilnych warunkach, na przykład nocą albo zimą, gdy jest pochmurnie, gdy temperatura na zewnątrz nie zmienia się zbyt szybko, słońca nie ma, no to podłogówka jest w stanie utrzymać temperaturę w domu z dokładnością do 0,1-0,2 stopnia Celsjusza bez problemu. [SŁAWEK] Tak jest. Słuchaj, ominąłem jeden temat, wentylacja jeszcze, szybciutko, grawitacyjna czy mechaniczna. Ja bym, myślę, że To jest trochę zależne od mojego budżetu. Teraz mam większy budżet niż jak budowałem mój dom. Prawdopodobnie postawiłbym teraz na wentylację mechaniczną, tylko z uwagi na to, że może powiedzieć, bardziej mi na to stać, ale podkreślam, wentylacja grawitacyjna także jest dobrym rozwiązaniem. Zresztą taką wentylację grawitacyjną mam w swoim domu. I pojawił się komentarz chyba dwa tygodnie temu na temat tego, że wentylacja grawitacyjna jest trudna do osiągnięcia przy ogrzewaniu gazowym. I projektant naszego słuchacza powiedział, że nie jest możliwe uzyskanie odpowiedniego wskaźnika EP, który pozwoli na wentylację grawitacyjną. Zacytuję zresztą, po pierwszych rozmowach z architektem dowiadujemy się, że zbudowanie klasycznego domu ogrzewanego gazem i wentylacja grawitacyjna to jest w zasadzie nierealne, ponieważ wskaźnik EP nie chce wyjść. Trochę jesteśmy w szoku, bo najlepiej według projektanta, aby dom miał wentylację mechaniczną albo pompę ciepła. Wentylacji nie chcemy z wielu przyczyn, a o pompie ciepła to nawet nie wspominam. Czy macie jakieś metody jak to obejść? Tak, w skrócie powiem tak. Po pierwsze są projektanci, którzy po prostu wiedzą, jak to zrobić. Można na przykład zaprojektować fotowoltaikę, można troszeczkę pożonglować różnymi parametrami okien, murów i tak dalej. Są różne metody po prostu, żeby ten wskaźnik EP obniżyć. I prawda jest taka, że jeżeli trafisz na projektanta, który wie, jak to zrobić, to on to zrobi i będzie zadowolony. ponieważ dalej buduje się bardzo dużo domów, które są ogrzewane gazem i mają wentylację grawitacyjną. Natomiast przestrzegam, że jeżeli chcesz takie rozwiązania, a trafiłeś na projektanta, który powie, że nie da rady, żeby ten składnik RP-8 będąc odpowiednio niski, to on nic z tym nie zrobi, bo prawdopodobnie projektuje domy po prostu w inny sposób. Więc jeżeli ktoś planuje mieć ogrzewanie gazowe i wentylację grawitacyjną, to niech zacznie rozmawiać z projektantami o tym, czy w ogóle jest takie rozwiązanie możliwe. No i wybierajmy projektanta takiego, który wie, jak to odpowiednio zrobić. [KRYSTIAN] No dobra, to tutaj omówiliśmy wskaźnik EP i w to bym nie chciał głębiej wchodzić, ale wracając do pytania, czy wybrałbyś wentylację grawitacyjną czy mechaniczną? [SŁAWEK] Mechaniczną. Z uwagi na budżet, który jest teraz wyższy niż kiedyś, ale tak jak mówię, gdybym był, nie wiem, 15 lat wcześniej, kiedy budowałem swój pierwszy dom, kiedy liczyła się każda złotówka, to bym bez wahania postawił na wentylację grawitacyjną, ponieważ używam tego od kilkunastu lat i jest po prostu mi dobrze, komfortowo i tak dalej. [KRYSTIAN] Tak, ja podejdę do tego tematu troszeczkę inaczej, bo generalnie się z Tobą zgadzam, ale wydaje mi się, że kryteria wyboru, tutaj może być więcej kryteriów wyboru, które warto wziąć pod uwagę wybierając taki czy inny rodzaj wentylacji. Po pierwsze, jeżeli ktoś nie ma zacięcia do tego, żeby tą wentylację doglądać, nie ma ochoty, nie zna się do końca na tym, to na pewno odradzałbym wybór wentylacji mechanicznej jakiejś taniej, bez projektu, coś takiego, tak? Żeby zrobić wentylację mechaniczną, bo jest fajna, bo sąsiedzi mają, ale żeby było tanio, tak? Bo to się źle skończy. Tani system będzie, czy będzie, czy nie będzie tego, nie wiem, ale istnieje spore ryzyko, że będzie źle zaprojektowany albo w ogóle nie będzie zaprojektowany, będzie źle działał, będzie hałasował, szumiał, nie odzyskiwał tyle energii, co miał. Nawiewy będą źle rozprowadzone, będzie wiało, niekomfortowo i tak dalej, więc… zrobienie wentylacji mechanicznej po taniości, bez świadomości jak się robi wentylację mechaniczną, skończy się niezadowoleniem z wentylacji mechanicznej. Znam takie przypadki, kilku osób, które zrobiły sobie wentylację mechaniczną i z niej nie korzystają, albo włączają tylko na chwilę na maksa, żeby przewietrzyć dom, bo w normalnych warunkach nie da się z tego korzystać. I tak może działać źle wykonana wentylacja mechaniczna, więc jeżeli ktoś nie czuje się dobrze z tym, to nie zalecałbym jako podstawowego rozwiązania wentylacji mechanicznej, bo można zrobić sobie niestety krzywdę, wydać pieniądze i wcale nie będzie miło i komfortowo. I w takim wypadku lepiej sprawdzi się wentylacja grawitacyjna. Ona oczywiście ma swoje wady, no bo działa grawitacyjnie w sposób naturalny, jeżeli jest różnica temperatur, ciśnienia i tak dalej, więc ma swoje ograniczenia. Potrafi czasami zaciągać zimne powietrze wtedy, kiedy byśmy tego nie chcieli itd. No i cóż, i taka jest wentylacja grawitacyjna po prostu i trzeba z tym żyć. Natomiast wydaje mi się, że ona powoduje mniej problemów niż źle wykonana wentylacja mechaniczna. Natomiast jeżeli komuś zależy na wentylacji mechanicznej, ma sensowny budżet, żeby to zrobić i zostanie to zrobione dobrze, to tak jak najbardziej wentylacja mechaniczna będzie dobrym wyborem. [SŁAWEK] Tak jest. Uzasadnię jeszcze dlaczego, gdyby budżet był wyższy, bym się na nią zdecydował. Trzy rzeczy, filtry, w moim wypadku może nie są bardzo potrzebne, ale nie wiem, gdzie będę mieszkał w przyszłości i kto będzie się budował obok, jakie na przykład firmy mogą powstać gdzieś w okolicy, które mogą rozsiewać jakieś brzydkie zapachy, jakie się mogą pyłki pokazać itd., itd., Plus nie wiem, czy np. moja córka nie będzie miała jakiegoś uczulenia. Więc to jest jakieś zabezpieczenie. Czyli filtry to jest jedna rzecz. Dwa, dobrze zaprojektowana wentylacja mechaniczna pozwoli utrzymywać wilgotność w domu na odpowiednim poziomie. I trzy, także zapewni odpowiednio niski poziom dwutlenku węgla. Więc to są takie trzy rzeczy, które powodują pewien wzrost komfortu, ale w moim wypadku to jest bardzo… Takie na zasadzie, może w przyszłości się przyda. Dlatego mówiłem o tym, że jeżeli budżet by starczył, to chętnie, czemu nie, zrobić i może z tego kiedyś bardzo skorzystam. Natomiast wentylacja grawitacyjna w moim wypadku się jak najbardziej sprawdza. Nie mam żadnych problemów ani z małą, albo zbyt wysoką wilgotnością. Nie mam też problemów z zapachami, albo z jakimiś piłkami, więc wentylacja grawitacyjna jest okej. Na pewno bym nie montował wentylacji mechanicznej, dlatego że, nie wiem, słuchać czasami, że nie ma kurzu w domu i dlatego warto to mieć, no to są jakieś mity, nie jest to prawda. Tak samo wentylacja mechaniczna raczej Ci nie przyniesie oszczędności na ogrzewaniu. To jest po prostu rozwiązanie, które troszkę Ci zwiększa komfort życia w domu, natomiast nie jest obowiązkowe. [KRYSTIAN] Dokładnie tak. Dokładnie tak. [SŁAWEK] Za dużo podcastów razem nagrywamy, mamy podobne zdanie na te same tematy. [KRYSTIAN] Ciężko coś nowego tutaj już wymyślić. [SŁAWEK] Zbliżamy się do godziny, więc proponuję jeszcze poruszyć temat tynków i chyba zamkniemy poniekąd stan deweloperski, więc ładną klamrą zamkniemy podcast. Jakie tynki byś wybrał? [KRYSTIAN] Powiem Ci, że ja bym wybrał tynki wewnętrzne gipsowe. I spotkałem się z argumentacją, że gipsowe to niezdrowe i w ogóle, i w ogóle. Jeżeli ktoś ma na ten temat jakieś badania, to bardzo poproszę, bo jak kiedyś szukałem, to nie znalazłem żadnych na temat wpływu takiego czy innego rodzaju tynków na zdrowie człowieka. Sprawdziłem sobie natomiast kartę charakterystyki popularnych tynków gipsowych i cementowo-wapiennych No i oprócz tego, co jest głównym wkładem do tynku, czyli w tynkach gipsowych gipsu, a w cementowo-wapiennych cementu i wapna, to jest tam cała masa kruszywa, cała masa dodatków i domieszek bliżej nieznanych, nieokreślonych. Jednego i drugiego rodzaju tynku nie wolno wdychać, w sensie pyłów z worka, tak prosto, zanim to zostanie tynkowane. Na pewno jednego i drugiego tynku nie wolno jeść, bo wtedy na pewno będzie niezdrowy. I poza tym nie znalazłem żadnych sensownych przesłanek, dlaczego jeden miałby być lepszy, a drugi gorszy. Więc według mnie tynki gipsowe to jest naprawdę bardzo w porządku, dobre, podstawowe rozwiązanie, które daje lepszą gładkość i później można łatwiej, szybciej wykończyć pomieszczenia zrobione z tynków gipsowych. Jeżeli komuś zależy na tynkach cementowo-wapiennych, okej, jakby nie mam z tym problemu, też można zrobić. Wykonawców jest już coraz mniej do tego, bo nie chcą nakładać tynków cementowo-wapiennych, bo to więcej roboty, dłużej schodzi, chociaż jeszcze tacy się zdarzają. W pewnym sensie tynki cementowo-wapienne są bardziej odporne na zawilgocenie. Ale to ja mówię w pewnym sensie, bo o zawilgocenie tynków. Jeżeli tynki się zawilgocą, to znaczy, że coś innego poszło bardzo mocno nie tak i to nie jest wina samych tynków. Więc według mnie podstawowym wyborem są po prostu tynki gipsowe. A jak u Ciebie? [SŁAWEK] U mnie trochę inaczej, chociaż zależy kiedy bym się budował, bo gdybym się budował teraz, to prawdopodobnie tynki gipsowe z tego powodu, że moje dzieci są już trochę starsze. Natomiast gdybym planował dzieci albo miałby małe dzieci, to nie. Jednak według moich testów uderzeniowych tynki gipsowe są po prostu mniej odporne na właśnie uderzenia, czy też ogólnie na uszkodzenia od tynków cementowo-wapiennych. a jak już buduje dom, to chciałbym, żeby on był po prostu wytrzymały. U mnie w okolicy nie ma problemów z ekipami i robią i tak, i tak, natomiast nawet te tynki gipsowe twarde w moim odczuciu, czy też według moich, przyznam, testów krótkich, nienaukowych, są jednak mniej odporne na uszkodzenia od tynków cementowo-wapiennych i dlatego dla mnie tynki cementowo-wapienne są wyborem podstawowym. [KRYSTIAN] Tak, no to tu się zgodzę z tobą jak najbardziej. Więc bym powiedział, że można to spiąć klamrą taką, że te dwa wybory chyba są równoznaczne ze sobą. Każdy ma jakieś swoje wady, mniejsze lub większe. Drugi ma zalety. [SŁAWEK] I tyle, to już to. To tyle. Mamy coś jeszcze? [KRYSTIAN] Ja już nie mam nic na liście. Miał być króciutki podcast, jak zawsze. Przepraszam, że się nie udało. Jakieś pytanku jeszcze pamiętam na koniec mieliśmy dla naszych widzów zadane. [SŁAWEK] Tak, w ogóle dziękujemy za wysłuchanie podcastu i mamy pewną prośbę, bo podcastów nagraliśmy już ponad 60. Mamy oczywiście bardzo fajny kurs budowlany, mamy też książkę, mamy jakieś e-booki, mamy dużo fajnej wiedzy, ale to wszystko robimy, bo tak uważamy, że tak powinno być. Ale być może wy macie jakieś… Może inaczej. Jeżeli chcecie zdobyć jakąś wiedzę, jeżeli chcecie od nas jakiejś informacji, napiszcie proszę, co by to miało być i w jakiej formie. Czy to mógłby być jakiś e-book, może jakiś film na inny temat, niekoniecznie podcast, coś innego. Innymi słowy, dajcie nam trochę motywacji albo wskazówek, w jaki sposób i jakie informacje Wam przekazywać, a postaramy się oczywiście coś dla Was przygotować. Więc liczymy na Wasze komentarze i na Wasze jakieś propozycje. [KRYSTIAN] Sam bym tego lepiej nie powiedział, dokładnie o to chodziło. Więc tak, jak najbardziej zachęcam w komentarzach, możecie na YouTubie w komentarzach, jeżeli ktoś słucha na Spotify, to niestety trzeba się przeklikać na YouTuba i tutaj w komentarzach wpisać właśnie, co ewentualnie jeszcze Wam by się przydało, jakiej wiedzy poszukujecie, jakiego sposobu podania tej wiedzy poszukujecie. Zobaczymy, co da się z tym zrobić. Może nam się uda coś dla Was specjalnie przygotować. I myślę, że tym optymistycznym akcentem możemy zakończyć, chyba, że nie jeszcze coś. [SŁAWEK] Krótka informacja na koniec. Jeżeli chcecie być informowani na bieżąco o podcastach, jeżeli chcecie dostęp do darmowych minikursów, poradnika o wyborze działki, poradnika o wyborze wykonawców, tak dużo jest takich fajnych rzeczy, to proponuję zapisać się do naszego newslettera, link jest poniżej i link znajdziecie także pod filmem. Krótki zapis, a będziecie zawsze ze wszystkim na bieżąco, będziecie mieli aktualną wiedzę z rynku budowlanego, więc zapraszam do zapisu na newsletter. [KRYSTIAN] No pięknie, no już jakby ciężko coś więcej tutaj wymyślić, także zapraszamy jak najbardziej. Zapraszamy również do kolejnego podcastu już za tydzień w kolejny wtorek o godzinie 19. Dziękujemy, jeżeli ktoś wytrwał i wysłuchał nas do końca. Do zobaczenia, do usłyszenia, do następnego razu. Cześć! [SŁAWEK] Na razie, cześć! Artykuł Materiały, ogrzewanie, wentylacja, fundamenty – NAJLEPSZE DECYZJE. Dylematy budowlane #63 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Instalacja elektryczna w domu – o czym pamiętać? | 02 Oct 2024 | 00:51:24 | |
Instalacja elektryczna to jeden z podstawowych elementów, który zapewnia komfort użytkowania w każdym domu. Nic w tym dziwnego. Poniższy tekst jest zapisem podcastu, który możesz również wysłuchać klikając w link. Zapraszamy! Przywitanie [SŁAWEK] Cześć, dobry wieczór. Zapraszamy na kolejne „Dylematy budowlane”, czyli podcast budowlany, w którym omawiamy różne kwestie związane z wyborem działki, przygotowaniem do budowy oraz samą budową. Dzisiejszy temat to: o czym należy i o czym warto pamiętać, planując instalację elektryczną w swoim domu. Zapraszamy. Cześć, jestem Sławek Zając, jestem doradcą budowlanym od wielu lat. Prowadzę serwis „Jak się wybudować i nie zwariować”. I krótko o mnie to tyle. Krystian, powiedz coś o sobie. [KRYSTIAN] Cześć, witajcie. Nazywam się Krystian Lemkowski. Jestem z zawodu i zamiłowania inżynierem budownictwa. Specjalizuję się w budownictwie mieszkaniowym, zarówno wielorodzinnym, jak i jednorodzinnym. Prowadzę tego typu inwestycje. To by było o mnie krótko. [SŁAWEK] Mamy temat konkretny, który, myślę, sporo Wam pomoże trochę poukładać w głowie, co warto planować właśnie przy instalacji elektrycznej. Trochę też pokażemy, dlaczego tak często mówimy o tym, aby jak najwięcej rzeczy planować już najlepiej na etapie projektu budowlanego. Zobacz też:Rodzaje wentylacji w domu - ekspert wyjaśnia Zobacz też:Jak działa fotowoltaika? Na co zwrócić uwagę przy wyborze?Jeśli odłożymy pewne rzeczy aż budowa wystartuje, to potem może się bardzo łatwo okazać, że o czymś zapomnimy lub coś przeoczymy. W ferworze walki, załatwiania ekip i materiałów budowlanych oraz wykończeniowych zapomnimy o pewnych kwestiach, a wprowadzając się do domu, może nas to zaskoczyć. Potem będzie trochę żal, że brakuje nam gniazdek, jest za mało światła, jest zbyt ciemno albo zapomnieliśmy, że mamy jakiś sprzęt w domu, którego nie mamy jak podłączyć. Tak więc ten podcast jest po to, żeby Wam trochę pomógł, ale też jednocześnie pokazał, jak ważne jest planowanie. A dzisiejszy podcast sponsoruje nasz poradnik: „Porady dotyczące wykończenia budynku i zagospodarowania terenu”. Jest to poradnik, którego nie można kupić — tak śmiesznie. On jest dołączany bonusowo do naszych kursów budowlanych. Znajdziecie tam prawie 150 porad związanych ogólnie z planowaniem, czyli jest o hydraulice, o elektryce, o tym, o czym pamiętać przy wykonywaniu fundamentów. Ale jest także sporo porad bardziej związanych z aranżacją, na przykład jak warto zaaranżować kuchnię. Dzisiaj zdradzimy mniej więcej jedną dziesiątą, może nawet jedną dwudziestą całości. Wysokość gniazdek i włączników światła – od jakiego poziomu mierzyć?[SŁAWEK] Pierwsza rzecz podstawowa to określenie, na jakiej wysokości będą znajdować się włączniki światła i kontakty elektryczne. Tutaj jest oczywiście kwestia trochę uznaniowa, ale z doświadczenia taka optymalna wysokość wynosi około 120 cm od powierzchni podłogi dla włączników oraz około 30 cm od podłogi dla gniazdek. W pokoju dziecięcym czy w łazience można zamontować włączniki niżej, na wysokości 70–90 cm, i niektóre osoby tak robią. Dziecko może spokojnie podejść, zapalić światło i jest zadowolone. To kwestia uznaniowa. [KRYSTIAN] Dodam tylko, że tutaj należy to liczyć od wykończonej, gotowej podłogi, żeby się czasami przypadkiem ktoś nie pomylił i nie policzył tego w stanie surowym, od chudego betonu. Bo wtedy można się pomylić o ładne 20 cm. Podpowiem, że ciekawym rozwiązaniem — ja mam u siebie tak i wydaje mi się to całkiem wygodne — jest umiejscowienie włączników światła na wysokości takiej samej jak klamki w drzwiach. Zwykle jest to około 1,10 m, więc ciutkę niżej niż mówisz. [SŁAWEK] Rzeczywiście, pamiętaj przy tym, aby określać umiejscowienie punktów elektrycznych i włączników od wykończonej podłogi. Wiem, że to wprowadza małe zamieszanie, ponieważ jeżeli określasz wysokość włączników w momencie, kiedy masz gotowe fundamenty, pomurowane ściany i dach, to łatwo zapomnieć, że to, na czym stoisz, czyli chudziak, to jeszcze nie jest ten poziom. To jeszcze wzrośnie o 20–30 cm albo i więcej. Jeżeli chcemy to dobrze określić, może warto wziąć jakieś cegły lub deski, stanąć rzeczywiście wyżej i wtedy dopiero określić, jaka jest odpowiednia wysokość. To samo trochę dotyczy upewnienia się, czy okna są dobrze wymurowane i na dobrej wysokości. Jeżeli ktoś dopiero podczas budowy określa wysokość, warto od razu zaznaczyć wszystkie miejsca kredą i wrócić na budowę dwa, trzy dni później, jeszcze raz się przejść, upewnić się, że na pewno jest wszystko tak, jak powinno być. Trzeba trochę zasymulować życie w naszym domu i kilka razy porządnie się zastanowić, czy na pewno o wszystkim pamiętaliśmy. Rysmetra – poziom odniesienia na budowie[KRYSTIAN] Mogę podpowiedzieć, że dobrą praktyką jest narysowanie sobie właśnie już docelowego poziomu zero. To przyda się później instalatorom od elektryki, a także innym instalacjom. Funkcjonuje coś takiego na budowach jak rysmetra — nie wiem, czy się z tym spotkałeś. To jest stara szkoła, która mówi o tym, że gdy ściany zostaną wymurowane, dosłownie na etapie wymurowania ścian na wysokość trochę powyżej metra, to na ścianach rysuje się linię od lasera. Dzisiaj od lasera rysuje się linię na wysokości jednego metra, licząc od wykończonej podłogi. Ta linia przydaje się później zarówno do murowania ścian, jak i do wyznaczenia wysokości nadproży, sufitu czy gniazdek elektrycznych. Od metra liczymy albo w górę, albo w dół — do podłogi albo w górę do sufitu, gdziekolwiek jest to potrzebne. To również jest dobra praktyka, szczególnie jeśli ktoś przywiązuje uwagę do takich detali. Można też poprosić ekipę, która murowała stan surowy, aby przynajmniej w kilku miejscach, jeśli mają laser, wyznaczyła rysmetrę. Nawet jeśli inwestor nie ma lasera, taka ekipa spokojnie może to zrobić. [SŁAWEK] Doprecyzuję, bo może każdy wie, że wysokość poziomu zero to właśnie poziom, na którym będzie wykończona podłoga. Oznacza to, że mamy już styropian, wylewkę oraz ostateczne wykończenie podłogi. [KRYSTIAN] Nie mylić ze stanem zero. [SŁAWEK] To jest ważne, żeby ten poziom zero był określony najlepiej podczas prac projektowych, bo możemy się srogo zdziwić, gdy fundamenty będą już gotowe, a tu okaże się, że brakuje nam jeszcze kilku centymetrów, żeby w ogóle wyjść ponad grunt, co też się zdarza. Rozmieszczenie włączników i oświetlenia w domu[SŁAWEK] Kolejna porada: układ włączników światła powinien być rozplanowany tak, by uniknąć sytuacji, gdy trzeba przejść kawałek po ciemku albo wracać kilka metrów, żeby wyłączyć światło. Tutaj dobrym rozwiązaniem są na pewno włączniki schodowe. Mam ich bardzo dużo. Nawet gdy wydaje się, że pokoik jest niewielki, wolę mieć przy jednych drzwiach jeden włącznik, a wychodząc z pokoju, drugim łącznikiem wyłączam światło. Wtedy mam pewność, że nigdy nie zdarzy się sytuacja, w której muszę po omacku, po ciemku szukać włącznika. Dodatkowo, jeżeli chodzi o światła, trudno sobie czasami wyobrazić, w jaki sposób nasz budynek będzie oświetlony. Jeśli ktoś ma z tym problem, warto zaangażować projektanta wnętrz albo przynajmniej poprosić o konsultacje, aby ustalić, gdzie mają być punkty oświetleniowe. Chodzi o to, żeby w kuchni i salonie było jasno, na przykład symetrycznie względem okna, tak, aby oświetlenie było rzeczywiście dobre, ponieważ ma to ogromne znaczenie. Musimy mieć dobrze doświetlone pomieszczenia światłem słonecznym, a jednocześnie powinno być na tyle dużo punktów oświetleniowych, żeby było jasno w pomieszczeniach, w których przebywamy. [KRYSTIAN] Jeżeli ktoś ma problem z zaplanowaniem, to trzeba poprosić kogoś bardziej doświadczonego albo architekta wnętrz, żeby rozplanować oświetlenie. Rzeczywiście takich punktów oświetleniowych w domu wcale nie jest mało i nie zawsze powinny być na środku pomieszczenia, aby było ładnie i funkcjonalnie. [SŁAWEK] Przypomniało mi się, że przy budowie mojego domu w garażu miałem chyba tylko jeden punkt oświetleniowy. Wydawało mi się, że to powinno wystarczyć. Jednak wykonawcy uświadomili mi, że absolutnie nie, bo mamy tutaj garaż o powierzchni 25 m², więc dali mi takie porządne oświetlenie. Dzięki temu mam rzeczywiście jasno. To też pokazuje, że czasami nie zdajemy sobie sprawy, ile światła będzie potrzebować nasza rodzina. Tym bardziej, gdy planujemy na przykład warsztat, gdzie potrzebujemy go więcej, warto o nie trochę bardziej zadbać. To wszystko wiąże się również z projektem wnętrz, ponieważ istotne jest, gdzie chcemy mieć biurka i miejsce do pracy. [KRYSTIAN] Do światła jeszcze bym dorzucił lampki stojące, bo czasami chcemy sobie doświetlić coś niesufitową lampką, niekoniecznie kinkietem. Chcemy mieć możliwość postawienia lampki stojącej, co zdarza się często, typowo przy łóżku — po obu stronach łóżka na przykład, albo przy jakimś biurku. Warto od razu przewidzieć gniazdko, żeby lampkę stojącą można było podłączyć. Gniazdka elektryczne przy telewizorze i sprzęcie RTV[SŁAWEK] Teraz przejdę do salonu, bo nawet widzę czasami po naszych kursantach, że planują trochę mniej kontaktów, niż moim zdaniem być powinno. Gdy ja się budowałem, dzieci były dopiero w planach. Na szczęście wiedziałem, jak to będzie. Teraz jest tak, jak myślałem, czyli mam oprócz telewizora — to oczywiście jest tak: choinka do prądu, konsola do prądu, jakieś radio do prądu, ładowarki, dekoder. Jest tego dużo. A jeszcze pewnie nie skończyłem, bo pewnie przydałoby się wreszcie jakieś porządne nagłośnienie lepszej jakości w moim salonie, co zawsze odkładam na później. W związku z tym zaplanuj dużo gniazdek — 6–8 w okolicy telewizora, między innymi właśnie pod te rzeczy, które wymieniłem. Warto schować sobie wszystkie kable z telewizora za ścianą albo za szafką RTV. Są takie peszle, można po prostu rurę wziąć, wmurować ją w ścianę i zrobić wejście od telewizora właśnie z tyłu. Przewód wchodzi sobie rurą i wychodzi dołem. Ładnie, estetycznie, przyjemnie — nie widać tych kabli szwendających się po ziemi. Dlatego też warto zrobić dużo kontaktów, bo oczywiście można sobie radzić jakimiś przedłużaczami, ale to powoduje jeszcze większy harmider. Lepiej mieć na ścianie 8 gniazdek i mieć trochę więcej spokoju. [KRYSTIAN] Ja mam na to inne rozwiązanie: można po prostu nie oglądać telewizji i wtedy unikasz całego kłopotu. [SŁAWEK] Może coś tracisz, nie oglądając na przykład wybitnych seriali, które są naprawdę bardzo ciekawe. Instalacja elektryczna w kuchni – ile gniazdek potrzeba?[SŁAWEK] Jeżeli chodzi o kuchnię, tak samo proponuję ich dużo, znowu 6–8, na wysokości około 10 cm nad blatem roboczym. I tutaj także — nie spodziewałem się tego, co będzie po budowie domu, ponieważ nigdy nie urzędowałem w kuchni. Teraz jest tak, że jest robot kuchenny, czajnik, ekspres do kawy, radio, telefon, znowu są ładowarki, więc tych sprzętów jest naprawdę dużo. Na szczęście mamy w tej chwili chyba 4 podwójne gniazdka nad samym blatem roboczym i zawsze jedno jest nawet wolne. Natomiast gdybyśmy mieli tylko 3 podwójne gniazdka, to już byśmy nie dawali rady. Musielibyśmy kombinować z przedłużaczami. Przedłużacz na blacie kuchennym zajmuje niepotrzebnie miejsce. Powiem Ci nawet szczerze, że nie obraziłbym się, gdybym miał jeszcze jedno podwójne gniazdko, bo czasami ładujemy nawet audiobooki dzieciom, a czasami zdarza się, że ładujemy szczoteczki do zębów. [KRYSTIAN] Powiedziałeś i masz napisane 10 centymetrów nad blatem. Wydaje mi się jednak, że 10 centymetrów to jest za mało. Raczej powinno być 20–30 centymetrów, bardziej, żeby swobodnie operować wtyczką. Chodzi o to, żeby gdy coś postawi się na blacie, na przykład garnek, to gniazdko było ponad nim. W ten sposób można go użyć, a jednocześnie nie byłoby tak łatwo je zachlapać. Więc bardziej skłaniałbym się ku 30 centymetrom niż 10. [SŁAWEK] To też prawda. Czasami są zresztą ładowarki takie, że nie jesteś w stanie jej po prostu wcisnąć. Bardzo Ci dziękuję. Przechodzimy do kolejnego punktu. Zasilanie okapu kuchennego[SŁAWEK] Niezbędne jest również zasilanie okapu, który powinien znajdować się na wysokości — to znowu sprawa uznaniowa — propozycja to 70–80 centymetrów od płyty gazowej i 60–70 centymetrów od płyty elektrycznej. Pamiętajmy o tym. Oczywiście, okapy mają różne rozwiązania. Nawet, jeżeli komuś hałas z okapu przeszkadza, są rozwiązania polegające na tym, że silnik znajduje się wyżej, na przykład na poddaszu nieużytkowym, i wtedy w kuchni jest cichutko i przyjemnie. Coś za coś — takie rozwiązanie jest droższe. Szczerze mówiąc, nie spotkałem się z nim w praktyce, ale wiem, że takie rozwiązania są stosowane. [KRYSTIAN] Potwierdzam. [SŁAWEK] Nasz okap na trzecim biegu rzeczywiście potrafi zagłuszyć rozmowę. Wiadomo, że używa się go raz na kilka minut w ciągu dnia, na przykład wtedy, gdy coś bardzo mocno gotuję i smażę. Jednak gdybym miał możliwość, żeby było cichutko, to bym skorzystał. [KRYSTIAN] Myślę, że tak. Gdybym drugi raz budował dom, to pewnie też bym to rozważył. Nie sprawdzałem kosztów tego rozwiązania do domu indywidualnego, ale myślę, że bym skorzystał, bo wiem już, na ile ten hałas przeszkadza osobiście u mnie i wiem, że warto byłoby z niego zrezygnować. Jeżeli to nie byłoby jakieś kosmicznie drogie, to pewnie bym w to zainwestował. W kontekście elektrycznym należy doprowadzić kabel tam, gdzie będzie znajdował się wentylator, czyli albo na poddasze, albo na komin, zależnie od tego, jak jest prowadzona ta instalacja. Oddzielne obwody dla sprzętów AGD[SŁAWEK] Wracamy do kuchni. Pamiętajcie o oddzielnym zasilaniu dla lodówki, zmywarki, pralki, piekarnika, kotła, hydrauliki, rekuperatora, czyli centrali wentylacyjnej, napędu bramy, oświetlenia zewnętrznego czy studni. Tych urządzeń, które będziemy mieli w domu, jest mnóstwo. Trzeba sobie po prostu zrobić listę, co będziemy mieli, ale też co może nie teraz, lecz za jakiś czas planujemy. Warto od razu pociągnąć tam kable, żeby podłączenie w przyszłości było możliwe. [KRYSTIAN] Tutaj bardziej istotne, oprócz tego, żeby o tych wszystkich jeszcze pamiętać, jest to, aby zrobić oddzielne obwody dla tych urządzeń. Oddzielny obwód to znaczy także oddzielne zabezpieczenie i najlepiej oddzielną różnicówkę. Warto się zastanowić, jakie są urządzenia w domu albo jakie urządzenia planujemy mieć, a w konsekwencji które z nich są krytycznie pilne dla działania domu. Które w razie awarii nie powinny pociągnąć za sobą wyłączenia innych urządzeń. Na przykład, jeżeli mamy jakiś rodzaj ogrzewania, które wymaga elektryczności — a właściwie każde wymaga, czy to piec gazowy, czy pompa ciepła, czy na pelety, czy cokolwiek innego — to sam piec, ze względu na ogrzewanie, powinien mieć osobne zabezpieczenie nadprądowe i różnicowo-prądowe. Zobacz też:Jaka pompa ciepła jest najlepsza do domu?Jest to ważne zwłaszcza wtedy, gdy nie ma nas w środku przez kilka godzin. Dzięki temu, jeśli w innym miejscu dojdzie do jakiegoś zwarcia i wyskoczy bezpiecznik lub różnicówka, piec nie zostanie wyłączony. Na takiej zasadzie należy podzielić instalację na obwody i zabezpieczenia, aby przypadkowe, niegroźne awarie nie powodowały wyłączenia innych ważnych urządzeń. [SŁAWEK] Zgadza się. Tak samo jest z gniazdkami. Jeżeli mamy na przykład budynek parterowy, gdzie na parterze jest ich dużo, warto podzielić je na dwa lub trzy obwody. Właśnie po to, żeby w razie czego wyłączyło nam tylko jedną trzecią sprzętów. Po drugie, im mniej gniazdek jest na jednym obwodzie, tym łatwiej znaleźć źródło awarii. Projekt instalacji elektrycznej – dlaczego jest kluczowy?[SŁAWEK] W ramach pierwszej porady, a także drugiej, jeśli ustalamy coś z elektrykiem, od razu powinniśmy ustalić, ile będzie tych obwodów, jak będą podzielone oraz jakie będą zabezpieczenia. Niestety znam kilka sytuacji, w których elektryk zaniżał cenę swojej usługi, był konkurencyjny cenowo względem innych elektryków, ale okazało się potem, że było to kosztem liczby obwodów. Mniej kabli, mniej zabezpieczeń, mniej materiału poszło, a więc tutaj było coś za coś. Uważajmy na to i ustalmy wszystko przed rozpoczęciem współpracy. Dlatego też zawsze zalecamy, aby takie kwestie omawiać już podczas prac projektowych. Jeśli mamy projekt instalacji elektrycznej, to po pierwsze mamy to wszystko przemyślane. Dobry projektant, który współpracuje z instalatorem, ustala z nami wszystkie szczegóły. Potem, gdy szukamy elektryka, jest nam łatwiej, ponieważ jesteśmy świadomi tego, czego potrzebujemy. Nie pozwolimy, by ktoś nam „nawijał makaron na uszy”, wiemy, kto wciska dziwne rzeczy, a kto mówi prawdę. Mamy też możliwość porównania ofert różnych elektryków, ponieważ powinni oni składać nam oferty w odniesieniu do naszego projektu budowlanego. Jeśli natomiast nie mamy przemyślanego projektu instalacji elektrycznej i szukamy elektryka, każdy będzie proponował coś innego, wtedy musimy zaufać bardziej intuicji lub się doszkalać. Oczywiście da się to zrobić, ale podczas budowy panuje na tyle duży chaos, że nie warto odkładać tego na później. Lepiej zrobić to właśnie podczas prac projektowych, kiedy mamy na to czas i możemy się nad wszystkim spokojnie zastanowić. Rozmieszczenie gniazdek za sprzętem AGD[SŁAWEK] A propos kontaktów jeszcze — taka drobna uwaga: unikajmy umieszczania gniazdek bezpośrednio za zmywarką, lodówką i innym sprzętem AGD. A to dlatego, że gdy coś się zepsuje, może być problem z odłączeniem, wyciągnięciem. Ostatnio ja wymieniłem lodówkę po 12 latach. Już od około roku odmawiała posłuszeństwa, ale teraz właśnie zaczęła wywalać korki i w ogóle była jakaś masakra, więc ją po prostu wymieniłem. U mnie jest tak, że mam gniazdko zaraz po lewej stronie od lodówki, mogę ją swobodnie wyciągać, nie ma żadnych problemów, mogę tam sprzątać. Tak samo za zmywarką nie mam żadnego kontaktu, tylko mam go pod zlewem, czyli jest też możliwość bezproblemowego odłączenia tych sprzętów i polecam to. Natomiast widziałem w kilku domach gniazdka na przykład bezpośrednio za zmywarką. I wtedy z dostępem jest już trochę ciężej. Obwód trzyfazowy w kuchni – przewidzieć na przyszłość[SŁAWEK] Doprowadź do kuchni obwód trzyfazowy, nawet jeżeli planujesz ogrzewanie gazowe. Nigdy nie wiemy, czy w przyszłości nie będziemy chcieli mieć płyty indukcyjnej, więc warto to przewidzieć. Niekoniecznie to musi być obwód trzyfazowy, bo płyty indukcyjne, nie wiem, czy wszystkie, pewnie większość używa dwóch faz, więc można trzecią fazę użyć do czegoś innego. Natomiast to już jest kwestia do ustalenia z elektrykiem. Chodzi o to, żeby była możliwość podłączenia płyty indukcyjnej w przyszłości. Pytanie bardziej do ciebie mam: jakie masz rozwiązanie? Na czym gotujesz? [KRYSTIAN] Ja mam u siebie kuchenkę gazową, na gazie z butli. Jestem przygotowany, mam możliwość zmiany na indukcję, ale gotuję na gazie z butli. [SŁAWEK] A to cię tak spytam, poza tematem głównym: jak sobie chwalisz takie rozwiązanie? Bo ja używałem płyt gazowych wiele lat właściwie i indukcja jest dla mnie po prostu bardzo wygodna. Jestem ciekawy, jak ty to odbierasz. [KRYSTIAN] Nie ja jestem głównym użytkownikiem tej kuchni, więc to nie jest pytanie do mnie. Ale zdecydowaliśmy się na to ze względu na to, żeby po prostu sobie troszeczkę zróżnicować, żeby nie mieć wszystkiego na prąd, żeby mieć różne źródła energii. W razie gdy nie ma prądu, dalej możemy sobie gotować. To już się ostatnio coraz rzadziej zdarza, ale tak było. Dlatego też jesteśmy przygotowani, żeby przejść na indukcję. Może kiedyś pożyjemy, zobaczymy. [SŁAWEK] Ja wybrałem indukcję chyba w sumie bez większego namysłu, z kilku powodów. Dla mnie gaz to jednak jest mimo wszystko jakieś większe ryzyko oparzenia, istnieje pewne niebezpieczeństwo. Indukcja jest o tyle fajna, że nawet gdy zdejmuję garnek z gorącą wodą, to ta płyta indukcyjna jest taka, że mnie nie poparzy. Druga rzecz jest taka, że jestem w stanie bardziej kontrolować gotowanie. Nie wiem, może ja nie umiem, przyznaję, ale na gazie nie mogłem ugotować jajka na miękko, bo za każdym razem te jajka inaczej się gotowały. Na indukcji jest to powtarzalny proces. Dlatego mam indukcję i w sumie nie myślałbym nawet, żeby ją zmieniać na inne rozwiązanie. Ale ja też trochę może więcej gotuję od Ciebie. Nie mówię, że dużo, ale coś tam umiem, więc to też pewnie ma znaczenie. [KRYSTIAN] Ja umiem zagotować wodę w czajniku, także jestem też fachowcem. Instalacja elektryczna w ogrodzie i studni z hydroforem[SŁAWEK] Zaplanuj osobne obwody do ogrodu oraz do studni z hydroforem. Tutaj ogólnie chodzi o to, żeby pamiętać o ogrodzie, czyli na przykład wyprowadzić sobie przewody do przyszłego oświetlenia. Planujemy jakiś basen, to może jakiś przewód do filtra basenowego. Warto pomyśleć, co chcemy: oświetlenie altanki na przykład. Warto też sobie pochować gdzieś właśnie w ziemi przewody i na przyszłość z tego za kilka lat skorzystać. Tu jeszcze bym dodał jakieś zasilanie do bramy, bo to też warto przewidzieć. [KRYSTIAN] Rzeczy, które są narażone na wodę, powinny mieć osobny obwód i osobne zabezpieczenie. Tak jak tutaj masz przykład studni z hydroforem albo, nie wiem, gniazda, które są na ogrodzie, oświetlenie altanki czy czegoś takiego. To są rzeczy, które według mnie powinny mieć własny, osobny obwód, dlatego, że są narażone na działanie wody. [SŁAWEK] Wiem, że to wszystko kosztuje, bo im więcej obwodów, im więcej kabli, tym większa rozdzielnica. Wiem też, że niektórym trochę zaczyna mina rzednąć, gdy widzą, że koszty rosną. Jednak jeśli chodzi o elektrykę, to jest to zarówno wygoda, jak i bezpieczeństwo. Wszystkie te dodatki to naprawdę niewielki ułamek ceny w stosunku do innych wydatków, które ponosimy podczas budowy domu. Wiem, że łatwo to powiedzieć, ale jeśli chodzi o elektrykę, wiele rzeczy po prostu nie da się zmienić po zakończeniu budowy. Dlatego warto pewne kwestie załatwić już teraz. Przewody pod dodatkowe urządzenia[SŁAWEK] O czym jeszcze warto pamiętać? Przewody pod termostaty pokojowe, antenę telewizyjną, domofon, rolety, wentylatory, kamery, wentylację mechaniczną i inne urządzenia. Szczególnie domofon — warto o nim pamiętać, zwłaszcza jeśli ktoś jeszcze nie ma ogrodzenia, bo warto przewidzieć, że kiedyś ono powstanie. Rolety elektryczne — być może teraz ich nie planujemy, ale warto już mieć przewody, aby można było je podłączyć w przyszłości. Podobnie warto przewidzieć miejsce w salonie pod przyszłe włączniki, które będą sterowały roletami. Termostaty również mogą się przydać — może będziemy chcieli je mieć w przyszłości lub planujemy je już teraz. Warto więc zaplanować odpowiednie przewody. [KRYSTIAN] Tak. I jeszcze można by do tego dorzucić przewody, tak zwane skrętki do internetu. Zasilanie awaryjne – agregat prądotwórczy[SŁAWEK] Pomyśl o zasilaniu awaryjnym w domu. Warto mieć możliwość podłączenia agregatu w razie braku prądu. I to jest rzecz, której nie zrobiłem. Trochę żałuję, ale tylko trochę, bo rzeczywiście były burze parę lat temu w okolicach Żyrardowa, nie było prądu przez ponad jeden dzień. Gdybym miał możliwość podłączenia agregatu pod moją instalację elektryczną, tak żeby móc po prostu działać, to bym z tego skorzystał. Mam trochę małą motywację, żeby to zrobić teraz, jak to zwykle bywa po budowie domu — trochę chęci odchodzą. Ale gdybym budował się jeszcze raz, to bym o tym nie zapomniał. Śledzę poczynania mojego sąsiada, pozdrawiam Cię, Michał, jeżeli to czytasz. On zrobił takie połączenie, kupił sobie fajny agregat i ma po prostu możliwość bezproblemowego podłączenia go na dowolny okres, byle tylko paliwa starczyło. Krystian, masz takie rozwiązania, czy raczej nie masz? [KRYSTIAN] Nie mam. Zastanawiałem się też, czy tego nie zrobić, ale finalnie nie zdecydowałem się, bo ostatnio awarii prądu jest coraz mniej. To też prawda. Mam nadzieję, że ich już nie przybędzie z jakiegoś powodu. Agregacik mam, ale jest na tyle malutki, że nawet gdybym chciał coś do niego podłączyć, to uciągnie mi tylko bieżącą obsługę, taką jak ogrzewanie plus jakieś małe oświetlenie. Albo lodówkę. Tutaj pewnie, gdyby była taka potrzeba, rozciągnąłbym sobie na czas zaniku prądu przedłużacz po domu i podłączył tylko lodówkę, piec i ewentualnie jakąś lampkę wieczorem — i to wszystko. Wydaje mi się więc, że potrzeba jest tak mała i awarie zdarzają się tak rzadko, że nie warto się w to bawić, przerabiać czy dorabiać. Gdybym budował drugi raz od zera, może bym to zrobił, chociaż powtarzam, to jest tak sporadyczne i rzadkie, że na tę okazję rozciągnięcie jednorazowo przedłużacza też nie jest jakąś wielką, straszną rzeczą. [SŁAWEK] Może w przyszłości będę miał jakiś magazyn energii elektrycznej. Co prawda, na razie jest to dla mnie nieopłacalne. Zresztą, nagrałem ostatnio kolejne odcinki do naszego kursu właśnie o wyborze inwerterów, o mikrofalownikach, o optymalizatorach, więc mam teraz sporą wiedzę. W tej chwili ja przynajmniej nie jestem zainteresowany takim magazynem, ale może będą dopłaty, może ceny spadną. Wtedy, co prawda, będę musiał wymienić mój inwerter, który mam teraz, na inwerter hybrydowy, tak aby zarządzać tą energią. Pewnie będzie drożej niż agregat, ale z drugiej strony to będzie rozwiązanie bezobsługowe. Tak więc patrzę na to z ciekawością, czekając, aż będzie to na moją kieszeń. Na razie, tak jak u Ciebie, nie jest to dla mnie problem. Zdarza się, że nie ma energii przez kilka godzin dosłownie, ale zwykle są to planowane jakieś naprawy, więc jestem w stanie wcześniej coś zrobić, żeby przez te kilka godzin na przykład pracować w innym miejscu albo po prostu sobie z tym radzić. Tak więc takich awarii niespodziewanych, nie było chyba od dwóch lat, więc jest spokojnie. Wyłącznik główny – centralne sterowanie oświetleniem[SŁAWEK] Zbliżamy się pomalutku do końca, ale jeszcze mam kilka porad, które warto rozważyć. Możliwość wyłączenia jednym przyciskiem wszystkich świateł, także tych na ogrodzie, podczas wychodzenia z domu, to bardzo praktyczne rozwiązanie. Inną opcją jest wyłączenie całego zasilania z pominięciem lodówki, alarmu, ogrzewania oraz innych kluczowych urządzeń. Powiem szczerze, że ja tego nie mam, choć chętnie bym to zamontował. Mam dwoje dzieci i cały czas gdzieś są zapalone światła. Chodzenie po domu i gaszenie ich to trochę strata czasu, który mógłbym wykorzystać na coś innego. Przez chwilę nawet myślałem o zarządzaniu żarówkami energooszczędnymi z poziomu aplikacji, co jest oczywiście pewnym rozwiązaniem. Jednak moim zdaniem najbardziej wygodne jest jedno przyciskowe wyłączanie świateł przy wyjściu z domu. [KRYSTIAN] Tak, jest taka możliwość, przy czym to już podnosi koszty instalacji, ponieważ instalacja musi być nieco inaczej wykonana. Jeden dodatkowy przycisk generuje całą masę innych zmian, które trzeba w instalacji wprowadzić. Myślę, że niezłym rozwiązaniem, które można zastosować już później w gotowym domu, jest coś w stylu smart home. Polega to na tym, że do włączników, fachowo mówiąc do łączników, do puszek wkładasz małe moduły sterowane przez Wi-Fi. Możesz nimi zarządzać za pomocą aplikacji i wyłączyć wszystkie urządzenia jednym przyciskiem w aplikacji. To jest taki zamiennik, który można dorobić później. Jeżeli masz ochotę, możesz to przetestować u siebie. Myślę, że wyjdzie to taniej niż przerabianie instalacji, a nawet niż robienie takiej instalacji od początku z taką myślą. Jeśli ktoś chciałby takie rozwiązanie, to raczej polecałbym iść w stronę smart home, gdzie coś takiego jest standardem. Robienie tego w tradycyjnej instalacji elektrycznej generuje dodatkowe koszty, a w efekcie mamy tylko jeden przycisk. W podobnych kosztach można już myśleć o smart home i mieć znacznie więcej możliwości. Rozdzielnia elektryczna – przewiduj rozbudowę[SŁAWEK] Pewnie, trzeba by jak zwykle policzyć, ale masz rację – to nie jest tak, że to 100 złotych i masz. Mówiliśmy o rozdzielnicy. Ogólnie warto mieć większą rozdzielnicę, aby była w przyszłości możliwość jej rozbudowy o dodatkowe komponenty, styczniki, podliczniki, które mogą na przykład monitorować zużycie energii elektrycznej. Podczas budowy domu mamy jakieś wyobrażenia o tym, jak będzie wyglądało nasze życie, ale potem zaczynamy mieć kolejne pomysły. Chcemy coś zrobić, a tu się okazuje, że rozdzielnica jest za mała, że elektrycy tak upchną wszystko na styk i nic nie możemy zrobić. Warto od razu naprawdę zrobić tak, żeby w tym miejscu w rozdzielnicy było naprawdę sporo miejsca. [KRYSTIAN] Tak, tu się zgadzam jak najbardziej. Czasami widzę takie projekty, gdzie rozdzielnice są zaprojektowane naprawdę malutkie, jak do pokoju hotelowego wręcz. A tu potrzeba już kilkudziesięciu modułów, kilkudziesięciu miejsc w takiej rozdzielnicy elektrycznej. Pewnie 40 albo i więcej w takich przeciętnych domkach. Więc tak, rozdzielnica to jest miejsce, które powinno być zrobione troszeczkę na bogato jednak. Tak bym to nazwał. Przeglądy instalacji elektrycznej – obowiązek co 5 lat[SŁAWEK] Przy okazji taka wskazówka: jeżeli teraz jeszcze nie mieszkacie w swoim nowym, wybudowanym domu, w waszych rozdzielnicach jest możliwość testowania — zapewne znajduje się tam przycisk z napisem „test”. Warto go raz na jakiś rok lub na dwa lata wcisnąć i zobaczyć, czy zabezpieczenia działają. W końcu skąd mamy wiedzieć, że wszystko działa poprawnie, jeśli tego nie testowaliśmy? To jest jedna propozycja, żebyście teraz zobaczyli swoje rozdzielnice i sprawdzili, co tam jest. Po drugie, podejrzewam, że nie wszyscy o tym wiedzą, ale co pięć lat istnieje obowiązek wykonania przeglądu instalacji elektrycznej. Trzeba wezwać elektryka, który powinien pomierzyć wszystkie gniazdka, zmierzyć opory i dać wam na piśmie potwierdzenie, że wszystko jest w porządku. Polecam — a właściwie jest to obowiązek — wykonać taki przegląd, zwłaszcza że bardzo możliwe, iż jeśli wasz dom jest ubezpieczony i coś się stanie, na przykład zwarcie instalacji elektrycznej, a nie przedstawicie ubezpieczycielowi dokumentu od elektryka, to po prostu odrzuci on wasze roszczenie i nie dostaniecie pieniędzy z ubezpieczenia. Tak więc warto zrobić to z dwóch powodów: dla pieniędzy, oczywiście — oby nie było żadnych awarii — ale także dla waszego bezpieczeństwa. Musicie mieć pewność, że wasza instalacja działa poprawnie, a kto to musi zrobić? Elektryk. [KRYSTIAN] Tutaj należy jeszcze dodać, moim zdaniem, że ten przycisk test służy tylko i wyłącznie do testowania zabezpieczeń różnicowo-prądowych, więc nie wszystkich, tylko różnicowo-prądowych. Testy z tego, co wiem, producenci zalecają robić raz w miesiącu, żeby mieć pewność, że ten przycisk działa. Natomiast to, co mówisz o przeglądach, to jak najbardziej wszystko się zgadza. Dopowiem może jeszcze, że to nie jest martwy przepis. Wynika to z faktu, że instalacja elektryczna w pewnym sensie pracuje, szczególnie w rozdzielnicy. Pracuje w takim sensie, że przewody się nagrzewają, stygną, nagrzewają, stygną, a w wielu miejscach, jeśli nie w większości, są dokręcane śrubami, które przez to się luzują. A jak się śruby poluzują po iluś latach, to może właśnie dojść do zwarcia lub innych nieszczęść. Wiem to z doświadczenia, które wyniosłem z instalacji przemysłowych, gdzie kontrolnie robiło się termowizję dużych rozdzielnic, oczywiście przemysłowych, raz w miesiącu i dokręcało przewody w rozdzielnicach, bo one się na tyle luzowały. W domu jednorodzinnym nie ma takiej potrzeby, ponieważ obciążenia elektryczne nie są aż tak duże. Natomiast to zjawisko również występuje i raz na jakiś czas warto po prostu podokręcać przewody. [SŁAWEK] Okej, cenna uwaga. Jeszcze tylko zaznaczę, bo ostatnio mówiłem o tym mojemu kumplowi, żeby taki przegląd sobie zrobił. On na mnie tak popatrzył: „Ha, ha, tylko nie mów mi, że ty masz taki przegląd”. Więc oficjalnie mówię – mam sprzed dwóch lat, był elektryk, wszystko pomierzył. Jestem dowodem na to, że takie rzeczy ludzie robią, bo mam wrażenie, że czasami nie ma wokół was osób, które robią takie przeglądy. Jest przynajmniej taki Sławek, który robi je regularnie. Przyłącza do ogrodzenia – brama, furtka, domofon[SŁAWEK] Co dalej? Nie zapomnij o wyprowadzeniu kabli zasilających bramę wjazdową, o czym mówiłeś już wcześniej: czujnik bramy, furtkę, zamek elektryczny oraz domofon lub wideofon. Ja to będę podkreślał, ponieważ jak budowałem dom, zrobiłem sobie zdjęcia instalacji wewnątrz. Wszystkie zdjęcia, wszystkie piękne katalogi – potem ponazywałem pliki, wiedziałem, co i gdzie idzie, jakie kabelki. Dzięki temu, jak wiercę wiertarką, to wiem, gdzie jest przewód, a gdzie go nie ma. I wiercę tam, gdzie go nie ma. Ale nie zrobiłem żadnego zdjęcia na zewnątrz. Jak budowałem dom, nie miałem ogrodzenia. Gdy 7 czy 8 lat po budowie domu robiłem ogrodzenie, to kurczę, gdzie jest ten przewód? Trzy dni kopałem – i to naprawdę kopałem w ciężkiej, zgruzowanej ziemi. Nie znalazłem go po trzech dniach, a dokopałem się naprawdę na 1,5 metra. Nie wiem, gdzie on jest. Musiałem więc jeszcze raz ciągnąć kabel z garażu, trawnikiem, pod ogrodzenie, do furtki. Nie dość, że sobie wyprowadzicie te przewody, to jeszcze poróbcie wszystkie zdjęcia i zróbcie sobie backup tych zdjęć. Podpisujcie te zdjęcia, abyście potem nie męczyli się z łopatą, tak jak ja – bez sensu, przez trzy dni. [KRYSTIAN] I nie wsypujcie gruzu do ziemi. [SŁAWEK] To swoją drogą — zrobiłem utwardzenie podjazdu do domu. Miał być fajnie, nie? Przecież tam był kabel, więc już nie musiałem tam kopać. Ten gruz sobie wsypałem, tylko że zdjęć nie miałem. [KRYSTIAN] Tak, nie sypcie gruzu do ziemi. Jestem za tym. Rura osłonowa w fundamencie[SŁAWEK] W ramach błędów popełnionych na budowie zdarzają się i takie głupotki. Przechodzimy do… zostawimy chyba trzy albo cztery kwestie. A propos fundamentów, króciutko: warto mieć jakąś rurę osłonową typu AROT. Jeśli w przyszłości pojawi się jakiś przewód, albo po prostu zapomnimy o jakimś kablu, bo go nie możemy znaleźć, to mamy możliwość przeciągnięcia tego przewodu przez rurę, nie uszkadzając elewacji czy fundamentów. Gniazdka zewnętrzne – na tarasie i przy domu[SŁAWEK] I wskazówka: widziałem już dużo projektów i, o dziwo, w wielu z nich nie ma żadnego punktu elektrycznego na zewnątrz. Nie wiem dlaczego, więc nie wnikam, tylko uświadamiam, żeby zrobić sobie gniazdka. Moim zdaniem najlepiej po każdej stronie budynku, ale zwłaszcza na tarasie, bo wtedy nie musimy korzystać z kabli, przedłużaczy. Na tarasie, gdy jest ładna pogoda, korzystamy z telefonu, laptopa, możemy używać elektrycznej kosiarki, piły podkaszarki, elektrycznego grilla — tych urządzeń jest sporo. Warto mieć gniazdka na zewnątrz. Przy tarasie moim zdaniem jedno podwójne to takie rozsądne minimum. Czy potrzeba więcej? Nie wiem. Mi wystarcza jedno podwójne. [KRYSTIAN] Mam jedno, jedno pojedyncze, i też mi wystarcza. Nie zdarzyło się, żebym potrzebował dwóch rzeczy jednocześnie. [SŁAWEK] Mi brakuje trochę jednego gniazdka w jednym miejscu przy wejściu do domu. Przydaje się do odkurzania samochodu, ale zawsze i tak ciągnąłem przedłużaczem z garażu. Teraz mam odkurzacz bezprzewodowy, fajny i poręczny, więc w sumie już tego gniazdka nie potrzebuję. Ale mimo wszystko, gdyby było, to pewnie z niego skorzystałbym. Mówiłem też o tym, żeby sterować centralnie wszystkimi roletami, więc warto o tym pomyśleć, nawet jeżeli rolet jeszcze nie planujemy. Oświetlenie świąteczne – gniazdko na podbitce[SŁAWEK] Krótka taka porada: rozważ montaż gniazdka na podbitce z wyłącznikiem do lampek choinkowych. Bardzo ciekawy pomysł. Niektórzy mają na podbitce możliwość podłączenia lampek, niektórzy mają możliwość przy oknie dodatkowego gniazdka, więc może warto sobie takie coś rozważyć, jeśli będziemy chcieli na przykład nasz dom na święta jakoś przystroić. [KRYSTIAN] Zgadzam się. Tutaj można to połączyć z oświetleniem zewnętrznym domu, bo to zwykle gdzieś właśnie pod okapem stosuje się, montuje się lampy, wyprowadza się przewody do oświetlenia domu. Więc tam można dodatkowe gniazdko sobie śmiało zamontować, gdzieś właśnie pod okapem, i ono sobie będzie czekało na okres świąteczno-dekoracyjny. Można wtedy lampki tam bez najmniejszego problemu podłączyć, bez ciągnięcia przedłużaczy. Więc jak najbardziej — to jest dobry pomysł. [SŁAWEK] A kiedyś stroiłeś dom? Bo jedyne moje strojenie polegało na tym, że kupiłem sobie jakąś lampkę, która rzucała obrazki na elewację. Co roku mam chęć coś zrobić, a potem zapomina mi się. Jak to u Ciebie? [KRYSTIAN] U mnie jest bardzo podobnie. Nawet nie kupiłem lampki, która świeciłaby na budynek, bo gdy pomyślę o tym, że mam w zimno wychodzić na zewnątrz, stać na drabinie i wieszać lampki, to jakoś mnie to nie kręci. Natomiast ostatnio ustroiłem jabłonki na zewnątrz, ponieważ nie mam innych drzewek, tylko jabłonki. Były więc ustrojone któregoś razu. W takiej kwestii powiedziałbym, że jestem minimalistą. [SŁAWEK] To ja Ci uświadomię, że ja też nie wchodziłem na drabinę, bo kupiłem sobie taki mały, mini rzutnik. On stał sobie na dole, na kostce brukowej i rzucał po prostu obrazki na elewację, więc kwestia była tylko wyciągnięcia przedłużacza. Na to jeszcze mi motywacji starczyło. Opisanie rozdzielnicy elektrycznej – kluczowe dla bezpieczeństwa[SŁAWEK] Oczywiście to nie jest ostatnia porada, bo, jak mówię, więcej wskazówek, nie tylko dotyczących elektryki, znajdzie się właśnie w tym małym poradniku, który jest dołączony do kursu i nie można go kupić oddzielnie. To nie jest podcast, w którym promujemy jego zakup. Ostatni etap to określenie, a właściwie opisanie naszej rozdzielnicy. Dopilnujmy, żeby wszystko zostało opisane, aby elektryk po pierwsze wszystko oznaczył i powiedział nam, co jest do czego. Musimy wiedzieć, co mamy w domu, bo jeśli elektryk pójdzie, a potem pojawią się jakieś wątpliwości, to elektryk może już nie pamiętać — w sumie wcale się nie dziwię — albo będzie musiał do nas przyjechać i wszystko tłumaczyć od nowa. Ważne jest, żeby rozdzielnica była ładnie opisana. Można to oznaczyć bezpośrednio na niej jakimś długopisem albo mieć dodatkowe oznaczenie, na przykład na drzwiczkach. Otwieramy ją i na drzwiczkach jest cała rozpiska, dzięki czemu wiemy, jakie mamy obwody, co jest na tych obwodach podłączone, jakie pokoje są do którego przełącznika powiązane. Dzięki temu jesteśmy po prostu bardziej świadomi tego, co mamy. To też jest pewnego rodzaju kontrola pracy elektryka — czy na pewno podzielił naszą instalację na tyle obwodów, ile chcieliśmy, i czy jest tyle zabezpieczeń, ile chcieliśmy. Jeśli mamy dobry projekt instalacji elektrycznej, to w projekcie będzie rozdzielnica i wszystko będzie ładnie narysowane. Wtedy nawet nie musimy znać się na tym do końca, ale jeśli zobaczymy, że rozdzielnica elektryka ma dwa razy mniej przełączników niż wynika to z projektu instalacji elektrycznej, to już wiemy, że coś jest nie tak. To jest przykład z życia wzięty, kiedy elektryk zaoszczędził na liczbie obwodów. Okazało się, że było mniej więcej o jedną trzecią mniej obwodów i zabezpieczeń niż wynikało to z projektu. Dzięki temu, że w projekcie to było uwzględnione, inwestor mógł się z elektrykiem odpowiednio rozliczyć. [KRYSTIAN] Tak, ja tutaj już nie będę wdrażał kwestii elektryków, którzy mogli coś zaoszczędzić, ale chciałem powiedzieć, jakie mam u siebie oznaczenie na rozdzielnicy elektrycznej. Po otwarciu drzwiczek mam przyklejoną kartkę z projektu, na której znajduje się rzut pomieszczeń w domu. Na tym rzucie są po prostu podpisane obwody, ponieważ w porządnych projektach zwykle tak się to robi — obwody są podpisane. Każdy obwód ma swoje zabezpieczenie, więc tak samo mam podpisane zabezpieczenia, właściwie ponumerowane. Patrząc na rzut budynku, widzę, gdzie znajduje się dane gniazdko, jeśli chciałbym je wyłączyć z jakiegoś powodu. Sprawdzam, jaki ma numer obwodu, a numer obwodu odpowiada numerowi pod zabezpieczeniem. W ten sposób łatwo je wyłączam. Myślę, że to najprostsza metoda, aby wszystko ładnie oznaczyć i opisać, żeby nie dochodziło do żadnych pomyłek. Podsumowanie[SŁAWEK] Myślę, że możemy zakończyć, bo wyszedł nam długi, jak zwykle dłuższy podcast, niż planowaliśmy. A propos planowania — dajcie znać, jak się podobało. Myślę, że było trochę luzu, jak zwykle, ale z drugiej strony dużo konkretów. Jestem ciekawy, co o tym myślicie. Zachęcamy również do zapisania się do naszego newslettera. Po pierwsze, jeśli się zapiszecie, będzie nam bardzo miło. Po drugie, dostaniecie fajne rzeczy, na przykład mega poradnik o wyborze działki budowlanej, poradnik o wyborze wykonawcy, a także możliwość skorzystania z jednego z dwóch darmowych mini kursów. Fajne rzeczy — klikacie, a co 2–3 dni przychodzi na maila nowa lekcja. Dodatkowo, bonusowo, będziecie także informowani o nowych podcastach. Jeśli napiszemy jakiś nowy artykuł lub pojawią się nowe filmy, na przykład na moim kanale, czy też artykuł na blogu Krystiana, także będziemy o tym informować. Jeżeli chcecie być na bieżąco z tym, co dzieje się na rynku budowlanym, naprawdę proponuję zapisanie się do newslettera. [KRYSTIAN] Ja bym jeszcze dodał coś, czego nigdy nie mówiliśmy, ale mam nadzieję, że Sławek się ze mną zgodzi. Czasami reklamujemy różne nasze kursy, zachęcamy do zadawania pytań w komentarzach na YouTubie. A ja bym jeszcze wrzucił coś dla stałych słuchaczy, którzy dotrwali już tak daleko, do końca tego podcastu. Jeżeli macie jeszcze jakieś potrzeby w zakresie zdobywania wiedzy budowlanej, czegoś wam potrzeba, szukacie jakichś tematów albo konkretnych rozwiązań dotyczących wiedzy, której byście potrzebowali, to naprawdę możecie szeroko pomyśleć, w jakiej formie chcielibyście tę wiedzę przyswoić i na jakie tematy. Jak najbardziej zapraszam do wrzucania takich informacji w komentarzach, bo może przygotujemy coś nowego, czego jeszcze do tej pory nie robiliśmy, żeby pomóc wam w zdobywaniu wiedzy i w poprowadzeniu własnej budowy jeszcze lepiej. Zgadzasz się ze mną? [SŁAWEK] Oczywiście, że się zgadzam z tobą. Pomysłów mamy dużo, ale chodzi o to, żeby te pomysły trafiły w wasze gusta i wasze potrzeby. Tak więc czekamy na komentarze. To w sumie tyle ode mnie. Ja bardzo dziękuję za uwagę i do usłyszenia w kolejny wtorek. [KRYSTIAN] Dziękujemy bardzo. Cześć! Artykuł Instalacja elektryczna w domu – o czym pamiętać? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak uniknąć oszusta na budowie? Dylematy budowlane #61 | 26 Mar 2024 | 00:43:08 | |
Branża budowlana nie bez powodu ma w Polsce raczej złą opinię. Oprócz wielu rzetelnych i uczciwych firm, zdarzają się też oszuści i partacze. Jest ich niestety na tyle dużo, że wiele osób się na takich fachowców natknęło albo wręcz zostało oszukanych. W dzisiejszym podcaście opowiemy o jednym z takich przypadków i podpowiemy, jak uniknąć oszusta. https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_61.mp3Artykuł Jak uniknąć oszusta na budowie? Dylematy budowlane #61 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Przydomowa oczyszczalnia ścieków – co musisz wiedzieć? | 19 Nov 2024 | 00:38:54 | |
Sieć kanalizacji miejskich w Polsce cały czas się rozwija, ale niestety istnieje jeszcze bardzo dużo miejsc, gdzie ze ściekami trzeba poradzić sobie we własnym zakresie. Pojawia się wtedy pytanie: co wybrać? Szambo, oczyszczalnię ekologiczną, a może biologiczną? Jak dobrać i prawidłowo wykonać taką oczyszczalnię? Czy sprawdzi się ona w moich warunkach? Na te wszystkie pytania odpowiadamy w dzisiejszym odcinku podcastu Dylematy Budowlane. Możesz go posłuchać, klikając w poniższy obrazek lub przeczytać artykuł poniżej. Zapraszamy! Zobacz też:Drenaż budynku - czy warto go wykonać? Czy to zbędny wydatek? Zobacz też:Budowa domu krok po kroku - od czego zacząć? Przedstawienie rozmówców[KRYSTIAN] Cześć, witajcie w kolejnym odcinku podcastu z cyklu „Dylematy budowlane”. Dzisiaj będziemy rozmawiać o tym, na co należy zwrócić uwagę, wybierając, projektując i budując przydomową oczyszczalnię ścieków. Zapraszamy do słuchania. Cześć, Sławku, witaj! Na początku może powiedz dwa słowa o sobie. Przedstaw się naszym słuchaczom, którzy po raz pierwszy trafili na nasz podcast. [SŁAWEK] Jasne. Krótko o mnie: Sławek Zając. Jestem doradcą budowlanym oraz twórcą serwisu „Jak się wybudować i nie zwariować”. Pomagam w wyborze działki oraz w przygotowaniu się do budowy. Jestem także twórcą kursów budowlanych, które pomogą Ci przejść przez cały proces — od wyboru działki aż do budowy domu. [KRYSTIAN] Dzięki. Ja nazywam się Krystian Lemkowski – z zawodu, zamiłowania i wykształcenia. Jestem inżynierem budownictwa, zajmuję się prowadzeniem inwestycji budowlanych, mieszkaniowych, a moim konikiem są oczywiście domy jednorodzinne. I stąd też współprowadzę ten podcast razem ze Sławkiem. Jestem z nim współautorem kursu budowlanego. Dzielimy się w ten sposób naszą wiedzą i doświadczeniem. [SŁAWEK] Tak jest. Dodam, że zapisując się do naszego newslettera, także otrzymacie kosztorys z budowy przykładowego domu modelowego, dodatkowe poradniki oraz możliwość zapisania się do darmowych minikursów. Zależy nam z Krystianem na tym, żeby przekazać Wam jak najwięcej takiej wiedzy, abyście mogli spokojnie, bez stresu rozpocząć budowę, będąc dobrze przygotowanymi. Rodzaje systemów oczyszczania ścieków[KRYSTIAN] Zaczynamy dzisiejszy odcinek, który jest inspirowany tym, że nieraz spotkałem się z pytaniem o przydomową oczyszczalnię ścieków. Pytania są różne, więc postaramy się to zebrać dzisiaj w jeden ogólny odcinek-poradnik, taki prowadzący na samym początku przez podstawowe wybory. Chciałbym na samym początku zacząć od krótkiego przeglądu metod, jak możemy poradzić sobie z nieczystościami. Oczywiście takich metod jest kilka i są one przeróżne. Podstawowa metoda to podłączenie się do sieci kanalizacyjnej. Oczywiście z tym różnie bywa, bo w niektórych miejscowościach taka sieć jest, w innych nie ma, a w jeszcze innych jest, ale nie trzeba się do niej podłączać. Więc to zależy od sytuacji, a sieci kanalizacyjne dzisiaj rozpatrywać raczej nie będziemy. Druga opcja to szambo. Jeżeli chodzi o szambo, to najczęściej jest ono wymagane w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego albo w warunkach zabudowy. Jeżeli w okolicy nie ma miejskiej sieci kanalizacyjnej, a obszar znajduje się raczej w mieście, wtedy najczęściej jest wymagane szambo. To, czy musimy je zamontować, czy wybrać jakieś inne rozwiązanie, również najczęściej wynika z przepisów. O tym też dzisiaj rozmawiać nie będziemy. Natomiast mamy jeszcze dwie opcje, które dzisiaj omówimy, czyli przydomowe oczyszczalnie ścieków — typu tak zwanego ekologicznego i tak zwanego biologicznego. Na nich się dzisiaj skupimy: czym się różnią, którą warto wybrać i tak dalej. Możliwości podłączenia do sieci kanalizacyjnejZ prawnego punktu widzenia: po pierwsze trzeba zajrzeć do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego albo do warunków zabudowy i sprawdzić, czy tam jest dopuszczone stosowanie oczyszczalni, ewentualnie jakiego rodzaju, a może jest niestety wymuszenie, żeby zrobić szambo, czyli, jak to się fachowo mówi, zbiornik szczelny na nieczystości. Więc zaczynamy od sprawdzenia pod kątem formalnym. I czy tutaj, Sławku, jakieś pytania ci się już nasuwają, zanim przejdziemy do dalszej dyskusji? [SŁAWEK] To tylko wzmocni to, co powiedziałeś, bo dla niektórych to nie jest oczywiste. Działka może nie mieć dostępu do sieci kanalizacyjnej, czyli nie ma w okolicy sieci kanalizacyjnej, ale plan miejscowy może zobowiązywać do podłączenia do niej. Jest to swego rodzaju paradoks. Zależy to bardzo od gminy, od tego, jacy są w niej urzędnicy. Znam niestety sytuacje takie, że mimo braku sieci kanalizacyjnej inwestor był zobowiązany do jej podłączenia, czyli w praktyce nie mógł odprowadzać nieczystości ze swojego budynku. Nie mógł wybudować, zgodnie z planem miejscowym, ani szamba, ani oczyszczalni ścieków. Dobra rada dla osób, które szukają działki, aby upewniły się, że w planie miejscowym jest metoda, która naprawdę jest dla nich dobra, bo naprawdę są tutaj różne paradoksy. Niektóre bardzo trudno rozwiązać, a niektóre sytuacje kończą się po prostu w sądzie. Ostrzeżenie na początek. Natomiast przechodzimy do rzeczy dla osób, które wiedzą, że mogą mieć oczyszczalnię ścieków. Na pewno, Krystianie, masz parę rad. Jestem w ogóle ciekawy, jak się technicznie upewnić, czy mogę mieć oczyszczalnię, bo podejrzewam, że nie każdy grunt pozwala na jej budowę. Oczyszczalnia ścieków – jak działa cały system[KRYSTIAN] Tak, tutaj przeskoczyłeś do kwestii, czy mogę mieć taką instalację. Ja bym to odłożył na za momencik, jeśli pozwolisz, żebyśmy nie zapomnieli. Chciałbym najpierw wyjaśnić, czym się różnią te dwa typy: ekologiczna i biologiczna. Myślę, że to jest jeden z podstawowych wyborów, jakiego musi dokonać osoba, która już wie, że tę oczyszczalnię będzie miała. Zasada działania przydomowej oczyszczalni ściekówZacznijmy od typu tak zwanego ekologicznego — specjalnie podkreślam słowo „tak zwany”, bo nie wiem, czy to ma coś wspólnego z ekologią. W tym typie chodzi o to, jaka jest w ogóle zasada oczyszczania ścieków. Nieczystości, które trafiają do zbiornika, przechodzą proces oczyszczania przez bakterie, a później dzielą się na dwie frakcje. Pierwsza to woda, czyli taka lżejsza frakcja, a druga to frakcja stała, która opada na dno i jest już tym zanieczyszczeniem. Wodę możemy wtedy w oczyszczalni odpompować lub grawitacyjnie pozwolić jej spłynąć dalej i zagospodarować ją na działce. Natomiast tę część stałą, która się będzie z czasem gromadziła, po prostu musimy co jakiś czas wywozić. Oczyszczalnie ekologiczne i biologiczne – różniceZasadnicza różnica między oczyszczalnią ekologiczną a biologiczną jest taka, że pierwsza korzysta z bakterii beztlenowych, a druga z tlenowych. Dlaczego to jest takie ważne? Bo bakterie tlenowe żyją wtedy, kiedy są natleniane, czyli gdy ścieki dostają tlen i są natleniane mechanicznie — jest dmuchawa, jest napowietrzanie cały czas tych odpadów, żeby organizmy te mogły tam sobie żyć i rozwijać się. Bakterie tlenowe lepiej oczyszczają ścieki, dokładniej, i mamy w pewnym sensie kontrolę nad tym, czy one żyją, czy nie. Dajemy im tlen lub nie dajemy tlenu. Są też nieco bardziej odporne na cięższe zanieczyszczenia. Natomiast bakterie beztlenowe żyją sobie samodzielnie, bez naszej ingerencji, bez podawania im powietrza i tym podobnych rzeczy. Oczywiście trochę tlenu w oczyszczalni jest, ale one sobie radzą bez niego i żyją po prostu w sposób naturalny. Jeżeli je w jakiś sposób zabijemy, to niestety one umierają i trzeba poczekać chwileczkę albo dodać jakiegoś biopreparatu, żeby się odbudowały. Tutaj możemy sterować ilością tych organizmów właśnie przez to, że dodaje się biopreparaty zawierające kultury bakterii do nieczystości. Jaki jest z tego wszystkiego morał? Morał jest taki, że bakterie tlenowe są trochę bardziej odporne — przynajmniej tak w praktyce to wygląda. Nie trzeba nic dodawać do tych oczyszczalni, one ładnie działają. Wydaje mi się, że troszeczkę dokładniej, ale to pewnie trzeba by już wyniki badań zgłębić. Procesy biologiczne i mechaniczne w oczyszczalniWoda po oczyszczalni biologicznej jest po prostu bardziej czysta. Z technicznego punktu widzenia wygląda to niemalże dokładnie tak samo w najprostszej wersji, bo oczywiście im dalej wejdziemy w szczegóły, im większe instalacje, tym jest więcej elementów. Ale w najprostszej wersji wygląda to tak, że ścieki wpadają do zbiornika, w którym żyją sobie bakterie — czy to tlenowe, czy beztlenowe, zależy od rodzaju oczyszczalni. W tych z bakteriami beztlenowymi one sobie tylko są i nic więcej nie ma w tym zbiorniku dodatkowego. Natomiast w oczyszczalniach z bakteriami tlenowymi na dole zbiornika jest pompa, która doprowadza powietrze wężem, a na dole znajduje się dysza napowietrzająca. To wszystko — cała techniczna różnica między jednym a drugim typem. Odprowadzanie oczyszczonych ścieków do gruntuPóźniej za oczyszczalnią musimy mieć jakiś sposób zagospodarowania tej oczyszczonej wody. Tu znowu mamy kilka metod. Możemy mieć drenaż rozsączający, możemy tę wodę — raczej w oczyszczalniach biologicznych — odpompowywać na zewnątrz, na działkę i korzystać z niej, bo jest już na tyle oczyszczona, że do picia oczywiście zdatna nie jest, ale nadaje się do podlewania trawy czy generalnie do wylania na działkę. Nie ma już zapachu ani innych nieprzyjemnych cech. Zobacz też:Drenaż budynku - czy warto go wykonać? Czy to zbędny wydatek?Teraz, żeby stwierdzić, czy w ogóle możemy sobie taką oczyszczalnię zainstalować na działce, powinniśmy poznać badania gruntowe. Ale tu chyba powinienem zrobić małą pauzę i dać Ci miejsce na zadanie pytań lub jakieś dodatkowe wyjaśnienia. [SŁAWEK] Tak, takie podstawowe pytanie: są dwa typy — który jest lepszy? Albo jakie są inne różnice, które wpływają na to, że jeden z nich jest lepszy od drugiego? [KRYSTIAN] Wiesz co, największym problemem oczyszczalni zwykle nie jest samo oczyszczanie, lecz odprowadzenie już oczyszczonej wody. Tak jak mówiłem, w oczyszczalni biologicznej ta woda jest bardziej oczyszczona, więc mamy mniejszy problem z jej odprowadzeniem. Z tego powodu moim zdaniem wersja biologiczna jest lepsza, choć jest też droższa. Zdarza się również, że niektóre gminy czy firmy utylizujące odpady liczą sobie więcej pieniędzy za wywóz nieczystości, które pozostają w zbiorniku. Raz na jakiś czas woda jest na bieżąco odprowadzana z takiej oczyszczalni – automatycznie lub grawitacyjnie. Natomiast osad, który pozostaje, trzeba raz na jakiś czas utylizować. Wtedy mogą się różnić koszty utylizacji pomiędzy różnymi typami, a na pewno pomiędzy oczyszczalnią a szambem, gdzie ścieki są w ogóle nieoczyszczone. Eksploatacja przydomowej oczyszczalni ścieków[SŁAWEK] To, żebyśmy dali jakieś dane: tak się składa, że ty masz oczyszczalnię, a ja mam szambo, więc można coś porównać. Ja mam czteroosobową rodzinę. Wywóz szamba o pojemności 10 metrów sześciennych wynosi mniej więcej 220–240 zł miesięcznie, co w skali roku daje prawie 2,5 tysiąca, a nawet więcej złotych. Jak wygląda to u ciebie? Jak często musisz wywozić? Jakie to są koszty? [KRYSTIAN] U mnie trzeba wywozić mniej więcej raz na kwartał. To jest około 2 metry sześcienne, a koszt ostatnio wyniósł około 360 złotych, jeśli dobrze pamiętam. Większość tej kwoty stanowił koszt dojazdu, ponieważ firma, która to utylizuje, znajduje się dosyć daleko ode mnie. Jak widać, wiąże się to również z miejscem zamieszkania. Rocznie wychodzi więc około 1300–1400 złotych, jeśli dobrze liczę. [SŁAWEK] Ale teoretycznie można zamówić i zamontować oczyszczalnię przydomową o większej pojemności oraz zamawiać wywóz nieczystości na przykład raz na pół roku. Wtedy teoretycznie powinno być trochę taniej, jeśli chodzi o koszty eksploatacyjne. [KRYSTIAN] Tak, jak najbardziej tak. Trzeba po prostu przewidzieć z wyprzedzeniem, jaką oczyszczalnię się chce, ponieważ od tego zależy także wielkość zbiornika — czy biologiczną, czy ekologiczną. Ważna jest również liczba osób. Producenci mają to dosyć jasno opisane i jest to dobry sposób, aby przyjąć odpowiednią wielkość instalacji. Na przykład mają napisane, że oczyszczalnia z takim dużym zbiornikiem nadaje się dla trzech do czterech osób albo pięciu do sześciu osób. Według tego się przyjmuje wielkość i jest to w porządku. Nie można też przesadzić i dać zbyt dużej instalacji, ponieważ wtedy oczyszczanie niekoniecznie będzie zachodziło prawidłowo. Do kosztów, w moim przypadku, należy jeszcze doliczyć koszt prądu. Napowietrzanie i wypompowywanie wody działa właśnie dzięki energii elektrycznej. [SŁAWEK] Ale nie masz podlicznika, żeby coś powiedzieć? Pewnie to są jakieś takie raczej groszowe sprawy. [KRYSTIAN] Raczej tak. Tam jest pompa powietrza o mocy około 200 W, prawdopodobnie coś koło tego, która działa około 20 godzin na dobę. Nie liczyłem tego dokładnie nigdy, ale coś w tym stylu. Pompa, która wypompowuje ścieki, działa kilka minut raz na dwa dni albo coś takiego. Więc tutaj jest to raczej symboliczny koszt. [SŁAWEK] To w swojej praktyce — coś działa, coś szumi. Słychać to. Czy to jest absolutnie cichutko? [KRYSTIAN] W domu absolutnie nie słychać tego dźwięku. Na zewnątrz, gdy się wyjdzie, trzeba zwrócić uwagę, żeby faktycznie go usłyszeć. Jest to bowiem tak ciche, że naprawdę musi być cicho na zewnątrz i trzeba się wsłuchać, aby usłyszeć szum pompki podającej powietrze. Jeśli chodzi o wady, to jest ich kilka. Oczyszczalnie technicznie różnią się od siebie. W takim sensie, że mają w różnych miejscach i w różnym układzie umieszczony na zewnątrz układ elektroniczny sterujący pompą powietrza. W związku z tym mogą bardzo różnić się wyglądem. Trzeba więc dobrze przemyśleć, gdzie umiejscowić taki element na działce lub wybrać model, który wygląda w miarę estetycznie. Można też ustawić go w takim miejscu, aby nie przeszkadzał wizualnie na działce. Jest to bowiem element o przeróżnym kształcie. U mnie na przykład jest to coś w stylu wystającej rury, chyba o średnicy 40 lub 50 centymetrów nad ziemię, która nie jest najpiękniejsza, ale musi gdzieś być. Na to również warto zwrócić uwagę podczas wyboru i zastanawiania się, gdzie to umiejscowić. Budowa przydomowej oczyszczalni ścieków[SŁAWEK] Plus trzeba też zobaczyć, a nawet skonsultować się z projektantem, ponieważ istnieją różne zasady związane z minimalnymi odległościami — zarówno od granic działki, jak i od pomieszczeń, w których przebywają ludzie, jak to się ładnie nazywa w przepisach, oraz od ujęcia wody. Czasami zdarza się tak, że na małej działce oczyszczalnia ścieków fizycznie nie może powstać, ponieważ nie mieści się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Tak więc, jeśli ktoś planuje jej budowę, proponuję skonsultować się z projektantem lub dokładnie wczytać się w rozporządzenie dotyczące warunków technicznych, którym odpowiadają budynki i ich usytuowanie — tam wszystko jest szczegółowo rozpisane. [KRYSTIAN] Tak, myślę, że w ten sposób płynnie przechodzimy do tematu, który poruszyłeś wcześniej, czyli kiedy możemy na działce zrobić oczyszczalnię, a kiedy nie.
Zacząłem od warunków geotechnicznych, ale faktycznie warto na pierwszym miejscu przejrzeć przepisy. Jak mówisz, istnieją różne odległości – zarówno od oczyszczalni, w sensie zbiornika, jak i od drenażu rozsączającego, od granic działki, od studni oraz innych elementów. Te informacje można spokojnie znaleźć w internecie, to wiedza dostępna bez problemu. Dlatego chyba nie musimy omawiać tego szczegółowo. [SŁAWEK] Tylko dodam, żeby uważać na artykuły w internecie. Dlatego mówiłem o rozporządzeniu, bo czasami nawet nie ma daty w artykule, a rozporządzenie się zmienia. Więc czasami czytamy coś, a to są na przykład przepisy sprzed pięciu lat i nieaktualne. Tak więc uważajcie, jeżeli już szukacie czegoś w internecie, to patrzcie, czy na pewno są to informacje na przykład z tego roku, które na 100% są aktualne, bo to też różnie bywa. [KRYSTIAN] Tak. Co więcej, jeżeli ktoś buduje dom, to wybudowanie oczyszczalni również podlega zgłoszeniu albo wymaga uzyskania pozwolenia na budowę razem z domem. Obowiązkiem projektanta jest więc wskazanie, gdzie ma się ona znaleźć, z zachowaniem minimalnych odległości. To stanowi dodatkowe zabezpieczenie dla osób budujących dom. Niekoniecznie trzeba zajmować się tym samemu, ale należy zgłosić chęć posiadania takiej oczyszczalni, a projektant wtedy wyrysuje ją w odpowiednim miejscu. Poziom wód gruntowych i warunki gruntowe[SŁAWEK] A co z warunkami geotechnicznymi? Myślę, że to jedno z najważniejszych kryteriów, które mówi nam, czy oczyszczalnię można wybudować na danej działce, czy nie. Jak już wspomniałem, kluczową sprawą jest zagospodarowanie wody powstałej po procesie. Nie jest jej mało, ponieważ jej ilość jest niemalże równa ilości wody pobranej z wodociągu, pomijając straty typu odparowanie. Jeżeli ktoś zużywa 10 metrów sześciennych wody miesięcznie, to właśnie tyle wody trafi do oczyszczalni. Oprócz tego, że ktoś np. wypił butelkę wody podczas biegania, to generalnie tej wody jest dużo i trzeba ją odpowiednio zagospodarować. Drenaż rozsączającyJedną z opcji jest zastosowanie drenażu rozsączającego. Jeżeli warunki gruntowe są niekorzystne, na przykład mamy grunty gliniaste, to wymagana powierzchnia czynna drenażu będzie tak duża, że może się on nie zmieścić na działce. Poza tym grunty gliniaste bardzo powoli wchłaniają wodę, więc potrzebna jest duża powierzchnia, aby system działał efektywnie. Z drugiej strony, drenaż jest podatny na zapchanie i zabrudzenie, co powoduje, że może się zakleić i przestać działać. Z tego powodu oczyszczalnie biologiczne, czyli te z bakteriami tlenowymi, są korzystniejsze. Najczęściej zapychają się od tłuszczu. Jeżeli coś pójdzie nie tak w oczyszczalni — na przykład bakterie beztlenowe umrą wskutek działania chemii, nie dosypiemy nowych, bo nie wiedzieliśmy, że trzeba to zrobić, a tłuszcze, które normalnie pojawiają się w ściekach domowych, dostaną się do instalacji i zabrudzą drenaż — to mamy problem. Dlatego wersja biologiczna jest lepsza. Jeżeli ktoś ma małą działkę i grunty bardzo słabo przepuszczalne, sytuacja staje się problematyczna. Po pierwsze, drenaż z czasem się zapcha, co jest niemal gwarantowane. Po drugie, potrzebna jest duża powierzchnia do zagospodarowania wody i jej wchłaniania w ziemię. Po trzecie, jeżeli mamy wysoki poziom wód gruntowych — tak jak w tym roku w mojej okolicy — drenaż nie będzie działał, ponieważ musi być zagłębiony kilkadziesiąt centymetrów pod ziemią. Jeżeli woda gruntowa znajduje się już na tej głębokości, drenaż nie spełni swojej funkcji, a wręcz będzie nawadniał oczyszczalnię. Można powiedzieć, że w ten sposób się zapcha, chociaż faktycznie jest tam woda, a ścieki nie będą odbierane. To powoduje poważny problem. W takich sytuacjach drenaże rozsączające są problematyczne. Wysoki poziom wód gruntowych oznacza także kolejny problem: zbiornik oczyszczalni, w którym zachodzą reakcje chemiczne i oczyszczanie ścieków, jeżeli jest lekki, na przykład wykonany z tworzywa sztucznego, może zostać wypchnięty przez wodę gruntową. W skrajnych przypadkach może nawet „wyskoczyć” z gruntu. Wysoki poziom wód gruntowych, szczególnie w połączeniu z gruntami nieprzepuszczalnymi, jest bardzo kłopotliwy dla budowy drenażu. Da się to zrobić, ale najlepiej jest wtedy wymienić grunt, aby uzyskać odpowiednie pole do rozsączania, albo wykonać go w nasypie. Jednak takie rozwiązania wymagają dużych prac ziemnych i konkretnego zagospodarowania działki, co jest problematyczne, niestety. [SŁAWEK] Słuchaj, jak to wygląda w praktyce jeszcze. Jak masz zagospodarowany teren, w którym jest drenaż? Jak rozumiem, tam nic nie może być przymocowane na stałe, ale jak to wykorzystujesz? Tam po prostu rośnie sobie trawka, czy w jakiś inny sposób? Czy widzisz w ogóle różnicę między tym, co rośnie nad tym drenażem, a na pozostałej części działki? Jak to jest? [KRYSTIAN] Tak, mam zarówno drenaż, jak i rozsączanie na powierzchni — jedno i drugie. Tam, gdzie jest drenaż, trawa latem jest wyraźnie wyższa i bardziej zielona. Po prostu skupia on wodę, wilgoć utrzymuje się w gruncie, dzięki czemu trawa i kwiaty tam rosną. Tak jest zagospodarowane to miejsce u mnie. Dodatkowo, tuż obok znajduje się miejsce, gdzie woda jest wylewana i rozsączana na powierzchni. Woda oczyszczona z oczyszczalni biologicznej jest wypompowywana raz na jakiś czas na powierzchnię. Jeśli jest tam odpompowywana, to oczywiste, że trawa rośnie jeszcze bujniej. Rośnie tam trawa, chwasty oraz niektóre kwiaty. U mnie grunty są bardzo suche i piaszczyste, więc żona postanowiła posadzić kwiaty, które bardziej lubią wilgotne środowisko. W ten sposób można było sobie z tym poradzić. [SŁAWEK] Czy w ogóle myślałeś podczas budowy domu, żeby tę wodę jakoś wykorzystać do podlewania całego ogrodu? Można przecież gromadzić ją w dużych zbiornikach, użyć pompy, podłączyć się na przykład do systemu podlewania ogrodowego i mieć spokój z podlewaniem całego terenu. Myślałeś o tym? [KRYSTIAN] W ogóle nie. I powiem ci, dlaczego. Bo w momencie, kiedy ja budowałem dom, była wielka akcja w mojej gminie, że już zaraz będzie budowana kanalizacja. Więc taka była obietnica: już budujemy. I oczywiście, nie mając pewności, czy to powstanie, czy nie, stwierdziłem: dobra, jeśli to ma powstać, a wygląda na to, że powstanie, to weźmy oczyszczalnię możliwie najbardziej ekonomiczną, bo i tak za chwileczkę będziemy musieli się przełączyć na kanalizację. I to był błąd, bo trzeba było wziąć jakąś lepszą wersję i właśnie pomyśleć nad tego typu zagadnieniami. Niestety kanalizacja nie powstała i okazuje się, że dalej nie ma jej i nawet nie widać na horyzoncie, żeby miała powstać. A ile lat już mieszkasz? [SŁAWEK] Dwanaście. [KRYSTIAN] Tak więc, wiesz, co ci mam powiedzieć — jest, jak jest. Gdybym wiedział, że tak będzie, na pewno bardziej bym się przyłożył do oczyszczalni wyższej jakości, do tego, żeby była bardziej zoptymalizowana. W tej chwili na pewno mam trochę za mały zbiornik, ale taki był, bo miało być za chwilę przełączenie się na kanalizację. U mnie to nie jest tak fajnie zrobione, jak mogłoby być. Dlatego też mam rozsączanie na powierzchni gruntu, a można by było to jakoś sprytnie zagospodarować — zrobić jakiś inny system rozsączania albo wykorzystać tę wodę później do podlewania trawy czy czegoś takiego. Nie jest to więc zrobione idealnie, bo sytuacja była jaka była, a plan jaki był. Niestety gmina mi zrobiła psikusa, więc muszę sobie radzić z tym, co mam. [SŁAWEK] Okej, słuchaj, mam jeszcze jakieś pytania, ale może ty masz coś jeszcze przygotowanego. Na razie oddam ci głos. Montaż i etapy oczyszczania ścieków[KRYSTIAN] Nie, myślę, że te najważniejsze sprawy już powiedziałem. Jest jeszcze jedna różnica, o której trzeba być świadomym, między oczyszczalnią ekologiczną a biologiczną. Obydwie wymagają wywozu nieczystości, tej części stałej, która gromadzi się w środku. Czas wywozu dla oczyszczalni ekologicznych, a dokładniej częstotliwość tego wywozu, jest mniejsza. Tam są różne zalecenia, zależnie od wielkości zbiornika, od producenta i tak dalej, ale zwykle jest to coś między pół rokiem a rokiem. Półtora roku to już raczej za długo. Natomiast w oczyszczalni biologicznej trzeba samodzielnie obserwować, przynajmniej na początku, ile tego osadu się gromadzi. Istnieje prosty test, który pozwala oszacować ilość osadu, więc raz na jakiś czas, jeśli ktoś ma taką instalację po raz pierwszy i zaczyna ją eksploatować, powinien wykonać ten test. Później wiadomo już, że raz na kilka miesięcy trzeba ten osad wywieźć. Na początku wymaga to więc pewnej obsługi. Poza tym jedno i drugie rozwiązanie jest bezobsługowe, chociaż należy pamiętać, że oczyszczalnia biologiczna wymaga prądu. Trzeba przynajmniej od czasu do czasu sprawdzić, czy ona w ogóle działa. Miałem kiedyś taką sytuację, że z jakiegoś powodu wyłączyłem bezpieczniki w garażu, a akurat tam była podpięta instalacja. Przez tydzień nie działała, bo zapomniałem włączyć bezpiecznik. Dlatego taka minimalna kontrola, czy urządzenie działa, jest konieczna. Nowoczesne sterowniki mają możliwość podglądu przez aplikację i tego typu funkcje, więc czy warto z nich korzystać i czy jest to konieczne? Nie, nie wydaje mi się. Jednak taka minimalna kontrola, jak wyjście na dwór i posłuchanie w cichy dzień, czy pompka do napowietrzania burczy, jest wystarczająca, aby wiedzieć, że urządzenie działa. [SŁAWEK] Tak, trzeba mieć pewność. A powiedz jeszcze, jak to wygląda w praktyce. Bo jeśli ktoś buduje pierwszy dom, to nie ma pojęcia, jak działa wywóz nieczystości. Dzwonisz, sms-ujesz, ktoś przyjeżdża, zostawiasz bramę otwartą. Jak to wygląda? [KRYSTIAN] Dzwonię i przyjeżdża, po prostu. Tak to działa. Bardzo prosto. Trzeba podać adres, co jest do wywiezienia, skąd oraz mniej więcej ile. Przyjeżdża wóz, wywożą wszystko i tyle. Nie ma z tym absolutnie żadnego problemu. Praktyka jest taka, że należy umieścić szambo lub oczyszczalnię — czy taką, czy taką — gdzieś od frontu działki, po to, żeby było dojście od wjazdu do włazu zbiornika, żeby można było te ścieki wypompować. Jeżeli ktoś umieściłby to na drugim końcu działki, gdzie dostęp jest trudny, to czasami po prostu, gdy przyjedzie wóz asenizacyjny, wąż może być za krótki, chociaż te raczej mają długie. Przed tym przestrzegamy. Po prostu należy umieścić to w miejscu widocznym i dostępnym dla przyjazdu. U mnie nawet nie wjeżdżają na działkę, tylko stają sobie na poboczu drogi. Mam, nie wiem, z 10 metrów od drogi pokrywę zbiornika i tyle. To się odbywa tak bezproblemowo, że tu w ogóle nie ma czym się martwić. [SŁAWEK] Czyli jest tak samo jak przy wywozie szamba. Ja, co prawda, jestem bardzo często w domu, więc nie ma problemu, żeby otworzyć bramę i potem się rozliczyć. Ale jak czasami mnie nie ma, to zostawiam wręcz po prostu uchyloną tylko bramę, żeby mogli właśnie wąż przeciągnąć i wejść na teren posesji. Zostawiam pieniądze gdzieś na parapecie i jesteśmy rozliczeni, więc zupełnie bezstresowo. Nawet u mnie jest tak, że ja nie dzwonię, tylko wysyłam SMS-a, bo już znamy się tyle lat. Więc to rzeczywiście pod względem obsługi jest zupełnie proste. [KRYSTIAN] Co jeszcze można powiedzieć? Pod względem obsługi oczyszczalnie wymagają z grubsza takiej samej jak szambo, czyli trzeba zadzwonić co jakiś czas po wywóz. Oczyszczalnia biologiczna ma to do siebie, że jest to urządzenie, jak już mówiłem chyba kilka razy, zasilane prądem i zawsze może się coś zepsuć, niestety. Trzeba więc pilnować, czy wszystko działa, a w razie awarii – naprawić lub wymienić uszkodzony element. Instalacja składa się tak naprawdę z dwóch urządzeń oraz sterownika: jest pompa napowietrzająca, pompa wypompowująca (jeżeli ktoś ma wypompowywanie na zewnątrz albo do innego zbiornika) oraz sterownik. Każda z tych części może się niestety zepsuć. Mi się chyba raz zdarzyło, że sterownik się zawiesił i trzeba było go zrestartować, czyli wyłączyć i włączyć z prądu. Wymaga to więc minimalnej kontroli, jakby nie patrzeć. Oczyszczalnia czy szambo – porównanie[SŁAWEK] Czy zamieniłbyś, gdybyś miał pewną dowolność? Ja mam szambo i nie chciałbym mieć oczyszczalni ścieków, bo szambo jest tańsze. Gdyby była kanalizacja, prawdopodobnie bym z niej skorzystał, tylko po to, żeby po prostu co miesiąc nie sprawdzać poziomu nieczystości w szambie i nie wysyłać tych SMS-ów. Ale jak nie mam kanalizacji, to szczerze mówiąc nawet nie odczuwam jej braku. A ty, gdybyś miał taką możliwość, podłączyłbyś się do kanalizacji? Lub czy zamieniłbyś oczyszczalnię ścieków na szambo, jeżeli byłoby to możliwe, oczywiście do wybudowania na twojej działce? [KRYSTIAN] Znaczy, możliwe jest i z tym nie ma problemu. Czy bym zamienił na kanalizację? Tak, bo to jest dosyć pewne, bezobsługowe i z tym nie ma już właściwie żadnych problemów. To jest coś, co się praktycznie nie psuje, bo działa po prostu i już. I tutaj jak najbardziej to bym się zamienił. Czy bym się zamienił na szambo? Nie wiem, do zastanowienia się. Tu koszt wywozu jest troszeczkę wyższy w sumie. I to chyba bym musiał sprawdzić, jaki byłby koszt wywozu szamba w moim konkretnym przypadku. Jeżeli to by było troszkę więcej, możliwe, że bym się zamienił. Jeśli to by było dużo więcej, raczej bym się nie zamieniał. Na takiej zasadzie. [SŁAWEK] Pytam, ponieważ patrzę na to pod kątem tego, że miała być u ciebie kanalizacja. Wydaje mi się, że szambo byłoby o tyle prostsze, że jest tańsze. Jeżeli kanalizacja pojawiłaby się rok później, to po prostu straciłbym więcej pieniędzy, więc tak bym chyba zrobił. Stąd właśnie to pytanie. [KRYSTIAN] Jednak taniej będzie mieć oczyszczalnię niż szambo. I z tego powodu na szczęście wybrałem to pierwsze. Myślę, że jeśli chodzi o koszt instalacji, on był dosyć podobny. A tu jeszcze mi jedną rzecz przypomniałeś: a w jaki sposób sprawdzasz poziom u siebie w szambie? [SŁAWEK] Otwieram właz, patrzę, zamykam właz. A wiesz, że nie musisz tak robić? Nie muszę, mogę mieć albo droższy system Wi-Fi — myślałem o tym za 200 zł — albo po prostu kijek z takim styropianem, który pokazuje mi poziom na zewnątrz. Ale robię to od paru lat. Śmieję się oczywiście, bo to otworzenie włazu w ogóle mnie nie zabiera czasu. [KRYSTIAN] Okej, bo wiesz, dlaczego o to pytam. Pojawia się takie pytanie: jak sprawdzać poziom w szambie, żeby nie musieć tam zaglądać za każdym razem. [SŁAWEK] Natomiast jakoś śmieję się, że to zabiera mi tylko moment, jak wracam do domu. A jakiś tam kijek zrobić? To oczywiście można, ale w sumie to tak — po co? To oczywiście moje podejście. [KRYSTIAN] Jasne. Albo jest wersja z czujnikiem radarowym, podłączona pod Wi-Fi, i też oczywiście można sobie z tym poradzić. [SŁAWEK] Wiesz, to też kwestia podejścia, bo stali słuchacze może pamiętają, że kiedyś miałem piec na ekogroszek. Więc jak był sezon zimowy, to trzeba było, wiesz, dosypywać węgla, czyścić piec i tak dalej. To było bardzo angażujące, trzeba było się przy tym nachodzić, a człowiek się ubrudził. W porównaniu do sprawdzania poziomu szamba przez pięć sekund raz w miesiącu, to jest nic. Z tego punktu widzenia są to dla mnie rzeczy, które w ogóle mnie nie zajmują. Natomiast jeżeli ktoś buduje dom i chciałby w pełni bezobsługowy, to jak najbardziej jakieś dodatkowe czujniki będą dla niego wskazane. To znowu kwestia oczekiwań i podejścia. Ja jestem już zmęczony pracą w życiu i sprawdzanie takich rzeczy nie stanowi dla mnie żadnego problemu. [KRYSTIAN] Jasne. I co? Myślę, że chyba przegadaliśmy generalnie ten temat. Jeśli pojawią się jakieś pytania, to zapraszam do zadawania ich w komentarzu. I co? Nic, koniec ogłoszeń chyba. Jeżeli ktoś — tak jak na początku mówiliśmy — chciałby dopilnować kolejnego wyzwania albo zapisać się do minikursu, to zapraszamy do zapisu na newsletter. Powoli kończymy. Chyba nie mam więcej do Ciebie. [SŁAWEK] To jeszcze na koniec zapraszamy na stronę jaksiewybudowac.pl, ponieważ są tam trzy kompleksowe kursy. Jeden kurs dotyczy wyboru działki, drugi przygotowania do budowy, czyli od zakupu działki do powiedzmy wbicia pierwszej łopaty na placu budowy. I kurs nasz wspólny: budowa domu od zera do stanu deweloperskiego, zarządzanie budową i kontrola prac, w którym pokazujemy w 130 odcinkach, w jaki sposób ustalić rzeczy z poszczególnymi wykonawcami, na przykład elektrykiem, hydraulikiem, wykonawcą fundamentów i tak dalej. Pokazujemy, jak kontrolować pracę, pokazujemy, jak policzyć materiały do budowy — dużo wiedzy. Na stronie są też darmowe odcinki, które można obejrzeć i zobaczyć, co tam jest. Warto nawet wejść tylko po to, żeby te odcinki obejrzeć, bo tam już jest dużo cennej wiedzy dotyczącej zarówno budowy, jak i na przykład analizy projektu budowlanego. [KRYSTIAN] Do zobaczenia, do usłyszenia już za tydzień, we wtorek o dziewiętnastej, w kolejnym podcaście. Cześć! [SŁAWEK] Na razie, hej! Artykuł Przydomowa oczyszczalnia ścieków – co musisz wiedzieć? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak wykonać dach płaski na 1000 sposobów? Dylematy budowlane #59 | 12 Mar 2024 | 00:47:13 | |
Nowoczesny dom dla wielu osób kojarzy się z dachem płaskim lub mieszanym, płaskim i spadzistym. Dachy płaskie od dawna są bardzo popularne i wiadomo, jakie rozwiązania mamy tutaj do wyboru. Natomiast dużo więcej pytań pojawia się przy dachu płaskim. Jest to wciąż mniej popularne rozwiązanie, a ilość możliwych rozwiązań jest naprawdę duża. W dzisiejszym podcaście postaramy się przybliżyć podstawowe warianty i podpowiedzieć jak dobrać najlepszy dla siebie. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2024/03/Dylematy_budowlane_59.mp3
Artykuł Jak wykonać dach płaski na 1000 sposobów? Dylematy budowlane #59 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Wentylacja mechaniczna – na co uważać? | 16 Jul 2024 | 00:49:48 | |
Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważne jest odpowiednie wentylowanie budynku. Im dłużej przebywamy w domu, tym więcej zużywamy świeżego powietrza i tym więcej wydmuchujemy dwutlenku węgla. Im więcej CO2, tym większe ryzyko dyskomfortu, a nawet zawrotów głowy. W sytuacjach ekstremalnych źle wentylowany budynek może grozić śmiercią. To nie wszystko. Wentylacja odpowiada także za regulację wilgotności. Jeżeli nie odprowadzimy nadmiaru wilgoci, to w domu końcu pojawi się pleśń lub grzyb. Skąd się bierze wilgoć w domu? Przez gotowanie, pranie oraz suszenie. Oczywiście źródłem wilgoci są także domownicy i zwierzęta. Z drugiej strony za mała wilgotność nie służy domownikom – przesuszone powietrze grozi nieustannym drapaniem w gardle i złym samopoczuciem.
Jak zapewnić świeże powietrze o odpowiedniej wilgotności? Oczywistym sposobem jest otworzenie okien. I jest to dobre, sprawdzone i tanie rozwiązanie stosowane od setek lat. W domu z wentylacją grawitacyjną doprowadzamy świeże powietrze przez otwarte okna lub zamknięte okna z nawiewnikami, a zużyte powietrze wyprowadzamy przez kominy wentylacyjne oraz wspomagamy wywiew powietrza wentylatorami wywiewnymi w pomieszczeniach o dużej wilgotności (wc, łazienka). To rozwiązanie ma kilka wad:
Tym niemniej wentylacja grawitacyjna jest po prostu OK. I co ciekawe, nigdy nie spotkałem osoby, która narzekałaby na wentylację grawitacyjną, za to spotykam się czasami z niezadowoleniem związanym z wentylacją mechaniczną. Jak działa wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła? Świeże powietrze jest dostarczane do budynku przez czerpnię powietrza, następnie kanałem wentylacyjnym trafia do wymiennika (rekuperatora), w którym jest wstępnie ogrzewane. Powietrze następnie trafia do skrzynek rozdzielczych, w których jest rozdzielane, aby trafić do poszczególnych pomieszczeń przez anemostaty nawiewne. Po jakimś czasie „zużyte” powietrze wraca przez anemostat wywiewny i kanałem wentylacyjnym do centrali wentylacyjnej z wymiennikiem ciepła. To zużyte i ciepłe powietrze zanim zostanie wyprowadzone na zewnątrz, przechodzi przez wymiennik ciepła i oddaje część ciepła powietrzu nawiewanemu do budynku. Ochłodzone „zużyte” powietrze ulatuje do atmosfery przez wyrzutnię. Wentylacja mechaniczna to dobre rozwiązanie, podnoszące komfort życia, ale trzeba pamiętać o kilku rzeczach:
I to właśnie błędne projekty są powodem narzekań osób mieszkających w domu z wentylacją mechaniczną. Osoby, z którym rozmawiałem, narzekały na:
Dlaczego tak jest? Głównym powodem występowania powyższych problemów najczęściej nie są są błędy wykonawcze (te zdarzają się dość rzadko), a nieprzemyślany projekt wentylacji mechanicznej lub brak projektu. Dlaczego? Pokażę kilka przykładów. PO CO MI PROJEKT WENTYLACJI MECHANICZNEJ? Umiejscowienie anemostatów W budynku znajdą się więc 2 rodzaje anemostatów.
Świeże powietrze nawiewamy do pomieszczeń, w których przebywają domownicy, tzn. sypialni, pokojów dziecięcych, salonu, gabinetu itp. Zużyte powietrze wywiewamy z pomieszczeń, w których wydziela się dużo wilgoci lub niechcianych zapachów: kuchni, łazienki, toalety lub wiatrołapu. Kilka zasad:
Dzięki trzymaniu się powyższych zasad, unikniesz nieprzyjemnego uczucia powiewu powietrza podczas pracy lub odpoczynku. Właściwe umiejscowienie anemostatów jest bardzo ważne. Spotkałem się w kilku domach z wyłączaniem centrali wentylacyjnej podczas odrabiania lekcji przez dzieci. Po prostu anemostat znajdował się bezpośrednio nad biurkiem i dziecko nie mogło się skupić… Wniosek? Zanim zaczniesz myśleć o wentylacji, powinieneś chociaż mniej więcej wiedzieć, w jaki sposób będzie wykończony Twój dom.
Ile powietrza należy dostarczyć do budynku? Zgodnie z polskimi normami, wentylacja powinna zapewniać jednokrotną wymianę powietrza w budynku na godzinę. Na przykład dla sumarycznej kubatury pomieszczeń wentylowanych wynoszącej 380 m3 wydajność projektowa powinna wynieść 380 m3/h. Z drugiej strony w przeliczeniu na osobę wydajność minimalna powinna wynieść 30 m3/h dla każdej osoby. Dla 4 osób mamy więc 120 m3/h. Jak to pogodzić? W internecie można spotkać się z różnymi opiniami. Najważniejszy jest… rozsądek. Przede wszystkim powietrze nie chodzi za domownikami. Nie możemy dostarczyć tylko 60 m3/h do sypialni, w której śpią rodzice i po 30 m3/h do pokojów dziecięcych, bo w ciągu dnia przebywamy w salonie, gabinecie i w innych miejscach, w których także musi być zapewnione świeże powietrze. Po drugie – powietrze nie wie, ile osób jest w pomieszczeniu. Co z tego, jeżeli do sypialni dostarczymy odpowiednią ilość powietrza dla 2 osób, jeżeli w nocy będzie do nas przychodziło dziecko? To nie jest rzadka sprawa i jako ojciec 2 dzieci coś o tym wiem. Nie możemy także zapewnić minimalnej wydajności 30 m3/h w pokoju dziecięcym, bo na pewno w pokoju będzie przebywało rodzeństwo lub koledzy i koleżanki. Po trzecie – należy uwzględnić przeróżne wymagania i oczekiwania. Jeżeli w salonie znajduje się duże akwarium, należy zwiększyć wywiew, aby pozbyć się nadmiaru wilgoci. Dlatego projektujemy wentylację w taki sposób, aby działała w każdej sytuacji, uwzględniając zarówno kubaturę, jak i maksymalną liczbę jednocześnie przebywających osób w budynku. W przypadku domu o „przeciętnej” powierzchni użytkowej zazwyczaj wystarcza spełnienie warunku „wentylacji na kubaturę”, a w przypadku małych domków należy dodatkowo zwracać uwagę na spełnienie warunku „wentylacji na osobę”. Każdy dom jest jednak inny i dlatego projekt wentylacji mechanicznej należy zawsze dostosować do liczby domowników i ich trybu życia. BŁĘDY W PROJEKTOWANIU WENTYLACJI MECHANICZNEJ W omawianym przypadku wydajność projektowa to 380 m3/h, a w domu mieszkają 4 osoby. Wentylacja mechaniczna w standardowych warunkach (w domu przebywają tylko domownicy) pracuje na ok. 30% – 50% wydajności maksymalnej. Wentylacja w tych warunkach powinna działać cicho, a szum powietrza w kanałach nie powinien być słyszalny. W czasie gotowania, korzystania z toalety lub urządzania imprez, wentylacja może działać na 70-80% wydajności maksymalnej. 80% – 100% wydajności stosujemy w sytuacjach „ekstremalnych”, kiedy szybko musimy przewietrzyć cały budynek. (*) [doprecyzowanie na końcu artykułu] Do tej pory wszystko wydaje się jasne. Wiemy, ile mniej więcej dostarczyć powietrza do poszczególnych pomieszczeń w standardowych warunkach i projektujemy wentylację w taki sposób, aby został „zapas mocy” na rzadsze sytuacje. Projektant lub wykonawca wskazuje miejsca, w których będą zamontowane anemostaty i opisuje, jakie będą przez nie przepływy powietrza. Następnie upewnia się, że ilość wywiewanego powietrza jest równa ilości powietrza nawiewanego i gotowe. Okazuje się jednak, że „papier przyjmie wszystko”… Wyjaśnię to na kilku przykładach pokazując listę najczęstszych błędów projektowych:
E-book “Zaprojektuj samodzielnie system wentylacji mechanicznej”
E-book dla osób, które chcą samodzielnie zaprojektować system wentylacji mechanicznej lub zweryfikować projekt przygotowany przez projektanta lub wykonawcę. Zapoznaj się ze spisem treści i zamów e-booka: E-book „Zaprojektuj samodzielnie system wentylacji mechanicznej”
Błąd 1. Brak zaprojektowania przebiegu kanałów wentylacyjnych. Samo wskazanie miejsc, w których będą zamontowane anemostaty, to za mało. W projekcie musi być wyznaczone miejsce na centralę wentylacyjną, skrzynki rozdzielcze oraz wyznaczona trasa prowadzenia rur.
(fragment projektu instalacji wentylacji mechanicznej w domu modelowym 135) Dlaczego to problem? Dlatego, że w zależności od umiejscowienie rekuperatora, skrzynek rozdzielczych i prowadzenia kanałów, zmieniamy opory w instalacji, a obliczenie oporów jest niezbędne do tego, aby zaproponować dobrą centralę wentylacyjną i zapewnić dobre funkcjonowanie instalacji – o tym za chwilę.
Błąd 2. Kolizje z instalacjami. Wcześniej pisałem o konieczności unikania montowania anemostatów bezpośrednio nad szafkami. Uważamy także na to, aby anemostaty nie znajdowały się blisko oświetlenia – to gwarancja niekończącego się kurzu. Oświetlenie to nie wszystko – instalacja wentylacji nie może kolidować z instalacją elektryczną i sanitarną. Jeżeli nie masz projektu wentylacji lub został on przygotowany w oderwaniu od projektów instalacji elektrycznej i sanitarnej, to podczas budowy może wyjść sporo przykrych niespodzianek: rury wentylacyjne kolidujące z rurami kanalizacyjnymi i elektryką, centrala wentylacyjna znajdująca się nad odpowietrzeniem kanalizacji, brak uwzględnienia miejsca do odprowadzania skroplin – problemy można wymieniać bez końca. Jeżeli projektant wentylacji mechanicznej konsultował się podczas prac z projektantami instalacji elektrycznej i sanitarnej, to podczas budowy nic cię nie zaskoczy i unikniesz wszelkich kolizji instalacji i sporów między wykonawcami. I wiem, że wykonawca wentylacji mechanicznej zapewne wzruszy ramionami i powie, że „po co komu projekt – elektryk i hydraulik sobie poradzą”, ale jest to zwykłe przerzucanie odpowiedzialności. To w końcu nie on będzie współpracował z elektrykiem i hydraulikiem, prawda?
Błąd 3. Brak informacji o średnicy kanałów wentylacyjnych i ich liczbie. Im mniejsza średnica kanału wentylacyjnego, tym powietrze przepływa z większą prędkością. Im większy przepływ powietrza, tym większe szumy. Przy niskim biegu rekuperatora (centrala działa np. na 30% wydajności) szum może nie być słyszalny, ale przy wyższych biegach – już tak. I co najgorsze – z takim szumem niewiele da się zrobić po wybudowaniu i wykończeniu domu. Dlatego tak ważny jest dobry projekt. Projektant obliczy, z jaką prędkością będzie przepływało powietrze w kanałach i w razie potrzeby zamiast jednego kanału doprowadzającego powietrze do anemostatu, doprowadzi 2-3 kanały o sumarycznie większej średnicy. To rozwiązanie obniży prędkość powietrza i zapewni komfort domownikom. Oczywiście sposobów na rozwiązanie problemu jest wiele, ale łączy je jedno – zawsze najłatwiej wprowadzić zmiany na etapie projektowania.
Błąd 4. Nie uwzględnienie oporów powietrza. Często w projektach spotykam się z myśleniem życzeniowym. Powietrze przepływające przez centralę wentylacyjną, trafia do skrzynek rozdzielczych, a następnie trafia do anemostatów. Jeżeli ze skrzynki rozdzielczej prowadzą 2 kanały o tej samej długości i tej samej średnicy, to przepływy w obu kanałach będą identyczne. Jeżeli kanały mają inną długość, to przepływy będą inne. Często w projektach spotykam się z podobnymi rysunkami: Kanał wentylacyjny po prawej stronie ma taką samą średnicę, co kanał po lewej, ale jest ok. 2 razy od niego dłuższy. Dlatego przepływ powietrza w prawym kanale będzie niższy niż w kanale lewym i będzie wynosił mniej niż 40 m3/h. Jeżeli zwiększymy wydajność rekuperatora, aby w prawym kanale było 40 m3/h, to w lewym kanale będzie wyższy przepływ powietrza i większe szumy związane z przepływającym powietrzem. Tak zaprojektowana instalacja w praktyce nie będzie działała tak, jak sobie tego zażyczył projektant i to właśnie miałem na myśli pisząc, że „papier przyjmie wszystko”. Dodam, że w pewnym zakresie można dokonywać regulacji przepływów powietrza anemostatami lub przepustnicami (o ile są w projekcie), ale właśnie – służy to do regulacji, a nie naprawy błędów projektowych.
Błąd 5. Nie uwzględnienie sprężu dyspozycyjnego. Pisałem wcześniej, że wydajność projektowa w opisywanym przypadku wynosi 380 m3/h, co oznacza, że potrzebujemy 380 m3/h powietrza nawiewanego i 380 m3/h wywiewanego. Jeżeli odczytasz z projektu, że wydajność projektowa wynosi 380 m3/h, a proponowany rekuperator ma maksymalną wydajność 400 m3/h, to wydaje się że jest to z naddatkiem. Okazuje się, że nie! Należy uwzględnić m.in spręż dyspozycyjny.
Fragment ebooka „Zaprojektuj samodzielnie system wentylacji mechanicznej”: „Spręż dyspozycyjny rekuperatora, to nic innego jak siła, z jaką rekuperator wpycha powietrze do instalacji wentylacyjnej. Jeśli będzie za mała, wówczas powietrze nie dotrze do anemostatów. Stąd ważne jest aby wiedzieć jakie opory będzie miała instalacja wentylacji. Opór instalacji zależy od prędkości powietrza, ta znowu zależy od ilości powietrza jaką wpychamy do instalacji (czyli od wydajności). Opór nominalny to opór jaki występuje przy wydajności nominalnej i powinniśmy go znać, aby dobrać prawidłowy rekuperator. Każdy element instalacji: kanał, kolanka, skrzynki rozprężne, generują pewien opór powietrza, a wydajność rekuperatora jest podawana przy danym sprężu dyspozycyjnym (np. 100 Pa). Jeżeli opory w instalacji będą wyższe od nominalnego sprężu dyspozycyjnego rekuperatora, wówczas rekuperator nie osiągnie wydajności nominalnej np. 400 m3/h, a odpowiednio niższą (np. 340 m3/h). A to oznacza:
lub
Z dwojga złego lepiej, aby było za głośno niż za duszno, ale najlepiej nie podejmować tego typu decyzji. A może na wszelki wypadek kupić rekuperator o wyższej wydajności? To rozwiązuje część problemów i dodaje nowe:
Dlatego tak ważny jest projekt i optymalny (nie za duży i nie za mały) rekuperator. Jak do tego podejść? Co koniecznie należy sprawdzić analizując projekt wentylacji lub projektując wentylację samodzielnie, aby uniknąć wszystkich błędów? Rozwiązaniem jest ebook „Zaprojektuj samodzielnie system wentylacji mechanicznej”, dzięki któremu:
Możesz także kupić kurs o samodzielnym montażu wentylacji mechanicznej i otrzymać powyższego e-booka za połowę ceny. —-> ZAMÓW KURS „Samodzielny montaż systemu wentylacji mechanicznej” Opinie czytelników: „Bardzo dobrze się to czytało. Świetny podział na rozdziały: zagadnienia, które trzeba omówić zanim zacznie, samo projektowanie i montaż – który jest przekierowaniem do videokursu. I to też wydaje mi się dobrym pomysłem – raz, ten ebook bardzo pomaga być świadomym inwestorem, który nie koniecznie chcę sam kłaść instalacje (czyli mogę sobie kupić tylko ebook); dwa video kurs bardziej się nadaje, żeby pokazać jak coś fizycznie robić. Sama narracja też bardzo dobrze poprowadzona, jak tylko zaczęły pojawiać się jakieś pytania to dostawałem odpowiedzi w kolejnych krokach.I kwestie techniczne też bardzo ładnie omówione, że np, coś możemy zaokrąglić na potrzeby szacowania, albo omawianie różnych wariantów czy norm. Wszystko bardzo przystępnie wytłumaczone. W skrócie, czuje się uzbrojony w wiedzę, żeby móc zweryfikować projekt samodzielnie i tego oczekiwałem.„
„Bardzo dziękuję za ebooka, już przeczytany i pozwoliło mi to poprawić parę istotnych braków w projekcie! :)”
„Jesteśmy z mężem po lekturze ebooka o montażu wentylacji mechanicznej i chcieliśmy pogratulować tak szczegółowego opracowania uzyskaliśmy wiele praktycznej wiedzy dzięki czemu jesteśmy świadomi sposobu działania systemu wentylacji mechanicznej i wiemy na co zwrócić uwagę przy analizie naszego projektu oraz kontroli wykonania. Nasza budowa jeszcze się nie rozpoczęła ale będziemy z pewnością wracać do ebooka na dalszych etapach ”
Miłego czytania! Sławek Zając
Zapraszam także do obejrzenia podcastu o wentylacji: https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_76.mp3
Film o błędach przy projektowaniu wentylacji mechanicznej:
(*) Pisałem o tym, że 80% – 100% wydajności centrali wentylacyjnej stosujemy w sytuacjach „ekstremalnych”, kiedy szybko musimy przewietrzyć cały budynek. Możliwe jest także inne podejście. Można zaprojektować wentylację o niższej wydajności, która w standardowych warunkach działa na ok. 50 – 70% wydajności, a w czasie gotowania, korzystania z toalety lub urządzania imprez, wentylacja działa na 90 – 100% wydajności maksymalnej. Co, jeżeli musimy nagle przewietrzyć cały dom? Proste – otwieramy okna. To rozwiązanie pozwala na obniżenie kosztów rekuperatora (centrale wentylacyjne o niższej wydajności są tańsze). Są też wady: centrala wentylacyjna o mniejszej wydajności, działająca w zakresie 50 – 70%, jest głośniejsza od centrali wentylacyjnej o wyższej wydajności, działającej w zakresie 30-50%. Czy da się ograniczyć hałas? Tak, kluczem jest odpowiedni projekt – i tak wracamy do punktu wyjścia.
Artykuł Wentylacja mechaniczna – na co uważać? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| 10 najczęstszych pytań przed rozpoczęciem budowy. Dylematy budowlane #58 | 05 Mar 2024 | 00:41:54 | |
Budowa własnego domu, szczególnie na samym początku, to mętlik w głowie i setki pytań, na które trudno jest znaleźć odpowiedzi.
TRANSKRYPCJA [KRYSTIAN] Cześć, witajcie w kolejnym podcaście z cyklu Dylematy Budowlane. Dzisiaj, jak w każdy wtorek, spotykamy się, żeby opowiedzieć Wam coś ciekawego, a dzisiaj odpowiemy na najczęściej pojawiające się pytania tuż przed rozpoczęciem budowy domu. Zapraszamy do słuchania. Cześć Sławku, cześć, witajcie drodzy widzowie, może na początek krótko o nas, króciutko się przedstawimy dla osób, które są tutaj pierwszy raz i słuchają nas po raz pierwszy. Ja nazywam się Krystian Lemkowski, jestem z wykształcenia, z zawodu, z zamiłowania inżynierem budownictwa, zajmuję się prowadzeniem inwestycji budowlanych mieszkaniowych, wielorodzinnych, a przede wszystkim jednorodzinnych, to jest mój konik, moja ulubiona dziedzina budownictwa. No i w tym zakresie też jestem ze Sławkiem współautorem kursu dla osób budujących swój własny dom. Jestem współprowadzącym tego podcastu, a przez to i przypadkiem stałem się youtuberem. Jestem również autorem bloga budowawpraktyce.pl, na którym wyjaśniam bardzo szczegółowo, bardzo technicznie wiele aspektów związanych z budową własnego domu. Sławku! [SŁAWEK] Cześć, jestem Sławek Zając, jestem doradcą budowlanym już ponad 10 lat. Od 7 lat prowadzę serwis Jak się wybudować i nie zwariować. Fajne, rzetelne źródło wiedzy, żadnych reklam, żadnych artykułów sponsorowanych. Jestem także youtuberem, mam osobny kanał na YouTubie, jestem podcasterem, no i staram się dobrze doradzać, tak aby każdy wybudował dom bez zbędnych nerwów i bez zbędnych stresów. [KRYSTAN] I to by się, myślę, ona zgadzało. I co? Zanim przejdziemy do tematu głównego dzisiejszego podcastu, jest jedna ważna sprawa, którą chcielibyśmy ogłosić i zaprosić Was wszystkich. Otóż za około dwa tygodnie, myślę, że za niecałe dwa tygodnie, zrobimy coś, co już raz robiliśmy, czyli wyzwanie, w którym będziemy próbowali pomóc Wam wystartować z waszą budową domu na wiosnę, tak jak to robią zawodowi projekt managerowie, zawodowi kierownicy budowy i tym podobne funkcje. Czyli tak, żebyście zrobili to szybko, sprawnie, bez błędów, żebyście wiedzieli od czego zacząć. Pokażemy wam, jak się robi te pierwsze kroki. Po prostu przejdziemy je razem i takie wyzwanie mamy zaplanowane. Za niecałe dwa tygodnie już startujemy. Dokładnej daty jeszcze nie ustaliliśmy, bo nagrywamy ten podcast z jeszcze większym wyprzedzeniem niż data jego publikacji, ale zachęcamy do śledzenia, do subskrybowania tego kanału. Na pewno pojawią się jeszcze w kolejnym podcaście na ten temat informacje. Zachęcam do zapisania na newsletter na jaksiewybudować.pl. Tam też na pewno pójdzie informacja na temat tego, kiedy ten webinar się zacznie. a sam webinar jeden już był, uczestnicy byli zadowoleni, pomogliśmy im zrobić pierwsze kroki, pomogliśmy im zrobić rzeczy, o których nie mieli pojęcia jak się robi, więc jak najbardziej zapraszamy. Szczegóły będą pewnie też, zrobimy jakiegoś landing page’a, na którym będą szczegóły, co tam dokładnie, jakie tematy poruszymy, więc jak najbardziej zapraszamy. Dobrze powiedziałem? [SŁAWEK] Bardzo dobrze, dodam tylko, że będzie także Q&A z nami, prawdopodobnie po zakończeniu wyzwania dzień, dwa dni później. Tak, żeby jeszcze więcej Wam informacji przekazać i zapewne każdy będzie miał jakieś pytania dotyczące ślicznie swojej budowy. Będziemy po to, żeby Wam już konkretnie pomóc, tak żebyście wystartowali dobrze z budową w takim terminie, w jakim oczywiście chcecie to zrobić. Więc zapraszamy. Link jest już na pewno pod filmem. [KRYSTIAN] Tak, dokładnie tak. A dzisiejszy podcast jest trochę podobny do takiego Q&A, bo zebraliśmy w nim popularne pytania, które powstają u osób budujących swój dom po raz pierwszy na wiosnę, gdy już powoli czas przystąpić do prac budowlanych. I dzisiaj spróbujemy na nie odpowiedzieć. To są ogólne pytania, ale myślę, że one są tak popularne i tak często się powtarzają, że będą dla Was przydatne. [SŁAWEK] Tak, pierwsze pytanie, bardzo częste. Czy budować dom na fundamentach tradycyjnych, czy jednak na płycie fundamentowej? [KRYSTIAN] I co Sławku, o tym sądzisz? [SŁAWEK] Pomijając to, że ważne jest, co mamy w projekcie i warto by taką decyzję podjąć rzeczywiście wcześniej, wybierajmy płytę fundamentową wtedy, kiedy według warunków gruntowych i według projektanta ta płyta fundamentowa jest niezbędna. Jeżeli chodzi o kwestię związaną z kosztami, płyta fundamentowa raczej będzie droższa od fundamentów tradycyjnych, więc pierwsza rzecz, projekt. Czy są jakieś zalety, wady jednego i drugiego rozwiązania, z którego warto skorzystać? [KRYSTIAN] Tak, jak najbardziej tu się zgadzam. Płyta fundamentowa jest przede wszystkim elementem konstrukcyjnym, więc powinno się ją wybrać wtedy, kiedy są takie wymagania konstrukcyjne. To znaczy, tradycyjne ławy fundamentowe sprawdzają się najczęściej, w większości przypadków, jeżeli mamy całkiem dobre grunty, to wtedy nie ma zwykle problemów i możemy sobie zastosować fundamenty tradycyjne. Natomiast płyta fundamentowa jest takim elementem, który pozwala nam wybudować dom w momencie, gdy fundamenty tradycyjne nie dają rady. Gdy z jakiegoś powodu mamy grunty o niższej nośności, mamy bardzo wysoki poziom wód gruntowych albo jakieś inne nieszczęście się nam trafiło na działce i wtedy ze względów konstrukcyjnych powinno się wybrać płytę fundamentową. Czy mamy pierwszy czy drugi przypadek wynika po pierwsze z badań geotechnicznych gruntu, a po drugie z decyzji konstruktora. Natomiast istnieje taka sytuacja, gdzie mamy dobre grunty i mamy pełen wachlarz możliwości, to znaczy i możemy zastosować tradycyjne ławy, bo one są wystarczające dla posadowienia budynku, Ale jednocześnie, jeżeli ktoś chce, mógłby sobie zastosować tą płytę. No i pytanie wtedy brzmi, czy warto? Warto, jeżeli komuś bardzo mocno zależy na termoizolacyjności, na tym, żeby w idealny sposób odciąć się od gruntu pod względem cieplnym. Wtedy płyta na pewno poprawi termoizolacyjność. Czy znacznie? Raczej nie, ale jest to jakaś poprawa. To nie jest tak, że nagle dzięki płycie zaoszczędzimy na rachunkach za ogrzewanie połowy albo coś takiego. To jest może kilkuprocentowa różnica w kosztach ogrzewania później. Płyta fundamentowa też świetnie sprawdzi się, jeżeli mamy bardzo wysoki poziom wód gruntowych. Wtedy nie ma problemu z hydroizolacjami itd. No i płyta fundamentowa może być dobrym rozwiązaniem w momencie, kiedy mamy po prostu jakąś wymianę gruntu albo coś takiego. Tu już bardziej wchodzimy z powrotem w ten temat konstrukcyjny, ale tutaj myślę, że konstruktor powinien to po prostu określić i na to się powinniśmy powołać. Takie są moim zdaniem najważniejsze kryteria wyboru. Nie warto iść za płytą fundamentową ślepo, bo płyty są modne w tej chwili, tylko dokonać tego wyboru po prostu świadomie. [SŁAWEK] Dobra, dopowiem dwie rzeczy. Po pierwsze, jedno i drugie rozwiązanie jest prawidłowe, oczywiście jeżeli zostaną dobrze wykonane. Natomiast płyta nie jest lepsza pod kątem konstrukcyjnym od fundamentów tradycyjnych i budynek postawiony na płycie i na fundamentach tradycyjnych będzie trwały i tak dalej. Po drugie, warto wybrać płytę, jeżeli nam zależy na mocnym, może nie tyle mocnym, co na skróceniu czasu budowy o na przykład 2-3 tygodnie. Dla niektórych osób ma to znaczenie, więc jeżeli tak, no to jak najbardziej płyta fundamentowa będzie dobrym wyborem. Prawda. Pod odcinkiem, w związku z tym, że to jest temat szeroki, pod odcinkiem znajdziecie link do podcastu, który tylko poświęciliśmy fundamentom, więc jeżeli chcecie więcej informacji, to zapraszamy do odsłuchania innego podcastu. Kolejne pytanie, gdzie szukać wykonawców? Rynek jest budowlany czasami trudny. Wiem, bo doradzam osobom z całych, że wszystkich województw w Polsce. Istną województwa, u których wykonawców jest łatwo, albo w miarę łatwo, mają wolne terminy. Są województwa, gdzie jest po prostu trudniej, jest wykonawców mało, no i wtedy pojawia się frustracja, nie mam z kim budować domu. Gdzie szukać wykonawców? Przede wszystkim oczywiście internet. Używajmy wyszukiwarek internetowych, przeglądajmy internet wpisując różne słowa kluczowe. Jeżeli szukamy wykonawcy do stanu surowego otwartego, wpisujmy wykonawca stanu surowego otwartego, budowa domu, wykonawcę, który wybuduje dom. Różnego rodzaju słowa kluczowe, 20 razy nawet spróbujmy różnych powpisywać i sprawdzajmy nawet drugą, trzecią, czwartą stronę wyszukiwania, bo niektóre strony internetowe, niektóre ogłoszenia są po prostu gdzieś niżej. Można skorzystać z różnych serwisów ogłoszeniowych, można spojrzeć na archiwalne ogłoszenia albo umieścić swoje ogłoszenie, że szukamy wykonawców. Są różnego rodzaju białe listy w internecie wykonawców, są grupy na Facebooku poświęcone grupom budowlanym albo grupy na Facebooku, które dotyczą Twojej miejscowości czy też Twojej gminy. Tam też można umieścić ogłoszenie, słuchajcie, szukam wykonawcy w takim i takim terminie. Wiem, że nie każdy ma Facebooka, wiem, że nie każdy lubi Facebooka, ale wiem, co się dzieje. Sam moderuję forum, na którym jest teraz ponad 200 tysięcy użytkowników i po prostu widzę, że tam naprawdę można zdobyć bardzo ciekawe kontakty. Więc nawet jeżeli Facebooka nie za bardzo lubisz, nie masz, warto założyć jakieś fikcyjne konto, poklikać sobie przez parę tygodni, potem konto usunąć, ale wykorzystać uzyskane kontakty. Oprócz internetu radzę wstać od komputera i przyjechać po okolice, zobaczyć, czy są ogłoszenia na płotach, pojechać do sołtysa dosłownie, pojechać do sklepu jakiegoś osiedlowego czy wiejskiego, zapytać, czy ktoś gdzieś się nie buduje, podjechać na jakąś rozpoczętną budowę, pogadać z inwestorem o tym, kto buduje i czy jest z tej budowy zadowolony, zobaczyć, które budynki są świeżo wybudowane, łatwo poznać, prawdopodobnie będzie zaniedbany, no właśnie nie będzie tam trawnika, tylko będzie… będzie bałagan na placu budowy, budynek stoi, no to wiesz, że pewnie niedawno się budowa skończyła. Zagadaj, zapytaj o kontakty, zbierz tych kontaktów 20-30. No, rynek jest taki, że jak będziesz dzwonił do wykonawców, to pisze Ci pewnie co piąty, co czwarty, więc mając 20-30 kontaktów, będziesz w stanie uzyskać 7-8 ofert na wybudowanie Twojego domu. [KRYSTIAN] Tak, to jeszcze dorzucę od siebie możliwości. Kolejne możliwości na szukanie wykonawców to zapytanie w hurtowniach budowlanych, zapytanie architektów i zapytanie kierowników budów. I teraz najważniejsza sprawa, na którą chcę zwrócić uwagę, to są metody na szukanie wykonawców, nie na wybór wykonawców. To jest grupa, którą powinniśmy zebrać dosyć szeroką, dosyć obszerną taką bazę wykonawców sobie zrobić i dopiero później przychodzimy do kroku drugiego, czyli Do wyboru wykonawcy. I to nie jest to samo i to nie znaczy, że jak znaleźliśmy wykonawcę, to już powinniśmy go od razu wybrać. To nie znaczy, że jeżeli kierownik, architekt budowy albo sprzedawca w sklepie w hurtowni budowlanej polecał go, to nie znaczy, że powinniśmy go wybrać. Zasady wyboru wykonawców. są absolutnie zupełnie inne i myślę, że chyba poruszymy je innym razem. Nie wiem, czy nie było na ten temat już nawet jakiegoś podcastu. Musiałbym sprawdzić w naszym archiwum. Chyba, że Sławku, chcesz coś dodać do tego? [SŁAWEK] Tak, natomiast najważniejsze jest to, że to będzie wyzwanie, bo tam pokażemy, jak analizować oferty, jak porównywać oferty i jak czytać oferty, bo często w ofertach są pewne braki, więc będzie wyzwaniem zadanie, w którym pokażemy ofertę na budowę domu i wasze zadanie będzie stwierdzenie co jest z nią nie tak. Oczywiście potem będzie odpowiedź. Warto spojrzeć krytycznie, warto zobaczyć, że zawsze trzeba każdą ofertę przegadać, bo są oferty, które mają po prostu pewne braki, a jak je wyjaśnimy, to się może okazać, że cena rośnie. Więc to będzie też wyzwanie. Kolejne pytanie tym razem do Ciebie. Jak utwardzić drogę dojazdową? No bo wiemy, budujemy dom, czasami jest błoto, chcemy, żeby przyjeżdżały samochody z materiałem. Jak utwardzić drogę tanio albo jak utwardzić drogę dobrze? [KRYSTIAN] No wiesz, to jest powiedzenie już nieznane nie od dzisiaj. Jak tanio, to niedobrze. Więc albo tanio, albo dobrze. Jeżeli ma być tanio, to najprostszą metodą jest nieutwardzanie drogi dojazdowej. To jest najtańsza możliwa opcja, ale skoro ktoś chce tę drogę utwardzić, to pewnie jednak chciałby odnieść z tego jakąś korzyść, czyli mieć po prostu komfortowy dojazd do swojej działki. No i tutaj raczej bym skłaniał się do tego, żeby zrobić to dobrze. Moje zdanie jest takie, żeby zrobić to dobrze i nie robić tego dwa razy, to warto zrobić utwardzenie w taki sposób, żeby ono później stanowiło już podbudowę pod drogę docelową, która ma się tam znaleźć, więc warto wybrać troszeczkę istniejącej ziemi głębiej, wykorytować, tak jak to się nazywa fachowo, wykorytować tą drogę troszeczkę głębiej po to, żeby zostawić sobie miejsce na późniejsze warstwy, warstwy te końcowe, na przykład na kostkę brukową i podsypkę. Po wybraniu, po wykorytowaniu dobrą opcją jest zastosowanie geotkaniny, która naprawdę bardzo mocno pomaga i chroni taką drogę przed osiadaniami nierównomiernymi itd. To się przyda i na czas budowy i później. Na to coś grubego, w sensie gruby tłuczeń, grube kruszywo jakieś, czy nawet kruszony beton, czyli podbudowa, taka pierwsza warstwa podbudowy. To się dosyć dobrze sprawdza. I na to coś drobniejszego, czyli drobniejsze kruszywo, ale nie drobne, tylko drobniejsze niż to poprzednie, na przykład żwir. I myślę, że żwir jest stosunkowo optymalnym rozwiązaniem tutaj. I po takiej drodze można spokojnie sobie jeździć przez jakiś czas. To jest dobra droga tymczasowa, dobra droga dla celów budowlanych. I później można to wykorzystać jako podbudowę pod przyszłą drogę docelową. Na to już później piasek z cementem i na to kostka. I będzie z tego świetna droga i tymczasowa, i docelowa w przyszłości. [SŁAWEK] A jak chcemy bardzo, bardzo tanio, żeby tylko uratować na chwilę drogę, no to można na przykład jakąś tak zwaną szlakę albo żużel zamówić. Natomiast mamy świadomość, że taka droga za chwilę zostanie zniszczona. Jeżeli ktoś zaczyna budowę niedługo, no to niech kontroluje pogodę. To znaczy, jeżeli pada, jeżeli już jest ziemia rozmokła, to niech wstrzyma przywóz materiałów budowlanych. Najlepiej nawet nie wjeżdżać samochodem osobowym, wtedy tej drogi nie rozjedziesz i będzie ona trwała dłużej. Natomiast jeżeli jest ziemia rozmokła i nagle wjedziesz dwoma samochodami, no to się okaże, że będziesz musiał zamówić gruz albo właśnie zrobić z tą drogą porządek, więc najlepiej, jeżeli tylko można, odpuścić sobie w porze deszczowej przejazd taką drogą, wtedy jest ona w stanie nawet wytrzymać wiele lat tak naprawdę. I chyba to jest najlepszy pomysł na najtańszą drogę dojazdową. Unikajmy po prostu deszczowej pory. Kolejne pytanie. Idzie mi jak burza. Słuchaj, kiedy montować szambo? [KRYSTIAN] Tak, to pytanie jest podobne dla osób, które planują przydomową oczyszczalnię, bo tutaj jest szambo, czy przydomowa oczyszczalnia to jest absolutnie tożsame. No i tak, oczywiście uzyskanie pozwolenia na budowę to pierwsza rzecz, o której należy pamiętać. A po drugie, sam montaż szamba czy przydomowej oczyszczalni nie ma za bardzo wpływu na budynek. Ma o tyle, że czasami może być on w drodze dojazdowej czy coś takiego, więc wtedy jeżeli budowa trwa, a szambo czy zbiornik do przydomowej oczyszczalni byłby w drodze, w sensie kolidował z dojazdem do budowy, no to wtedy warto poczekać. Jeżeli on nie koliduje w żaden sposób, to można go zamontować praktycznie już w momencie prac ziemnych na samym początku, a można też chwileczkę poczekać dla wszelkiej pewności, aż osiągniemy stan zero, aż zostanie wyprowadzone przyłącze kanalizacyjne z budynku i już poza obrys ścian fundamentowych czy płyty fundamentowej, po to, żebyśmy dokładne, rzędne kanalizacje znali i mogli wtedy sobie dokładnie określić, na jakiej głębokości szambo ma być zamontowane, już z rzeczywistych wymiarów, nie tylko z projektu. I to też się całkiem fajnie zgrywa, bo można wtedy w momencie zasypywania fundamentów wykorzystać koparkę, która będzie na budowie, do tego, żeby wykopać dół pod szambo i to szambo tam zamontować. Więc taki optymalny moment to myślę jest właśnie tuż po wykonaniu stanu zero, kiedy wszystkie wymiary, wszystkie spadki, wszystkie rzędy są już ustalone, pewne, nic się nie zmieni i wtedy warto to szambo zamontować, no chyba, że z jakichś przyczyn będzie ono utrudniało inne prace. [SŁAWEK] No i świetnie, nie mam nic do dodania, więc przechodzę do kolejnego pytania, które jest też dla Ciebie. Czy można zrezygnować z chudziaka? Bo takie pytanie zadano nam na ostatnim webinarze i jest ono bardzo ciekawe. [KRYSTIAN] Tak, to jest bardzo ciekawe pytanie, bo jak się tak głębiej nad tym zastanowić, to chudziak nie pełni żadnej większej roli w naszym budynku. Mówimy tutaj oczywiście o wariancie domu na tradycyjnych ławach fundamentowych, bo on nie jest specjalnie warstwą nośną, bo nośny powinien być grunt pod chudziakiem itd., I teoretycznie istnieje możliwość zrezygnowania z chudziaka, ale powiedziałbym, że to jest zadanie specjalne, żeby z niego zrezygnować, bo chudziak mimo wszystko, że on nie jest aż tak ważny konstrukcyjnie, on pełni kilka funkcji, które bardzo, bardzo pomagają jednak w budowaniu domu. Pierwsza jest taka, że budowanie bez chudziaka, czyli na samym gruncie utrudnia postawienie czy przewożenie palety z bloczkami do murowania ścian, utrudnia chodzenie, utrudnia ustawienie rusztowań, utrudnia podparcie stropu na stemplach, jeżeli nad parterem ma znaleźć się strop jakiś betonowy, więc z takich praktycznych powodów chudziak fajnie się sprawdza. Druga sprawa, czy już kolejna właściwie jest taka, że na chudziaku bardzo łatwo jest wykonać hydroizolację, jest po prostu na czym ją położyć i i można do niego tą hydroizolację przykleić, przytwierdzić w jakikolwiek inny sposób, zależnie jaka to hydroizolacja będzie. Natomiast chudziak ma też swoje wady, zwykle jest zrobiony niechlujnie i nierówno i to powoduje jakieś zwiększone osiadania posadzki i to jest często częsty ból na budowach, bo widziałem ostatnio taką budowę, Firmę niemałą, raczej premium segmentu, firma wykonawcza raczej segmentu premium, a w chudziaku była odciśnięta deska, która gdzieś komuś spadła podczas zalewania i uskoki tam były rzędu dwóch, trzech centymetrów i później trzeba to wyrównywać ociepleniem albo cokolwiek. Bardzo, bardzo niefajna sprawa. I czy chudziaka dałoby się uniknąć? Tak, dałoby się uniknąć, ale tak jak mówię, to jest zadanie specjalne i trzeba wtedy bardzo dokładnie przemyśleć, w jaki sposób będziemy prowadzić kolejne prace, jak sobie zorganizujemy budowę. Jak będą stały rusztowania, na czym, jakie inne podłoże tam będą zastosowane, w jaki sposób będzie położona hydroizolacja, termoizolacja. Da się to zrobić, ale tak jak mówię, to jest zadanie specjalne i naprawdę trzeba się zastanowić, czy warto, bo oszczędność jest stosunkowo mała. a robimy sobie jednak troszeczkę zamieszania i kłopotów organizacyjno-praktycznych. Więc w zwykłych, standardowych warunkach tego chudziaka bym tradycyjnego zostawił. Niech on sobie jest jak jest, tylko warto dopilnować, żeby był zrobiony równo i porządnie, a najlepiej zatarty na ostro, a nie jakieś nierówności, góry, doły i tak dalej. [SŁAWEK] Super, czyli można, ale raczej się z tego nie korzysta, choć jak jest w sumie standardem w na budowach. Dokładnie. Kiedy przyłączyć wodę i prąd? Jeżeli chodzi o to, kiedy działać, to już tak naprawdę i zawsze radzę, że jak już się działkę kupi nawet, to warto już starać się o wodę i prąd z prostego powodu. Czas oczekiwania na skrzynkę elektryczną w niektórych gminach to 18 miesięcy, ale i nawet dłużej. Podczas budowy, owszem, można sobie poradzić, można mieć na przykład agregat, natomiast jeżeli to się opóźni, to nagle wybudujemy dom szybciej niż będziemy mieli skrzynkę elektryczną. To takie są absurdy. Więc jeżeli chodzi o kwestie formalne, to udajmy się od razu do zakładu energetycznego, do zakładu wodno-kanalizacyjnego, postarajmy się o warunki techniczne, dzięki którym będziemy mogli te przyłącza zrealizować. Pytanie, które się pojawiło ostatnio, było takie, że z prądem jest jasna sprawa, mam skrzynkę na działce, nie ma tutaj żadnej kolizji z domem, ale co jeżeli ja jeszcze domu nie mam i zacząłem budować, a chcę mieć już wodę, to jak mam ją wyprowadzić na działce, żeby móc potem ten dom przyłączyć? Jak to wygląda? [KRYSTIAN] Tak, to jest zasadne pytanie i oczywiście jakby w pierwszej kolejności należy dopełnić wszelkich możliwych formalności, czyli warunki techniczne, projekt budowlany, wytyczenie przez geodetę tego i to wydaje mi się, że to jest sprawa dosyć jasna, bo bez tego po prostu budowalibyśmy coś sobie bezprawnie. Więc po pierwsze formalności. Jeżeli formalności są dopełnione, To moim zdaniem wykonanie przyłącza wodociągowego należy zrobić jak najszybciej, bo ono i tak jest potrzebne. Woda na budowie od samego początku i tak jest potrzebna. No to po co mielibyśmy sobie to robić później i utrudniać tylko dostęp do wody? To nie ma większego sensu. Natomiast kłopot pojawia się w momencie, gdy budynku jeszcze nie ma i będzie dopiero za chwilkę albo za dłuższą chwilkę. a gdzieś tą wodę trzeba wyprowadzić i gdzieś dojść z tymi rurami. W takim wypadku możemy sobie poradzić bardzo, bardzo prosto. Mianowicie od sieci miejskiej przyłącze wodociągowe prowadzimy do studzienki wodomierzowej. To i tak musi być wykonane i tak i tutaj postępujemy zgodnie z projektem, z warunkami technicznymi. jakie zostały wydane przez wodociągi, doprowadzamy wodę do studzienki, która będzie prawdopodobnie znajdowała się gdzieś w okolicy granicy działki z działką drogową, z działką publiczną, gdzie ta sieć miejska się znajduje. Natomiast od studzienki do budynku prowadzimy wodę, wyprowadzamy wodę tak naprawdę z zapasem, przewodem jakimś, czy rurą właściwie z zapasem, tak żeby starczyła do planowanego budynku, do miejsca, gdzie ona ma wejść, a tam mniej więcej orientacyjnie po prostu wyprowadzamy w troszeczkę dowolnym miejscu tą wodę z ziemi, zakańczamy sobie to kranikiem i później spokojnie tą rurę w razie potrzeby można lekko przesunąć podczas prac ziemnych, prac fundamentowych, więc to nie stanowi absolutnie żadnego problemu, żeby ją później dopasować już do tego, gdzie konkretnie budynek stanie, a na początku orientacyjnie w wygodnym, po prostu w wygodnym miejscu można sobie ją wyprowadzić i nie ma, z zapasem może ona wystawać i nie ma z tym absolutnie żadnego problemu. [SŁAWEK] Tak, to jest myślę, że dosyć standardowy proces, więc bez żadnych obaw, byle był właśnie zapas tej rury i na pewno będzie dobrze. Kolejne pytanie, gdzie składować ziemię z wykopów i myślę, że to pytanie trzeba ogólnie powiązać z tym, w ogóle jak zorganizować plac budowy, bo jak mamy dużą działkę, to może nie ma większych problemów, Natomiast jak mamy działkę trochę mniejszą, to musimy mieć miejsce na przykład na barak dla wykonawców, na jakąś toaletę, na miejsce, gdzie będą samochody wjeżdżały i wyjeżdżały, miejsce, gdzie będziemy składować palety z materiałem budowlanymi, no i właśnie miejsce, gdzie będziemy zostawiać ziemię z wykopów. Więc po pierwsze warto porozmawiać z kierownikiem budowy i wykonawcą, aby to rozplanować po prostu sensownie, aczkolwiek w kursie też pokazujemy przykłady jak to można zrobić. Ziemia z wykopów nie może być właściwie blisko wykopu fundamentów, bo grozi to obsypywaniem. Jeżeli chodzi o humus, czyli o wierzchnią warstwę ziemi, no to warto ją zdjąć, położyć gdzieś w miejscu np. planowanego ogródka. To jest dobra ziemia, warto z niej skorzystać. I może się okazać, że nam na działce miejsca brakuje. Nie mieścimy się z tym wszystkim. No i wtedy musimy coś postanowić. Być może trzeba będzie porozmawiać z sąsiadem o tym, że słuchaj, tutaj wiesz co, jest taki problem. Na chwilkę dzisiaj tę ziemię na parę dni zostawimy na działce, a za dwa tygodnie znowu ją zgarniemy, żeby na przykład zasypać fundamenty. Lub jeżeli się okaże, że nie ma takiej możliwości, bo wokoło są już zakończone budowy i piękne trawniki, no to niestety trzeba będzie taką ziemię po prostu z działki wywieźć. Dlatego tak ważne jest planowanie. Jeżeli na początku zaczniemy działać chaotycznie, i nagle się okaże, że brakuje nam miejsca, no to dodatkowe koszty, a jeżeli zaplanujemy plac budowy odpowiednio wcześniej, to bardzo możliwe, że wszystko się na naszej działce zmieści. Tak w ogromnym skrócie oczywiście. [KRYSTIAN] Tak, i do tego bym dodał ważną informację, to znaczy wywożenie ziemi z wykopu powinniśmy raczej traktować jako ostateczność i jeżeli tylko się da, składujmy tą ziemię, zawsze ją będzie można wywieźć, jeżeli mamy miejsce, gdzie ją składować, zawsze ją można wywieźć później, to nie jest nic pilnego, ona nie ucieknie nigdzie i raczej nikt jej nie ukradnie. bo w praktyce okazuje się najczęściej, że tej ziemi później na działce do podnoszenia terenu, do ukształtowania spadków po prostu brakuje, więc zwykle trzeba jej dowozić, a nie wywozić, także jeżeli tylko jest taka możliwość, na działce jest, gdzie tą ziemię składować, lepiej ją zostawić, oczywiście rozdzielić osobno humus, osobno tą ziemię, która jest pod spodem, no i później ją się wykorzysta, a prawdopodobnie trzeba będzie jeszcze dowieźć, więc Więc o wywożenie bym się absolutnie nie martwił na samym początku budowy, raczej o jej składowanie. [SŁAWEK] Tak, ja myślę o takich, wiesz, małych działkach wąskich, na przykład o powierzchni przykładowo 600 m2, to wiem, że czasami na takich działkach po prostu problem, żeby wszystko rozmieścić. Trudne pytanie i chyba dosyć skomplikowane. Czy szalować fundamenty? Jakbyś mógł tak krótko tylko opisać, co to są szalunki, no i czy warto je stosować? [KRYSTIAN] Ja najpierw jeszcze chyba powiem, skąd to pytanie się wzięło. Ono się bierze z tego, że wielu wykonawców po prostu fundamentów nie szaluje, czyli ławy fundamentowe robi wykop i wlewa beton prosto w grunt. I stąd pytanie, czy to jest prawidłowe rozwiązanie, czy może lepiej zaszalować fundamenty, to znaczy wykopać. Tej ziemi więcej, tak żeby był poziom terenu w miarę równy, żeby można było do tego wykopu wejść, tam zrobić beton podkładowy, na betonie podkładowym ustawić szalunki, czyli innymi słowy wydeskowanie, tak żeby uformować, zrobić formę dla betonu, dla ław fundamentowych. No i finalnie, tak czy siak, uzyskamy ławy fundamentowe. Pytanie, czy warto szalować te fundamenty. No i oczywiście książkowo sztuka budowlana mówi, że fundamenty należy szalować po prostu po to, żeby uzyskać jednolity, kontrolowany, stały kształt ław fundamentowych. No bo jeżeli zostały zaprojektowane ławy o konkretnej szerokości, o konkretnej wysokości, o konkretnym zbrojeniu, grubości otulenia zbrojenia, no to jeżeli nie mamy stałych punktów odniesienia, nie mamy stałych wymiarów, tylko jakiś nierówny wykop o nierównym dnie, o nierównych ściankach bocznych, no to nie jesteśmy w stanie uzyskać dokładnie takiej ławy fundamentowej jak potrzeba. pół biedy, jeżeli ta ława będzie większa i tego betonu pójdzie więcej i otulina betonowa będzie grubsza, szerokość ławy będzie większa i tak dalej. Tylko wtedy marnujemy sobie materiał. Oczywiście można, jeśli ktoś chce, ale po co, jeżeli można to zrobić dobrze i prawidłowo i się nie martwić o to, czy wszystko jest w porządku. Mało tego, tutaj ktoś mógłby powiedzieć, no ale w glinie da się ten wykop ładnie i prosto zrobić. Teoretycznie da się, zdarzają się takie przypadki i to są właściwie jedyne przypadki, kiedy w sumie można by odstąpić od tej reguły. Natomiast praktyka pokazuje, że wcale nie jest aż tak różowo, bo wykonawcy próbują to robić i w gruntach piaszczystych. a czasami próbują to zrobić w gruntach gliniastych, przyjdzie w nocy ulewny deszcz i w gruncie gliniastym mamy fosę zamiast wykopu pod fundamenty, glina się rozmięknie, no i na tym, na rozmiękczonym podłożu gliniastym już budować nie można, trzeba tą wodę wypompować, wybierać rozmiękniętą glinę, czasami taki wykop potrafi się zawalić, więc z tym są same nieszczęścia, oczywiście można próbować i ryzykować, ale to jest rozwiązanie niepolecane, jedynym prawidłowym, słusznym i zalecanym zawsze w każdym przypadku rozwiązaniem jest wykonanie fundamentów w szalunkach. [SŁAWEK] Tak jest i dopowiem, podpowiem, że rzeczywiście są wyjątkowe raczej sytuacje, w których szalunków można zrezygnować, jak najbardziej tak i tutaj trzeba ustalić to też z kierownikiem budowy. Natomiast jeżeli rozmawiamy z wykonawcą i wykonawca mówi, że on nigdy nie szaluje fundamentów, to znaczy, że on nigdy tego nie robi, bo mu się ta prawda nie chciało, a nie dlatego, że to było dobre rozwiązanie dla inwestora. Są wykonawcy, którzy szalują, są wykonawcy, którzy szalują nawet w warunkach, które teoretycznie by pozwalałyby na rezygnację szalunków, dlatego, że oni uważają, że albo robią pracę swoją dobrze, albo w ogóle. W związku z tym to jest pytanie do wykonawcy. Jeżeli wykonawca nigdy nie szalował fundamentów, to raczej uważajmy na takiego wykonawcę. Jeżeli nawet takiego wykonawcę przekonasz do tego, że chcesz mieć szalunki, to jeżeli wykonawca tego nie wykonywał, to powie Ci cenę 12 tysięcy. Czyli ceny za porową, obyś tylko z tych szalunków zrezygnował. Natomiast wykonawcy, którzy robią takie szalunki w standardzie, nie liczą wcale dużo za dodatkową pracę zmienioną w szalowaniu fundamentów, bo po prostu wiedzą jak to robić, mają już to opracowane i nie jest to po prostu drogie rozwiązanie. więc szalowanie jest tanie, o ile wykonawca je wykonuje i my je proponujemy. Tak naprawdę za każdym razem, nawet gdy warunki by na to pozwalały, bo kosz jest niewielki, a dzięki temu ograniczamy ryzyko obsypania się gruntu itd. Tak. [KRYSTIAN] I powiem tutaj jeszcze więcej, że to, co właśnie powiedziałeś, to jest jedno z kryteriów wyboru wykonawców, czyli to, co było kilka pytań wcześniej, gdzie szukać wykonawcę, to była jedna sprawa, a tutaj weszliśmy leciutko na grunt, jak tego wykonawcę zweryfikować i jak go wybrać. I myślę, że na tym możemy zakończyć odpowiedź na to pytanie. Ach, jeszcze co chciałem powiedzieć. Na temat fundamentów będziemy mieli też na wyzwaniu jedno zadanie, mianowicie liczenie ilości materiałów potrzebnych do wykonania fundamentów. No i tak jak mówiłem, jeżeli wykonamy fundamenty w szalunkach, no to wiemy jakie są ich wymiary i ile tych materiałów faktycznie pójdzie, szczególnie tutaj mówimy o betonie. A jeżeli sobie pójdziemy na skróty, czy właściwie wykonawca pójdzie sobie na skróty tego betonu, na pewno pójdzie więcej, a jeżeli przytrafią się nam jakieś nieszczęścia typu ulewny deszcz, zapadanie się wykopu i tak dalej, to tego materiału pójdzie nawet i półtora raza więcej niż trzeba. Wykonawcy to oczywiście nie obchodzi, bo… Bo zwykle to inwestor płaci za materiał w takim wypadku, więc on sobie może robić z nim co chce. Także przed tym przestrzegamy, ale jednocześnie zachęcamy ponownie do skorzystania z webinaru, na którym pokazujemy jak to powinno być zrobione z webinaru. Tam będą pytania i odpowiedzi, ale z wyzwaniem, na którym będzie to robione. pokazane, jak zrobić prawidłowo, jak sobie te materiały samemu policzyć, jak skontrolować wtedy wykonawcę i jak mieć pewność, że nasze koszty niespodziewanie nie urosną już na samym początku. [SŁAWEK] Tak, bo do wyzwania jest przygotowany film, dzięki któremu krok po kroku, jak weźmiesz swój projekt budowlany, też będziesz mógł obliczyć materiał potrzebny do budowy, więc bardzo przydatne informacje. Jak ustalić poziom 0? Poziom 0 jest to poziom wykończonej podłogi na parterze i to ma ogromne znaczenie, ponieważ zależy od tego, czy będziemy chcieli mieć dom położony niżej względem terenu, czy też wyżej względem terenu. A to oznacza, że musimy wziąć pod uwagę, co się dzieje w naszym otoczeniu, czyli jak mamy ukształtowaną działkę i jak są ukształtowane działki sąsiednie. Jeżeli przykładowo na działkach sąsiednich teren jest wyżej, bo tak się zdarza, no to poziom zeru naszego budynku musi być wyżej, bo inaczej grozi zalewanie nam przez właśnie sąsiadów. Jeżeli na przykład obok naszej działki biegnie jakaś droga gruntowa i jest szansa, że kiedyś ona będzie drogą jakąś gminną, asfaltową, prawdopodobnie jej poziom się podniesie. W związku z tym już teraz to musimy przewidzieć i nasz poziom zero także podnieść na wypadek, gdyby właśnie poziom drogi się podniesie. Gdy tego nie zrobimy, no to jak będzie droga asfaltowa, a nasz budynek będzie niżej, no to znowu grozi nam, że woda z drogi będzie spływała w kierunku naszego budynku. [KRYSTIAN] Tak, to co mi od razu przyszedł do głowy, to to, żeby nie mylić poziomu 0 ze stanem 0, bo poziom 0 to jest, tak jak Sławek powiedział, poziom wykończonej podłogi już gotowej w budynku, natomiast stan 0 to jest już wyprowadzenie budynku z ścian fundamentowych z gruntu i zalanie go chudziakiem, więc poziom 0 a stan 0 potrafią się różnić o ładne kilkanaście centymetrów, nawet i 20-30 cm. Natomiast co do samego ustalenia poziomu zero, zasada nadrzędna jest taka, że musimy ukształtować poziom zero, czyli poziom wejścia do budynku w taki sposób, żeby był on powyżej otaczającego terenu, żeby otaczający teren można było ukształtować ze spadkiem od budynku. Na pewno na zdjęciach w przeróżnych projektach ładnie to wygląda, gdy poziom podłogi w budynku jest praktycznie na równo z trawniczkiem, natomiast jest to oczywiście niezbyt praktyczne i dosyć ryzykowne rozwiązanie. Bo gdybyśmy tak sobie zrobili dokładnie przy istniejącej działce, to jest duża szansa, że z jakiegoś powodu od sąsiada będzie woda do nas leciała, albo z drogi dojazdowej będzie woda do nas leciała, albo po prostu rosnąca trawa i jej korzenie za jakiś czas podniosą nieco poziom trawnika i ta woda będzie do budynku leciała. Więc trzeba to wszystko wziąć pod uwagę i ten poziom zero podnieść w stosunku do dotaczającego terenu, tak żeby zawsze i w przyszłości zachować spadki terenu od budynku. [SŁAWEK] Tak. Wiem, że niektórym osobom zależy na tym, żeby na przykład wyjście z tarasu na trawnik byłoby żadnych skutków. Można to zrobić jak najbardziej, natomiast to już się zrobi już po budowie na spokojnie. Wtedy ukształtujemy teren, nawieziemy trochę ziemi właśnie przy tarasie, zrobimy delikatne spadki i możemy osiągnąć właśnie to, że będziemy sobie schodzić bezpośrednio z tarasu na trawnik. Natomiast odradzamy, żeby cały budynek był na poziomie zero, bo tak jak Krystian mówi, może być problem, może woda deszczowa do naszego domu się nawet dostawać. Musi być te dwa schodki przynajmniej różnice. Myślę, że to jest pewnego rodzaju standard lub wyżej, tak jak mówiłem, jeżeli jest ryzyko, że w przyszłości będzie albo sąsiedzi mają wyżej wodę, grunt, albo że w przyszłości będzie droga dojazdowa lub są jakieś inne czynniki. Ostatnie chyba pytanie. Jaką pompę ciepła wybrać? Bo to pytanie się też często pojawia. Są pytania na temat, jaką moc pompy ciepła wybrać. No i często jest tak, że pytamy, jaką mam pompę ciepła. Takie pytanie mi często jest zadawane. Jakiej mocy i czy jestem zadowolony. No więc ja oczywiście mogę powiedzieć, jaką mam pompę ciepła. Natomiast ta informacja nikomu się nie przyda. Dlaczego? Z prostego powodu każdy budynek jest inny. Każdy budynek ma inne zapotrzebowanie na energię jest zbudowany z innych materiałów jest inaczej usytuowany względem stron świata być może jest w innej lokalizacji ma inne przeszklenia, ma inne zyski ze słońca czynników jest co nie miara nawet teoretycznie te same domy o tej samej powierzchni użytkowej czy też grzewczej mogą mieć zdecydowanie inne zapotrzebowanie na energię ciepłą w związku z tym trzeba będzie dobrać do danego domu inne rozwiązania Więc to jest tak naprawdę podstawa, każdy budynek jest inny. Jaką pompę ciepła wybrać? Tutaj ja sugeruję na pewno wybór rzetelnej firmy, która na podstawie naszego projektu i naszej charakterystyki energetycznej dobierze nam dobre rozwiązania. Taka firma ma odpowiednie programy, odpowiednią wiedzę, żeby nam tutaj doradzić. Jest kilka parametrów, na które trzeba zwrócić uwagę oczywiście. Pytań jest co do pompy ciepła mnóstwo i właśnie jestem w trakcie przygotowywania nowych materiałów, które zostaną udostępnione bezpłatnie naszym kursantom, ale w wielkim skrócie trzeba uważać na to, żeby po pierwsze pompa nie taktowała. Taktowanie polega na tym, że spężarka w pompie ciepła bardzo często się załącza. To skraca żywotność pompy ciepła. To może być w sytuacji, w której na przykład Pompa ciepła daje dużą temperaturę do pomieszczeń, pomieszczenie się szybko nagrzewa, czujnik daje znać, że już temperatura jest osiągnięta, więc pompa się wyłącza, temperatura szybko spada, znowu załącza, wyłącza, załącza, wyłącza. Takie działanie powoduje, że pompa ciepła będzie miała krótszą żywotność i dlatego jest potrzebne, oprócz doboru dobrej jednostki, Także projekt ogrzewania podłogowego, który powinien być zrobiony najlepiej na etapie projektu budynku, a najpóźniej w momencie, kiedy wybieramy wykonawcę. Starajmy się, aby wykonawca nie robił niczego bez projektu budowlanego, bez projektu ogrzewania podłogowego, bo właśnie efektem może być traktowanie pompy ciepła. Przestrzegam przed radami typu rozłóżmy rurki 10 cm od siebie albo 15 cm od siebie, bo to jest często pytanie na różnych grupach, bo to nie ma znaczenia. To ważna jest długość rury, przekrój rury, układ. To wszystko musi być w projekcie ogrzewania podłogowego, który nie jest drogi, bo to kilkaset złotych, ale mamy wtedy pewność, że nasza pompa będzie w porządku. Druga kwestia to jest tzw. punkt biwalentny, który określa W jakiej sytuacji włącza się grzałka elektryczna? W domu, kiedy mamy temperaturę typu minus 5, na zewnątrz jeżeli jest temperatura minus 5, minus 6 lub plus 5, to pompa ciepła pracuje i pompa ciepła powietrze-woda pobiera energię cieplną z powietrza, zamienia ją na energię, którą podgrzewa wodę, która płynie w obiegu podłogówki. Natomiast jeżeli jest zimno, w zależności od pompy, minus 15, minus 20, już ta pompa ciepła sama może sobie nie dać rady i włącza się właśnie grzałka elektryczna, która tak naprawdę energią elektryczną podgrzewa nam tę wodę w obiegu grzewczym. Płacimy wtedy więcej za ogrzewanie, ale w związku z tym, że takich dni, że jest bardzo, bardzo zimno, jest w ciągu roku niewiele, to jest tak naprawdę standardowa procedura. Możemy kupić pompę ciepła, która nigdy nie wyłączy nam rzeki elektrycznej, ale przepłacimy kilkanaście tysięcy co najmniej, kupując pompę za dużą i to nam się tak naprawdę nigdy nie zwróci. W drugą stronę, jeżeli kupimy pompę ciepła o zbyt małej mocy, to wtedy grzałka elektryczna będzie się załączała za często i nasze rachunki za energię elektryczną będą po prostu ogromne. W związku z tym dobór pompy ciepła polega na doborze takiego punktu biwalentnego, aby ta grzałka elektryczna wyłączała się przez sensowny odcinek czasu w całym sezonie grzewczym. Tutaj też powinna pomóc firma, która dobierze nam pompę ciepła. To są oczywiście tylko dwa z wielu czynników, które trzeba wziąć pod uwagę, ale myślę, że to jest dobre pytanie, które należy zadać firmie na początek. [KRYSTIAN] Ciężko mi coś dodać do tego twojego opowiadania, bo chyba poruszyłeś takie rzeczy, które są rzadko poruszane, nie do końca popularne, a są super ważne, więc wydaje mi się, że tak, tu się jak najbardziej zgadzam. No i co? No i w ten oto sposób dobrnęliśmy niemalże do końca tego podcastu. Chcieliśmy Wam pokazać tutaj takie kilka najczęstszych pytań, jakie się pojawiają przed budową domu. Jeżeli takich pytań macie więcej, to oczywiście po pierwsze zapraszamy na wyzwanie, gdzie będziemy dostępni na grupie na Facebooku dla Was, gdzie poprowadzimy to wyzwanie i odpowiemy na część pytań. Po tym wyzwaniu będzie Q&A, gdzie odpowiem na kolejną część pytań. W międzyczasie możecie jak najbardziej zadawać pytania pod podcastami. Jak widać, odpowiadamy na te pytania. I ja mam też taką prośbę, może Sławek się przyłączy do mojej prośby. Jeżeli jeszcze nie subskrybujecie tego kanału, to powinniście go zasubskrybować, a jeżeli już subskrybujecie, a znacie osoby, które jeszcze nie subskrybują, jeszcze nie widziały, a chcą rozpocząć niedługo budowę, to wyślijcie im ten filmik. Niech go obejrzą, niech budują dobrze. Czemu się z tego śmiejesz? Myślę, że to jest bardzo ważne, żebyśmy dobre praktyki szerzyli po kraju. [SŁAWEK] Śmieję się, bo to historyczny odcinek podcastu, bo chyba ani razu nie prosiliśmy o subskrypcję, tak więc dlatego się śmieję, ale oczywiście to jest ważne. Jeżeli znacie kogoś, kto się buduje lub planuje budowę domu, to w naszych podcastach znajdzie odpowiedzi na wiele pytań, oddziałki po wybór projektu, wybór ogrzewania i tak dalej. Więc jest co przeglądać. [KRYSTIAN] Tak. Podobno niektórzy nałogowo, jak coś dorwie, to od samego początku do samego końca już teraz kilkadziesiąt godzin podcastów potrafią przesłuchać, bo coś tam znajdują dla siebie. Więc tak. Sami się polecamy na przyszłość i chyba na tym kończymy. Co? Do zobaczenia we wtorek, za tydzień w kolejnym odcinku podcastu o dylematy budowlane. Czy jeszcze chcesz coś powiedzieć? [SŁAWEK] Nie. Dziękujemy. Do usłyszenia w kolejny wtorek o godzinie 19. Pozdrawiam. [KRYSTIAN] Cześć. Artykuł 10 najczęstszych pytań przed rozpoczęciem budowy. Dylematy budowlane #58 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Czy dam sobie k*** radę z budową? Dylematy budowlane #57 | 27 Feb 2024 | 00:40:26 | |
Budowa własnego domu i zarządzanie wykonawcami może powodować wiele stresu i nieporozumień. Wiele z nich wynika ze zwykłych nieporozumień lub nieumiejętności współpracy z ludźmi. Czyli po prostu z braku KOMPETENCJI miękkich. W dzisiejszym podcaście podpowiadamy jak budować w sobie te umiejętności, aby później było łatwiej poprowadzić budowę domu. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2024/02/Dylematy_budowlane_57.mp3Artykuł Czy dam sobie k*** radę z budową? Dylematy budowlane #57 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Usytuowanie domu na działce – o tych rzeczach pamiętaj! | 20 Jul 2024 | 00:35:07 | |
Dobrze wybudowany dom to właściwy projekt i porządne wykonanie. Ale nie tylko. Okazuje się, że nieprzemyślane usytuowanie domu na działce względem otaczającego terenu, sąsiadów czy stron świata, może popsuć komfort życia. Nawet w idealnym budynku. Jakie są podstawowe problemy, z jakimi spotykają się inwestorzy w tym zakresie oraz jak sobie z nimi poradzić? Tekst ten jest zapisem podcastu, dostosowanym do łatwiejszego czytania. Możesz go również odsłuchać, klikając w poniższe wideo. Zobacz też:Budowa domu krok po kroku - od czego zacząć? Zobacz też:Jak kupić działkę budowlaną? Zakup działki krok po kroku Jak ustawić dom na działce – wstęp [SŁAWEK] Dzień dobry, dobry wieczór. Zapraszamy na kolejny podcast budowlany pod nazwą „Dylematy budowlane”. Podcast ukazuje się w każdy wtorek o godzinie 19. Dzisiejszy temat to: w jaki sposób umiejscowić dom na działce. Zapraszamy do słuchania. [KRYSTIAN] Od czego chciałbyś zacząć? Umiejscowienie budynku na działce brzmi bardzo ogólnie. O czym dokładnie będziemy rozmawiać? [SŁAWEK] To jest rzeczywiście temat ogólny, ale ważny. To zrozumiałe – jak wybudujemy dom i będziemy niezadowoleni z jego usytuowania na działce, to już nic nie zmienimy. Warto o tym porozmawiać – co wziąć pod uwagę, rozważając miejsce, w którym ma stać budynek? Jestem ciekawy, Krystian, jak ty oceniłeś miejsce swojego budynku. Czy po prostu postanowiłeś, że będzie tutaj i koniec, czy coś rozważałeś więcej? [KRYSTIAN] A to nie jest tak, że to architekt powinien za mnie zrobić? Warunki zabudowy i ograniczenia prawne[SŁAWEK] Widzisz – są dwie rzeczy. Jeżeli chodzi o kwestie prawne, to rzeczywiście trzeba przeanalizować samemu lub z projektantem, co możemy zrobić. Nasz budynek nie może stanąć tam, gdzie chcemy. Musimy się odsunąć od granicy czy od nieruchomości sąsiednich. Czasami jest sytuacja taka, że na sąsiedniej działce jest budynek jakiś stary, drewniany, a według przepisów może być tak, że od niego trzeba się odsunąć na przykład na 12 metrów. Może być droga, od której trzeba się odsunąć albo jakaś rzeczka. Jeśli chodzi o kwestie prawne czy też formalne, trzeba pogadać z projektantem, zapoznać się z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, warunkami zabudowy i zobaczyć, gdzie budynek nie może stać. To jest początek. Natomiast jeśli chodzi o nasze oczekiwania, to projektant może nam coś podpowiedzieć, ale to raczej będzie nasza decyzja. [KRYSTIAN] Jeśli pytasz mnie, co rozważałem u siebie, umiejscawiając dom, to ja trochę cię zapytam pod włos. Znam te wszystkie kruczki prawne, które trzeba spełnić. Zresztą nie ma ich aż tak strasznie dużo w moim przypadku. U mnie problem największy był taki, że teren jest bardzo wąski i troszeczkę w trapezie, więc jeszcze się zwęża ku frontowi, niestety. Największym ograniczeniem były dla mnie po prostu odległości od granic parceli, które trzeba zachować. Budynek stoi praktycznie na styk pomiędzy jedną a drugą dopuszczalną odległością od granicy działki, więc to było dla mnie obostrzenie. Z tego powodu wynikały kolejne kwestie: jak blisko chcę mieć dom od drogi dojazdowej, od strony frontowej. Wiedziałem, że nie będę miał podwórka ani z lewej, ani z prawej strony, więc musiałem się zastanowić, jak duże podwórko chciałbym sobie zrobić od frontu. Podwórko z tyłu było już efektem tych obostrzeń. Usytuowanie domu na działce – planowanie przestrzeni[SŁAWEK] Ja miałem trochę prościej w tym sensie, że mogłem praktycznie dowolnie umiejscowić budynek. Musiałem się tylko odsunąć od granicy terenu na 4 metry, a tak to hulaj dusza. Natomiast ja budowałem się te kilkanaście lat temu — ze mną nikt nie rozmawiał o tym, co jest dobre, a co niedobre — i teraz bym usytuował dom nieco inaczej. Dlaczego? Dlatego, że w tej chwili mam dom nie pośrodku działki, ale jest tak umiejscowiony, że mam plac zabaw i trawnik po jednej stronie. Tam dużo się dzieje: jest huśtawka, trampolina, dzieci biegają, gramy w piłkę, jest miejsce na grilla. To miejsce wykorzystujemy. Z drugiej strony domu jest miejsca dwa razy mniej. Mógłbym jeszcze budynek przesunąć tak, żeby mój ogród powiększyć, ponieważ po drugiej stronie domu nic się nie dzieje. Tam nie przebywamy, nie chodzimy, nie bawimy się. Jest taki pas ziemi właściwie nieużywany, który można byłoby zabudować. Dzięki temu mógłbym powiększyć moje miejsce, w którym najczęściej spędzam czas. Planując dom, powinniśmy chociaż mniej więcej wiedzieć, jak chcemy cały teren zagospodarować. Zagospodarowanie działki wokół domu[KRYSTIAN] To, co u mnie jest od frontu podwórkiem, to bardzo dużo powiedziane. Natomiast tam jest przede wszystkim dojazd do domu, jest chodniczek przed domem oraz jakieś tam kwiatki, rabatki. Trawy już za wiele nie zostało, bo działka jest wąska. I to bym dodał jako drugi czynnik, który należy wziąć pod uwagę. Musimy się odsunąć od granic działki na określone odległości, zależnie od tego, co tam w okolicy się znajduje, jakie są przepisy w danym miejscie. Druga sprawa to jest to, co mówisz, czyli jak duży chce się mieć ogród — tę część rekreacyjną, wypoczynkową, ogrodową, warzywną, jak kto lubi, sadowniczą. I trzecia sprawa, nie mniej ważna, to jest to, w jaki sposób chcemy sobie zagospodarować wjazdy, podjazdy, dojazdy, chodniki, generalnie część frontową, wejściową do domu. Głupio byłoby, gdyby samochód się nie mieścił i wystawał przed domem na ulicę. Trzeba to przemyśleć, włącznie z miejscem na otwieranie bramy. Czy to będzie brama od frontu do wjazdu rozwierna, czyli taka otwierana na dwa skrzydła, czy to będzie brama przesuwna? Brama przesuwna zajmuje bardzo dużo miejsca na bok, bo to jest szerokość bramy wjazdowej plus metr albo i więcej na mechanizmy. Plus czasami stosuje się takie wiatki na śmietnik albo jakieś wydzielone miejsce, gdzie ten śmietnik może stanąć, co też jest obowiązkowym elementem. Dom na działce – pomieszczenia gospodarcze i infrastruktura[KRYSTIAN] Jeżeli potrzebujemy dojazdu na przykład do napełnienia butli z gazem — jeżeli ktoś ma ogrzewanie gazowe z butli, jeżeli ktoś ma szambo, potrzebuje dojazdu do szamba, musi być tam dojście, dojazd. Takie rzeczy trzeba wziąć pod uwagę. [SŁAWEK] Przy czym dodam, że jeżeli chodzi o umiejscowienie szamba i innych elementów, to również obowiązują pewne przepisy oraz minimalne odległości. Nie możemy dowolnie wykonać szamba tam, gdzie chcemy. W tym na pewno pomoże projektant, ponieważ rzeczywiście może się okazać, że szambo nie zmieści się tam, gdzie planowaliśmy. Lepiej, aby było na przykład z przodu domu, tak żeby (gdy przyjedzie szambiarka), mogła spokojnie podłączyć wąż i nie musiała wchodzić na twoją działkę. To są drobne kwestie, ale myślę, że każdy, kto projektuje dom, a zwłaszcza każdy projektant, nawet jeśli teraz o tym nie wiesz, uświadomi ci to podczas prac projektowych. [KRYSTIAN] Warto samemu o tym wiedzieć i być tego świadomym. Sytuacja taka jest u mnie dokładnie tak, jak mówisz. Muszę mieć w moim przypadku przydomową oczyszczalnię od frontu domu, chociaż nie jest to wizualnie najpiękniejsze miejsce. Wolałbym to mieć gdzieś schowane, ale ze względu na to, żeby szambiarka mogła dojechać i żeby starczyło przewodu do wypompowywania, musi to być zrobione od frontu. Czasami warto o tym wiedzieć, bo oczywiście projektant to zaprojektuje i projektant o tym wie, natomiast później może pojawić się rozczarowanie lub przykra niespodzianka, że coś nie wygląda tak, jak byśmy chcieli. Jednak to wynika z funkcjonalności albo z przepisów, które trzeba zachować. Usytuowanie domu względem stron świata[SŁAWEK] Myślałeś o tym, żeby cofnąć budynek albo go przybliżyć do drogi, czy raczej jest usytuowany optymalnie? [KRYSTIAN] Powiedziałbym, że jest w miarę optymalnie usytuowany. Mógłbym go jeszcze cofnąć troszkę, bo mam długą działkę, więc jeszcze troszeczkę miejsca na froncie mogłoby być. Chociaż z drugiej strony nie za bardzo ono mi jest do czegokolwiek potrzebne, bo to jest tak samo jak u ciebie, tylko układ jest inny. Z jednej strony nic się nie dzieje. Ja mam w tym miejscu front, czyli podjazd, wejście, ale tam nie prowadzę jakiegoś większego życia. Natomiast cały ogród, strefa rekreacyjno-wypoczynkowo-ogrodowa, jest po drugiej stronie domu i tam mam miejsca naprawdę sporo. [SŁAWEK] Ja bym chyba jeszcze cofnął mój budynek o dwa metry, bo w tej chwili wejście do domu jest w odległości około dziewięciu metrów od bramy. Nie jest to blisko, ale skoro tył mojego budynku, czyli tylna część ogrodu, nie jest wykorzystywana właściwie, to mógłbym jeszcze przesunąć się o te dwa, trzy metry i mieć trochę więcej intymności. Nie jest to jakiś duży problem, ale mimo wszystko raczej bym usytuował budynek dalej, szczególnie że moje dzieciaki bardzo chętnie bawią się na kostce brukowej. Jeżdżą jakimiś tam samochodzikami, robią jakieś tam zawody, wyścigi, rysują kredą na kostce brukowej, więc tworzą sobie fajne trasy. Powiem Ci nawet, że lekko żałuję, że nie mam więcej metrów kwadratowych kostki brukowej, bo byłoby więcej miejsca do zabawy dla dzieciaków. A ten tył dzieciaki wykorzystują tylko po to, żeby biegać wokoło budynku, więc nie potrzeba tam dużo miejsca. [KRYSTIAN] Z tego, co tutaj rozmawiamy przez chwilę, nasuwa mi się taki morał: jeśli budynek ma cztery strony — nazwijmy je czterema ścianami — to dwie z nich będą wykorzystane w jakiś sposób. Pierwsza to ściana frontowa, gdzie znajdują się wjazdy, podjazdy oraz wszystko, co związane jest z wejściem do budynku, a także to, co musi się znajdować przed budynkiem, na przykład szambo, z różnych powodów. Druga to strona rekreacyjno-wypoczynkowo-ogrodowa. Pozostałe dwie ściany są zbędne, więc tam możemy, o ile przepisy na to pozwalają, starać się je zmniejszyć. Natomiast te dwie pierwsze strefy warto maksymalnie powiększyć, aby tam, gdzie funkcjonujemy na co dzień, było po prostu więcej miejsca. Dom względem słońca i naturalnego światła[SŁAWEK] Nie wiem, czy nie powinniśmy o tym powiedzieć na początku, ale wyszliśmy z założenia, że ktoś już ma projekt domu i tylko myśli, gdzie go usytuować. Jednak tak naprawdę wiele osób jest jeszcze przed wyborem projektu, więc warto zwrócić uwagę na to, że przy usytuowaniu budynku na działce trzeba wziąć pod uwagę strony świata. Jak wszyscy wiemy, słońce wschodzi od strony wschodniej, zachodzi od zachodniej, a kursuje po stronie południowej. Najlepiej, jak się da, pokoje, w których spędzamy dużo czasu, powinny być umiejscowione po stronie południowej. Może to być na przykład salon czy pokoje dziecięce — dzieci uczą się, bawią. Natomiast pomieszczenia typu garaż, jeśli się da oczywiście, albo spiżarnia czy miejsce na garderobę, mogą być po stronie północnej, ponieważ nie potrzebują światła słonecznego. Brałeś to zapewne pod uwagę, projektując swój dom? Działka z wjazdem od północy – alternatywne podejście[KRYSTIAN] Tak, zrobiłem dokładnie odwrotnie. Celowo, w pełni świadomie. Znam tę zasadę i wcale się z nią nie zgadzam. Oczywiście wszyscy mówią, że od strony południowej jest światło słoneczne. Ważna sprawa, oczywiście, ja lubię mieć w domu widno też. Natomiast nie lubię mieć w domu za gorąco. I nie lubię latem, gdy jest tak gorąco, a słońce świeci przez okna od strony południowej, bo jest po prostu skwar, żar i upał. Oczywiście możemy sobie z tym radzić na wiele sposobów. Można mieć wielkie okna, przeszklenia od strony południowej i wtedy mieć taras, zadaszenie nad tarasem, klimatyzację. Można sobie oczywiście to zrobić i będzie miło oraz komfortowo. Natomiast ja wyszedłem z założenia, że żeby tego wszystkiego nie robić, tylko sobie uprościć życie, to od strony południowej zrobiłem małe okna. Mam ten pokój, w którym teraz nagrywam, ale on akurat nie ma okna na południe, ma okno na zachód, co jest równie dużym nieszczęściem latem. Na południe mam spiżarnię, też bez okna. Mam jeszcze kuchnię i łazienkę z oknem. Największe okno, salon, jest na stronę ogrodową, czyli na wschód. Latem i tak to się nagrzewa, i tak mam widno i ciepło w domu. Nie aż tak bardzo na szczęście, jak to miałem przy wielkich oknach od południa. To spowodowało, że mam wyjście na ogród na stronę wschodnią, czyli latem po południu już mam cień. Jest mi miło i przyjemnie. Umieszczenie okien i pomieszczeń w budynku[KRYSTIAN] Latem słońce świeci, ale nie wpada mocno do okien, bo okna są małe, więc nie świecą mi bezpośrednio do domu. I to też fajnie akurat mam tak wycelowane, bo latem, w najgorętsze dni w południe, mam tylko fragment słońca wpadającego przez pasek dosłownie na blat w kuchni i koniec. Nie mam świecenia słońca po całej podłodze. Największy problem wydaje mi się, że jest od strony zachodniej, gdzie te okna mam troszeczkę normalne, nie to, że większe, ale jakieś normalne. Na szczęście jest tylko ten jeden pokój od zachodu na parterze. Na piętrze jest trochę inaczej. Mam wtedy od zachodu wjazd do garażu i kotłowni, więc tam mi to już w ogóle nie przeszkadza. Rozplanowałem to inaczej, celowo, specjalnie. Jestem z tego zadowolony. Nie wyobrażam sobie mieć wielkich okien od południa. Wyklucza u mnie to też układ i kształt działki, ale pomijając ten fakt, mógłbym sobie zrobić wielkie okno na stronę południową, już może bez wielkiego tarasu. Ale wtedy pewnie i klimatyzacja musiałaby być na pełną parę przez cały lipiec i sierpień. [SŁAWEK] Poczekaj, bo w takim razie pokoje dziecięce i salon mają okno od strony wschodniej. A jak masz pokoje dziecięce? [KRYSTIAN] Pokoje dziecięce i sypialnie mam na górze. Pokoje dziecięce są wtedy od wschodu, a sypialnia wraz z garderobą znajduje się od zachodu. [SŁAWEK] To znowu kwestia oczekiwań, bo ja wolę mieć w pokojach dziecięcych okna na południową stronę. Dobrze byłoby także na zachodnią, dlatego że, gdy dzieciaki odrabiają lekcje wieczorem, dobrze, żeby było światło naturalne. Jeżeli masz okna tylko od wschodu, to już wieczorem, mimo że na dworze jest całkiem jasno, w tym pokoju będzie trochę mrocznie. [KRYSTIAN] Wychodzę z założenia, że słońcem jest trudniej sterować niż żarówką, więc przed słońcem się blokuję, a tam, gdzie chcę sobie coś doświetlić, używam sztucznego światła. Analogicznie jest z ogrzewaniem — łatwiej mi sterować ogrzewaniem w domu niż ogrzewaniem słonecznym, więc blokuję się przed światłem słonecznym, bo zimą łatwiej mi jest się dogrzać ogrzewaniem niż latem schłodzić od słońca. Do czego zmierzam — ta zasada, o której ty powiedziałeś, to nie jest jedyna możliwa, słuszna, święta zasada, której trzeba się trzymać zawsze i wszędzie. Można wykorzystywać te rzeczy typu oświetlenie, typu ogrzewanie, związane ze słońcem w naturalny sposób. Można to wykorzystywać świadomie tak, jak się chce albo tak, jak się nie chce. I to nie jest narzucone, że koniecznie salon musi być od południa i koniecznie taras musi być od południa. [SŁAWEK] To dlatego o tym nie mówiłem, bo tak rzeczywiście jest, że taras od strony południowej wiele osób nie cieszy właśnie dlatego, że jest za gorąco. I nawet taras od strony północnej czasami lepiej spełnia swoją rolę, bo latem jest cieplutko, masz naturalny cień, ponieważ budynek daje cień i jest fajnie, a od strony południowej nie wytrzymasz. Natomiast ja mam inne zdanie na temat tego, co powiedziałeś, bo nie jestem w stanie zastąpić niczym świata słonecznego. Jeżeli jednak będę miał za dużo ciepła w moich pomieszczeniach, to mogę sobie z tym poradzić, montując klimatyzację, robiąc jakieś dodatkowe rolety, czy też nasadzenia. Bardziej boję się tego, że będę miał za mało oświetlenia słonecznego, bo nic z tym nie zrobię, niż tego, że będzie pomieszczenie przegrzewane, bo jestem w stanie sobie z tym poradzić. [SŁAWEK] Natomiast zgadzam się, jeśli chodzi o duże okna, bo rzeczywiście to problem. Wyglądają bardzo efektownie, ale latem jest za dużo światła słonecznego, jest za gorąco, zimą trochę energii ucieka przez takie okno, musimy wydawać pieniądze na rolety, czy też na klimatyzację. Dlatego ja mam w salonie okna od południowej strony i od zachodniej, ale one nie są duże. Powiem Ci, że latem może jest dosłownie pięć, siedem dni, kiedy myślę sobie, „szkoda, że nie mam klimatyzacji, mógłbym obniżyć temperaturę o trzy stopnie”, ale to jest dosłownie tych kilka dni, pozostałe dni jest po prostu bardzo fajnie. Zobacz też:Jak działa fotowoltaika? Na co zwrócić uwagę przy wyborze?Co ciekawe, mojej żonie ani razu nie przyszło na myśl, żeby mieć klimatyzację. Nawet ją kilka razy pytałem, a może zainstalujemy sobie, mamy przecież taką możliwość, a ona mówi: „Po co mi? Jest mi dobrze, weź się nie wygłupiaj.” Mimo tego, że mam okna od południowej strony i od wschodniej, jest naprawdę fajnie. [KRYSTIAN] To pokazuje tylko, że aby podejść do tematu świadomie, trzeba ustalić swoje priorytety i wiedzieć, że coś zawsze jest kosztem czegoś. Wszystkiego mieć nie można, ale warto wybrać sobie to świadomie, a nie robić coś tylko dlatego, że wszyscy tak robią. [SŁAWEK] Dlatego ja też zrobiłem coś, co innym osobom pewnie by nie pasowało, mianowicie w łazience nie mam okien. Raz, że trochę musiałem, bo ograniczała mnie powierzchnia zabudowy na mojej działce, więc musiałem któreś pomieszczenie zostawić bez okien. Po tylu latach w ogóle nawet mi nie przeszkadza to, że mam łazienkę oświetlaną nienaturalnym światłem słonecznym. Wiem, że dla wielu osób to jest w ogóle niewiarygodne, jak tak można żyć. Jak najbardziej zgadzam się, że trzeba zawsze brać pod uwagę swoje oczekiwania, a nie sugerować się jakimiś niby jedynymi słusznymi rozwiązaniami. Aczkolwiek przyznam, że nie pamiętam, żeby ktoś tak budował dom jak ty, ale ty jesteś wyjątkowy. Lokalizacja domu na działce – zacienienie[SŁAWEK] Mamy teraz załatwione usytuowanie działki. To, co jeszcze chciałbym powiedzieć to jest kwestia brania pod uwagę zacienienia. Szczególnie jeśli chodzi o planowanie ogrodu, warto zobaczyć, jak nasz budynek będzie zacieniał teren, ale także jak budynki sąsiednie będą ją zacieniały. Warto to uwzględnić nawet przy planowaniu instalacji fotowoltaicznej. Jest sporo stron w internecie, które pozwalają zrobić symulację cienia. Możemy na mapce narysować nasz budynek i ustawić go tak, jak chcemy. Pojawia się wtedy cień o danej godzinie, co pozwala zrobić małą symulację rozchodzenia się cienia. Możemy też zmienić ustawienia na czas letni lub zimowy, aby zobaczyć, jak cień wygląda w poszczególnych porach roku. Jeśli są gdzieś budynki sąsiednie, możemy je również nanieść na mapę, wstawić ich wysokość i zobaczyć, jak zacieniają naszą parcelę. To bardzo przydatne narzędzie, które warto zastosować, ponieważ jest to kwestia, o której często się nie myśli. Nawet wybierając miejsce na basen dla dzieci czy huśtawkę, chcemy, aby było tam w miarę słonecznie dla naszych pociech. [KRYSTIAN] Są też analogiczne narzędzia, które pokazują, jak na przykład okap dachu będzie zacieniał okna. To jest bardzo sprytne rozwiązanie. Można je wykorzystać, jeśli chcemy albo nie chcemy mieć słońca czy zacienienia w danym oknie. W tym wszystkim specjalizują się architekci. Jeżeli komuś z jakiegoś powodu zależy na zacienieniu albo nasłonecznieniu określonych obszarów, powinien po prostu poważnie o tym porozmawiać ze swoim architektem. Architekt powinien to uwzględnić, dobrać odpowiednie rozwiązania i sprawdzić ich działanie. [SŁAWEK] I w sumie to jest dobre pytanie do zadania projektantowi na etapie wyboru projektanta. Jeżeli go spytamy o to, jak usytuować dom na działce, a on powie: „Zrób tak, jak ty mi powiesz”, to raczej nie jest to osoba, z którą chcemy rozmawiać. Projektant to właśnie ta osoba, która nam doradzi i przekaże takie rady, między innymi te, które padły w naszym podcaście. Planowanie zagospodarowania działki[SŁAWEK] Mam jeszcze jeden temat. Mianowicie temat drzew. Chciałbym go poruszyć, bo jeżeli mamy parcelę, na której są drzewa, to zauważyłem, że wiele osób ma taki nawyk: zetniemy wszystko, co jest, potem pomyślimy, co dalej. I to nie jest do końca słuszne z tego powodu, że ścięcie drzewa to jest parę minut roboty, a drzewo będzie potem odrastało kilkanaście lat. Warto naprawdę pomyśleć nad tym i wyciąć tylko te drzewa, które są absolutnie niezbędne. Umiejscowić budynek tak, żeby, jak się da, zachować jak najwięcej tych drzew, a dopiero po budowie domu, gdy zamieszkamy, wtedy ewentualnie ocenić, które drzewo jest do wycinki. Naprawdę dużym problemem jest to, że brakuje cienia, nie ma gdzie się schować, do domu wpada dużo słońca, na tarasie jest dużo słońca. Drzewa to naturalny cień, więc zachowajmy ich jak najwięcej, ewentualnie wycinając tylko te, które zagrażają budynkowi, które są naprawdę bardzo blisko i grożą na przykład katastrofą budowlaną. [KRYSTIAN] Myślałem, że wytniesz wszystkie, bo jednak wolisz mieć więcej światła… Jeśli chodzi o drzewa, to chyba jedyne, co można powiedzieć, to: z głową. Sam z jednej strony pamiętam, że mieszkałem dosyć długo w domu, który miał zaraz obok naprawdę duże drzewo. Przy każdej większej wichurze była obawa, czy na ten dom się nie przewróci, albo przynajmniej czy jakaś gałąź nie spadnie. To jest jeden powód, który jest realną obawą, bo to się zdarza — drzewa raz na jakiś czas się przewracają. Nie chciałbym mieszkać tak blisko nich. Z drugiej strony, jeżeli drzewo ma 15, 20, 30 metrów, a wszystkie w promieniu 20–30 metrów wytnę, to już oznacza, że działka jest wcale nie najmniejsza, i te 30 metrów od domu drzewa raczej nie przeszkadzają. Jeżeli są bliżej, to też są komplikacje, bo są liście, które wpadają do rynien i które trzeba czyścić. Drzewa nie są najprzyjemniejsze w obsłudze w połączeniu z domem, bo właśnie: a to liście, a to igły, a to za dużo cienia, za blisko, obawa przed przewróceniem. Jeżeli są one dalej, przynajmniej kilkanaście metrów, to myślę, że mogą sobie tam zostać i wtedy raczej bym takich drzew nie wycinał. Ewentualnie myślałbym o nasadzeniach. Znowu, myśląc o nasadzeniach nowych drzew, trzeba się zastanowić, jakie to drzewo będzie duże za parę lat, bo czas szybko leci, czasami aż za szybko. Takie drzewa, zależnie od gatunku oczywiście, potrafią już po paru latach być stanowczo za duże, i wtedy znowu wycinanie, nasadzenie. Te drzewa trzeba ścinać i sadzić z głową. [SŁAWEK] Nie wycinajmy niczego na chybił trafił. Nie przekonamy się, że możemy, jeśli nie znamy przepisów. Istnieją różne regulacje, a także okresy, w których nie można ścinać drzew, na przykład okresy lęgowe. Upewnijmy się, że możemy to zrobić, jeśli naprawdę chcemy, i że zgodnie z prawem je wycinamy. Wiem, że przyjęło się, że na swojej działce można wyciąć drzewo bez konsekwencji, ale prawda jest taka, że są kontrole. Czasami drzewa są nawet naniesione na mapach, więc ktoś może się kiedyś przyczepić. Bądźmy zgodni z naturą i przepisami — wtedy będzie dobrze. [KRYSTIAN] Wymiana czy wycięcie drzewa na własnej działce wymaga zgłoszenia, takie są przepisy. Jeżeli robimy to w celach prywatnych, jako osoba prywatna, to nie wiążą się z tego tytułu żadne opłaty, ale formalności trzeba dopełnić. Ukształtowanie terenu[KRYSTIAN] Na koniec jeszcze przygotowałem coś, o czym w ogóle nie mówiliśmy, mianowicie o ukształtowaniu terenu. Jeżeli mamy jakieś ograniczenia na działce, typu linie zabudowy czy odległości, to czasami jest tak, że z tym budynkiem nie możemy za wiele poszaleć i on musi stać tak, jak musi, bo nie ma innego miejsca. Natomiast jeżeli mamy możliwości, to trzeba się zastanowić nad umiejscowieniem budynku i wpisaniem go w istniejącą rzeźbę terenu, istniejący profil. Czasami jest tak, że teren jest niżej niż droga dojazdowa, czasami wyżej, a czasem mamy skarpę na działce. Sytuacji jest całe mnóstwo, więc tutaj trzeba się nad tym solidnie zastanowić. Pierwsza i najważniejsza zasada jest taka, że woda opadowa zawsze powinna spływać od budynku, nigdy do budynku. Zobacz też:Dysperbit jako hydroizolacja fundamentów - dlaczego nie warto Zobacz też:Zabezpieczenie fundamentów przed wilgocią. Termoizolacja.Można wymyślać przeróżne rzeczy, ale jeżeli działka jest w dołku, to właściwie już mamy na dzień dobry problem i trzeba się zastanowić, co z tym fantem zrobić. Może trzeba podnieść całą wysokość gruntu, może trzeba budynek podnieść, może jeszcze coś innego zrobić albo zastanowić się nad tym, gdzie tę wodę opadową odprowadzać na bieżąco i skutecznie. Przykłady problemów z wodą[KRYSTIAN] Bo później zdarzają się takie sytuacje, jak chyba w Baninie pod Gdańskiem, gdzie powstały szeregówki zlokalizowane na zboczu. Ten szereg idzie z górki, coraz bardziej w dół, i ostatnie dwa domki są regularnie pod wodą. Przynajmniej kiedyś takie zdjęcia krążyły po internecie. Zdarza się to zarówno w deweloperce, jak i prywatnym inwestorom, bo działki są podzielone w taki sposób, że jest cały szereg działek wydzielonych jedna po drugiej, a teren opada. Ten, który kupił tę na samym końcu, bo była najtańsza, niestety ma tam regularnie jeziorko. Z tego powodu, krótko mówiąc, trzeba uważać na to, jakie są spadki terenu, gdzie woda płynie i umieć ustawić budynek, jeśli tylko jest taka możliwość, jak najwyżej. A jeżeli nie jak najwyżej, to przynajmniej na tyle wysoko, żeby nie było ryzyka zalewania. Czasami trzeba samodzielnie ukształtować teren tak, żeby było to zrobione dobrze. Wykorzystanie skarpy[KRYSTIAN] Druga rzecz to już raczej kwestia estetyki i pomysłu na zagospodarowanie. Czasami ludzie boją się działek ze skarpą. Czy słusznie? Z jednej strony tak, bo to jest jakaś komplikacja, z drugiej strony skarpy można fajnie wykorzystać. Można na przykład zrobić na poziomie niższym garaż, czyli w piwnicy garaż, a parter powyżej. Można mieć dom parterowy z garażem piętro niżej. To też bardzo fajne rozwiązanie. Myślę, że każdą parcelę można wykorzystać w ciekawy sposób, jeśli się ma na nią pomysł i dobrze ją przemyśli. Nie trzeba zawsze iść sztampowo, wyrównać cały teren do płaskiego i na tym postawić dom. Można coś fajnego wkomponować w teren. [SŁAWEK] Odnosząc się do ostatniego podcastu, dla Ciebie taka działka ze skarpą to idealne rozwiązanie: 100-metrowy garaż oraz 100 metrów pomieszczeń mieszkalnych. Optymalnie. [KRYSTIAN] No co ty, proszę cię. Taki mały? [SŁAWEK] Słuchaj, ja mam 28 metrów. Ale rozumiem — kwestia oczekiwań. Podsumowanie[KRYSTIAN] Tutaj się nie dogadamy i nie wiem, co będzie dalej z naszymi podcastami, bo widzę, że coraz częściej się nie zgadzamy ze sobą. Kto wie, co będzie przy następnych, jeżeli do nich dotrwamy. Ośmielamy się mieć inne zdanie. Dodam, że jeżeli ktoś ma jeszcze inne zdanie niż my na temat umiejscowienia budynku na działce, to bardzo zachęcamy, żeby również napisał swoje pomysły w komentarzach. Może warto jeszcze na coś zwrócić uwagę. Jeśli o czymś nie pomyśleliśmy albo o czymś nie wiemy, to zawsze możemy się czegoś nowego nauczyć. W takim razie dziękujemy. [SŁAWEK] Cześć. Na razie, papa. Artykuł Usytuowanie domu na działce – o tych rzeczach pamiętaj! pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak wybrać projekt domu TANIEGO w budowie? Dylematy budowlane #55 | 13 Feb 2024 | 00:47:02 | |
Budowa domu to zwykle największy wydatek życia, a po ostatnich wzrostach cen, koszty budowy jeszcze bardziej wzrosły. Artykuł Jak wybrać projekt domu TANIEGO w budowie? Dylematy budowlane #55 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Co to jest dom energooszczędny? Jak jest z nim naprawdę? | 06 Feb 2024 | 00:45:34 | |
Słowo „energooszczędność” w ostatnich latach jest jednym z najpopularniejszych w budownictwie. Niestety przez to stało się ono puste i pozbawione znaczenia – obecnie wszystko jest już „energooszczędne”. Jak zorientować się w tym marketingowym bałaganie i wybudować dom, który faktycznie będzie tani w ogrzewaniu? Odpowiedź jest jedna: dom musi być szczelny. Zapraszamy do przeczytania artykułu, który jest transkrypcją podcastu dostosowaną do łatwego czytania. Podcast możecie usłyszeć klikając w poniższy link. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2024/02/Dylematy_budowlane_54.mp3 Wprowadzenie do tematu energooszczędnościSławek: Cześć, witajcie w kolejnym odcinku podcastu z cyklu Dylematy Budowlane. Spotykamy się ponownie we wtorek o godzinie 19, tym razem po to, żeby odpowiedzieć na pytanie, jak wybudować dom naprawdę energooszczędny, bez żadnych marketingowych kruczków i innych dziwnych zasad – po prostu z fachową wiedzą, jak to się faktycznie robi. Jestem Sławek Zając, doradca budowlany. Prowadzę serwis „Jak się wybudować i nie zwariować”, jestem autorem książki o tym samym tytule oraz twórcą kursów budowlanych. Jeden z kursów, który prowadzi przez budowę od zera do stanu deweloperskiego, stworzyłem wspólnie z Krystianem. Krystian Lemkowski: Jestem z wykształcenia i wykonywanego zawodu inżynierem budownictwa. Zajmuję się budową przede wszystkim budynków mieszkalnych, a moim konikiem są właśnie domy jednorodzinne. Z tej okazji jestem współautorem kursu, o którym wspomniał Sławek. Czym jest budynek energooszczędny?Krystian: Sławku, powiedz mi, jaki według Ciebie powinien być budynek energooszczędny? Sławek: Moim zdaniem taki, w którym koszty ogrzewania będą w miarę niskie. Intuicja pokazuje, że jeżeli budynek nie jest energooszczędny, to energia ciepła nam gdzieś ucieka i płacimy więcej za ogrzewanie. Tak to rozumiem jako osoba, która wybudowała swój dom. Krystian: Ta definicja nie jest do końca precyzyjna. Czy mógłbyś ją jakoś doprecyzować? Teraz słyszy się przecież, że mamy energooszczędną pompę ciepła, energooszczędną technologię budowy, energooszczędne żarówki, energooszczędne lodówki… Płyty fundamentowe też są podobno absolutnie energooszczędne. Więc jaki właściwie powinien być ten budynek? Sławek: Obawiam się, że jak coś powiem, to zaraz się okaże, że to są wnioski na koniec podcastu… Ale dobrze, według mnie rzecz jasna wszystkie domy są energooszczędne, bo wszyscy tak się reklamują. To oznacza, że faktycznie wszystkie domy są energooszczędne, niezależnie od tego, czy budujemy dom murowany, szkieletowy, czy w jakiejś innej technologii. Są energooszczędne, ponieważ tak wynika z przepisów, a dokładnie z warunków technicznych z 2021 roku, które określają, jakie współczynniki przenikania ciepła budynek ma mieć dla ścian, podłogi, sufitu, dachu i tak dalej. Dla mnie, mimo że nie wiem jaka jest dokładna definicja domu energooszczędnego, jest nim każdy dom budowany po roku 2021. Myślę nawet, że mógłbym to naciągnąć i powiedzieć, że po roku 2017, bo wtedy też weszły w życie warunki techniczne. Były trochę mniej restrykcyjne od tych obecnych, ale nadal zobowiązywały inwestorów do budowy domów o określonych parametrach. Krystian: Absolutnie się z tobą nie zgadzam! To jeden z pierwszych podcastów, gdzie się z tobą całkowicie nie zgadzam. Specjalnie wziąłem cię tak na spytki, żeby dowiedzieć się, co masz na myśli i jak to odbierasz. Bo tak, zgodzimy się co do tego, że hasło „dom energooszczędny”, „płyta energooszczędna” i cokolwiek inne „energooszczędne” to jest hasło marketingowe, które jest absolutnie nadużywane w branży budowlanej. I oczywiście, jeżeli nie mamy na energooszczędność budynku żadnej definicji formalnej napisanej na papierze, to możemy sobie nim szastać na lewo i prawo i ono w sumie nic nie znaczy. Powołałeś się na warunki techniczne, natomiast one określają tylko minimalne standardy, w jakich powinien zostać wybudowany dom. Te standardy są też trochę dziurawe, ale o tym za chwilę. Definicja domu energooszczędnegoKrystian: Definicja energooszczędności pojawia się w przepisach – została wprowadzona przy okazji różnych dofinansowań na termomodernizację. Nasz polski rząd wprowadził standard NF40, który jest tożsamy z nazwaniem budynku energooszczędnym. Jest też standard NF0, który określa budynek pasywny. To są polskie przepisy, na świecie funkcjonują też inne. Standard NF40 zawiera konkretne parametry. Po pierwsze, określa współczynniki U dla przegród – dla ścian zewnętrznych, dla dachu, stropodachu, dla okien. To występuje również w warunkach technicznych, przy czym warunki techniczne dla ścian zewnętrznych podają współczynnik U = 0,20 W/m²K, natomiast standard NF40 wymaga 0,15 W/m²K. Jest to spadek o około 25%. Analogiczna sytuacja jest przy dachach – w warunkach technicznych jest 0,15, w standardzie NF40 jest 0,12. Stolarka okienna jest taka sama w obu przypadkach – 0,9 W/m²K. Hierarchia ważności w domu energooszczędnymKrystian: Napisałem na ten temat serię trzech artykułów pod tytułem „4 żywioły w Twoim domu„, które można znaleźć na budowawpraktyce.pl. Wyjaśniam tam, co jest najważniejsze ze względu na fizykę budowli, czyli na trwałość, komfort użytkowania budynku i jego energooszczędność. Pierwsze i najważniejsze jest to, żebyśmy zadbali o to, żeby nam się nie lało na głowę. Nikt nie chce mieć mokro w domu, a mokre materiały budowlane mają stanowczo gorsze parametry termoizolacyjne i są dobrym podłożem do rozwoju grzybów. Kolejna sprawa – budynek musi być szczelny dla powietrza. To bardzo ważna rzecz. Następnie musimy zadbać o kontrolę pary wodnej – czasami chcemy, żeby para gdzieś weszła, a czasami żeby stamtąd wyszła. Ostatnia sprawa to termoizolacyjność, czyli jak grube są nasze warstwy ocieplenia. Co jest najważniejsze? Taka kolejność, jaką wymieniłem, to hierarchia ważności. Termoizolacyjność jest na samym końcu nie bez powodu – jeśli nie zadbamy o wcześniejsze elementy, termoizolacja nie ma znaczenia. Co z tego, że masz 30 cm styropianu na ścianach, jeśli masz dziury w dachu? To rozumie każdy. Analogicznie – co z tego, że masz 30 centymetrów styropianu na ścianie, jeśli masz dziurawą ścianę i przez nią wieje? Szczelność powietrzna budynkuKrystian: Standard NF40 dodaje coś, co w warunkach technicznych jest paradoksalnie ujęte tylko jako zalecenie – szczelność powietrzną budynku, nazywaną parametrem N50. Szczelność ta określa, czy budynek jest szczelny, czy nie ma przeciągów i przewiewów. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że nowo wybudowany budynek ma okna, ma dach, więc gdzie miałoby wiać? Jednak da się tę szczelność sprawdzić w praktycznym teście i wyniki bywają zaskakujące. Sławek: Zaskoczyłeś mnie tym pytaniem o definicję budynku energooszczędnego. Analizując teraz swoją odpowiedź, widzę, że trochę się pospieszyłem. Nawet jak mamy dwa identyczne budynki, jeden ogrzewany energią elektryczną, a drugi peletem, to jeden może okazać się energooszczędny i dostaniemy pozwolenie na budowę, a drugi przekroczy wszystkie wskaźniki i tego pozwolenia nie uzyskamy. Niestety, czasami można trochę pomajserkować przy projekcie budowlanym i uzyskać pozwolenie na budowę domu, który nie do końca jest energooszczędny, a tylko ma niskie wskaźniki. Cofam więc to, co powiedziałem – nie każdy dom budowany w ostatnich latach jest energooszczędny. Test szczelności – praktyczne znaczenieKrystian: Wyjaśnię to na przykładzie domu modelowego o powierzchni 136 m². Współczynnik N50 oznacza, ile powietrza zostanie wymienione przez nieszczelności budynku, jeśli stworzymy w nim podciśnienie lub nadciśnienie w wysokości 50 paskali. To nie jest dużo – dla porównania, 50 paskali to ciśnienie, jakie wywiera wiatr wiejący na ścianę z prędkością około 32 km/h. W Polsce niestety nie mamy szerszych badań, bo testy szczelności to coś, co jeszcze u nas raczkuje. Natomiast w Wielkiej Brytanii wykonano mnóstwo badań i wyszło z nich, że przeciętny budynek ma współczynnik około 4,6-4,7 krotności wymian powietrza na godzinę. Weźmy dla przykładu wartość 4. Dla budynku o kubaturze 400 metrów sześciennych oznacza to, że przez nieszczelności może „uciekać” około 1600 metrów sześciennych powietrza na godzinę. Tymczasem centrala wentylacji mechanicznej w tym samym budynku jest zaprojektowana na wydajność 420 metrów sześciennych na godzinę i zwykle działa na poziomie 100-150 m³/h. Skala problemu nieszczelnościKrystian: Jeśli dobrze policzyłem – i tu prośba do słuchaczy o weryfikację – przy współczynniku 4 dla domu modelowego, teoretyczna ekwiwalentna powierzchnia nieszczelności wyniosłaby około 630 cm². To odpowiada otworowi o średnicy 28 cm! Dla zobrazowania – to tak, jakbyśmy na każdym metrze kwadratowym sufitu wywiercili dziurę o średnicy 24 mm. Sławek: To jest jakaś straszna dziura! Zastanawiam się, gdzie są te nieszczelności. Rozumiem, że montując okna – często kupujemy okna o bardzo dobrych współczynnikach, a potem bierzemy najtańszy montaż na kotwę i piankę. Między ramą okna a murem powstają nieszczelności, które mogą być dość duże. Ale chyba sam mur albo inne elementy budynku tego powietrza nie puszczają? Krystian: Weźmy przykład okna o wymiarach 2 metry na 2,5 metra. Jego obwód to 10 metrów, czyli 10 tysięcy milimetrów. Szczelina montażowa o szerokości zaledwie 0,1 milimetra daje już powierzchnię 1000 mm². Na długich pęknięciach i szczelinach, których długość liczona jest w metrach, nawet minimalne nieszczelności sumują się do znaczących wartości. Nieszczelności mogą też występować przy uszczelkach w drzwiach, oknach, wyłazie dachowym. W domu parterowym sufit podwieszony jest często źródłem nieszczelności, szczególnie jeśli przechodzą przez niego anemostaty do rekuperacji. Przy kilkunastu anemostatach, z których każdy jest obrobiony z dokładnością plus minus 5 mm, te wielkości naprawdę się sumują. Kluczowy parametr domu energooszczędnegoKrystian: Sprawdziłem, ile energii potrzeba do podgrzania 400 metrów sześciennych powietrza o 21 stopni Celsjusza – czyli na przykład gdy na zewnątrz mamy 0 stopni, a w środku chcemy utrzymać 21. Wychodzi 3 kWh na godzinę. To nie są małe wartości. Jeśli 400 m³ przejdzie przez rekuperator, 80-90% energii zostanie odzyskane. Ale jeśli przez nieszczelności „ucieka” 1600 m³, a przez rekuperator przechodzi mniejszość powietrza – to właśnie to „uciekające” powietrze musimy ogrzewać, co znacząco zwiększa zużycie energii. Z tego, co udało mi się znaleźć, nowe domy mają wskaźnik N50 na poziomie 1,5 do 2, ale tylko te, których właściciele byli świadomi znaczenia testu szczelności. Dla domów z wentylacją mechaniczną warunki techniczne zalecają zejście do 1,5 lub mniej. Jest to wykonalne przy zwróceniu uwagi na detale wykonawcze. Natomiast standard NF40 wymaga wartości 1,0 lub mniejszej. To oznacza, że budynek przy ciśnieniu próbnym nie może wymieniać więcej powietrza niż jedna wymiana całej kubatury na godzinę. I to jest kluczowy parametr domu energooszczędnego. Kiedy wykonać test szczelności?Sławek: Warto już zbadać szczelność budynku na etapie stanu surowego zamkniętego, czyli wtedy, kiedy mamy fundamenty, ściany, dach, okna, drzwi. Jeżeli okaże się, że jest jakaś nieszczelność, zostanie szybko wykryta i będzie można ją łatwo uzupełnić. Jeżeli zrobimy test szczelności na etapie stanu deweloperskiego lub wykończenia budynku, naprawa może być znacznie droższa i bardziej kłopotliwa. Krystian: A ja się z Tobą absolutnie nie zgadzam! To, w którym momencie robimy test szczelności, zależy od tego, co jest naszą barierą dla powietrza. Jeżeli chcemy, żeby mur był barierą dla powietrza, to rzeczywiście można zrobić test szczelności na etapie stanu surowego zamkniętego. Ale mur rzadko kiedy jest barierą dla powietrza, bo w dzisiejszych czasach muruje się najczęściej z pustaków różnego rodzaju na pióro-wpust, które same z siebie szczelne nie są. Barierą dla powietrza w takim przypadku jest tynk, więc test trzeba zrobić po tynkowaniu. Podobnie z dachami skośnymi – najczęściej barierą dla powietrza jest płyta gipsowo-kartonowa lub folia paroszczelna. Nie ma więc sensu robić testu szczelności, kiedy nie mamy jeszcze na suficie swojej docelowej bariery przeciwpowietrznej. Praktyczne rozwiązaniaKrystian: Te zabiegi polegające na doszczelnieniu domu są stosunkowo proste. Nie zależą od tego, jak dobry sprzęt kupimy czy jak grubą termoizolację zastosujemy, tylko od jakości wykonanych prac i ich kontroli. Ciepły montaż okien, porządny wyłaz na strych z ociepleniem, uszczelnienie anemostatów specjalnymi taśmami do paroizolacji – to są proste rzeczy, które nie kosztują fortuny. Liczby, które przedstawiłem wcześniej, wskazują przede wszystkim na to, że temat jest ważny. Jeżeli ktoś ma stary dom i zaklejał, wymieniał uszczelki w oknach, to pewnie bardziej jest skłonny mi uwierzyć. Jeżeli ktoś ma nowy dom, może być bardziej sceptyczny. Jednak testy szczelności, które widziałem, z wynikami na poziomie 1,5 do 2 w domach, które wydają się nowe i szczelne, uzmysławiają, że jednak coś jest na rzeczy i ta szczelność nie jest aż tak perfekcyjna, jakby się nam w pierwszej chwili wydawało. PodsumowanieSławek: Decyzje o grubości termoizolacji powinny zapadać już na etapie projektowym. Projektant powinien wszystko policzyć i zaproponować taką grubość, aby było to ekonomicznie opłacalne. O ile wzrost termoizolacji z 12 cm na 20 cm zapewne będzie opłacalny, z 20 na 25 może być opłacalny, to z 25 na 30 może już nie, a z 30 na 40 prawdopodobnie w ogóle. To wszystko jest do policzenia. Natomiast o szczelność budynku należy zadbać, aby osiągnąć założone w projekcie zapotrzebowanie na energię. Jeśli będą nieszczelności, charakterystykę energetyczną dołączoną do projektu można podrzeć – nasze rzeczywiste zapotrzebowanie na energię będzie wyższe. A skoro nie wiemy o ile wyższe, nie będziemy mogli dobrać odpowiedniego źródła ogrzewania. To chyba pierwszy podcast, w którym mamy tak różne zdanie na wybrany przez nas temat, więc tym bardziej zachęcamy do dyskusji. Zapraszamy do zadawania pytań i komentowania, szczególnie jeśli macie inne doświadczenia lub przemyślenia. Zachęcamy też do sprawdzenia i ewentualnego skorygowania przedstawionych przez nas obliczeń. Krystian: Dokładnie tak – czekamy na Wasze pytania i komentarze. Do zobaczenia w kolejnym podcaście, we wtorek o 19. Dziękujemy! Artykuł Co to jest dom energooszczędny? Jak jest z nim naprawdę? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Nie kupuj działki bez Warunków Zabudowy! Dylematy budowlane #53 | 30 Jan 2024 | 00:38:00 | |
Niemal każda działka wystawiona na sprzedaż, na popularnych portalach ogłoszeniowych, jest opisana jako „budowlana”. W rzeczywistości niemal żadna budowlaną nie jest. W dzisiejszym podcaście wyjaśniamy ten paradoks i omawiamy jak bezpiecznie kupić działkę, aby dało się na niej wybudować wymarzony dom. A podstawą do tego jest Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) lub Warunki Zabudowy (WZ). https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2024/01/Dylematy_budowlane_53.mp3Artykuł Nie kupuj działki bez Warunków Zabudowy! Dylematy budowlane #53 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Budowa domu a kredyt hipoteczny. To musisz wiedzieć. Dylematy budowlane #52 | 22 Jan 2024 | 00:49:58 | |
Budowa domu to zawsze spore wyzwanie finansowe. Nie dziwi więc, że większość budujących decyduje się na zaciągnięcie kredytu hipotecznego. Artykuł Budowa domu a kredyt hipoteczny. To musisz wiedzieć. Dylematy budowlane #52 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Szybka budowa domu – jak przyspieszyć prace budowlane? | 16 Jan 2024 | 00:38:27 | |
Szybka budowa domu to, zaraz obok budżetu, najważniejszy czynnik brany pod uwagę przy budowie domu. Często wielu potencjalnych inwestorów nie decyduje się na rozpoczęcie prac budowlanych właśnie ze względu na czas oczekiwania, woląc zakupić budynek już istniejący. Czy słusznie? O ile da się skrócić czas budowy? Tekst jest transkrypcją podcastu na ten sam temat, dostosowaną do łatwiejszego czytania. Możesz posłuchać nagrania klikając w poniższe linki. https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2024/01/Dylematy_budowlane_51.mp3 Szybka budowa domu – wprowadzenieSławek: Cześć, to Dylematy Budowlane, podcast budowlany w każdy wtorek o godzinie 19. Dzisiaj opowiemy o tym, w jaki sposób najszybciej wybudować dom. Przechodzimy od razu do tematu, bo podcast będzie przeznaczony dla osób, które chcą jak najszybciej zamieszkać w swoim domu, czyli pewnie dla większości naszych słuchaczy. Każdy planujący inwestycję chciałby jak najszybciej się do niego wprowadzić. Ale żeby pokazać, jakie są możliwości przyspieszenia, musimy powiedzieć, ile trwa taka standardowa budowa domu murowanego – potrzebujemy punktu odniesienia. Mam przed sobą przykładowy harmonogram budowy domu. W tym harmonogramie mamy opisane kolejne etapy budowy, od uporządkowania terenu, przez wykonanie fundamentów i tak dalej, aż po wykończenie. Chcę zwrócić uwagę na to, że dość dużą część budowy zajmuje wykończenie budynku – to około 1/3 całego procesu. Jeżeli chodzi o wykończenie, tu za bardzo nie damy rady przyspieszyć sprawy. Natomiast możemy przyspieszyć inne etapy, na przykład zmieniając technologię lub modyfikując je. Krystian: Zacznijmy od omówienia takich podstawowych etapów budowy domu murowanego – ile to trwa razem i co możemy zrobić, żeby było szybciej. (Poniżej znajduje się przykładowy harmonogram budowy użyty na nagraniu. Każda kratka to jeden tydzień. Plik Excel pochodzi z kursu „Przygotowanie do budowy”). Formalności przed rozpoczęciem budowySławek: W ramach wstępu – oczywiście jak ktoś chce wybudować dom teraz, czyli podejmuje decyzję teraz o budowie domu, to zanim zacznie budowę, to jeszcze potrwa co najmniej kilka, kilkanaście miesięcy. To przy założeniu, że jest działka. Musimy wybrać projekt lub skorzystać z usług projektanta, który nam przygotuje go indywidualnie. To wszystko oczywiście potrwa, więc to też warto wliczyć w całkowity czas budowy. Zobacz też:Formalności przed budową domu - co musisz załatwić? Poradnik Możliwości przyspieszenia pracSławek: Jeżeli chodzi o samą budowę – pierwszy etap to oczywiście wszystkie prace porządkowe związane z działką, uporządkowanie terenu. To trwa w zależności od tego, ile mamy roboty, około tygodnia. Następnie mamy fundamenty, na przykład fundamenty tradycyjne. Ich wykonanie trwa około 4-5 tygodni. Potem musimy poczekać kilka tygodni na tzw. przerwę technologiczną, aby fundamenty osiągnęły wyznaczoną wytrzymałość. Czy już możemy coś przyspieszyć? Krystian: Tak, oczywiście. Bardzo często rezygnuje się z przerwy technologicznej i można coś podziałać, natomiast trzeba to zawsze robić w porozumieniu z kierownikiem budowy. Można naprawdę zacząć dosyć szybko murować na ławach fundamentowych, jeżeli pogoda na to pozwala i szybko wznieść same ściany fundamentowe. Jeżeli też pogoda pozwala, zaprawa szybko wiąże. Czasami można taki etap fundamentów, zależnie od wielkości domu i sprawności ekipy, przyspieszyć o jeden, dwa tygodnie i jest to jeszcze całkiem bezpieczne. Natomiast jeżeli chcemy przyspieszyć bardzo mocno, najlepiej sprawdzają się płyty fundamentowe, które wykonuje się zwykle do dwóch tygodni. To jest duże przyspieszenie względem czterech, pięciu tygodni na wykonanie tradycyjnych fundamentów. W całym procesie budowy oszczędzamy w ten sposób dwa, nawet trzy tygodnie. Sławek: Jak się ekipa spręży, to jest w stanie wykonać płytę nawet w ciągu tygodnia, więc już mamy około miesiąca oszczędności. Krystian: To zależy od stopnia skomplikowania płyty. Dwa tygodnie to jest taki bezpieczniejszy czas. Oczywiście po wykonaniu płyty warto odczekać jakiś czas na to, żeby beton związał, zanim będzie można przystąpić do prac. Ale tu też jest rozwiązanie – jeżeli komuś bardzo mocno zależy na czasie, można zastosować beton dużo wyższej klasy niż to wychodzi z obliczeń konstrukcyjnych płyty. Beton wyższej klasy osiąga znacznie szybciej wytrzymałość w pierwszych dniach. To znaczy, że po jednym, dwóch, trzech dniach może być tak wytrzymały jak beton standardowy po tygodniu albo dwóch. W ten sposób możemy zaoszczędzić kolejny tydzień lub dwa czekania na to, żeby płyta dojrzała. Koszty a czas budowySławek: Oczywiście zazwyczaj jak skracamy czas budowy, to odbywa się to kosztem pieniędzy. Niektóre rozwiązania są szybsze w budowie, natomiast kosztują więcej. To wszystko zależy od projektu, więc nie będziemy tutaj podawać o ile coś wzrasta, ponieważ każdy projekt jest inny. Krystian: Chcę jeszcze dodać, że warto to sobie sprawdzić, czy czasami nie będzie to opłacalne. Jeśli ktoś mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, które musi opłacać, do tego dochodzi dodatkowe ubezpieczenie kredytu związane z czasem budowy – różne rzeczy mogą się z tym wiązać. Czasami niektóre skrócenia czasu budowy mogą być naprawdę opłacalne. Sławek: Najczęstszy argument, który słyszę za przyspieszeniem czasu budowy, jest taki, że małżeństwo mieszka na przykład z teściami i liczy się każdy tydzień, żeby opuścić rodzinę i mieszkać na swoim. To może być mega motywacja dla każdego, więc tutaj nawet tydzień jest nie do przecenienia. Prędkość budowy – stan surowySławek: Kolejny etap to murowanie ścian. W przypadku domu murowanego, murowanie ścian zewnętrznych, nośnych, wykonanie kominów, schody (jeżeli mamy dom piętrowy), wymurowanie ścian działowych – to zajmuje około 6 tygodni. Strop około 2 tygodnie, potem mamy przerwę technologiczną, więźbę dachową lub wiązary. Łącznie daje to kilkanaście tygodni. Możemy to przyspieszyć? Krystian: W przypadku parterówki murowanie samych ścian to kilkanaście dni, tydzień-dwa, zależnie od skomplikowania budynku. W budynku ze stropem trafiają się jeszcze trzpienie żelbetowe, strop trzeba zaszalować, zazbroić. Mamy kilka możliwości przyspieszenia:
Prefabrykaty keramzytowo-betonowe dają dodatkową korzyść – mamy gładkie ściany, których nie trzeba tynkować, tylko szpachlować. Odpada nam całkowicie etap tynkowania ścian, który potrafi trwać dwa tygodnie, plus schnięcie. To duża oszczędność czasu nie tylko podczas wznoszenia ścian, ale też na etapie wykończeniowym. Jeśli chodzi o strop, też mamy kilka możliwości:
Z kilkunastu tygodni w metodzie tradycyjnej, przy zastosowaniu elementów prefabrykowanych (ściany + stropy) możemy zejść do 1,5-2 tygodni. Do tego dochodzi brak konieczności tynkowania ścian. Są też technologie modułowe, gdzie ściana szkieletowa przyjeżdża już z wykończeniem, oknami i elewacją – wtedy cały dom można zmontować w ciągu 1-3 dni. Dach i oknaSławek: Kolejny etap to dach – około dwa tygodnie. Następnie montaż okien, drzwi, bramy garażowej. Czy przy prefabrykatach jest to szybsze? Krystian: Jeśli chodzi o dach, nie ma istotnego związku z technologią. To praca, która musi iść swoim tempem. Jedynie deskowanie lub jego brak może mieć kilkudniowy wpływ. Czas montażu okien jest podobny w każdej technologii. Największa oszczędność czasu przy oknach to odpowiednio wczesne ich zamówienie. Można je zamówić nawet gdy nie ma jeszcze otworów okiennych, ale trzeba bardzo pilnować, żeby wymiary się zgadzały. Sam montaż to 1-2 dni, ale jeśli zamawiamy okna dopiero po wykonaniu otworów, w szczycie sezonu możemy czekać na nie kilka miesięcy. Instalacje i wykończeniaSławek: Do stanu surowego zamkniętego przy budowie tradycyjnej mamy około 25 tygodni. Przy maksymalnym przyspieszeniu (płyta fundamentowa i ściany prefabrykowane) możemy zejść do kilkunastu tygodni, może nawet do dziewięciu. Kolejne etapy to instalacje (około 3 tygodni), tynki (2 tygodnie plus czas schnięcia), wylewki i posadzki (około tygodnia). Krystian: Przy instalacji elektrycznej przyspieszenie to głównie kwestia dobrej organizacji i wiedzy, czego dokładnie chcemy. To może dać oszczędność kilku dni. Natomiast przy posadzkach możemy sporo zaoszczędzić, robiąc płytę fundamentowo-grzewczą. Dodajemy do płyty kilka dni na ułożenie instalacji ogrzewania, wodnej i kanalizacyjnej, ale później nie musimy robić hydroizolacji, ocieplenia, instalacji i wylewki. Odpada nam schnięcie wylewki i wszystkie związane z tym prace. Można zaoszczędzić minimum tydzień, realnie 2-4 tygodnie. Stan deweloperski i wykończenieSławek: Do stanu deweloperskiego z elewacją w systemie tradycyjnym potrzeba około 42 tygodni. Oznacza to, że w niecały rok jesteśmy w stanie doprowadzić budynek do stanu, w którym możemy zacząć wykańczanie. Wykańczanie to skomplikowany temat. Można przyjąć, że zajmie około 3-4 miesięcy, ale bardzo zależy to od naszych oczekiwań. Czasami samo szukanie płytek do łazienki zajmuje wiele tygodni. Przy założeniu, że wiemy, czego chcemy i mamy projekt wnętrz, jesteśmy w stanie wykończyć budynek w ciągu trzech miesięcy. Jeśli dopiero zaczynamy myśleć o wykończeniu na etapie elewacji, trzeba przyjąć pięć miesięcy. To etap często niedoceniany. Wydaje się, że wystarczy ułożyć podłogi i po sprawie, ale to się ciągnie znacznie dłużej. Przyjmuję ostrożnie 16 tygodni, co oznacza, że w około 60 tygodni (rok i 1-2 miesiące) jesteśmy w stanie zamieszkać w wykończonym domu. Realne terminy budowyKrystian: Zgadzam się, że przy dobrym planowaniu, bez zbędnych przestojów, można wybudować dom do stanu deweloperskiego i wykończyć go w rok i trochę. To realny termin. Z obserwacji widzę, że wiele osób budując systemem gospodarczym rozciąga to do półtora roku, do dwóch lat. To często wynika z planowania – czasem celowo wydłużają budowę, żeby dać sobie czas na przemyślenia, decyzje, wybór materiałów, uzbieranie funduszy. W tradycyjnej metodzie budowy, nawet przy trudniejszym wariancie (dom z poddaszem użytkowym, z tradycyjnym stropem), da się osiągnąć czas 7-9 miesięcy do wprowadzenia. Wymaga to jednak perfekcyjnego planowania – wybierania płytek zanim powstaną ściany, zakupów w momencie gdy mamy gdzie magazynować materiały. To ekstremalne planowanie, ale umożliwia takie skrócenie czasu. W przypadku domu parterowego odejmujemy miesiąc. Nie musi to być drożej, bo budujemy metodą tradycyjną, bez dopłat za technologie prefabrykowane. Ale trzeba poświęcić dużo czasu na planowanie, dobrze to przemyśleć, wybrać solidne ekipy. Budowa w technologii prefabrykowanej – dom modelowyKrystian: Analizowałem możliwość jak najszybszego wybudowania domu modelowego. Teoretycznie, przy perfekcyjnej organizacji, można osiągnąć stan deweloperski w nieco ponad dwa miesiące. Wykończeniówka to kolejne 1,5-2 miesiące. Gdyby się bardzo postarać, dom parterowy można zrobić do stanu pod klucz w pięć miesięcy. To inna sytuacja niż przy domach modułowych, gdzie czeka się rok na produkcję, a dom przyjeżdża w jeden dzień. W technologii tradycyjnej połączonej z elementami nowoczesnymi (prefabrykowane ściany, płyta fundamentowo-grzewcza) można zejść do takich czasów, ale to ścieżka dla doświadczonych wykonawców. Sławek: Te 5-6 miesięcy brzmi niewiarygodnie. Nie tyle jeśli chodzi o stan deweloperski, ale wykończenie – zawsze może coś pójść nie tak i nawet perfekcyjne przygotowanie może nie wystarczyć. Krystian: Wymagałoby to ogromnego planowania, wiedzy ze znacznym wyprzedzeniem o wszystkich elementach wykończenia. Bez tego nie ma szans na takie tempo. Ale znam firmę, która doprowadzała małe bliźniaki z piętrem do stanu deweloperskiego w cztery miesiące. Przy powtarzalnej produkcji da się osiągnąć takie wyniki nawet w technologii tradycyjnej. Przyspieszenie procesu uzyskiwania pozwolenia na budowęSławek: Widzimy, że czas budowy trwa kilka, kilkanaście miesięcy, w zależności od technologii i sposobu budowy. Natomiast jeżeli dzisiaj podejmujemy decyzję o budowie domu, to zanim zaczniemy budowę, minie znowu te kilka miesięcy. Możemy to nieco przyspieszyć. Pierwsza opcja to wybór projektu katalogowego. Projekt przychodzi po 3-4 dniach, a jeśli mamy wybranego projektanta adaptującego, w ciągu 1-2 tygodni może przygotować dokumentację. Pozostaje złożenie wniosków i oczekiwanie na pozwolenie – w zależności od gminy od miesiąca do dwóch, czasem dłużej. Według prawa około 60 dni, ale znam sytuacje uzyskania pozwolenia w kilka tygodni. Zaznaczam jednak – pośpiech nie powinien być najważniejszy przy wyborze projektu katalogowego. Wybierzmy go tylko wtedy, gdy w 100% nam odpowiada. Jeśli nie, lepiej poświęcić 2-3 miesiące na projekt indywidualny. Druga możliwość to kupno działki z pozwoleniem na budowę. Jest to ekstremalnie trudne – znaleźć działkę w dobrej lokalizacji z pozwoleniem na wymarzony dom, ale jeśli się uda, można zacząć budowę od razu. Trzecia opcja dotyczy prefabrykatów – sporo firm oferuje swoje projekty z pełną obsługą administracyjną. Mają doświadczenie i wiedzą jak przyspieszyć proces, ale wadą może być ograniczony wybór projektów. Krystian: Dodam, że sama adaptacja projektu jest szybka, ale najdłużej trwa przygotowanie mapy do celów projektowych – około miesiąca. Warto o nią zadbać z wyprzedzeniem. Można się o to postarać wcześniej, udając się do projektanta lub bezpośrednio do geodety. Co do domów prefabrykowanych – rzeczywiście niektóre firmy oferują gotowe zestawy dla konkretnych projektów, ale można też wybudować dom z prefabrykatów według dowolnego projektu. Nie wszyscy to robią, ale ja akurat nie mam takich ograniczeń. Aspekt kosztowy szybkiej budowyKrystian: Szybka budowa nie zawsze musi być dużo droższa. Na przykładzie domu modelowego – płyta fundamentowo-grzewcza jest droższa niż tradycyjne fundamenty o około 20-30 tysięcy złotych, ale odpada podwójna termoizolacja i wylewka. Przy ścianach prefabrykowanych dopłata to też około 20 tysięcy na całym domu. Oprócz oszczędności czasu zyskujemy na komforcie budowy – elementy prefabrykowane są łatwiejsze w nadzorowaniu. Trzeba mieć doświadczenie, bo nie ma miejsca na błędy, wszystko trzeba dokładnie zaplanować. Ale sam montaż jest przyjemniejszy niż przy klasycznej budowie, gdzie ciągle pojawiają się nieprzewidziane sytuacje. PodsumowanieSławek: Projekt domu modelowego można znaleźć na stronie domymodelowe.pl. Jeśli ktoś jest zainteresowany prefabrykatami, warto skonsultować się z fachowcami. Dla osób planujących budowę tradycyjną polecamy kurs „Budowa domu od zera, zarządzanie i kontrola prac” na stronie jaksiewybudowac.pl, gdzie pokazujemy, jak się przygotować do budowy, ustalić szczegóły z wykonawcami i wybudować dom bez błędów, relatywnie szybko. Krystian: Czy warto budować dom jak najszybciej? To zależy. Schodzenie do terminu 4-5 miesięcy wiąże się ze wzrostem kosztów. Jeśli ktoś buduje pierwszy raz i wszystko odkrywa od podstaw, powinien przygotować się na około dwa lata. Z dobrym przygotowaniem i planowaniem optymalny czas to rok do stanu pod klucz. Można zejść do 8-9 miesięcy przy domu z poddaszem, ale zejście poniżej wiąże się z wyższymi kosztami. Warto rozważyć, czy komfort prowadzenia budowy i zastosowane technologie rekompensują wyższe koszty. Rozciąganie budowy w czasie nie przynosi istotnych korzyści poza dawaniem czasu na przemyślenia. Lepiej zrobić to raz, dobrze i sprawnie, zamknąć temat i cieszyć się nowym domem. Artykuł Szybka budowa domu – jak przyspieszyć prace budowlane? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Dysperbit jako hydroizolacja fundamentów – dlaczego nie warto | 09 Jan 2024 | 00:52:09 | |
Cześć, witajcie w kolejnym odcinku podcastu z serii Dylematy Budowane. Dzisiaj spróbujemy Wam wyjaśnić, dlaczego dysperbit nie jest hydroizolacją i dlaczego nie polecamy go do stosowania przy fundamentach. Zapraszamy do lektury lub wysłuchania odcinka. Informacja: Wpis jest transkrypcją nagrania dostosowaną do czytania. Zawiera fragmenty wyjaśniające i uzupełniające, które nie znalazły się w nagraniu. Czym jest hydroizolacja?[SŁAWEK] Są osoby, które nie wiedzą w ogóle o co chodzi, więc zaczniemy od tego, co to jest w ogóle hydroizolacja, po co się ją stosuje i od tego zaczniemy od takich podstaw. [KRYSTIAN] Hydroizolacja, tak najbardziej ogólnie rzecz biorąc, to działanie, które ma zabezpieczyć nasz budynek przed wodą. A tutaj mówimy specyficznie o części podziemnej budynku, czyli przede wszystkim o fundamentach. Więc jest to pojęcie najbardziej ogólne. Pod nim mogą się kryć wszelkie możliwe pomysły i sposoby na zabezpieczenie budynku przed wilgocią czy przed wodą. Zamiast niego, często staram się stosować pojęcie „system hydroizolacji”, jeżeli mówię w takim ogólnym kontekście, żeby odróżnić to od specyficznego produktu, czy od specyficznego rozwiązania. Więc tutaj bym powiedział, że izolacja jako system jest to rozwiązanie składające się z kilku różnych rzeczy, mające na celu zapewnić to, żeby nasz fundament, nasza podziemna część budynku, była sucha. Pobierz kosztorys budowy, poradnik o wyborze wykonawców i megaporadnik o działce. Będę informował Cię także o nowych publikacjach na blogu Hydroizolacja fundamentówIdąc dalej w głąb tego tematu, pojawiają się różne pojęcia z krawędzi inżynierii i magii, bo nikt do końca nie wie skąd się wzięły i co znaczą. Takimi pojęciami są na przykład hydroizolacja typu średniego, typu lekkiego, typu ciężkiego albo izolacja przeciwwilgociowa, izolacja przeciwwodna. I tu bym się chciał na chwileczkę zatrzymać, bo przygotowując się do tego podcastu stwierdziłem, że skądś te pojęcia się wzięły, jeżeli faktycznie powinniśmy nimi operować. A operowanie nimi jest ważne, bo często z takim albo innym rodzajem zabezpieczenia utożsamiane są takie lub inne produkty, które powinniśmy zastosować. Są one nawet wpisywane w projekty budowlane. Jeżeli w projekcie jest napisane np. hydroizolacja typu średniego, to jaka one właściwie powinna być? Co to za produkt za nią się kryje? Zobacz też:Budowa fundamentów - jak krok po kroku zrobić fundamenty Typy hydroizolacji spotykane na rynku i ich poprawnośćOkazuje się, że pojęcie hydroizolacji typu lekkiego, średniego i ciężkiego nie występuje w żadnej normie, nie występuje w żadnych wytycznych Instytutu Techniki Budowlancej (ITB). Występuje w jednej książce w literaturze budowlanej i stamtąd ono pochodzi. Książka już ma parę ładnych lat. Nie chciałbym może podawać tytułu, ale to jest jedyne źródło, w którym znalazłem informacje na temat izolacji typu lekkiego, średniego i ciężkiego, a która odpowiada łatwym, średnim i trudnym warunkom gruntowo-wodnym. Nie jest to jednak żadna oficjalna wytyczna. Jest to pierwszy mit na temat w tym temacie, który dotyczy też dysperbitu – powszechnie traktowanego jako izolacja typu lekkiego dla łatwych warunków gruntowo-wodnych. Ten mit trzeba rozwiać. Rodzaje izolacji przeciw wilgoci Natomiast istnieje też pojęcie izolacji przeciwwilgociowych, przeciwwodnych albo wodochronnych. Czyli dwa rodzaje. Przeciwwilgociowe, a drugie to są wodochronne albo przeciwwodne, też nazywane zamiennie. I tu już jest nieco lepiej, bo dokopałem się, skąd te pojęcia się wzięły. One obowiązują do dziś w całkiem poważanej literaturze, a mianowicie w Warunkach technicznych wykonania i odbioru wydanych przez Instytut Techniki Budowlanej. To jest poważana instytucja, a „Warunki techniczne…” w formie książeczek są wydawane i aktualizowane raz na jakiś czas, więc te pojęcia można traktować już jako coś, co faktycznie istnieje, coś, czym faktycznie powinniśmy się sugerować. I konkretnie to jest zeszyt „część C”, zeszyt piąty tych warunków technicznych, więc jeśli ktoś by bardzo chciał, może sobie to odnaleźć i tam jest podane przytoczone pojęcie izolacji przeciwwilgociowej i wodochronnej, i pozwólcie, że zacytuję o co tam chodzi. Izolacja przeciwwilgociowa to zabezpieczenie wodochronne części podziemnej budynku posadowionego powyżej zwierciadła wody gruntowej w gruntach przepuszczalnych. Więc tutaj definicja jest dosyć jasna i chyba nie wymaga wielkiego wyjaśnienia, czyli jeżeli mamy fundamenty powyżej wód gruntowych, a grunty są przepuszczalne, czyli piaski, żwiry itp., no to możemy zastosować izolację przeciwwilgociową? [SŁAWEK] Ja rozumiem to tak, że jeżeli mamy budynek na takich gruntach, to na przykład jeżeli spadnie deszcz, to woda nie zatrzyma się wokół budynku, czyli nie będzie ta woda napierała na budynek, tylko wsiąknie. To, że budynek jest nad wodami gruntowymi, to też oznacza, że budynek nie będzie stał w wodzie. [KRYSTIAN] Chodzi dokładnie o to, czy woda pod jakimkolwiek ciśnieniem, nawet bardzo malutkim, nie będzie zalegała w formie płynnej przy fundamentach, przy części podziemnej budynku. [SŁAWEK] Czyli jeżeli woda nie napiera, to mamy izolację przeciwwilgociową? Wybuduj swój dom - bezbłędnie! Jeżeli chcesz: - Dobrze zaplanować budowę i uniknąć niespodziewanych wydatków oraz stresu - Wybrać najlepszych wykonawców na każdy etap budowy - od prac ziemnych po stan deweloperski - Mieć pewność, że prace postępują zgodnie z projektem i sztuką budowlaną. To powinien Cię zainteresować kurs "Budowa domu od zera: zarządzanie budową i kontrola prac". [KRYSTIAN] Tak. I izolacja wodochronna, czyli inaczej można by powiedzieć przeciwwodna, ale w tych wytycznych jest napisane wodochronna i tego się trzymajmy na dzisiaj. To jest zabezpieczenie wodochronne części podziemnej budynku posadowionego poniżej zwierciadła wody gruntowej bez względu na rodzaj otaczającego gruntu lub powyżej zwierciadła wody gruntowej, lecz w gruntach nieprzepuszczalnych lub uwarstwionych. I to sprowadza się do tego, co mówiłeś, to są wszystkie możliwe przypadki, kiedy w gruncie woda może zalegać i budynek jest albo faktycznie stoi już poniżej tego zwierciadła wody gruntowej, albo woda opadowa, która wsiąknie, może zalegać przy ścianach fundamentowych i napierać na te ściany w jakikolwiek sposób. Zwykle nie są to duże ciśnienia, ale one generalnie są i ta woda tam zalega już w takiej płynnej postaci, nie jako para wodna, nie jako zawilgocony piasek czy coś takiego. Bezpośrednio woda ma kontakt z naszą hydroizolacją. Więc to jest jedyny istniejący i fachowy termin, który udało mi się potwierdzić. A co za tym idzie, te same wytyczne ITB później nakładają kolejne warunki, jakie powinny być spełnione przez taką czy inną powłokę. [SŁAWEK] Dobra, czyli jak mamy na przykład na działce glinę, to powinniśmy stosować izolację przeciwwilgociową, czy też wodochronną. Powiem Ci, że z taką nazwą się jeszcze nie spotkałem. Zawsze mówimy o izolacji przeciwwodnej, więc muszę się przyzwyczaić. [KRYSTIAN] Zawsze mówimy o przeciwwodnej albo przeciwwilgociowej, a tutaj mamy nazwane to wodochronną. Więc tak, jeżeli są piaski i jesteśmy powyżej zwierciadła wody gruntowej, to mamy izolację przeciwwilgociową. Jeżeli są gliny albo… jeżeli niezależnie od rodzaju gruntu mamy zwierciadło wody gruntowej już na wysokości fundamentów, części podziemnej budynku, no to mamy izolację wodochronną. Taki jest prosty podział oficjalny wykonany i sprawdzony przez ITB. [SŁAWEK] To w ramach uzupełnienia jeszcze, jeżeli ktoś buduje dom albo dopiero wybiera działkę i nie wie, jaki grunt jest na działce i gdzie znajduje się woda gruntowa, to powinien wykonać badanie geotechniczne. Polega ono na tym, że firma przyjeżdża, robi na przykład trzy odwierty na naszej działce w miejscu przyszłego posadowienia budynku. Zobacz też:Etapy budowy domu jednorodzinnegoI po tygodniu, dwóch, dostajemy sprawozdanie z takiego badania, z którego właśnie wynika, jaki mamy grunt, jaki jest układ warstw, czy w ogóle grunt nadaje się pod budowę domu jednorodzinnego, bo czasami nie nadaje się. Tak więc, jeżeli ktoś jest przed pracami projektowymi lub przed wyborem działki, niech wykona badanie geotechniczne lub oczekuje od sprzedającego wykonania takich badań. To tak w ramach uzupełnienia, bo badania geotechniczne jest często w podcaście, natomiast tutaj to także jest ważne. [KRYSTIAN] Tak, i mam nadzieję, że w ten sposób odpowiedziałem na twoje pytanie. [SŁAWEK] No, znaczy nie do końca jeszcze, bo skoro mamy izolację przeciwwilgociową i wodochronną, no to zabezpiecza ona przed jednym rodzajem, czy przed dwoma rodzajami? [KRYSTIAN] Wiesz co, to jest pytanie z kategorii, czy hydroizolacja zabezpiecza przed wodą, czy… przed wodą. Bo tak naprawdę przeciwwilgociowa i wodochronna zabezpiecza przed nią. Może nazewnictwo może być leciutko mylące, bo przeciwwilgociowa wydawałoby się, że zabezpiecza przeciw wilgoci, ale wilgoć to jest faktycznie woda i nie ma na to jakiegoś terminu, czym się różni wilgoć od wody. Przyjmuje się w potocznym nazewnictwie, że wilgoć jest w powietrzu, wilgoć w czymś zawarta, ale tak naprawdę to jest po prostu woda. Może troszeczkę w innej postaci, bo może być postacią pary wodnej, ale w mniejszej ilości niż woda czysta, tak jak jest w szklance. Więc to jest kwestia bardziej nazewnictwa i ilości tej wody, przed którą się zabezpieczamy, a nie tego, przed czym my się zabezpieczamy. Więc tak, jedna i druga izolacja zabezpiecza po prostu przed wodą mniejszą albo większą jej ilością. Czy stosować hydroizolację fundamentów na gruntach przepuszczalnych?[SŁAWEK] No dobra, ale wytłumacz w takim razie. Jeżeli mamy grunty przepuszczalne, mamy budynek ponad wodami gruntowymi, no to woda sobie przepuści się przez ten grunt, właściwie budynku może nawet nie dotknie, w przeciwieństwie do sytuacji, w której budynek stoi w wodzie. W związku z tym, że ta woda tego budynku właściwie nie dotknie, no to po co w ogóle stosować hydroizolację, skoro ona tylko ta woda dotknie fundamentów i potem sobie wsiąknie w grunt.[KRYSTIAN] No widzisz, sam w twoim pytaniu zawarłaś odpowiedź, bo powiedziałeś „może nie dotknie”. I tak naprawdę tego nie wiemy, bo teoretycznie jest taka możliwość, że woda nie dotrze do tych fundamentów w bardzo niesamowicie korzystnych warunkach. Może tak się zdarzyć. Ale nie musi i najprawdopodobniej tak się nie zdarzy, bo jeżeli budynek będzie latami stał w tym gruncie i będą lata bardziej suche, bardziej mokre, gdzie deszcz będzie zacinał bardziej w tą stronę albo w tamtą, no to ta woda prawdopodobnie, a właściwie na pewno, kiedyś do tych fundamentów jednak dotrze. Wejdzie w nie i je po prostu zawilgoci. I dlaczego się tego boimy? Ano dlatego, że jeżeli jakiś element konstrukcji jest powyżej poziomu przemarzania i jest mokry, no to jest narażony na niszczenie przez rozsadzanie wody w tym materiale. Betonowe materiały, które są na zewnątrz, jeżeli są wykonane niewłaściwie, to ta woda często w nie wsiąka i są po prostu rozsadzane. Więc to jest taki standard, który można łatwo sprawdzić. Dlatego się zabezpieczamy przed wodą, to po pierwsze. A po drugie, mokra ściana fundamentowa, bo tutaj przede wszystkim o tym mówimy, to ściana o wyższej przewodności cieplnej. Czyli sami sobie generujemy dodatkowy mostek cieplny, którego oczywiście byśmy nie chcieli, ale sami sobie to robimy, nie stosując porządnego zabezpieczenia. Więc z tych dwóch powodów myślę, że nie ma tutaj co dyskutować. A dodatkowo jeszcze jest trzeci powód. Zawilgocona ściana fundamentowa czy np. ocieplenie ściany fundamentowej powoduje to, że jakikolwiek tynk nie trzyma się, tylko zaczyna odpadać, więc sobie robimy jeszcze problem estetyczny z tym, że niszczeje nam ściana, przynajmniej ta jej widoczna część. [SŁAWEK] To czasami widać na schodach zewnętrznych, pod którymi też powinna być jakaś hydroizolacja (a chyba prawie nikt jej nie daje), że wilgoć wchodzi ci od dołu i powstaje ciśnienie pod płytkami i po prostu te płytki rozsadza, co absolutnie nie jest korzystne, bo wtedy nawet nie jesteś w stanie znowu płytek położyć, bo to jest tylko naprawa na rok, dwa, trzy. Walka będzie trwała właściwie przez całe życie twojego budynku, a zabezpieczenie zapewni, że raz zrobisz i będzie się trzymało. Natomiast wiesz, kiedyś myślałem o tym, czy można takie ryzyko oszacować, bo widzisz, często słyszę, ty pewnie też o tym, że ktoś nie zabezpieczył fundamentów, zrobił odkrywkę po kilkunastu latach i były suche. Albo nie było widać żadnych pęknięć związanych z zniszczeniem betonu. W związku z tym, że porządne uszczelnienie w skali całego domu to jest jakiś promil cokolwiek tych kosztów, no to myślę, że warto o nią zadbać aby to ryzyko zmniejszyć do zera. [KRYSTIAN] Tak, no wiesz, tak jak mówisz, nie da się policzyć, jak bardzo jest to opłacalne albo jak bardzo jest nieopłacalne jej wykonanie, bo to troszeczkę zależy jednak od pogody, od warunków gruntowych, które się zmieniają, od poziomu wód gruntowych, które się zmieniają. Ja tutaj się sugeruję jednak tym, co podają te polskie wytyczne ITB. Mało tego, w niemieckich wytycznych jest zupełnie podobnie i to obstawiam, że to nie wzięło się tak, bo ktoś sobie tak wymyślił i napisał, tylko dlatego, że specjaliści z ITB po prostu mieli dostęp do iluś tych budynków. Starych, wybudowanych jakiś czas temu. Oni je przejrzeli, sprawdzili jakie są warunki gruntowe i na tej podstawie stwierdzili, że tak będzie bezpiecznie. Postępując w ten sposób, opisując wytyczne w ten sposób, będzie bezpiecznie dla wszystkich. Nie mogli sobie pozwolić na to, że zrobimy coś, co będzie bezpieczne w 50%. Nie wyobrażamy sobie tego, że projektant, konstruktor, zaprojektuje strop, który będzie bezpieczny w 50% przypadków. A w 50% niestety nie. I tak samo powinno się postępować z hydroizolacją. Ona powinna być skuteczna w 100% wypadków, ale praktyka pokazuje, że ludzie do tego podchodzą bardziej beztrosko niż w przypadku stropów. Nie do końca wiadomo czemu. No i to tak bym to ujął chyba. Koszt hydroizolacji[SŁAWEK] Ok, no to pamiętam, że jak robiliśmy ostatnio wyliczenia, ile kosztuje hydroizolacja, to o ile pamiętam, masą KMB w przypadku domu modelowego, czyli domu parterowego o powierzchni użytkowej 136 m2. wyniosła chyba 7 tysięcy złotych, o ile pamiętam dobrze. [KRYSTIAN] Coś koło tego. [SŁAWEK] To jest tylko jakiś tam procencik, ułamek procenta w skali całego domu. No i teraz pytanie, czy 7 tysięcy złotych oszczędności jest warte jakiegoś ryzyka. Jak nie zrobimy hydroizolacji i wszystko będzie w porządku, no to teoretycznie mamy 7 tysięcy w kieszeni. jak nie zrobimy i będzie problem, to zapłacimy o wiele więcej, żeby naprawić swój budynek, więc chyba nie warto. [KRYSTIAN] No chyba nie. Zresztą do tego dążymy, żeby to wyjaśnić, że chyba nie warto. <h2″>Dysperbit – co to jest?[SŁAWEK] Dobra, no to teraz temat po tym wstępie długim, temat główny. Dysperbit. Jest często stosowany w przypadku domów jednorodzinnych. Uważany za dobry środek, który jest nazywany hydroizolacją. W porównaniu do takiej na przykład masy KMB jest około 4 razy tańszy, więc oszczędzasz na start dobre 5 tysięcy złotych. Więc pytanie, co to jest dysperbit w ogóle, co to jest za środek i co o nim myślisz? [KRYSTIAN] Tak, tutaj znowuż wchodzimy w słownictwo i nazewnictwo na początek, ale to trzeba wyjaśnić. Dysperbit to jest tak naprawdę bardzo ogólna nazwa na większość preparatów produkowanych przez przeróżnych producentów i każdy może sobie nadać temu swoją inną nazwę handlową. Wykonanie prawidłowej i szczelnej hydroizolacji może być niemożliwe przy użyciu złych materiałów – na zdjęciu cienka, a wręcz prześwitująca powłoka z emulsji asfaltowej.Ale chodzi o to, że nazwa dysperbit wzięła się z tego, że to jest dyspersja wodna asfaltów. Dyspersja oznacza, że mamy cząsteczki asfaltu wymieszane razem z wodą. Nie tak jak w rozpuszczalniku, gdzie cząsteczki asfaltu byłyby rozpuszczone przez rozpuszczalnik w wodzie. Tutaj te cząsteczki nie są rozpuszczone, ale są wymieszane razem z wodą. To jest po prostu dyspersja od bitumów, czyli frakcja tej asfaltowej. Po prostu nazwa ogólna grupy produktów, które tak działają, a to oznacza, że tam jest mniej więcej połowa części asfaltowej, która stanowi faktyczną hydroizolację i mniej więcej połowa wody, która musi odparować, żeby to stwardniało. Pod tym hasłem kryje się naprawdę mnóstwo przeróżnych produktów. One mają tą część wspólną, że składają się z wody i asfaltu, i z bitumu. I na tym się właściwie kończą ich podobieństwa. Każdy producent potrafi deklarować inne właściwości, może nie to, że skrajnie inne, ale nieco inne właściwości dla tych produktów, inne wytyczne w kartach technicznych i tym podobne, więc różnic jest sporo. Natomiast chyba jedną taką też wspólną rzeczą jest to, że deklarowane jest to jako izolacja do zastosowania na fundamentach, izolacja typu lekkiego na przykład, co ma się nijak do rzeczywistości. Bardziej do rzeczywistości ma się, jeżeli to jest deklarowane jako izolacja przeciwwilgociowa, o czym przed chwileczką mówiliśmy w kontekście tego nazewnictwa hydroizolacji. No i cóż, to chyba taka moja definicja dysperbitu. [SŁAWEK] Jak przeglądałem karty techniczne produktów, a postarałem się przejrzeć chyba wszystkie, to zauważyłem, że w niektórych przypadkach są różnice względem strona internetowych oferujących dany produkt. Są tam twierdzenia, że oczywiście jest hydroizolacją. Ale wiążące jest to, co jest w kartach technicznych. W niektórych z nich nie występuje w ogóle to słowo i nie ma stwierdzenia tego, że można stosować ten produkt do fundamentów, tylko są wymienione inne zastosowania. Natomiast w innych przypadkach, także w kartach technicznych była informacja o tym, że można stosować ten produkt jako hydroizolację fundamentów. Do hydroizolacji nie powinno się wybierać produktów bardzo podatnej na uszkodzenia – na zdjęciu „hydroizolacja” z emulsji asfaltowej. Mam taki od razu wniosek, żeby przed zakupem jakiegokolwiek produktu czytać karty techniczne, a nie to, co jest na stronach internetowych sklepów, bo tam są przeróżne głupoty czasami niestety, nijak mające się do tego, co dany produkt może robić. A to karta techniczna ma tutaj większą moc niż tekst pisany przez marketingowca. Więc pytanie jest w takim razie, bo mówisz, jak rozumiem, że teoretycznie może być dysperbit stosowany jako izolacja przeciwwilgociowa, tak? Czy też nie do końca? Czy muszą być spełnione jakieś warunki dodatkowe? [KRYSTIAN] Tutaj rzekłbym, że to jest śliski temat, krótko mówiąc. Znowuż powołam się na te wytyczne ITB, o których mówiłem. W nich jest dosyć jasno napisane i to dlatego zacytuję. „Wymagania ogólne dotyczące mas hydroizolacyjnych” – czyli dysperbit się teoretycznie łapie. W przypadku, gdy powłoka wykazuje wodoszczelność rzędu 1000 mm słupa wody w badaniu trwającym 24 godziny, może być stosowana jako izolacja przeciwwilgociowa. Dopuszcza się powłoki przeciwwilgociowe o odporności na przesiąkanie wody rzędu 500 mm, lecz są to powłoki wykonane z wyrobów niemodyfikowanych i tym samym o mniejszej trwałości. Powłoki o większej wodoszczelności niż 15 tys. mm słupa wody są powłokami wodochronnymi. Tak naprawdę mamy dosyć jasno pokazany podział, gdzie według tych wytycznych ITB zaczynają się powłoki przeciwwilgociowe i gdzie zaczynają się powłoki wodoszczelne, wodochronne. ITB mówi, że minimum dla powłoki przeciwwilgociowej odporności na parcie słupa wody przez 24 godziny to jest 1000 mm. Jak sobie zajrzymy do kart technicznych, to występują zarówno takie dysperbity, które nie mają żadnej informacji na ten temat i takie, które mają 1000 oraz takie, które mają 500, gdzie 500 jest napisane wyraźnie, że to są powłoki o niższej trwałości. Więc tu jest w jakiś sposób zaznaczone to ryzyko, o którym mówiliśmy. Biorąc to pod uwagę, moglibyśmy zakwalifikować dysperbit jako izolację przeciwwilgociową. Nie każdy jednak, to trzeba sobie jasno powiedzieć, bo są takie, które nie są. I rozróżnić dodatkowo dysperbity o mniejszej i większej trwałości. I tutaj też widzimy, gdzie się zaczynają izolacje przeciwwodne. Natomiast w kolejnym punkcie robi się ciekawiej i moim zdaniem to jest punkt, który tutaj jest zapisany w takiej formie teoretycznej, ale on ma swoje praktyczne uzasadnienie, o którym zaraz powiem. Dysperbit w praktyce nie jest hydroizolacjąDlaczego dysperbitu nie da się zakwalifikować jako faktyczną izolację? Tu jest napisane tak, że liczba nakładanych warstw powinna być zgodna z wymaganiami dokumentacji technicznej, lecz nie mniejsza niż dwie. a łączna grubość tych warstw nie mniejsza niż 2 mm. I to jest coś, czego one nie spełniają, po prostu. Bo jeżeli zajrzymy do kart technicznych, mamy tutaj zapisane, że są oczywiście różne wartości, ale że przy wykonywaniu izolacji przeciwwilgociowej należy zużyć 1,5 kg dysperbitu na m2, aby uzyskać warstwę o grubości 1 mm. Więc gdybyśmy chcieli faktycznie nałożyć tutaj te 2 mm takiej warstwy, to trzeba tę warstwę nakładać kilkukrotnie, bo pamiętajmy, że to jest 1,5 kg masy do przygotowania, z której połowa odparuje, bo jest wodą, więc tak naprawdę uzyskamy tutaj jakieś 0,7 mm. Trzeba by teoretycznie nałożyć przynajmniej trzy warstwy i to naprawdę grubo, żeby uzyskać tą wodoszczelność. I dlaczego moim zdaniem ten wymóg dwóch milimetrów? O czym oczywiście już producenci nie piszą w swoich kartach technicznych. Tego nigdzie nie znajdziemy, że trzeba nałożyć tak dużo, aby uzyskać warstwę o tej grubości. Więc teoretycznie jest to możliwe. Praktycznie nie spotkałem się, żeby ktoś nakładał tak grube warstwy. Nie widziałem tego. I moim zdaniem to jest średnio wykonalne na nawet trzech warstwach. A przy nakładaniu cieńszych warstw z pędzla to pewnie tych warstw byłoby jeszcze więcej trzeba nałożyć. To jest prawie niewykonalne, dlatego że dysperbit wymaga perfekcyjnie gładkiego podłoża. I to też w warunkach technicznych ITB jest opisane, że podłoże musi być gładkie. Natomiast jeżeli ktoś by się przyjrzał, jak jest dysperbit nakładany, no to on musi być naprawdę nałożony na coś gładkiego. Jeżeli mamy powierzchnię bloczka betonowego od ściany fundamentowej, to fakt, da się na niego nałożyć dysperbit i on będzie szczelny, ale w ten sam sposób powinien być nałożony na połączenia w murze, na wszystkie możliwe szczeliny i tak dalej, co już się robi trudne. Jeżeli na przykład mamy słupy żelbetowe i tam są jakieś braki, jakieś ubytki, pęcherzyki powietrza, to ten środek już tego nie wypełni. On jest w stanie wypełnić takie szczeliny do pół milimetra, do milimetra maksymalnie. Powyżej już sobie z tym nie daje rady i z tego względu moim zdaniem jest ten zapis w wytycznych ITB, że grubość musi mieć 2 mm. Oczywiście są też zapisy, które mówią o tym, że powłoka musi być szczelna i trudne jest to moim zdaniem do uzyskania po prostu stosując ten rodzaj hydroizolacji. Mamy jeszcze jedną rzecz, bardzo, ale to bardzo ważną, która jest w ogóle pominięta w kartach technicznych i o której nikt głośno nie mówi, a wytyczne ITB mówią o tym w kilku miejscach bardzo, bardzo wyraźnie. Wszystkie przejścia instalacji, na przykład przez hydroizolację, przez ścianę fundamentową, przez posadzkę, gdziekolwiek ona występuje muszą być całkowicie szczelne i dysperbit sobie z tym w ogóle nie radzi. Nie da się nim wykonać uszczelnień takich przejść, to jest po prostu niewykonalne. Nawet stosowanie takich specjalistycznych uszczelnień nie zawsze jest skuteczne, nie zawsze te uszczelnienia da się z nim połączyć po prostu. Więc moim zdaniem, teoretycznie jesteśmy w stanie spełnić wymogi, żeby dysperbit był hydroizolacją pod pewnymi warunkami, a jak widać tych warunków jest kilka. Natomiast w praktyce jest to trudne do uzyskania i tutaj nie ma się co oszukiwać, że to jest super produkt. Co zamiast dysperbitu?[SŁAWEK] A czy np. środek typu masa KMB też nie wymaga równego podłoża? Czy ona wypełnia ubytki i jej nałożenie jest po prostu prostsze, że wystarczą dwie warstwy i mamy osiąganą wodoszczelność? [KRYSTIAN] Wiesz co, właśnie dokładnie o to chodzi, bo w przypadku masy KMB producenci różnie podają (albo i nie podają), ale gdzieś znalazłem w karcie, że ten producent tego konkretnego produktu podaje, że ta masa wypełnia ubytki do 5 mm. Więc praktycznie wszystko, co znajdzie się na ścianie fundamentowej, ta masa wypełni. Jeżeli ktoś pracował z tymi produktami, to wie, jaką konsystencję mają masy KMB. One są dużo gęstsze, dużo lepiej wypełniają ubytki niż sam dysperbit. Więc moim zdaniem z takiego praktycznego punktu widzenia masa KMB jest lepsza. Mało tego, taką masę, żeby osiągnąć tą grubość dwóch milimetrów, nakłada się w dwóch warstwach i to wystarcza, bo ona jest na tyle gęsta i ona w sobie zawiera takie ziarenka, coś a`la styropian, które powodują, że tą grubość uzyskujemy od razu, wypełnia nam szczeliny wszystkie możliwe, wszystkie ubytki. Nawet w takich podstawowych masach tańszych ta wodoszczelność, o której mówiliśmy, to gorsza masa KMB ma 7500 tej wodoszczelności, odporności na parcie słupa wody przez 24 godziny. Więc nawet nakładając jedną warstwę albo byle jak dwie warstwy, jesteśmy dużo, dużo, dużo lepiej zabezpieczeni przed wilgocią niż z dysperbitem. A co więcej, dalej jesteśmy w klasie izolacji przeciwwilgociowych. Nałożenie dwóch warstw to jest 7500 mm odporności na parcie słupa wody o takiej wysokości, a ITB klasyfikuje, że wodochronne mamy dopiero powyżej 15000 mm, więc to jest dalej izolacja przeciwwilgociowa, chociaż czasami ludzie mówią, że to jest izolacja typu ciężkiego, wodochronna i w ogóle. A producent przetestował, sprawdził i wie, że to jest izolacja przeciwwilgociowa tak naprawdę. [SŁAWEK] Okej, wytłumacz jeszcze o co chodzi z tą wysokością słupa wody. Rozumiem, że słup wody o wyższej wysokości ma inne ciśnienie i jest inny napór tej wody na przykład na fundamenty, czyli to jest jakieś badanie, które pokazuje jakie jest ciśnienie wody napierające na fundamenty? [KRYSTIAN] Dokładnie o to chodzi. Badanie wygląda tak, że na hydroizolację faktycznie wywiera się ciśnienie o wartości takiej, jak ma słup wody o wysokości 500 tysiąca czy iluś tam set milimetrów. I sprawdza, czy próbka przesiąka pod takim ciśnieniem nie przesiąka przez 24 godziny. I dlatego po prostu możemy zaklasyfikować różne jej rodzaje pod kątem szczelności, zależnie od tego, jaką wysokość słupa wody, czyli jakie ciśnienie wody są w stanie wytrzymać przez 24 godziny. Wydawałoby się, że oczywiście na żadną hydroizolację nie zadziała prawdopodobnie nigdy w domu jednorodzinnym, bo może w jakichś innych warunkach tak, ale w domu jednorodzinnym nie zadziała nigdy ciśnienie wody typu 1 metr, no bo to jest naprawdę dużo, to ten budynek musiałby stać już w wodzie całkowicie. Ale mówimy tutaj o czasie 24 godzin. W ten sposób wyższym ciśnieniem, a krótszym czasem symulujemy warunki odwrotne, czyli dłuższego czasu, a mniejszego ciśnienia. A wiemy przecież, że 24 godziny to jest bardzo, bardzo malutki czas w stosunku do tego, że budynek będzie stał przez 50 albo 100 lat. Więc tutaj w taki sposób się symuluje upływ czasu. Więc nie ma co się sugerować, że to tylko przez 24 godziny i że ta wartość jest bardzo duża, bo tutaj chodzi o to, że ona jest bardzo duża w krótkim czasie, a w rzeczywistości nasz budynek będzie miał mniejszą wartość, ale w dużo dłuższym czasie. Pobierz kosztorys budowy, poradnik o wyborze wykonawców i megaporadnik o działce. Będę informował Cię także o nowych publikacjach na blogu Czy brak izolacji jest równie skuteczny, co izolacja dysperbitem?[SŁAWEK] Dobra, teraz pytanie mam takie, bo spotkałem się też w drugą stronę. Ogólnie jeżeli chodzi o dysperbit, to mam wrażenie, że zmieniło się trochę w ciągu ostatnich kilkunastu lat, bo te kilkanaście lat temu był on takim produktem, który każdy stosował i każdy wiedział, że jest dobry. Taka była wiedza ludzi budujących domy. W tej chwili widzę nawet na grupach na Facebooku, że jeżeli ktoś pisze o nim, to dużo komentarzy jest troszeczkę takich wytykających, że to nie ma sensu po prostu. Jestem ciekawy, co powiesz na taką tezę, że jeżeli już chcesz zabezpieczać nim fundamenty, to w ogóle lepie nie wydawać tych pieniędzy, bo nie będzie żadnej różnicy. Jeżeli coś się zdarzy, to i tak się zdarzy, a jeżeli się nie zdarzy, to by się nie zdarzyło, niezależnie od tego, jak te fundamenty zabezpieczymy. [KRYSTIAN] No tutaj ja bym powiedział, że to zależy wszystko od jakości pracy. Bo chyba udało mi się udowodnić, że pracę dysperbitem ciężko jest wykonać prawidłowo, żeby on faktycznie zakwalifikował się jako te minimum do izolacji przeciwwilgociowej. To jest dosyć trudne ze względów praktycznych, bo takie są właściwości tego materiału. Ale jeżeli ktoś bardzo by się postarał, I naprawdę chciał go użyć I zrobił to dobrze, czyli cały mur od ściany fundamentowej wyrównał, uzupełnił wszystkie szczeliny, wyłagodził wszystkie przejścia fasetami i uszczelnił w jakiś sposób wszystkie przejścia instalacji, nałożył go solidnie kilka razy, żeby uzyskać tą grubość warstw 2 mm, no to OK. Tak wykonane zabezpieczenie z dysperbitu to jest absolutne minimum. Do łatwych warunków gruntowo-wodnych będzie prawidłowa. Tutaj nie ma co na ten temat dyskutować. Natomiast wszyscy wiemy, że tak się tego nie robi. Jeżeli ktoś rozrzedzi ten środek pół na pół z wodą, gdzie on już sam w sobie jest w takich proporcjach, przeciągnie raz pędzlem, niedokładnie tak, że jeszcze prześwituje goły mur, no to rzeczywiście szkoda było pieniędzy i roboty. Tutaj moja odpowiedź jest taka, że to zależy od jakości wykonanych prac. Jeżeli robi się to byle jak, no to szkoda w ogóle zachodu. Jeżeli się zrobi to dobrze i porządnie, no to możemy to zaakceptować w prostych warunkach gruntowo-wodnych. I dlatego to jest uzasadnienie, dlaczego polecam jednak masy KMB, no bo nawet zrobione byle jak, osiągniemy lepszy rezultat niż robiąc to bardzo dobrze dysperbitem. [SŁAWEK] Czyli dysperbit jest hydroizolacją przy konkretnych warunkach i trzeba wtedy zgłębić temat, a na to zwykle się nie ma czasu. Więc jak czytamy na stronie producenta, że nią jest, no to jesteśmy przekonani, że jest w porządku. Po co nam coś więcej? [KRYSTIAN] Tak, a wykonawcy podchodzą do tego w taki sposób jak do pasty do butów? Żeby ściana zmieniła kolor na czarny i to znaczy, że jest zaizolowana. No wiesz, śmiejesz się, ale się osobiście z tym spotkałem, że jeżeli jest czarna, to znaczy, że jest zaizolowana. A co z tego, że prześwituje pod spodem bloczek betonowy? Jest kwestia podejścia po prostu. [SŁAWEK] Ale tam gdzie czarne będzie sucho, no więc może coś daje ten dysperbit? [KRYSTIAN] Nie polecamy rozwiązania, do których nie jesteśmy pewni, więc na takiej zasadzie dzisiejszy podcast się opiera w ogóle. [SŁAWEK] No tak, to jest trudny temat. Jak mówiłem wcześniej, że ludzie lubią czasami odkrywki i widzą suche fundamenty, ale tak naprawdę trzeba by zrobić jakieś ogólnonarodowe badania – zrobić odkrywkę w tysiącu domów i wtedy można by zobaczyć, ile budynków zostało uszkodzonych. Poza tym zwykle widzimy to, co chcemy widzieć, czyli odkryjemy jeden budynek, drugi budynek i na tej podstawie nie możemy podjąć decyzji, nie możemy wywnioskować niczego, tylko możemy wywnioskować, że w tych dwóch budynkach był użyty taki produkt i nic się nie stało, ale to nie oznacza, że nic się nie stało dzięki produktowi. Nie wolno mylić przyczyny ze skutkiem. [KRYSTIAN] Ja ci powiem, że prawdopodobnie gdyby zrobić odkrywki, to 90% albo więcej budynków w Polsce nie miałoby istotnych problemów albo dużych problemów z wilgocią. Tylko te wytyczne są po to, żeby 100% budynków w Polsce nie miało dużych problemów z wilgocią. O tym mówimy. Tak samo jak mówiłem o stropie. Szkoda by było mieć strop, który jest skuteczny tylko w 90% przypadków, a w 10% się zawala. Czym jest faseta?[SŁAWEK] Tak, a wiadomo, że fundamenty są najważniejszym etapem budowy domu i trzeba o nie zadbać odpowiednio, nie ryzykować. Chciałbym się zaczepić jeszcze o słowo, którego użyłeś, bo to jest słowo, które my znamy, ale warto, żebyś je wytłumaczył. Mówiłeś o fasetach. Co to jest faseta? [KRYSTIAN] Faseta powoduje, że przejście pomiędzy dwoma płaszczyznami hydroizolacji jest gładkie. A na konkretnym przykładzie: jeżeli jest ona pozioma pod ścianą fundamentową oraz pionowa na ścianie fundamentowej, no to oczywiście one się stykają ze sobą pod kątem prostym i żadna nie jest przystosowana do tego, żeby pod kątem prostym pracowała, bo to jest miejsce potencjalnych pęknięć. Dlatego, żeby je ze sobą skutecznie połączyć, stosuje się właśnie tak zwane fasety, czyli takie wyoblenia, gładkie przejścia, które powodują to, że to połączenie nie jest pod kątem prostym, tylko ono jest płynne, łatwe i zabezpieczenie bez troski sobie z tym radzi. Faseta a dysperbitA tu widzisz, znowuż sprawa, którą warto poruszyć, jeśli chodzi o fasety i dysperbit, jest taka, że z niego nie wykonasz faset. Czyli trzeba użyć i tak masy KMB, żeby fasety wykonać. Błędem jest, jeżeli zrobimy ją na przykład z zaprawy, bo jest nieelastyczna. Więc to kolejny praktyczny przykład, dlaczego dysperbit nie jest OK. [SŁAWEK] Okej, no widzisz. To mam jeszcze jedno a propos mostkowania rys. Bo masy KMB mają taką właściwość, że jeżeli pojawi się gdzieś ryska, to masa jest w stanie tę ryskę zakleić. Dzięki temu zachowujemy ciągłość hydroizolacji. Natomiast dysperbit nie ma takiej właściwości, czyli jeżeli pojawi się jakaś ryska na fundamentach, czyli będzie jakaś przerwa w nałożonym środku, no to niestety, ale przez tę ryskę będzie wdawała się wilgoć, więc trochę tak jakby tego zabezpieczenia w ogóle nie było. [KRYSTIAN] Prawda. Z masami KMB jest tak, że to nie to, że one same się regenerują, tylko chodzi o to, że one mają na tyle elastyczności własnej, że jeżeli na murze pod spodem, pod masą, pojawi się pęknięcie, to ta masa rozciągnie się wraz z tym pęknięciem. Zwykle 2 mm albo i więcej te masy się potrafią rozciągnąć. I dalej będzie szczelna. Masy KMB mają to w standardzie, te dwa milimetry i już, a dysperbit niekoniecznie, więc znowuż kolejna przyczyna praktyczna. I powiem więcej, można te masy zazbroić dodatkowo siatką, taką samą jak siatka elewacyjna do styropianu, co powoduje, że po pierwsze te hydroizolacje są grubsze, więc mają wyższą odporność na wodę, a po drugie jeszcze lepiej radzą sobie właśnie z wszelakimi rysami. [SŁAWEK] Okej, powiem Ci tak. Przekonałeś mnie. Zastosujmy ją. Zapłacimy te kilka tysięcy więcej i miejmy święty spokój. Zakończenie i podsumowanieOczywiście nasz podcast nie jest sponsorowany, żeby była jasność, więc nikt nam nie płaci za to, żeby promować takie czy inne materiały. Promujemy po prostu dobre rozwiązania. A zniechęcamy do używania rozwiązań, które mają wątpliwą skuteczność. Takim rozwiązaniem jest właśnie dysperbit, który jak słyszę, można stosować teoretycznie jako izolację przeciwwilgociową, ale przy zachowaniu takich warunków, które na budowie właściwie nie występują. [KRYSTIAN] Tak, to jest produkt na granicy, bym powiedział. I co? Przekonałem cię? Wyczerpałeś wszystkie trudne pytania? [SŁAWEK] Tak. Chociaż czuję, że mało było niewygodnych pytań, ale kurczę, dobrze gadasz, więc jakoś nie mam nic podchwytliwego, wiesz? [KRYSTIAN] To ja Ci jeszcze powiem na koniec i może zarzucimy ten temat, jeżeli słuchacze będą zainteresowani, to rozwiniemy to w kolejnych podcastach. Te same wytyczne ITB, o których mówię, mają też kilka ciekawych rzeczy na temat folii i membran kubełkowych jako hydroizolacji. Bo ludzie też próbują stosować te alternatywy i one też tutaj są wymienione, że można je zastosować pod pewnymi warunkami. I znowuż tych warunków jest kilka i kilka ciekawych wniosków można z tego wysnuć. Więc jeżeli ktoś chciałby na ten temat posłuchać troszeczkę więcej, a myślę, że o folii kubełkowej tak czy siak nagramy temat. bo to jest niekończący się spór na temat, jak układać folię kubełkową. O foliach może też, jeśli będziecie zainteresowani. [SŁAWEK] Pamiętam, że kiedyś napisałem artykuł o kolejnym etapie budowy pewnego domu. Zapraszam na mojego bloga „Jak się wybudować i nie zwariować”. Umieściłem tam właśnie zdjęcie z folią kubełkową umieszczoną w dobrą stronę, nie powiem w jaką. No i trzy czwarte komentarze nie dotyczyły artykułu, tylko tego, że umieściłem złe zdjęcie i w ogóle co to ma być. Więc chętnie o tym też pogadam, bo to temat bardzo ciekawy. W kursie oczywiście też go omawiamy, ale myślę, że to jest na tyle taki powszechny trochę mit, że warto to mówić w naszym podcaście. No i oczywiście, jak są jakieś inne tematy, to także zachęcamy do zadawania pytań. Mamy nowy rok, prawie 50 podcastów przed nami, więc zadbajcie o to, żeby nam tematów nie zabrakło. [KRYSTIAN] Tak, myślę, że kończąc powoli ten podcast, chciałem się przypomnieć, jeżeli ktoś nie chciałby się zajmować tym wszystkim, o czym tutaj mówimy, a jednak mieć dom, to ja mogę taki dom dla niego wybudować. Link do moich usług znajdziecie w komentarzu pod tym filmem. No i cóż, link do kursu budowlanego też gdzieś tam się znajduje w komentarzu pod tym filmem. Myślę, że ten podcast był bardzo subiektywny i jednak bardzo napieraliśmy tutaj na ten dysperbit, że to jest bardzo złe rozwiązanie. Ale nie żałuję swojej wypowiedzi, bo uważam, że jest on nadużywany w Polsce w kontekście naszego tematu. Trafia tam, gdzie nie powinien trafić. Beztrosko jest stosowany w przeróżnych miejscach tylko po to, żeby zmienić kolor na czarny. I jest takim materiałem bardzo często traktowanym po macoszemu, nie wiem jakie ty masz odczucie, ale ja po prostu z nim walczę jak tylko się da, bo uważam, że to jest rozwiązanie nieskuteczne i nie chcę nikomu polecać takich rozwiązań. [SŁAWEK] No, słusznie. Jeszcze a propos, kończąc temat, spotkałem się z takim stwierdzeniem, że może być on używany jako grunt pod hydroizolację, ale właśnie nie powinien być używany jako ona sama, więc to jest chyba najczęstsze stwierdzenie, które z przyjemnością obserwuję ostatnio. [KRYSTIAN] Na tym kończymy kolejny krótki podcast. Czy się Wam podobało, czy nie, to nam napiszcie w komentarzach! Zobacz też:Budowa domu krok po kroku - od czego zacząć?Artykuł Dysperbit jako hydroizolacja fundamentów – dlaczego nie warto pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Budowlane podsumowanie roku 2023. Dylematy budowlane #49 | 02 Jan 2024 | 00:46:52 | |
Nowy rok rozpoczynamy nowym podcastem. Tym razem rozmawiamy o tym jak minął nam 2023 w branży budowlanej.
Artykuł Budowlane podsumowanie roku 2023. Dylematy budowlane #49 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Kredyt na budowę domu – NAJCZĘSTSZE BŁĘDY. Dylematy budowlane #75 | 02 Jul 2024 | 00:59:37 | |
Budowa domu zawsze wiąże się z ogromnym nakładem finansowym i mało kto, może pozwolić sobie na wydanie kilkuset tysięcy złotych gotówki. Dlatego aby spełnić marzenie o własnym domu trzeba posiłkować się kredytem hipotecznym. Jak podejść to tego tematu? Jak wybrać kredyt? Na co zwrócić uwagę? Czy warto współpracować z doradcą kredytowym? Na jakie błędy uważać? Na te i inne, pytania odpowiada nasz dzisiejszy gość: Michał Dawidowicz.
Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_75.mp3
Artykuł Kredyt na budowę domu – NAJCZĘSTSZE BŁĘDY. Dylematy budowlane #75 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Nowe WYZWANIE, z którym wystartujesz z budową! Dylematy budowlane #48 | 26 Dec 2023 | 00:08:05 | |
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego Nowego Roku 2024 chcieliśmy złożyć Wam najlepsze życzenia. Zapisz się do newslettera, aby otrzymywać powiadomienia o kolejnych wyzwaniach: https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2023/12/Dylematy_budowlane_48.mp3
Artykuł Nowe WYZWANIE, z którym wystartujesz z budową! Dylematy budowlane #48 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| λ, U, R, μ, EPS. Czy wiesz co oznaczają te symbole? Dylematy budowlane #47 | 19 Dec 2023 | 00:59:32 | |
Podczas budowy domu możesz spotkać się z wieloma branżowymi, technicznymi symbolami i określeniami, takimi jak współczynnik przewodzenia ciepła, wytrzymałość, wodoszczelność, paroprzepuszczalność i wiele innych. Jednak nie zawsze ich znaczenie jest intuicyjne, a czasem wręcz zagadkowe. Dlatego w dzisiejszym podcaście wyjaśniamy co kryje się pod najbardziej popularnymi symbolami i nazwami. Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2023/12/Dylematy_budowlane_47.mp3Artykuł λ, U, R, μ, EPS. Czy wiesz co oznaczają te symbole? Dylematy budowlane #47 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak zapewnić ciszę? Czyli akustyka w domu. Dylematy budowlane #46 | 12 Dec 2023 | 00:46:46 | |
Dom od zawsze kojarzy się z miejscem bezpiecznym, spokojnym i cichym. I zwykle właśnie tak jest.
Jeśli tak, to odpowiedzi znajdziesz w dzisiejszym podcaście z cyklu Dylematy Budowlane. Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2023/12/Dylematy_budowlane_46.mp3Artykuł Jak zapewnić ciszę? Czyli akustyka w domu. Dylematy budowlane #46 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak uzyskać i porównać oferty na budowę domu? Dylematy budowlane #45 | 05 Dec 2023 | 01:01:46 | |
Jeśli planujesz zacząć budowę na wiosnę przyszłego roku, to już najwyższy czas aby wybrać wykonawców, przynajmniej do budowy stanu surowego. Artykuł Jak uzyskać i porównać oferty na budowę domu? Dylematy budowlane #45 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Ile kosztuje DOBRZE wybudowany dom? Dylematy budowlane #44 | 28 Nov 2023 | 01:19:10 | |
Przez ostatnie kilkadziesiąt godzin podcastów staraliśmy się przekazać Wam najlepsze możliwe praktyki dotyczące budowy domów.
TRANSKRYPCJA [SŁAWEK] Cześć, to kolejny podcast budowlany z cyklu Dylematy Budowlane, co wtorek o godzinie 19. Dzisiejszy temat to, ile kosztuje dobrze wybudowany dom. Zapraszamy do słuchania. Cześć Krystian. Co tam nowego, co tam się u Ciebie działo ostatnio? Masz jakieś historie może z placów budowy? [KRYSTIAN] Nie. Wiesz, ostatnio akurat nie mam żadnych historii. To, co w tej chwili robię, to jakieś tam wykończeniowe sprawy i na szczęście nie ma tutaj historii mrożących krew w żyłach, które by było warto opowiedzieć, więc chyba nic specjalnego ci nie powiem. [SŁAWEK] Ja byłem na budowie domu modelowego niedaleko Konina. Mam fajne zdjęcia, może nawet umieszczę jakiś fragment filmu z drona, bo sobie poleciałem dronem po okolice. I taka tylko dygresja, że podczas budowy, jeżeli budujesz systemem zleconym i angażujesz poszczególnych wykonawców, trzeba mieć albo dobrego kierownika, który na budowie jest bardzo często, albo samemu kontrolować pracę wykonawców. bo czasami wykonawca zrobi coś inaczej i być może dobrze, ale warto być czujnym i na przykład na tej budowie wykonawca użył w pewnym miejscu rur o innej średnicy, rur do instalacji wentylacji mechanicznej, użył po prostu mniejszego przekroju. Czy dobrze, czy niedobrze, to się okaże. W każdym razie inwestor znalazł ten błąd i będzie z nim, z tym wykonawcą rozmawiał od razu w poniedziałek. No i zobaczymy, dlaczego on taką zmianę wprowadził. Natomiast, no prawdę mówiąc, ktoś to musi kontrolować, bo nawet najlepszy wykonawca gdzieś czasami użyje czegoś, bo miał jakieś może materiały pod ręką, albo nie miał danej średnicy dostępnej. Wszystko fajnie, ale wykonawcy powinni o tym informować, a my powinniśmy też na takie rzeczy zwracać uwagę. Tak więc taka Taka dygresja na początek podcastu. [KRYSTIAN] No to chyba takich tematów to poruszamy całe mnóstwo, więc tam nasi słuchacze są przyzwyczajeni. [SŁAWEK] Tak. Ostatnio mówiliśmy o tym, że wykonawcy często mówią, że zawsze tak robią i nikt się nie czepiał. A ktoś pisał na naszej grupie, że wykonawca wymurował ściany działowe do stropu. Nie zrobił żadnej przestrzeni pustej między stropem a ścianą działową. A to jest konieczne, ponieważ strop się ugina. Trzeba przewidzieć to, że może się ugiąć też w przyszłości, więc musi być pewien odstęp, nie wiem, centymetr, może mniej, trochę więcej, ale nie może być wymurowana ściana działowa do samym takiego stropu. No i inwestor znalazł ten błąd. Kierownik budowy powiedział, że jak najbardziej jest to błąd. No i co powiedział wykonawca? No on zawsze muruje ściany działowe do stropu i nikt się nie czepiał. Szczerze mówiąc, nie chce mi się wierzyć. Nie chcemy się wiedzieć, że na wszystkich budowach, na których był wykonawca, każdy kierownik budowy potwierdzał, że on robi dobrze. Tak więc to tak w ramach, że wykonawcy czasami mają różne wymówki. [KRYSTIAN] Tak, ale to wiesz co, jakby to też jest ciekawe takie spostrzeżenie, że nikt się nie czepiał, jakby jestem skłonny nawet uwierzyć w to, że tego wykonawcy konkretnego nikt się nigdy nie odczepił, bo nikt nigdy tego nie zauważył, ale nie wierzę w to, że nigdy nie wyszedł z tego jakiś problem. Natomiast może być tak, że po prostu później już wykonawca nie dostał informacji o tym problemie, że on jakiś wyszedł albo inwestor później już nie skojarzył tego problemu z tym, że została ściana wymurowana pod sam strop, strop w momencie, kiedy się ugiął spowodował nacisk na ścianę, ściana pękła, jakby tej konsekwencji już później nikt nie omawiał z wykonawcą i on po prostu się do tej pory tego nie zrozumiał. I nie wie. I tak może być i tak jest bardzo często z wykonawcami, którzy robią tak zawsze, bo robią tak zawsze. [SŁAWEK] Tak jest. Więc wniosek z tego taki, żeby budować domy w sposób prawidłowy i bez błędów. No i dzisiejszy temat Właśnie jest po to, bo często mówimy o tym, jak robić, żeby było dobrze. I wiem, że wiele osób ma wrażenie, że ok, wszystko fajnie, ale jakby trzymać się tych wszystkich zasad, to nagle koszty budowy wzrosną nam o setki tysięcy złotych. Więc chcemy to dzisiaj sprawdzić po prostu. Omówimy kosztorys, kosztorys, który przygotował Krystian. Kosztorys budowy domu modelowego. Zresztą od razu dam link na dole. Jeżeli wejdziecie na stronę domymodelowe.pl, Tam są rzuty projektu, tam są przekroje. Zobaczycie, co jest użyte w tym projekcie, jak ten budynek się prezentuje, bo ten budynek będziemy dzisiaj omawiać. I od razu na zachętę kosztorys, który będziemy omawiać, możecie dostać, po prostu zapisując się na newsletter. Też link jest na dole. Po zapisie na newsletter dostaniecie od razu kosztorys, dostaniecie jeszcze bonusy typu fragmenty mojej książki dotyczące wyboru wykonawcy, mega poradnik o wyborze działki budowlanej i o czym ostatnio nie mówiliśmy, można też się od razu zapisać do jednego z minikursów. Darmowe minikursy, jeden dotyczący przygotowania do budowy, 8 lekcji i drugi dotyczący wyboru działki budowlanej, 5 lekcji. Tak więc jak się zapiszecie na newsletter, to nie da się na tym stracić, więc zachęcam dużo fajnych materiałów, w tym właśnie kosztorys, który będziemy dzisiaj omawiać. [KRYSTIAN] Tak, i teraz wiesz co, zanim przejdziemy dalej, to chciałem nawiązać do tego pierwszego pytania, że co u mnie w zeszłym tygodniu, no nic się nie działo, ale jedno z pytań pod filmami właśnie było też prowokacją do powstania tego dzisiejszego odcinka podcastu. Ktoś zapytał, czy budowa według tych zasad wszystkich, które tutaj promujemy w podcastach, na blogach i wszędzie, gdzie tylko się da, czy ona wygeneruje dodatkowy koszt budowy domu rzędu raczej 200 tysięcy złotych, czy o jakich wielkościach, o jakich kwotach mówimy. I to był jakby zaczątek do tego projektu. I tutaj myślę, że zanim zaczniemy omawiać szczegółowo koszty i tak dalej, powinniśmy dla tych, którzy słuchają, a nie widzą i którzy nie wejdą na stronkę i niech żałują, powiedzieć coś o domu modelowym. Dom modelowy to jest projekt domu parterowego o powierzchni bodajże 136 i troszkę metra kwadratowego. Dom parterowy bez garażu, poddaszu ma być całkowicie nieużytkowy strych, ewentualnie jakaś mała przechowalnia na kartony, ale jeśli chodzi o część mieszkalną to jest tylko parter. Fundamenty tradycyjne, dosyć tradycyjna technologia, bardzo prosta, prostokątna wyryła budynku, może i lekko nowocześnie wyglądająca, bo są już dosyć duże przeszklenia, jedno dosyć duże okno tarasowe, ale w sumie cały budynek jest naprawdę bardzo prosty. Ogrzewanie było przyjęte jako pompa ciepła plus wentylacja mechaniczna, także w takim dużym skrócie telegraficznym taki to budynek. Naprawdę prosty budynek, a jeśli coś chcesz więcej, to dodać to jak najbardziej zapraszam, bo to do modelowy to będziesz więcej znał szczegółów na temat tego projektu niż ja myślę. [SŁAWEK] Tak, dom modelowy. Zrobiliśmy projekt z architektem Arturem Tomaszkiem po to, aby pokazać, że projekty mogą być wysokiej jakości, więc ten projekt nasz wyróżnia to, że ma bardzo dużo różnego rodzaju detali wykonawczych, które pomagają wykonawcy budującemu dom. I myślę, żeby w ramach tej naszej rozmowy mieć jakieś oparcie w liczbach, od razu powiem, że według kosztorysu Są pewne widełki. Jeżeli byśmy ten dom budowali systemem zleconym, czyli angażując do prac poszczególnych wykonawców, to orientacyjnie oczywiście, przy założeniu, że dbamy dobrze o budowę, że negocjujemy z wykonawcami, że pilnujemy tej budowy, koszty budowy będą wynosiły około 4300 do 4700 zł brutto za metr kwadratowy. To się przekłada na mniej więcej 600-350 tysięcy zł brutto. Oczywiście, jeżeli byśmy chcieli mieć jednego wykonawcę generalnego, który nam wybuduje dom do stanu deweloperskiego, to płacimy oczywiście więcej. To już zależy od wykonawców, to może być 5,5, to może być 6 tysięcy złotych za metr kwadratowy, może być i 6,5 tysiąca za metr kwadratowy, ale orientacyjnie tak to wygląda. Mówiąc o stanie deweloperskim, mam na myśli już stan budynku, który nadaje się do wykończenia, czyli ma już pompę ciepła, ma jednostkę centrali wentylacyjnej, są tynki, wylewki. można zacząć wykonywać biały montaż, kłaść podłogi i tak dalej, czyli biały montaż, białe podłogi nie są do tego kosztorysu wliczone. [KRYSTIAN] Tak, jest wliczona elewacja, ale nie są wliczone prace na zewnątrz budynku, takie jak tarasy, podjazdy, kostki, trawniki, ogrodzenia i przyłącza, więc chodzi tutaj o sam budynek. [SŁAWEK] Tak. Chociaż jest kierownik budowy wyliczony tutaj, jest utylizacja odpadów i chyba jest też geodeta, więc można by jeszcze te koszty, jakby liczyć koszty samego budynku, to jeszcze je obniżyć o te 10 tysięcy złotych, tak orientacyjnie. Więc To jest koszt budowy według naszych wskazówek z użyciem dobrych materiałów i teraz zobaczymy po kolei, czy te nasze rady, rzeczywiście ich stosowanie jest drogie, czy też nie. Sam jestem ciekawy, co wyjdzie na sam koniec. Co zaczynamy od fundamentów, czy jeszcze jakieś słowo wstępu? [KRYSTIAN] Nie, myślę, że możemy już przejść do konkretów. No tutaj słowem wstępu należy tylko powiedzieć, że będą pojawiały się przeróżne ceny materiałów i robocizny. Po pierwsze operujemy kwotami netto tutaj, bo tak jak już w niektórych podcastach mówiliśmy, jeśli kupujemy materiał z usługą, to wtedy płacimy razem VAT 8%, jeśli osobno kupujemy robociznę i osobno materiał, to za materiał płaci się VAT. VAT 23% , więc jakby, żeby tego wszystkiego uniknąć, tutaj będziemy stosować kwoty netto. I te kwoty, które Sławek podałeś, też były kwotami netto, jak sądzę? [SŁAWEK] Nie, to były już kwoty brutto. To były kwoty brutto z 8% VAT. Tak, to były już z VATem, czyli te 400-4700 zł za metr kwadratowy, to już była kwota brutto, wynosząca 8% VAT, więc może, żeby nie nie wprowadzać zamętu, kwota net to byłoby od około 4000 do 400 powiedzmy z tym zleconym, no i oczywiście odpowiednio więcej, jeżeli chodzi o budowę jedną firmą. [KRYSTIAN] Tak, co więcej, te oferty, te wyceny, które tutaj przedstawiamy, to są ceny, które ja sam uzyskałem od lokalnych hurtowni, które dają mi różnego rodzaju rabaty, więc te ceny są czasami po dosyć dużych rabatach. Nie zawsze kupując jednostkowo będziecie w stanie uzyskać takie ceny, chociaż to dla celów tego porównania może mieć takiego dużego znaczenia. a dwa, bardzo mogą różnić się ceny robocizny, bo to jakby w tym roku widzę, że inflacja bardziej dotyka cen robocizny niż ceny materiałów, więc to też zależy oczywiście od regionu Polski, także tutaj mogą być zmienności, ale bardziej nastawiłbym się nie na to, żeby pokazać konkretną kwotę z dokładnością do grosza, tylko rząd wielkości i to, co tutaj faktycznie ma wpływ na ten dobrze wybudowany dom zgodnie z naszymi poradami. i od. [SŁAWEK] Tak jest. Super. Zaczynamy od fundamentów, bo w projekcie zostały przewidziane fundamenty tradycyjne i cóż, co my radzimy? Radzimy po pierwsze, żeby jak tylko można robić fundamenty w szalunkach, bo po pierwsze dzięki temu uzyskujemy ławy dokładnie takie, jak są w projekcie, właściwie co do centymetra. Dodatkowy bonus jest taki, że jak zamawiamy mieszankę betonową w betoniarni, to wiemy dokładnie właśnie, ile tego materiału zamówić. Natomiast często wylewa się mieszankę betonową prosto w grunt, czyli koparka robi wykop, zazwyczaj nieregularny. No i tak naprawdę trochę zamawiamy tego betonu na oko, ponieważ właśnie mamy wykop nieregularny. I znam przypadki, gdzie… Beton, który został przywieziony, przywieziony został o innej pojemności niż klient został za ten beton obciążony, niestety. A niestety inwestor nie jest w stanie nawet tego jak policzyć i powiedzieć, że na przykład przywieźli o metr sześcienny albo dwa metry sześcienne betonu. Ale to nie są oczywiście jedyne korzyści. Co jeszcze uzyskujemy dzięki szalunkom i dlaczego nie dawać po prostu betonu prosto wykopu? [KRYSTIAN] Znaczy wiesz, o korzyściach to może mniej chciałbym się skupić, tylko bardziej na różnicach w cenie budowy bez szalunków i budowy z szalunkami. No mamy oczywiście tą różnicę w tej ilości betonu, która w przypadku budowy bez szalunków, czyli laniu mieszanki betonowej prosto w wykop, no może być troszeczkę losowa i tutaj jeden czy dwa metry betonu, to znaczy 400 czy 800 zł może tam spokojnie sobie wpaść i nawet tego nie zauważymy. Natomiast wydaje się, że budowa z użyciem szalunków jest dużo, dużo droższa. No otóż tak nie do końca, bo po pierwsze, jeśli chodzi o pracę samej koparki, to jest coś rzędu godzina, dwóch, żeby i tak ten wyko powstaje tak naprawdę. i koparka go robi tak czy siak, a to, że ona zrobi go troszeczkę szerzej, to naprawdę nie jest jakiś wielki nakład pieniężny. To mówimy tutaj o kwotach rzędu 200, 300, 400 zł, jeśli w ogóle tak, bo wprawny operator koparki może nawet nie odczuć tego, że on robi tak czy inaczej, bo zwróćmy uwagę na to, że wykop przygotowany pod lanie w niego fundamentów wymaga tego, żeby Jego dno było idealnie proste, jego ściany były idealnie proste i to naprawdę zabiera operatorowi koparki czas, żeby to zrobił, a wykonanie takiego samego wykopu o tej samej głębokości, tylko szerzej i bez zwracania uwagi na jakość, na prostość bocznych ścian, oczywiście wymaga przerzucenia większej ilości gruntu rodzimego, ale z drugiej strony ale z drugiej strony nie wymaga tego, żeby to było dokładnie zrobione, bo boki nie mają znaczenia, bo i tak będziemy je szalować. Więc tutaj ja bym tak naprawdę dodał może 200 zł, może 300 zł na jakiś tam zapas dla operatora koparki, ale w praktyce wydaje mi się, że to jest bardzo, bardzo porównywalny czas i to jest w ogóle niezauważalne, jeśli chodzi o operatora koparki. Druga kwestia, samo drewno na szalunki. To jest kwestia dyskusyjna, bo moim zdaniem dobre ekipy budowlane powinny dbać o swoje narzędzia, o swój sprzęt, o swoje szalunki, powinny to mieć zawsze ze sobą. I albo mają szalunki wypożyczone, albo mają szalunki, bardzo prosto można zrobić samemu szalunki drewniane, które z powodzeniem stosuje się kilka, kilkanaście razy i to nie ma problemu. I moim zdaniem dobre ekipy powinny po prostu taki sprzęt mieć i już. I to nie podlega dyskusji. Natomiast częstą sytuacją jest coś takiego, że ekipy nie dbają o szalunki, trzeba kupić drewno po to, żeby te szalunki wykonać i to się wydaje dosyć dużym kosztem, no bo trzeba kupić kilka metrów drewna, które będzie tak naprawdę później do wyrzucenia, bo nie będzie się nadawało do niczego innego. I to jest taki jednorazowy wydatek, który jest… no dosyć duży, zależnie od wielkości domu, ale jest jednorazowy i trzeba by go ponieść, więc z tego powodu łatwiej by było wlać w grunt. I otóż tak nie do końca prawda, bo jeżeli nawet ekipa za każdą budowę żąda od inwestora kupowania drewna, to ile by tego drewna nie było, ile by drewno nie kosztowało, tu mówimy o wielkościach rzędu pewnie 1-2 metry sześcienne desek, może nawet i nie, to to nie jest jednorazowy wydatek. To drewno i tak się przyda, bo jeśli nie kupimy go na etapie szalunków i nie zaszalujemy, to później się okaże, że to drewno jest tak naprawdę potrzebne do zaszalowania wszystkich trzpieni żelbetowych, do zaszalowania wieńca. No w tym projekcie akurat, o którym omawiamy, nie mamy podciągu, ale w wielu budynkach są jeszcze słupy, podciągi, elementy żelbetowe stropu, schody i to drewno i tak jest tam potrzebne i tak. I tu znowu wracamy do tego. Porządny wykonawca powinien mieć te szalunki, a jeżeli wykonawca nie jest porządny, to i tak to drewno musimy kupić. Więc możemy je kupić albo na etapie fundamentów i użyć go dwa razy, albo i trzy, jeżeli jest taka potrzeba, albo możemy udawać na etapie fundamentów, że my oszczędzamy na drewnie, a później kupić to drewno i użyć go tylko raz. I tak je kupujemy i tak. Więc ja w ogóle nie biorę tego pod uwagę jako koszt. Moim zdaniem to jest tylko pozorna oszczędność, więc tutaj nawet bym kosztów nie liczył. I co mamy na końcu? I tyle. Do tego się sprowadza samo wylewanie ław fundamentowych w gruncie kontra w szalunkach. Może być tu jeszcze policzona dodatkowa praca za samo wykonanie szalunków. To jest pewnie kilka, kilkanaście roboczo godzin, tylko znowuż Moim zdaniem dobra ekipa, ona jest dobra i ona jest droga dlatego, że oni to robią w standardzie, a tania ekipa jest tania dlatego, że nie robią tego w standardzie, więc to trzeba by liczyć tutaj koszt roboczogodzin, może i tak, między tanią i drogą ekipą, ale to jest jakby koszt całościowy, nie odnoszący się tylko do samych ław fundamentowych. Powiedzmy, żeby oszacować w jakikolwiek sposób, myślę, że te kilkanaście roboczogodzin to nie powinno kosztować więcej niż 2 tysiące złotych, które ekipa, gdybyśmy na nasze życzenie chcieli, żeby nam te szalunki zrobiła, to ona zrobi to za dodatkowe 2 tysiące, powiedzmy, bo to oczywiście jest zawsze kwestia umowna i obstawiam, że ekipa, która nigdy nie robiła w szalunkach, że chce 10 tysięcy tylko po to, żeby zniechęcić inwestora. Tu mówimy o dwóch różnych rzeczach, o realnym koszcie, a tym co zażąda wykonawca, bo mu się nie chce czegoś zrobić, bo tak to działa. Więc jakby jak to podsumować ten punkt? ze względu na to, że praca koparki i ilość betonu oszczędzonego na wykonaniu fundamentów w szalunku jest mniejsza, ale może być z tego tytułu, może nie musi, większa, większy czas pracy koparki, no to bym powiedział, że tutaj się zeruje to. Natomiast ekipa wykonawca, który buduje dom do stanu surowego może być powiedzmy o dwa tysiące złotych droższy ze względu na to, że robi fundamenty w szalunkach, przy czym ten koszt będzie na pewno w koszcie jakby całościowym dla wykonawcy, przy czym dodatkowo to spowoduje najprawdopodobniej większą jakość wszystkich innych wykonanych po drodze prac, typu bardziej prosto wymurowane ściany i tak dalej, i tak dalej, więc ogólnie mniej kłopotów z wykonawcą, ale kwotowo weźmy dwa tysiące tutaj. [SŁAWEK] Dobra, dzięki. Dodam tylko, że w domu modelowym mamy ściany nośne tylko zewnętrzne, nie ma ścian nośnych w środku domu, w związku z tym fundamenty też tradycyjne są tylko po obrysie, więc to tylko w ramach uzasadnienia, że jeżeli mamy ściany nośne w środku domu i mamy te fundamenty bardziej skomplikowane, to na pewno koszt szalunków, czy też pracy związanej z szalunkami będzie trochę wyższy, tak więc w ramach wytłumaczenia Natomiast jeżeli chodzi o fundamenty, jeszcze bym słowo powiedział o betonie podkładowym, bo to też jest taki, wydaje się, koszt zbędny, bo zazwyczaj wylewa się właśnie mieszankę betonową prosto w wykop, w którym nic nie ma, jest po prostu grunt. Natomiast my radzimy, żeby był najpierw wylany beton podkładowy lub ewentualnie, żeby była położona folia. Jak to się ma do kosztów? [KRYSTIAN] Tak, wiesz, tutaj w kosztorysie naszego domku modelowego mamy na tą pozycję betonu podkładowego przyjęte półtora tysiąca złotych, dużo, jakby można by powiedzieć, że dużo i fakt, nie zawsze jest to potrzebne i to trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że tego kosztu możemy uniknąć na dwa sposoby, znaczy albo powiem tak inaczej, pod pewnymi warunkami, to jest bezpieczniejsza opcja. Najprostszy sposób to jest zwiększenie grubości otulenia prętów zbrojeniowych od spodu do ławy fundamentowej. Wtedy pójdzie tam troszeczkę więcej betonu już tego na ławy, ale zaoszczędzimy tą odrobinę betonu podkładowego. [SŁAWEK] Nie musimy drugi raz pompy i betoniarki zamawiać, czyli mamy jedną dostawę, jedna pompa, płacimy pewnie jeszcze z 600 zł mniej, bo nie musimy dwa razy zamawiać sprzętu. [KRYSTIAN] Tak, więc to jest rozwiązanie alternatywne i bym powiedział, że również prawidłowe, równie dobre i tutaj pewnie byśmy dopłacili najwyżej. absolutnie najwyżej 500 zł na zwiększenie grubości betonu ławy fundamentowej, więc to jest dobre rozwiązanie, ale to znowuż zależy od rodzajów gruntu. Z racji, że ten projekt domu modelowego jest taki uniwersalny i ten kosztorys też jest uniwersalny, nie wiemy jakie są grunty, bo on nie jest przeznaczony na konkretną działkę, przynajmniej ta wycena nie jest przeznaczona na konkretną działkę, A beton podkładowy warto zrobić w momencie, kiedy mamy grunty bardziej gliniaste, kiedy one mogą namakać, po prostu po to, żeby w trakcie robót, albo też w momencie, kiedy te roboty trwają długo, po to, żeby w trakcie robót po wykonaniu wykopu ten świeży grunt nie zamókł, nie rozmiękł, bo on wtedy traci swoją nośność, swoje właściwości, więc to nie jest pozycja obowiązkowa tutaj. To jest pozycja, która jest potrzebna, jeżeli takie są grunty, jeżeli są niekorzystne warunki, więc ona nie jest uzależniona od tego, czy budujemy dobrze, czy źle, tylko od warunków gruntowych. Natomiast samo wybudowanie dobrze względem wybudowania źle, to bym powiedział, że to jest absolutne minimum, to jest jakieś 500 zł na zwiększenie grubości otuliny betonowej, jeżeli nie stosujemy chudego betonu. Więc możemy dodać tutaj jakieś 500 zł dla tego konkretnego projektu, to jest około 1 m3 więcej i myślę, że to tak w zupełności będzie wystarczające. [SŁAWEK] Dobra, czekaj, żebym zrozumiał. Czyli podwyższa to koszt mniej więcej o 500 zł, tak? [KRYSTIAN] Tak. [SŁAWEK] Dobra. A czy można zamiast betonu podkładowego dać po prostu folię, rozłożyć i tyle? [KRYSTIAN] Wiesz, na pewno folia pomaga, bo poprawia warunki wiązania betonu. To znaczy, że woda, która jest w betonie potrzebna do tego, żeby on prawidłowo związał, osiągnął swoją wytrzymałość, nie ucieka bezpośrednio do gruntu. Zresztą podobną funkcję ma beton podkładowy. Ale jakby normowo, przepisowo nie ma takiego pojęcia, że folia zastępuje zwiększenie grubości otuliny betonowej. Po prostu nie. Jeżeli stosujemy chudy beton, no to on swoją grubością dodaje się troszeczkę, można by rzec, do grubości ławek fundamentowej i zwiększa otulinę. prętów zbrojeniowych i druga opcja, którą norma przewiduje, to jest właśnie samo zwiększenie grubości, ale folia jakby nie ma takiej normy, nie ma na to oficjalnych wytycznych, więc jak najbardziej poprawia, ale nie chciałbym się wypowiadać, że to jest w zupełności wystarczające, bo nie mam na to żadnych dowodów. [SŁAWEK] Dobra, to przechodzimy dalej, tylko powiem, że w naszym kursie budowa domu od zera do stanu deweloperskiego omawiamy każdy z etapów bardzo dokładnie i omawiamy też, jakie rozwiązania są prawidłowe, jakie są takie powiedzmy, że okej, a z jakich rozwiązań absolutnie nie warto korzystać. Pokazujemy zdjęcia, pokazujemy filmy dobrych i złych rozwiązań. i kurs będzie Wam towarzyszył właściwie przez całą budowę. Na każdym etapie będziecie mieli filmy, wskazówki, checklisty, jak sprawdzać, czy wykonawca wykonuje dobrze pracę. Kursy znajdziecie na stronie jaksiewybudować.pl i przechodzimy do kolejnego etapu, gdzie radzimy zrobić dobrą hydroizolację pionową i poziomą fundamentów. I jak chyba wiesz, często się poleca, co? Dysperbit, żeby posmarować fundamenty dysperbitem i będzie dobrze. Powiem Ci, od razu jestem w szoku, bo pamiętam, że jeszcze te 10 lat temu dysperbit był lekiem na wszystko. Natomiast na grupie, którą moderuje budowa domu samemu, ostatnio ktoś zapytał właśnie o ten dysperbit. To było bardzo dużo komentarzy typu, jak masz smarować dysperbitem, to lepiej w ogóle nie smarować, to zaoszczędzisz kasę, a jak chcesz zrobić dobrze, to weź lepszy produkt. Więc coś się zmienia, słuchaj, coś się zmienia. Bardzo, bardzo fajnie. [KRYSTIAN] To mnie bardzo cieszy, że coś się zmienia. No i co? No i jakby chyba sam odpowiedziałeś na to pytanie, bo jeżeli hydrolizację fundamentów traktujemy na takiej zasadzie, że po prostu była, wykonawca mówi, że wystarczy, żeby kolor zmienić, no to w sumie możemy, nie wiem, pewnie da się kupić tańszą farbę czarną i pomalować na czarno, żeby zmienić kolor. Jakby tutaj myślę, że byłoby pewnie szybciej i taniej. Natomiast żeby uzyskać skuteczną grubość hydroizolacji trzeba otynkować mur. Trzeba pomalować nim tak szacunkowo gdzieś 8-10 razy, tak moja praktyka pokazuje, żeby on osiągnął odpowiednią grubość. No i wtedy mamy faktycznie skuteczną hydroizolację zgodną z tym, co podaje producent tego preparatu. Natomiast oczywiście nikt nie tynkuje muru ściany fundamentowej przed nałożeniem hydroizolacji. a po drugie nakładanie 10 razy dysperbitu, no to też jest cała masa roboty, więc już tutaj za robociznę prawdopodobnie to by się zupełnie… Tak, zupełnie by to się nie opłaciło. Natomiast dysperbit sam z siebie jest podkładem, jest środkiem gruntującym, który powinno się zastosować po prostu do wykonania podkładu, na którym będzie wykonana właściwa hydroizolacja. I tutaj bym w tym porównaniu naszym wyszedł z punktu z punktu, w którym dysperbit jest jako standard, bo on musi być i tak się go stosuje mniej lub bardziej świadomie i dołożył tylko faktycznie zdrową i porządną hydroizolację pionową, no bo zakładam, że poziomą hydroizolację każdy robi. To naprawdę bardzo rzadko się zdarza, żeby przynajmniej papa albo folia HDPE nie leżała pod ścianą fundamentową, więc samo już na dysperbit dołożenie hydroizolacji z masy KMB w tym projekcie konkretnym wyszło mi, że to jest 5 tysięcy i 40 złotych, zaokrąglimy do 5 tysięcy złotych za materiał, czyli masę KMB. Plus, plus, plus, plus, tu jest, trzeba dodać jeszcze robocizny, tak, bo, no tak jak mówię, dobra ekipa powinna to zrobić w cenie, ale żeby wyszczególnić sam nakład robocizny, tutaj również dorzuciłbym jakieś 2000 zł na robociznę za nałożenie tej masy hydroizolacyjnej. Dodatkowo pod trzpieniami należałoby jeszcze zastosować szlam sztywny, liczę, że już tutaj to będzie w cenie robocizny, natomiast patrzę teraz w kosztorys, gdzieś mi to leciutko uciekło, ale z pamięci powiem, tam było kilkadziesiąt złotych, bodajże pięćdziesiąt złotych. za jeden worek, który powinien wystarczyć pod wszystkie. Tak, mam, zaraz, 50 zł za worek, który powinien wystarczyć pod wszystkie kilka trzpieni, które znajdują się w tym projekcie, więc znowuż to jest tak mała kwota, że aż szkoda by było tego nie wydać i jakby nie ma o czym rozmawiać. Ale dodajmy dla formalności powiedzmy te 50 zł niech będzie. [SŁAWEK] Czyli mamy masa KMB plus szlam 5050, robocizna mniej więcej oczywiście 2000, czyli taka dobra hydroizolacja fundamentów to koszt około 7000 zł. Razem podchodzimy już pod 10 000. Tak, netto. No i już widzisz, jest konkret. Hydroizolacja mamy załatwioną. Kolejny etap, gdzie chyba kusi, jeżeli chodzi o oszczędności, to jest kwestia zasypywania fundamentów. Niestety, ale cały czas pojawiają się takie głosy, że nawet humusu nie warto ściągać, bo przecież po co, to zaleje się chudziaka i to będzie dobrze, ale też są oszczędności typu ziemię z wykopów. włożę do tych fundamentów, to się samo zagęści, wystarczy polać wodą przez kilka dni i będzie dobrze. Więc tutaj musimy od razu powiedzieć, że absolutnie nie wolno tak robić, chyba że ziemia jest odpowiednia, to możesz zaraz o tym opowiedzieć. Natomiast dalej są pewne oszczędności, bo mam wrażenie, że mało osób zdaje sobie sprawę z tego, ile kosztuje kruszywo do zastosowania fundamentów. A to jest droga sprawa. Od kilku tysięcy złotych do kilkunastu tysięcy złotych. No i jeżeli ktoś nam zaproponuje na przykład jakiś jakieś tańsze kruszywo albo jakiś piasek trochę niewiadomego pochodzenia i powie, że będzie 3000 zł taniej, no to wiele osób myślę, że może się na to skusić. Więc powiedz, ile powinno kosztować i co właściwie powinniśmy kupić, a co absolutnie nie powinniśmy kupować i ewentualnie jaka byłaby oszczędność. [KRYSTIAN] Tak, to przy wykonywaniu wykopów, przed ich zasypywaniem, powinniśmy tak naprawdę wybrać cały grunt, humus to w ogóle bezwzględnie, to nawet nie podejmuję tego tematu, bo tutaj nie ma o czym rozmawiać. Powinniśmy wybrać oprócz humusu cały grunt, który został naruszony przez koparkę, czy tam podczas prac budowlanych, wszystko co jest luźne i jest gruntem rodzimym, ale zostało poluźnione i już jakby nie jest w stanie tym naturalnym, w jakim tam występowało. Wszystko to należy wybrać. Oczywiście nikt nie każe nam wybierać, nie wiadomo jak głęboko i tak dalej, ale wszystko to, co jest humusem, co zostało rozluźnione, musi zostać wybrane, bo to już samo z siebie najczęściej nie będzie chciało się zagęścić. Oczywiście istnieją, ale tu podkreślam, bardzo wyjątkowe przypadki. Kiedy trafimy na budowę na takich gruntach, które są piaszczyste i jakby jest czysty piasek gruby albo czysty żwir, no to jest sytuacja niemal idealna, a ona się bardzo, bardzo rzadko zdarza. Wtedy taką ziemię z wykopu możemy z powrotem do tego wykopu wrzucić, zagęścić i tak dalej, ale to naprawdę są wyjątkowe sytuacje i tu decyzję powinien podjąć tylko i wyłącznie kierownik budowy, więc… Standardowo wyciągamy wszystko, co zostało naruszone podczas prac budowlanych i zasypujemy. No i jakby przede wszystkim oszczędności, jakie tutaj chciałoby się poczynić, no to jest zasypać to gruntem rodzimym, ale to jest zły pomysł, bo taki grunt najczęściej ma problemy z zagęszczaniem się i rzeczywiście on po 5, 10 albo i 50 latach osiądzie i się zagęści, ale nie chcemy czekać na to 5 lat, bo przecież zaraz za pół roku będziemy robili posadzkę, Za rok będziemy kładli kafelki i później nie chcemy, żeby nam na gotowych posadzkach i kafelkach podłoga osiadła o centymetr, bo to jest absolutnie niemożliwe jak najbardziej. Więc żeby wszystko zadziałało prawidłowo i nie mieć kłopotów na późniejszych etapach eksploatacji, należy zastosować jako minimum, absolutny minimum, piasek gruby. Nie piasek drobny czy piasek średni, bo takie też się zdarzają, tylko piasek gruby. Czy jest jakaś wielka różnica pomiędzy zastosowaniem piasku drobnego albo średniego? Nie. Ceny tych piasków są podobne. Problemy i różnice mogą wynikać, jeżeli w jakimś regionie ten piasek jest niedostępny i trzeba go ściągać z dalszych odległości, ale wtedy to rośnie nam koszt tak naprawdę transportu, a nie piasku. Możemy też użyć do zasypu żwiru, to też jest bardzo dobry materiał, żwir już jest trochę droższy, ale to też są bardzo dobre materiały. W tym punkcie ciężko mi ocenić, ile tak naprawdę pieniędzy dodajemy, bo jeżeli mamy blisko żwirownię, mamy dobry piasek, to możemy rozważać tylko przypadek, kiedy ktoś chce naprawdę krytycznie zaoszczędzić i wrzucić to, co miał, jednocześnie ze śmieciami z budowy, to wtedy wydatek wynosi zero na materiał do zasypu kontra przywiezienie piasku, ale liczę na to, że takie przypadki się nie zdarzają, a przynajmniej bardzo rzadko. I tak naprawdę różnicy pomiędzy zasypaniem piaskiem drobnym albo średnim kontra zasypaniem piaskiem grubym, to nie ma, bo te produkty kosztują prawie tyle samo. Może ktoś mieć pecha i nie być któregoś dostępnego, więc ja bym tutaj naprawdę nie rozróżniał tego jako dodatkowy koszt. bo to są rzeczy podstawowe, naturalne i ciężko tutaj z tego powodu wygenerować jakąś sensowną różnicę kosztów na zasypywanie. Także moim zdaniem tutaj nie powinniśmy w ogóle dodawać kosztów, a jeżeli ktoś chce jakby wyszczególnić tą pozycję, to w domu modelowym ja przeliczyłem dla jakiejś, no takiej średniej przyjętej grubości, ile należy zasypu zrobić, wyszło mi 11200 zł za za ten piasek gruby netto i cóż, no i tyle można by zaoszczędzić, gdybyśmy zasypali byle czym, tak, po prostu tym, co koparka znajdzie pod łyżką zaraz obok, więc jakby nie uwzględniam tego, nie liczę, że ktoś robi aż tak straszne oszczędności, bo idąc tym tropem myślenia, to moglibyśmy powiedzieć, że hydroizolacji nie robimy w ogóle, tak, że lejemy fundamenty prosto w grunt, że można by tu wiele rzeczy wymyślić jeszcze takich optymalizacyjnych, aż takich hardkorowych przykładów bym chyba nie szukał. [SŁAWEK] A powiem, że tak się wydaje, że tam grunt gruntowi równy, nie ważne czy zasypujemy, ale widziałem zdjęcia urwanych podłóg, dosłownie urwanych podłóg, czyli wprowadza się do domu, grunt pod podłogą właśnie zaczyna się zagęszczać po jakichś latach i nagle podłoga nie ma oparcia i się po prostu urywa i to nie są żadne fantazje. Wystarczy tylko się trochę tematem zainteresować. Są też książki, ja się interesuję takimi rzeczami, jak właśnie błędy w budownictwie i to się po prostu zdarza. Niestety, mówiłeś, że nawet nie warto mówić o tym, żeby humus zajmować, ale znam przypadki, że humus został, no bo wykonawca powiedział, że wystarczy go zostawić, bo wtedy mniej zamówisz piasku do zastosowania fundamentu, więc… Więc ja bym coś dodał, nie wiem ile, może tysiąc złotych tylko, na zasadzie takiej, że ktoś na przykład nie wykopał gruntu do tego miejsca, gdzie jest grunt zagęszczony, tylko zjął tylko humus, ale zostały takie drobne rzeczy, które właściwie warto by jeszcze wykopać. Więc tutaj może być jakąś taką pozorną oszczędność. Ja bym te tysiąc złotych dorzucił. [KRYSTIAN] Nawet możesz wrzucić dwa tysiące, niech będzie, że na bogato idziemy. [SŁAWEK] Tak, żeby nie było, że pod tezę tutaj jest podcast, słuchaj, więc tutaj dodajemy koszty. Co mamy dalej? Dalej mamy murowanie ścian i tutaj szczerze mówiąc ja nie widzę oszczędności, albo się muruje dobrze, albo nie, albo dobrej zaprawy się korzysta, albo nie. Nie widzę tutaj oszczędności. Dalej mamy, moim zdaniem kolejny etap to po prostu jest drewno na więźby dachową i tutaj nie miałem do tego podejść. bo jeżeli bierzemy więźbę prefabrykowaną, to mamy drewno certyfikowane. Zresztą odsyłamy do podcastu o więźbie dachowej. Natomiast oszczędności pozorne mogą być wtedy, kiedy bierzemy ekipę, która nam tworzy więźbę dachową z drewna, które kupujemy w tartaku. I to drewno może być suche, certyfikowane, a może być też tańsze, tańsze, mokre. Nie wiem, jak do tego podejść cenowo. [KRYSTIAN] No to ja Ci powiem. Tutaj bardzo prosto, ja bym w ogóle tego nie uwzględniał, dla tego konkretnego projektu. Bo tutaj z założenia i z definicji ten dom ma taką konstrukcję i jest tak wymyślony, żeby miał właśnie wiązary prefabrykowane i koniec, kropka. I po prostu tutaj nie ma pola do oszczędności dla tego konkretnego budynku. Dla innych budynków rzeczywiście mogą tutaj być oszczędności, jeżeli byśmy rozpatrywali inny budynek, który miałby więźbę tradycyjną, wykonywaną na budowie. Wtedy różnicą w kosztach byłoby kupienie mokrego drewna prosto z z tartaku kontra zakup suchego drewna certyfikowanego. No ale to odsyłamy do podcastu o więźbie dachowej, gdzie ten temat już dosyć szeroko dyskutowaliśmy. W tym projekcie konkretnym ten dylemat moim zdaniem po prostu nie występuje i lecimy dalej. [SŁAWEK] Proste. Super. Dalej mam hydroizolację podposadzkową. Kolejny etap, gdzie zazwyczaj daje się folię na chudziaka. Nie wiem, może wyjątkowo w tym podcaście jakieś zdjęcia dodam, wiesz, bo tutaj dużo takich rzeczy, że warto coś pokazać, więc zobowiązuję się, że dodam. Zwykle daje się po prostu folię, wywija się ją na ścianę. a my radzimy dać porządną hydroizolację, tak żeby nie było żadnego ryzyka, aby woda dostawała się do wnętrza domu. Jak to kosztowo wygląda? [KRYSTIAN] Folia versus hydroizolacja. Już Ci to mówię. Ja tutaj mam folię uwzględnioną w kosztorysie jako warstwę poślizgową 150 m2, 180 zł netto, czyli powiedzmy 200 zł zaokrąglimy sobie. Tyle kosztowałaby folia i tak czy siak trzeba ją tutaj dać jako warstwę poślizgową na hydroizolacji. Natomiast… Natomiast jakby cena robocizny zwykle folię rozłoży któryś tam z przygodnych wykonawców, którzy będą na tej budowie. Często są to posadzkarze albo ktoś taki. Więc jakby kosztów robocizny folii w ogóle nie liczę. Tutaj dla kontrastu jest przyjęta dosyć solidna hydroizolacja z papy. Znowuż tu by się należało zastanowić, jakie są warunki gruntowe w konkretnym rzeczywistym przypadku. że jest to projekt ogólny i kosztorys ogólny bez konkretnych warunków gruntowych. Jest tutaj zastosowana dosyć dobra hydroizolacja posadzki z papy. No i mamy materiał, czyli grunt, papa podkładowa, gruntowanie, układanie papy I razem z robocizną już tutaj 6100 złotych taki miałem policzony koszt dla tego konkretnego przypadku. Więc tutaj jest przypadek bezdyskusyjny. Po prostu dokładamy 6100 złotych, żeby zrobić to dobrze. Można zrobić to na inne sposoby, prawdopodobnie da się też to zrobić taniej, za pomocą innych materiałów, np. membrany, robiąc to samodzielnie, natomiast tutaj mamy taką, bym powiedział, opcję na bogato 6100 zł z robocizną, po prostu. [SŁAWEK] Powiem Ci, że tak na oko jestem zaskoczony, że masa KMB jest nawet tańsza na fundamenty niż hydroizolacje podposadzkowe, bo tam mieliśmy 5 tysięcy złotych, tak, mniej więcej, plus robocizna, no tak, czyli w sumie porównywalne kwoty są. No, nie jest to tanie rozwiązanie rzeczywiście. To tłumaczy, czemu się z niego rezygnuje, bo jednak oszczędności są, tak. [KRYSTIAN] No, ale wiesz, myślę, że wnioski wyciągniemy, jak dojdziemy do końca tego podcastu. Tak jest. [SŁAWEK] Co mamy dalej? No bo wcześniej jeszcze się nie skończyliśmy. Mamy więźbę dachową, mamy dach, ale na dachu też nie zaoszczędzimy niczego. Możemy jakieś materiały inne, czyli zamiast dachówki ceramicznej, dachowa dachówka, ale to są kwestie już uznaniowe raczej. Rynny stalowe versus tam plastikowe. Co mamy dalej? Ewentualnie jakaś oszczędność może być na styropianie posadzkowym. My sugerujemy EPS 100 to w ogóle co najmniej. Najlepiej EPS 150 lub jeżeli budżet pozwala EPS 200. A to dlatego, że każdy styropian ma swoją ścisliwość. Szczególnie jak styropian jest jeszcze przedziurawiony instalacjami. No to jeżeli kupimy EPS na przykład 80, to mamy właściwie gwarancję, że bardzo szybko ta podłoga nam się trochę obniży. I to może być na początku milimetr, może dwa. Ale jak pójdziecie do sąsiadów, do znajomych, to zobaczycie bardzo często, że są takie nieestetyczne szpary między właśnie listwą przypodłogową a podłogą i to jest zazwyczaj, ale to oczywiście nie zawsze to może być powodem, ale zazwyczaj to jest właśnie oszczędność na styropianie. Pytanie, ile kosztuje dobry styropian, a ile kosztuje taki trochę gorszej jakości? [KRYSTIAN] Wiesz co, no tutaj to się bardzo mocno zmienia i w czasie, tak? Więc ja wycenę robiłem jakiś czas temu i na tamten moment przy cenach hurtowych takich, jakie ja miałem, nie było istotnych różnic w cenie między styropianem EPS 80 a EPS 100. Właściwie to była ta sama cena, to paradoksalnie, więc oszczędność między 80 a 100 tutaj nie występuje żadna. Zero. EPS 150 był kilkadziesiąt rzędu 26 zł droższy za metr sześcienny. W tym projekcie mamy, zaokrąglimy to, 28 metrów sześciennych, niech będzie 30 metrów sześciennych. No, po 30 metrów, po 30 złotych, tak było wtedy, 1000 złotych, tak? Do 1000 złotych, taka jest różnica. Przy czym to, co mówisz, że osiadanie posadzki i te nieestetyczne szpary, to po pierwsze, przede wszystkim grunt, jak został wymieniony, na jaki i jak zagęszczony. W drugiej kolejności to jest właśnie styropian, to są te dwa największe czynniki. Jasne. No więc tutaj te tysiąc złotych, które możemy dodać na styropianie, to i tak naprawdę jest dużo, bo to też bardzo są ceny, więc ciężko też coś pokreślić, ale dodajmy ten tysiąc, bo takie były realia w momencie, kiedy ja to wyceniałem. [SŁAWEK] Co ciekawe, styropian mam wrażenie, że tak, może nie ostro, ale rzeczywiście jeden z produktów, które tanieje, wersus na przykład ceny z zeszłego roku, więc coś tanieje. [KRYSTIAN] Coś tanieje, drewno staniało, beton staniał, kilka rzeczy potaniało. [SŁAWEK] Niestety kwoty o robociznę, no ale to wiadomo, to inne są kwestie inflacji na przykład. Dobra, myślę, że teraz mamy już stan surowy otwarty chyba za sobą. Mamy montaż okien i tutaj też możemy odsyłać do naszego podcastu o oknach. Możemy zamontować okna w sposób nieprawidłowy, czyli z użyciem tylko kotw i pianki, a możemy dać dodatkowo na przykład taśmy, które osłonią tę piankę i spowodują, że nie będzie przedmuchów powietrza. Jak to się ma? Jak ma się taki montaż na kotwę i plankę versus taki montaż prawidłowy? [KRYSTIAN] Tak, tutaj to jest ciekawostka, bo wydawałoby się, że to jest strasznie, strasznie drogo. Natomiast wyceniłem montaż tych okien w domu modelowym z użyciem tej taśmy rozprężnej, czyli takiego rozwiązania prawidłowego, ale ekonomicznego, bo montaż z użyciem taśmy zewnętrznej i wewnętrznej paroprzepuszczalnej będą odrobinkę droższe. Natomiast tutaj zamontowanie okien z użyciem tej taśmy zostało mi wycenione na dodatkowe 2000 zł, co raczej nie jest kwotą, która powala. Przy czym trzeba pamiętać, że tutaj do tego trzeba też zrobić wyrównanie otworów okiennych. czyli do tego pójdzie dodatkowo troszeczkę kleju i troszeczkę robocizny na etapie stanu surowego, który wykonawca stanu surowego powinien zrobić i na co powinniśmy się z nim umówić. W związku z tym, już naprawdę licząc z górką, przyjąłbym tutaj 3 tysiące złotych, jeżeli chcemy to zrobić w absolutnie wersji ekonomicznej, czyli z użyciem taśmy rozprężnej. Jeżeli będą, miałaby być taśma ta zewnętrzna i wewnętrzna, oczywiście będzie drożej, jakby tutaj nie ma co się nie ma co się oszukiwać, ale pewnie nie przebijemy gdzieś 5 tysięcy, ale przyjmijmy, niech będzie te 3 tysiące na potrzeby tego rozważania, no bo coś musimy założyć. [SŁAWEK] No tak, dobra, to dopisuję. Co mamy dalej? Dalej chyba mamy już instalacje różnego rodzaju, znaczy tutaj tylko nadmienię, bo to nie chodzi o sam koszt budowy, natomiast wiem, że wiele osób oszczędza na projekcie, nie mając projektu instalacji elektrycznej, sanitarnej i wentylacji mechanicznej, albo mając projekt taki właśnie do pozwolenia na budowę. Więc tutaj być może jest coś w stanie człowiek zaoszczędzić. Tutaj też o tym mówiliśmy parę razy, że nie polecamy tego rozwiązania, bo lepiej przemyśleć jak najwięcej rzeczy podczas prac projektowych i potem wybierać fachowca, który zrobi nam pracę według projektu. Możemy wtedy z nim rozmawiać o tym, co jeszcze w projekcie zmienić, a nie dopiero na placu budowy coś ustalać. Więc jakby sugerujemy, żeby to już w ramach prac projektowych było wszystko. A mówię o tym, ponieważ znam, nawet w podcastie kiedyś mówiłem o tym, że elektryk po prostu rozrysował sobie, co tam ma być, ale przeoszczędził, montując w rozdzielnicy elektrycznej dwa razy mniej obwodów, niż to było ustalone. Więc elektryk oczywiście zaoszczędził, nie wiem, ile metrów kabli, ile zabezpieczeń, ale parę stówek pewnie przygarnął. No i potem jest tam potrzebny projekt tak naprawdę, żebyśmy mogli tego wykonawcę weryfikować. W przypadku elektryki, gdzie mamy oszczędności? Możemy oczywiście dać mniej zabezpieczeń, czyli mieć mniej obwodów elektrycznych. Można oczywiście, ale pytanie znowu, jak to się ma do kosztów. [KRYSTIAN] Tak, no w przypadku elektryki możemy zaoszczędzić, ja widzę dwie, dwa miejsca, w których można zaoszczędzić. Przede wszystkim to są przewody i tu nie chodzi o ilość przewodów, tylko o jakość i tutaj trudno powiedzieć, bo naprawdę przeróżne ceny można w internecie znaleźć za przewód od takich naprawdę tanich, ekonomicznych, marketowych bym powiedział do naprawdę firmowych. Zwykle najczęściej elektrycy wybierają coś ze średniej półki i jakby tego bym się trzymał. Nie sugeruję wybierania najtańszych produktów. I tutaj, żeby też nie być gołosłownym, na przykład dla tego projektu domu modelowego najpopularniejszy przewód, którego wyszło najwięcej, bo 400 metrów przynajmniej najwięcej z założenia, To był przewód do oświetlenia, trzy żyły po 1,5 mm2. Jego teoretycznie powinno być około 400 metrów, co daje koszt netto 1120 zł zaokrąglimy. I tutaj można by na pewno z tego zaoszczędzić, stosując dużo tańsze przewody, można by do tego troszeczkę dołożyć. Szacunkowo on tutaj był wart. Cena netto była 2,80 zł w zaokrągleniu za metr bieżący. Na pewno da się kupić tańsze, na pewno da się kupić droższe. Ja myślę, że tutaj celowo dokładamy jakieś 200 zł do dobrej jakości tego przewodu. Oczywiście tych przewodów jest więcej. One są w różnych cenach, więc ja bym tutaj sobie założył przynajmniej 1000 zł na dołożenie do lepszej jakości przewodów. Natomiast to co się wydaje najbardziej kosztochłonne, czyli duża rozdzielnia elektryczna i duża ilość obwodów, no to ona wynika przede wszystkim z tego ile zabezpieczeń zastosujemy w danej rozdzielni. plus tego, w jaki sposób te obwody zostaną podzielone, bo czasami, no niestety, żeby podzielić więcej obwodów, trzeba troszeczkę kabli dociągnąć, ale tego nie jesteśmy w stanie jakby jednoznacznie wycenić, więc tutaj na zapas, po prostu na Boga to przyjął drugi tysiąc na to, że podzielenie na większą ilość obwodów spowoduje większą ilość kabli i to tak bym to przyjął. Natomiast jeśli chodzi o samą rozdzielnię, to jest ciekawe. Bo wydaje się, że takie zabezpieczenia i stworzenie rozdzielni to jest dosyć droga sprawa. A się okazuje, że na przykład najpopularniejsze zabezpieczenie, które występuje w tej rozdzielni, w tym domu modelowym, bo występuje go 25 sztuk, czyli typowy bezpiecznik do gniazdek 16-amperowy kosztuje 9,99 netto. To znaczy, że jeżeli mamy go 25 sztuk, to jest 250 złotych. no to jakby tutaj za wiele znowuż nie ma na czym oszczędzać tak naprawdę. Oszczędności byłyby śmieszne, no bo jeżeli próbujemy zmniejszyć ilość obwodów o połowę, tak jak powiedziałeś, i zaoszczędzić na zabezpieczeniach, no to zaoszczędzimy 125 zł, więc 120, bo tu się nie dzieli bezpieczników na pół. Więc to są śmieszne rzeczy, żeby w ogóle na tym oszczędzać, ale coś bym przyjął, więc zrobienie rozdzielnie i prawidłowo na takiej ilości obwodów, jak się należy, kontra próba zaoszczędzenia połowy, no to weźmy na to, że łącznie z robocizną i z tym, że jeszcze elektryk może próbować oszczędzić na innych szach, to jest znowuż kolejny tysiąc złotych. Już naprawdę idziemy tutaj na bogato, ale niech będzie. [SŁAWEK] Koło trzy tysiące, tak? Powiedzmy. Koło trzy tysiące, tak. Bo może być tak, może być trochę więcej, bo tak, jak masz mniej obwodów elektrycznych, to idzie ci sumarycznie mniej jednak metrów bieżących kabli. Po drugie, mniej obwodów , to możesz kupić mniejszą rozdzielnicę, czyli tańszą rozdzielnicę, więc to gdzieś może nawet trochę ci jeszcze wzrosnąć. Ale to bardzo trudno jest powiedzieć ile. Tylko dodam, że w tym projekcie modelowym ta instalacja elektryki jest dosyć rozbudowana, bo miała być tak trochę na bogato. Więc tam jest dużo punktów świetnych, dużo jest gniazdek po to, żeby było wygodnie, a nie tanio, bo co z tego, że zaoszczędzisz 200 zł, jak potem nie masz gniazdka do podłączenia komórki. Więc to jest projekt dopracowany, natomiast jeżeli ktoś by chciał zaoszczędzić, to chyba prędzej zaoszczędzi rezygnując z jakiegoś gniazdka niż na przykład kupując kabel gorszej jakości, czego nie polecamy. na to zabezpieczenie. [KRYSTIAN] Tak, no chociaż tutaj jakby porównujemy zrobienie rozdzielni czy instalacji elektrycznej w ogóle ekonomicznie i to tak naprawdę ekonomicznie, w sensie pozostając przy tej samej ilości gniazd i oświetlenia, ale oszczędzając na materiałach, no to ja bym odjął od tego 3 tysiące złotych od tych materiałów. No i już, po prostu. [SŁAWEK] To nie jest taki koszt. Zgadzam się. Wpisuję 3 tysiące. Instalacja sanitarna. Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić od oszczędności. Nie wiem, gdzie, czy są możliwe. [KRYSTIAN] No tutaj trzeba bardzo patrzeć na ręce wykonawców, czy stosują jakieś dobrej jakości materiał, czy coś naprawdę marketowego. No już chyba takie rzeczy aż się nie zdarzają, żeby wykonawcy szli do marketu i wybierali najtańszy z najtańszych materiałów, no bo to się zemści później przeciekami, także tutaj też raczej tych przecieków jest stosunkowo mało, rzadko się zdarzają, żeby ktoś tak bardzo oszczędził na materiale, że że już są przecieki, no i samo z siebie wykonanie instalacji hydraulicznej, no to jakby wiesz, dałbym tutaj taki ogólny koszt, ogólny dodatek ze względu na jakość zakupionych materiałów typu rury tak naprawdę i złączki i powiedział, że to jest dodatkowe 2000 zł i tyle jakby, żeby coś przyjąć w ogóle, żeby było. No na bogato, niech będzie. Bo myślę, że większość, tak czy siak większość wykonawców robi to generalnie na dobrych materiałach, czy z najwyższej półki niekoniecznie, ale po prostu na dobrych i tutaj nie ma co narzekać, ale żeby cokolwiek było, że ten punkt też przejrzeliśmy i czasami warto dołożyć do lepszego rozwiązania, a nie gorszego, no to niech będzie 2000, chociaż mówię, to jest naprawdę już też trochę naciąganie w górę, ale proszę bardzo. [SŁAWEK] Tak, tutaj Ale no dobra, skoro namawiasz to tak. Ja tylko dodam, że jest pewna oszczędność. Mój sąsiad miał taką dziwną sytuację, kiedy hydraulik właśnie po skończonej pracy, kiedy było ustalone wynagrodzenie i tak dalej, nie chciał wykonać próby oszczędności. Powiedział, że okej, może, ale trzeba mu dopłacić bodajże 700 zł. za coś, co powinno być w ramach jego pracy. Niestety inwestor nie kłócił się z nim, ale też nie zapłacił za tą próbę strzelności i nie zlecił nikomu innemu niestety wykonania próby strzelności. I bardzo szybko po przeprowadzce okazało się, że w garażu jest wyciek w jednym miejscu, gdzieś puściło po prostu. Trzeba było skuć dosyć duży kawałek ściany, żeby odkryć ten wyciek. W innym podcaście mówiłem o jeszcze innej sytuacji, kiedy była wykonana próba szczelności, ale na zbyt małym ciśnieniu. W momencie, kiedy inwestor napuścił wodę miejską, no to niestety znowu wywaliło złączkę w ścianie. Tak więc nie polecamy oczywiście, ale jak widzisz, spotkałem się też z takimi oszczędnościami czasami, a czasami z tym, że po prostu ktoś wykonuje próbę szczelności nieprawidłowo. Myślę, że niezależnie od materiału, ja się nie spotkałem się z tym, żeby zły materiał żeby próba szczelności nie wykryła tego, że wykonawca użył na przykład złego materiału. Moim zdaniem jednak każdy materiał, który jest dopuszczony do sprzedaży, nadaje się do wykonania instalacji sanitarnej, ale uczulamy na to, żeby wykonać próbę ciśnieniową, bo bez tego to nie wiemy, czy jest instalacja szczelna, czy nie. Po prostu nie wiemy o tym. W każdym razie wpisuje 2 tysiące złotych. [KRYSTIAN] Tak, wiesz, bo tutaj możemy, te 2 tysiące możemy na przykład użyć do tego, żeby w kotłowni zastosować lepszy rodzaj rur, albo przygotować sobie instalację pod stację zmiękczenia wody, no tego typu rzeczy. Także tutaj to jest naprawdę na wyrost wzięte, bo tak jak mówisz, jeżeli została przygotowana, przeprowadzona próba szczelności, to praktycznie mamy pewność, że jest wszystko w porządku. [SŁAWEK] I super. Kolejna wentylacja mechaniczna. Podobnie. Nie za bardzo widzę oszczędności. No można zaoszczędzić kupując, nie wiem, centralę tańszą, niewydajną tak naprawdę na przykład, czyli niezgodnie z projektem. I tylko tyle widzę. [KRYSTIAN] No to ja tutaj ten punkt to bym w ogóle pominął, bo on się tak naprawdę nie dotyczy w żaden sposób tych naszych porad, które zwykle promujemy. No jeżeli ktoś kupuje centralę o takich parametrach, jakie ma mieć, no to kupuje i po prostu i już. Więc tutaj nawet nie ma specjalnie na czym przyoszczędzić. To, co się może zdarzyć, ale to praktycznie też się nie spotkałem, że stosuje się przewody bez jakiejkolwiek żadnej izolacji termicznej, no bo na tym można by próbować zaoszczędzić, ale to jest tak widoczne, to jest tak oczywiste, że chyba tu już nikt nie będzie próbował takich rzeczy. [SŁAWEK] Zdziwiłbyś się. Słuchaj, instalacje mamy za sobą? [KRYSTIAN] Myślę, że tak. Myślę, że możemy zakończyć. [SŁAWEK] Myślę jeszcze o ogrzewaniu podłogowym, ale tutaj to też za dużo oszczędności nie ma. No bo co, mógłbyś zrobić mniej pętli, brak dylatacji. Co byś nie zrobił, to na pewno stajesz potem płacąc więcej za ogrzewanie domu, jeżeli te pętle źle wykonasz, więc myślę, że tutaj chyba nie ma żadnej oszczędności po prostu. [KRYSTIAN] Nie, ja też nie widzę tutaj żadnego potencjału do oszczędności na ogrzewanie podłogowego. Na materiale tak można zaoszczędzić. Później jakby samo sterowanie i automatyka ogrzewania podłogowego może być droższa lub tańsza, ale to jakby świadomie wtedy się decydujemy na wybór takiego, a nie innego sposobu sterowania ogrzewaniem podłogowym, więc… Więc tutaj nie widzę specjalnie potencjału do oszczędności, także tutaj ja bym nic, raczej zero bym wpisał. Są oczywiście takie drobiazgi świadczące o lepszym lub gorszym wykonaniu instalacji podłogowej. Ale one są praktycznie bezkosztowo, wiesz, tak na przykład teraz co mi przychodzi do głowy na szybko w temacie podłogówki, to jest zrobienie przepustów, no tak, przepustów, tak to powinniśmy nazwać, w miejscu, gdzie rurki od ogrzewania podłogowego przechodzą przez dylatacje, które będą nacięte później w posadce, czyli po prostu rurek osłonowych takich. Ile kosztuje rurka osłonowa? 15-20 centymetrów jakiegoś peszla lub pianki do ogrzewania. To są tak drobne kwoty, że dlatego dodałem 2 tysiące na całą instalację hydrauliczną, bo wszystkie takie drobne pomysły, które tam możesz zrobić, to spokojnie wystarczą na te 2 tysiące złotych. [SŁAWEK] Tak, bo to kwestia tego bycia czujnym, czy jest to zrobione, ale jak jest zrobione, to wcale to nie jest droższe. Taki błąd, który jest popełniany często w instalacji ogrzewania podłogowego, to jest to, że biegną się rurki na przykład korytarzem, dopiero potem się rozdzielają na poszczególne pomieszczenia. Tylko, że jeżeli masz bardzo gęsto rurki w jednym miejscu ułożone i tego nie zaizoluje w żaden sposób, to będziesz miał na korytarzu aż za gorąco, będziesz miał straty energii za duże. Więc warto w miejscu, gdzie tych rurek jest bardzo dużo, bardzo gęsto są ułożone, dać właśnie jeszcze dodatkową izolację tych rurek, tak żeby nie traciły ciepła. Ale to znowu to jest jakiś koszt typu, nie wiem, niech będzie 50 zł, może to góra. Tylko trzeba usiąść i to zrobić, tak? [KRYSTIAN] Tak, i wymagać od wykonawcy po prostu. Albo na przykład pod dużymi oknami, takimi sięgającymi do podłogi powinno się zagęścić po prostu rurki, żeby były bliżej siebie od ogrzewania podłogowego. No to ile jesteś w stanie jakby rurek dodatkowo wcisnąć przez takie zagęszczenie? No nie wiem. pod jednym oknem może z 10 metrów albo coś takiego, to są tak małe ilości, że to w ogóle nie wpływa w żaden sposób na koszt, istotnie na koszt całej tej instalacji ogrzewania podłogowego. [SŁAWEK] Zgadza się. Mamy jeszcze tynki wylewki. Pytanie, co możemy zaoszczędzić? Możemy zamówić tynki gorszej jakości i niestarannego wykonawcę? [KRYSTIAN] No to jeśli ktoś szuka najtańszego z najtańszych wykonawców i szuka najtańszego z najtańszych tynków, to pewnie coś tam mu się uda jeszcze urwać za robociznę jakąś małą kwotę, ale to mówimy tutaj o tak małych kwotach, że ja bym w ogóle tego nie liczył, bo tu po prostu nie ma potencjału do oszczędności i tak najczęściej te tynki, które się wykonuje… wykonuje się z takich tynków, no nie chciałbym mówić najniższej jakości, ale z tańszych, tak, po prostu z tańszych, no bo jeżeli płacimy wykonawcy za metr kwadratowy za robociznę z materiałem, no to jakby dosyć oczywiste jest, że on pójdzie do hurtowni i ma do wyboru dwa rodzaje tynków, no to weźmie ten tańszy, tak, no dosyć prosta sprawa. Czy Czy droższy jest lepszy? Z mojego doświadczenia tak, na droższych tynkach, na przykład gipsowych, można już uzyskać nieco lepszą gładkość ścian, co nie ma znaczenia, jeśli ściany i tak będą później, na ściany później i tak będzie nakładana gładź, tak, więc to… I to są naprawdę takie niewielkie różnice, więc ja bym tutaj w ogóle też niczego nie wpisywał. Tu jest ważniejszy wybór dobrego wykonawcy i jego umówienie się z nim, jakie są oczekiwania i jego kontrola niż dopłata za cokolwiek. [SŁAWEK] Dodam, że w kosztorysie wykonanie tynków wewnętrznych to około 22 tys. zł, bo tam jest 500 m2 tynków. Nie wiem, czy to jest kwestia oszczędności, ale np. jak robisz tynki zacierane piaskiem kwarcowym, to jeżeli weźmiesz dobrą ekipę, której zapłacisz więcej i powiesz jej, że to jest tynk pod malowanie, że on ma być bardzo równy i tak dalej, to rzeczywiście warto to zrobić. Może być taniej niż tynkowanie i jeszcze na to gładź i dopiero malowanie. Więc tutaj może jest jakaś oszczędność, jeżeli ktoś ma mniejsze oczekiwania, jeżeli chodzi o równość tych ścian. Ja nie mówię, że to źle. Po prostu są osoby, które są bardzo krytyczne i potrafią sprawdzać halogenami, czy ściana jest równa, czego też nie polecamy, bo to nie warto aż tak w przesadę popadać, ale z drugiej strony są też osoby, które po prostu, jeżeli ściana jest leciutko pofalowana, to po prostu im to nie przeszkadza, bo na przykład, po pierwsze im to nie przeszkadza, po drugie na przykład światło nie pada jakoś centralnie na te tynki, więc to tego nawet nie widać w świetle dziennym, a nie nawet wieczorami, więc może gdzieś tam, może ten, nie wiem, tysiąc, dwa tysiące złotych dodać, bo myślę, że na tynkach można trochę zaoszczędzić, jeżeli mamy trochę mniejsze oczekiwania. [KRYSTIAN] Tak, no to temat rzeka znowuż, bo po pierwsze sprawdzanie halogenem równości ścian jest niezgodne z normą, więc w ten sposób nie możemy nawet niczego wymagać od wykonawcy, bo to tak się nie robi. Natomiast tak, no to jest kwestia znowuż, to co mówiliśmy o instalacji elektrycznej, to jest kwestia obniżenia wymagań i z tego tytułu mogą wynikać oszczędności, bo jeżeli obniżymy swoje wymagania i powiemy sobie, że chcemy mieć Gołe tynki gipsowe, wygładzone maksymalnie jak się da, ale godzimy się na to, że one mają swoje niedoskonałości, no to po prostu już jakby w ten sposób robimy oszczędność, bo nie musimy nakładać gładzie. Jeżeli chcemy mieć taki rodzaj tynków albo inny, albo uzyskać konkretny efekt estetyczny, no to za to będziemy płacić jakiś tam dodatkowy koszt. Co nie zmienia faktu, że nasze porady odnoszą się tutaj w tym zakresie przede wszystkim do wyboru tego, co kto chce i do prawidłowej kontroli, a nie gustu i tego, jakie mamy oczekiwania co do jakości prac. Więc tutaj ja nie widzę tak naprawdę pola do oszczędności. [SŁAWEK] Czyli zero, ewentualnie jeszcze, tylko znowu to nie związane jest z tym, co mawiamy, ale możemy zmienić tynki cementowe na tynki gipsowe, bo ja uważam, że jak ktoś dzieci albo planuje dzieci, to nie, bo jednak dzieci potrafią zniszczyć każde tynki, więc czym mocniejszy, tym lepiej, a jeżeli ktoś ma już dzieci trochę starsze, no to tynki gipsowe mogą być niezłym rozwiązaniem. To tak w ramach dopowiedzenia. Przy wylewkach zero, nie? No bo tutaj… [KRYSTIAN] Zero. To już tak samo. Nie widzę. [SŁAWEK] Tak jest. Nie ma żadnych… Pogłębię temat. Nie ma czegoś, co trzeba zrobić ekstra, zapłacić za coś więcej, żeby było dobrze? [KRYSTIAN] No oczywiście, że mieliśmy… Mogą być, to różnie wykonawcy podchodzą, mikrowłókna z tworzywa sztucznego, które są dodatkiem do do wylewek, tak? Ale one powinny być w standardzie. Jeżeli ktoś na tym oszczędza, no to po prostu bierze więcej do kieszeni tego nie robiąc, natomiast to powinno być w standardzie. W standardzie powinny być posadzki ponacinane, dylatacje ponacinane, powinna być zrobiona taśma po obwodzie posadzek. I powinno być to wygładzone, więc jakby taki jest standard. Jeżeli coś z tego obcinamy, to spada nam jakość i to naprawdę jest raz i bezsensowne, a dwa, że koszty tutaj też nie są jakieś, nie ma tu jakiejś wielkiej oszczędności kosztów, bo tak naprawdę wylewka to przede wszystkim praca, robocizna, z materiałów mamy cement i kruszywo. Więc tutaj jakby to jest, nie wiem, 95, 6, 7% kosztów, reszta to już naprawdę jest taki drobiazg, że tutaj nie ma na czym oszczędzać. Natomiast ile kosztowała tutaj wylewka w kosztorysie? [SŁAWEK] Posadzka cementowa z materiałem 5712. [KRYSTIAN] No, więc z tego ile możemy obciąć te 12 na końcu? No tak, to też prawda. Bo tutaj nie ma na czym, nie ma na czym po prostu przyoszczędzić [SŁAWEK] No tak, zgadza się. Czy mamy wszystko już? Bo powiem Ci, że mamy historyczny podcast, bo już godzina. Dajcie w ogóle znać, przepraszam, tak tylko powiem, jak podobała mi się tematyka, to po pierwsze prosimy wyjątkowo o lajki i tak dalej, bo promocja na YouTubie nie jest prosta, czy więcej komentarzy i więcej lajków, tym więcej osób nas będzie obserwowało. Jeżeli macie wśród osób osoby, które chcą się budować lub jesteście na jakichś grupach dyskusyjnych na Facebooku i tak dalej, to także prosimy o to, żeby gdzieś tam podpowiedzieć ludziom, że jest taki fajny podcast Dylematy Budowlane. Prosimy po prostu o pomoc i jednocześnie dziękujemy, że już godzinę jesteście z nami. A jeszcze nie koniec. [KRYSTIAN] A jeszcze nie koniec, to jeszcze w międzyczasie ja powiem, no bo wiesz, tutaj rozważamy sobie to i tamto i siamto i gdyby ktoś tak naprawdę czuł się w tym wszystkim zakłopotany i nie chciał tego brać na siebie, tylko zlecić budowę swojego domu generalnemu wykonawcy, bo twierdzi, że on to zrobi lepiej, to takim generalnym wykonawcą mogę być ja, więc po prostu zapraszam. Tutaj link do kontaktu będzie znajdował się w opisie filmu. No i cóż… No i cóż, to co? Pytanie o rzeczy dodatkowe, które powinniśmy zrobić. Istnieją takie rzeczy jak utylizacja śmieci, które możemy iść do lasu i spalić albo po prostu wywieźć na wysypisko. Nie tyczy się to bezpośrednio budowy domu, no ale to już chyba każdy ma to poczucie ekologiczności w dzisiejszych czasach, że wie, że śmieci się nie pali, tylko utylizuje, więc jakby jeżeli mówimy o takich rzeczach dodatkowych, no to możemy dodać na przykład na utylizację śmieci jakieś 2-3 tysiące złotych. A możemy też je utylizować za darmo, albo prawie za darmo, bo wiele lokalnych pszoków, czyli punktów selektywnej, zbiórki odpadów komunalnych przyjmuje odpady budowlane w ograniczonych ilościach na rok jednorazowo, więc… Chcąc zrobić to oszczędnie, prawdopodobnie jesteśmy w stanie zutylizować większość śmieci całkowicie za darmo. Więc tutaj to jest taki temat, powiedziałbym, otwarty. To też każdy inaczej do tego podchodzi. Jeżeli zamówimy kontener i wywieziemy wszystko za jednym razem, to to jest koszt rzędu 2-3 tysięcy. Jeżeli zrobimy to we własnym zakresie, sami zawieziemy do tego PSZOKu i tak dalej, to może być wręcz za darmo. Ja bym przyjął tutaj coś pomiędzy jakimiś skrajnymi wartościami, pewnie ze 2 tysiące złotych, a to i tak będzie dużo, to i tak będzie duży zapas, myślę, że tysiąc bardziej realnie, robiąc to tak ekonomicznie, ale 2 tysiące niech. Niech będzie. Z takich rzeczy, które mogą być miejscami do oszczędności są jeszcze przepusty w fundamentach. Tam też się robi różne dziwne rzeczy i często bardzo się tego nie uszczelnia. Natomiast samo uszczelnienie przepustu to jest więcej pracy i chęci ze strony wykonawcy niż wykonanie tego przepustu, no bo stosujemy do tego jakąś rurę osłonową, masę KMB, którą i tak kupowaliśmy Do innych celów, więc przede wszystkim myślę tutaj o przepuście kanalizacyjnym, bo to jest obowiązkowy, który zawsze przechodzi przez ścianę fundamentową, w tym przypadku też i na to bym dodał z górką nawet niech będzie na robociznę przede wszystkim dla niechętnego wykonawcy jakieś 500 złotych. Bo tak jak mówię, materiałów tutaj idzie stosunkowo mało. Inne przepusty, wodociąg może śmiało przechodzić pod ławą fundamentową, nie trzeba do niego specjalnych jakichś zabiegów. Przepust elektryczny może przechodzić nad ścianą fundamentową, tutaj też specjalnych zabiegów nie trzeba robić. No i cóż, no i tyle. I jakby na tym bym skończył. Mogą być też różnice w kosztach, ale tego bym nie uwzględniał absolutnie w żaden sposób. W jakości użytych materiałów, jeśli chodzi o pokrycie dachowe, jeśli chodzi o, jeśli chodzi później o paroizolację, o membranę paroprzepuszczalną. [SŁAWEK] One po prostu powinny być… Staram się. [KRYSTIAN] Staram się. No to może ty powiedz, a ja już dopowiem wtedy. [SŁAWEK] Nie, no bo chciałem powiedzieć, że możemy właśnie kupić, nie wiem, właśnie paraizolację gorszej jakości, ale jak patrzę na kwoty, które są w kosztorysie, to nawet jakbyśmy kupili jakąś żółtą folię zamiast odpowiedniej paraizolacji, to że oszczędzimy, nie wiem, 50 zł, 100 zł, no to wiesz , nawet… Tak. [KRYSTIAN] Nawet nie bardzo. [SŁAWEK] Tak. [KRYSTIAN] I po prostu jakby kupując jakikolwiek dobrej, takiej podstawowej jakości materiał, no to już jest dobrze, tak? Jakby szczegóły zwykle tkwią w sposobie jego montażu, w tym, żeby to zrobić dokładnie, starannie i tak dalej, i tak dalej, a nie w jakości tego materiału. Jakby najbardziej taki jaskrawy przykład to wydaje mi się są okna po prostu, gdzie okna same z siebie kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych, I możemy kupić przeróżne okna, jakby z kolorem jednostronnym, dwustronnym, dwuszybowe, trzyszybowe, takie pakiety, siakie, aluminiowe, drewniane, cokolwiek. Paleta rozwiązań jest tutaj przeogromna i koszt samych okien będzie się wahał pewnie gdzieś od 50 do 150 tysięcy złotych. Możemy sobie poszaleć. Natomiast ciepły montaż, taki zupełnie podstawowy, tak jak mówiliśmy, to jest dodatek do tej kwoty rzędu 3 tysięcy złotych. Więc jakby takich miejsc tutaj jest dużo, dużo więcej, bo każdy materiał możemy kupić lepszy lub gorszy, a samo doprowadzenie rozwiązania do tego, żeby było dobre, no to już jest drobiazg tak naprawdę. Tak jest. [SŁAWEK] Tylko dopowiem, bo wiem, że to budzi wątpliwości. Ciepły montaż to jest określenie, które nie ma żadnego umocowania w prawie. My mówimy o montażu prawidłowym, montażu warstwowym, ale można też zamontować okna w warstwie izolacji, czyli wysunąć okno poza obrys muru. To też można nazwać ciepłym montażem. Ja wolę to rozróżniać. Natomiast jeżeli chodzi o wysunięte okno poza obrys muru, to raczej to się po prostu nie opłaca. Chyba, że budujemy dom rzeczywiście pasywny i chcemy, żeby rzeczywiście straty energii były jak najmniejsze, no to wtedy tak. W takim zwykłym domu, powiedzmy, taki montaż jest po prostu zbyt drogi i raczej się nigdy nie zwróci. [KRYSTIAN] No i dobra, zbierzemy do końca chyba, co? Czas na wnioski i podsumowania. To czekam z niecierpliwością, ile wyszło Ci? [SŁAWEK] Przeczytam, co mam. Szalunki około 2 tysiące złotych. Beton podkładowy plus minus musimy zapłacić 500 złotych, biorąc pod uwagę te różnice między betonem właściwym a tym podkładowym. Hydroizolacja fundamentów 5 tysięcy 50. Robocizna za tą hydroizolację 2 tysiące złotych. Odpowiedni piasek o różnicy około 2 tysiące złotych. Hydroizolacja podposadzkowa około 6100 zł. Styropian porządny EPS chyba 150 tys. zł. Prawidłowy montaż okien z użyciem taśmy 3000 zł. Oszczędności na przewodach elektrycznych, na tych wszystkich obwodach, o których rozmawialiśmy około 3000 zł. Instalacja sanitarna 2000 zł. I te wszystkie dodatkowe rzeczy typu wywóz śmieci, utylizacja śmieci, przepusty itd. około 2500 zł. I to daje mi sumę 29 150 zł, co przekłada się, bo to są kwoty netto, przekłada się na wzrost kosztów budowy o, uwaga, 5%. [KRYSTIAN] 5,06%. Tak, i to są jakby, nie to, że jestem jakoś zaskoczony specjalnie, ale wiesz, uśmiecham się, bo mówimy o tym tyle, mówimy i jakby też zmieniamy trochę branżę, to powiedziałeś już dzisiaj, ale też spotykamy się z takim oporem, że to drogo, że to strasznie, że to w ogóle i trzeba tyle dopłacać za te wszystkie prawidłowe rozwiązania i na końcu wyszło 30 tysięcy złotych i 5%, nie? Więc chyba myślę, że to jest jeden z lepszych dowodów, że nie ma sensu aż tak bardzo, bardzo, bardzo oszczędzać, bo dużo rzeczy tutaj naciągaliśmy w górę. To raz. Dwa, tak jak mówiliśmy, myślę, że te 30 tysięcy można spokojnie zaoszczędzić, zmniejszając swoje oczekiwania co do niektórych rozwiązań. I co do tego nie mamy wątpliwości, bo można na przykład… Wiesz, tak jak w tej wycenie jest blacha na rąbek stojący na pokryciu dachowym, można zrobić tutaj dachówkę betonową. Wiem, że ty coś liczyłeś na ten temat, ale to pewnie będzie rzędu oszczędność 10-15 tysięcy, co? Tak mniej więcej. No tak mniej więcej, więc jakby zmieniając rodzaj pokrycia dachowego, zmieniając swoje oczekiwania, oszczędzamy 15 tysięcy. Jesteśmy na pewno w stanie na oknach zaoszczędzić, na przykład nie robiąc ich w kolorze, na drzwiach zewnętrznych robiąc jakieś inne, bo tutaj w tym projekcie drzwi są dosyć drogie, bo są z naświetlem bocznym i ten naświetle generuje nam parę ładnych złotych. Jest ileś takich rzeczy, które jesteśmy w stanie po prostu zaoszczędzić zmieniając sobie, zmniejszając sobie niektóre oczekiwania, nie mówię nawet, że wszystkie, albo szukając najniższych rozwiązań, optymalizując w jakiś sposób swoje potrzeby. niż na takich oszczędnościach, które tyczą się z punktu technicznego widzenia prawidłowego wykonania budynku. [SŁAWEK] Tak jest. Muszę powiedzieć, że masz prawo być niezaskoczony, ale też dlatego, że my sobie tych wyliczeń nie robiliśmy przed nagraniem podcastu, tylko wszystko robiliśmy teraz w oparciu o kosztorys. Więc ja powiem Ci, czekałem na to, co wyjdzie. Tutaj dodawałeś 3 tysiące, tam 3 tysiące. Tak patrzę z przerażeniem, że to rośnie, a to się okazuje, że… urosło w sumie tylko te 5%. Natomiast, słuchaj, jak chcesz dobrze wybudować dom, to musisz zapłacić trochę więcej niż 60 tysięcy, ponieważ jeszcze musisz doliczyć na przykład koszt naszego kursu, w którym pokazujemy właśnie, jak to wszystko dobrze skontrolować i żebyś miał pewność, że wszystko jest dobrze. Tak więc na stronie jaksiewybudować.pl znajdziecie kursy budowlane, z którym naprawdę przejdziecie przez budowę domu Tak jak powinno być. Uniknięcie błędów, które niestety spotkały Waszych znajomych i sąsiadów, bo wiemy, że bardzo często na budowach są popełniane błędy, a my staramy się to zmienić. W kursie macie aktualną wiedzę. Jednocześnie razem z kursem dostajecie dostęp do naszej grupy na Facebooku, gdzie jestem. Ja, jest Krystian, jest konstruktor, są projektanci, jest dużo ekspertów z różnych branż. Każdy, kto ma jakieś pytanie, dostaje odpowiedź. To jest cudowna sprawa. Podczas budowy każdy ma jakieś pytania i fajnie mieć kogoś, kto na te pytania odpowie, tak więc zachęcamy. Dodam, że zakup kursu to zero ryzyka, ponieważ dajemy 30-diową gwarancję satysfakcji. Jeżeli kurs Ci się nie spodoba, jeżeli na przykład z budowy rezygnujesz, różnie bywa, nie ma problemu, wystarczy zwykły mail, żadne formularze, żadnych smutnych rzeczy, po prostu zwykły mail. Sławku, sorry, daj mi kasę z powrotem, nie potrzebuję kursu. W ciągu dwóch dni robię przelew zwrotny. Zero ryzyka. 30 dni aż na sprawdzenie kursu. To myślę, że 30 dni to jest naprawdę bardzo dużo, żeby każdy się przekonał, czy kurs jest dla niego. Tak więc jeszcze raz zachęcam, żeby wejść na stronę [KRYSTIAN] Co więcej, przeliczam sobie teraz wartość kursu, ile to jest procent kosztów budowy, to w kwotach netto to będzie pewnie coś pomiędzy 0,1 a 0,2%. Śmieszna wartość. Ty masz kalkulator otwarty, więc pewnie mi powiesz tam dokładniej. [SŁAWEK] 0,25%. Zależy od tego, jaki jeszcze pakiet weźmiemy. [KRYSTIAN] Zależy od pakietu, no, czyli maksymalna wartość to jest 0,25%, tak? To jest maksymalnie ile kosztuje kurs i mało tego, mało tego, że ten kurs jakby bez problemu jest w stanie zwrócić się wielokrotnie, bo jeżeli pomożemy w nim wybrać, a pomagamy wybrać pomiędzy wykonawcą A i wykonawcą B, bo na przykład ich ceny się bardzo różnią o kilka tysięcy złotych, a jeżeli doprecyzujemy ich zakres zgodnie z naszymi poradami, to się okazuje, że właściwie jest to samo, a różnica jest w cenie, no to kurs może się zwrócić już przy pierwszym wyborze wykonawcy i to wielokrotnie, więc te 30 tysięcy, które powiedzmy dla tego projektu należałoby dorzucić do tego, żeby wybudować dom prawidłowo, to myślę, że spokojnie zwróci się po użyciu kursu i wybudowaniu tego dobrze. A jeśli nie, to przynajmniej będzie wybudowany dom dobrze. Otóż to. [SŁAWEK] No tak. Tak patrzę, że to dobrze wybudowany dom, to raptem ci podwyższa koszty budowy o te 200 zł za metr kwadratowy. To jest taka różnica. A przy cenach typu 4, 5, 6 tysięcy, no to wiesz, tak to wygląda. [KRYSTIAN] Tak, no jakby trzeba pamiętać, że rozpatrywaliśmy ten jeden konkretny przypadek domu modelowego, budowanego systemem zleconym. Tutaj jest kilka różnych założeń. Ten dom ma swoją powierzchnię, 136 m2, więc założenia są, jakie są. W innych przypadkach może być inaczej, ale myślę, że przeszliśmy na tyle szczegółowo cały ten proces i wszystkie zagadnienia, że jeżeli ktoś będzie chciał sam wybudować dom prawidłowo, to już będzie wiedział po prostu na co zwrócić uwagę, co i jak powinien samodzielnie wycenić, żeby sobie tą różnicę w kosztach po prostu samodzielnie policzyć, ale no, z mojego punktu widzenia tutaj jakby bezdyskusyjnie warto. [SŁAWEK] Tak, tak to wyszło. Jeszcze w ramach przypomnienia, jeżeli ktoś chce ten kosztorys zobaczyć w Excelu, sobie samemu policzyć wszystko, to link na dole do zapisu do newslettera. Po zapisie dostanie automatycznie mail. Jeżeli ktoś ma konto na o2.pl na przykład, to prośba po prostu po zapisie, jeżeli nie dostaniesz potwierdzenia, proszę o mail, ponieważ czasami niestety maile na o2.pl nie dochodzą. z jakichś tam przyczyn, nie wiem, antyspamowych, ale to nie ma problemu. Jeżeli ktoś się zapisze i napisze do mnie maila, to też mu taki kosztorys wyślę, tak więc jeszcze raz zachęcamy do wszystkiego, co mówiłem. Długi, historyczny podcast. [KRYSTIAN] Chyba najdłuższy w historii, dlatego czas należy kończyć, chyba, że masz koszulkę tematyczną. [SŁAWEK] Nie, nie mam. Nawet nie naciągnę jej, żeby była, wiesz. [KRYSTIAN] To już jej nie rozciągaj, to się przyda do następnego podcastu. [SŁAWEK] No też czekaj, dajemy zielone światło na to, żeby dobrze wybudować dom. Tak? [KRYSTIAN] Ciemno-zielone. Dobrze. Ciemno-zielone. Dobrze. To mniejszym co? Dziękujemy i widzimy, słyszymy się za tydzień. Do zobaczenia. [SŁAWEK] Do zobaczenia. Cześć. Prosimy o komentarze, czy wam się podobało, czy było dobrze. I prosimy o tematy na kolejne tygodnie, na kolejne podcasty. Wielkie dzięki. Pa, pa. Hej. Cześć. Artykuł Ile kosztuje DOBRZE wybudowany dom? Dylematy budowlane #44 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Blacha czy dachówka – co lepsze jako pokrycie dachu? Porady | 21 Oct 2024 | 00:45:14 | |
Wybór pokrycia dachowego ma bardzo duży wpływ na to, jak będzie się prezentował Twój nowy dom. Do wyboru masz przede wszystkim dachówkę ceramiczną, dachówkę betonową, blachodachówkę i blachę na rąbek. A co jest najlepsze z naszego punktu widzenia? Opowiemy o tym w dzisiejszym podcaście, którego zapis możesz przeczytać poniżej. Jeśli chcesz wysłuchać nagrania, kliknij poniższy przycisk.
[KRYSTIAN] Cześć, witajcie w kolejnym podcaście z cyklu „Dylematy budowlane”. Dzisiaj będziemy rozmawiać na temat pokryć dachowych — co warto wybrać i dlaczego w Twoim przypadku może się to sprawdzać lub nie. Zapraszam. Wybór pokrycia dachowego – blachodachówka czy dachówka?[SŁAWEK] To temat ciekawy, bo wybór jest szeroki i wiem, że dużo osób nie wie, co wybrać. Powiedz mi, co ty masz w swoim domu? [KRYSTIAN] Ja mam dachówkę betonową u siebie, ponieważ jest to dobry i ekonomiczny wybór, szczególnie przy dachach stromych. Chyba, że masz pytania, czy mam już zacząć opowiadać swoją historię. [SŁAWEK] Ja jestem ciekawy, dlaczego ona? I czy rozważałeś też inne produkty? [KRYSTIAN] Wiesz co, rozważałem różne produkty, tylko w tamtym momencie historii, to był rok 2017, dachówka betonowa była po prostu wyborem najtańszym. To raz. Po drugie, wygląda fajnie — efekt wizualny był taki, jak chcieliśmy. Po trzecie, dobrze się sprawdza na dachach stromych, ale w sensie takich klasycznych, dwuspadowych, prostych dachach. Zobacz też:Budowa domu krok po kroku - od czego zacząć? Zobacz też:Jak kupić działkę budowlaną? Zakup działki krok po krokuMyślę, że tutaj od razu odpowiadam na pytanie, w jakich przypadkach warto wybrać dachówkę betonową, bo ona po prostu w takich sytuacjach się sprawdza. Blachodachówka jako ekonomiczne pokrycie dachu[SŁAWEK] Ja mam blachodachówkę. Z różnych przyczyn — chyba pierwsza to po prostu wybór ekonomiczny. Po drugie, kwestia estetyki. Wiem, że dużo osób wybiera inne pokrycia dachowe, bo są bardziej efektowne. Mnie i mojej żonie nie zależało na tym, żeby budować dom efektowny, czyli droższy w budowie, tylko żeby było w miarę ekonomicznie. Wyszliśmy ze słusznego, według nas, założenia, że na dach domu będę patrzył raz na pewnie parę miesięcy. Na początku oczywiście dom cieszy oko, jest cudownie, ale potem to po prostu powszednieje. Więc płacić teraz x tysięcy więcej za coś, co w sumie nie będę oglądał, według mnie mijało się z celem. Dlatego niska cena była tutaj priorytetem. Po drugie, miałem poddasze nieużytkowe, więc nie bałem się na przykład hałasów związanych z padającymi kroplami deszczu na blachodachówkę. W tej chwili mam biuro na poddaszu, tutaj właśnie na górze, czyli mam od razu blachę nad sobą i moim zdaniem to jest dobre pokrycie, spełniające moje oczekiwania. Biorąc pod uwagę, że pod blachodachówką jest jeszcze na przykład 30–40 cm wełny, to nawet kiedy pada deszcz, słychać tylko takie w sumie bardzo ciche plumknięcia. One nie są tak irytujące jak właśnie padające krople na blachę, tylko są fajnie wytłumione. Wady i zalety blachodachówki – problem hałasu[SŁAWEK] Z rozmów z różnymi inwestorami widzę, że z jednej strony taki szum może komuś przeszkadzać — jak najbardziej, ale bardzo dużo osób nawet taki szum, takie padające krople lubi, bo tworzą fajny klimat. Jeżeli chodzi o wybór blachodachówki, koniecznie przed wyborem warto udać się do domu, gdzie ta blachodachówka jest i podczas deszczu samemu ocenić, czy stopień hałasu, to co dociera do naszych uszu, jest dla nas wystarczające, czy jednak irytujące — szczególnie jeżeli będziemy mieli poddasze użytkowe i blachę tuż nad naszymi głowami. [KRYSTIAN] Tak, to wszystko prawda. Myślę, że ten mit odnośnie dużego hałasu pochodzącego z blachodachówki wziął się pewnie jeszcze z czasów, kiedy nie było wełny na poddaszach. Wtedy rzeczywiście ten hałas był odczuwalny. Jeśli ktoś miał okazję być w budynku, nawet w zwykłym blaszaku, gdzie pada deszcz, to słychać to wyraźnie. Jednak efekt w gotowym, zabudowanym budynku z ociepleniem, z płytami gipsowo-kartonowymi na suficie i na skosach, jest zupełnie inny. Powiem więcej, temat powiązany — jeżeli mamy parapet blaszany, wiele osób obawia się, że takie parapety będą generowały hałas. Ja mam blaszane parapety u siebie w domu i większy hałas generuje deszcz stukający w szybę niż w parapet. Parapetu praktycznie nie słychać. Parametry i gwarancja blachodachówki[SŁAWEK] Super. Widzisz, blachodachówka jest ekonomicznym wyborem, natomiast ważne jest też to, jaką weźmiemy, ponieważ blacha blasze nie jest równa, a na rynku są przeróżne ceny i różne parametry. Moja pierwsza rada jest taka, żeby patrzeć na parametry blachodachówki. Jeżeli nie ma żadnej karty technicznej, nie wiemy, jaka jest grubość stali, ani jaka jest grubość ocynku, to po prostu z takiej blachy rezygnujemy, bo nie warto oszczędzać paru złotych na produkcie, którego właściwości nie znamy. Druga sprawa to gwarancja producenta, która jest mega ważna. Uczulam wszystkich, którzy nie czytają gwarancji, aby to zrobić bardzo dokładnie. Są przeróżne zapisy i zobowiązania, które trzeba spełnić, aby była uznana. Przykładowo, musisz być zobowiązany do tego, żeby czyścić i usuwać ogniska rdzy na blachodachówce. Jeżeli tego nie zrobisz i rdza rozprzestrzeni się na większą powierzchnię, reklamacje zostaną odrzucone, ponieważ nie dbałeś o pokrycie dachowe. Są naprawdę bardzo różne zobowiązania. Czasami karty gwarancyjne są tak skonstruowane, że producent właściwie za nic nie odpowiada. Chociaż informacja o 15 latach gwarancji wygląda ładnie, to po dokładnym przeczytaniu okazuje się, że trudno powiedzieć, co musiałoby się stać, żeby producent uznał gwarancję. Naprawdę czytajcie te dokumenty i dopytajcie, co jest po waszej stronie, co musicie zapewnić, aby gwarancja była uznana. Rozstrzał cenowy blachodachówek[KRYSTIAN] Tak, to się zgadza, ale wynika również z faktu, że na początku powiedziałeś, iż blachodachówka była ekonomicznym wyborem. Jednak z nimi jest tak, że mają one prawdopodobnie największy rozstrzał cenowy spośród wszystkich możliwych pokryć dachowych. Są dostępne od naprawdę skrajnie tanich, takich, że blachodachówka staje się naprawdę ekonomicznym wyborem — i to tak ekonomicznym, że aż zaskakuje, jak inne pokrycia mogą być tak drogie. Z drugiej strony istnieją blachodachówki czy blachy na rąbek, które są najdroższe spośród wszystkich innych możliwych pokryć. Oczywiście ma to wpływ na rodzaj gwarancji oraz na jakość produktu. Mówiąc, że blachodachówka jest ekonomicznym wyborem — tak jest, ale im tańsza, tym bardziej trzeba zwrócić uwagę na gwarancję i na to, co faktycznie się kupuje, ponieważ mogą tam kryć się po prostu produkty niskiej jakości. Jakość montażu pokryć z blachy[KRYSTIAN] Co się z tym wiąże, a co bardzo mocno dotyczy wszystkich pokryć z blachy — czy to blachodachówki, blachy na rąbek, czy jakiegokolwiek innego rodzaju — jakość montażu. O ile przy dachówkach ceramicznych czy cementowych mamy pewien zbiór gotowych elementów, takich jak kalenice, dachówki wentylacyjne i tak dalej, to oczywiście podobne elementy występują również przy blachach, ale tam zwykle trzeba coś dopasować. Praca z blachą to specyficzna praca dekarska, blacharska — w innej branży byśmy tak to nazwali — gdzie coś trzeba dopasować. Blachy są stosunkowo cienkie i delikatne, więc trzeba umieć obchodzić się z tym materiałem, zwłaszcza w trudno dostępnych miejscach, przy wykończeniach, kominach i tym podobnych elementach. Jeżeli wykonawcy tego nie potrafią zrobić, to pojawiają się różne problemy: szybciej wychodzi korozja, jest nieestetycznie, krzywo, nieszczelnie — pojawiają się różne tego typu usterki. To materiał trochę wrażliwy z tego punktu widzenia, dlatego trzeba po prostu umieć się z nim obchodzić i mieć dobrego wykonawcę, który potrafi to zrobić. Wpływ kształtu dachu na koszt pokrycia[SŁAWEK] Słusznie. Jeżeli mówimy o cenach, ogólnie porównanie cen nigdy nie jest proste przy budowie domu. Natomiast ma jeszcze znaczenie to, jaki mamy dach. Przy dachu dwuspadowym, prawdopodobnie blachodachówka będzie trochę tańsza. Natomiast przy dachu na przykład czterospadowym czy wielospadowym różnica ta prawdopodobnie robi się większa. Dzieje się tak dlatego, że przy dachu czterospadowym, zwłaszcza przy dachówce ceramicznej, dużo wydajemy na różnego rodzaju gąsiory, wykończenie i tak dalej. To potrafi naprawdę mocno zwiększyć cenę. Niestety podawanie ceny za metr kwadratowy tak naprawdę mija się z celem. Liczy się całkowity koszt wykonania dachu. Jeżeli ktoś chce wybudować dom ekonomiczny, powinien celować w proste, najlepiej dwuspadowe dachy. Po pierwsze, jest wtedy mniej materiału i prostsza robota, czyli mniejsza robocizna. Dodatkowym bonusem jest to, że mamy trochę więcej przestrzeni na górze, na poddaszu użytkowym na przykład. Jeżeli natomiast celujemy w dachy czterospadowe lub wielospadowe, to cena rośnie i czasami dosyć mocno. Dlatego uczulam, że dach to naprawdę element, na którym możemy bardzo dużo przepłacić. Koszt elementów dodatkowych[KRYSTIAN] Możemy. To, co wpływa najbardziej na cenę, to wszystkie elementy dodatkowe. Idąc do sklepu z dachami, łatwo jest wybrać sobie dachówkę, stwierdzić, że jest ładna, że sztuka kosztuje kilka złotych i cieszyć się, że mamy przykładowo 200 metrów dachu, razy ilość dachówek potrzebnych na metr kwadratowy, razy cena za dachówkę. Super. Cena wychodzi bardzo atrakcyjna. Natomiast zwykle jest tak, że wszystkie dodatki, czyli dachówki specjalne — na przykład dachówka z kominkiem wentylacyjnym, dachówka wentylacyjna, dachówka szczytowa, gąsiory — czyli wszystko, co tam się tylko da wymyślić, to tych elementów jest dużo mniej niż takich typowych dachówek, a przez to ich cena jest dużo większa. Wychodzi na to, że to jest kolejna, inaczej mówiąc, druga tak wysoka kwota, jak za całkowitą powierzchnię pokrycia dachu. Licząc to, można sobie przyjąć, że powierzchnię dachu i jej cenę należy pomnożyć razy dwa ze względu na wszystkie dodatkowe elementy przy takich tradycyjnych dachówkach, czy betonowych, czy ceramicznych. Porównanie kosztów samej dachówki jest błędem i takiego porównania się po prostu nie uda zrobić. [SŁAWEK] Zgadza się, dziękuję za uzupełnienie. Czy do wad dachówki możemy dodać jeszcze jedną kwestię? Właściwie o tym już mówiłeś, ale warto podkreślić, że niestaranne wykonawstwo jest bardziej groźne niż w przypadku na przykład dachówki ceramicznej. Może pojawić się rdza, mogą wystąpić sytuacje, w których przebijamy blachę, co powoduje, że woda może się dostawać pod pokrycie. Przy niestarannym wykonawstwie dachówki ceramicznej ryzyko takich problemów jest chyba mniejsze. Zagrożenia związane z montażem blachy[KRYSTIAN] Powiem tak: dachówka ceramiczna jest moim zdaniem najlepszym produktem i może o niej za chwileczkę. Jeszcze zostając przez chwilkę przy blachodachówce — rzeczywiście jest tak, że niestaranne wykonawstwo może skutkować przede wszystkim nieestetycznym wyglądem dachu. A dwa, że starsze, szczególnie rodzaje pokryć blachodachówek, były mocowane i są do tej pory mocowane w taki sposób, że przebijamy celowo wkrętem samo pokrycie dachowe. I to jest zawsze punkt ryzyka, bo robimy dziurę sobie w pokryciu. Wkręty oczywiście mają specjalne uszczelki, ale żeby to wszystko było szczelne, to jest pewna procedura dokręcania tych wkrętów, na którą trzeba zwrócić uwagę i wymaga to staranności. Jeżeli robi się to taśmowo i wykonawcy nie zwracają na to uwagi, to mogą te uszczelki po prostu zniszczyć. Zniszczona uszczelka chwilkę trzyma, a później już nie trzyma. I mamy celowo zrobioną dziurę w dachu i nieszczelność. Istnieją takie zagrożenia związane z blachodachówką. Poza tym blachy, blachodachówki, wszystkie pokrycia stalowe trzeba docinać w odpowiedni sposób. Tutaj podstawową, pierwszą i najważniejszą zasadą jest docinanie ich nożycami ręcznymi albo innymi narzędziami ręcznymi. Całkowicie zabronione jest docinanie wszelkich możliwych blach za pomocą szlifierek kątowych. One po prostu niszczą powłoki malarskie i warstwę ocynku na blachach, a jeśli powłoka malarska lub ocynkowa jest zniszczona, to jest prosta droga do korozji. Blacha na rąbek jako alternatywa[KRYSTIAN] Trochę lepiej sprawa się ma, jeżeli chodzi o blachy na rąbek. Ostatnio są one dosyć modne, efektowne i nowoczesne jako pokrycie. Tutaj sytuacja jest troszeczkę lepsza, bo blachy na rąbek mają zwykle ukryte punkty mocowań do łaty. I tam nie ma problemu, że przebijamy sobie sami pokrycie dachowe za pomocą wkręta, co jest dużym plusem oczywiście. Co więcej, istnieją systemy, na przykład mocowania fotowoltaiki, które nie wymagają przebijania się przez te blachy. To znaczy, do tych rąbków stojących możemy na ściski mocować na przykład panele fotowoltaiczne. I to jest super, bo tego pokrycia wtedy nie przebijamy, jesteśmy zawsze bezpieczniejsi i z tego tytułu jest to lepsze rozwiązanie. Problem z gładką powierzchnią blachy na rąbek[KRYSTIAN] Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że pokrycie z blachy na rąbek, zwłaszcza w nowoczesnym wydaniu, jest zaprojektowane jako dość gładkie i niewybaczające zbyt dużej ilości błędów montażowych. Każdą nierówność niestety będzie widać na tej powierzchni. Najważniejszym aspektem, który wpływa na to, czy za jakiś czas pokrycie się powykrzywia i czy będzie to widoczne, jest to, co znajduje się pod pokryciem, czyli łaty, kontrłaty oraz więźba dachowa. Jeżeli stosujemy suche drewno, które nie będzie się wyginało, ponieważ nie jest mokre i nie będzie się wyginało podczas schnięcia po zamontowaniu na dachu, to nie ma tu wielkich zagrożeń. Gorzej jest, gdy montujemy mokre krokwie lub mokre łaty — wtedy wszystko pracuje i wygina się. Do momentu całkowitego wyschnięcia więźby dachowej będzie to widoczne. Jeśli na mokre więźby zamontujemy gładką blachę na rąbek, to efekt ten się pokaże — dach może się minimalnie pofalować. Na dachówce tego nie widać, natomiast na blasze może być to widoczne. Są blachy, które częściowo rozwiązują ten problem — mają lekką fakturę. Myślę, że mimo wszystko jest to dobre rozwiązanie, ponieważ zachowanie perfekcyjnego kształtu dachu jest dużo łatwiejsze, gdy mamy suche drewno. [SŁAWEK] Super, a powiedz mi, czy blacha na rąbek i blachodachówka to właściwie ta sama blacha, czy mają takie same przekroje? Zastanawiajmy się po prostu, dlaczego blacha na rąbek jest czasami o kilkanaście tysięcy złotych droższa. Tutaj bazuję na koszcie wykonania pokrycia dachowego domu modelowego, gdzie właśnie blacha na rąbek jest kilkanaście tysięcy złotych droższa od dobrego pokrycia z blachodachówki. [KRYSTIAN] Bo jest modna. [SŁAWEK] Po prostu. [KRYSTIAN] Znaczy, wiesz, nie zaglądam producentom blachy i blachodachówek w portfel, ale moim zdaniem po prostu jest modniejsza. Blachę mamy, sama blacha, są różne produkty i tutaj wachlarz tych produktów jest bardzo szeroki: cieńsze, grubsze. Ale tego materiału tam nie idzie ani dużo więcej, ani nie jest dużo grubsza, ani nic z tych rzeczy. To jest generalnie ta sama blacha. Ona jest walcowana w inny sposób, tamta jest wytłaczana. Ale umówmy się, to nie jest aż tak duża różnica w samym materiale, żeby uzasadniała różnicę w kosztach. [SŁAWEK] Jasne. Jakby ktoś był zainteresowany projektem, to link jest tutaj: domymodelowe.pl. Mamy też kosztorys wykonania tego domu, razem z pokryciem dachowym. Żeby dostać taki kosztorys, wystarczy zapisać się na newsletter. Po zapisie kosztorys jest wysyłany automatycznie. Przygotował go Krystian, więc można sobie zobaczyć, jakie są mniej więcej koszty budowy. Kiedy warto wybrać pokrycia blaszane[KRYSTIAN] To może podsumujmy jednym zdaniem, kiedy warto wybrać blachę, tudzież blachodachówkę, tudzież blachę na rąbek — generalnie pokrycia blaszane. Moim zdaniem to może być kwestia ekonomiczna. To może być kwestia związana z obciążeniami, bo to są bardzo lekkie pokrycia, więc one dobrze nadają się do domów szkieletowych. One również dobrze sprawdzają się w remontowanych budynkach, gdzie nie możemy zbytnio zwiększać obciążeń. Pokrycia blaszane dobrze nadają się na dachy o małych spadkach, ponieważ są stosunkowo szczelnymi pokryciami. Mają też swój estetyczny wygląd. Oczywiście jest to jedno z ważniejszych kryteriów, które, rozmawiając o aspektach technicznych, często pomijamy. Są stosunkowo szybkie w montażu, chociaż inne rodzaje dachów również nie wymagają specjalnie dużo czasu, więc tutaj bym powiedział, że jesteśmy na równi. I to moim zdaniem są główne aspekty, kiedy warto zdecydować się na pokrycie z blachy — czy to blachodachówkę, czy blachę na rąbek. Dachówka ceramiczna jako produkt premium?[SŁAWEK] Super. To przechodzimy teraz do produktu: dachówka ceramiczna. Czy jest to produkt premium, tak byś go nazwał, czy po prostu dobry produkt? [KRYSTIAN] Wiesz, nie chciałbym nadużywać słowa „premium”, bo dachówki ceramiczne są z ludzkością już od ładnych paruset lat, więc to jest produkt dobrze znany, lubiany i popularny. Chociaż te nowoczesne dachówki mają w sobie różne, troszeczkę takie fajne technologie, jest to produkt, który zwykle daje najdłuższą gwarancję i moim zdaniem jest najlepszy. To nie znaczy, że inne są jakoś gorsze, ale pod kilkoma względami dachówki ceramiczne są najlepsze. Zalety dachówek ceramicznych[KRYSTIAN] Po pierwsze, dają naturalny wygląd. Po drugie, zapewniają bardzo dużą szczelność, ponieważ dachówki ceramiczne mają specjalne zamki z góry, z dołu i po obydwu bokach. Takich zamków niestety nie mają dachówki betonowe — nie są aż tak dobre. Współczesne dachówki ceramiczne są wykonane tak dobrze, że mogłyby funkcjonować w wielu przypadkach praktycznie bez wstępnego krycia dachu, ponieważ zapewniają tak dobrą szczelność. Istnieje naprawdę bardzo małe prawdopodobieństwo, że dopóki dachówka nie jest potłuczona, coś przez nią będzie przeciekało. To bardzo szczelne pokrycie dachowe, odporne na warunki atmosferyczne — deszcz, śnieg, grad i wszystko, co się może zdarzyć. Zapewnia dodatkową akumulacyjność cieplną latem, czyli pomieszczenia nagrzewają się troszeczkę dłużej. To same zalety. Można sobie oczywiście pooglądać i powybierać przeróżne kształty, kolory i faktury, bo dachówki ceramiczne występują w różnych rodzajach faktur. To naprawdę bardzo fajny produkt. Waga i ograniczenia dachówek ceramicznych[KRYSTIAN] Jest najcięższy ze wszystkich wspomnianych, więc dach musi być od samego początku projektowany pod taką dachówkę. Zwykle jest to produkt raczej z tych droższych. Blachodachówki może niekoniecznie, ale blachy na rąbek przebijają — przebijają to, o czym przed chwilą mówiliśmy, czyli ceny. Często przebijają też dachówki ceramiczne. Natomiast ceny są bardzo różne. Najwięcej przy dachówce ceramicznej zapłaci się za wszelkie możliwe dodatki: gąsiory, dachówki specjalne i tak dalej. Jakimś ograniczeniem, które może występować przy dachówkach ceramicznych, a zresztą także przy betonowych, jest minimalny kąt nachylenia połaci dachowej, na którym można je stosować. Wynika to z konieczności zachowania szczelności pokrycia. Te kąty zależą od producentów i należy je sprawdzić indywidualnie w instrukcji producenta, wybierając konkretny model. Natomiast należy się tym przejmować dopiero przy dachach o spadku 15–20 stopni lub mniejszych — tam te problemy występują. Powyżej 20 stopni już raczej niespecjalnie. Problem glonów i mchu na dachówkach betonowych[SŁAWEK] Okej, super. Słuchaj, jeszcze mam pytanie dotyczące twojego pokrycia dachowego, bo spotkałem się z opinią, że przy dachówce betonowej istnieje ryzyko, iż dachówka złapie jakieś glony i po jakimś czasie stanie się zazieleniona. Jakie jest twoje doświadczenie? [KRYSTIAN] To nie jest ryzyko, to jest gwarancja. Nie, tak pół żartem, pół serio. Każdy dach od strony północnej, każda elewacja od strony północnej jest narażona na to, że coś na niej wyrośnie. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Im kupujemy gładszy produkt, tym to ryzyko jest mniejsze. Czyli tutaj, tak jak mówiłem wcześniej, blachy są stosunkowo gładkie, chociaż też mamy różne rodzaje powłok malarskich na tych blachach. Są matowe, czyli bardziej chropowate, i są bardziej gładkie, bardziej błyszczące, więc tu sobie możemy to wybierać. Trwałość różnych powierzchni dachowych[KRYSTIAN] Tak samo sytuacja ma się w stosunku do dachówek ceramicznych. Tu też są takie wręcz naturalne, surowe dachówki, które są porowate, i są dachówki z różnego rodzaju powłokami, które są błyszczące i gładkie. I to sobie manewrujemy tym ryzykiem, czy coś na tej dachówce wyrośnie, czy nie. I tak samo sytuacja ma się z dachówkami oczywiście betonowymi. Ja chciałem na swoim domu mieć dachówkę matową, więc godzę się na to, że dachówka jest matowa, że jest bardziej chropowata i że na niej coś wyrośnie. I rośnie, po prostu. Rośnie. W ogóle mnie to nie dziwi i już, żyję z tym. Wiesz, że mieszkam na wsi i jakoś nie czuję dużej potrzeby, żeby zmieniać ten wiejski klimat na siłę i wstawiać tutaj jakiś rodzaj pokrycia dachowego, który będzie się mocno wyróżniał. Wolę tę swoją dachówkę, która wiem, że sobie spokojnie porasta powoli mchem. [SŁAWEK] Okej, ale czy to widać z dołu, czy musiał się przypatrywać, wziąć drabinę, żeby w ogóle to zobaczyć? Jakie jest to z efekt? [KRYSTIAN] Wiesz co, w tej chwili, już po sześciu latach, widać to wyraźnie. Z dołu nie widać, bo z dołu widzisz okap, ale jeśli odejdziesz kawałek od budynku, od strony północnej, widać to bardzo dobrze. [SŁAWEK] Okej, ale jak rozumiem, tobie to nie przeszkadza. W sumie ja to rozumiem, bo na dach patrzy się bardzo dokładnie w momencie, kiedy jest zmontowany, a potem już nie — po prostu. Bardziej podjeżdżamy samochodem po pracy, na przykład, widzimy nasz budynek i tyle naszego patrzenia na dach. [KRYSTIAN] Mógłbym to umyć i znowu na parę lat byłoby ładnie. Mógłbym wybrać dachówkę dużo gładszą, która spowodowałaby, że mech nie będzie się tak bardzo przyczepiał i nie będzie miał dobrych warunków, żeby wyrosnąć. Jednak gdybym miał dachówkę gładką, to miałbym dach błyszczący, a nie chcę mieć dachu błyszczącego. Wolę mieć matowy dach i zgadzam się na to, że mech tam będzie rósł. To jest kompromis, czylu decyzja, którą świadomie podjąłem – i muszę z tym żyć. Mogę mieć swój dach, ale niespecjalnie lubię wchodzić na dach i robić tam różne akrobacje. Wolę swoje życie i bezpieczeństwo. [SŁAWEK] Mógłbyś więc za tydzień, we wtorek, zapytać się, czy umyłeś swój dach. [KRYSTIAN] Nie spodziewaj się, że umyję go za tydzień, we wtorek. Może umyję go za kilka lat, nie mówię, że nie. Jak już będzie cały bardzo zielony, ale jeszcze nie nadszedł na to czas. Dachy solarne jako nowoczesne pokrycie[SŁAWEK] Okej, spoko. Co jeszcze mamy? Mamy coraz częstsze pytania o dachy solarne. Można to nazwać produktem już wiecznym, nowoczesnym. Z dachami solarnymi jest tak, że to rzeczywiście fajne rozwiązania, ponieważ, ustalmy, że kupując super pokrycie dachowe, a potem zasłaniając je zwykłą instalacją fotowoltaiczną, estetycznie wygląda to raczej średnio. Ja mam instalację, co prawda, na stronie południowej, na mojej blachodachówce i w ogóle mnie to nie interesuje, nie widzę tego, ale rozumiem, że dla kogoś kupowanie teraz dachówki ceramicznej i zasłanianie jej ogniwami fotowoltaicznymi trochę mija się z celem. Estetyka tutaj cierpi, więc dla tych osób dach solarny na pewno jest bardzo fajnym rozwiązaniem. Koszt dachów solarnych[SŁAWEK] Wystarczy wejść na strony producentów i samemu ocenić, czy to jest dla nas. Natomiast jeśli chodzi o koszty, jest to po prostu najdroższe rozwiązanie. Mam wyceny, ale ich nie zdradzę, bo to jednak są wyceny od dwóch, może trzech firm zajmujących się tymi rzeczami, więc nie chcę ich ujawniać. Wychodziło, że koszt takiej instalacji, czyli koszt dachu solarnego, w porównaniu do kosztu pokrycia dachu na rąbek plus instalacji fotowoltaicznej o tej samej mocy, jest wyższy o kilkadziesiąt tysięcy złotych, a dokładniej bliżej dziewięćdziesięciu tysięcy złotych drożej. Różnice są rzeczywiście duże. Mój wniosek jest taki, że dach solarny warto instalować wtedy, gdy po pierwsze nie mamy miejsca na dachu na instalację fotowoltaiczną o mocy, której potrzebujemy, ponieważ dach solarny wykorzysta połacie dachu w sposób maksymalny. Po drugie, być może zależy nam na tym, żeby mieć jak największą produkcję energii, aby móc nią żonglować, na przykład sprzedając ją w godzinach, kiedy zakup energii jest najdroższy. Podsumowując, jest to dobre rozwiązanie dla osób, które szukają nietypowych rozwiązań. Natomiast jeśli budujesz dom jednorodzinny i liczysz się z kosztami, a tak zwykle jest, to dach solarny jest jeszcze nie dla ciebie — ceny są wciąż za wysokie. Obawy dotyczące przegrzewania się dachów solarnych[KRYSTIAN] Wiesz, ja tutaj, patrząc na dachy solarne, mam jedną taką obawę, która jest bezpośrednio związana z właściwościami dachów z blachy na rąbek czy blachodachówki. One jednak dosyć mocno się nagrzewają. Jeżeli dorzucimy do tego panele solarne, to one znowu dodatkowo mocno się nagrzewają, więc wymagają jeszcze lepszej wentylacji niż zwykłe dachy. Niestety latem nie jest to najkorzystniejsza sytuacja, gdy dach się nagrzewa. Mimo że mamy termoizolację i tak dalej, te dachy mają to do siebie, że lubią mieć trochę za dużo ciepła i, chcąc nie chcąc, transferują je do naszego poddasza. Tutaj mam pewną obawę, jak to się w dłuższej perspektywie będzie sprawdzało — czy panele fotowoltaiczne będą miały taką wydajność, jak powinny, jeśli będą prawidłowo zamontowane. Myślę, że tak, ale praktyka pokazuje różnie. Czasami szczeliny wentylacyjne pod dachami mogą być za małe. Wtedy panel się przegrzewa, jego wydajność spada, wnętrze się nagrzewa, a wentylacji brakuje. Jest tutaj szereg moich obaw, czy są one zasadne, wyjdzie po kilkunastu latach praktycznego użytkowania tych wszystkich dachów, więc się okaże. Zobacz też:Jak działa fotowoltaika? Na co zwrócić uwagę przy wyborze? Rozwiązania hybrydowe[SŁAWEK] Okej, powiem Ci, że nie analizowałem wszystkich rozwiązań, które są na rynku, tylko jedno z nich, ale nie będę wymieniał nazwy. Według producenta mają to dobrze opracowane, czyli te panele się nie rozgrzewają ponad miarę i jest to rozwiązanie po prostu okej pod względem technicznym. Natomiast kwestia uzysku, kwestia zysku z tego, że mamy taką instalację, jest naprawdę dużym znakiem zapytania. Myślę, że na pewno im masz większe zapotrzebowanie na energię w swoim domu, tym taki dach solarny jest po prostu bardziej opłacalny. Przy czym to jest ważna rzecz — nie musisz mieć dachu solarnego na całej połaci, bo są takie rozwiązania, że masz po stronie na przykład południowej dach solarny, a po stronie północnej masz panele, które są estetyczne, droższe oczywiście, ale wyglądają bardzo fajnie. Możesz mieć też tak zrobione, że masz połowę dachu w panelach fotowoltaicznych, natomiast drugą połowę w swoim wybranym pokryciu dachowym. Są także rozwiązania takie, że nawet jeśli masz dach po stronie południowej, to tylko lewa część to jest dach solarny, a prawa część to jest twoje pokrycie dachowe. W tym momencie oczywiście ceny spadają bardzo znacznie i być może jest to bardziej opłacalne, ale wtedy pojawia się kwestia estetyki. Estetyka instalacji fotowoltaicznych[KRYSTIAN] Tutaj trzeba powiedzieć, że dachy solarne mają odpowiadające sobie pokrycie dachowe normalne z blachy, najprawdopodobniej, i one są zrobione tak, żeby były maksymalnie podobne. Więc to też nie jest tak, że one będą jakoś mocno się różnić wizualnie. Natomiast moim zdaniem wybór dachu solarnego jest uzasadniony przede wszystkim wtedy, kiedy chcemy bardzo mocno poprawić wygląd tego dachu i budynku. Co z kolei, moim zdaniem osobistym, warto zrobić w momencie, kiedy mamy jakiś dach o bardziej skomplikowanej bryle. Bo na dachu dwuspadowym, jeżeli on jest prosty, jeżeli nie ma wielu okien, kominów i tak dalej, jesteśmy w stanie ułożyć na nim panele fotowoltaiczne w prostokącie lub kwadracie. I to wygląda schludnie, ładnie i, mimo że to jest dodatkowy element na dachu, moim zdaniem nie wygląda rażąco. Natomiast jeżeli mamy dach wielospadowy, okna dachowe, kominy i tak dalej, i na dachu robi się taka mozaika z paneli fotowoltaicznych, to wygląda źle. W moim odczuciu. I wtedy, w takim wypadku, moim zdaniem warto by było, żeby uzyskać lepszą estetykę, zastosować dach właśnie solarny, gdzie tam, gdzie się da, wkomponujemy elementy solarne, a tam, gdzie się nie da, wkomponujemy elementy systemowe, na przykład z blachy. Wtedy zupełnie zginie nam ta instalacja, ona nie będzie raziła w oczy, za co oczywiście się płaci. [SŁAWEK] To tak subiektywnie: jeżeli miałbym wejście do domu od strony północnej, a instalację fotowoltaiczną od strony południowej, to w ogóle bym się nie przejmował estetyką, bo i tak tej instalacji nie będę widział. Jeżeli natomiast wejście do domu byłoby od strony południowej i widziałbym tę instalację na co dzień, być może rozważyłbym coś bardziej estetycznego, ale nie wiem. Biorąc pod uwagę moje podejście do życia, płacenie za estetykę na dachu jakoś nie jest wysoko na liście priorytetów. [KRYSTIAN] To widzisz, u mnie nie jest, u ciebie nie jest, ale być może u kogoś z naszych słuchaczy jest. A tak przy okazji, zahaczając o tę stronę północną, chciałem cię zapytać, czy ty nie masz mchu na stronie północnej. [SŁAWEK] Nie mam. [KRYSTIAN] No widzisz, zero. Nic, a nic. [SŁAWEK] Ale dom ma 11 lat. Może jeszcze jest za wcześnie. [KRYSTIAN] Może jeszcze za wcześnie. Wiesz, to też zależy od tego, jaki masz mikroklimat u siebie w okolicy. Jeżeli masz blisko las, tak jak ja mam, to tamta ilość pyłków, traw i wszystkich takich różnych rzeczy jest jednak troszeczkę większa, myślę, niż u ciebie. Więc to jest kolejny czynnik, który wpływa na zagrzybienie, mechacenie — nie wiem, jak nazwać takie zarośnięcie dachu. [SŁAWEK] Bo mam bardzo dużo mchu na kostce brukowej. Znaczy, na tyle dużo, że w ciągu roku uzbiera się tyle, że muszę ją myjką ciśnieniową przejechać w ciągu dwóch godzin, żeby ją oczyścić. Ale na dachu nie. Jest tak, jak było, tak jest. Może kwestia jest kątu dachu, bo mam dosyć spadzisty, więc deszcz ładnie mi oczyszcza po prostu i tyle. Gdybym miał bardziej płaski, to może byłby problem. Natomiast jest blacha taka, jaka była wcześniej. [KRYSTIAN] To, wiesz, to też to, co mówiłem: blacha jest gładsza, ma tę strukturę, fakturę jednak dużo gładszą, mniej chropowatą. Te wszystkie nasionka nie mają się gdzie przyczepić i spływają, szczególnie jeśli jest większy kąt nachylenia dachu. Problem różnych odcieni w dachówkach ceramicznych[SŁAWEK] Słuchaj, jeszcze na temat wad dachówki ceramicznej. Czy spotkałeś się z takim problemem, że pokrycie dachowe zostało dostarczone w taki sposób, że data produkcji była różna? Na przykład trzy czwarte pokrycia dachowego miało jedną datę produkcji, a jedna czwarta inną. Oznaczało to, że pokrycie dachowe miało lekko inny odcień. Widziałem takie przypadki, chociaż nie osobiście, że po ułożeniu dachówki ceramicznej nagle okazywało się, iż na części dachu pojawiały się plamy. Było to związane właśnie z tym, że data produkcji części materiału była inna. [KRYSTIAN] Nie, nie spotkałem się z czymś takim osobiście, także nie miałem z tym do czynienia. [SŁAWEK] Więc to wygląda o wiele gorzej niż pofałdowana dachówka czy cokolwiek innego, ponieważ po prostu widzisz dach w różnych odcieniach. Rada jest taka, żeby upewnić się, że całe pokrycie dachowe zostało wyprodukowane w jednym terminie. To jest trochę tak, jak gdy malujesz dom i kupujesz farbę — najlepiej jest zmieszać ją ze sobą, tak aby zawsze był ten sam odcień. Jeśli będziesz malował z jednego wiadra pół pomieszczenia, a z drugiego wiadra drugie pół, istnieje ryzyko, że będzie widać różnicę. [KRYSTIAN] Ja myślę, że ryzyko jest tym wyższe, im tańszy produkt kupujesz. [SŁAWEK] To pewnie tak, aczkolwiek wiemy, że czasami za wysoką ceną nie idzie wysoka jakość, więc trzeba być czujnym. Różnie bywa. Podsumowanie[KRYSTIAN] To co, chyba omówiliśmy wszystkie różne aspekty, które nam przyszły do głowy i które pojawiły się w pytaniach na temat dachów. Chyba że jeszcze coś ci przychodzi do głowy, jakieś pytanie na koniec? [SŁAWEK] Nie, pytanie nie, natomiast mam trochę niedosyt związany z porównaniem cen i tylko chcę powiedzieć, że to jest trudne, oczywiście. Być może, jeżeli czytelnicy by chcieli jakiegoś porównania cen w przyszłości, to może coś przygotujemy. Robimy wycenę, chociażby orientacyjnie, żeby coś wam powiedzieć. Dajcie znać, czego oczekujecie i oczywiście, jakie macie pytania, jakie macie tematy, które was interesują, bo dopiero się rozkręcamy. Zapraszamy do zostawiania komentarzy pod naszym tekstem. [SŁAWEK] Nic nie powiedzieliśmy o kursie budowlanym na stronie jaksiewybudowac.pl. Zapraszamy do naszego kursu oraz innych kursów dostępnych na stronie jaksiewybudowac.pl. [KRYSTIAN] Dobra, do zobaczenia, do usłyszenia za tydzień. Cześć. [SŁAWEK] Cześć. Artykuł Blacha czy dachówka – co lepsze jako pokrycie dachu? Porady pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Drenaż budynku – czy warto go wykonać? Czy to zbędny wydatek? | 14 Oct 2024 | 00:40:17 | |
W naszych podcastach wielokrotnie wspominamy, że woda jest największym wrogiem każdego budynku. A najbardziej podstępna jest ta, której nie widać, czyli woda gruntowa. Mówimy też o różnego rodzaju hydroizolacjach i zabezpieczeniach fundamentu przed wilgocią. A może zamiast tego wszystkiego lepiej zastosować po prostu drenaż? Na te, i inne pytania odpowiadamy w dzisiejszym podcaście. Ten tekst jest zapisem podcastu, który możesz odsłuchać poniżej. Zapraszamy!
Przywitanie [KRYSTIAN] Cześć, witajcie w kolejnym podcaście z serii „Dylematy budowlane”. Dzisiaj będziemy rozmawiać o drenażu wokół domu. Zapraszamy do słuchania. Cześć, Sławku! [SŁAWEK] Cześć, Krystianie. [KRYSTIAN] Króciutko przedstawimy się dla osób, które pierwszy raz nas słuchają. Ja nazywam się Krystian Lemkowski, z zawodu i zamiłowania jestem inżynierem budownictwa. Specjalizuję się w budowie budynków mieszkalnych, przede wszystkim jednorodzinnych, ale także wielorodzinnych. Ze Sławkiem jesteśmy współautorami różnych publikacji oraz kursu dla osób budujących własny dom. Zapraszam do zapoznania się z nimi — linki są widoczne pod spodem. A Sławku, może dwa słowa o Tobie? [SŁAWEK] Cześć, Sławek Zając. Jestem doradcą budowlanym. Od wielu lat prowadzę serwis „Jak się wybudować i nie zwariować”. Zapraszam serdecznie! Zaraz włączę tutaj linka — dużo fajnych artykułów. Stworzyliśmy z Krystianem kurs, który prowadzi przez budowę domu od zera do stanu deweloperskiego. Ja jestem także twórcą kursów, które pomagają wybrać działkę i odpowiednio przygotować się do budowy domu. Zapraszamy na stronę jaksiewybudowac.pl. Zobacz też:Jak kupić działkę budowlaną? Zakup działki krok po kroku Zobacz też:Budowa domu krok po kroku - od czego zacząć? Czym jest drenaż i po co się go stosuje?[SŁAWEK] Słuchaj, pytanie bardzo proste, ale będziesz się teraz produkował przez kilka minut w ogóle: co to jest drenaż, po co się go stosuje i czy jest obowiązkowy? [KRYSTIAN] Dobrze, to zacznijmy. Drenaż to jest takie coś, nazwijmy to obrazowo, co jest po prostu rurą zakopaną w gruncie wokół budynku, którego zadaniem jest odprowadzenie wody z ziemi z dala od budynku. Po co się go stosuje? Tutaj znowu wejdziemy troszeczkę bardziej w szczegóły i będę się produkował, tak jak powiedziałeś. Po co jest nam taki system odwodnienia? Skoro zakładamy, że robimy porządną hydroizolację fundamentu w budynku, to mogłoby się wydawać, i słusznie, że powinniśmy zacząć zakładać, iż hydroizolacja jest szczelna i jakakolwiek woda by wokół budynku nie była, to i tak nie wsiąknie w naszą ścianę fundamentową, a jeżeli jest piwnica, to w ścianę piwnicy i w środku będzie sucho. Jakby nie ma problemu, po co ten drenaż miałby się tam znaleźć i po co wydawać na niego pieniądze? Otóż okazuje się, że to wszystko prawda, tylko jest jedna taka mała gwiazdeczka w całym tym rozważaniu: najszczelniejsza hydroizolacja jest taka, która nie jest narażona na działanie wody, która jest dodatkowym zabezpieczeniem, mimo że jest stuprocentowo szczelna. Bo tak to robimy z założenia — mimo że w razie czego ona zadziała, to tak naprawdę bardzo, bardzo byśmy chcieli, żeby ona nigdy nie została użyta. To trochę tak jak ze wstępnym kryciem dachu. Mamy pokrycie dachowe z dachówki, z blachy lub z dowolnego innego materiału i ono przejmuje całą wodę na siebie, ale pod spodem i tak robimy wstępne krycie dachu, które byśmy chcieli, żeby tak naprawdę nigdy tej wody nie zobaczyło, bo ono jest tylko na wypadek awarii. Paradoksalnie podobnie możemy traktować układ drenaż plus hydroizolacja fundamentów. Hydroizolacja jest głównym i najważniejszym zabezpieczeniem, ale chcielibyśmy, żeby nigdy nie widziała wody, bo jeśli nigdy jej nie zobaczy, to na pewno nikt przez nią nie przecieknie. A jeżeli woda będzie stała i cały czas napierała na tę biedną hydroizolację, to w końcu któregoś dnia może się zdarzyć, że znajdzie sobie woda jakąś małą nieszczelność, trafi do niej i będziemy mieli przeciek. Morał z tego jest taki, że chcemy za pomocą drenażu zmniejszyć ryzyko napierania wody na naszą hydroizolację. Do tego trzeba podejść rozsądnie, bo są sytuacje, kiedy tej wody w gruncie jest stosunkowo mało i nie ma sensu stosować podwójnego zabezpieczenia. Są też takie sytuacje, kiedy tej wody w gruncie jest całkiem dużo i teoretycznie hydroizolacja fundamentów poradziłaby sobie z nią, ale zastosowanie drenażu znacznie zmniejsza ryzyko, że coś złego stanie się z hydroizolacją i ona jednak przesiąknie. Niech ona lepiej pracuje prawie sucha i będzie zabezpieczeniem na wypadek czegoś, niż ma cały czas stać w wodzie i być jedynym zabezpieczeniem przed wodą gruntową. Przytakujesz, ale pojawiły się już pytania. [SŁAWEK] Tak, pierwsze pytanie jest takie: czy w takim razie nie jest łatwiej, a może nawet taniej, wykonać sam drenaż, ale nie wykonywać hydroizolacji fundamentów? Skoro odprowadzimy całą wodę spoza obrysu fundamentów, woda nie będzie napierała na fundamenty, więc po co hydroizolacja? Zobacz też:Dysperbit jako hydroizolacja fundamentów - dlaczego nie warto[KRYSTIAN] Wiesz co, w twoim zdaniu powiedziałeś, że skoro odprowadzimy całą wodę z obrysu fundamentów, to po co hydroizolacja? Tylko słowo klucz tutaj brzmi „całą”, bo za pomocą drenażu nie odprowadzisz całej wody. Woda w gruncie może występować — znaczy, woda w gruncie występuje jako woda, tak naprawdę. Mówimy o tym czasami jako o wilgoci i nazywamy to przeróżnie, okrążając temat z różnych stron, ale generalnie jest to po prostu woda w stanie ciekłym. Tutaj nie ma co się oszukiwać — woda jest wodą i może występować naprawdę w bardzo małych ilościach. Wtedy popularnie, potocznie nazywa się to wilgocią, gdy na przykład ziemia jest zawilgocona. Możemy ją wziąć do ręki, czujemy, że jest wilgotna, nie ma w niej wody, nie cieknie z niej jak z gąbki, ale czujemy wilgoć. To też jest tak samo woda, a taka wilgoć, czyli bardzo mała ilość wody, występuje w gruncie całkowicie naturalnie, praktycznie zawsze — chyba że na pustyniach, to może nie, ale w naszym klimacie to jest absolutny standard. Tej wody nie odprowadzisz za pomocą drenażu, bo ona do niego w żaden sposób nie dotrze. Może się co najwyżej kapilarnie przemieszczać pomiędzy ziarenkami gruntu i na tym koniec. Jako wody nie zbierzesz jej w ten system drenarski. Zbierzesz tylko wodę, której jest więcej. Odpowiadając na twoje pytanie: drenaż zbierze tę wodę, której jest dużo, ale nie zbierze tej, która występuje w małych ilościach. A ta woda w małych ilościach może śmiało wędrować przez podciąganie kapilarne w górę, w dół, w lewo i w prawo i beztrosko dotrzeć do fundamentu, który nie ma żadnej hydroizolacji, omijając tym samym drenaż. Odprowadzanie wody gruntowej nie może istnieć bez hydroizolacji, bo to nie będzie zupełnie skuteczne. [SŁAWEK] Okej, czyli hydroizolacja jest obowiązkowa. Drenaż jest w sumie opcjonalny, ponieważ zależy od jakości gruntu oraz od warunków wodnych. [KRYSTIAN] Dokładnie tak. Gdzie odprowadzać wodę z drenażu?[SŁAWEK] Dobra. A gdzie tę wodę odprowadzamy w takim razie? Jest przy fundamentach, tak? Układamy rury i woda sobie gdzieś płynie. W którym kierunku? Gdzie, gdzie odprowadzamy? [KRYSTIAN] To wiesz co, zanim odpowiem Ci na to pytanie, powinienem jeszcze powiedzieć tak: na początku przyjąłem, że drenaż to rura, ale wcale niekoniecznie, bo drenaż może być nie tylko rurą, a właściwie na pewno będzie nie tylko rurą. Może nim być też warstwa, czyli warstwa kruszywa, która często jest obsypana wokół tej rury, żeby zwiększyć powierzchnię drenażową, poprawić dokładność filtracji oraz zapobiec dostawaniu się piasku i innych stałych części do drenażu — tak, żeby przepływała tylko sama woda. To po pierwsze. Możemy mieć też systemy drenarskie wykonane tylko z zasypu grubym kruszywem. Tutaj jest jeszcze kilka rzeczy, które składają się na niego, ale najważniejsza sprawa jest taka: zanim przejdziemy do tego, gdzie odprowadza się wodę z drenażu, trzeba sobie powiedzieć, że nie wszędzie można go zastosować. Wynika to właśnie z faktu, że nie zawsze możemy tę wodę odprowadzić, i to jest moim zdaniem kluczowa sprawa, szukając rozwiązań, które zastosujemy przy naszym konkretnym budynku. Bo to zależy, tak jak mówisz, od warunków gruntowych. Weźmy na przykład sytuację, w której w budynku przydałby się drenaż, bo jest wysoki poziom wód gruntowych. Na przykład mamy piwnicę i chcielibyśmy, żeby była całkowicie sucha. Wody gruntowe są stosunkowo wysoko. Niefortunnie się okazuje, że nie mamy żadnego odbiornika tej wody, że dom jest na tyle nisko, teren jest płaski i nie możemy nigdzie tej wody odprowadzić. I co wtedy? Trzeba się zastanowić, czy faktycznie warto go wykonać, bo możemy sobie zrobić więcej kłopotu niż korzyści. Jeżeli będziemy polegać tylko na nim, a nie zastosujemy porządnej hydroizolacji, to może się zdarzyć, że drenaż się zapcha albo pompa, która w takiej sytuacji musiałaby wypompowywać cały czas z niego wodę, się zepsuje. Wtedy nagle poziom wody rośnie i woda nam wychodzi w piwnicy. To jest pewien problem. Są też inne problemy. Na przykład często spotykam się z terenami takimi jak starorzecza, gdzie u mnie w okolicy jest trochę takich miejsc, gdzie budynek jest stosunkowo nisko, w jakimś starym korycie rzeki, w terenie starych rozlewisk. Latem poziom wody gruntowej spada, ale zimą rośnie. Okazuje się wtedy, że ta woda nie jest zbierana przez drenaż, lecz wręcz go zalewa i działa w drugą stronę, nawadniając fundamenty. Tutaj trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jesteśmy w stanie odprowadzić wodę z drenażu skutecznie przez cały czas. Nie może być tak, że latem odprowadzamy wodę do rowu, bo wtedy wody w gruncie jest mało i mamy odpowiednie spadki, a zimą poziom wody w rowie się podnosi i nawadnia drenaż oraz ściany fundamentowe. To jest zły pomysł. Musimy odpowiedzieć sobie, czy jest technicznie możliwe, aby go zrealizować, zapewniając jego odpowiednią skuteczność i niezawodność w czasie. Możemy sobie zrobić krzywdę, wykonując go niewłaściwie. Teraz, odpowiadając już po tym krótkim wstępie na Twoje pytanie, w jaki sposób odprowadzić wodę z drenażu: po pierwsze, jeżeli tylko jest taka możliwość, należy odprowadzić ją w sposób grawitacyjny, z dala od budynku. Im dalej od budynku, tym lepiej. Jeśli da się to zrobić grawitacyjnie i nie ma ryzyka zalania czy cofania się wody, to jeszcze lepiej — do jakiegoś odbiornika wody, naturalnego jeziorka, zagłębienia w terenie czy czegoś podobnego. Jeśli tak się da, to nic tylko się cieszyć, bo to prosty i skuteczny system, który będzie zawsze działał. Jeżeli się tak nie da, bo nie ma odpowiednich spadków, to niestety trzeba zrobić malutką przepompownię i wodę ze studzienki zbiorczej drenażowej przepompowywać w inne miejsce — po prostu na swoją działkę, w inne miejsce, pod górkę, czyli pompą, i znowu do jakiegoś odbiornika: jeziorka, stawiku, dołku, rowu, cokolwiek tam w okolicy się znajduje i jest w stanie tę wodę przyjąć. I tyle — takie są po prostu zasady. Czy można połączyć drenaż z systemem odwodnienia wody opadowej?[SŁAWEK] Okej, a jak to się ma, jak ma się drenaż do odprowadzania wody deszczowej? Czy to jest jedna instalacja, która się łączy, i tak samo odprowadzamy wodę z dwóch źródeł? Jak to działa? [KRYSTIAN] Możemy połączyć je, ale w takim sensie, że możemy wspólnie odprowadzać wodę z tych dwóch źródeł. Nie mogą być jednak połączone w taki sposób, żeby woda deszczowa była zbierana przez drenaż. Nie może być tak, że na przykład wspólna studnia napełni się wodą deszczową i ta woda cofnie się do niego. Mówimy tutaj o tym samym zagrożeniu, o którym wspominałem wcześniej — możemy zalać sobie sami drenaż, czyli nawadniać nasze fundamenty, jeśli coś pójdzie nie tak. Dlatego nie możemy zbierać bezpośrednio za pomocą drenażu wody deszczowej z rynien i z dachu, ponieważ nawadniamy sobie fundament. Robimy w ten sposób dokładnie odwrotnie niż powinien on działać. Nie możemy też podłączyć tego do jednej studni, na przykład w taki sposób, że po przepełnieniu się tej studni czy zbiornika, cokolwiek by to nie było, woda zacznie się cofać. Ponownie nawadniamy wtedy fundament, a dzieje się to w momencie, kiedy prawdopodobnie latem fundament jest najbardziej suchy, a opady deszczu największe. W ten sposób nawadniamy fundament zupełnie bez sensu. Na to trzeba uważać, żeby tych systemów nie pomieszać i nie połączyć. Później ta woda może być razem odprowadzona gdzieś dalej, ale w momencie jej zbierania, czyli najbliższego przesyłu wokół budynku, systemy te powinny być całkowicie rozdzielone. [SŁAWEK] Okej, ja widziałem nawet czasami bardzo ładne rozwiązania. Ostatnio widziałem zdjęcia takich drewnianych beczek po winie, które są położone pod rynnami. Bardzo estetycznie to wszystko jest wkomponowane. Dzięki temu, oczywiście, w tych beczkach trzymamy wodę opadową i wykorzystujemy ją w późniejszych terminach do podlewania ogródka. W ten sposób też można sobie w jakiś sposób poradzić. [KRYSTIAN] Tak, wiesz, teraz nawet jest taki program państwowy, „Moja Woda” się nazywa, czy coś takiego. Z tego programu są dofinansowania na gromadzenie wód opadowych i zagospodarowanie ich we własnym zakresie, tak, przy swoim budynku. Można dostać do kilku tysięcy złotych i do 80% całych kosztów inwestycji na różne takie zbiorniki, zagospodarowanie i tak dalej. Można to sobie już w internecie przeczytać, jeśli ktoś chciałby coś takiego zrobić. Myślę, że warto, o ile jeszcze się uda załapać na te dofinansowania, bo to chyba dosyć szybko znika, ponieważ pula, budżet jest po prostu ograniczony. [SŁAWEK] Tak, trzeba się spieszyć. Kiedyś zresztą zrobiłem sobie wyliczenia, jak wygląda opłacalność używania deszczówki. Można to wszystko policzyć – jeśli jest dofinansowanie, to czemu nie? Oczywiście, ekologia też ma tu znaczenie: nie odprowadzamy wody, tylko ją wykorzystujemy. Myślę, że warto, aczkolwiek ja z tego rozwiązania nie korzystam. Zobacz też:Odzysk wody deszczowej - czy to się opłaca? KalkulatorA ty? Zbierasz wodę deszczową, podlewasz ogródek wodą miejską, czy masz własną studnię? [KRYSTIAN] W tej chwili podlewam wodą miejską, ponieważ nie mam własnej studni. Chciałbym jednak skorzystać z dofinansowania — już nawet złożyłem wniosek. Niestety, wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, jak się chyba nazywa, jeszcze nie podjął żadnej decyzji. Pomimo że inne województwa już ustosunkowały się do wniosków innych osób, w moim województwie nadal nic się nie dzieje. Nie wiem więc, co z tego wyjdzie. A dlaczego warto zbierać wodę deszczową? Opłacalność finansowa jest raczej mizerna. W momencie, kiedy jest na to dotacja, warto zacząć liczyć tę opłacalność, bo bez niej absolutnie by się to nie opłacało. Jednak jeśli ktoś interesuje się ogrodnictwem, okazuje się, że woda deszczowa — miękka, nie taka jak z wodociągów — jest dużo lepsza dla roślin. Dlatego warto ją zbierać i podlewać nią ogródek, trawnik oraz warzywa, które później będziemy jeść. To jest główny powód, dla którego chciałbym zbierać wodę deszczową, jeśli uda mi się uzyskać dofinansowanie. [SŁAWEK] Ja mam własną studnię, bo musiałem mieć — budowałem dom, a w mojej okolicy nie było wodociągu. Teraz mam go chyba od roku, ale studnia oczywiście została. Mam pompę, która służy do podlewania ogródka, więc nawet nie mam zbytniej motywacji, żeby zbierać wodę deszczową. Głębokość wykonania drenażu wokół fundamentówWracając do tematu— trochę odbiliśmy od tematu. Jak jest jeszcze z głębokością drenażu? Spotkałem się z informacją, że absolutnie nie wolno kopać niczego poniżej fundamentów, ponieważ istnieje ryzyko, że dom się nawet trochę osunie. Z drugiej strony są różne opinie, więc pytanie, czy to również zależy od warunków gruntowych, czy można przyjąć na przykład jakieś widełki, typu 60 centymetrów jako optimum? Jak to wygląda? [KRYSTIAN] Powiem ci tak, bo tutaj znowuż miesza się kilka różnych teorii, legend i nieporozumień. Moja rola pewnie jest taka, żeby ci to wszystko wyjaśnić. Jeżeli budynek stoi, nie kopiemy absolutnie pod żadnym pozorem poniżej głębokości fundamentów. Osobiście robiłem takie rzeczy — jakby tutaj tak pochwalę się, nie pochwalę — kopaliśmy studnie trzy metry przy fundamencie, poniżej fundamentu hali stalowej. Ale to była ekstremalna operacja i zrobiliśmy to profesjonalnie. Wiem, co tam się wydarzyło. Wpuszczaliśmy metodą studniarską konstrukcję. Da się to zrobić, ale nie róbcie tego sami w domu, bo nie polecam. Wiem, z czym to się wiąże i jak to się robi, ale jeżeli ktoś nie wie i chciałby to robić pierwszy raz na własną rękę — nie, absolutnie nie. Niezależnie od rodzaju gruntów — w ogóle nie. Po prostu, jak dochodzimy z kopaniem przy gotowym budynku do poziomu ławy fundamentowej, na tym jest koniec kopania. Dla bezpieczeństwa. I tak samo tyczy się to drenażu. Jeżeli ktoś kładzie go wokół istniejącego budynku, to nie schodzimy z jego poziomem poniżej dołu ławy czy stopy fundamentowej, cokolwiek to by nie było. Tak samo dotyczy to płyt fundamentowych — też nie schodzimy poniżej tego poziomu. Kopiąc bezpośrednio przy ławie, tam powinien znaleźć się system odwodnienia. Jeśli kopiemy 10 metrów od budynku, to już nie ma aż tak dużego znaczenia. Ale mówimy tutaj o samym przypadku kopania tuż obok. Analogicznie sytuacja wygląda, jeżeli budynek dopiero powstaje, a ławy zostały świeżo zalane. Jeżeli zostało to zrobione zgodnie ze sztuką, czyli tak jak należy, i opowiadamy zawsze o szalunkach. Możemy to rozszalować. Mamy wtedy widoczny cały bok ławy i na tym poziomie możemy spokojnie zrobić nasz drenaż. Tak naprawdę ten poziom jest zwykle zupełnie wystarczający, bo oczywiście ma on ma swoje spadki. W jednym miejscu, powiedzmy, dół rury drenarskiej będzie równo lub prawie równo z dołem ławy fundamentowej, a później to będzie najniższy punkt. Rura drenarska będzie podążała lekko pod ławkę, żeby zachować spadki do najniższego miejsca. Zależnie od wielkości budynku, długości ław fundamentowych oraz ilości studzienek, z których woda będzie dalej prowadzona lub wypompowywana, spadki i wysokości mogą być różne. Dojdziemy gdzieś pewnie kilkanaście do kilkudziesięciu centymetrów wyżej, zrównamy się z górą ławy fundamentowej albo coś w tym stylu. I to jest w porządku. To jest poziom, z którego należałoby domyślnie zbierać wodę gruntową, bo to już jest mniej więcej na głębokości przemarzania gruntu. Mało prawdopodobne, żeby tam duża ilość wody nagle zamarzła, bo taki drenaż może zamarznąć najwyżej kilka dni w roku, a przy ostatnich zimach prawdopodobnie już nie zamarznie. Tej wody zimą będzie tam stosunkowo mało, bo powinna być cały czas na bieżąco odprowadzana. Nie ma więc ryzyka zamarzania ani ryzyka, że podkopiemy fundament. Będziemy zbierali naprawdę wodę z całej wysokości ściany fundamentowej, czyli tej ściany, która powinna być zabezpieczona solidną hydroizolacją. Hydroizolacja nie będzie narażona na takie parcie wody w stanie ciekłym, na mocno zawilgocony, chciałbym powiedzieć, ale nawet zawodniony grunt. Ta ściana już nie będzie narażona, bo wszystko przejmie na siebie drenaż. To, że ława fundamentowa będzie stała w wodzie, czasami nawet dosłownie, to nic. Po prostu to nic, bo projektant powinien przewidzieć to na etapie projektowania. Może to być niespodzianką, ale to, że ława fundamentowa stoi w wodzie, jest absolutnie normalną i dopuszczalną sytuacją — może lepiej powiedzieć, jeżeli projektant to przewidzi i przyjmie odpowiednią klasę betonu do takiego zagrożenia, bo to się przewiduje i przyjmuje na podstawie norm. Jeżeli zachowa odpowiednie otuliny prętów betonowych, to nic się nie stanie. Zgodnie z tym wykonany budynek ma 50 lat normowej gwarancji na to, że będzie stał i nic mu się nie stanie, jeśli chodzi o sam fundament zagłębiony w gruncie. To absolutnie nie jest problem, jeżeli ława fundamentowa miałaby być mokra. Zobacz też:Płyta fundamentowa czy ława fundamentowa? Specjaliści radząJeżeli chcielibyśmy zejść głębiej z drenażem, nie polecam, bo wtedy schodzimy poniżej poziomu ław fundamentowych i ze względów konstrukcyjnych oraz wytrzymałościowych robi się lekko niebezpiecznie. Po pierwsze, a po drugie, trzeba pamiętać, że właściwości gruntów, przede wszystkim spoistych, takich jak gliny, ale też innych, są różne. W niektórych miejscach Polski mamy grunty wysadzinowe, grunty ekspansywne — czyli takie, które są wrażliwe na wilgotność i zmieniają objętość wraz ze zmianą wilgotności. Jeżeli schodzimy z drenażem poniżej ław fundamentowych, to nagle zaczynamy sami sobie zmieniać warunki gruntowe, na których budynek stoi. Jeżeli zmieniamy je w dobrą stronę, czyli odciągamy wilgoć z gruntu, to poprawia to sytuację i wydawałoby się super. Gdyby nie to, że może nas czasami zawieść — może się zapchać, zdarza się to — i wtedy, mimo że mieliśmy dobre warunki przez jakiś czas, nagle zaczynają się problemy. Wchodzenie w takie rzeczy jest dosyć ryzykowne i tego bym po prostu odradzał. A to, co mówisz, żeby przyjąć jakąś stałą głębokość, na przykład 60 cm, to jest zbyt płytko. Nie odprowadzimy wtedy wody, którą byśmy chcieli, i przy dole ściany fundamentowej woda może nam niestety zalegać, przez co drenaż nie spełni swojej roli. Wykonanie drenażu opaskowego podczas budowy domu[SŁAWEK] Ciut głębiej, czyli co? Drenaż najlepiej wykonać podczas budowy, w trakcie wykonywania fundamentów, kiedy mamy koparkę i kopią nam wykopy. Wtedy warto je poszerzyć. [KRYSTIAN] Tak, dokładnie tak. W momencie, kiedy robimy wszystko zgodnie ze sztuką, czyli szalujemy ławy fundamentowe w szalunkach, wystarczy zrobić po prostu wykop troszkę szerszy, na przykład o pół metra. Zwykle ten wykop jest szerszy, ponieważ trzeba zapewnić trochę miejsca na dojście w wykopie, aby dało się tam wykonywać prace. Dlatego naprawdę małym nakładem pracy koparki da się to zrobić od razu, za jednym zamachem, podczas wykonywania fundamentów. [SŁAWEK] Fundamenty szaluje się niestety dosyć rzadko w Polsce. Czasami można oczywiście z tego zrezygnować, ale są pewne warunki. Zwykle po prostu kopie się wykop o szerokości ław fundamentowych. Jak w tej sytuacji wykonać drenaż? [KRYSTIAN] W tej sytuacji musisz wykonać wykop dwa razy, niestety, żeby w niego wlać beton i ławę, a później te ławy odkopać po to, żeby obok zrobić odwodnienie. To jest bez sensu taka praca. To jest lepiej zrobić od razu, jak się należy, czyli w szalunkach. [SŁAWEK] Szczególnie że szalunki wcale nie są bardzo drogie. Natomiast wykonawcy, którzy nie lubią szalunków, potrafią dać zaporową cenę, stąd takie przeświadczenie, że wykonywanie fundamentów w szalunkach jest bardzo drogie. Wcale nie musi być drogie, jeżeli mamy wykonawcę, który właśnie tak wykonuje fundamenty. Znam wykonawców, którzy sobie nawet nie wyobrażają, żeby to robić inaczej, niezależnie od tego, czy warunki gruntowo-wodne na to pozwalają, czy nie. Po prostu robią w szalunkach i koniec. Nie ma tutaj pójścia na skróty. Tak szukajmy wykonawcy, który tak właśnie wykonuje fundamenty i od razu poszerzmy wykop, jeżeli projektant przewidział drenaż w naszym wypadku. Zobacz też:Jak prawidłowo wykonać wykop i zasyp fundamentów? Dylematy budowlane #108 Typowe błędy przy układaniu drenażu[SŁAWEK] Okej. Czy są jakieś typowe błędy związane z drenażem? Bo wyobrażam sobie, że można przykładowo rurę zasypać jakimś żwirem, może jakimś piaskiem, który to wszystko pozapycha. Już wiem, że to jest błąd. Na pewno trzeba nałożyć odpowiednie kruszywo, o odpowiedniej frakcji. Czy są jakieś wytyczne? Czy są jakieś inne, częste błędy, które spowodują, że odwodnienie po prostu przestanie działać? [KRYSTIAN] Wiesz co, tutaj są wytyczne, ale nie chciałbym ich wszystkich szczegółowo teraz omawiać. U mnie na blogu jest do tego stosowny artykuł, gdzie jest opisane w miarę szczegółowo. Tak, właśnie tam jest opisane, w jaki sposób wykonuje się taki system drenarski — są opisane wszystkie warstwy, rury i tak dalej, więc tam zawarte są szczegóły techniczne. Natomiast o błędach — tak, błędy są takie, że już pierwszy z nich wcześniej napomknąłem. Chodzi o połączenie drenażu z odprowadzeniem wody deszczowej albo z odbiornikiem w taki sposób, że istnieje możliwość zalewania rur drenarskich z powrotem i nawadniania sobie ścian fundamentowych. To są błędy dość powszechne i przed nimi należy się przede wszystkim wystrzegać. Druga grupa błędów to wszelkiego rodzaju błędy, które mogą prowadzić do zamulenia lub zapchania się systemu. Tutaj wchodzą w grę wszystkie szczegóły techniczne, o których piszę trochę więcej na blogu. To jest związane z niewłaściwym doborem rury i jej perforacji, zasypki na zewnątrz, a także z nieprawidłowym ułożeniem wszystkich warstw i ich połączeniem. To jest problem eksploatacyjny, bym powiedział, i to też jest ważna sprawa. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że drenaż nie jest całkowicie bezobsługowy. O ile hydroizolację ściany fundamentowej robimy porządnie — dlatego, że robimy ją raz na zawsze i nie chcemy absolutnie pod żadnym pozorem wracać do tego tematu — i jest to rozwiązanie całkowicie pasywne, to odwodnienie jest rozwiązaniem półpasywnym. Czasami wymaga on pompy, która będzie tę wodę przepompowywała. Sama pompa może działać automatycznie, ale trzeba tam zaglądać raz na jakiś czas i kontrolować, czy pompa w ogóle działa, czy się nie zawiesiła, czy się nie spaliła, albo czy po prostu nasz drenaż się nie przepełnił. Po drugie, trzeba na narożnikach budynków, w miejscach załamań drenażu, zrobić studzienki rewizyjne i zaglądać, czy on sam z siebie się nie zapchał lub nie zamulił. To jest jak najbardziej możliwe w pewnych warunkach gruntowych — niektóre grunty są bardziej na to podatne. Drenaż wraz z cząsteczkami i kropelkami wody może przyjmować po trosze pewne ilości drobnych frakcji ilastych z gruntu i po kilku, kilkunastu latach całkowicie się zamuli. A jak się zamuli, to przestanie działać i mamy wszystkie konsekwencje, o których wcześniej mówiłem. Dlatego obsługa systemu odwodnienia jest potrzebna i to jest coś, o czym należy pamiętać, decydując się niego i później go eksploatując. Myślę, że wymieniłbym takie dwie kluczowe kwestie. Trzecią, o której rozmawialiśmy na początku, jest kwestia decyzji i doboru rozwiązania. To, co też mówiłeś — czy można zrobić drenaż, ale nie zrobić hydroizolacji, albo skoro mam drenaż, to hydroizolacji nie potrzebuję, albo mam hydroizolację, to nie będę robił odwodnienia. Takie kwestie wyboru, czy to rozwiązanie w ogóle jest potrzebne, czy nie. Tu też zdarza się wiele różnych pomysłów na interpretację tego rozwiązania, tak bym to nazwał najogólniej. [SŁAWEK] Skoro mam hamulce w samochodzie, to nie potrzebuję poduszki powietrznej. Tak, mniej więcej. [KRYSTIAN] Na przykład nie. [SŁAWEK] Dbamy o bezpieczeństwo, chociaż, jak wiemy, błędy w budownictwie wychodzą czasami dopiero po latach, a w innych dziedzinach szybciej. Dlatego wydaje się, że błędy w budownictwie mają mniejsze znaczenie, ale… [KRYSTIAN] Tak, ostatnio mieliśmy taki komentarz, chyba pod którymś filmem, że ktoś bardzo mocno polemizował z naszymi opiniami, kompletnie nie rozumiejąc, że błędy w budownictwie wychodzą dopiero po latach. To nie jest tak, że zrobimy coś źle i od razu to wyjdzie, że możemy sprawdzić to następnego dnia, na przykład zrobić próbę przez noc, czy działa, czy nie działa. Potrzebujemy miesięcy albo lat, żeby coś faktycznie przetestować na własnym przykładzie, albo żeby gdzieś wyszły jakieś problemy. One mogą wyjść, a mogą nie wyjść. Moje doświadczenie pokazuje, że zawsze wychodzą — to tylko kwestia czasu. Czasami mogą pojawić się po pięciu latach, czasami po dziesięciu, a czasami dopiero po pięćdziesięciu. Jeśli wychodzą po pięćdziesięciu latach, to może jest mniejszy problem, ale jeśli po pięciu, to jest większy problem. Takich błędów chcemy unikać. To nie jest kwestia, czy wyjdą, tylko kiedy wyjdą. Odwodnienie wewnątrz budynku – alternatywne rozwiązanie[KRYSTIAN] Tutaj rozmawiamy sobie o drenażu i ty cały czas myślisz o nim jako o rurze, która jest spuszczona wokół budynku, wokół ław fundamentowych, prawda? [SŁAWEK] No widzisz. [KRYSTIAN] Czytam ci w myślach. Ale istnieje też taka możliwość, żeby zrobić sobie drenaż wewnątrz budynku. Nikt nie powiedział, że nie można. Bo czemu by nie? Jeżeli masz szczelną hydroizolację na zewnątrz i boisz się zawilgocenia od strony posadzki, od strony wody podchodzącej od spodu, z gruntu, możesz zrobić sobie drenaż w takiej postaci, że zasypujesz całą jakby piwnicę grubym kruszywem, rozprowadzasz tam rury, które będą to zbierały w jakiś najniższy punkt i po prostu zbierasz sobie tę wodę wewnątrz, już wewnątrz wpuszczasz ją do studni i ze studni wypompowujesz pompą i już. Możesz to też połączyć z drenażem zewnętrznym i wtedy masz naprawdę bardzo, bardzo skuteczną ochronę przed wodą. Jest to szczególnie dobre rozwiązanie dla piwnic, bo zamiast albo równolegle z tym, żeby w piwnicy robić bardzo szczelną hydroizolację, na przykład z papy, i martwić się, że ta woda tam podsiąka i tak dalej, można ją po prostu wewnątrz budynku przechwycić i odprowadzić do studzienki. Wtedy papa na warstwie chudego betonu działa dokładnie tak samo, jak omawialiśmy to w przypadku podwójnego zabezpieczenia, czyli drenażu na zewnątrz i hydroizolacji na zewnątrz. Tutaj mamy hydroizolację na chudziaku i mamy pod spodem warstwę drenującą, która przejmuje całą, a przynajmniej większość wody już w środku budynku. [SŁAWEK] To ciekawe, nigdy o tym nie słyszałem, więc wow. Możliwości jest dużo. [KRYSTIAN] Jak się trochę pogłówkuje i pomyśli, to można to zrobić naprawdę fajnie, a czasami także ekonomicznie, ponieważ nie trzeba na wszystko wydawać milionów. Trzeba jednak uważać, aby nie dać się zwieść mitom i przeróżnym pomysłom, które nie mają żadnego, kompletnie żadnego uzasadnienia — ani technicznego, ani fizycznego, ani żadnego innego. Często jedynym powodem jest to, że tak jest wygodniej wykonawcy. Podsumowanie[SŁAWEK] Na koniec zapraszamy do kursu jaksiewybudowac.pl. Kilkadziesiąt godzin filmów, materiały, checklisty, dostęp do wszystkich artykułów i treści stworzonych przez Krystiana w serwisie Budowa w Praktyce. Wszystko to, czego potrzebujecie, aby wybudować dom bez błędów. Dodatkowo macie dostęp do naszej wewnętrznej, tajnej grupy na Facebooku, gdzie jestem ja i Krystian, jest także konstruktor oraz projektanci. Jest nawet doradca kredytowy i wielu ekspertów z różnych branż, którzy po to są, aby Wam pomagali. Jest to naprawdę bardzo dobre narzędzie, abyście mieli usystematyzowaną wiedzę w jednym miejscu. Jeśli macie jakieś pytania, zadajecie je, my na nie odpowiadamy i budujecie dom bez problemów. Zobacz też:Błędy przy budowie domu, czyli "gdybym budował drugi raz"...[KRYSTIAN] Co więcej, powiem, że jeżeli ktoś nie chciałby zajmować się samodzielnie swoją własną budową, tylko zlecić wszystko jednej firmie, generalnemu wykonawcy, to takim generalnym wykonawcą mogę być ja. Po prostu, z całą moją wiedzą i doświadczeniem, ten dom wybuduję poprawnie i bez stresu dla właściciela. I to by było chyba na tyle, jeśli chodzi o podsumowania, zakończenia i wszystkie pożegnania. Myślę, że prawie wyrobiliśmy się w pół godziny. [SŁAWEK] Tak, oczywiście, jak zwykle. Wielkie dzięki i do usłyszenia za tydzień o 19:00 we wtorek. Trzymajcie się, hej! [KRYSTIAN] Dzięki, cześć. Artykuł Drenaż budynku – czy warto go wykonać? Czy to zbędny wydatek? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Fotowoltaika i magazyn energii. Czy to się opłaca? Dylematy budowlane #41 | 07 Nov 2023 | 00:39:00 | |
Ceny energii i ogrzewania nieubłaganie rosną, szukamy zatem różnych możliwości aby zredukować koszty. Jednym z bardziej popularnych sposobów jest montaż instalacji fotowoltaicznej. Niestety tu również sytuacja i opłacalność inwestycji jest bardzo zmienna. W dzisiejszym podcaście postaramy się odpowiedzieć, czy to się jeszcze w ogóle opłaca? https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2023/10/Dylematy_budowlane_41.mp3
Artykuł Fotowoltaika i magazyn energii. Czy to się opłaca? Dylematy budowlane #41 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Od czego zacząć budowę domu na wiosnę 2024? Dylematy budowlane #40 | 31 Oct 2023 | 00:51:03 | |
Okres jesienno-zimowy, to najlepszy okres aby zacząć przygotowania do rozpoczęcia budowy domu na wiosnę. W dzisiejszym podcaście opowiadamy od czego zacząć budowę, jak się do niej przygotować i gdzie szukać pomocy. Zapraszamy! https://blog.poradnik-budowlany.com/wp-content/uploads/2023/10/Dylematy_budowlane_40.mp3
TRANSKRYPCJA WSTĘP [Krystian] Cześć, witajcie w kolejnym podcaście z cyklu Dylematy Budowlane. Dzisiaj będziemy podpowiadać, co powinny zrobić osoby, które chcą rozpocząć swoją budowę już na wiosnę 2024 roku. Także zapraszamy do odsłuchania naszych konkretnych porad. Cześć Sławku, witaj, co u Ciebie słychać? [Sławek] Cześć Krystian, jak widzisz, jak widzą ludzie, którzy oglądają nas na YouTubie, mam jedno oko zaklejone. Miałem operację, ale od razu uspokajam, że nie są to wyniki ostatnich działań. Mówiłem ostatnio, że ciąłem płytki szlifierką kątową. Nie, nie, wszystko w porządku z okiem, jeżeli chodzi o cięcie płytek. Natomiast to, co mam tutaj na oku, ten plaster, to jest wynik operacji planowanej od pół roku. Pomału dochodzę do siebie, jeszcze z dwa pewnie tygodnie oko będzie się goiło, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. [Krystian] Całe szczęście, że to nie ta zabawa szlifierką. Rozumiem, że BHP było zachowane i wszystko poszło bezpiecznie. [Sławek] Tak, BHP było zachowane. Miałem okulary, ciałem tak, żeby się nie uszkodzić. Za wiele razy widziałem i słyszałem różne historie o osobach, które cięły coś i dostała jakaś iskra do oka. W jednej sytuacji tarcza się ułamała i poleciała bardzo blisko oka. Gdyby centymetr w bok, to by ktoś stracił oko. Szanujmy oczy, ja szanuję swoje oczy, teraz jeszcze bardziej je doceniłem, bo okazuje się, że jak się widzi tylko przez jedno oko, to trójwymiar jest sprawą uznaniową, wysokość, jakoś nie jestem w stanie jej ocenić i czuję się trochę nieswojo. Więc szanujmy oczy i dbajmy o to, żeby zasłaniać oczy właśnie w jakichś sytuacjach, kiedy są one zagrożone. [Krystian] Tak, to prawda, ja pamiętam też sytuację, miałem taką jedną, kiedy przechodziłem obok osoby, która cięła coś szlifierką kątową i odłamała się tarcza i dostałem odłamkiem w ramię, na szczęście to była zima i miałem kurtkę, więc właściwie tylko poczułem uderzenie, nic się nie stało, no ale było blisko, było blisko, więc BHP trzeba pilnować, zachowywać ostrożność, nie ma żartów. [Sławek] No nie ma żartów i powiem Ci, że im dłużej żyję i tym dłużej sytuacje, gdzieś tam jakieś zagrożenia nawet życia są gdzieś niedaleko mnie, tym ja jestem bardziej taki czujny i uważny. Jak kiedyś usłyszałem o tym, że jakieś dziecko dostało kamieniem chyba w oko, albo był jakiś taki dosyć straszny wypadek, dlatego, że po prostu ojciec kosił kosiarką spalinową po trawniku, był gdzieś kamień na trawniku, ten kamień wystrzelił i trafił w dziecko. I od tego momentu, jak to słyszałem, to nie ma mowy – jak ja koszę trawę, to dzieci są daleko. To nic nie kosztuje, a mam przynajmniej pewność, że jak cokolwiek się stanie, to żadna osoba nie zostanie skrzywdzona. Pewnie, oczywiście, prawdopodobieństwo jest niesamowicie niskie, ale mimo wszystko jakieś jest, a nie będę tutaj swoich dzieci narażał. Więc jak koszę trawę, to nikogo nie ma obok i tyle. [Krystian] Tak, ja to samo stosuję jak najbardziej u siebie. A jak jesteśmy przy dygresjach, to się ciebie zapytam od razu, ile masz gaśnic w domu? [Sławek] Cztery. [Krystian] Cztery, to pobiłeś mnie. Ale liczysz samochodowe, czy nie? [Sławek] Nie, no samochodowe to plus jeszcze dwie, bo dwa samochody, więc mam w sumie sześć. [Krystian] Nie, to masz więcej niż ja. A koc gaśniczy? [Sławek] Mam też. [Krystian] No i bardzo dobrze. A wiesz, gdzie jest? [Sławek] Tak, wiem. W spiżarni obok kuchni. To był pierwszy zakup po przeprowadzce. Kupiłem od razu gaśnicę i koc gaśniczy, bo też się nasłuchałem różnych informacji. Nawet sąsiadom mówiłem, żeby też to zrobili i chyba nie wszyscy jeszcze mają po tylu latach. Raczej słyszę, że no rzeczywiście, zaraz kupię, a potem są ważniejsze sprawy… [Krystian] To wiesz co, jakby teraz proponuję, żeby nasi wszyscy słuchacze zrobili pauzę i poszli sprawdzić, gdzie jest ich gaśnica, czy jest sprawna i czy mają koc gaśniczy, jeśli nie mają, to Allegro, tudzież nie reklamując, dowolny portal aukcyjny i tam sobie gaśnicę zakupili. To pierwsza rzecz, a po drugie, Po drugie, co jest ciekawe, miałem taką rozmowę w zeszłym tygodniu, jedna z osób znajomych mi, tam się coś zapaliło u niej i spanikowała, w tym momencie nic wielkiego, nic strasznego, ale spanikowała przez mały ogień i nie była w stanie tego ugasić po prostu. Mimo posiadania gaśninicy, koca gaśniczego, czegokolwiek, taki mały ogień to nawet zwykłym kocem zadusisz. I nie była w stanie tego ugasić, bo spanikowała. I dlaczego? Do czego zmierzam? Zmierzam do tego, że strażacy mówią, że jeśli ktoś nigdy w życiu nie obsługiwał gaśnicy na prawdziwym ogniu, na prawdziwym przypadku, albo nawet w ogóle testowo nie otworzył gaśnicy, nie nacisnął jej, to w momencie realnego zagrożenia jej po prostu nie użyje. Więc warto poświęcić jedną starą gaśnicę, zapalić sobie dosłownie kilka zapałek, tylko i wyłącznie po to, żeby spróbować je zgasić gaśnicą w takich kontrolowanych, spokojnych warunkach, żeby później, jeśli dojdzie do faktycznie prawdziwego pożaru, to nie spanikować, tylko faktycznie wziąć tę gaśnicę. w rękę, wyciągnąć zawleczkę, nacisnąć spust i załatwić sprawę jednym naciśnięciem, bo to jest tak, że jeśli się tego nie zrobi w odpowiednim czasie, w tym momencie, to później już praktycznie nie ma szans na ugaszenie pożaru. Pożary się dosyć szybko rozprzestrzeniają, czy tego chcemy, czy nie. Także albo od razu i skutecznie, albo wcale. Tak to działa. [Sławek] Bardzo dobra rada. To od razu proponuję. Na moim YouTubie jest film „Pożar w domu. Jak zabezpieczyć dom przed pożarem.” To 10-minutowy filmik właśnie o tym, jak się zabezpieczyć. A ten filmik powstał na skutek pożaru mojego sąsiada. Po prostu był wielki pożar. Spalił się dach, spaliła się, chyba tam było w ogóle ten, izolacja była pianą, zapaliła się, chyba cały pożar zajął się od drewna, które było przy domu i po prostu poszło po elewacji na górę. Tak więc po tym filmie nagrałem, po tym pożarze nagrałem ten film i mam nadzieję, że jak najwięcej osób go obejrzy, bo należy mieć gaśnicę w domu i trzeba też o pewne rzeczy dbać. Ja na przykład nie trzymam benzyny do kosiarki w domu, tylko ją trzymam przy wiecie śmietnikowej, bo kurczę, w razie pożaru, jeżeli zajmie ogień ten kanister z benzyną, no to lipa, tak? Ja trzymam go na zewnątrz, z dala od elewacji, w razie czego. No więc są pewne zasady, których warto się trzymać, tak więc zachęcam do obejrzenia tego filmu. Króciutki film, 10 minuta, może dużo pomóc. [Krystian] Widzisz, mówisz, że tutaj zajęło się i poszło po elewację, a jak zawsze tłumaczymy, że w kursach odpowiadając na pytania na grupie dla kursantów, że należy styropian kleić obwodowo, a nie na placki, to wszyscy się zastanawiają po co i dlaczego i z czego to wynika, a wykonawca, że to w ogóle niepotrzebne, a to właśnie ze względów przeciwpożarowych. Tak to jest. Nikt tego nie wymyślił po to, żebyśmy wydali więcej pieniędzy dla wykonawcy i na klej do styropianu. Ale chyba na tym należy skończyć dygresję, bo podcast miał być o czymś innym. [Sławek] To nic, ale to jak zawsze dygresja jest. Tylko powiem na koniec taką śmieszną historyjkę. Wiele razy mówiłem w podcaście na temat mojego kreta, który po prostu zrobił już chyba 100 kopców i chyba od tygodnia zapadł w sen zimowy, więc hura, hura dla mnie. A mówię o tym, bo ostatnio była dyskusja w naszej grupie dla kursantów, takiej wewnętrznej, tajnej grupie. Nie wiem, czy wiedziałeś wątek o siłowni. I tam pytałem, jaką ludzie chcą mieć siłownię, czy w ogóle ktoś planuje siłownię jako dzienne pomieszczenie i jakie planuje mieć tam sprzęty. Ludzie pisali o orbitrekach, o ławkach, o sztangach. I ktoś napisał o bramie. Ja z bramą nie miałem nic jeszcze wcześniej wspólnego, nie używałem takiej bramy, więc zapytałem, czy na takiej bramie można ćwiczyć nogi. I jeden z kursantów, chyba Łukasz o ile dobrze pamiętam, napisał tak: „Sławku, abyś ty ćwiczył nogi, to wystarczy, jak będziesz robił po kilka przysiadów na każdym kopcu” To mnie rozwaliło na dobre kilka minut. Ja nie mam tyle czasu. Tam jest 100 kopców razy 4 przysiady, 400 przysiadów dziennie, nie ma szans. Ale rzeczywiście po takim ćwiczeniu dziennym to miałbym nogi jak ze stali. [Krystian] Ale kto powiedział, że to musisz dziennie robić, to zaczynasz od jednego kopca dziennie, później dwa kopce dziennie i tak dalej. I zobaczymy, kto pierwszy się zmęczy, ty czy kret. TEMAT ODCINKADobra, to co? Temat dzisiejszego odcinka, czyli przyjmujemy założenie, że chcielibyście się wybudować czy rozpocząć budowę na wiosnę w roku 2024 roku. Myślę, że to w miarę realne założenie, że mamy brzydką październikową pogodę jeszcze jak to nagrywamy, bo podcast pójdzie już w listopadzie. To jest bardzo dobry moment moim zdaniem, żeby te przygotowania już naprawdę ruszyły pełną parą, żeby podopinać wszystko, a później na wiosnę tylko egzekwować wykonanie. To jest bardzo dobry moment, żeby zacząć już przygotowanie na poważnie. No i co, zakładamy, że projekt już jest, już projektu wybierać nie będziemy, nie będziemy o tym opowiadać dzisiaj, jak się projekty wybiera. Natomiast od momentu wybrania projektu katalogowego na przykład, bo to jest jedna z najpopularniejszych opcji, co dalej trzeba zrobić? Pierwsza rzecz to trzeba uzyskać pozwolenie na budowę. I tutaj omawialiśmy już temat współpracy z projektantem i tego, co można w projekcie zrobić, a czego nie można. PROCEDURA ADMINISTRACYJNA, PRZYŁĄCZA, PROJEKTYAle pierwsza rzecz, którą należy zrobić, to po prostu udać się do projektanta jakiegoś okolicznego i razem z nim przejść całą procedurę administracyjną do uzyskania pozwolenia na budowę. W tym na pewno będzie potrzebna współpraca z geodetą, żeby zrobić mapkę. To zwykle też może załatwić dla nas projektant. Będą potrzebne projekty branżowe do wodociągów, do kanalizacji, do branży elektrycznej, żeby to wszystko spiąć razem. Dlaczego o tym wspominam, pomimo że robi to projektant? Ano dlatego, że na przykład trzeba uzyskać warunki techniczne z lokalnego przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego, Tam bywa różnie, oni czasami wymagają projektu, czasami nie wymagają, więc wszystko to już należy uzgadniać po pierwsze z projektantem, po drugie z gestorem sieci i tu już nie ma na co czekać, bo te projekty, te uzgodnienia potrafią trwać 2, 3, 4 miesiące, więc czasu tak naprawdę za wiele już nie ma. Wydaje się realne, jeżeli ktoś rozpocznie taką procedurę administracyjną dzisiaj, do uzyskania pozwolenia na budowę, to realnie prawdopodobnie dostanie pozwolenie w lutym. Bo tak to wygląda. Te wszystkie uzgodnienia z architektem są też bardzo ważne, bo jedną z pierwszych rzeczy, jaką trzeba zrobić, nawet jeszcze zanim to pozwolenie zostanie uzyskane, jest załatwianie już przyłącza energetycznego. Czy to będzie tymczasowe przyłącze, czy docelowe. Docelowe trzeba i tak obowiązkowo jak najszybciej zrobić, no chyba, że ktoś już na działce je ma. O przyłączach też już szeroko rozmawialiśmy w jednym z poprzednich podcastów, także polecam sobie tam zajrzeć i odsłuchać. Natomiast do przyłącza docelowego znowuż potrzebna jest mapka od architekta, więc tutaj jakby architekt jest tym pierwszym punktem kontaktu, który nam to wszystko zacznie ogarniać, a my dalej rozprowadzimy wszystkie prace właśnie typu przyłącze wodociągowe, kanalizacyjne, elektryczne. Czasami może być potrzebne przyłącze elektryczne tymczasowe, więc tutaj też trzeba już zadbać o to, żeby poszukać sobie wcześniej z wyprzedzeniem, najpierw złożyć warunki, wniosek o warunki techniczne przyłącza tymczasowego, później zadbać sobie o elektryka, który w naszym imieniu te przyłącze wykona, więc to już wszystko można zadbać. Zawczasu, z wyprzedzeniem robić, bo zima jest takim momentem, kiedy warto to wszystko przygotować, bo na wiosnę, gdy wszyscy ruszają z budowami, z pracami budowlanymi, jest ciężko o fachowców, ciężko z czasem, ciężko z materiałem, albo jeśli nie ciężko, to jest drożej. Więc dbamy o to wszystko jak najszybciej. Co Sławku chcesz na ten temat powiedzieć lub dodać? [Sławek] Chcę powiedzieć, jak wybrać tego projektanta adaptującego, ponieważ jeżeli chcemy rozpocząć pracę jak najszybciej wiosną, to zależy nam na tym, żeby to pozwolenie na budowę było jak najszybciej wydane, a różne urzędy różnie podchodzą do projektów budowlanych. Jeżeli nam zależy na czasie, to warto poszukać projektanta adaptującego z tej właśnie okolicy, w której się budujemy, który mieszka w tej okolicy od kilkunastu lat, który od kilkunastu lat robi projekty właśnie w danej gminie, bo ona już wie, na co urzędnicy zwracają uwagę i tak przygotowuje projekt budowlany, aby urzędnik już nie pisał pism z prośbą o uzupełnienie. W sytuacji, kiedy nam się mniej spieszy, możemy skorzystać w sumie z projektanta nawet, który mieszka po drugiej stronie Polski. Może dla nas taki projekt zaadaptować zdalnie, ale w momencie, kiedy liczy się czas, to szukajmy raczej projektanta, który działa właśnie w tej okolicy od wielu lat. Zaznaczam od wielu lat, bo dlatego warto spytać od razu projektanta, ile lat pracuje i jak według niego wygląda czas oczekiwania na pozwolenie na budowę. [Krystian] Tak, dokładnie tak. Tutaj nic dodać, nic ująć i taki projektant może być bardzo cennym źródłem wiedzy, jeśli chodzi właśnie o te wszystkie powiązane kolejne początkowe etapy, czyli jeśli potrzebujemy geodetę załatwić samodzielnie, to projektant może takiego geodetę znać. Czy on będzie najtańszy i najlepszy? Niekoniecznie, ale ze względu na to, że się znają, może to być najszybsza droga, tak jak mówisz. Tutaj tak jak wspominaliśmy, jak wspominałem właściwie, jeśli chodzi o przyłącza wodociągowo-kanalizacyjne, taki projektant zna też zwykle wytyczne lokalnych przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych, więc on już wie czego się spodziewać, on może tam złożyć wniosek, może poprosić kolegę, który pracuje u niego, jego kolegę, który pracuje w tych wodociągach o to, żeby ten wniosek poszedł na górę kubki, a nie na dół kubki i szybciej dostać odpowiedź i tak dalej i tak dalej, to po prostu… Da się tak po przyjacielsku, po koleżeńsku wszystko dosyć szybko załatwić. No i cóż, i tak wygląda generalnie sprawa z formalnościami. Ja sobie zdaję sprawę, że wiele osób zleca to wszystko architektowi, ale możemy mu po prostu jakby albo częściowo pomóc, załatwiając część spraw samodzielnie, albo możemy właśnie wybrać takiego architekta, który jest dobrze znany w okolicy i zrobi nam to szybko, jeżeli zależy nam na czasie. [Sławek] Tylko jedna rzecz. Proponuję, że jeżeli masz wybrany projekt katalogowy, to najpierw porozmawiać z architektem adaptującym, a dopiero ten projekt kupić. Ponieważ czasami zapisy w planie miejscowym lub w decyzji o warunkach zabudowy są na tyle niejasne, że nam może się wydawać, że dany dom według danego projektu może zostać wybudowany, ale jest jakiś zapis, który ogranicza zabudowę. I tutaj bym też do końca nie ufał biuru projektowemu, który sprzedaje projekt katalogowy, bo nigdy nie wiemy, kto nam odpisuje. To nie zawsze jest projektant, to czasami może być po prostu pracownik biura, który może nie mieć pełnej wiedzy, więc nawet jeżeli uzyskamy informację z biura projektowego, że tak, w tej okolicy może ten projekt zostać wybudowany, to mimo wszystko ja radzę, żeby jeszcze nawet zapłacić za konsultację z projektantem adaptującym, podpytać go o wszystko, pokazać mu projekt, który chcemy kupić. Dopiero po akceptacji kupujemy projekt i udajemy się z powrotem do projektanta adaptującego z prośbą o adaptację. [Krystian] Tak, to jest najbezpieczniejsza droga. [Sławek] Jeszcze jedna rzecz, to jest ciekawe, bo ja się z tym nie spotkałem osobiście, ale dwóch kursantów o tym mi pisało, że by koniecznie domagać się od biura projektowego, które sprzedaje projekty katalogowe, takiego pisma, że ono daje nam zezwolenie na wprowadzanie zmian do tego projektu. Chodzi o jakieś tam prawa autorskie i tak dalej. Ja raczej się spotkałem z tym, że biura projektowe dają to po prostu w ramach swojej usługi, czyli kupujesz projekt katalogowy i masz zgodę na wprowadzanie do niego zmian, ale skoro słyszałem o tym, że nie zawsze tak się dzieje, no to ja bym tego po prostu dopilnował. Być może są jakieś mniejsze biura, które tego nie dają domyślnie i trzeba się postarać o to, więc dopilnujmy, że mamy takie pismo, które pozwala nam dokonać zmian do tego projektu, który kupimy. [Krystian] Tak i tutaj mówimy też tak ogólnikowo o projektach na takim wczesnym etapie, więc jeszcze jedną ważną rzecz chciałbym dodać, bo jeżeli mamy mało czasu, nie zawsze jest ten czas na rozpoznanie wszystkiego, wycenienie, dokładne zorientowanie się i jeżeli chcemy faktycznie tą budowę na pewno zacząć, a budżet też jest ważny, to trzeba zwrócić szczególną uwagę przy wybieraniu projektu na koszty. Bo spotykam się z tym nie raz, nie dwa, że jest kosztorys na stronie biura projektowego, który jest nierealny, bo on jest już sprzed paru lat, a już wtedy był zaniżony, żeby projekt wydawał się atrakcyjniejszy i ludzie go kupowali. Więc to jest pierwsza rzecz, na co należy zwrócić uwagę, jeszcze wybierając projekt, zanim się go kupi. I druga rzecz, w projekcie jest zawsze podane coś takiego jak powierzchnia użytkowa i powierzchnia użytkowa jest to termin zdefiniowany naszym polskim prawem, który nie oznacza całkowitej powierzchni danego budynku, tylko powierzchnia użytkowa to jest powierzchnia bez pomieszczeń technicznych, bez kotłowni, bez garaży, bez klatki schodowej itd., więc jest to powierzchnia zaniżona w stosunku do rzeczywistej powierzchni budowy domu. A koszt budowy domu zależy od powierzchni rzeczywistej, powierzchni inaczej mówiąc po podłogach, a nie powierzchni użytkowej, która jest terminem formalno-prawnym. Więc wybierając projekt nie możemy się sugerować tym, że ma on 120 metrów powierzchni użytkowej i będzie kosztował tyle co dom o powierzchni 120 metrów. On może mieć jeszcze dwa garaże, plus kotłownie, plus klatkę schodową, plus pomieszczenie techniczne, które wszystkie nie zaliczają się do powierzchni użytkowej, a razem mogą mieć 60 metrów kolejne, czyli dom będzie miał faktycznie po podłogach 180 metrów, a między 120 a 180 jest jakby nie patrzeć, no plus 50% różnicy, a zatem i w kosztach też różnica będzie istotna, więc O porównywaniu cen za metr kwadrat mówiliśmy w innym podcaście, tam też odsyłam, że to nie przekłada się tak bezpośrednio metr do metra, no ale nie da się ukryć, że większy dom kosztuje więcej niż mniejszy dom. Tutaj jakby chyba do tego nie ma żadnych wątpliwości, więc na to należy po prostu zwracać uwagę. Jeżeli ktoś zbyt szybko podejdzie do tego, niedokładnie, niestarannie, nie przeanalizuje, nie przeczyta, bez zrozumienia, to można po prostu się mocno pomylić na takich niespodziankach. już na samym etapie wyboru projektu. [Sławek] Tak jest. Dobra, mamy projekt, mamy w sumie pozwolenie na budowę albo sobie tam czekamy na spokojnie. Co dalej? Kierownik budowy w międzyczasie? KIEROWNIK BUDOWY[Krystian] Tak, no w międzyczasie na pewno trzeba załatwiać już przyłącze. Formalności związane z przyłączami, bo tam procedury są różne. Zresztą jeżeli ktoś chciałby o tych procedurach więcej poczytać, no to polecam naszego e-booka. Rzadko o nim mówimy, ale istnieje taki e-book, który przeprowadza przez cały proces administracyjny krok po kroku, więc… Więc można go sobie jak najbardziej poczytać i tam te wszystkie szczegóły odnośnie papierologii tak zwanej są opisane szczegółowo. Więc w międzyczasie, jak czekamy na pozwolenie na budowę, należy załatwiać sobie przyłącza, przyłącze energetyczne przede wszystkim, tymczasowe. Tu się należy dogadać z elektrykiem, poszukać tego elektryka, dogadać go cenę, warunki itd., Tak samo można już szukać wykonawcy do przyłącza wodociągowego, jeśli wodociągu na działce nie mamy, no bo woda jest jedną też z pierwszych rzeczy obok prądu, które są do tej budowy niezbędne. I tutaj tak samo należy poszukać wykonawcy, już projekt powinien być gotowy, tylko oczekuje na pozwolenie na budowę, więc można to wyceniać spokojnie i się przygotowywać do budowy tego przyłącza wodociągowego. Nawet można je zrobić wcześniej, jeżeli tylko uzyskamy to pozwolenie na budowę wcześniej. żeby na samym początku tych prac mieć spokojnie dostęp do własnej wody. Więc to można by zrobić. No i co tutaj należy przygotować w kolejnych rzeczach, mając to wszystko dogadane i zapewnione? Można prowadzić kilka rzeczy, popychać kilka rzeczy jednocześnie do przodu. Po pierwsze to, co mówisz, czyli kierownik budowy. Można, a nawet trzeba, zacząć już się rozglądać za dobrym kierownikiem budowy, takim, który Już o kierownikach to już chyba tyle razy mówiliśmy, że dobry kierownik budowy to jest skarb na budowie, bo on dopilnuje, doradzi, zoptymalizuje koszty, zapewni jakość i bezpieczeństwo, też ważna sprawa na budowie. Więc tutaj nie warto oszczędzać, nie warto łapać pierwszego z brzegu kierownika tylko dlatego, że akurat jest dostępny albo że był tani albo coś takiego, tylko naprawdę można sobie poświęcić śmiało te kilka miesięcy aż do rozpoczęcia budowy, bo to nie musi być osoba wybrana natychmiast na dzisiaj. Można ten czas poświęcić na poszukiwania, na wybór kierownika budowy po prostu i wybrać go dobrze. [Sławek] Dobra, to zaraz mam pytanie, tylko jeszcze wrócę do e-booka. E-book nazywa się zakup działki i budowa domu, proces administracyjny. Dwa tygodnie temu, miesiąc temu zrobiliśmy aktualizację, czyli e-book jest aktualny na rok 2023, a można go kupić na stronie www.jaksiewybudowac.pl lub bezpośrednio z mojego bloga na przykład, lub linki są oczywiście na dole. Można kupić e-booka za 50 zł lub e-booka ze wzorami umów, zaświadczeń i różnymi dokumentami za cenę nieco wyższą, więc tam macie cały zbiór dotyczący tego, co i jak załatwić, plus bonusowo są materiały dotyczące budowy na działkach rolnych. Jest trzech autorów tego e-booka, bo jestem ja, Krystian i Krzysztof Derdzikowski, właśnie specjalista od gruntów rolnych, tak więc zapraszam do zapoznania się z tym e-bookiem. A w sprawie kierownika budowy, O jedną rzecz chciałbym się zapytać, bo ogólnie ja radzę zawsze, żeby możliwie, jeżeli jest to możliwe, znaleźć takiego kierownika, który weźmie stawkę za prowadzenie budowy do wyznaczonego etapu. Ewentualnie można jakąś tam dodatkową kasę za konsultację uzgodnić, ale jestem raczej zwolennikiem tego, żeby ustalić całą kwotę za, niż na przykład… kierownik przyjedzie na budowę pięć razy za 2000 zł, a potem za każdą wizytę trzeba płacić trzy stówki. No bo wtedy mamy takie wrażenie, że jak coś się na budowie będzie działo niezgodnie z naszym podejściem, mamy jakieś wątpliwości, to nie będziemy za bardzo nawet chcieli dzwonić do kierownika, bo zaraz będzie nas chciał obciążyć dodatkową kwotą. Więc uważam, żeby najlepiej znaleźć takiego kierownika, który prowadzi całą budowę za jakąś kwotę. Natomiast ostatnio właśnie kursantka napisała, że ma niesamowity problem ze znalezieniem takiego kierownika, bo wszyscy jak jeden mąż mówią, że oni mają taką minimalną liczbę wizyt typu 7-8 i oni muszą wiedzieć, ile ona sobie życzy wizyt na budowie, to wtedy będą mogli to wycenić. I powiem Ci, że to jest trudny temat, bo wychodzę z założenia, że kierownik prowadzi budowę i tak naprawdę jak wszystko będzie szło jak z płatka, no to na budowie będzie rzadko, a jak będzie się okazywało, że wykonawca jest lipny, no to albo kierownik będzie musiał być częściej, żeby korygować wykonawcę, albo trzeba będzie wykonawcę wyrzucić z budowy, wziąć innego. Więc tutaj trudno przewidzieć, ile razy kierownik ma się zjawić na budowie. Masz jakiś pomysł, jak tym zarządzić? [Krystian] Tu nie ma złotego środka, wiesz, na to, bo tak jak mówisz, to jest zależne nawet od tego, jakiego wykonawcę wybierzemy. Jeśli wykonawca jest dobry, to kierownik budowy z nim uzgodni telefonicznie, wiesz, wykonawca wyśle zdjęcia w razie wątpliwości, budowa idzie jak z płatka. Nawet kierownik budowy paradoksalnie, do czego nie zachęcamy, gdyby na tą budowę przyjechał dosłownie raz czy dwa, to przy idealnym wykonawcy wszystko pójdzie dobrze i nie będzie problemu. Nie zachęcam do tego, ale jakby czysto hipotetycznie jest to możliwe. A jeżeli wykonawca będzie z tych gorszej jakości, niestaranny, niechlujny, nie słucha poleceń kierownika budowy, inwestora, nic z tych rzeczy, to możesz stać nad nim całymi dniami i efekt wymęczysz jakikolwiek poprawny, ale trzeba stać nad nim całymi dniami. No i dlatego ja jakby rozumiem kierowników budowy, że oni no też dbają o swój interes, no bo jednak żyją z tego, że są kierownikami budowy, więc muszą tak wycenić swoją usługę, żeby do niej nie dokładać i tutaj nie da się tego zrobić. Więc z jednej strony ja absolutnie rozumiem, że kierownik budowy bierze, rozlicza się za przyjazd, za ilość przyjazdów, i trzeba może, nie wiem, założyć sobie samodzielnie w swoim budżecie, że kierownik budowy to jest koszt 10 tysięcy złotych i po prostu brać z tej kubki wtedy, kiedy potrzeba, bo taki był założony budżet, nie patrzeć na to, że każdy kolejny przyjazd kosztuje 300 złotych, bo te 300 złotych to, wiesz, parę worków cementu kosztuje 300 złotych, nie? Jeżeli coś później nie tak, to możesz je wyrzucić, więc jakby szkoda by było oszczędzać na czymś tak prostym, jak kierownik budowy, jego przyjazd, jeżeli on jest naprawdę pomocny, Więc trzeba tutaj, to jest taka bariera bardziej psychologiczna, z którą trzeba sobie samodzielnie poradzić, w sensie inwestor musi sobie z tym samodzielnie poradzić i jakoś to w swojej głowie po prostu obejść, żeby nie próbować oszczędzić na rzeczach tak prostych, które mają tak duży wpływ na budowę po prostu. [Sławek] No tak, ale też pytanie, trzeba postanowić, do którego etapu będzie nam kierownik budowy pomagał, bo niektórzy tylko biorą kierownika tak naprawdę do stanu surowego, zamkniętego, a potem bardziej tylko są formalności, czyli wpisy do dziennika budowy, ale inwestor sam patrzy, czy są zrobione dobrze tynki, wylewki, elewacje i tak dalej. Natomiast myślę, że to jest taka trochę oszczędność pozorna. Moim zdaniem kierownik powinien zjawić się po każdym etapie, czyli sprawdzić instalację elektryczną, sanitarną, sprawdzić samemu wylewki, tynki, elewacje na każdym etapie. Więc myślę, że nawet przy takiej dobrej budowie to tych wizyt będzie 20, co najmniej. I chyba te 20 wizyt to jest takie rozsądne minimum, które trzeba ustalić. Powyżej 20, no to mówię, no to może rzeczywiście jakieś wynagrodzenie, ale jeżeli się tylko da, to może ustalić po prostu wyższe wynagrodzenie, ale już bez takiego limitu. Ewentualnie można przecież konsultacje odbywać zawsze telefonicznie albo na podstawie zdjęć, jeżeli ktoś chce, nie zawsze musi kierownik przyjeżdżać na budowę, więc to też warto poustalać. [Krystian] Tak, no to może faktycznie ustawienie takiego sobie samemu wysokiego limitu ilości przyjazdów spowoduje to, że na samym początku, na początkowym etapie budowy, gdzie jeszcze ta pula będzie duża do wykorzystania, to nie będziemy się bać, w sensie jako inwestorzy nie będą się bać wzywać tego kierownika budowy w razie potrzeby, po prostu. Tylko to się wiąże z kosztami, o czym mówiliśmy w odcinku o kierowniku budowy, że dobry kierownik budowy to nie jest taniej kierownik budowy. No proste. Tak to działa. MATERIAŁY BUDOWLANETak jest. No cóż, na czym skończyliśmy? Kierownika mamy. Miejmy nadzieję, że mamy dobrego kierownika wybranego. I co jeszcze? W międzyczasie jak załatwia się pozwolenie na budowę, powinniśmy pomyśleć po pierwsze o… Może jeszcze zanim. Możemy zrobić budowę na dwa sposoby. Albo systemem gospodarczym, tak zwanym zleconym, bo tutaj różne nazwy stosuje się zamiennie, albo możemy wybrać generalnego wykonawcę. Jeżeli ktoś chciałby wybrać generalnego wykonawcę, to polecam siebie. Nieskromnie powiem. Zapraszam do linku w opisie filmu. Na 2024 rok możemy się jeszcze dogadać. Natomiast jeżeli ktoś, no nie chciałby mnie z jakiegoś powodu, nie wiem dlaczego, to chciałby budować system gospodarczy, no to wtedy musi podjąć kilka decyzji. Po pierwsze, czy on sam będzie zapewniał materiały na swoją budowę, czy zleci to wykonawcy. I to jest bardzo ważna decyzja, dlatego że to generuje zupełnie różne zaangażowanie czasowe w budowę. Jeżeli ktoś chce sam zapewniać materiały, no to musi… policzyć ilość materiałów, musi zdecydować jakie te materiały będą, musi przewidzieć jakie te materiały będą, nie może zapomnieć o tym czy innym produkcie, bo zaraz na budowie będzie krzyk, że nie ma materiału i nie mogą pracować, więc trzeba sobie to wszystko zaplanować, przewidzieć i naprawdę zamawianie materiałów to nie jest nic strasznego, samodzielne zamawianie materiałów, ale trzeba sobie na to zarezerwować godzinę do dwóch godzin dziennie przy budowie stanu surowego, może nie co dzień, ale raz na kilka dni, żeby te kolejne materiały uzgodnić, co będzie potrzebne ekipie na kolejne dni, żeby to wszystko policzyć, żeby jechać do hurtowni, zamówić, zapłacić i tak dalej. I to po prostu generuje zaangażowanie czasowe na budowie. Jeżeli ktoś nie chce się angażować czasowo, to po prostu musi zaufać wykonawcy, że on to zrobi dobrze, że nie naciągnie na koszty. albo być świadomym tego, że po prostu dopłaca wykonawcy za obsługę tej budowy. I nie ma w tym absolutnie nic złego, po prostu trzeba zdecydować, czy płacimy więcej wykonawcy, czy samodzielnie sobie to załatwiamy. Tu jest jeszcze oczywiście różnica w podatku VAT, bo to trzeba mieć pełną świadomość. Jeżeli wykonawca zapewni materiały To jest usługa z materiałem, kosztuje 8% VAT-u. Jeżeli sami kupujemy materiał, taki materiał kosztuje z VAT-em 23%. Więc tutaj jest różnica w cenie może jakaś, na pewno jakaś, ale jest różnica w czasie i w zaangażowaniu osoby budującej. Więc taką decyzję trzeba podjąć przed rozpoczęciem współpracy z wykonawcą, a następnie poszukać po prostu usługi. dobrego wykonawcy i to jest super ważna sprawa i z tym się nieustannie spotykamy. Jakie to nasi kursanci mają kłopoty z wykonawcami, bo tego jest po prostu multum. Jakby specyfika branży budowy domów jednorodzinnych jest taka, że najtrudniej chyba, tak z mojego doświadczenia, najtrudniej chyba jest jednak znaleźć właśnie tego pierwszego wykonawcę stanu surowego, potem idzie lekko z górki, raz, że to jest pierwsze zderzenie inwestora z tą branżą najczęściej, a dwa, że ci wykonawcy naprawdę reprezentują sobą przeróżne, skrajne standardy pracy. To najbardziej oględnie opowiem, jak tylko się chyba da. Ja myślę, że to uszczegółowisz zaraz. No i cóż, to trzeba po prostu naprawdę wziąć się za to i poszukać takiego wykonawcy, tym bardziej dlatego, że dobrzy wykonawcy często są już zaklepani na rok do przodu, więc jeśli chcemy budować się wiosną 2024, to jest naprawdę absolutnie ostatni dzwonek, żeby dobrego wykonawcę znaleźć. Coś możesz na ten temat dodać? [Sławek] Jak powiedziałeś o wykonawcach, to ja się zareklamuję. Jest książka, jak się wybudować i nie zwariować, gdzie właśnie opisuję między innymi, jak się do budowy przygotować, jak wybrać wykonawców. O tym mówiliśmy już wiele razy, więc tylko w skrócie nie wybieramy wykonawców z polecenia tak na ślepo, bo to, że dają ktoś tam kontakt do wykonawcy, to wcale nie oznacza, że ten wykonawca jest dobry, tylko że ktoś tam daje jakiś numer telefonu na przykład. Ten wykonawca może już nie robić tak dobrze pracy jak kiedyś, mogła się zmienić ekipa, mogły się zmienić pracownicy, mogłoby być tak, że ten wykonawca popełnił jakieś błędy na budowie u tamtej osoby, tylko ta osoba o tym nie wie, bo tego nawet nie sprawdzała. W związku z tym musimy zawsze dostać kontakty do dwóch, trzech zadowolonych klientów, porozmawiać z tymi klientami i zadać szczegółowe pytania. Nie pytamy na zasadzie, czy ekipa była dobra i nie piła? Tak, dobra była, butelek nie zobaczyłem na budowie. O, to dzięki, super polecenie… To nie jest to. Pytamy o to, czy nie było żadnych kłopotów podczas budowy, kto zapewniał szalunki na fundamenty, w ogóle jak były prace wykonywane, bo może nie było szalunków. czy były jakieś błędy, jeżeli tak, to jak wygląda, co do nich podszedł, czy zaczął pracę zgodnie z terminem realizacji, czy zakończył zgodnie z ustalonym terminem. Naprawdę poświęciłem na tę rozmowę co najmniej kilkanaście minut. Z mojego doświadczenia osoby, które chcą rozmawiać o ekipach, to bardzo chętnie o tym rozmawiają. Są bardzo otwarci, bo sami przeszli już ten stresowy etap, stresujący etap i bardzo chętnie chcą pomagać kolejnym inwestorom. Tak więc wykorzystajmy to, zadawajmy pytania klientom, wykonawcy. Tak się dowiemy najwięcej. Oczywiście warto poprosić o zdjęcia, filmy, może pojechać na budowę, jeżeli wykonawca gdzieś jest niedaleko, nawet wziąć kierownika budowy po to, żeby z nami pojechał i zobaczył, czy wszystko jest dobrze, czy jest porządek na budowie. Jest mnóstwo takich rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę, dzięki czemu szansa na zaangażowanie dobrego wykonawcy naprawdę wzrasta. Tak, tak. [Krystian] Coś chcesz jeszcze dodać? ZBIERANIE OFERT I WERYFIKACJA WYKONAWCÓW[Sławek] Bo ja chciałem dodać… Nie, to mógłbym, wiesz, to jest pewnie cały odcinek, który nagrywaliśmy, więc kwestia tam weryfikacji jeszcze wykonawcy, żeby naprawdę sprawdzić w internecie bardzo porządnie, czy wykonawca gdzieś nie figuruje na jakichś czarnych listach i też nie wpisujemy tylko nazwy firmy, ale wpisujemy nazwisko właściciela, numer telefonu, adres mailowy. Czasami można nawet ciekawe informacje znaleźć wpisując numer rejestracyjny pojazdu, którym się porusza, więc warto, warto szukać. [Krystian] Tak i ja powiem też, bo to mówimy o tym, że warto szukać i warto szukać i w ogóle, no bo warto, ale to pierwsze zderzenie, to często ludzie opisują na grupach naszych na Facebooku, to pierwsze zderzenie z poszukiwaniami, chciałem jakby o nim opowiedzieć, żeby się nie wystraszyć, bo jest bolesne dlatego, że inwestor pierwszy raz zaczyna szukać wykonawców, znajdzie 10 ekip, I żadna nigdy nie słyszała o tym, żeby szalować, żeby wykonywać fundamenty w szalunkach, nie? I teraz się ludzie pytają, ale co jest w ogóle, o co chodzi? Jakby to tak ma być, bo wy mówicie w tych kursach i na YouTubie o jednym, a w rzeczywistości nikt nie wie, nikt tak nie robi, ci wykonawcy wszyscy mówią, że tam 100 lat tak robią i zawsze było dobrze i tak dalej, i tak dalej, jakby… I takie jest zderzenie z rynkiem i na to się należy przygotować, bo pierwszych pięciu albo nawet dziesięciu wykonawców, na pierwszych pięciu albo dziesięciu może tylko jeden wykonywać fundamenty w szalunkach i prawdopodobnie to jest zwycięzca naszego konkursu, najlepszego wykonawcę. Więc po prostu tak wygląda rzeczywistość, że trzeba iluś przerobić, iluś porozmawiać, przesiać, odsiać i tylko jeden będzie ten optymalny. [Sławek] Tak i warto chyba też uczulić, że ta branża jest inna niż wszystkie inne, czyli nawet jeżeli dostaniemy te 10 kontaktów do wykonawców, to jak uzyskamy 3 wyceny, to się cieszymy. To jest naprawdę niezły wynik. Takie są realia, niestety. Być może za jakiś czas będzie rynek bardziej inwestora. W tej chwili jednak wykonawcy mają pracę, nie mają czasu na robienie wycen, więc przyzwyczajamy się do tego, że może być problem z uzyskaniem wyceny. Tak jak powiedziałeś wcześniej, później jest łatwiej. Na przykład ostatnio dostałem wycenę na instalację elektryczną, sanitarną i wentylację mechanicznej w ciągu pięciu godzin od wysłania maila do fajnej firmy zresztą, więc potem naprawdę idzie to prościej, bo masz trochę większy wybór i firmy raczej jakiś poziom już trzymają, Ale jeżeli chodzi o firmy wykonujące stany surowe, no to poziom jest bardzo różny, bo mamy firmy, które mają na przykład 6 ekip, 15 lat doświadczenia, wszyscy płacą ZUS, podatki, jest oddzielny dział księgowości i tak dalej, ale z drugiej strony mamy firmę założoną z trzech osób, która właściwie nie ma żadnej firmy, ci faktury nie wystawi, a nauczyli się budować domy rok wcześniej, tak więc Rozmawiając z jednymi i drugimi na placu budowy, możesz nawet nie poznać, którzy są profesjonalistami, tylko musisz zadać wiele takich pytań już bardziej szczegółowych, żeby poznać, kto ma rację i kto wie, co robi, a kto tylko mydli oczy inwestorowi i mówi właśnie, że oni tak robią i będzie dobrze. No i muszę powiedzieć, że w naszym kursie pokazujemy właśnie, jakie pytania należy zadać wykonawcy, aby… Abyśmy wiedzieli, że rozmawiamy z kimś, komu zależy na tym, żeby wybudować nam dom bez błędów, a nie wybieramy wykonawcy, któremu zależy tylko na tym, żeby wziąć wynagrodzenie i w długą. [Krystian] Prawda. To tyle a propos wykonawców, bo to temat, to byśmy mogli chyba do wieczora. Tyle, nie, jakby, dobra, nie, dalej, dalej, bo nie wybrniemy z tego tematu. Tak, jest tego dużo. Tylko uczulamy, no po prostu, bo żeby jak ktoś pierwszy raz się z tym styka, żeby nie był zaskoczony różnymi dziwnymi rzeczami, które się tutaj wyprawiają. Dalej, dalej, jakby chciałbym jeszcze nawiązać do tej opcji, gdy ktoś sam decyduje się na zamawianie swoich materiałów, No bo zamawianie materiałów na ostatnią chwilę to jest bardzo wybitnie zły pomysł, bo zwykle wtedy zależy nam na czasie, a nie na pieniądzach, więc podejmujemy decyzję szybko, niekoniecznie optymalnie kosztowo. Mało tego, niekoniecznie optymalnie jakościowo, bo wybieram produkt, który jest, który jest szybko, który jest tani albo tanio i szybko, żeby było po prostu, bo ekipa na budowie krzyczy, że już nie mają materiału do pracy. Więc to jest moim zdaniem moment, kiedy powinniśmy dobrze przemyśleć, jakie materiały, policzyć sobie te materiały, ile ich jest, udać się do jednej, dwóch, trzech hurtowni budowlanych, tam te materiały sobie wycenić i po prostu dogadać się już w tym momencie z tą hurtownią i czasami jest taka możliwość, że materiały możemy kupić w tej hurtowni, w momencie, gdy one są najtańsze, bo najczęściej jest taka sezonowość w budownictwie, że zimą się dzieje najmniej, szczególnie jeśli chodzi o stany surowe, jeśli chodzi o stolarkę okienną, jeśli chodzi o pokrycie dachowe, czyli taką ciężką budowlankę, jak to się mówi, wtedy te materiały są po prostu najtańsze i da się dogadać z hurtowniami po to, żeby je kupili zimą i przytrzymali nam te trzy miesiące do marca, do wiosny i wtedy po prostu dowieźli, czyli stal, pustaki, jakieś takie rzeczy najcięższe, jak najbardziej można już wtedy z wyprzedzeniem sobie zamówić. Jeśli jesteśmy pewni, że damy radę wszystko dobrze skontrolować, można nawet zamówić sobie stolarkę okienną z wyprzedzeniem zanim powstaną mury. No bo czemu nie? Później trzeba tylko dopilnować wymiarów otworów okiennych, tak jak uzgodniliśmy sobie to z dostawcą stolarki po prostu. Więc to jest ten moment, kiedy powinniśmy się skupić na materiałach przede wszystkim tych do stanu surowego zamkniętego, Później różnie ludzie do tego podchodzą, jedni chcą budować od razu szybko dalej, drudzy chcą troszeczkę poczekać, żeby odsapnąć i psychicznie i finansowo, więc bywa różnie, więc powiedzmy dalsza część budowy już jak kto woli, jeżeli ktoś ma czas i chce naprawdę budować szybko, to powinien budować. I już planować dalej, kolejne kroki typu instalacje, materiały na instalacje wyceniać, konkretne rozwiązania. Już powinien też jakby w drugiej kolejności, ale też jeszcze zimą, dopóki, zanim się budowa zacznie, to popychać po prostu kolejne tematy do przodu, tynki, dogadać sobie ekipę do tynków, bo tutaj też się czasami czeka po kilka miesięcy na dobrą ekipę tynkarską, dogadać sobie hydraulika, dogadać sobie elektryka. dogadać dekarza jak najbardziej, zamówić okna i nawet już, o czym wielokrotnie mówimy, planować po prostu wystrój wnętrza, no bo wtedy będziemy mogli podejmować świadomie decyzję, a nie na ostatnią chwilę, jeśli elektryk zapyta, a proszę pana, a gdzie to gniazdko, no to wiemy, że ono tu, bo zaraz obok stoi szafka, bo coś tam, bo coś tam, więc to wszystko już należy po prostu z góry, z wyprzedzeniem planować, im bardziej szczegółowo Tym lepiej, jeśli oczywiście komuś zależy na czasie, jeśli nie, to można spokojnie postawić sobie ten stan surowy, dać sobie wtedy chwileczkę na oddech i planować dalej, ale jeżeli chcemy szybko, no to planujemy po prostu wszystko zimą, planujemy, spisujemy, zapisujemy uzasadnienia decyzji, dlaczego wybraliśmy tak, a nie inaczej, bo później jest wracanie pamięcią do… swoich decyzji i zastanawiamy się od nowa nad tym samym, więc tak, planowanie, planowanie, planowanie już włącznie z planowaniem wnętrz, a przede wszystkim z planowaniem zakupów tych wszystkich materiałów stanu surowego. PLANOWANIE, ZAKUPY MATERIAŁÓW[Sławek] Super, cofnę się jeszcze, bo mam kilka porad. Wracam do hurtowni jeszcze. Dopilnujmy, że jeżeli zamawiamy materiały w zimą, żeby one rzeczywiście zostały kupione przez hurtownię i żeby były one przechowywane na składzie, ponieważ znam sytuację, w której hurtownia wzięła za materiał, po czym pół roku później powiedziała, że ceny materiału wzrosły i trzeba dopłacić za ten materiał. Mimo, że ustalenia były takie, że ten materiał ma zostać dostarczony do hurtowni, więc dopilnujmy, że płacimy za materiał, który jest fizycznie na hurtowni, w składzie i nie zostanie on sprzedany nikomu innemu, tylko to jest Wasz materiał, tylko na przykład płacimy jakieś parę złotych za przechowywanie. Jeżeli chodzi o kwestię wykończenia, to tylko mam taką radę, żeby jak buduje się para… a zwykle buduje się para, małżeństwo, narzeczeni, żeby nie było tak, że budowa jest tylko na barkach jednej osoby, bo będą niesnaski. Widzę, jak to jest po prostu, że jedna osoba wszystkim zarządza, jeżeli jedna osoba dba o budowę, to wszystkim zarządza, trochę się denerwuje, że to idzie tak niby powoli, ale robi wszystko, żeby było dobrze, a druga osoba, która się w budowę nie angażuje, ma wrażenie, że wszystko idzie aż za wolno, I gdzieś jakieś napięcia powstają. Nawet jeżeli jest takie ustalenie, że jedna osoba buduje, druga zajmuje się dziećmi, coś w tym stylu, mimo wszystko druga osoba zawsze jest w stanie coś pomóc. Nawet rozplanować wnętrza z wyprzedzeniem, wybrać płytki, coś porobić, coś odciążyć w jakiś sposób drugą osobę. Więc taka rada, żebyście razem współpracowali i żebyście ze sobą często rozmawiali o tej budowie. I trzecia porada, jeżeli ktoś chce sobie ułatwić wykończeniówkę, no to warto też zaangażować projektanta wnętrz, nawet na wczesnym etapie, jakim jest projekt budowlany, po to, żeby po prostu wiedzieć, co, jak. Dobry projektant wnętrz powie Wam, jakie są możliwości. Na podstawie Waszego budżetu zrobi listę, wielu rozmów oczywiście, zrobi listę urządzeń, które będziecie mieli w domu, mebli, AGD i tak dalej. I wtedy będzie o wiele łatwiej kupować wszystkie rzeczy, bo będziecie mieli taki przedmiar. Wiecie z jakiego sklepu, wiecie co, ile kosztuje. Nie będzie takiego wymyślania na ostatnią chwilę, więc polecam. Jeżeli chce ktoś sobie ułatwić budowę, to projektant wnętrz jest wręcz nieoceniony. [Krystian] Prawda, prawda. Czyli znowuż planowanie, planowanie i nasz kurs budowlany. [Sławek] No i 40 godzin podcastów, 15 godzin jednego kursu i po zimie możesz zaczynać. [Krystian] Otóż to, także prosta sprawa, jakby ktoś się pytał. Czyli mamy projekt już dawno wybrany, mamy załatwionego kierownika budowy, materiały budowlane, znaleźliśmy sobie wykonawcę, rozmawiamy już z kolejnymi wykonawcami kolejnych etapów. Mamy załatwione albo przynajmniej w trakcie i dogadane przyłącze wodociągowe, kanalizacyjne, elektryczne. No czyli co, czego nam jeszcze brakuje? Brakuje nam tak naprawdę właściwie tylko geodety, żeby dogadać się z nim w momencie, kiedy rozpoczniemy tę naszą budowę, bo on musi przyjść na samym początku, wytyczyć budynek i nie polecam tego robić zbyt dużym wyprzedzeniem, nawet jeżeli nam się sprzeda, robimy to dosłownie w ostatniej chwili, tuż przed rozpoczęciem samej budowy. Bo po prostu te paliki, te znaki geodezyjne mogą sobie zniknąć, dostać nóżek albo zostać uszkodzone, zasypane, cokolwiek. Różne dziwne rzeczy się dzieją na budowach. Więc tutaj geodeta, ale na ostatnią chwilę dosłownie, chociaż trzeba z nim się oczywiście dogadać wcześniej i wybrać go. Jeżeli wcześniej jeszcze wybrany nie był, operator koparki, jeżeli wykonawca go nie zapewnia, jakieś te początkowe materiały, to jest na początku kontener socjalny, zaplecze budowy, jakieś tu też jest pytanie, znowuż do dogadania z wykonawcą, czy wykonawca to zapewnia sobie sam, w sensie kontener na materiały plus zaplecze socjalne, czy ma to zapewnić inwestor, jeżeli ma to zapewnić inwestor, znowuż należy się o to zatroszczyć z wyprzedzeniem, na przykład garaże blaszane Różnie to bywa w różnych miejscach kraju, w różnych momentach, ale trzeba znowuż dogadać, żeby jakaś ekipa budowlana przyjechała i zrobiła mikrofundamencik pod to. Później należy taki garaż blaszany zamówić. To są dosyć wyspecjalizowane ekipy, które jeżdżą i te blaszaki montują po całym kraju, ale czasami na taki blaszek trzeba po prostu czekać miesiąc, więc trzeba to zrobić znowu z jakimś tam lekkim wyprzedzeniem. Trzeba sobie po prostu o to zadbać. Trzeba zadbać o ogrodzenie budowy. kto to ma zrobić, z jakiego materiału, znowuż kolejne wykonawca, albo samodzielnie się w to zaangażować. Czasami mamy też, możemy zrobić sobie monitoring na budowie, to też jakaś kolejna rzecz, z wyprzedzeniem można to spokojnie samemu ogarnąć, ewentualnie jeśli ktoś chce, może do tego wynająć firmę ochroniarską, która taki monitoring za jakąś opłatą podłączy i też on będzie działał, będzie spięty z ochroną. I cóż, no i zaczynamy. [Sławek] No pewnie. Co do ogrodzenia tylko powiem, że według przepisów należy ogrodzić plac budowy. W praktyce często widzimy, pewnie też widzicie budowy, gdzie nie ma żadnego ogrodzenia, ale nie zalecamy, bo mogą być jakieś kary, więc wystarczy taśma, siatka i będzie okej. Jeszcze jedna porada dla osób, które mają działkę, ale nie ma żadnych znaków granicznych, żeby przy okazji rozmowy z geodetą wyznaczył te znaki graniczne w terenie, bo też zdarza się, że na przykład sąsiad wybudował ogrodzenie na kawałku Waszej działki, albo gdzieś wchodzi jakaś droga na teren Waszej działki i może się okazać, że trzeba będzie coś powyjaśniać z sąsiadem, Więc to jest dobry moment. Tak samo zresztą jak kupujecie działkę, to nie kupujecie w ciemno na zasadzie, że ktoś Wam pokazuje, że tu jest Wasza działka, ale muszą być kamienie graniczne, bo tylko to jest jakby umocowane prawnie. Nie wchodzę teraz w szczegóły, bo chyba nawet mieliśmy odcinek o geodetach, ale upewnijmy się, że wiemy, gdzie są granice naszej działki, żebyśmy czasem nie stracili kilkunastu metrów kwadratowych na rzecz właśnie sąsiada. Tak, no i jak już mamy wszystko, to możemy zaczynać. [Krystian] Możemy zaczynać. Ja wiem, ja sobie zdaję sprawę, że jeśli ktoś buduje pierwszy raz, to jest lekko stresujące, dlatego im więcej planowania, tym mniej stresu, to po pierwsze. I jakby chyba najważniejsze, bo to ciężko dać jakąś mądrzejszą radę. Im lepszy kierownik budowy, tym mniej stresu, im msza ekipa, tym mniej stresu. Im wcześniej pozałatwiamy niektóre rzeczy typu materiały, typu jakieś zmiany w projekcie, tym mniej stresu. I trzeba sobie dać na to po prostu czas. Jeżeli ktoś pracuje zawodowo, zakładam, że to tak w standardzie jest, że ludzie pracują zawodowo, inwestorzy, trzeba sobie po prostu ten jeden rok, przez który będziemy się budować, nawet systemem takim w pełni zleconym, gdzie wszystkie prace zlecamy poszczególnym ekipom, trzeba sobie dać na to czas. Czas, że nie jedziemy w tym roku na urlop, wszystkie albo prawie wszystkie popołudnia są poświęcone na to, że na tą budowę się zajeżdża, sprawdza, dokształca. Cały czas trzeba i tak doszukiwać nowych rzeczy, kolejnych rzeczy, które będą na kolejnych etapach, podejmować już mniejsze decyzje. Tego czasu po prostu dużo trzeba, trzeba sobie ten czas zatrzymać. zablokować, odpuścić inne tematy, no bo wszystkiego na raz się nie da. Jeżeli ktoś, znaczy da się, można oczywiście nie kontrolować swojej budowy, ale jakby tutaj chyba się zgodzisz ze mną, że to nie jest polecana i najlepsza możliwa droga, więc trzeba sobie ten czas na to wszystko zagospodarować i cóż, i tyle. [Sławek] Tak, no i zapraszamy oczywiście na stronę www.jaksiewybudowac.pl do kursu „Budowa domu od zera do stanu deweloperskiego, zarządzanie budową i kontrola prac”, który właśnie stworzyliśmy po to, aby każdy wybudował dom bez błędów. Tam pokazujemy, jak zorganizować pracę, jak zamawiać materiały budowlane. Jest oddzielny moduł, jak w ogóle zrobić samodzielnie zestawienie materiałów na podstawie naszego projektu budowlanego. Jest chyba ponad tysiąc wskazówek z każdego etapu budowy. Pokazujemy, jak skontrolować pracę wykonawcy też na każdym etapie budowy. I wiem, że z naszego kursu także korzystają kierownicy budowy lub osoby, które planują być kierownikami budowy, co jest naprawdę super rekomendacją. Więc naprawdę z tym kursem możecie wybudować dom bez błędów. A co bardzo ważne, jeżeli nawet kurs czegoś nie uwzględnia, macie jakieś nietypowe pytanie, to dla każdego kursanta jest grupa na Facebooku, na której jestem ja, Krystian. architekci, jest też konstruktor. Tak więc są osoby, które odpowiedzą na Wasze pytania i wątpliwości. Zawsze może do nas napisać. Na każde pytanie odpowiemy, bo Wasz dom bez błędów jest najlepszą rekomendacją naszej dobrze wykonanej pracy. Tak więc zbudujmy razem dom w sposób prawidłowy, zgodnie z zasadami wiedzy technicznej i bez błędów. [Krystian] Bardzo ładnie powiedziane. [Sławek] Prawda? [Krystian] Powiedz mi coś o Twojej koszulce tematycznej. [Sławek] To nie ma żadnej tematycznej koszulki. Jak ja się dowiedziałem, słuchaj, minutę przed rozpoczęciem nagrywania, o czym będziemy mówić, no to jak ja miałem w ogóle koszulkę tematyczną założyć? No powiedz mi, no jak? [Krystian] No i tam, no i tam. No cóż, no nic nie wymyślisz, dobrze. No trudno. Chyba, że ktoś będzie budował z porothermu, to wtedy koszulka jest pod kolor. [Sławek] No dobrze. To jest najbardziej naciągana koszulka tematyczna, albo tylko, wiesz. [Krystian] No dobra. Czyli nie brniemy w ten temat. To cóż, żegnamy się. Do zobaczenia, do usłyszenia w kolejnym podcaście. Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszamy do pisania ich w komentarzach. Jeżeli chcecie wybudować dom już na wiosnę, no to to jest naprawdę ostatni gwizdek, żeby nasz kurs kupić, no bo kiedy się w końcu do tego można przygotować, jak nie teraz. I co? Żegnamy się. Do zobaczenia. [Sławek] Do zobaczenia. Cześć wszystkim.
Artykuł Od czego zacząć budowę domu na wiosnę 2024? Dylematy budowlane #40 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Folia na chudziak? To błąd! Sprawdź, dlaczego! | 24 Oct 2024 | 00:45:44 | |
Od wielu lat spotykamy się z różnymi mitami budowlanymi, a ogromna ilość z nich dotyczy różnego rodzaju hydroizolacji, w tym na posadzce parteru. Ten wpis jest transkrypcja podcastu, przystosowaną do lepszego czytania. Możesz też odsłuchać zapisu, korzystając z poniższego linku. Zapraszamy! Przywitanie[KRYSTIAN] Cześć, witajcie w kolejnym odcinku podcastu z cyklu „Dylematy budowlane”. Dzisiaj będziemy rozmawiać o tym, w jaki sposób, czym najlepiej i kiedy zaizolować przeciwwilgociowo posadzkę na poziomie zero. Wyjaśnimy, dlaczego próby izolacji chudego betonu folią są bez sensu. Na początek może króciutko się przedstawimy dla osób, które nas jeszcze nie słuchały i wcześniej nas nie znają. Ja nazywam się Krystian Lemkowski, zajmuję się budownictwem od 10 lat. Jestem inżynierem budownictwa z zawodu i z zamiłowania. Buduję domy jednorodzinne i wielorodzinne. Prowadzę też blog budowawpraktyce.pl, zajmuję się doradztwem budowlanym i jestem ze Sławkiem współautorem kursu budowlanego. To tyle pokrótce o mnie. [SŁAWEK] Sławek Zając, jestem doradcą budowlanym. Od 2016 roku prowadzę serwis „Jak się wybudować i nie zwariować”. Jestem autorem książki o tym samym tytule. Książka stanowi dobrą podstawę dla osób, które marzą o budowie domu. Jestem również autorem kursów budowlanych, w tym współautorem kursu „Budowa domu od zera”, który stworzyłem razem z Krystianem. Link do kursu znajduje się na stronie jaksiewybudowac.pl. Znajdziecie tam także darmowe, dość długie odcinki. Między innymi taki, który pomoże Wam przeanalizować Wasz projekt budowlany, więc warto tam wejść i zobaczyć ten odcinek – znajdziecie tam dużo cennej wiedzy. [KRYSTIAN] Tak, to wszystko prawda. A dzisiaj mamy temat, chyba że chcesz coś jeszcze powiedzieć. Masz jakieś ciekawostki z zeszłego tygodnia? [SŁAWEK] Dwie sprawy. Pierwsza dotyczy kursów. Każdy kurs to między innymi darmowe aktualizacje, które nie są żadną ściemą, ponieważ rzeczywiście co jakiś czas pojawiają się nowe filmy, materiały i pliki. Czasami organizowane są także rozmowy ze specjalistami, czyli live’y. Zobacz też:Dysperbit jako hydroizolacja fundamentów - dlaczego nie warto Zobacz też:Zabezpieczenie fundamentów przed wilgocią. Termoizolacja.Mówię o tym dlatego, że prawdopodobnie właśnie dzisiaj albo w okolicach publikacji tego podcastu do kursu „Przygotowanie do budowy i budowa domu od zera” dodałem prawie godzinny materiał o fotowoltaice. Materiał ten obejmuje sprzedaż energii oraz wyjaśnia, jak to wszystko działa. Omawiam, czy panele są groźne dla zdrowia, czy stanowią zagrożenie pożarowe, czy są opłacalne oraz czy opłacalne są magazyny energii. Więc daję znać, że po pierwsze każdy kursant otrzymuje te materiały gratis, tak jak wszystkie inne. Po drugie, jeżeli ktoś jest zainteresowany budową domu, ale planuje ją dopiero za rok, dwa lub trzy, to teraz jest najlepszy moment, aby kupić kurs i dobrze przygotować się do tej budowy. Hydroizolacja posadzki – najczęstsze pytania[KRYSTIAN] Temat jest następujący. Nie wiem, jak ty, Sławek, ale pewnie tak samo jak ja — bardzo, bardzo często, zaskakująco wręcz często — spotykam się z pytaniem o to, jaką hydroizolację posadzki zrobić. Czy też masz podobne doświadczenia? [SŁAWEK] Nie, nie mało kto pyta. Po prostu ludzie dają folię na chudziak, ponieważ tak się zawsze robi. To stanowi barierę przed wodą i wilgocią. [KRYSTIAN] Okej, czyli ty masz troszkę inne doświadczenie, może ja mam inne. Mnie bardziej pytają o to, z czego to zrobić i jak — tylko standardowy scenariusz. Chciałbym tutaj narysować pewien kontekst, w jakim pojawia się to pytanie. Najczęściej u mnie na grupie na Facebooku, ewentualnie u ciebie też widziałem, takie pytania się pojawiały. Ktoś wybudował dom do stanu surowego otwartego, później go zamknął, zrobił pokrycie dachowe, wykonał instalację elektryczną i teraz ma gołego chudziak na parterze. Na tym leży cały pęk różnych peszli, kabli, korytek, czegokolwiek tam by nie było. Taka osoba wrzuca zdjęcie i pyta: „jak zrobić hydroizolację na tym?”. I to jest coś, co mnie zawsze bardzo wzdryga, bo boli — strasznie — bo oczywiście tutaj wystąpiło zero planowania. Kolejność prac była bardzo dobra, oprócz tego, że wcześniej ktoś zapomniał o izolacji. Po prostu nie da się wykonać szczelnej hydroizolacji nad czymś, co już tam leży, przeszkadza, jest nierówne i tak dalej. Zobacz też:Idealna kolejność prac na budowie domu - poradnik dla Ciebie Funkcje hydroizolacji posadzki[KRYSTIAN] Jaki jest problem? Po pierwsze, hydroizolacja na parterze, na posadzce parteru, pełni kilka funkcji. Przede wszystkim jest to funkcja przeciwwodna, przeciwwilgociowa — przeciw wodzie, która może z gruntu dostać się do naszego domu, do parteru i zawilgacać warstwy w parterze. Druga funkcja jest taka, że powinna też zapobiegać dostawaniu się pary wodnej, bo woda występuje nie tylko pod postacią cieczy, ale też pod postacią pary wodnej. Więc to jest w pewnym sensie paroizolacja. Żeby paroizolacja działała, musi być szczelna. Trzecia funkcja, o której się niewiele mówi, to zapobieganie przenikaniu do wnętrza budynku radonu. To jest dosyć niebezpieczny gaz, który może przenikać z gruntu do budynku. Niestety w Polsce nie mamy zbyt szczegółowych map, gdzie ten radon występuje dokładnie. Myślę, że w którymś wcześniejszym podcaście już o tym wspominaliśmy, ale tu przypomnę: Polska nie jest dokładnie przebadana pod względem tego, gdzie radon występuje, w jakich stężeniach, gdzie jest zagrożeniem, a gdzie nie. Jednym słowem, nie za bardzo wiemy, czy powinniśmy się przed nim bronić, czy nie. Dlatego dla bezpieczeństwa sugeruję, że jednak warto się przed radonem zabezpieczyć, skoro nie wiemy, czy mamy go w gruncie pod dnem. Dlaczego szczelność hydroizolacji jest kluczowa[KRYSTIAN] Jaki z tego wszystkiego morał? Morał jest taki, że hydroizolacja, żeby była skuteczna i zabezpieczała przed tymi wszystkimi nieszczęściami, jakie mogą nas czekać ze strony gruntu, powinna być szczelna. I to jest słowo klucz. Pytania są: czym zaizolować, jak, w jaki sposób, jak obejść te kable, które tam leżą i tak dalej. Pierwsze i najważniejsze: izolacja, żeby była skuteczna, musi być szczelna. Dlaczego to powtarzam tak bardzo? Bo spotykam się nagminnie z tym, że jeżeli mamy zrobioną hydroizolację już wcześniej pod ścianami parteru, czasami pod słupami, żeby to wymijało, czasami nawet jej tam nie ma, a na tym leżą jakieś kable, peszle czy cokolwiek innego — jakieś już instalacje są wykonane, czasami rury nawet od instalacji wodociągowej — to nie mamy żadnej sensownej możliwości, żeby ułożyć szczelnie izolację i ją połączyć z izolacją, która znajduje się pod ścianami parteru. I to jest największy problem. Jaki z tego morał? Morał jest taki, że należy oczywiście kupić nasz kurs. Jedną z największych wartości, jakie dajemy, jest to, że pomagamy przewidywać różne kroki. To znaczy, że w momencie, kiedy dobieramy izolację przeciwwilgociową pod ścianę parteru, mówimy: uwaga, uwaga, za chwilę będziesz mógł zdecydować — albo już teraz powinieneś zdecydować — jaka będzie twoja izolacja na posadzce parteru, na chudziaku. I zrób ją przed instalacjami, bo później jest kłopot. Wtedy unikamy takich problemów, o jakich powiedziałem na samym początku — typu, że ktoś już zbudował wszystko, zaczął robić instalację, ciągnąć, a później pyta, jaka zrobić hydroizolację, bo już sam widzi, że coś jest nie tak. Na chudziaku leży tyle rzeczy, że jej nie da się tam sensownie ułożyć. Wtedy dopiero zapala się lampka, że coś jest nie tak. Czas na przemyślenie tego wszystkiego, na podjęcie decyzji, zastanowienie się był po prostu dużo, dużo wcześniej. Ale już jest, więc teraz trzeba sobie radzić z problemem takim, jaki mamy. Coś chcesz dodać? [SŁAWEK] Tak, przede wszystkim elektryk i hydraulik nie odpowiadają za hydroizolację, nie będą o niej myśleli, ponieważ to w ogóle nie jest w ich zakresie usług. Mają do wykonania instalację, zastają dom w stanie, jaki jest, robią swoją pracę i tyle. Więc to my, ewentualnie kierownik budowy, powinniśmy zadecydować już odpowiednio wcześnie, co powinno być wykonane i kiedy. Problem z folią budowlaną na chudziaku[SŁAWEK] Natomiast mówisz o hydroizolacji, alе mam pewność, że mało kto rozumie, że jest ona potrzebna. Albo inaczej — zwykle obserwuję, że po prostu daje się folię budowlaną, rozkłada ją właśnie na chudziaku i na niej układa się coś dalej, czasami ją dziurawi, czasami nie. I tutaj widzę problem ze zrozumieniem, dlaczego folia budowlana jest nieskuteczna i dlaczego powinno się inwestować w droższe rozwiązania. Wiadomo, są kosztowne, wykonanie hydroizolacji trwa dłużej, a w sumie efekt może być taki sam. Bo przecież jak masz dom z folią, to też nic się nie dzieje. W podcastach mówimy o tym bardzo często, że w innych domach, u innych sąsiadów czy znajomych nie stosuje się tej warstwy izolacyjnej albo daje się folię i żadna wilgoć przez posadzkę nie wychodzi. Więc zastanawiam się, jaka jest skuteczność takiego rozwiązania, a jeśli koniecznie musi być folia, to jaka? Jak do tego podejść? [KRYSTIAN] To, co mówisz, bardzo często pojawia się ten argument, że „a, sąsiad tak ma i u niego jest wszystko dobrze”. I jakby nie mam niestety dostępu do żadnych statystyk, pewnie nikt nigdy nie prowadził na ten temat żadnych sensownych badań, żeby można było wyciągnąć jakieś daleko idące wnioski. Ale moje doświadczenie jest takie, że w ostatnich latach miałem do czynienia z budynkami bez piwnicy i z piwnicą i tak bym podzielił. Doświadczenia z budynkami podpiwniczonymi[KRYSTIAN] W budynkach z piwnicą, z 80% budynków ma jakiś problem z wodą gruntową i tu powiem na razie bardzo ogólnie. Chodzi o to, że ta woda gdzieś tam w okolicy po prostu jest i albo trzeba się przed nią jakoś zabezpieczyć, albo zastosować takie zabezpieczenia, albo inne, albo ta woda wręcz wychodzi. Tutaj nie ma żartów, bo po prostu ta woda gdzieś prędzej czy później wyjdzie w postaci zawilgocenia albo wręcz przecieków — bo i takie rzeczy widziałem. Natomiast w budynkach parterowych jest lepiej, ale nie znaczy, że jest zawsze dobrze. Tutaj tak naprawdę raz spotkałem się z dużym problemem w budynku parterowym, nowym. Spotkałem się za to regularnie z problemami w budynkach starszych, bo na co trzeba zwrócić uwagę, to że problem z wodą to zwykle jest problem rozłożony w czasie. Problemy z wilgocią w budynkach parterowych[KRYSTIAN] W budynku z podpiwniczeniem ta woda szybciej tam napiera i szybciej generuje problemy, o tyle w budynkach parterowych, czyli najczęściej w budowanych domach jednorodzinnych w Polsce, ten problem rozwleka się w czasie. Woda jest, woda często jest gdzieś daleko, ale powoli, powoli, czy to gruntowa, czy to deszczowa, migruje sobie do ścian, do posadzki i tak dalej. Ona czasami wyjdzie po pięciu, czasami po dziesięciu latach, czasami wyjdzie w postaci odprysku czy bąbla na farbie na parterze. To nie jest duży problem jeszcze, tak? I czy warto się przed tym zabezpieczać? Moim zdaniem tak, bo ja patrzę też ze swojej perspektywy jako osoby doradzającej czy budującej domy. Ja nie mogę sobie pozwolić na to, żeby komuś doradzić rozwiązanie, co do którego nie mam stuprocentowej pewności, że zadziała, i nie mogę komuś wybudować domu, w którym nie mam stuprocentowej pewności, że za kilka lat ta wilgoć nie wyjdzie.
Jeżeli ktoś lubi ryzyko i robi to na własną odpowiedzialność, może robić tak, jak zrobił sąsiad. Dlaczego folia nie sprawdza się jako hydroizolacja[KRYSTIAN] Nie mam z tym absolutnie problemu. I tutaj myślę, że przechodzimy do tej folii, o której zacząłeś. To jest najpopularniejsze rozwiązanie stosowane jako pseudo-hydroizolacja właśnie na posadzce parteru. Dlaczego mówię pseudo-hydroizolacja? Bo po pierwsze jest stosowana za późno, czyli w momencie, kiedy już leżą jakieś tam instalacje i nie ma jak tego uszczelnić. Po drugie dlatego, że folię bardzo źle się łączy z hydroizolacją pod ścianami parteru, pod trzpieniami. To jest naprawdę kłopot. Jeżeli ktoś dał tradycyjną papę, to jest praktycznie nie do połączenia jedno z drugim. Trzeba stosować tyle różnych dziwnych zabiegów, żeby to połączyć, więc absolutnie odradzam. I po trzecie dlatego, że folię bardzo łatwo jest przedziurawić. Ona nie jest zbyt mocnym materiałem do dalszych prac. Muszę wrócić kilka kroków wstecz albo powiedzieć coś ogólniejszego. Sama z siebie folia, jeżeli kupimy ją w sklepie, jest szczelna. Jak położymy ją na podłodze w domu, w mieszkaniu, gdziekolwiek, i wylejemy na nią szklankę wody, ta woda nie przesiąknie nigdy. A przynajmniej chyba nie za naszego życia. Prędzej odparuje i nie będzie z tym problemu. I to jest w porządku. Taki produkt może mieć atest, może być dopuszczona do zastosowania w budownictwie. Absolutnie jest dobra sama z siebie. Problem polega na połączeniach i na tym, że folię, czyli hydroizolację, powinniśmy zastosować przed wykonaniem takich rzeczy jak instalacja elektryczna, jeśli będzie szła po podłodze, co zawsze odradzam. Zalecam raczej, żeby szła po suficie i po ścianach, po to, żeby nie szła właśnie po podłodze, bo sobie robimy kłopot z hydroizolacją. Zobacz też:Błędy przy budowie domu, czyli "gdybym budował drugi raz"... Problem odporności folii na uszkodzenia[KRYSTIAN] Jeżeli chcemy ją zrobić przed instalacją elektryczną, to także przed instalacją hydrauliczną, także przed tynkami. To znaczy, że te wszystkie ekipy będą chodziły po tej biednej hydroizolacji. I folia absolutnie nie ma żadnych szans, żeby to przetrzymać. Tutaj z definicji nigdy nie ma szans, żeby zadziałać. Nawet gdybyśmy zrobili to po wszystkim, zakładając, że po posadce nic nie idzie, to chodzenie po niej, po chudym betonie, który jest ostry, spowoduje, że ją przedziurawimy. Tutaj nie ma w ogóle dyskusji, bo tak jest. Folie nie są aż tak bardzo mocne, żeby wytrzymały taki ruch pieszy. Jeżeli byśmy ją położyli i od razu na niej położyli styropian, to spokojnie wytrzyma. Natomiast w każdej innej sytuacji folia nie ma szans w starciu z ostrym betonem i butami osób, które po niej chodzą. Dlatego folia sama z siebie jest w porządku, ale cały proces budowy, moment jej układania i sposoby łączenia powodują, że z mojego punktu widzenia to jest absolutna dyskwalifikacja jako produktu, ponieważ nie da się zapewnić jej szczelności już na etapie budowy. Mit wywijania folii na ścianę[SŁAWEK] Okej, alе jeżeli nie łączysz hydroizolacji z hydroizolacją pod ścianami, to zwykle folia wywija się na ściany, na te kilkanaście centymetrów. Czy to nie powoduje, że mimo wszystko wilgoć ma problem z dostaniem się do wnętrza domu, ponieważ nie leży ona równo, nie jest przycięta równo ze ścianą, tylko jest na nią właśnie wywinięta? [KRYSTIAN] Tak, wiesz co, cały czas się zastanawiam. Jeszcze nie odkryłem żadnych źródeł historycznych, skąd wziął się ten mit o wywijaniu folii na ścianę. Nie wiem, czemu to miałoby służyć — naprawdę nie mam pojęcia. Bo czy utniesz ją na równo ze ścianą, czy ją wywiniesz, czy to bardziej lub mniej uszczelnia połączenie jej z hydroizolacją pod posadzką albo połączenie folii z hydroizolacją pod ścianą parteru? Nie, nie ma różnicy. Więc co miałoby pomóc wywijanie folii na ścianę? Nie mam pojęcia, nie wiem, skąd to się wzięło i dlaczego ta mitologia ciągle jest powtarzana. Jeżeli ktoś wie, to śmiało niech napisze w komentarzu, bo może z czegoś to wynika — na przykład z jakiegoś zabobonu budowlanego, bo to nie ma żadnego uzasadnienia technicznego. Po prostu jedynym uszczelnieniem połączenia jest klejenie folii lub uszczelnienie samego połączenia jednej i drugiej hydroizolacji. [SŁAWEK] To czekaj, zastanówmy się w takim razie. Mamy ją wywiniętą w górę, czyli otacza ona kolejne warstwy podłogi, takie jak wylewka, styropian i tak dalej. Powiedzmy, że jest ucięta równo z wylewką cementową lub innego typu. W ten sposób powstaje pewnego rodzaju zabezpieczenie podłogi, gdzie wilgoć nie jest w stanie dostać się z boku ani od dołu, o ile folia nie jest podziurawiona. Jeżeli będzie jednak ułożona poziomo, czyli nie będzie wywinięta, istnieje ryzyko, że wilgoć dostanie się z boków na podłogę. [KRYSTIAN] A skąd ta wilgoć miałaby się brać w bokach, czyli w ścianach? [SŁAWEK] Z gruntu, na przykład. [KRYSTIAN] Ale mamy, a przynajmniej teoretycznie powinniśmy mieć hydroizolację pod ścianą. [SŁAWEK] No. [KRYSTIAN] To tak. Czyli jak wilgoć miałaby się dostać? Nie ma jak. Musiałaby się dostać przez ścianę, po prostu z zewnątrz. Na zewnątrz mamy osobny temat hydroizolacji, którego dzisiaj nie będziemy poruszać. Jednak jeżeli wilgoć nie dostaje się z zewnątrz do ściany od spodu, to nie ma w jaki sposób dostać się, tak jak mówisz, z boku do wylewki. To jest niemożliwe, przynajmniej w prawidłowo wykonanym domu, więc to jest taki mit. Analiza skuteczności wywijania folii[SŁAWEK] Okej, teraz rozumiem. Czyli jeśli mamy hydroizolację pod ścianami, to w sumie nie ma znaczenia, czy folię wywijamy, czy nie, ponieważ i tak w tym miejscu nie powinno być podciągania kapilarnego. Nie jest wykonana prawidłowo i występują jakieś dziury lub przerwy, to może do niego dojść. W takim przypadku wywinięta folia może być dodatkowym czynnikiem, który zmniejszy ryzyko, gdy hydroizolacja pod ścianami nie będzie skuteczna. [KRYSTIAN] Tak, alе zobacz, co wtedy się dzieje. W takim wypadku, zakładając, że masz nieskuteczną hydroizolację pod ścianami parteru, ale masz folię wywiniętą na ścianę, wilgoć dostaje się do niej, nie dostaje się do posadzki. Ma trudniej, żeby wyparować ze ściany, co bardziej ją zawilgacja, ale pozostawia suchą posadzkę. Czy to rozwiązuje problem? Nie. Po prostu blokuje problem, żeby przeszedł z jednego miejsca do drugiego, ale go w żaden sposób nie rozwiązuje. [SŁAWEK] Teraz rozumiem. Czyli to wywijanie jest, tak się przyjęło, skuteczne, bo rzeczywiście intuicyjnie było to dla mnie raczej jasne: wywijam, więc jest lepiej. A tak naprawdę wilgoć dalej jest, jeśli się jej nie pozbywamy. Idealnie byłoby, żeby w ogóle jej nie było, na poziomie zero, alе nigdy nie mamy takich gwarancji. To też jest trudno zrozumieć, bo zależy to od ryzyka, od warunków gruntowych, a także od trochę szczęścia. Niektórzy budują domy na gruntach piaszczystych i rzadziej mają takie problemy. Inni budują na gruntach gliniastych i mogą mieć większe problemy z wilgocią. Jednak trudno oszacować, kto ma jakie ryzyko i w jakim procencie. Jak właściwie planować hydroizolację[KRYSTIAN] Właśnie, wiesz co, to jest odpowiedzialność projektanta tak naprawdę i kierownika budowy, którzy powinni oszacować to ryzyko. Oczywiście istnieje taki starożytny podział, wynikający z jakiejś bardzo starej polskiej normy, która ciągle jest przytaczana w kontekście hydroizolacji typu lekkiego, średniego i ciężkiego. Jednak odradzam stosowanie tego podziału, ponieważ jest to norma, chyba z lat sześćdziesiątych lub jeszcze starsza. Wywodzi się z czasów, gdy nie istniały jeszcze dzisiejsze materiały hydroizolacyjne, takie jak znamy je obecnie, więc trzeba było radzić sobie inaczej. Absolutnie odradzam tego podziału, bo nie przystaje do dzisiejszych czasów. Mimo wszystko jakoś trzeba sobie radzić i faktycznie są miejsca bardziej narażone na wodę gruntową oraz takie, które są mniej narażone. Tak jak mówisz, czasami mamy grunty przepuszczalne, piaski, a czasami gliniaste, gdzie poziom wód gruntowych jest wysoki i wtedy stopień narażenia jest zupełnie inny. Jednak w obu przypadkach jesteśmy w stanie wykonać solidną i całkowicie szczelną hydroizolację posadzki, którą trzeba zrobić bez względu na warunki. Nawet jeśli mamy korzystne warunki gruntowe, to ja nikomu z czystym sumieniem nie polecam robienia jakiegoś jej substytutu. Kompleksowe podejście[KRYSTIAN] Hydroizolacja zabezpiecza również przed, jak mówiłem na początku, parą wodną i radonem. Dlatego szczelność jest moim zdaniem absolutnie konieczna. Możemy jedynie zastosować tańsze lub droższe rozwiązania. Rozumiem, że zmierzasz do konkretnych rozwiązań. Często mówimy także w kursie, że powinniśmy przewidywać, co będzie się działo za jakiś czas. Robimy hydroizolację odpowiednio wcześnie, myślimy o niej z wyprzedzeniem, aby wykonać ją przed instalacją elektryczną. Instalacje elektryczne nie powinny być prowadzone potem, aby jej nie uszkodzić. Trzeba więc zaplanować kolejność prac. Po drugie, to, czego użyjemy do hydroizolacji posadzki i parteru, zależy od materiałów zastosowanych wcześniej do izolacji pod ścianami parteru. Te dwa materiały muszą się ze sobą łączyć. Może się zdarzyć, że materiały się nie łączą. Na przykład, jeśli pod posadzką i pod ścianą parteru użyjemy papy, a na posadzce chcemy zastosować folię — bardzo ekonomiczne i popularne rozwiązanie — to te dwa materiały praktycznie się nie łączą. Można próbować, osobiście próbowałem w warunkach laboratoryjnych i da się je połączyć, ale na budowie nie jest to możliwe ze względu na brud, brak czystości i fakt, że folia nie chce kleić się z kurzem. Jeśli tego nie przewidzimy wcześniej, zostajemy ograniczeni do niektórych wyborów. Konkretne rozwiązania hydroizolacyjne Wymagania dla folii HDPE[KRYSTIAN] Trzeba rozpatrywać to systemowo i kompleksowo. Jeśli ktoś ma naprawdę bardzo korzystne warunki gruntowe i jest przekonany, że folia mu wystarczy, powinien zadbać o to, aby była dobrej jakości, przynajmniej pół milimetra grubości. Trzeba też zwrócić uwagę na drugi ważny parametr, czyli tolerancję wymiaru grubości folii. Czasami producenci oferują folię o grubości pół milimetra, ale z tolerancją plus minus 70%. Oznacza to, że może mieć pół milimetra minus 70% w skrajnym przypadku i nadal jest uznawana za zgodną z normą. Takie rozwiązania należy od razu odrzucić. Trzeba szukać folii, która ma naprawdę dobrą tolerancję grubości oraz wysoką grubość nominalną. Jeśli kupimy folię 0,2 mm z tolerancją plus minus 70%, to w praktyce otrzymujemy coś na poziomie woreczka śniadaniowego. Jeśli ktoś chciałby zastosować taki produkt na własną odpowiedzialność, czego nie polecam, powinien użyć pod ścianami parteru również folii HDPE, które da się ze sobą skleić. Folie HDPE można wyczyścić i odtłuścić na części wystającej spod ściany, a następnie połączyć za pomocą taśmy butylowej lub kleju butylowego. W ten sposób uzyskujemy szczelne połączenie, na którym nam zależy, bez żadnych dziwnych pomysłów. Alternatywne materiały hydroizolacyjne[KRYSTIAN] Jeżeli chcemy użyć innych materiałów, omówię tutaj chyba najpopularniejsze rozwiązania. Jeśli pod ścianą parteru zastosujemy papę, musimy przewidzieć rodzaj hydroizolacji, która później będzie się z tą papą łączyła. Na przykład papa termozgrzewalna dobrze łączy się z papą, masa KMB również, pod warunkiem, że papę wyczyścimy i zagruntujemy. To właściwie tyle. Trzeba to przewidzieć. Dodatkowo zastosujemy wtedy izolację przewidzianą do trudniejszych warunków gruntowych, czyli do miejsc bardziej narażonych na wodę gruntową. Z popularnych produktów do hydroizolacji posadzki jest też membrana z tworzywa sztucznego, chyba o grubości 1–1,5 mm, bardzo fajny produkt. Nie chciałbym wymieniać nazwy, aby nie wyglądało to na sponsoring, ale ta membrana trudno łączy się z papą, podobnie jak folia. Za to całkiem dobrze powinna się połączyć z folią HDPE pod ścianami parteru. Znowu więc trzeba to przewidzieć. Z popularnych produktów mamy jeszcze szlamy, czyli masy polimerowo-cementowe, które mogą być stosowane zarówno pod ścianami, jak i na posadzce parteru. Jednak one łączą się z papą tylko na zakład w taki sposób, że szlam jest pod spodem, a papa na zewnątrz. Nie łączą się dobrze z folią, klejenie tutaj nie wychodzi, po prostu nie ma dobrego połączenia. Podsumowując, jest kilka możliwości, które trzeba z wyprzedzeniem przemyśleć razem z kolejnością prac, aby wszystko zadziałało, było szczelne i bezpieczne. Problemy z projektami budowlanymi[SŁAWEK] Dodam tylko, że w kursie są zdjęcia, są opisy, pokazujemy, jakie produkty zastosować. W podcaście siłą rzeczy tego pokazać nie możemy. Natomiast jeszcze tak wracam do projektantów i projektów — mimo wszystko dalej widzę w nich hydroizolację. Jest napisane nawet: hydroizolacja: folia PE 0,3 mm. Czasami projektanci, chyba wiedząc o tym, że to nie jest takie skuteczne rozwiązanie, piszą „dwa razy folia 0,3 mm”. Czyli dajmy nieskuteczne rozwiązanie, ale damy też drugą warstwę nieskutecznego rozwiązania, żeby podwyższyć skuteczność rozwiązania. Trochę nie rozumiem tego. To pokazuje tylko, że jeżeli mamy taki projekt, to projektant nie za bardzo wie, co robi. Chociaż warto go zapytać o uzasadnienie tego rozwiązania i warto drążyć temat samodzielnie, na przykład z kierownikiem budowy. Można choćby zapytać o to, co zastosować. Jeżeli budujemy się systemem zleconym, czyli sami angażujemy wykonawców do poszczególnych prac, warto ustalić, kto tę hydroizolację wykona. Może to zrobić na przykład ekipa od stanu surowego otwartego, ale musisz z nią to ustalić wcześniej. Dlaczego nie polecamy folii[KRYSTIAN] Tak, tutaj mówimy o tej folii i narzekamy na nią, chociaż wiem, że wiele osób ją stosuje. Tylko znowu powtórzę się — wiem, folia może być skuteczna przez jakiś czas. Jeżeli sąsiad tak się wybudował, to nie znaczy, że u mnie to też zadziała, a nawet jeśli zadziała, to nie wiadomo, czy będzie działać przez cały okres użytkowania budynku, przez kolejne 10, 20 czy 50 lat. Po drugie, budujemy się na coraz trudniejszych geologicznie i geotechnicznie obszarach, ponieważ terenów pod zabudowę mieszkaniową ubywa. Ludzie budują domy w miejscach coraz gorszych pod tym względem, gdzie są coraz wyższe wody gruntowe… To moim zdaniem jest coś, co powinniśmy brać pod uwagę. Trzecia sprawa jest taka, że mamy ostatnio raczej suche lata, a poziom wód gruntowych często jest trochę niżej. To nie znaczy, że sytuacja nie zmieni się znowu już za kilka lat, że poziom wód gruntowych się podniesie i sytuacja pójdzie w drugą stronę, a nasz budynek będzie bardziej narażony. I co z tego wynika? Powiedzmy w 90% ta hydroizolacja z folii się sprawdzi i ktoś nie zauważy różnicy, a przynajmniej nie teraz. Za 50 lat jednak zapomni, że przyczyną jego grzyba na ścianach jest to, że nie ma porządnego zabezpieczenia. Możemy się w ten sposób oszukiwać, ale nie polecam. Po prostu z czystym sumieniem do tego ręki nie przyłożę. Przestarzałe rozwiązania w projektach[KRYSTIAN] Natomiast to, co zahaczyłeś, to, co chciałem powiedzieć na temat projektantów — widzę coraz więcej poprawy w projektach. To raz: trafiają do mnie coraz lepsze projekty, bez folii. Z drugiej strony ciągle spotykam się z rozwiązaniem, gdzie jest napisane, że pod ścianami należy stosować dwa razy papę na lepiku. Nie wiem, czy udało Ci się kiedyś zobaczyć na żywo lepik asfaltowy. Ja ostatnio widziałem lepik za dzieciaka, kiedy mój dziadek smarował nim dach. [SŁAWEK] Tak, faktycznie. Ja też. [KRYSTIAN] W projektach do dzisiaj jest napisane „Papa na lepiku”. Trzydzieści lat później. [SŁAWEK] Już się nie dziwię, że na przykład jest oznaczenie betonu według starego nazewnictwa typu beton B15 zamiast nowego nazewnictwa z literką C i tak dalej, i tak dalej. W każdym zawodzie chyba tak jest, że jeżeli czegoś się nauczyłeś i potem się nie rozwijasz, to zostajesz z tyłu, ale jesteś przekonany o tym, że wszystko robisz dobrze. A trzeba być na bieżąco. Budowa domu wydaje się, że tutaj nie ma zbyt wielu zmian w porównaniu, nie wiem, z informatyką na przykład. Ale jak spojrzymy na to, jak się budowano 20 lat temu, a jak teraz, to kurczę, tych różnic jest naprawdę bardzo dużo. Ta świadomość rośnie i to, w jaki sposób wybudować dom bez błędów, jest coraz większa. Projektanci, którzy projektują od 20–30 lat i nie uzupełniają swojej wiedzy, proponują różne rozwiązania na zasadzie: „tak zawsze projektujemy, to co się może złego stać”. Ci nowi albo ci projektanci, którzy projektują od długiego czasu, ale się rozwijają cały czas i zdobywają wiedzę, już wiedzą, jakie rozwiązania mogą zastosować. I w momencie, kiedy inwestor powie: „A po co to?”, to możesz z nim porozmawiać. To jest takie rozwiązanie, które daje skuteczność 100%. Można zaoszczędzić, robiąc coś innego, ale to się wiąże z tym i z tym, więc jest jakaś rozmowa. Jednak jeżeli projektant po prostu domyślnie daje wszędzie folię 0,3 mm i nawet nie informuje inwestora o potencjalnym ryzyku, to powiem ci – słabo. To nie tak to powinno wyglądać. Dlaczego dzisiejsze budownictwo różni się od dawnego[KRYSTIAN] To się tyczy projektanta, tak samo jak wykonawcy czy kierownika budowy. Wiesz co, podam ci jeszcze jeden przykład, przemawiający właśnie za tym, że świat się zmienił, jeśli chodzi o budownictwo. Często spotykam się z argumentem, że 100 lat temu tak się budowało i domy dalej stoją. To jest takie stwierdzenie, że domy postawione sprzed 100 lat dalej stoją. I jakby to jest sukces, prawda? Wiesz, piramidy były postawione 5000 lat temu i dalej stoją. Ale czy w dzisiejszym świecie, czy w dzisiejszych oczekiwaniach inwestorów najwyższym celem jest tylko to, żeby dom stał? Chyba nie. Sto lat temu sukcesem było to, że dom istniał i stał. Jeśli był trochę zawilgocony, nikt się tym nie przejmował. Jeśli troszeczkę przeciekał dach, nikt się tym nie przejmował. Jeżeli lekko popękały ściany, nikt się tym nie przejmował. Po prostu fakt, że dom istniał, był sukcesem. Nawet nie miał łazienki, bo w tamtych czasach nie było to standardem. Ale to był sukces i taki był wtedy standard. Dzisiaj standard jest inny. Nawet malutkie rysy na ścianach już są problemem. Tak jak mówiłeś o tej kafelce na początku, która jest milimetr krzywo – ten milimetr już boli twoje oczekiwania. Więc dzisiaj mamy po prostu inne wymagania co do jakości. Różnice w bilansie energetycznym budynków[KRYSTIAN] W związku z rozwojem technologii, materiałów budowlanych i przede wszystkim energooszczędności, zmienił się balans tego, co dzieje się w budynku pod względem cieplno-wilgotnościowym. Dawno, dawno temu, czyli około 100 lat temu, dom murowany był z cegły na grubość pełnej cegły, czyli 25 centymetrów, bez żadnego tynku na zewnątrz, bez ocieplenia. W środku był jeden wielki piec na węgiel. Dom miał powiedzmy 50–60 metrów kwadratowych powierzchni i spalał 5 ton węgla na sezon. To znaczy, że energia powstała z 5 ton węgla służyła nie tylko do ogrzania domu, ale także do odparowania wilgoci, która dostała się do ścian z deszczu czy gruntu. Oprócz tego, że dom był ogrzany i w środku było ciepło, ta ilość energii powodowała, że wraz z ciepłem wilgoć mogła odparować. Po prostu suszyliśmy w ten sposób swoje domy. Dzisiaj nie chcemy zużywać 5 ton węgla na sezon, z przyczyn oczywistych. Poza tym nasze domy są znacznie większe niż te sprzed 100 lat, więc zużywalibyśmy pewnie 10 ton węgla, budując w takim standardzie. Dlatego robimy ocieplenie, hydroizolację tu i tam, dbamy o szczelność, żeby nie wiało, nie kapało, było komfortowo, nie pękało i nie zawilgacało się. Nasz dom staje się bardzo szczelny, dzięki czemu wilgoć, która się gdzieś dostanie do środka, ma problem, żeby z niego wyparować. Na dodatek zużywamy znacznie mniej energii, żeby ten dom ogrzać, a tym samym odparować wilgoć. Robimy coś na kształt puszki, więc musimy naprawdę bardzo mocno dbać o to, żeby się do środka nie dostawała, bo później ma dużo trudniej wyjść niż to było 100 lat temu. Porównywanie więc tego, że dom 100 lat temu stał i dzisiaj stoi, i że dzisiaj będzie stał tak samo, jest nietrafione. Mamy dzisiaj dużo inne oczekiwania i dużo wyższy standard jakości, więc moim zdaniem nie powinniśmy się do tego odnosić. Różnice w konstrukcji dawnych domów[SŁAWEK] Ciekawe spostrzeżenie, bo nigdy nie patrzyłem na stare domy pod tym kątem. Dużo energii wkładaliśmy po to, żeby je osuszać, co rzeczywiście pamiętam z domu moich dziadków. Przecież były tam piece kaflowe — uwielbiałem rozpalać ten piec. Potem cały dom był gorący, a ściany cieplutkie. Po wyłączeniu takiego pieca było przez wiele, wiele godzin ciepło. Rzeczywiście wilgoć nie miała tam prawa przetrwać zbyt długo, dlatego te domy mogły stać dłużej. Aczkolwiek nie wszystkie, oczywiście, bo widzimy tylko te, które przetrwały. Nie widzimy tych, których już nie ma, bo coś się z nimi stało. [KRYSTIAN] Powiem Ci więcej jeszcze, że w tamtych czasach hydroizolacja też nie była aż tak ważna, jakby z tego względu, o którym mówię, ale w jakiś sposób to było przemyślane i funkcjonowało. Bardzo często budowały się domy na fundamentach kamiennych, które już same z siebie utrudniały podciąganie kapilarne wilgoci. Mimo że nie było papy typowej jako hydroizolacji poziomej ani żadnych innych zabiegów, te domy bardzo mocno nie podciągały wody kapilarnie z gruntu. Chociaż to zjawisko nie było całkowicie wykluczone, to było zredukowane dzięki fundamentom kamiennym. Nie wiem, czy wiesz, jak wyglądały posadzki na gruncie w tamtych czasach? Zwykle był to wysypany piasek, ubity, na to położone legary i deski. Taki układ warstw podłogi był paroprzepuszczalny. Jeżeli pojawiła się tam jakaś wilgoć, mogła stosunkowo łatwo wyjść, ponieważ nie było folii ani kafelek czy innych materiałów, które blokowałyby przepływ pary. Dzięki temu wszystkiemu, a także dużej ilości energii, wszystko po prostu schło. Nawet jeśli miałeś na dachu tradycyjne ceramiczne dachówki, bez żadnych zamków bocznych czy poziomych na górze i na dole, bez wstępnego krycia z papy, o membranach nie wspominając, tylko deski kładzione – i to deski z oflisami, czyli w ogóle nieobrzynane, surowe, położone na zakładkę – to co spadło przez dachówkę, a spadało tego całkiem sporo, wpadało na te deski. Deski zamakały, ale wysychały, ponieważ wszystko było tak nieszczelne, że nie stanowiło to problemu. Te deski potrafiły wytrzymać 100 lat bez żadnej impregnacji czy innych zabiegów. Prędzej je zjadły korniki, niż zapleśniały czy zgniły. Dzisiaj, jak położysz na dachu papę na mokrym drewnie, w pełni dyskowanym, i szczelnie zamkniesz budynek na zimę, to na wiosnę masz zagrzybione całe drewno. Kiedyś tego absolutnie nie było, bo była inna technologia. Porównywanie tych czasów to w ogóle niebo a ziemia. Podsumowanie i zakończenie[SŁAWEK] Wiesz co, trzeba by napisać jakiś artykuł na temat tego, jak budowano 100 lat temu, bo to są fajne informacje. Słuchaj, tak jakbyś otworzył mi oczy na to, dlaczego kiedyś było tak, a teraz jest inaczej. Ja chcę artykuł, więc jeśli chcecie więcej informacji na temat starych technologii, dlaczego teraz trzeba trochę inaczej budować domy niż kiedyś, to dajcie znać w komentarzach. Bardzo Was proszę, bo chcę napisać ten artykuł. Albo nagramy sobie podcast. Bo czemu by nie? Słuchaj, wielkie dzięki. Oczywiście, jeśli macie jakieś inne tematy dla nas, to zachęcamy. Tak, bo po to jesteśmy, żeby Wam pomóc. Jeśli macie jakieś ciekawe treści, tematy albo na przykład może jakiś produkt widzieliście w internecie, do którego działania nie jesteście przekonani — typu jakieś magiczne urządzenia zmniejszające rachunki za energię dwukrotnie albo trzykrotnie — to chętnie takie rzeczy omówimy. Skoro nie jesteśmy sponsorowani, to też się nie boimy wypowiadać na różne tematy, które mogą być niewygodne w innej sytuacji. Lubimy pokazywać sprawdzone rozwiązania i bardzo lubimy krytykować to, co nie ma sensu. [KRYSTIAN] Tak jak widać, opowiadamy nasze podcasty i przemyślenia na podstawie Waszych pytań, które w tym przypadku akurat pojawiały się na zamkniętych grupach na Facebooku. Jeśli ktoś chciałby dołączyć do tych grup, najlepiej zapisać się do kursu. Jeśli macie dodatkowe pytania, to po to są komentarze, nasze grupy na Facebooku oraz kursy, aby dowiedzieć się wszystkich możliwych szczegółów. Co ważne, jeśli ktoś chciałby zlecić budowę domu kompleksowo generalnemu wykonawcy – pod klucz lub do stanu deweloperskiego – to takim wykonawcą generalnym mogę być ja. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, zapraszam do kontaktu: https://www.quatro-domy.pl/. Artykuł Folia na chudziak? To błąd! Sprawdź, dlaczego! pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Jak zabezpieczyć budowę na zimę? Dylematy budowlane #74 | 25 Jun 2024 | 00:36:08 | |
Lato w pełni to najlepszy moment, żeby się nieco ochłodzi A dokładniej rzecz biorąc: jeśli zaczynasz budowę latem, bo najprawdopodobniej nie zdążysz wykonać wszystkich prac przed zimą. Pojawia się zatem pytanie:
Właśnie na te pytania odpowiedzmy w dzisiejszym podcaście. Zapraszamy do słuchania! https://blog.poradnik-budowlany.com/podcast/Dylematy_budowlane_74.mp3Artykuł Jak zabezpieczyć budowę na zimę? Dylematy budowlane #74 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Więźba dachowa – tradycyjna, prefabrykowana? Jaki rodzaj wybrać | 17 Oct 2023 | 00:54:51 | |
We współczesnym budownictwie coraz częściej stosuje się prefabrykowane wiązary dachowe w miejsce tradycyjnej, wykonywanej na budowie więźby. Czy to dobry kierunek? Które z rozwiązań jest lepsze: nowoczesne czy tradycyjne? Zagadnienia te zgłębiamy w dzisiejszym podcaście. Informacja: Wpis jest transkrypcją podcastu dostosowaną do czytania. Zawiera fragmenty wyjaśniające i uzupełniające, które nie znalazły się w nagraniu. Możesz również odsłuchać podcastu na YouTube. Co to jest więźba dachowa?Więźba dachowa to konstrukcja nośna dachu, która składa się z belek, krokwi, murłat i innych elementów drewnianych, metalowych lub betonowych. Jej głównym zadaniem jest przenoszenie obciążeń z pokrycia dachowego na ściany budynku, zapewniając stabilność i wytrzymałość całej konstrukcji. Więźba dachowa może mieć różne kształty i typy, zależnie od rodzaju dachu oraz lokalnych warunków klimatycznych i architektonicznych. [SŁAWEK} Dzisiaj będzie o tym, czy wybrać więźbę prefabrykowaną, czy taką robioną na budowie. [KRYSTIAN] Tak, dzisiaj właśnie o tym chcieliśmy porozmawiać. Mamy dwie możliwości – pierwsza jest taka, że tradycyjnie wykonuje się więźbę z drewna na budowie, na miejscu, cieśle ją na miejscu docinają, montują, zbijają, skręcają i stoi. A druga możliwość jest taka, że zamawiamy sobie gotową więźbę prefabrykowaną z zakładu prefabrykacji, przyjeżdżają gotowe wiązary i montowane są za pomocą dźwigu specjalistycznej ekipy w ciągu jednego, dwóch dni. Jaka jest różnica? Sławek, czy masz na ten temat jakieś zdanie? Rodzaje więźb dachowychNajczęściej stosowane rodzaje więźb dachowych to:
Pobierz kosztorys budowy, poradnik o wyborze wykonawców i megaporadnik o działce. Będę informował Cię także o nowych publikacjach na blogu Koszt więźby dachowej[SŁAWEK] Zapewne koszty są inne. Coś za coś, tak? Jak chcemy coś mieć w jeden, dwa dni, to płacimy więcej. [KRYSTIAN] Koszty kosztami, tylko wiesz, ja bym zostawił je tak troszeczkę z boku na razie. Mówimy tutaj o dwóch kompletnie różnych rozwiązaniach i właściwie możemy je porównać pod względem kosztów, tylko żeby to porównanie było prawidłowe i miarodajne, trzeba pamiętać, że w przypadku więźby wykonywanej na budowie, trzeba by wydzielić koszt robocizny ze stanu surowego, samej robocizny. Trzeba by było przyjąć, a najlepiej w ogóle kupić i zamontować drewno, które jest suszone, strugane i certyfikowane – to jest pierwsza rzecz, która oczywiście ma wpływ na koszty, ale też ma wpływ na jakość całej konstrukcji. Nie oszukujmy się, w polskim budownictwie niestety, o czym wielokrotnie pisaliśmy i pewnie mówiliśmy tu i ówdzie, stosuje się powszechnie drewno mokre z fałszywymi certyfikatami wytrzymałości do budowy tej dosyć odpowiedzialnej konstrukcji.
Jeżeli porównujemy wykonane niezgodnie ze sztuką mokre drewno z drewnem suchym, z którego jest zrobiona konstrukcja prefabrykowana, to siłą rzeczy ten koszt będzie inny. Gdybyśmy porównywali drewno kupione faktycznie z certyfikatem, suszone i strugane, to ten koszt już aż tak bardzo nie będzie się różnił. Więc tutaj z tymi kosztami to bym powiedział, że ostrożnie przede wszystkim. Z technicznego punktu widzenia jakościowego różnica jest w jakości drewna, bo zakłady takie prefabrykujące wiązary dachowe nie stosują drewna mokrego bez certyfikatu albo z podrobionym certyfikatem, to się praktycznie nie zdarza. Natomiast praktycznie zawsze albo w dziewięćdziesięciu paru procentach przypadków kupując mokre drewno z certyfikatem możemy być pewni, że ono ma certyfikat fałszywy. Nie można wystawić certyfikatu dla drewna mokrego. Po prostu to jest niezgodne z normami. Więc tak, to tutaj pierwsza rzecz jeśli chodzi o jakość. A coś chcesz powiedzieć? Dostępność suchego drewna na konstrukcję dachu[SŁAWEK] Tak, od razu mam pytanie, bo już kilka osób pytało o to, że to było chyba nawet pod moim filmem o domach szkieletowych, że kupić drewno takie, o którym mówisz, właściwie nie jest możliwe. O odpowiedniej klasie, suche i tak dalej, i tak dalej. I jestem ciekawy, czy masz doświadczenie z tym, że takiego drewna może rzeczywiście nie być w niektórych rejonach kraju, czy po prostu trzeba się naszukać, żeby takie drewno znaleźć. Bo rzeczywiście większość drewna, które jest sprzedawane jest trochę takiego niewiadomego pochodzenia o niewiadomych parametrach. [KRYSTIAN] Na pewno trzeba się naszukać, bo to nie jest tak, że takiego drewna nie ma. Ja też mówię z doświadczenia w mojej okolicy, bo nie wiem jak jest w całym kraju, ale jestem święcie przekonany, że takie drewno jest. Z tego co widzę u mnie po okolicy, w okolicznych tartakach najbliżej mnie. W takich mniejszych tam nie mają suszarni, więc kupują po prostu całe drewno z lasu, przecierają je na deski czy na belki, czy jakąkolwiek inną tarcicę potrzebną i sprzedają mokre. I taka jest powszechna praktyka, bo ludzie kupują, więc oni tak robią i sprzedają. A do tego piszą sobie certyfikat, bo można. I tak jest w wielu, bardzo wielu tartakach takich mniejszych, ale są większe składy drzewne i u mnie najbliższy, który znalazłem jest jakieś 50 kilometrów ode mnie. Więc to też nie jest tak, że jakoś bardzo daleko, ale bardzo blisko też nie, bo najbliższy tartak jest pewnie 5 kilometrów ode mnie i tam można dostać drewno typu suszone, klejone, KVH i tak dalej. Oczywiście cena jest inna, trzeba dopłacić za transport. Ale wtedy kupuje się pełnowartościowy produkt, więc to nie jest tak, że tego drewna nie ma, po prostu trzeba troszeczkę bardziej poszukać i szukanie po takich małych wiejskich tartakach raczej nie przyniesie spodziewanego rezultatu, właściwie na pewno nie. Więc tak, takie drewno jest, czy ono jest trudniej dostępne? Nie, po prostu trzeba go szukać w inny sposób albo troszeczkę dalej niż obok domu. Mokre drewno nie jest problemem?[SŁAWEK] Pociągnijmy temat, dlatego że skoro 90% budynków stosuje drewno niecertyfikowane, i nic złego się nie dzieje, to pytanie, czy to rzeczywiście jest problem. Dwa dni temu ktoś napisał komentarz pod moim filmem właśnie dotyczącym domów szkieletowych. Przeczytam ten komentarz: Zrobiłem dach z surowego drewna prosto z tartaku. Nie było za PRL-u drewna suszonego i certyfikowanego. Dach został odeskowany i pokryty papą. Dom nie miał okien ani drzwi i stał w takim stanie dwa lata. Drewno w tym czasie wyschło i nic się do tej pory, czyli 35 lat, nie dzieje. Czy jest to argument z zastosowaniem w takim razie drewna bez certyfikatów? Ten przypadek? [KRYSTIAN] To taki sam argument jak to, że a ja nie zrobiłem hydroizolacji i dom stoi. Spoko, wiesz. Oczywiście można budować źle, jak ktoś chce. Swój własny dom za własne pieniądze budować źle. Czy za PRL nie było drewna suszonego? Było – to po pierwsze. Po drugie, kiedyś, jak się budowało domy (i to chyba jeszcze było wcześniej niż za PRL bo to był taki okres błędów i wypaczeń, więc może to nie jest najlepszy okres do porównywania się w naszej historii), ale jeszcze wcześniej, gdy budowało się domy, stodoły, jakieś takie konstrukcje typowo z drewna, to drewno było sezonowane po prostu, nie było suszarni. Drewno musiało iść do tartaku, z tartaku wracały deski, deski brało się na sztaple i leżały sobie 5 lat pod dachem w suchym, żeby wyschły. I to wystarczało, bo to co miało pęknąć to pękło, sęki, które miały wypaść to wypadły, to co było mokre wyschło i takie drewno nadawało się jak najbardziej do zastosowania. Nie było norm. Dzisiaj mamy troszeczkę większe wymagania, troszeczkę większe możliwości. A że w tym przypadku nic się nie stało – super, ja widziałem w ciągu ostatnich lat dosłownie kilka przypadków. I mogę o nich opowiedzieć. Przypadki zastosowania niewysuszonego drewnaPierwszy był taki, że poszła na więźbę oczywiście mokra tarcica, mokre drewno. Na to poszła papa i zaraz zostały zamontowane okna, żeby budynek zamknąć na zimę. I zostało zamknięte na tyle szczelnie, że całe drewno zapleśniało. No i było wielkie czyszczenie całej więźby dachowej od spodu razem z pełnym deskowaniem, także trochę czasu i trochę pieniędzy na to poszło zupełnie niepotrzebnie. Inny przypadek, który widziałem to mokra krokiew. W momencie, gdy schła, tak bardzo się naprężyła od tego wysychania, tak duże naprężenia w niej powstały, że pękła w pół. Po prostu. Trzeci przypadek – mokre drewno. Została z niego zrobiona więźba dachowa i co się stało? Oczywiście powysychało już na dachu, a jak schło, to się wyginało. I tak bardzo się powyginało, że całą połać dachu trzeba było prostować pod to, żeby dachówka leżała prosto. W sensie pod łaty należało podkładać podkładki, bo inaczej nie byłoby płaszczyzny dachu, a płaska nowoczesna dachówka mogłaby słabo wyglądać, gdyby była cała pofalowana. Przeczytaj również: Kwestia bezpieczeństwa i oszczędności Więc znowuż – dodatkowa robota. Wspomnę już o tym, że wielokrotnie u mnie na grupie na Facebooku nawet ludzie pytają, czy to jest w porządku i czy to jest normalne, pokazując zdjęcie drewnianego słupa, który pękł wzdłuż w połowie, bo akurat wysychał, był całkowicie mokry, przewieziony, pękł i… I czy to jest w porządku, czy to jest bezpieczne. Co tu można powiedzieć, jak był przywieziony słup o nieznanej wytrzymałości wcześniej, a teraz jeszcze pękł, to jaką można dać odpowiedź, czy to jest bezpieczne? Żadnej tak naprawdę. Więc tak, budynki stoją od wielu, wielu lat, nic się z nimi nie dzieje, ale staramy się tutaj przekazywać możliwie najlepsze praktyki. I nie chcemy zachęcać do tego, żeby każdy ryzykował na swoim własnym domu, czy mu więźba pęknie, nie pęknie, wygnie się, nie wygnie. Po co to sobie robić? Jeśli ktoś chce, robi to na własną odpowiedzialność, niezgodnie ze sztuką budowlaną, niezgodnie z polskim prawem i kierownik budowy również niezgodnie takie coś podpisuje i trzeba mieć tego pełną świadomość. Ale jeżeli ktoś lubi ryzykować to tak samo nikomu nie możemy zabronić przekraczania prędkości na ulicy, więc… na podobnej zasadzie myślę, że można by tutaj to wyjaśnić. [SŁAWEK] Widzisz, taki trochę rynek jest, że jak budujesz dom i wszyscy wokoło mówią ci, że oni wybudowali dom w określony sposób i nic się nie dzieje, to aż można uwierzyć, że to jest dobry pomysł na budowanie, ale jak coś się zdarza raz na 10 razy na przykład, to kurczę, oby dla ciebie nie wpadło, nie? [KRYSTIAN] Możemy próbować zaoszczędzić, żeby było taniej, ale to może się zemścić. Jak ktoś lubi sobie zaryzykować, to czemu nie? Ja nie widzę przeszkód, tylko trzeba mieć pełną świadomość ryzyka, jakie się podejmuje. [SŁAWEK] Od razu w takim razie porada jest taka, że jak rozmawiamy z wykonawcą, który zapewnia także materiał na więźbę, to od razu pytajmy, jaki to będzie materiał, czy będzie zgodny z projektem. Podejście wykonawcówTutaj zachęcamy do przeczytania lub odsłuchania poprzedniego odcinka. Bo jeżeli w projekcie jest opisane, a zwykle jest, drewno certyfikowane o danej klasie wytrzymałości, a wykonawca będzie chciał zaoszczędzić, bo wtedy więcej kasy zostanie dla niego, no to kiepsko, prawda? Możemy odrzucić niechcący wykonawcę droższego, który jednak wybudowałby nam dom bez żadnych błędów. Więc trzeba pytać po prostu o to wykonawców, co oni zamierzają zrobić i nie dać się zbywać tym, że oni zawsze robią z takiego drewna i nic się nie stało. O tym też już mówiliśmy nieraz. Jak wykonawca wybuduje dom, to potem przecież nie dzwoni po dwóch latach i nie pyta: „Panie Krystianie, z tą więźbą dobrze jest? Bo pamięta pan, drewno było mokre, chciałbym mieć pewność, że nic panu nie popękało”. No nie, zrobili ci robotę, wzięli pieniądze i idą na kolejną budowę. I nawet nie wiedzą, jeżeli coś by się stało w domu, który budowali na przykład kilka czy też kilkanaście lat temu. [KRYSTIAN] Nawet nie będą telefonów odbierać. [SŁAWEK] Nie będą albo już zmienili numer trzy razy, bo też nie ma kontaktu z tym wykonawcą, nie dowie się nawet, że coś robi źle, nawet jeżeli chciałby. [KRYSTIAN] Tak, znowu sobie tutaj narzekamy na wykonawców, bo to też jest ważna sprawa, że jeśli ktoś mówi, że on tak robi od zawsze, to nie znaczy, że on od zawsze robi dobrze, więc na to trzeba zwracać uwagę. [SŁAWEK] A ja powiem ci, że trochę się przyzwyczaiłem i trochę oswoiłem się z tym, że trochę narzekam na wykonawców, bo jednak myślę, że dosyć często ich bierzemy w obronę, ale za często widzę, że wykonawcy proponują jakieś rozwiązania po to tylko, żeby klienta zdobyć. Ściemniają, oszukują, mówią nieprawdę, zniechęcają do danych materiałów budowlanych, wyolbrzymiając ich wady, a tylko przedstawiają zalety materiałów, z których oni budują domy, mieszają w głowach inwestorów i potem, jeżeli są jakieś błędy, to zostawiają inwestora z problemem. Więc ważne jest to, żeby zadawać wykonawcy dobre pytania, aby wiedzieć, że rozmawiamy z kimś, kto rzeczywiście ma wiedzę i chce nam wybudować dom bez błędów, a nie tylko dom jak najtaniej, tak żeby on jak najwięcej zarobił. W naszym kursie Budowa domu od zera pokazujemy, jak wybrać wykonawcę na każdy etap budowy. Od stanu surowego, po stolarkę okienną, po więźbę dachową, po dach, po elektryka, tynkarza i tak dalej. Na każdym etapie są niestety niesolidni wykonawcy. Uczymy, jak z nimi nie współpracować, jak wybrać tych najlepszych. Impregnacja więźby dachowejSłuchaj, wracając jeszcze do drewna mokrego, wilgotnego, o nieznanych parametrach, powiedz trochę o impregnacji. Jest takie podejście, że kupujemy drewno z tartaku, ono jeszcze może nie jest zbyt dobre, ale je właśnie zaimpregnujemy, czyli posmarujemy je jakimś środkiem. Inwestor dostaje drewno na przykład w kolorze zielonym i myśli, że drewno ma wszystkie parametry, jakie mieć powinno. Byłem bardzo zdziwiony, bo chyba dowiedziałem się od Ciebie, że to, że drewno jest w kolorze zielonym, to właściwie to nic nie oznacza. To tylko świadczy o kolorze, a nie o tym, że rzeczywiście był użyty jakiś impregnat. [KRYSTIAN] No, to prawda. A zdarzyło Ci się kiedyś impregnować drewno? [SŁAWEK] Wiesz co, raz tylko malowałem, można powiedzieć, ale to raczej nie jest skuteczne. Pracochłonne dosyć. Kolor drewna a impregnat[KRYSTIAN] To działa zwykle tak, że zależy jaki kolor jest w modzie. Ostatnio zielony jest w modzie, to prawda. Kiedyś, pamiętam, czerwone się zdarzały, niebieskie. To działa tak, że są preparaty gotowe, które się kupuje w bańkach 5-10 litrowych, tak jak farbę. Kolor jest o tyle istotny, że dzięki temu wiadomo, że to drewno zostało już po tym pomalowane. Jest gotowy impregnat i wtedy, jeżeli ktoś samodzielnie to robi, to wie po prostu czym pomalował, jaki to był środek, przeciwko czemu miał zabezpieczać. A kolor świadczy o tym, że to zostało zabezpieczone. Istnieje też możliwość numer dwa, to znaczy kupuje się impregnat w postaci takiej soli, takich granulek, które samodzielnie rozpuszcza się w wodzie i dodaje do tego barwnik. Więc równie dobrze można by było to pomalować bez barwnika, jeżeli ktoś chciałby mieć naturalny kolor albo równie dobrze można pomalować samemu barwnikiem, żeby mieć ładny zielony kolor, bo ktoś lubi zielony, bo akurat jest w modzie. Kolor nie musi świadczyć o tym, że to drewno jest lepsze. Po pierwsze dlatego, że to może być zwykłe naciąganie klienta (choć nie powinniśmy zakładać złych intencji tartaków). A po drugie, co ważniejsze, drewno musi być suche, żeby je zaimpregnować. A jeżeli jest mokre, to impregnacja nie ma sensu, bo w to drewno nie za wiele wsiąknie, a przynajmniej niezbyt głęboko, bo w środku jest mokro, więc mokry impregnat w nie nie wsiąka. Impregnacja musi się odbywać zgodnie z wytycznymi producenta. Jeżeli działanie jest przeciwko grzybom i pleśniom, no to raz, dwa razy, ale jeżeli to jest impregnacja przeciwogniowa, to jest według niektórych producentów nawet kilka albo kilkanaście warstw. Czy na pewno zostało to wykonane przez tartak? Tego nie wiem, także tu jest jakaś tam wątpliwość. No więc ja tym kolorem to się właściwie tak naprawdę w ogóle nie sugeruję i widziałem też nieraz drewno pomalowane ładnie na zielono, na którym jest pleśń. Kolor właściwie nie daje nic. Skuteczne zabezpieczenie drewnaNajlepszym zabezpieczeniem przed grzybami i pleśniami drewna jest suszenie. Bo suszenie odbywa się w temperaturze od kilkudziesięciu stopni, do 60-80 stopni Celsjusza. W takiej temperaturze wszystkie larwy i inne robaczki, żyjątka, które chciałyby nam to drewno zjeść, po prostu giną. Giną tak samo grzyby. Jeżeli drewno jest suche, no to grzybki już na suchym podłożu rosnąć nie chcą. I to zabezpiecza. To jest tak naprawdę stuprocentowe zabezpieczenie przed zagrzybieniem drewna. Jeżeli drewno będzie użytkowane w warunkach suchych, czyli pod dachem, a więźba dachowa jest pod dachem, to tutaj nie potrzeba większego zabezpieczenia. Nie chciałbym Ci skłamać, ale chyba wytyczne ITB mówią o tym, że jest kilka możliwości użytkowania drewna w bankach suchych, mokrych, wilgotnych i tak dalej. Jeżeli są w suchych, to te wytyczne podają, że dodatkowa impregnacja nie jest konieczna ze względu na zagrzybienie, na robaki. Impregnacja ogniochronna drewnaA druga sprawa, jeżeli chodzi o izolację ogniochronną, to tutaj może być troszeczkę bardziej złożona sprawa, bo samo z siebie drewno nie jest odporne na ogień, ale… jeżeli jest strugane, nie ma takich drzazg, jakichś zadziorów, jest gładkie, to ono dłużej opiera się zapłonowi. Po drugie, dużo bardziej skutecznym zabezpieczeniem więźby dachowej przed ogniem jest na przykład zastosowanie od wewnątrz zabudowy z płyt gipsowo-kartonowych o podwyższonej odporności na ogień. To skuteczniejsze niż sama impregnacja drewna na kolor zielony – czy bardziej może tutaj wskazany czerwony, bo kojarzy się z ogniem. Tu w ogóle ja bym impregnacji nie przypisywał zbytnich wielkich właściwości, które mają uleczyć naszą chorą, biedną, mokrą więźbę przed wszelkimi możliwymi nieszczęściami. Więźba prefabrykowana czy tradycyjna?[KRYSTIAN] No dobra, ale to ja bym dalej tutaj poszedł w takim kierunku, żeby omówić różnicę, żeby odpowiedzieć na pytanie, czy wybrać więźbę prefabrykowaną, czy tradycyjnie wykonywaną na budowie. Pomówiliśmy sobie o drewnie, a teraz odłóżmy na chwilkę problem drewna i załóżmy, że jedno i drugie drewno jest zrobione dobrej jakości. Co wziąć pod uwagę przy wyborze? Oczywiście, jeżeli nie materiał, to robocizna. Połączenia też w robociźnie mogą się zawierać. Pierwsza sprawa jest taka, że konstrukcja wykonywana w zakładzie prefabrykacji jest zrobiona naprawdę precyzyjnie, bo jest zrobiona w kontrolowanych warunkach. Ludzie pracują sobie w ciepłym, pod dachem. Mają suche drewno, dobre narzędzia itd. Pracują nie na dachu na wysokości, tylko na płaskim stole, gdzie ją docinają i montują. Często jest to robione też za pomocą maszyn komputerowo sterowanych, więc wymiary są naprawdę bardzo, bardzo precyzyjnie ustalone, docięte. W kontrze mamy więźbę wykonywaną na budowie, gdzie należy się dopasować do tego, co wcześniej murarze wymurowali, gdzie wieje wiatr, jest zimno, trzeba pracować na wysokości, gdzie trzeba docinać wszystko ręcznie itd. Tutaj jest przewaga jakościowa oczywiście na korzyść tej prefabrykowanej, ale nie aż tak duża. Wybuduj swój dom - bezbłędnie! Jeżeli chcesz: - Dobrze zaplanować budowę i uniknąć niespodziewanych wydatków oraz stresu - Wybrać najlepszych wykonawców na każdy etap budowy - od prac ziemnych po stan deweloperski - Mieć pewność, że prace postępują zgodnie z projektem i sztuką budowlaną. To powinien Cię zainteresować kurs "Budowa domu od zera: zarządzanie budową i kontrola prac". Właśnie największa moim zdaniem to jest ta, o której już wspomniałeś, czyli połączenia. Bo więźby prefabrykowane są naprawdę przeliczone bardzo dokładnie przez specjalistów, którzy się specjalizują tylko w tym rodzaju konstrukcji i mają dobrane wszystkie połączenia, połączenia między krokwiami, słupkami, pasem dolnym, kratownicy często i tak dalej, innymi elementami, tak, żeby były bezpieczne, żeby wytrzymały wszystkie odpowiednie siły, jakie mają działać na tą więźbę i to jest całkowicie bezpieczny produkt w całości, w pakiecie. W budownictwie tradycyjnym, gdzie wykonuje się ją na budowie, tam z połączeniami bywa różnie. Bo po pierwsze, bardzo często nie ma czegoś w projekcie. Absurdem jest to, że nie ma tak ważnych połączeń, jak połączenie krokwi z jętką albo krokwi z murłatą. W całej więźbie, takiej najprostszej, gdzie masz dosłownie trzy elementy typu murłata, krokiew i jętka, to ile masz połączeń? Murłata z jętką i murłata z krokwią i krokiew z jętką. Są dwa połączenia kluczowe i w projekcie nie ma podanych szczegółów, w jaki sposób te połączenia wykonać, ile powinno być gwoździ, ile powinno być śrub i tak dalej. To jest absolutnie kluczowe dla jej wytrzymałości. Na budowie wtedy wykonawca musi improwizować, chcąc, nie chcąc. I sobie oczywiście upraszcza życie, bo on zawsze tak robi. Albo mu się nie chce więcej, albo po co tyle gwoździ, albo coś tam, coś tam. Dla mnie to jest niedopuszczalne, ale tak się dzieje na budowach, więc na to zwracam uwagę, bo moim zdaniem to jest bardzo duża różnica. Historia dostępności prefabrykatów[SŁAWEK] Mam pytanie – gdy budowałem swój dom, więźbę dachową też robiłem na budowie i powiem Ci, że nie pamiętam, czy wtedy te prefabrykowane były już powszechne, czy to jest raczej kwestia ostatnich 10 lat? Jestem ciekawy, czy pamiętasz, jak to było? Bo ja sobie nie mogę przypomnieć, mam wrażenie że w ostatnich latach zrobiło to się rozwiązanie bardziej opłacalne, a kiedyś to było dosyć rzadko spotykane w domach jednorodzinnych. [KRYSTIAN] To, że było rzadko spotykane, to na pewno. Ono istnieje już od paru ładnych lat. To nie jest tak, że to jest całkowita nowość w ciągu ostatnich 10 lat, ale od kiedy ono istnieje i kiedy tak naprawdę zaczęło wchodzić na polski rynek i zaczęło się robić popularne, no to dokładnie tego Ci nie powiem. Aż tak to nie śledzę trendu i wzrostu popularności. Na pewno istniało już te kilkanaście lat temu. Nie było tak popularne jak dzisiaj. [SŁAWEK] Ciekawe, jeżeli ktoś z Was zbudował dom jakiś może pierwszy, to jestem ciekawy, jak to wyglądało, napiszcie w komentarzu. Nie pamiętam żadnej budowy, przynajmniej w okolicy, kto by miał taką więźbę właśnie prefabrykowaną, a w ostatnich latach to jest coraz częstszy widok, bo to jest rzeczywiście szybki temat, szybka wycena i wiesz, co kupujesz, warto z tego skorzystać. Doświadczenia z budowyMój dom budowali górale, którzy rzeczywiście się znali na drewnie, naprawdę się znali, miałem też kierownika budowy, który też znał się na drewnie, to ja wiem, że taka więźba robiona na budowie w moim przypadku jest wykonana prawidłowo. Jak budowałem dom, to zdecydowałem się na pokrycie dachu blachodachówką, ale pomyślałem sobie, że po pierwsze buduję dom na 2-3 pokolenia, Teraz bym tak nie robił. Mam wrażenie, że i tak dzieci to już będą mieszkały w ogóle gdzie indziej i ten dom po prostu będzie sprzedany, ale kiedyś myślałem inaczej i pomyślałem sobie, że lekko przewymiaruję więźbę dachową w razie gdyby ktoś kiedyś chciał mieć na dachu dachówkę ceramiczną. Mam dosyć duże przekroje więźby dachowej, wszystkich kroków i tak dalej, właśnie na wypadek większego obciążenia. Moim zdaniem to nie był może jakiś wielki błąd, ale gdybym pomyślał bardziej racjonalnie, to prawdopodobnie bym zaoszczędził te parę tysięcy na drewnie. Wyzwania dla projektantów a koszty[KRYSTIAN] Projektanci zdają sobie sprawę z tego, że więźby dachowe są budowane tak jak są budowane. I że oni w programie sobie coś tam policzą, że wychodzi jakiś wynik i oni na zapas dodają troszeczkę więcej tego drewna, no bo wiedzą, że te drewno najprawdopodobniej zostanie użyte złej jakości. To prowadzi do tego, że gdyby kupić drewno dobrej jakości i projektant wiedział, że wykonawca będzie pracował na drewnie dobrej jakości, certyfikowanym i tak dalej, to tego drewno można by było kupić mniej. Bo po prostu nie jest go tyle potrzebne. Projektanci wiedzą, że z tym bywa różnie, więc dają go więcej i tego drewna gorszej jakości kupujemy więcej po to, żeby spełniło te same kryteria nośności, co drewno dobrej jakości, ale gdyby go było mniej. Krótko mówiąc – gdybyśmy robili to dobrze wszyscy, to można by było budować troszeczkę taniej. Stąd też te konstrukcje prefabrykowane wiązarów są tak naprawdę filigranowe dosyć w porównaniu do takich ciężkich belek czy krokwi, które się widzi na wielu, wielu budowach. Właśnie dlatego, bo one są zaprojektowane na taką wytrzymałość, jaką mają, a nie na zapas. Wiązara prefabrykowana – na jaki dom?[SŁAWEK] No widzisz, to jest ciekawy temat. Kiedyś nie rozumiałem tego i myślałem, że przygotowanie na budowie to jest w sumie standard, ale im dłużej widzę i słyszę, co się dzieje na budowach, tym jestem bardziej pewien, że przy budowie drugiego domu wziąłbym wiązary prefabrykowane. Po prostu wiem, co kupuję, nie ma stresu, dostaję fakturkę, dwa dni roboty i mam więźbę gotową i nie muszę się martwić tak naprawdę. [KRYSTIAN] Tak. Tylko, wiesz co, jest jeszcze jedno ograniczenie, o którym nie mówiliśmy, a mianowicie takie, że nie do każdego domku da się dopasować więźbę prefabrykowaną. Bo to wszystko niestety zależy również od rodzaju tego, jakie mamy zagospodarowanie poddasza, jaki mamy układ budynku, jaką mamy konstrukcję i tak dalej. Wiązary prefabrykowane przede wszystkim to są takie, które mają kształt jakiegoś trójkąta i nadają się bardzo dobrze na domy parterowe, na domy o prostym dachu, gdzie tego strychu nie ma za wiele, gdzie nie potrzebujemy go, bo miejsce strychu zajmuje jakieś wykratowanie tego wiązaru. Wtedy te wiązary naprawdę bardzo dobrze się sprawdzają, natomiast jeżeli chcemy mieć poddasze użytkowe, no to klops. Po prostu klops, bo z więźby prefabrykowanej nie da się wykonstruować takiego wiązara, który dawałby pełny strych, pełne poddasze użytkowe. Niestety, chcąc nie chcąc, tutaj jesteśmy zmuszeni zastosować wersję tradycyjną, bo ona wtedy się opiera na ścianie kolankowej, czasami też na jakichś pośrednich ścianach, na płatwiach, na słupach dodatkowych, na ścianach wewnętrznych nośnych. Jesteśmy zmuszeni zastosować tę tradycyjną i spotykam się z tym, że mimo tego, że chciałbym tu czy ówdzie zastosować prefabrykowaną, bo ona byłaby szybsza w montażu. Fakt, że droższa, ale lepszej jakości, mniej problemów stworzy później, mniej niespodzianek wygeneruje. To są takie miejsca, gdzie po prostu niestety się nie da. Szczególnie mowa tutaj o domach z poddaszem użytkowym. Więc to jest takie dosyć duże ograniczenie. Biorąc pod uwagę popularność domów z poddaszem użytkowym w Polsce, myślę, że wiele osób się z tym spotyka i niestety tutaj trzeba sobie radzić właśnie stosując więźbę wykonywaną na budowie, mam nadzieję z dobrego drewna. Problemy z transportem[SŁAWEK] Czyli nie ma żadnej możliwości zrobienia prefabrykatu do takiego domu? No bo masz dom, masz ścianę kolankową na przykład metr wysokości, nie ma żadnej konstrukcji prefabrykowanej, która mogłaby zostać wykonana? [KRYSTIAN] No wiesz, jeśli masz tak naprawdę krokwie i tylko połączone jętką, to tutaj nie ma czego prefabrykować już, bo to są tylko połączenia trzech elementów i na dodatek one mają zwykle taki wymiar, taki gabaryt, że nawet gdybyś to prefabrykował, to nie przewieziesz tego drogami publicznymi, więc trzeba by to dzielić na mniejsze elementy. A na jakie mniejsze podzielisz? Na dwie krokwie i jętkę, więc tutaj niestety nie ma już po prostu możliwości i trzeba to robić na budowie. Udałoby się oczywiście to prefabrykować, ale to wynika już z ograniczeń transportowych. Jeżeli masz poddasze użytkowe, dach o nachyleniu rzędu 40-45 stopni, to się robi konstrukcja długa i wysoka na kilka metrów. Ciężko takie coś przewieźć i to jest w ogóle niewykonalne nie tyle z prefabrykowania tego, co przewiezienie na miejsce budowy. [SŁAWEK] Okej, czyli w takim razie kontynuując temat wad więźby prefabrykowanej, no to nawet przy domu parterowym, gdzie możesz ją zastosować, musisz mieć warunki dojazdu, musisz mieć możliwość, żeby ten dal został wykonany, czyli nie możesz mieć na przykład linii energetycznej, która jest nisko gdzieś i przeszkadza. Musisz mieć utwardzony dojazd. Czyli na pewno są sytuacje, w których siłą rzeczy musisz wykonać tę konstrukcję na budowie, bo nie ma po prostu dobrego dojazdu. [KRYSTIAN] Tak, to się zgadza. Jeżeli chodzi o takie typowe domy parterowe, te więźby są stosunkowo małe i nie jest potrzebny duży dźwig. Może się tak zdarzyć, że nie ma miejsca, żeby dźwig podjechał, że nie ma miejsca, żeby podjechał transport, bo elementy byłyby zbyt duże. Jest kilka takich ograniczeń montażowych, które czasami uniemożliwiają skonstruowanie więźby prefabrykowanej, więc tak, to jest jej wada. [SŁAWEK] A jeżeli chodzi jeszcze o wady, przypuśćmy mamy dom parterowy, ale jakaś bryła budynku, niestandardowa, łamaniec typu ściana, jedna, druga i trzecia, taka L powiedzmy literka. Czy skomplikowane więźby dachowe także mogą być prefabrykowane, czy znowu wchodzimy w temat za duży gabaryt i lepiej nie? [KRYSTIAN] Wiesz, one i tak są robione z elementów płaskich, więc powierzchnia domu i jego rozłożystość nie ma aż tak dużego znaczenia, ale rzeczywiście im bardziej skomplikowany budynek, tym bardziej się ona komplikuje i to wpływa oczywiście na cenę. Trzeba sobie przekalkulować. W bardziej skomplikowanym domu oba rozwiązania będą droższe niż w domu o prostej budowie, o prostej bryle. Jest to kwestia ekonomiczna i do rozważenia. To nie jest coś, co by dyskwalifikowało zastosowanie rozwiązania prefabrykowanego. Moim zdaniem wręcz przeciwnie. Są one docinane i montowane z tak dużą dokładnością, że one lepiej sobie radzą. Wyobraź sobie docinanie krokwi pod kątem, ale w dwóch płaszczyznach albo czasami jeszcze z jakimś siodełkiem. To już trzeba naprawdę wykwalifikowanych cieśli, którzy takie rzeczy robią i poprawnie łączą, a w więźbach prefabrykowanych robią to maszyny, docinają pod wszelkimi dowolnymi kątami i później na budowie to po prostu pasuje. Moim zdaniem one wychodzą lepiej. Tak, mogą być droższe, ale tutaj wracamy do punktu pierwszego, od czego zaczęliśmy, czyli skąd wynika różnica cenowa. Wady prefabrykatów[SŁAWEK] Czy są jeszcze jakieś wady? No bo tutaj trochę chwalimy te więźby prefabrykowane. [KRYSTIAN] Stosując więźbę prefabrykowaną w domu parterowym, wymuszamy zastosowanie sufitu z płyt gipsowo-kartonowych. Czasami niektóre osoby wolą mieć po prostu sufit betonowy. Ja osobiście nie. Uważam, że to jest zły pomysł, żeby dawać tyle betonu. Ludzie myślą, że jak im zerwie dach, to przynajmniej będą mieli beton nad głową. Ale to wracamy do punktu pierwszego, czyli jeśli robimy coś źle, to dodatkowo robimy sobie zabezpieczenie przed tym. A jeżeli robimy coś dobrze, to nie potrzebujemy dodatkowych zabezpieczeń. Połączenie w domu parterowym, szczególnie więźby prefabrykowanej ze ścianami, jest oczywiście samo z siebie szczelne i tutaj nie ma problemu, ale musimy zwrócić uwagę na to, że nad nią w razie przewiercenia się przez płyty gipsowo-kartonowe dostajemy się do przestrzeni niemieszkalnej, przestrzeni nieogrzewanej, powiedzmy lekko zabrudzonej, gdzie przeciągi, przedmuchy mogą występować. A teraz się okazuje, że my takich dziur w naszym pięknym suficie robimy całkiem mnóstwo, no bo wieszamy lampy, czyli wiercimy dziury pod kołki. Bo mamy wentylację mechaniczną, czyli musimy zrobić sobie dziury przejścia przez ten sufit, bo jest instalacja elektryczna, która na przykład idzie po ścianach, wychodzi pionem po ścianie ponad sufit, no bo idzie zasilanie do oświetlenia i tam może być kolejne jakieś potencjalne miejsce przedmuchu. Zatem jest to rozwiązanie, w którym trzeba zwrócić szczególną uwagę na to, aby zapewnić całkowitą szczelność dla przedmuchów powietrza pomiędzy częścią mieszkalną a strychem. W stropie betonowym jest łatwiej, wiele z tych nieszczelności po prostu nie występuje. Tutaj trzeba na to zwrócić uwagę, trzeba zastosować strop, folię paroprzepuszczalną, folię paroizolacyjną, która będzie uszczelniona właśnie w miejscach tych wszystkich dziurek, które jej zrobimy. Nie po to, żeby zapewnić szczelność dla pary wodnej, ale żeby zapewnić szczelność przede wszystkim dla powietrza, które może być przedmuchiwane ze strychu, do środka albo odwrotnie, kondensacja pary wodnej w miejscu, jeżeli byłoby tam zimno i te sprawy. Więc to jest taki niuans, na który bym zwrócił szczególną uwagę, budując dom z dachem z wiązarów prefabrykowanych. Różnice w kosztach[SŁAWEK] Okej, więc skoro mówisz jeszcze o stropie, czyli tak naprawdę jak porównujemy całkowite koszty, to przy konstrukcji robionej na budowie mamy strop, więc też musimy go doliczyć do kosztów budowy. Przy więźbie prefabrykowanej, jeżeli chcemy, możemy z tego stropu zrezygnować, mając płytę karton-gips, więc teoretycznie powinno być taniej. [KRYSTIAN] Teoretycznie, ale jak ja to liczyłem, to wychodzi zawsze podobnie. No bo zakładam, że liczymy drewno dobrej jakości. Strop betonowy oraz jego tynkowanie kosztuje. Na drugim końcu mamy trochę droższą więźbę prefabrykowaną plus płyty karton-gipsowe i cały stelaż, i robocizna z tym związana. Oczywiście są jakieś różnice, raz na korzyść jednej, raz na korzyść drugiej technologii, ale w całym budżecie budowy domu to jest rząd kilku tysięcy, czyli moim zdaniem to jest porównywalne i po prostu należy się sugerować rozwiązaniem lepszym pod względem technicznym, jakościowym, czy też szybkości budowy. A nie rozwiązaniem tańszym, żeby zaoszczędzić te parę tysięcy. Ale z drugiej strony, jeżeli mamy sobie przez to narobić jakichś kłopotów, no to ja nie popieram. [SŁAWEK] Powiem Ci, że te kilka tysięcy to są szacunki, które możemy prowadzić przed budową domu, ale gdy dojdziemy na przykład do montażu płyn karton-gips, może się okazać, że koszty robocizny tak zmalały albo tak wzrosły… i ciężko jest podejmować decyzję na zasadzie, że to jest kilka tysięcy droższe według obliczeń, no to tego rozwiązania nie bierzemy. Chyba kwestię kosztów bym odłożył rzeczywiście na bok, a raczej skoncentrował się na tym, żeby ta więźba dachowa była dobrej jakości. No i podjął wcześniej decyzję o tym, czy chcemy mieć strop betonowy, czy jednak niekoniecznie. Koszty jakieś wejdą na końcu, dopiero jak już te decyzje podejmiemy. [KRYSTIAN] Tak, tu też nic nowego. Wielokrotnie o tym mówiliśmy, że oczywiście z naszym kursem można te parę tysięcy bez problemu zaoszczędzić, po prostu mądrze się budując i nie wydając pieniędzy tam, gdzie nie trzeba. Porównując mądrze oferty wykonawców, planując swoją budowę i nie podejmując decyzji na ostatnią chwilę, gdzie trzeba dopłacić za szybkość. Te parę tysięcy to są dobrze wydane pieniądze, które można sobie po prostu odbić w innym miejscu, robiąc swoją budowę z głową mądrze, z pomysłem, z planem. [SŁAWEK] Skoro z planem, to ja ciągnę dalej. O tym, jak wybudować dom bez błędów, mówimy w kursie „Budowa domu od zera do stanu deweloperskiego„. Pokazujemy, jak do budowy się przygotować, jak skontrolować pracę na każdym etapie, jak zamawiać materiały budowlane. Jeżeli ktoś chce, to także z kursu nauczy się, w jaki sposób czytać projekt budowlany, jak zrobić zestawienie materiałów budowlanych. Na stronie jaksiewybudować.pl są także inne kursy, np. kurs dotyczący wyboru i zakupu działki budowlanej, co jest bardzo, bardzo ważne. Na każdy kurs udzielamy 30-dniowej gwarancji satysfakcji, a to oznacza, że nawet jeżeli kurs Ci się nie spodoba albo po prostu porzucisz marzenie o swoim domu – piszesz maila, podajesz numer konta i100% pieniędzy zwracamy na Twoje konto bankowe. Nie trzeba wypełniać żadnych formularzy, wystarczy zwykły mail, jak najmniej formalności. Najprostsza rzecz pod słońcem, więc jest po prostu zero ryzyka. Drugie ogłoszenie jest takie, że jeżeli jeszcze tak do końca może pewny lub pewna nie jesteś, czy budowa domu jest dla Ciebie, to zachęcam do skorzystania z darmowych minikursów. Są dwa minikursy. Jeden dla osób, które chcą się do budowy przygotować. Jest trochę o kosztach budowy, o kosztorysach budowlanych, o tym, jakie rozwiązania są optymalne. I drugi kurs składający się z pięciu lekcji dotyczy działki. Na co zwracać uwagę? Jak w ogóle podejść do szukania działki? Zdradzam mały trik, w jaki sposób trochę sobie ułatwić poszukiwania. Oba kursy są darmowe. Możesz zapisać do jednego lub do dwóch. Czemu nie? Każda lekcja jest wysyłana co dwa lub trzy dni na twój adres mailowy. Każda lekcja to treść i film specjalnie nagrany na potrzeby właśnie minikursów. [KRYSTIAN] I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, gdyby ktoś chciał sobie wybudować dom, ale przeraża go to wszystko, o czym tutaj mówimy, nie ma czasu się tym wszystkim zajmować, po prostu chciałby gotowca, jest też taka możliwość, żebym ten dom wybudował ja i jeżeli ktoś byłby zainteresowany taką usługą, zapraszam również do kontaktu. Artykuł Więźba dachowa – tradycyjna, prefabrykowana? Jaki rodzaj wybrać pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Czego oczekiwać od projektanta? Dylematy budowlane #37 | 10 Oct 2023 | 00:45:47 | |
Opracowanie projektu budowlanego to jedna z pierwszych prac, jaką trzeba wykonać aby wybudować własny dom.
Artykuł Czego oczekiwać od projektanta? Dylematy budowlane #37 pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Ocieplenie płyty fundamentowej – od góry czy od spodu? | 03 Oct 2024 | 00:38:41 | |
Posadowienie domu na płycie fundamentowej to rozwiązanie, które zdobywa w Polsce coraz więcej zwolenników. Nic dziwnego, bo ma ono wiele zalet. Jednak bywa też często źle rozumiane i rodzi bardzo wiele pytań. W dzisiejszym podcaście postaramy się odpowiedzieć na jedno z nich: czy lepiej zastosować termoizolację pod czy nad płytą żelbetową? Niniejszy artykuł jest zapisem podcastu, który został dostosowany dla lepszego czytania. Całość podcastu możesz wysłuchać w serwisie YouTube. Przedstawienie rozmówców[KRYSTIAN] Witajcie w kolejnym odcinku podcastu Dylematy Budowlane. Dzisiaj porozmawiamy o tym, czy lepiej zrobić ocieplenie pod płytą, czy też nad płytą fundamentową. [SŁAWEK] Cześć Krystian. Zacznijmy od przedstawienia się. Jestem Sławek Zając, od wielu lat doradca budowlany. Prowadzę serwis Poradnik Budowlany. Razem z Krystianem jesteśmy twórcami kursu online dla osób, które chcą wybudować dom bez błędów. Moją rolą jest to, żeby przekazać jak najwięcej rzetelnych, sprawdzonych informacji na temat wyboru działki i samej budowy. [KRYSTIAN] A ja nazywam się Krystian Lemkowski. Z zawodu i zamiłowania jestem inżynierem budownictwa. Zajmuję się m.in. prowadzeniem budów domów indywidualnych i doradztwem budowlanym. I tak jak wspomniałaś, jesteśmy autorami kursu dla osób budujących własny dom. I myślę, że po tym krótkim wstępie możemy przystąpić do tego. Polityka zwrotu kursów budowlanych[SŁAWEK] Oferujemy 30-dniową gwarancję zwrotu pieniędzy na nasze kursy. Niedawno ktoś skorzystał z tej opcji po 40 minutach od zakupu. Bez problemu dokonaliśmy zwrotu. Uważam, że to uczciwe podejście – każdy może spokojnie zapoznać się z kursem i zdecydować, czy mu odpowiada. Wystarczy krótki mail z prośbą o zwrot, bez formalności. Zapraszamy na stronę jaksiewybudowac.pl – kupując nasze kursy nie podejmujecie żadnego ryzyka. [KRYSTIAN] Nie wiem, czy mnie zachęciłeś do zakupu, ale po tym, że już 40 minut nie da się obejrzeć nawet 10% tego, co tam znajduje się w kursie, więc no nie. Może faktycznie komuś to nie odpowiadało, nie ma problemu, ale to jest miesiąc na to, żeby każdy mógł jednak się zapoznać z zawartością kursu. Otóż tak. Także tyle czasu, tyle jest gwarancji satysfakcji. [SŁAWEK] Tak, ale 98% osób kupuje kursy i są zadowolone nie korzystając z tego prawa zwrotu, więc to jest dla mnie dowód, że kursy są przygotowane dobrze i odpowiadają na pytania osób, które chcą kupić działkę czy też się dowodowo przygotować. [KRYSTIAN] Myślę, że to była zachęcająca informacja. Tak jest. Dużo bardziej niż to, że ktoś zwrócił. [SŁAWEK] Jak zawsze, słuchaj, marketing mamy do opanowania jeszcze. [KRYSTIAN] Musimy poćwiczyć jeszcze marketing. Fundamenty tradycyjne czy płyta fundamentowa?[SŁAWEK] Tak jest, oczywiście zachęcamy do zadawania pytań i przechodzimy od razu do rzeczy, aczkolwiek przyda się mały wstęp. To, czy budować dom na płycie fundamentowej czy na tradycyjnych ławach, zależy od warunków gruntowo-wodnych. Jeśli nie wymagają one posadowienia domu na płycie, fundamenty tradycyjne są zazwyczaj tańszym i równie dobrym rozwiązaniem. Jednak w przypadku trudnych warunków gruntowo-wodnych płyta fundamentowa staje się koniecznością. Wtedy pojawia się problem: różne firmy wykonawcze i doradcy proponują odmienne układy warstw w płycie. Jedni zalecają termoizolację pod, inni nad nią. Można się w tym pogubić, ale mam nadzieję, że dzisiaj rozwiejemy te wątpliwości. Zobacz też:Płyta fundamentowa czy ława fundamentowa? Specjaliści radząIzolacja pod płytą czy nad płytą? [KRYSTIAN] Miejmy nadzieję, że trochę tak. Dzisiaj skupimy się wyłącznie na temacie izolacji – czy powinna być pod płytą żelbetową, czy nad nią. Wszystkie inne kwestie, takie jak wybór między płytami fundamentowymi a tradycyjnymi fundamentami oraz warunki gruntowo-wodne, odkładamy na bok. Możemy wyróżnić dwa skrajne przypadki: cała termoizolacja znajduje się pod płytą lub cała termoizolacja znajduje się na płycie. Oczywiście istnieje też trzeci przypadek – rozwiązanie mieszane. Zacznijmy od omówienia dwóch skrajnych opcji. Rozróżnienie: Płyta fundamentowa vs. płyta żelbetowa[SŁAWEK] Czekaj, tylko jedna rzecz w ramach wyjaśnienia, żebyśmy się trochę nie pogubili. Płyta fundamentowa to całe rozwiązanie obejmujące termoizolację i inne warstwy konstrukcyjne. Natomiast płyta żelbetowa jest jedynie częścią konstrukcji płyty fundamentowej. Dlatego, gdy mówimy o termoizolacji pod lub nad płytą, mamy na myśli izolację w kontekście samej płyty żelbetowej. Ocieplenie płyty fundamentowej[SŁAWEK] Przejdźmy do tematu. Czy lepiej zastosować termoizolację pod czy nad płytą żelbetową? [KRYSTIAN] Możemy wyróżnić dwa skrajne przypadki: cała termoizolacja znajduje się pod płytą lub cała termoizolacja znajduje się na płycie. Oczywiście jest też trzeci przypadek – coś pomiędzy. Zacznijmy od ocieplenia pod płytą żelbetową. XPS pod płytę fundamentowąPod płytą żelbetową stosuje się termoizolację z XPS, czyli styroduru. Jest to materiał droższy niż styropian EPS, o lepszych właściwościach, większej wytrzymałości, często lepszej termoizolacyjności i mniejszej nasiąkliwości. Stosując ocieplenie tylko pod płytą, płyta żelbetowa wędruje wyżej w całej konstrukcji płyty fundamentowej. Oznacza to, że wynosimy naszą płytę żelbetową ponad poziom terenu, więc jest ona mniej narażona na zalewanie wodą opadową. Takie rozwiązanie możemy stosować też, gdy chcemy zrobić płytę grzewczą, czyli płytę żelbetową z zatopionym w niej ogrzewaniem podłogowym. Jednak nie jestem fanem tego rozwiązania, bo nie lubię łączyć konstrukcji budynku z instalacjami. [SŁAWEK] A co z gryzoniami? Czy jest ryzyko, że zrobią sobie mieszkanie w styropianie pod płytą? [KRYSTIAN] To jest coś, czego jeszcze nie wiemy. Nie mamy pewności, jak za 20-30 lat te płyty będą wyglądać pod tym względem. O ile oczywiście płyty fundamentowe istnieją na świecie już od dosyć dawna, w Polsce też były stosowane już od dawna, no to na szeroką skalę one tak naprawdę są stosowane dopiero od paru lat. To pewna doza niepewności związana z izolacją cieplną pod samą płytą. [SŁAWEK] Czy można jakoś zabezpieczyć się przed gryzoniami? [KRYSTIAN] Można dać chudy beton pod termoizolację. To nie jest aż tak kosztowne, żeby nie było warto tego zrobić. Sprawa komplikuje się przy bokach płyty – trudno obetonować boki płyty, by wykonać zabezpieczenie. I to też nie jest tak, że u wszystkich na pewno będzie katastrofa. Absolutnie nie chciałbym, żeby ktoś się tego odebrał. Po prostu nie do końca wiemy przy masowej skali, jak to się zachowa za 50 lat. [SŁAWEK] Można się z tego śmiać, ale znam osoby, które miały problem z gryzoniami. Na przykład, mysz weszła w styropian elewacyjny i dotarła do wysokości parapetu, drapiąc nocą. To okropny dźwięk, bo nie można go zlokalizować, a mysz jest po drugiej stronie muru, ukryta w styropianie. Jestem w stanie uwierzyć, że niektórzy mogą mieć problem z gryzoniami pod płytą fundamentową, nawet o tym nie wiedząc. Bałbym się nie stosować betonu podkładowego właśnie z tej przyczyny. [KRYSTIAN] Tak, to może się wydawać ekstremalnym przypadkiem. Pamiętam remont budynku przemysłowego, gdzie cała elewacja była ze styropianu. Pod tym styropianem nie weszła jedna mysz, tylko całe stado. Styropian wyglądał jak ser szwajcarski – był podziurawiony i zjedzony. Można było oderwać warstwę tynku razem z klejem i siatką, a pod spodem widoczny był labirynt myszy. To musiało się dziać od dłuższego czasu, a ponieważ budynek był niezamieszkały, nikt tego nie słyszał. [SŁAWEK] Niby skrajne przypadki, ale zdarzają się częściej niż myślimy. Ostatnio u mojej teściowej pojawił się podobny problem – na tarasie ciągle były kulki styropianowe. Nie wiedzieliśmy skąd się biorą, aż okazało się, że mysz wydłubała otworek i robiła sobie gniazdko w styropianie. Znam za dużo takich przypadków, żeby ryzykować. Dopóki nas to nie spotka osobiście, trudno w to uwierzyć, ale zapewniam, że to się zdarza. Izolacja płyty fundamentowej [KRYSTIAN] Wracając do tematu – warto jeszcze wspomnieć o jednej istotnej zalecie termoizolacji pod płytą fundamentową – tworzymy wtedy tzw. „ciepłą płytę”. To umowna nazwa, którą używamy na potrzeby tego podcastu. Dla kontrastu, zaraz opowiem o „zimnej płycie”. Ciepła płyta to taka, która jest ze wszystkich stron otoczona ociepleniem. Mamy wtedy ciągłość ocieplenia, które przechodzi od spodu budynku na jego ściany. Dzięki temu nie powstają żadne mostki termiczne, które mogłyby odprowadzać ciepło do gruntu lub powietrza wokół budynku. To jest zdecydowana zaleta tego rozwiązania. Na drugim biegunie mamy konstrukcję, o której wspominałem wcześniej – termoizolację ułożoną w całości na płycie żelbetowej. W tym przypadku mówimy o „zimnej płycie fundamentowej”. Płyta fundamentowa jest całkowicie wyciągnięta poza termoizolację, więc sama w sobie nie jest ocieplona. Jakie to ma konsekwencje? Odradzałbym robienia czegoś takiego w momencie, gdy budujemy dom w technologii murowanej. Wtedy ściany murowane stoją bezpośrednio na płycie, która ma bezpośredni kontakt z zimnym gruntem czy zimnym powietrzem na zewnątrz. Takie rozwiązanie możemy zastosować, gdy budujemy dom szkieletowy. W domu szkieletowym mostek cieplny wynikający z połączenia ściany szkieletowej z płytą żelbetową nie jest tak duży. Zaletą tego rozwiązania jest to, że w grubości termoizolacji możemy swobodnie układać instalacje. Instalacja kanalizacyjna stanowi większy problem ze względu na średnice 50-100 mm i konieczność zachowania spadku. Jeśli grubość styropianu na płycie będzie zbyt mała, trudno uzyskać odpowiedni spadek przy dłuższych odcinkach. Termoizolacja nad płytą daje większą swobodę w etapowaniu budowy. Możemy wybudować stan surowy zamknięty i później spokojnie zdecydować o rozmieszczeniu ścianek, ogrzewania podłogowego czy urządzeń sanitarnych. To pozytywnie wpływa na harmonogram budowy i umożliwia późniejsze zmiany. Zobacz też:Stan surowy zamknięty i otwarty - co obejmują? Definicje[SŁAWEK] A w przypadku termoizolacji pod płytą żelbetową, gdzie prowadzone są instalacje? [KRYSTIAN] W rozwiązaniu z całą termoizolacją pod płytą, instalacje ogrzewania podłogowego i wodno-kanalizacyjne są zatopione w żelbecie. Kanalizację trzeba przewidzieć wcześniej – piony muszą przechodzić przez płytę. Tu nie ma miejsca na późniejsze zmiany czy błędy – wszystko wymaga precyzyjnego zaplanowania. [SŁAWEK] Dlatego zawsze zalecamy, by przed rozpoczęciem budowy wiedzieć, jak będzie wykończony budynek. [KRYSTIAN] Tak, osoby które przeszły nasz kurs poradzą sobie z tym. Czasem jednak wygodniej jest budować etapami. Oba rozwiązania są dobre – nie ma lepszego czy gorszego. Każde ma swoje cechy charakterystyczne. Optymalne rozwiązanie ocieplenia[SŁAWEK] A jakie jest optymalne rozwiązanie? [KRYSTIAN] Najczęściej praktykuje się w Polsce robienie płyty fundamentowej z termoizolacją pod płytą i nad płytą. Dzięki temu łączymy zalety obu rozwiązań. Zachowujemy ciągłość izolacji termicznej, która jest wtedy bardziej efektywna. Ponieważ styrodur XPS jest droższy, zmniejszamy jego grubość – zamiast 20 cm dajemy około 10 cm, co pozwala zaoszczędzić na kosztach i zmniejszyć osiadanie związane z właściwościami tego materiału. Jednocześnie zapewniamy sobie swobodę przy wykończeniu pomieszczeń i miejsce na poprowadzenie instalacji kanalizacyjnej oraz innych. To rozwiązanie jest obecnie optymalne, gdyż łączy najlepsze cechy obu skrajnych metod. Jeśli nie ma przeciwwskazań, zalecam właśnie takie pośrednie podejście do ocieplenia płyty fundamentowej. Grubość styropianuMoim zdaniem standardem jest sumaryczna grubość termoizolacji, łącznie pod i nad płytą, około 15 do 20 centymetrów. Przekraczanie tego nie ma już dużego sensu. Zwiększamy sobie mocno osiadanie samego styropianu, a w zamian nie uzyskujemy aż tak dużej poprawy termoizolacyjności. Należałoby to podzielić na takiej zasadzie, żeby jakieś 8 do 10 centymetrów położyć na płycie po to, żeby właśnie ukryć swobodnie instalację przede wszystkim kanalizacyjną, bo ona jest najbardziej wymagająca, jeśli chodzi o te spadki, o swoje gabaryty. Takim absolutnym minimum to jest około 6 cm, poniżej tego to praktycznie nie da się już użyć ani kanalizacji, ani rur z ciepłą, zimną wodą użytkową, więc te 8-10 cm to jest takie optimum moim zdaniem. No i tą resztę, dopełnienie do tych 15 do 20 centymetrów powinno położyć pod płytą, bo tam one będą wtedy pracowały jako zapewnienie ciągłości termoizolacji wokół budynku ze wszystkimi związanymi z tymi zaletami. [SŁAWEK] A co z hydroizolacją? Jak zabezpieczyć fundamenty przed wilgocią? Po pierwsze mamy różne konstrukcje płyty, przez co jak ktoś chce znaleźć wykonawcę, który wykona płytę, to dostanie, podejrzewam, 12 wycen i każda oferta będzie inna, będzie inny przekrój płyty i tak dalej, i tak dalej. W kursie pokazujemy, które rozwiązania są dobre, ale trochę mnie zadziwia to, że jest sporo rozwiązań, które nie są prawidłowe. Tak jakby niektórzy liczyli na to, że brak jednego elementu jest na tyle mało ryzykowne, że nic się nie stanie. To są częste argumenty. Więc jak powinna być wykonana płyta fundamentowa, aby w ogóle nie było ryzyka przedostawania się wilgoci do środka budynku? Hydroizolacja płyty fundamentowej[KRYSTIAN] Temat hydroizolacji fundamentów szczegółowo omawiam na moim blogu i w kursie, więc nie będę wszystkiego powtarzał. Powiem tylko najważniejszą rzecz – hydroizolację należy traktować nie jako jedną warstwę czy jeden materiał, ale jako cały system zabezpieczenia kaskadowego. Przyrównam to do analogii dachu. Wszyscy wiedzą, że na dachu pada deszcz. Dlatego mamy dachówkę, blachodachówkę czy blachę na rąbek, która zabezpiecza dom przed przeciekaniem wody w 98-99%. Ale wiedząc, że może pojawić się malutki przeciek, gdy np. grad uszkodzi dachówkę, wszyscy stosują wstępne krycie dachu – drugą warstwę, która w razie awarii pokrycia głównego przejmie na siebie tę niewielką ilość wody i odprowadzi ją poza budynek. Tak samo powinno się podchodzić do izolacji fundamentów. W gruncie zawsze jest jakaś wilgoć – czy to woda gruntowa podciągana kapilarnie, czy wysokie zwierciadło wód gruntowych, czy woda opadowa, która wsiąkła w grunt. Mokry fundament to same problemy – ryzyko rozwoju pleśni i grzybów, większa przewodność cieplna (a więc straty ciepła), ochłodzenie ściany w miejscu połączenia ze ścianą fundamentową. Zimna i mokra ściana to idealne warunki dla pleśni i grzybów. Dwustopniowy system izolacji przeciwwilgociowejDlatego do hydroizolacji fundamentów powinno się podchodzić jak do dachu – stosować podwójne zabezpieczenie: 1. Pierwsze zabezpieczenie to zawsze ochrona przed podciąganiem kapilarnym – jakikolwiek przerywacz wilgoci. Może to być warstwa drenażowa od spodu, która nie pozwoli wodzie podejść wyżej, lub z boku membrana kubełkowa, która przerwie podciąganie kapilarne. 2. Drugie zabezpieczenie to właściwa hydroizolacja – warstwa membrany, papy lub masy KMB, która zatrzyma wodę całkowicie, jeśli przedostanie się przez pierwszą warstwę. Układ tych warstw należy dobrać do wybranego rozwiązania płyty fundamentowej. Jeśli wybieramy „ciepłą płytę” z XPS od spodu, zabezpieczenie będzie inne niż gdy płyta będzie na dole, a ocieplenie na płycie. Inne zabezpieczenie będzie też potrzebne dla płyty zagłębionej w gruncie (np. przy domu z piwnicą), a inne dla płyty wyniesionej wysoko. [SŁAWEK] Tak jest, ograniczamy ryzyko. Kto ma pleśń czy grzyba na ścianie, wie że to nic fajnego.** Nie jesteś w stanie zwalczyć skutków, jeśli fundamenty są wilgotne – możesz usunąć problem na chwilę, ale za moment wróci. Przy tradycyjnych fundamentach trzeba je odkopać i zabezpieczyć, co generuje wysokie koszty. Lepiej zrobić to dobrze już na etapie budowy. [KRYSTIAN] Płyty fundamentowej nawet nie odkopiesz od spodu po zakończeniu budowy. [SŁAWEK] No tak, to w ogóle tragedia. [KRYSTIAN] Tego się nie da zrobić już po wybudowaniu. Wiele starych budynków ma na poziomie cokołu odpadającą farbę, purchle z tynku, z elewacji. To nie wynika z tego, że budynki są stare, ale z tego, że kiedyś nie stosowano odpowiedniej hydroizolacji. Dziś temat jest dobrze rozpracowany i można korzystać z tej wiedzy. [SŁAWEK] W naszym kursie pokazujemy prawidłowe przekroje płyty fundamentowej i służymy radami. Mamy grupę dla kursantów, gdzie odpowiadamy na pytania dotyczące fundamentów, bo zależy nam, aby każdy wybudował dom bez błędów. [KRYSTIAN] Na koniec przypominam, że mamy darmowy minikurs dla osób rozpoczynających przygodę z budową domu. [SŁAWEK] Tak, są dwa minikursy. Jeden dla osób, które szukają działki. Jest pięć lekcji. Drugi kurs, który przygotowuje do budowy. Jeżeli nic nie wiesz na temat budowy domu, no to to jest właśnie kurs dla Ciebie. Pokazujemy, jakie są koszty budowy, jak podejść do budowy domu. Jak takie właśnie cenne informacje dla każdego, kto chce swój dom wybudować. Link do zapisu jest poniżej. W pierwszym mailu można wybrać kurs, który nas interesuje. Jeżeli ktoś nie ma działki, to może wybrać dwa kursy. Czemu nie. Wtedy dostanie te trzynaście lekcji. [KRYSTIAN] Jak są za darmo, to jakby szkoda nie skorzystać. [SŁAWEK] Ja bym brał. Ja też. Więc nie namawiam. [KRYSTIAN] Jak ktoś nie chce za darmo, I tutaj już zupełnie bez haczyków. [KRYSTIAN] A jeśli ktoś nie chce zajmować się samodzielnie budową i planuje ją w okolicach Warszawy, zapraszam do skorzystania z moich usług. Link znajduje się w opisie filmu na YouTube. [SŁAWEK] Dziękujemy wszystkim za wysłuchanie dzisiejszego odcinka podcastu. Do zobaczenia za tydzień! [KRYSTIAN] Do zobaczenia! Zobacz też:Czym ocieplić dom od zewnątrz? Piana, styropian czy wełna?Artykuł Ocieplenie płyty fundamentowej – od góry czy od spodu? pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Uzbrojenie działki – przyłącza budowlane gazowe, elektryczne itp | 26 Sep 2024 | 00:44:22 | |
Żaden dom nie może funkcjonować bez podstawowych mediów takich jak prąd, woda, kanalizacja. Wszystko to należy podłączyć do nowego domu, ale jak to zrobić? Odpowiadamy na to pytanie w dzisiejszym podcaście. Tekst jest zapisem rozmowy, przygotowanym do łatwiejszego czytania. Możesz posłuchać go w formie podcastu klikając poniższy przycisk.
O ekspertach [SŁAWEK] Cześć, jestem Sławek Zając, jestem doradcą budowlanym. Od sześciu lat prowadzę serwis „Jak się wybudować i nie zwariować”. Razem z Krystianem jestem twórcą największych kursów budowlanych dotyczących wyboru działki i budowy domu. [KRYSTIAN] Cześć, witajcie. Ja nazywam się Krystian Lemkowski. Z zamiłowania i zawodu jestem inżynierem budownictwa. Zajmuję się budową obiektów mieszkalnych, bloków wielorodzinnych, domów jednorodzinnych. Razem ze Sławkiem zajmuję się doradztwem budowlanym. Prowadzę serwis budowa w praktyce. Wspólnie stworzyliśmy bardzo pomocne kursy budowlane, które możecie kupić na stronie jaksiewybudowac.pl. Zobacz też:Jak kupić działkę budowlaną? Zakup działki krok po kroku Czym dokładnie jest uzbrojenie działki[SŁAWEK] Przechodzimy do tematu, bo ten podcast jest dla osób, które mają działkę, ale nieuzbrojoną. Działka nieuzbrojona jest „goła”, nie ma niczego – nie ma skrzynki elektrycznej, przyłącza wodociągowego, kanalizacyjnego, gazowego. Taka działka wymaga jeszcze pewnych działań, aby mogła być uzbrojona w różne media, tak aby po budowie domu można było z tych mediów korzystać. [KRYSTIAN] Wchodzimy z założenia, że działka jest całkowicie nieuzbrojona i nie ma na niej absolutnie nic. To jest taki najbardziej skrajny przypadek, gdzie trzeba samodzielnie zadbać o wszystkie możliwe przyłącza. Uzbrojenie działki w prąd – najważniejsze przyłącze[SŁAWEK] Prąd jest bardzo potrzebny podczas budowy. Aczkolwiek jak go nie ma, nie ma tragedii – są agregaty. Można nieoficjalnie pożyczyć prąd od sąsiada. Natomiast czeka się czasami na niego kilkanaście miesięcy. Są miejsca, gdzie trwa to nawet osiemnaście miesięcy, co jest trochę przerażające. To tylko pokazuje, że trzeba działać od razu. [KRYSTIAN] Jeżeli ktoś kupi taką działkę kompletnie nieuzbrojoną, powinien absolutnie od razu zabrać się za załatwianie przyłączy, przede wszystkim elektrycznego. W jego przypadku nie da się niczego przyspieszyć, nie da się wykonać nic samodzielnie, nie da się wyprosić. Zakłady energetyczne, które operują na danym rejonie są tak duże, że tam nie da się niczego wcześniej załatwić. Doprowadzenie prądu krok po kroku[KRYSTIAN] Żeby uzbroić działkę w prąd należy przede wszystkim wystąpić o warunki techniczne dla przyłącza. Później jeżeli te warunki zostaną wydane to podpisać umowę na jego wykonanie. Następnie zakład energetyczny ma te kilkanaście miesięcy na działanie i dopiero wtedy działka jest uzbrojona. [SŁAWEK] Dodam, że jeżeli ktoś kupił działkę i jest tam skrzynka elektryczna, niech się upewni, że ta skrzynka jest gotowa do użycia. Zdarzały się sytuacje, że w skrzynce były wyrwane kable i trzeba było całą procedurę przechodzić od początku. Więc niech was nie zmyli sama jej obecność, bo ona wcale nie musi oznaczać, że jest przyłącze gotowe. Lokalizacja skrzynki elektrycznej[SŁAWEK] Powiedz mi, jak jest z lokalizacją takiej skrzynki. Czy to zwykle narzuca zakład energetyczny? Wydaje mi się, że fajnie by było, gdyby odległość między nią a rozdzielnicą w domu była jak najkrótsza, ale też ważne jest to, żeby skrzynka nie blokowała wjazdu samochodu na posesję. [KRYSTIAN] Kiedyś takie skrzynki z licznikami były montowane na domach. Często się widzi jeszcze w starszym budownictwie na ścianie zewnętrznej, od strony drogi. Dzisiaj takiej dowolności nie ma, bo projektant przygotowuje plan zagospodarowania terenu, czyli taką mapę, gdzie jest wyrysowany budynek i gdzie są wyrysowane wszystkie przyłącza. Zakłady energetyczne po prostu narzucają, że skrzynka przyłączeniowa musi znaleźć się na frontowej granicy terenu tak, żeby można było z działki publicznej do tej skrzynki dojść. Możemy sobie wybrać tylko czy ta skrzynka będzie stała z lewej strony naszej frontowej granicy działki, czy z prawej, czy na środku. Więc tutaj wielkiego wyboru już nie ma. [SŁAWEK] Na chwilę zmienię tylko temat, bo zapomnieliśmy powiedzieć o jednej ważnej rzeczy. Mamy przygotowane dwa darmowe minikursy dla osób, które dopiero szukają działki. Jest kurs o tym, jak szukać działki, jak kupić działkę w dobrej cenie i drugi kurs dla osób, które chcą się dobrze przygotować do budowy. Wystarczy zapisać się do newslettera! Uzbrojenie działki w wodę i kanalizację[SŁAWEK] Dalej mamy wodę. Jak zrobić przyłącze, jeżeli jeszcze nie masz domu, a nawet jeżeli nie wiesz gdzie ten dom będzie stał? Jaka jest procedura? A może poczekać na projekt budowlany? [KRYSTIAN] Ciężko się za to zabrać jeśli nie masz żadnego projektu, bo większość zakładów wodociągowych w Polsce będzie wymagała jakiegoś projektu tego przyłącza. Niestety trudno jednoznacznie określić, co, gdzie i jak, ponieważ w Polsce są chyba 4 lub 5 duże zakłady energetyczne z podobnymi procedurami, a wodociągi różnią się w zależności od gminy, co skutkuje innymi procedurami. Żeby zrobić przyłącze wody trzeba do zakładu wodociągowego złożyć wniosek i uzyskać warunki techniczne przyłączenia. Będzie tam na pewno jakaś średnica przyłącza, będzie miejsce, w którym do sieci wodociągowej można się podłączyć. Znajdzie się też prawdopodobnie wymóg dokumentacji projektowej, którą trzeba dostarczyć. Przyłączenie do sieci wodociągowej – proces[KRYSTIAN] Projektant musi te wszystkie przyłącza wyrysować na planie zagospodarowania terenu, bo musi wiedzieć gdzie idzie przyłącze elektryczne, gdzie wodociągowe, kanalizacyjne, gazowe. Żeby nie było jakichś kolizji, albo żeby nie wybudować sobie beztrosko przyłącza wodociągowego, a później będzie problem z przyłączem kanalizacyjnym. Więc tutaj bez projektu raczej się nie obędzie. [SŁAWEK] Jak najbardziej, tak jest najlepiej. Natomiast jeżeli komuś by zależało na czasie i jest pewien, gdzie dom będzie stał i ma chociaż wstępnie wybrany projekt, nie musi być z dokładnością do centymetra. Zawsze jak jest przyłącze wykonane, jest jeszcze zapas rury. Kilka metrów – zawsze będzie można troszeczkę coś poprzesuwać. [KRYSTIAN] Jeśli komuś zależy na szybkim tempie i chciałby mieć wodę, bo będzie budował się tam dopiero za kilka lat, ale chciałby już teraz mieć wodę i tę działkę użytkować rekreacyjnie, to też można coś takiego zrobić. I wtedy najczęściej, najwygodniej jest wybudować przyłącze od sieci do skrzynki wodomierzowej, do studni wodomierzowej. Z wodą zwykle nie jest aż tak bardzo źle jak z zakładem energetycznym. Procedura jest odmienna pod tym względem, że samodzielnie to przyłącze najczęściej realizuje inwestor. Jak szybko uda się mu zorganizować projekt, pozwolenie, ekipę, tak szybko to przyłącze będzie miał i nie musi czekać kilkunastu miesięcy. Koszt doprowadzenia wody[SŁAWEK] Wspomnijmy trochę o kosztach, chociaż zaznaczam, że koszty są przeróżne, bo to zależy od lokalizacji i od warunków. Jeżeli mamy przyłącze energetyczne do 300 metrów, to płacimy około 3 tysiące złotych. Jeżeli chodzi o przyłącze wodociągowe, to jeżeli sieć wodociągowa jest przy naszej granicy, trzeba się liczyć z takim kosztem około 5 tysięcy złotych, może więcej. To zależy od lokalizacji, bo są tereny, gdzie jest monopol jednej firmy. Oczywiście może być drożej, jeżeli musimy przejść pod drogą asfaltową, jeżeli trzeba będzie zamknąć drogę publiczną, kwota może być bliżej 10 tysięcy złotych. [KRYSTIAN] Przyłącze energetyczne wykonuje zakład energetyczny, oni pobierają cenę ryczałtową, zależną w pierwszej kolejności od mocy przyłączeniowej. Jeżeli długość przyłącza nie przekracza 200 metrów, z tego co pamiętam, to później jest dodatek za każdy kolejny metr. Tutaj sprawa jest prosta, te przyłącza mało kiedy przekraczają 200 metrów długości, więc się płaci ryczałtowo za moc. To jest 2-3 tysiące i po kłopocie. To załatwia energia i tutaj się z tym wszystkim nie martwimy. Jeden problem jest czas. Przy wodociągach koszt będzie taki jak się uda zorganizować ekipę, materiały. Ale mogą wystąpić dodatkowe problemy. Główna sieć wodociągowa idzie po drugiej stronie drogi niż mamy działkę i wtedy trzeba pod drogą się przedostać z naszym przyłączem. Jeżeli to jest droga jakiejś niskiej kategorii, lokalna, gruntowa, czasami można tą drogę zamknąć, ale to wiąże się z tym, że trzeba napisać zarządcy drogi pismo z pozwoleniem o zajęcie pasa drogowego. Czasami potrzebny jest projekt organizacji ruchu, jest opłata za to wszystko. Im wyższa kategoria drogi, tym więcej problemów. Uzbrojenie działki w gaz[KRYSTIAN] Z gazem jest tak, że w Polsce jest jedna duża firma, która zajmuje się dostawą gazu. Sytuacja z przyłączem gazowym wygląda bardzo podobnie jak z elektrycznym. Trzeba zgłosić się do PGE, oni już mają całą gotową procedurę na to, wydają warunki techniczne, podają jaki koszt. Tu też jest opłata ryczałtowa i oni wszystkim się od A do Z zajmują. Postawiona będzie skrzynka gazowa na granicy, tam będzie licznik, później od skrzynki gazowej trzeba dalej samodzielnie już według projektu domu dotrzeć do wnętrza budynku. Procedura jest bardzo podobna do energetyki. Przy czym tu też się spotkałem z różnymi kwiatkami. Z gazem mi się zdarzały, że czasami idzie sieć gazowa gdzieś w drodze, ale żeby dotrzeć do działki, trzeba przeskoczyć przez działkę sąsiada czy przez jakąś działkę miejską. Trafiłem na sytuacje, gdzie miasto bardzo ociężale, wręcz niechętnie wydawało zgody, warunki na przejście przez te ich działki, więc procedura się rozciąga nawet do trzech lat. Kanalizacja – najtrudniejsze przyłączenie do sieci[SŁAWEK] Mamy wodę, mamy prąd i gaz, a teraz musimy ogarnąć kanalizację. Zakładamy, że ktoś nie chce albo nie może mieć szamba, bo miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego lub decyzja o warunkach zabudowy może zabraniać przydomowej oczyszczalni ścieków. Czy procedura jest podobna? Bo wiemy o tym, że czasami jest tak, że sieć kanalizacyjna jest wyżej niż działka. Zobacz też:Przydomowa oczyszczalnia ścieków - co musisz wiedzieć?[KRYSTIAN] Zanim odpowiem na to pytanie, wrócę się do początku. Zdarzają się kwiatki, że w gminie nie ma jeszcze sieci kanalizacji sanitarnej, a miejscowy plan już z wyprzedzeniem nakazuje, żeby się przyłączyć. I to wtedy trzeba iść do urzędu i wyjaśnić, co autor miał na myśli. Druga sprawa: szamba i oczyszczalnie. Plany miejscowe czy warunki zabudowy mogą nakazywać, nie muszą nakazywać. W każdym razie, jeżeli się je buduje, one wymagają uzyskania pozwolenia na budowę albo zgłoszenia budowy. Więc tutaj również nie obejdziemy się bez tej procedury administracyjnej, bez projektów, bez pozwolenia. Wyzwania techniczne kanalizacji[KRYSTIAN] Mamy kanalizację sanitarną. Kanalizacje deszczowe rzadko się zdarzają, to jest albo dla większych obiektów, dla domów jednorodzinnych raczej rzadko. Tutaj procedura będzie podobna. Przy czym zarządcą kanalizacji sanitarnej może być lokalny zakład wodociągowo-kanalizacyjny, a kanalizacją deszczową może się zajmować na przykład miasto. Potrzebujemy oczywiście projektu, warunków technicznych projektu – tego samego, co przy przyłączu wodociągowym. Dla kanalizacji sanitarnej sprawa się komplikuje jeszcze bardziej, bo o ile woda pod ciśnieniem popłynie pod górę, o tyle kanalizacja już pod górę nie popłynie. Zdarzają się sytuacje, że nawet gdybyśmy chcieli podłączyć się do kanalizacji, nawet ta kanalizacja może być stosunkowo blisko, ale kanalizacja jest wyżej niż nasza działka i wtedy koszt przyłączenia będzie tak duży, że się to absolutnie nie opłaci, bo trzeba robić przepompownię ścieków. Koszty są jeszcze większe, bo o ile pod drogą da się zrobić przewiert, przecisk rury wodociągowej z kanalizacyjnymi rurami, już tak się nie da. [SŁAWEK] Warto się dopytać w gminie jak jest, bo są gminy, które mają dofinansowanie na przepompownię ścieków. Może się okazać, że nie ma takiego problemu, tylko musisz zainwestować pieniądze, a potem gmina Ci odda. Formalności i warunki techniczne[SŁAWEK] Na przykład u mnie w gminie nie jestem w stanie samemu wykonać przyłącza wodociągowego, czyli samemu zapewnić materiały. Wykonawca robi wszystko od A do Z, czyli zajmuje się zgłaszaniem, wszystkim tym co jest potrzebne do wykonania przyłącza, odbiorami. To przeróżnie wygląda w każdym miejscu w Polsce. Nie ma innej drogi, jak udanie się do zakładu wodno-kanalizacyjnego i pytania o to, jak procedura wygląda. Jeżeli ktoś by chciał samodzielnie przejść cały ten proces, to napisaliśmy e-booka pod tytułem „Zakup działki i budowa domu – proces administracyjny”. Ten e-book jest głównie przeznaczony dla osób, które chcą same uzyskać pozwolenie na budowę. Jest opisany cały proces administracyjny, jakie wnioski, jakie zaświadczenia, jakie mapy, gdzie się udać. [KRYSTIAN] Ten e-book dosyć mocno może pomóc osobom, które jeszcze nie kupiły działki, tylko dopiero zastanawiają się nad zakupem, bo tam szczegółowo wyjaśniamy na co zwrócić uwagę. Podchodzimy też do takich troszeczkę mniej typowych zakupów działek rolnych: jak to zrobić, jakie dokumenty tam są potrzebne, kiedy taką działkę można kupić, a kiedy lepiej nie kupować, bo nie uda się na niej nic wybudować. [KRYSTIAN] Oczywiście, jeżeli ktoś nie chce się tym w ogóle zajmować, to przeskakujemy na drugi biegun. Jeżeli ktoś nie chce zajmować się przyłączami, nie chce zajmować się budową, bardzo ceni swój czas i chciałby zlecić budowę domu od A do Z, to istnieje taka możliwość. [SŁAWEK] Warto zweryfikować przed zakupem działki wszystkie aspekty uzbrojenia. Działka uzbrojona powinna pójść w wyższej cenie niż działka nieuzbrojona. Terminy w umowach przyłączeniowych[KRYSTIAN] W umowie na przyłączenie, czy to energia elektryczna, czy gaz, zakłady energetyczne często wpisują termin, do którego jednocześnie po stronie inwestora musi zostać wykonana instalacja. Jeżeli te terminy nie zostaną dochowane, to zakład energetyczny czy gazowy zacznie naliczać kary za opóźnienia w realizacji umowy rzędu tysiąc złotych rocznie. [SŁAWEK] Jeżeli planujesz budowę domu za jakiś czas, albo będziesz budował dom samodzielnie i dopiero zakończysz budowę za kilka lat, może być taka sytuacja, że zakład energetyczny będzie chciał podpisać umowę, której zobowiązuje się do tego, aby w ciągu wyznaczonego czasu mieć już budynek gotowy. Jeżeli więc planujesz budowę domu później, we wniosku nie należy wpisywać, że stara się o połączenie do domu jednorodzinnego, ale porozmawiać z kimś o tym, co można by innego tam wpisać, na przykład przyłączenie garażu. Jest to pewnego rodzaju obejście, czasami nawet pracownicy w zakładach energetycznych proponują jakieś rozwiązania. Przyłącza teletechniczne – przepusty i planowanie[SŁAWEK] Istnieją jeszcze przyłącza teletechniczne, ale nie wiem, czy ostatnio komukolwiek w domach jednorodzinnych udało się takie przyłącze wykonać. [KRYSTIAN] Już chyba wszyscy korzystają z internetów radiowych. Takie przyłącza teletechniczne raczej wykonuje się do obiektów nieco większych, bo operatorom pojedynczych domów nie opłaca się. Mówisz o światłowodach, o tego typu rzeczach. [SŁAWEK] Jeszcze nie, jest bardzo blisko, 300 metrów ode mnie, ale już może kiedyś. [KRYSTIAN] U mnie jest tak samo. Idzie światłowód do szkoły podstawowej, która jest stosunkowo blisko mnie, jakieś może 500 metrów w linii prostej. I zakład telekomunikacji, czy to Orange w tej chwili, która jest operatorem akurat tej konkretnej sieci, nie jest zainteresowana, żeby się podłączyć i podpiąć do swojej sieci jakieś 30 domów po drugiej stronie drogi niż idzie światłowód. [SŁAWEK] Rzeczywiście, tak jest, natomiast z drugiej strony są osoby, które nie kupią działki, jeżeli właśnie nie ma możliwości połączenia się ze światłowodem, ponieważ w informatyce choćby nawet rozmawiałem z kilkoma osobami, które jako jedne z większych, ważniejszych warunków stawiają to, że działka ma być zaopatrzona w tego typu rozwiązania. Jak zwykle kwestia oczekiwań. Dodam tylko, że warto podczas budowy domów, podczas wykonywania fundamentów zostawić przepusty po to, żeby kiedyś, jeżeli w przyszłości będzie światłowód, będzie można taki światłowód bez problemów wprowadzić do domu. Warto zostawić sobie takie przepusty po to, aby móc wyprowadzić kable lub inne media bez kucia i przy okazji zapraszam do naszego kursu budowa domu od zera do stanu deweloperskiego. [KRYSTIAN] Dodam jeszcze od siebie, że to co mówisz o przyłączach, że warto faktycznie zostawić sobie jakiś dodatkowy przepust, albo położyć kabel do oświetlenia zewnętrznego, czy do bramy wjazdowej, ale warto też sobie na mapie zaznaczyć gdzie te przewody są położone, albo zrobić zdjęcia, bo później można zapomnieć, albo jeśli zarośnie wszystko trawą, to zgadywać gdzie taki kabel jest. Wtedy mamy kopanie w poszukiwaniu przepustów czy przewodów. Jak przyspieszyć proces przyłączania mediów[KRYSTIAN] Powiem jaka jest metoda, jeżeli komuś bardzo zależy na tym, żeby przycisnąć zakład energetyczny. Procedura jest taka, że na wszystko jest przetarg. Żeby zrobić przyłącze trzeba zrobić przetarg na projektanta i na wykonawcę. Te przetargi są publiczne i to jest ostatnia deska ratunku, bo jeżeli są publiczne to znaczy, że można je znaleźć w internecie na stronie o przetargach danego zakładu energetycznego. Jeżeli już mamy dane projektanta, to możemy do niego zadzwonić i pogadać, że my już mamy mapę do celów projektowych, bo zrobiliśmy ją dwa miesiące wcześniej, więc projektant nie musi sam tego załatwiać. Możemy mu tą mapkę podesłać. On się ucieszy, bo zaoszczędzi tysiąc czy półtora czy dwa tysiące złotych na geodecie, a my zaoszczędzimy miesiąc albo dwa miesiące pracy projektanta. Podobnie da się z wykonawcą, jeżeli uda się z nim dogadać, są też takie małe kruczki, da się to zrobić, bo zakłady energetyczne nie robią tego same, tylko robią to na podwykonawcach, którzy też są ludźmi. Może nie to, że uda się skrócić cały proces do miesiąca, ale uda się skrócić go o dwa, trzy, cztery, pięć miesięcy czasami, więc można próbować. Jeżeli ktoś chce, można próbować. To jest droga dla wytrwałych. [SŁAWEK] Trzeba być trochę detektywem, trochę być takim pewnym siebie, dzwonić, skrócić terminy, ale efekt jest taki, że mi się w ten sposób udało dwa miesiące skrócić czas przyłącza, więc dwa miesiące było, nie było. Dwa miesiące, bezcenne, słuchaj. Rewelacja. Zakończenie[SŁAWEK] Jeżeli macie jakieś pytania, to oczywiście zapraszamy do komentowania. Jeszcze raz przypominam o e-booku „Zakup działki i budowa domu proces administracyjny”, gdzie bardzo dokładnie pokazujemy jak, gdzie mapy, skąd mapy, jakie dokumenty. [KRYSTIAN] Jeżeli macie jakieś kolejne pytania, czy sugestie na tematy podcastów, jak najbardziej też zapraszamy do pisania w komentarzach. Będziemy odpowiadać na wasze wątpliwości w artykułach i podcastach. [SŁAWEK] Polecajcie nasz podcast na różnych grupach budowlanych. Do zobaczenia!
Artykuł Uzbrojenie działki – przyłącza budowlane gazowe, elektryczne itp pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||
| Pierwszy dom dla wroga, a trzeci dla Ciebie? Da się tego uniknąć! | 19 Sep 2024 | 00:43:00 | |
Bardzo wiele osób decyduje się na dużą, życiową zmianę: przeprowadzkę z mieszkania do własnego domu. Zderzają się one jednak z różnymi pytaniami, mitami i wątpliwościami, np. że lepiej nie stosować ogrzewania podłogowego w sypialni. Wiele osób także twierdzi, że budowa pierwszego domu jest dla wroga, drugiego dla przyjaciela, a dopiero trzeciego dla siebie. Nie zgadzamy się z tym! Jeśli również stoisz przed wyborem: „budować czy nie budować?” to zapraszamy do przeczytania tego tekstu. Jest on transkrypcją podcastu dostosowaną do łatwiejszego czytania. Możesz jej odsłuchać klikając poniższy przycisk lub oglądając w serwisie YouTube. Wprowadzenie do świata budownictwa jednorodzinnego[SŁAWEK] Dzień dobry, zapraszamy do kolejnego podcastu z cyklu Dylematy Budowlane. Dziś mamy wyjątkowy odcinek kierowany do osób, które jeszcze nie mieszkały w domu jednorodzinnym. Przygotowaliśmy garść praktycznych wskazówek dla budujących pierwszy dom. W ostatnich odcinkach koncentrowaliśmy się na technicznych aspektach – omawialiśmy stropy, akumulację ciepła i podobne zagadnienia. Dziś jednak będzie bardziej przystępnie. Znając te wskazówki i stosując się do nich pierwszy dom wybudujesz nie dla wroga, a dla siebie! Drugi możesz wybudować dla przyjaciela, a trzeci dla wroga – jak już będziesz dobrze wiedzieć, czego nie robić [KRYSTIAN] Cześć wszystkim! Zanim zaczniemy właściwą rozmowę, powinniśmy się przedstawić – szczególnie dla osób, które słuchają nas po raz pierwszy. Jestem Krystian Lemkowski, z zawodu i zamiłowania inżynier budownictwa. Na co dzień zajmuję się prowadzeniem inwestycji budowlanych wielorodzinnych, buduję domy jednorodzinne. Razem ze Sławkiem prowadzimy doradztwo dla osób stawiających własne cztery kąty. Tworzymy kursy budowlane i zajmujemy się kompleksowym doradztwem w zakresie budownictwa. [SŁAWEK] A ja jestem Sławek Zając, doradca budowlany, twórca serwisu „Jak się wybudować i nie zwariować” oraz także kursów budowlanych. Prowadzimy podcasty i dzielimy się wiedzą, aby każdy mógł zrealizować marzenie o własnym domu bez niepotrzebnego stresu. Zanim przejdziemy dalej, chciałbym wspomnieć o dwóch darmowych minikursach, które przygotowaliśmy. Są dostępne po zapisie na newsletter – pierwszy składa się z ośmiu lekcji i jest przeznaczony dla osób, które już mają działkę i chcą przygotować się do budowy. Każda lekcja to nowy, wartościowy film wysyłany na maila. Drugi minikurs jest dedykowany osobom szukającym działki. Znajdziecie w nim szczegółowe informacje o tym, jak szukać działki, na co zwracać uwagę i jak wygląda cały proces zakupu. Zachęcamy też do zadawania pytań i przeglądania naszych poprzednich podcastów. Na blogu „Jak się wybudować i nie zwariować” znajdziecie mnóstwo materiałów pomocnych przy pierwszej budowie. [KRYSTIAN] Dziś zaczynamy od absolutnych podstaw – od momentu, gdy w głowie rodzi się marzenie o własnych czterech ścianach. Chcemy obalić pewien popularny mit, który mówi, że pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi dla przyjaciela, a dopiero trzeci dla siebie. Stanowczo się z tym nie zgadzamy! Zobacz też:Jak kupić działkę budowlaną? Zakup działki krok po kroku Systemy ogrzewania – kluczowe decyzje[SŁAWEK] Zacznijmy od tematu, który każdego nurtuje – ogrzewania. Sam przez 20 lat mieszkałem w warszawskim mieszkaniu, potem jeszcze wynajmowałem lokum z narzeczoną. Jak większość z was wie, standardem w mieszkaniach są kaloryfery. Jednak w nowoczesnym budownictwie jednorodzinnym odchodzi się już od tego rozwiązania. Powiedziałbym nawet, że to prawdziwa rzadkość w nowych domach. Standardem stało się ogrzewanie podłogowe. [KRYSTIAN] Właśnie, ogrzewanie podłogowe to obecnie rozwiązanie podstawowe. Polega na tym, że w wylewce, czyli warstwie betonu pod panelami czy płytkami, zatopione są rurki z wodą o odpowiedniej temperaturze. To sprawia, że podłoga oddaje ciepło w bardzo komfortowy sposób – nie jest ani zimna, ani przegrzana. [SŁAWEK] Sama instalacja, jeśli jest dobrze wykonana, daje efekt takiej neutralnej, przyjemnej temperatury. To nie jest tak, że czujesz gorącą podłogę pod stopami – po prostu nie jest ona nieprzyjemnie zimna. [KRYSTIAN] Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że około 99,9% osób, które miały styczność z ogrzewaniem podłogowym, jest bardzo zadowolona. To naprawdę świetne rozwiązanie, mimo różnych mitów krążących na jego temat. Ludzie czasem obawiają się, że unosi kurz albo że nie powinno się go instalować w sypialni – to wszystko to mitologia budowlana. [SŁAWEK] Właśnie, sam padłem ofiarą takiego mitu, budując dom 10 lat temu. Kilka osób powiedziało mi, że przy ogrzewaniu podłogowym puchną stopy, że to niezdrowe. W efekcie nie mam tego ogrzewania w sypialni i teraz żałuję, bo zimą wstaję na zimną podłogę. A prawda jest taka, że przy prawidłowo wykonanej instalacji nie ma żadnych problemów zdrowotnych. [KRYSTIAN] To bardzo ważne, co mówisz o prawidłowym wykonaniu. Bo rzeczywiście, jakość instalacji ma kluczowe znaczenie. Dobrze wykonane ogrzewanie podłogowe to inwestycja na lata. Warto też wspomnieć o aspekcie ekonomicznym – system pracuje na niższych temperaturach niż tradycyjne kaloryfery, co przekłada się na niższe rachunki. [SŁAWEK] Dokładnie. I jeszcze jedna ważna rzecz – przy ogrzewaniu podłogowym mamy lepszy rozkład temperatury w pomieszczeniu. W przypadku kaloryferów ciepłe powietrze gromadzi się pod sufitem, a przy podłodze jest chłodniej. Przy ogrzewaniu podłogowym rozkład temperatury jest znacznie bardziej równomierny. Wentylacja – fakty i mity[SŁAWEK] Kolejny kluczowy temat to wentylacja. Czytając artykuły w Internecie, można odnieść wrażenie, że wentylacja mechaniczna to absolutna konieczność. Że jest jedynym ekologicznym rozwiązaniem i bez niej nie da się wybudować energooszczędnego domu. Wszystko to są mity. Przepisy wcale nie nakładają obowiązku montażu wentylacji mechanicznej. [KRYSTIAN] Tu muszę doprecyzować kilka rzeczy. W nowym budownictwie, szczególnie w wysokich budynkach wielorodzinnych, wentylacja mechaniczna faktycznie staje się standardem. Ale to nie znaczy, że w budynkach jednorodzinnych wentylacja grawitacyjna nie sprawdzi się równie dobrze. Kluczowa jest jedna rzecz – nawiewniki w oknach. [SŁAWEK] Możesz wytłumaczyć dokładniej, dlaczego te nawiewniki są tak ważne? [KRYSTIAN] Oczywiście. To często pomijany element, a jest fundamentalny dla działania całego systemu. Jeśli nie ma możliwości dopływu świeżego powietrza przez nawiewniki, wentylacja – niezależnie czy grawitacyjna czy mechaniczna – nie będzie działać prawidłowo. To jak z zamkniętym obiegiem – powietrze musi skądś napływać, żeby mogło być wywiewane. [SŁAWEK] A czy są jakieś specjalne przypadki, kiedy jednak warto rozważyć wentylację mechaniczną? [KRYSTIAN] Tak, na przykład w lokalizacjach o dużym zanieczyszczeniu powietrza. Wentylacja mechaniczna z dobrej jakości filtrami może znacząco poprawić jakość powietrza w domu. Ale to już jest świadomy wybór, nie konieczność. [SŁAWEK] Warto też wspomnieć o kosztach. Wentylacja mechaniczna to dodatkowy wydatek nie tylko przy instalacji, ale też podczas użytkowania – zużywa prąd, wymaga regularnej wymiany filtrów. [KRYSTIAN] Dokładnie. I jeszcze jedna ważna rzecz dotycząca wentylacji grawitacyjnej. W budynkach wielorodzinnych często pojawia się problem na ostatnich piętrach – słabo działająca wentylacja z powodu krótkiego kanału kominowego. W domu jednorodzinnym możemy to łatwo rozwiązać na etapie projektowania, planując odpowiednio długie kanały. Planowanie przestrzeni mieszkalnej[SŁAWEK] Przejdźmy do bardzo ważnego tematu – planowania przestrzeni. Kiedy mieszkałem z rodzicami i bratem w mieszkaniu, mieliśmy dwa pokoje, jedną łazienkę i kuchnię. Przy budowie domu, nawet niewielkiego, zdecydowanie polecam zaplanować dodatkowe WC (no, chyba, że faktycznie budujesz dla wroga). Nie musi być duże – czasem wystarczy 2,5 metra kwadratowego na toaletę i umywalkę. [KRYSTIAN] To szczególnie istotne w budynkach piętrowych lub z poddaszem użytkowym. Wyobraźcie sobie sytuację – sypialnie na górze, a jedyna łazienka na dole. To naprawdę niekomfortowe rozwiązanie. Dlatego zawsze zalecam przynajmniej jedną łazienkę na każdej kondygnacji. [SŁAWEK] A jeśli możemy wygospodarować więcej miejsca i zrobić pełną łazienkę z kabiną prysznicową, to jeszcze lepiej. Taka dodatkowa łazienka świetnie się sprawdza, gdy mamy gości. Nie muszą korzystać z naszej głównej łazienki. [KRYSTIAN] Mówiąc o przestrzeni, warto zwrócić uwagę na różnice między mieszkaniem a domem. W mieszkaniach często mamy pokoje po 9 metrów kwadratowych, gdzie ledwo mieści się łóżko i szafa. Wiadomo, że przeprowadzając się do domu, ludzie marzą o większej przestrzeni. [SŁAWEK] Ale uwaga – tu często pojawia się pułapka. Nie zawsze większe znaczy lepsze. Widziałem projekty z sypialniami po 25 metrów kwadratowych, które wcale nie były funkcjonalniejsze od tych 15-metrowych. [KRYSTIAN] Dokładnie. Często spotykam się z tym, że ludzie koncentrują się na wielkości pokoi, a zapominają o przestrzeniach technicznych i magazynowych. W mieszkaniu nie potrzebowaliśmy miejsca na kosiarkę, sprzęt ogrodowy, rowery, sanki… [SŁAWEK] I narzędzia! W mieszkaniu zwykle mamy jeden śrubokręt i młotek, a w domu przyda się podstawowy warsztat. Do tego odkurzacz, drabina, sprzęt do mycia okien – lista jest długa. [KRYSTIAN] Dlatego bardzo zachęcam do przemyślanego planowania przestrzeni. Może zamiast powiększać każdą sypialnię o 5 metrów, lepiej te metry przeznaczyć na porządną garderobę czy pomieszczenie gospodarcze? Przestrzeń magazynowa[KRYSTIAN] W typowych projektach katalogowych jest jeden poważny mankament – mają bardzo mało przestrzeni magazynowej. Przechodząc z mieszkania do domu, nagle okazuje się, że potrzebujemy miejsca na sprzęt ogrodowy. To nie tylko kosiarka, ale też podkaszarka, sekator, grabie, łopaty, konewki… [SŁAWEK] I rowery! W mieszkaniu często mamy jeden rower w piwnicy, a w domu? Dwa rowery dorosłych, rowerki dzieci, może jakiś zapasowy. Do tego sanki zimą, może jakiś sprzęt sportowy. To wszystko musi się gdzieś zmieścić. [KRYSTIAN] Właśnie dlatego odradzam bezkrytyczne powiększanie powierzchni pokoi. Dodanie pięciu metrów do każdej sypialni znacząco zwiększy koszty budowy. Te same pieniądze można przeznaczyć na praktyczne pomieszczenia gospodarcze. Garaż[SŁAWEK] A propos kosztów – porozmawiajmy o garażu. Często spotykam się z przekonaniem, że „dom bez garażu to nie dom.” Ale policzmy: garaż na jeden samochód to minimum 25 metrów, wygodniej 30. Przy koszcie 5 tysięcy za metr wychodzi 150 tysięcy złotych! [KRYSTIAN] Tu się z tobą nie do końca zgodzę. Ja akurat żałuję, że mam garaż tylko na jeden samochód. Chętnie miałbym na trzy – jeden na samochód, drugi na drugi samochód, a trzeci właśnie na te wszystkie sprzęty, o których mówimy. [SŁAWEK] Ale przyznaj – ile osób rzeczywiście parkuje w garażu, a ilu służy on jako graciarnia? [KRYSTIAN] To prawda, często tak bywa. Ale to kwestia dyscypliny i organizacji przestrzeni. Dobrze zaplanowany garaż, z odpowiednim systemem półek, haków, może być bardzo funkcjonalny. [SŁAWEK] Z moich obserwacji wynika, że problem z przestrzenią magazynową jest taki – ile by jej nie było, zawsze się zapełni. Sam mam tego świadomość – na strychu trzymam kable jeszcze z przeprowadzki sprzed 15 lat, bo „mogą się przydać”. [KRYSTIAN] To chyba powszechna przypadłość właścicieli domów! Ale wracając do garażu – jeśli ktoś ma ograniczony budżet, to rzeczywiście jest to miejsce, gdzie można szukać oszczędności. Można na przykład zacząć od wiaty, a garaż dobudować później. Fotowoltaika i nowoczesne technologie [SŁAWEK] Przejdźmy do tematu, który często pojawia się w pytaniach – fotowoltaika. Wielu przyszłych właścicieli domów pyta o nią w kontekście rosnących cen prądu. Przygotowuję właśnie do naszych kursów prawie godzinny materiał o fotowoltaice, gdzie szczegółowo analizuję rozliczenia i realną opłacalność. [KRYSTIAN] Tu warto podkreślić jedną kluczową rzecz – opłacalność fotowoltaiki jest ściśle związana z aktualnym prawodawstwem. Jedna zmiana w przepisach może całkowicie zmienić rachunek ekonomiczny. [SŁAWEK] Dlatego moja rada dla osób planujących budowę jest prosta – najpierw wybudujmy dobry dom. Skupmy się na prawidłowym wykonaniu wszystkich elementów, bo źle wybudowany będzie generował wysokie rachunki niezależnie od zastosowanych systemów. [KRYSTIAN] Zgadzam się. Proces budowy może trwać 2-3 lata. W tym czasie przepisy mogą się zmienić kilkakrotnie. Lepiej zostawić decyzję o fotowoltaice na później, gdy zobaczymy realne zużycie prądu. Zobacz też:Jak działa fotowoltaika? Na co zwrócić uwagę przy wyborze?[SŁAWEK] A skoro jesteśmy przy nowoczesnych rozwiązaniach, porozmawiajmy o domach inteligentnych. To kolejny gorący temat. Wiele osób marzy o maksymalnej automatyzacji – sterowanie roletami, oświetleniem, muzyką… [KRYSTIAN] I znowu – trzeba to dobrze przemyśleć. Często spotykam się z sytuacją, gdzie tylko jeden z partnerów jest entuzjastą takich rozwiązań. Drugi kompletnie nie widzi potrzeby korzystania z tych wszystkich funkcji. [SŁAWEK] Dokładnie! Rozmawiałem z wieloma osobami, które zainwestowały spore pieniądze w kilometry kabli do różnych systemów, a potem większość funkcji nawet nie została skonfigurowana. To trochę jak z tymi pilotami do telewizora – używamy może 20% funkcji. [KRYSTIAN] Najlepsza rada w tym temacie: jeśli mieszkając w mieszkaniu nie korzystasz z funkcji smart home, prawdopodobnie nie zaczniesz też w domu. Praktyczne instalacje i realne potrzeby[SŁAWEK] Zamiast skomplikowanych systemów inteligentnych, skupmy się na naprawdę praktycznych rozwiązaniach. W większości przypadków wystarczy dobrze przemyślana standardowa instalacja elektryczna. Co to znaczy „dobrze przemyślana”? [KRYSTIAN] Na przykład wyłączniki schodowe – możliwość włączenia i wyłączenia światła z dwóch miejsc. To się naprawdę przydaje w korytarzach czy na klatkach schodowych. [SŁAWEK] Dokładnie! I włączniki krzyżowe w sypialni – żeby można było zgasić światło z obu stron łóżka. Do tego warto zaplanować dodatkowe gniazdka w przemyślanych miejscach – za kanapą na ładowarkę do laptopa, wyprowadzenie HDMI do telewizora… [KRYSTIAN] Pamiętajmy też o gniazdkach zewnętrznych – do kosiarki elektrycznej, oświetlenia świątecznego czy innych sprzętów ogrodowych. To niewielki koszt na etapie budowy, a później bardzo się przydaje. [SŁAWEK] Z takich podstawowych udogodnień warto też pomyśleć o zmywarce – to już chyba standard. Ja ostatnio dokupiłem suszarkę do ubrań i szczerze polecam. Nie zajmuje dużo miejsca, a bardzo ułatwia życie. [KRYSTIAN] A propos sprzętów – często spotykam się z pytaniem o centralne odkurzanie. Co o tym sądzisz? [SŁAWEK] To kolejny system, który wymaga przemyślenia. Instalacja jest droga, a zwykły dobry odkurzacz bezprzewodowy często wystarcza. Znowu – warto najpierw pomieszkać i zobaczyć, czy rzeczywiście potrzebujemy takiego rozwiązania. [KRYSTIAN] Zgadzam się. Lepiej te pieniądze przeznaczyć na lepszej jakości materiały wykończeniowe czy lepszą izolację. To są rzeczy, których nie wymienimy łatwo później. [SŁAWEK] I jeszcze jedna rzecz – gniazdo ethernet w każdym pokoju. Internet Wi-Fi to standard, ale czasem kabel jest niezastąpiony, szczególnie do pracy zdalnej czy gamingu. Utrzymanie domu – fakty i mity[SŁAWEK] Przechodząc do kwestii kosztów mieszkania w wolnostojącym budynku – prawda jest taka, że życie w domu nie musi być drogie. Oczywiście, kiedy budujemy duży dom o dużej kubaturze, czyli ma dużą wysokość, dużo jest powietrza do ogrzania, to te rachunki oczywiście będą wyższe. Ale jeżeli porównamy mieszkanie o danej powierzchni z budynkiem o tej samej powierzchni, to wcale nie musi być to droższa eksploatacja. Może też być tańsza, bo nie musimy płacić żadnego czynszu. Ogrzewanie takiego domu nie jest drogie, musimy oczywiście wydać pieniądze na wodę, kanalizację i tak dalej, ale jak sobie to wszystko policzymy, to się okazuje, że wcale nie jest tak najgorzej. [KRYSTIAN] Często słyszę argument, że mieszkanie w bloku jest bezobsługowe, a dom wymaga ciągłej pracy. Ludzie boją się, że będą musieli ciągle coś naprawiać, czyścić, konserwować. Ale współczesne domy są naprawdę trwałe. [SŁAWEK] Dokładnie. Dobrze wykonany dach nie będzie przeciekał przez 50 lat. Podobnie z elewacją – jeśli jest prawidłowo zrobiona, nie wymaga szczególnej konserwacji. A co do systemów grzewczych – mamy teraz pompy ciepła i kotły gazowe, które są praktycznie bezobsługowe. [KRYSTIAN] Przy gazie wystarczy raz w roku przegląd. Jeśli mamy kanalizację miejską, w ogóle nie ma z tym kłopotu. A szamba czy przydomowe oczyszczalnie też nie są jakimś wielkim wyzwaniem – to kwestia jednego telefonu co jakiś czas. [SŁAWEK] Ludzie często boją się też czyszczenia rynien. Ale tu jest prosty sekret – budowa z dala od drzew liściastych. Nie ma liści, nie ma problemu z rynną. Pada deszcz i sam robi porządek. [KRYSTIAN] A co z koszeniem trawy? To chyba największa „uciążliwość”? [SŁAWEK] Moja działka ma 600 metrów kwadratowych trawy – koszenie zajmuje godzinę tygodniowo w sezonie. Ale nie każdy musi mieć trawnik! Można założyć łąkę kwietną, którą kosi się 2-3 razy w roku. Albo wybrać mniejszą działkę. [KRYSTIAN] Są też automatyczne kosiarki. A jeśli ktoś naprawdę nie lubi takich prac, zawsze może zlecić to firmie zewnętrznej – wciąż będzie taniej niż czynsz w mieszkaniu. [SŁAWEK] A mycie kostki brukowej? Trzy godziny pracy raz w roku albo zlecenie firmie. To nie są rzeczy, które powinny nas przerażać. Wybór projektu i wizualizacje[KRYSTIAN] Jeżeli szukacie projektu swojego domu, to projektu nie szuka się oczami. Projekty ogląda się nie na wizualizacjach, tylko ogląda się cyfry typu powierzchnie, wielkości pomieszczeń, rzut kondygnacji i układ pomieszczeń. To są ważne sprawy. Nie szukamy, nie wybieramy oczami, bo reklamy są niesamowite, reklamy po prostu obiecują złote góry, a to w rzeczywistości tak nie jest. I podobnie jest z wizualizacjami. [SŁAWEK] Zwykle wizualizacje są dużo piękniejsze niż dom będzie wyglądał faktycznie gotowy, dlatego że one są specjalnie tak przygotowane, żeby zachęcały i cieszyły oko, żeby kupić właśnie ten projekt. A w wizualizacji się nie mieszka, tylko mieszka się w gotowym domu, w takich pomieszczeniach jakie tam będą duże, małe, ustawne, nieustawne, albo cokolwiek tam jeszcze może się w tym projekcie wydarzyć. W projektach katalogowych spotkamy się z różnymi rodzajami powierzchni – netto, użytkowa, podłóg. [KRYSTIAN] W projektach katalogowych spotkacie się z kilkoma różnymi rodzajami powierzchni budynku. Jest powierzchnia netto, powierzchnia użytkowa, powierzchnia podłóg – przeróżne jeszcze nazwy się trafiają, bo każde biuro projektowe może sobie jakieś tam przeróżne powierzchnie ponazywać inaczej. Szczególnie powierzchnia użytkowa to jest akurat jedno z pojęć jakoś określonych prawnie, gdzie powierzchnia użytkowa to jest taka bez garażu, bez schodów, bez pomieszczeń technicznych na przykład. Najbezpieczniejszym wskaźnikiem do porównywania powierzchni jest porównanie powierzchni wszystkich pomieszczeń liczonych po podłodze. Podsumowanie i zachęta do dzielenia się doświadczeniami[KRYSTIAN] I co, na koniec jeszcze pamiętasz o czym mieliśmy wspomnieć? O tym, że my tutaj wymieniliśmy swoją listę rzeczy ważnych naszym zdaniem, co powinno się, a co się nie powinno w nowo budowanym domu, jeżeli ktoś nie ma z mieszkaniem w domu własnego doświadczenia. Ale mamy też prośby do osób, które dotrwały do końca, żeby napisały komentarz, co ich zdaniem powinno być obowiązkowe, czego się należy bać, czego się należy nie bać, jakie są ich doświadczenia z własnej budowy. Chcemy, żeby jak największej liczbie osób po prostu doradzić, żeby ten ich pierwszy dom był jak najlepszy. No i żeby nie budowali pierwszego domu dla wroga, ale właśnie dla siebie. [SŁAWEK] Tak, może coś was zaskoczyło na budowie domu? Napiszcie proszę, bo nie wszyscy wiedzą jak taka budowa wygląda i nie wszyscy mają taką wiedzę, więc zachęcamy do komentowania. Na stronie domymodelowe.pl znajdziecie bardzo ciekawy projekt domu parterowego dla rodziny 2+2 lub 2+3. Zachęcam do obejrzenia rzutów, bo a nuż to jest właśnie ten projekt, którego szukacie. [KRYSTIAN] I wszystkiego najlepszego dla tysięcznego subskrybenta! [SŁAWEK] Na razie! [KRYSTIAN] Do zobaczenia, do usłyszenia, cześć!
Artykuł Pierwszy dom dla wroga, a trzeci dla Ciebie? Da się tego uniknąć! pochodzi z serwisu Blog Budowlany: Jak się wybudować i nie zwariować. | |||